Klinika Magicznych Chorób i Urazów / Gabinet Basiliusa Prewetta
Potrzebował uzdrowiciela, przedstawiciela kliniki rodzinnej, aby móc ruszyć ze swoim ministerialnym projektem już od nowego miesiąca. Potrzebował kogoś zaufanego, kogo mogła nawet doceniać babka. Jednakże, gdy w ostatniej rozmowie, wspomniała mu o stracie uzdrowicielki Bulstrode, Laurence zrozumiał, że szukanie kogoś nowego, będzie wymagało więcej czasu. Choć niekoniecznie.
Gdy jeszcze był w klinice, zanim opuścił ją po rozmowie z babką, pozwolił sobie zajrzeć do spisu pracujących magimedyków i ich specjalizacji. Dostrzegł kilka znanych mu nazwisk. Tych, z którymi chodził bądź kończył akademię Munga. Kojarzył ich także ze swojej pracy tutaj, gdy oni przychodzili robić praktyki. Nie wszyscy tutaj pracowali. Ale kilkoro owszem.
Dlatego skontaktował się z Prewettem. Dlatego poprosił o spotkanie. Data została wyznaczona.
Tego dnia, Lestrange pojawił się w Klinice rodzinnej trochę przed czasem spotkania. Udał się do gabinetu swojego byłego nauczyciela, a obecnie pełniącego rolę zastępcy jego babki. Cyrus Abbott. Przegadał z nim temat wybranych uzdrowicieli, aby poznać jego opinię i ocenę ich pracy. Nie zdradzając wszystkiego, o czym rozmawiał z Dorindą. Zapewnił jednak, że potrzebuje kogoś do pomocy przy badaniach nad eliksirem.
Kiedy zbliżał się czas do spotkania, Laurence opuścił gabinet zastępcy i skierował się korytarzem, szukając gabinetu Prewetta. Poprawił swoją ciemną szatę. Swój płaszcz i kapelusz, zostawił w pomieszczeniu socjalnym, gdyż nie miał tutaj swojego gabinetu, a nie chciał przeszkadzać swojej babce. Jak tylko wskazówka jego podręcznego zegarka wskazała godzinę spotkania, schował go i zapukał do drzwi. Mając nadzieję, że Basilius nie miał już pacjentów. Otworzył drzwi do gabinetu, zerknąwszy aby się tego upewnić. Jeżeli Prewett poprosi, aby poczekał, zrobi to. Sam wiedział, że pacjenci w tym miejscu mieli pierwszeństwo.