• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius

[1952] Trust me, I’m a scientist. | Prudence & Aloysius
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#1
11.08.2026, 11:07  ✶  

Kilka dni po tym, jak spotkała Wisha na moście była gotowa na to, aby faktycznie przetestować jego możliwości. Nadrobiła literaturę, wiedziała już wszystko o wietrze, o tym w jaki sposób działał, jakie czynniki mogły na niego wpływać. Uzupełniła również swoją wiedzę o to, co innego mogło wpłynąć na to, jak szybko spadał jej przyjaciel. Była gotowa! Przynajmniej tak się jej wydawało. Zaopatrzyła się również w księgę zaklęć, w której znalazła sposoby na to, aby zlepić jego szczękę, to znaczy nie jego - on nie miał być pierwszym na którym je przetestuje. Nie do końca wiedziała jak niby mieliby złapać jakiegoś Ślizgona i sprawdzić to na nim, przy okazji zrobić to na tyle dyskretnie, aby nikt dorosły się nie dowiedział. To było raczej trudne do zrealizowania, jednak kiedy chodziło o naukę… Prue była gotowa przekraczać granice. Czego to się nie robiło dla zdobycia wiedzy?

Spędziła nad książkami wiele godzin, ale czuła się gotowa na przeprowadzenie eksperymentu, wydawało jej się też, że potrafiła wybrać idealne miejsce do ich prób. Niewielki mostek nad jeziorem, gdzie kręciło się raczej mało osób, nikt nie powinien im więc w tym przeszkodzić, do tego wysokość była odpowiednia - nikt nie ucierpi jeśli z niego spadnie, a to też było dla Bletchley bardzo istotne. Oczywiście odczuwała ogromny entuzjazm, jednak zdrowie i życie jej przyjaciela było dla niej najważniejsze. Nie zamierzała doprowadzić u niego do żadnych uszczerbków na zdrowiu.

Lekcje dłużyły się jej dzisiaj niemiłosiernie, nie mogła usiedzieć w miejscu, co nie zdarzało się często, musiała to jednak jakoś przetrwać, aby później mogli zająć się tym, co było ciekawe. Najgorsze było to, że nie mieli razem żadnych zajęć - więc nie mogła przekazać mu, że jest już gotowa do tego, aby przetestowali różne możliwości, i żeby mogła faktycznie wyliczyć prędkość z jaką będzie spadał. Wierzyła jednak w to, że Aloysius jej nie zawiedzie - on zawsze był gotowy, zresztą już tamtego dnia wyrażał chęć wzięcia w tym udziału, to tylko ona musiała się przygotować.

Nie wróciła się do dormitorium, nie widziała sensu, aby to zrobić. Z torbą pełną książek szła przed siebie - dokładnie znała plan lekcji swojego przyjaciela, wiedziała więc, gdzie go znajdzie. Stała przed salą, czekała aż w końcu zostaną wypuszczeni z lekcji eliksirów - miała świadomość, że Slughorn czasem potrafił się rozgadywać i niestety w tej chwili ją to irytowało, zależało jej na tym bowiem, aby jak najszybciej przeszli do rzeczy. Lochy zresztą nie były najbardziej przytulnym miejscem do spędzania wolnego czasu.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
11.08.2026, 13:53  ✶  
To. Był. Dramat.

Nie chodziło nawet o to, że nie lubiłem eliksirów, bo niektóre rzeczy były całkiem ciekawe, szczególnie kiedy coś zaczynało dymić albo zmieniać kolor, i jeśli Slughorn nie próbował akurat opowiadać nam przez pół lekcji o tym, jak to w jego czasach pewien wyjątkowo utalentowany uczeń uwarzył coś, czego nikt przed nim nie potrafił uwarzyć, ale siedzenie przez tyle czasu nad jednym kociołkiem i słuchanie, jak nauczyciel po raz kolejny opowiadał o tym samym składniku, było zwyczajnie nudne. Tego dnia miałem wrażenie, że siedziałem sztywno już od kilku godzin, chociaż kiedy spojrzałem na zegar, okazało się, że minęło może dwadzieścia minut - powolnych, bolesnych, spędzonych na czymś, co nie miało żadnych perspektyw wysadzenia połowy sali w powietrze - zacząłem więc stukać palcami o ławkę, potem przesuwałem ingrediencje z jednej strony blatu na drugą, machałem nogami, strzelałem kulkami w szopy na głowach dwóch Puchonek przede mną, aż wreszcie doszedłem do wniosku, że jeśli jeszcze chwilę będę musiał słuchać o właściwościach jakiegoś składnika, to prawdopodobnie zacznę warczeć i żaden eliksir tojadowy ani trochę mi nie pomoże, po prostu zacznę wyć z frustracji. Nie zrobiłem tego tylko dlatego, że powstrzymało mnie względne poczucie samozachowawczości oraz wizja całkiem długiej przerwy w zajęciach, której nie chciałem spędzić na odbywaniu szlabanu, zwłaszcza w podziemiach zamku, nawet jeśli nie miałem jeszcze żadnych konkretnych planów na ten czas.
Po wyjściu nie spodziewałem się absolutnie nikogo, bo i z jakiej racji. Nie miałem pojęcia, po co właściwie ktoś mógłby na mnie czekać pod tą konkretną salą, bo szczerze mówiąc, nie przychodził mi do głowy żaden rozsądny powód, dla którego ktokolwiek miałby uznać to miejsce za dobre na spotkanie - lochy były zimne, ponure i pachniały tak, jakby psor od lat gotował tam coś, czego zdecydowanie nie powinno się gotować, a sam Slughorn miał dodatkowo tę irytującą zdolność przedłużania każdej wypowiedzi o co najmniej dziesięć minut, kiedy akurat człowiekowi najbardziej się spieszyło - siedziałem więc przez ostatnią część zajęć z miną kogoś, kto został niesłusznie skazany na dożywocie, nie widząc szans na poprawę własnych okoliczności, kręcąc piórem między palcami i zastanawiając się, czy dałoby się je jakoś zaczarować tak, żeby samo odrabiało za mnie pracę domową, albo czy gdybym odpowiednio szybko spakował swoje rzeczy, mógłbym wyjść pierwszy, najlepiej całkowicie niezauważony, zanim nauczyciel przypomni sobie o jeszcze jednej rzeczy, którą koniecznie musiał nam wyjaśnić.
Kiedy wreszcie wyszedłem z lochów, miałem w głowie wyłącznie to, żeby jak najszybciej znaleźć się gdzieś, gdzie było trochę więcej światła i trochę mniej zapachu zgniłych jaj, wilgoci oraz tego wszystkiego, co stary Slug uważał za zupełnie normalne składniki czegoś, co należałoby być w stanie potem wypić bez odczuwania odruchu wymiotnego. Poprawiwszy torbę na ramieniu, zrobiłem kilka długich kroków i… Zatrzymałem się tak gwałtownie, że chłopak idący za mną prawie na mnie wpadł, burcząc w moim kierunku, choć nawet się tym specjalnie nie przejąłem, rzucając mu krótkie spojrzenie przez ramię, po czym wracając wzrokiem w głąb korytarza. Zacząłem snuć już plan, żeby pójść prosto do wieży Gryffindoru, rzucić torbę gdzieś na łóżko i przez przynajmniej pół godziny nie robić absolutnie niczego pożytecznego, kiedy kątem oka zobaczyłem znajomą sylwetkę stojącą pod ścianą. Prue stała kawałek dalej, z torbą wypchaną książkami tak bardzo, że wyglądała, jakby próbowała przemycić w niej całą bibliotekę. Uśmiechnąłem się odruchowo, kącikiem ust, bo nie umiałem inaczej, kiedy ją widziałem, zwłaszcza jeśli pojawiała się w miejscu, w którym absolutnie się jej nie spodziewałem.
- Pruey? Co ty tutaj robisz? - Podszedłem bliżej, przyglądając jej się z zainteresowaniem. - Czekasz na mnie? - Nie musiała nawet odpowiadać, żebym uznał to za oczywiste - skoro stała przed moją salą, a nie przed jakąś inną, to przecież logiczne było, że przyszła właśnie po mnie - oczywiście mogła mieć jakiś niezwykle skomplikowany powód, którego jeszcze nie rozumiałem, ale na razie nie zamierzałem sobie tym zaprzątać głowy. Przerzuciłem ciężar torby z jednego ramienia na drugie i stanąłem przed nią, trochę zbyt blisko jak na zwykłą rozmowę, bo nigdy nie widziałem powodu, dla którego miałbym zachowywać dystans wobec własnej najlepszej przyjaciółki.
Dopiero wtedy zauważyłem, że wyglądała na wyjątkowo przejętą - znałem tę minę, znałem ją bardzo dobrze i prawdę mówiąc, powinienem był od razu zrozumieć, że moje spokojne popołudnie właśnie przestało być spokojne - patrzyła nie tak, jak wtedy, kiedy powiedziałem coś wyjątkowo głupiego i musiała mi natychmiast wyjaśnić, dlaczego było to głupie, tylko bardziej jak wtedy, kiedy wpadała na jakiś pomysł i przez kilka godzin nie potrafiła myśleć o niczym innym. Interesujące…
- Mam nadzieję, że nie dlatego, że znowu zrobiłem coś, czego nie powinienem, bo tym razem naprawdę nic nie pamiętam. - Parsknąłem cicho, chociaż przezornie zacząłem przeglądać w głowie ostatnie kilka dni, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie zapomniałem o jakiejś rzeczy, którą obiecałem zrobić albo o konsekwencjach czegoś, co mogłem wywołać poprzez własne zaniechanie. Nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy, więc uznałem, że jestem niewinny - przynajmniej na razie - spojrzałem zatem jeszcze raz na tę wypchaną książkami torbę, lekko unosząc brwi.



[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#3
11.08.2026, 20:48  ✶  

Lochy nie były najprzyjemniejszym miejscem do spędzenia wolnego czasu. Prue raczej ograniczała swoje wizyty tutaj do minimum - tylko przy okazji lekcji eliksirów, które nawet lubiła. Wiedziała, że musi przykładać wagę akurat do tego przedmiotu jeśli chciała zostać medykiem. Slughorn był jaki był, sporo czasu poświęcał na opowiadanie historii ze swoich lat pracy, co nie do końca jej odpowiadało - Bletchley lubiła skupiać się na nauce, a nie na gadaniu o niczym. Wiedziała, że będzie musiała spędzić w tym otoczeniu trochę czasu - profesor lubił bowiem przedłużać lekcje. Spacerowała od ściany do ściany, zdarzyło jej się nawet nachylić nad dziurką od klucza i zajrzeć do środka, nic jednak nie sugerowało, że lekcja szybko się skończy. Westchnęła głośno - była bardzo zniecierpliwiona jak na nią, raczej potrafiła czekać, jednak nie kiedy miała wszystko przygotowane na eksperyment, który miała zaplanować.

Jakimś cudem udało jej się dotrwać do momentu, w którym otworzyły się drzwi - naprawdę sądziła, że będzie to trwało wieczność. Spoglądała na mijających ją uczniów, aż w końcu dostrzegła tę znajomą, ciemną czuprynę. Poczekała chwilę, aż towarzystwo nieco się przerzedzi i dopiero wtedy do niego podbiegła.

- Jak to, co tutaj robię? Czekam na Ciebie, głuptasie. - Było to przecież bardzo oczywiste. Bardzo często pojawiała się w miejscach w których bywał zupełnie przypadkowo, ale dzisiaj to zaplanowane, naprawdę chciała go spotkać, jak najszybciej się dało - właśnie dlatego postanowiła go złapać prosto po wyjściu z sali, jeszcze nie daj Merlinie zbłądziłby gdzieś po drodze do wieży Gryffindoru, musiałaby go szukać… zajęłoby to im wieki, a to przecież nie mogło czekać!

- Na kogo innego miałabym czekać, jeśli nie na Ciebie? - Być może na jej bliźniaka, jednak ich drogi nie krzyżowały się ze sobą zbyt często odkąd znaleźli się na zamku, zdecydowanie wolała spędzać czas z Wishem, to on był jej głównym towarzyszem, nikt inny. Czuła, że tak już zostanie, jak widać mieli na siebie doskonały wpływ, on podsuwał jej pomysły na kolejne eksperymenty, a jej zdarzało się czasem wylewać na niego małe wiaderko zimnej wody - działało to nie najgorzej.

- Gdybyś zrobił coś głupiego, to na pewno bym Ci o tym przypomniała, gdybyś nie daj Merlinie zapomniał… - Musiała o tym wspomnieć, ale na pewno zdawał sobie z tego sprawę, Prudence się nie szczypała, nie gryzła w język, nie miała problemu z tym, żeby zwrócić mu uwagę na jego zachowanie, tym razem jednak nie chodziło o to, zupełnie nie.

- Pamiętasz, jak ostatnio stałeś na balustradzie, to znaczy przesuwałeś swoje granice? - Wpatrywała się w niego bardzo intensywnie, jakby to miało mu przypomnieć o tamtym dniu, nie mrugała przy tym, jej oczy były cały czas otwarte - jakby chciała wywiercić mu dziurę w mózgu. - No więc, przygotowałam się do tego, możemy zacząć testy! - Odezwała się nieco zbyt głośno, z nieukrywanym entuzjazmem, naprawdę była zadowolona, że dokonała koniecznych obliczeń, przeanalizowała dane, a nawet znalazła zaklęcie, które mogłoby mu zakleić usta. - Jesteś gotowy, prawda, Ty zawsze jesteś gotowy. - Nie sądziła, że nagle postanowi odwrócić się na pięcie i pójść do dormitorium, to nie było w jego stylu.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
12.08.2026, 15:51  ✶  
Prue potrafiła pojawić się obok mnie w najbardziej przypadkowych miejscach, czasami tak nagle, że zaczynałem podejrzewać, że znała jakieś zaklęcie pozwalające jej przenosić się dokładnie tam, gdzie akurat byłem, coś w rodzaju dużo bardziej skomplikowanego namiaru.
- „Głuptasie”? - Powtórzyłem z udawanym oburzeniem, wskazując na siebie palcem. - Przypominam ci, że jestem prawie dorosły. Nie możesz nazywać mnie „głuptasem”, kiedy właśnie wyszedłem z eliksirów i przeżyłem całą lekcję bez wysadzenia kociołka. - Dumnie wypiąłem pierś, poprawiając pasek torby, która wyglądała podejrzanie lekko przy tym, czym dysponowała Pruey, co mogło być zarówno dobrym, jak i fatalnym zwiastunem tego, dlaczego się tu znalazła.
- No, dobra, dobra. - Teatralnie wywróciłem oczami, zbywając jej kolejne pytanie o to, na kogo innego mogłaby wyczekiwać, bo przecież miała rację. - Ale nie musiałaś czekać tutaj. Mogłaś przyjść do wieży, przecież i tak bym tam trafił. - To ostatnie powiedziałem z pełnym przekonaniem, chociaż doskonale wiedziałem, że gdyby ktoś mnie zapytał, gdzie dokładnie zamierzałem pójść po lekcji, odpowiedziałbym prawdopodobnie „gdzieś”, a dopiero później zastanowiłbym się, w którą stronę właściwie powinienem skręcić. Nie zamierzałem jednak przyznawać się do takich szczegółów, bo miałem przecież reputację człowieka, który doskonale wiedział, co robił, poza tym Prue naprawdę mogła na mnie czekać gdziekolwiek, a ja i tak bym ją znalazł, prędzej czy później.
- Wiem, wiem. Nie musisz mi przypominać, że masz świetną pamięć. - Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu. - I wcale nie robię głupich - nie tak to określiłem, prawda, chodziło mi o przede wszystkim niedozwolone albo niemile widziane - rzeczy. Robię rzeczy, których inni jeszcze nie próbowali. - To było, moim zdaniem, znacznie lepsze wyjaśnienie, przynajmniej brzmiało tak, jak powinno.
Przez chwilę patrzyłem na nią bez słowa, bo chyba pierwszy raz od bardzo dawna nie miałem pojęcia, co właściwie powinienem powiedzieć. Nie dlatego, że powiedziała coś, czego nie rozumiałem, wręcz przeciwnie, zrozumiałem ją aż za dobrze, tylko najwyraźniej mój mózg potrzebował kilku dodatkowych sekund, żeby dogonić fakt, że właśnie oznajmiła mi z pełnym przekonaniem, iż mogliśmy zacząć testy. Jakie dokładnie testy, na czym mające polegać, tego jeszcze nie wiedziałem, ale kiedy przypomniała mi o tamtym staniu na balustradzie, o którym - rzecz jasna - pamiętałem, bo było genialne, od razu przypomniałem sobie również, że rzeczywiście rozmawialiśmy wtedy o tym, jak zachowywało się ciało podczas spadania, czy można było być szybszym od wiatru i co właściwie można byłoby zrobić, żeby sprawdzić pewne rzeczy w praktyce. Wtedy wydawało mi się to świetnym pomysłem, bo - bądźmy całkowicie szczerzy - większość rzeczy wydawała mi się świetnym pomysłem, szczególnie jeśli miały choćby najmniejszą szansę skończyć się czymś ciekawym, ale najwyraźniej Prue potraktowała moją wielką ochotę do eksperymentowania znacznie poważniej, niż przypuszczałem.
- No, a jak! - Odpowiedziałem od razu, gdy tylko dotarł do mnie sens jej propozycji, bo trudno było inaczej zareagować na podobną ofertę, zwłaszcza kiedy patrzyła na mnie tym swoim spojrzeniem, jakby próbowała zajrzeć mi prosto do głowy i wymóc na mnie przyspieszenie decyzji. - Czekaj, naprawdę? - Upewniłem się mimo wszystko, wpatrując się w nią przez chwilę, a potem uśmiechnąłem się tak szeroko, że tym samym całkowicie odebrałem już sobie szansę, by udawać, że nie byłem zainteresowany. - Przygotowałaś wszystko? Naprawdę wszystko? - Zerknąłem na jej torbę, a potem znowu na nią. - Ile ty tam masz książek? Masz coś jeszcze? Coś fajniejszego? - Nie czekałem nawet na odpowiedź, tylko spróbowałem zajrzeć do środka, aby samemu się o tym upewnić, gdyż jej arsenał wyglądał imponująco, nawet jak na nią.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#5
Wczoraj, 07:45  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 08:04 przez Prudence Fenwick.)  

Cóż, gdyby Prue potrafiła rzucić jakieś zaklęcie, które mogłoby jej ułatwić lokalizację jej przyjaciela w zamku na pewno by to zrobiła, póki co jednak musiała wystarczyć jej tylko i wyłącznie intuicja - w przyszłości, kto wie, być może skorzysta z czegoś innego.

- Faktycznie to osiągnięcie godne dorosłego, pewnie było ciężko? - Spoglądała na niego uważnie, wiedziała, że profesor Slughorn potrafił pokonać nawet najlepszych uczniów, nie to, że Wish do nich nie należał, ale zdawała sobie sprawę z tego, jakie miał podejście do marnowania czasu, a takie gadanie jakie proponował im profesor było okropnie nudne i powodowało, że lekcje ciągnęły się niemiłosiernie.

- Mogłam pójść do wieży, ale chciałam znaleźć Cię szybko, sam wiesz, że czasem chodzisz tam bardzo naokoło, a ja nie chciałam dzisiaj tracić czasu. - Postanowiła jeszcze wyjaśnić swój punkt widzenia. Jasne - na pewno gdzieś by się dzisiaj odnaleźli, zawsze to robili, tyle, że tym razem to ona była w gorącej wodzie kąpana i chciała go znaleźć jak najszybciej, właśnie dlatego czekała na niego w tym jakże uroczym otoczeniu, które powodowało u niej dreszcze na plecach. Nie dziwiła się wcale, że Ślizgoni byli tacy zgryźliwi, ona pewnie też by była gdyby musiała tu mieszkać. Na szczęście Krukoni mieli zdecydowanie przyjemniejszą lokalizację dormitorium.

- Mam doskonałą pamięć. - Pokiwała jeszcze głową na znak, że się z nim zgadza. Tutaj nie było miejsca na zaprzeczenia, faktycznie tak było. Umysł Prue działał wyjątkowo, miała tego świadomość, pokazała też swojemu przyjacielowi, co potrafi, więc nie było sensu udawać, że jest inaczej. Po prostu tak było. Prosta sprawa, nie zamierzała być w tym przypadku fałszywie skromna - wiedziała, że jest wyjątkowa. - Dobrze, może użycie słowa głupi to była pewna nadinterpretacja… - Dodała jeszcze. Faktycznie nie wszystko co robił było głupie, raczej nieco nierozsądne, ale to wcale nie było sobie równe, prawda? - Jesteś pionierem. - Powiedziała zupełnie szczerze, bo w ten sposób trochę go widziała, wpadał na pomysł - realizował go, bez względu na to, czy było to bezpieczne, czy nie. Testował granice, miała to szczęście, że mogła być przy tym wszystkim tuż obok.

Uśmiechnęła się, kiedy zobaczyła jego entuzjazm. Nie spodziewała się, że będzie inaczej, do wszystkiego co nowe miał takie podejście. Zawsze ją to fascynowało - być może było mniej frajdy z testowania granic z przygotowaniem się do tego, jednak było to dużo bezpieczniejsze, co dla Prue było bardzo ważne. Skoro więc chciał sprawdzić, czy jest szybszy od wiatru to zamierzała pomóc mu to zrobić, oczywiście na swoich zasadach. Potraktowała sprawę poważnie, wykonała różne obliczenia, spędziła dwa pełne popołudnia w bibliotece szukając informacji na ten temat, i teraz stała przed nim gotowa do tego, aby zaczęli próby.

- Nie wiem, czy wszystko, to znaczy nie da się chyba przygotować wszystkiego? Przygotowałam wszystko, co wydawało mi się być ważne. - Temat również był dla niej nowy, więc nie do końca wiedziała, czy naprawdę udało jej się być gotową na wszystko, ale na pewno była przygotowana na to, czym mieli się zajmować.

- To głównie książki, nie wiem, czy jest coś fajniejszego. - Skoro zaglądał do jej torby to nieco ją otworzyła, żeby mu to ułatwić. - Mam poduszkę z nietoperzem, żeby Ci się wygodniej lądowało, a i zaklęcie, ale nie wiem, czy chcesz żebym je na Tobie testowała. - Pewnie sama by się na to nie zdecydowała.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (1388), Prudence Fenwick (1467)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa