Woody & Tristan
Gdyby pan Woody Tarpaulin mógł urodzić się ponownie, pragnąłby urodzić się mugolem. Świat mugoli był tak przeogromny, kolorowy i pełen tajemniczych technik, które przyspieszały w człowieku puls — jak motoryzacja, bo szalenie podniecała Tarpaulina motoryzacja. Czasem przewoził go samochodem Crow albo Asena. Rzecz nie do opisania, tak różna od miotły czy powozu ciągniętego przez śmierdzące cmentarzem testrale. Samochody! Zapach smaru, Wunder-Baum i wygodnego skórzanego fotela, zamiast trzonka wbijającego się między pośladki.
Do domu Tristana położonego w Niemagicznych Dzielnicach udał się więc autobusem. Stary już był i co nieco świata widział, lecz wsiadanie do autobusu, wmieszanie się tak ciasno między tłum mugoli, zawsze było czymś ekscytującym. Oni nie wiedzieli, kto on jest, a on krył się wśród nich po mistrzowsku. Tak przynajmniej sądził, bo znać było po jego stroju pewien ekscentryzm, lecz ekscentryzm w mugolskim wydaniu.
Pan Tarpaulin na ten dzień wybrał czerwone dzwony spięte szerokim pasem z masywną klamrą — obie rzeczy oczywiście pochodziły z mugolskiego sklepu. Prawie wszystko, co posiadał, odkąd przeprowadził się na Nokturn, pochodziło z mugolskiego sklepu. W te sztruksowe gacie wciągnął pstrokatą koszulę w jodełkowy wzór, a na wszystko skórzana kurtka i — a jakże — kapelusz oraz kowbojki.
Przejście przez niemagiczne osiedle samo w sobie było czymś ciekawym. Pławił się stary tym, że nie wzbudza podejrzeń. Nawet krótko porozmawiał z jakimś mugolem, którego piesek wpadł mu między nogi. No, mugol się nie zorientował, że coś jest nie tak, a Woody poczuł się jak as konspiracji. I jeszcze wytarmosił maltańczyka.
Ci mugole to dopiero mieli życie. Mugolski Londyn był ogromny. Woody podróżował trochę tu i tam, wiedział to i owo, umiał się zachować. Wszędzie wśród mugoli czuł się… cóż, jako as konspiracji, lecz nigdy jako obywatel niemagicznego świata. Na całym globie ogniska czarodziejskich społeczności, gdzie to nie musiał uważać na Kodeks Tajności, były tak ograniczone… Ach, urodzić się mugolem! Należeć do świata, jak on długi i szeroki!
Tarpaulin stanął przed drzwiami nowego domu Tristana w humorze poprawionym tą tłoczną przejażdżką komunikacją zbiorową, oglądaniem samochodów oraz uroczą przechadzką wśród mugolskich dzielnic. Sprawdził raz jeszcze, czy przesłany mu adres zgadza się z numerem na budynku, po czym zapukał śmiało do drzwi Warda.