Wrzesień przynosił chłodniejsze poranki, był to czas kiedy powietrze stawało się rześkie, jednak ciepłe promienie słońca wciąż muskały skórę przypominając o mijającym lecie. Dni robiły się coraz krótsze, jednak jeszcze można było korzystać z wcale nie najgorszej pogody. Liście jeszcze były zielone, nie nadszedł moment, w którym zmieniały swoją barwę.
Fiery lubiła wrzesień. Tak właściwie kojarzył jej się całkiem przyjemnie. Dawno temu, to właśnie w tym czasie w roku jej bracia stali się jej opiekunami, rzuciła szkołę i zaczęła wędrówkę po świecie. Nie zastanawiała się jakoś specjalnie nad tym, jak wyglądałoby jej życie, gdyby rodzice nie umarli, gdyby jej historia wyglądała inaczej. Nie uważała, że jej historia potoczyła się nieodpowiednio, każdy miał zapisany swój los, jej najwyraźniej miał przebiegać w drodze.
Słońce powoli chowało się za horyzontem. Fiery zrobiła wszystko, co powinna mieć odhaczone o tej porze. Nakarmiła zwierzęta, poświęciła też odpowiednią ilość czasu na pieszczoty, była bardzo zżyta ze stworzeniami, które żyły w cyrku, każdemu z nich poświęcała chociaż chwilę, dzięki czemu jej więź z nimi była bardzo silna. Siedziała teraz przed swoim wozem w towarzystwie dwóch, dorodnych lwów. Theo i Leo rzadko kiedy zostawiali ją samą, nawet w swojej zwierzęcej postaci chcieli mieć oko na siostrę. Cyrk był ich domem, bezpieczną przystanią dzięki której mogli pozostać razem nie wzbudzając kontrowersji. Wierzyła w to, że kiedyś uda jej się znaleźć lekarstwo na ich klątwę.
- Lato szybko minęło. - Powiedziała dyskretnie, głaszcząc Theo za uchem, mruknął cicho, jakby w odpowiedzi. Nie potrzebowała słów, aby z nimi rozmawiać, chociaż na pewno to byłoby prostsze. Leo najwyraźniej był mocno zmęczony tym dniem, bo z lewej strony Bellówny dochodziło ciche pochrapywanie. Nie miała serca zamykać ich w klatce, jeszcze nie teraz. Nikt nie powinien mieć o to do niej pretensji.
Bestyjka sięgnęła po niewielki tobołek, w którym miała wymieszany tytoń z marihuaną, był to ten czas w ciągu dnia, gdy mogła pozwolić sobie na chwilę zapomnienia. Zaczęła bardzo zgrabnie rolować bletkę, by stworzyć z niej papierosa, który miał wprawić ją w dobry nastrój. Było całkiem cicho, jak na to, że znajdowali się między wozami, być może nadchodząca jesień wszystkim przyniosła odrobinę nostalgii.