Myślał, że miał szczęście, gdy okazało się, że sam Bertie Bott zawitał do tego niewielkiego lukrowanego przybytku, ale finalnie być może okazało się, że to blondyn miał szczęście, że pewien wampir, pewnego wieczoru postanowił udać się na poszukiwanie prezentu idealnego.
Makaroniki z mikroskopijnym różanym sercem umieszczonym w samym centrum kremu, który okalają malutkie ciasteczka i jeszcze róża namalowana na delikatnej przestrzeni krążka... Efekt magiczny byłby mile widziany ale nie niezbędny wobec czegoś, co obecnie jawiło się wampirowi jako bombonierka doskonała, łącząca jego obsesje z jej obsesją w doskonałej harmonii.
To już było nie ważne. Bott w połowie rozmowy wypluł z siebie słowa zupełnie nie należące do jego osoby ani w geście ani treści, a Gabriel w przypływie zwyczajowego braku samokontroli całkiem bezpośrednio zauważył, że zna te objawy i już raz dokonał skutecznego ich zatamowania.
Magipsychiatra, który już lata temu odwiesił psychiatryczny kitel na metaforycznym haku, teraz z pewnym zaskoczeniem odkrywał, że powołanie uzdrowiciela chyba go dogoniło w tym strawionym pożarem kraiku.
- Teraz kiedy już wiesz w którym miejscu w jakim czasie mogło nastąpić skażenie tą klątwą, tym strachem, skup się na ruchu wahadła. Oddychaj spokojnie i daj mi się zabrać w trans. To będzie tylko chwila, tylko moment, gdy znajdę to śmierdzące jajo i zabiorę je z fałd Twojej podświadomości. 10... Oddech wypełnia Twoje trzewia, a w raz z falą wydechu zabiera zmartwienia i troski dzisiejszego dnia. Skup się na moim głosie, zaprowadzę Cię w bezpieczne miejsce... 9... - wahadełko wychylało się raz w jedną, raz w drugą stronę, a głos wampira był aksamitny i kojący. To było jak szermierka. Tych działań się nie zapominało. Tych działań... - 8... Twoje ciało jest ciężkie, podobnie jak powieki.... wydech.... 7...wspinasz się powoli ku górze, a na szczycie schodów widzisz drzwi prowadzące do archiwów Twojej pamięci. Wszędzie dookoła jest jasno i ciepło. 6...- instrukcje nadawały rytm, magia przepływała przez różdżkę trzymaną w drugiej dłoni, łagodnie otulając umysł Botta różanym zapachem, słodkim i prostym, kwiatem dzikiej polnej róży, odartej z tytułów i nadmiernej egzaltacji. Trans... jeśli tylko blondyn by mu pozwolił, Gabriel miał wrażenie, że skoro wyszło mu już raz, to każdy następny powinien być łatwiejszy...
Słaby sukces...