• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Hogsmeade i Hogwart [Jesień 72, 25.09 Trzy Miotły] Roseberry Fields Forever

[Jesień 72, 25.09 Trzy Miotły] Roseberry Fields Forever
mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#1
07.05.2026, 22:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.05.2026, 22:53 przez Gabriel Montbel.)  
25.09
Jak to się właściwie stało, że od tego irytującego dzwoneczka przy drzwiach wejściowych do cukierni, od pytania o makaroniki różane, przeszedł tutaj - do ciasnego pokoju na piętrze Trzech Mioteł i wahadełka w dłoni?

Myślał, że miał szczęście, gdy okazało się, że sam Bertie Bott zawitał do tego niewielkiego lukrowanego przybytku, ale finalnie być może okazało się, że to blondyn miał szczęście, że pewien wampir, pewnego wieczoru postanowił udać się na poszukiwanie prezentu idealnego.

Makaroniki z mikroskopijnym różanym sercem umieszczonym w samym centrum kremu, który okalają malutkie ciasteczka i jeszcze róża namalowana na delikatnej przestrzeni krążka... Efekt magiczny byłby mile widziany ale nie niezbędny wobec czegoś, co obecnie jawiło się wampirowi jako bombonierka doskonała, łącząca jego obsesje z jej obsesją w doskonałej harmonii.

To już było nie ważne. Bott w połowie rozmowy wypluł z siebie słowa zupełnie nie należące do jego osoby ani w geście ani treści, a Gabriel w przypływie zwyczajowego braku samokontroli całkiem bezpośrednio zauważył, że zna te objawy i już raz dokonał skutecznego ich zatamowania.

Magipsychiatra, który już lata temu odwiesił psychiatryczny kitel na metaforycznym haku, teraz z pewnym zaskoczeniem odkrywał, że powołanie uzdrowiciela chyba go dogoniło w tym strawionym pożarem kraiku.

- Teraz kiedy już wiesz w którym miejscu w jakim czasie mogło nastąpić skażenie tą klątwą, tym strachem, skup się na ruchu wahadła. Oddychaj spokojnie i daj mi się zabrać w trans. To będzie tylko chwila, tylko moment, gdy znajdę to śmierdzące jajo i zabiorę je z fałd Twojej podświadomości. 10... Oddech wypełnia Twoje trzewia, a w raz z falą wydechu zabiera zmartwienia i troski dzisiejszego dnia. Skup się na moim głosie, zaprowadzę Cię w bezpieczne miejsce... 9... - wahadełko wychylało się raz w jedną, raz w drugą stronę, a głos wampira był aksamitny i kojący. To było jak szermierka. Tych działań się nie zapominało. Tych działań... - 8... Twoje ciało jest ciężkie, podobnie jak powieki.... wydech.... 7...wspinasz się powoli ku górze, a na szczycie schodów widzisz drzwi prowadzące do archiwów Twojej pamięci. Wszędzie dookoła jest jasno i ciepło. 6...- instrukcje nadawały rytm, magia przepływała przez różdżkę trzymaną w drugiej dłoni, łagodnie otulając umysł Botta różanym zapachem, słodkim i prostym, kwiatem dzikiej polnej róży, odartej z tytułów i nadmiernej egzaltacji. Trans... jeśli tylko blondyn by mu pozwolił, Gabriel miał wrażenie, że skoro wyszło mu już raz, to każdy następny powinien być łatwiejszy...

Hipnoza III, Zauroczenie ◉◉◉◉○, podejmuję próbę wyleczenia Bertiego ze Strachu przed imieniem.
Rzut PO 1d100 - 31
Słaby sukces...
cupcake
Let's groove tonight
Share the spice of life
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#2
17.05.2026, 08:36  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2026, 04:14 przez Bertie Bott.)  

Nie ważne było, jak to wszystko się stało, ważne było że ostatecznie siedzieli w Trzech Miotłach i zajmowali się sprawami naprawdę ważnymi. Bott z jakiegoś powodu nieco się tą sytuacją stresował, ale cóż innego mógł robić, kiedy ciążyła na nim jakaś straszliwa klątwa, utkana przez samego Czarnego Pana? Od Spalonej Nocy przypominała mu co chwila o tych wszystkich nieszczęściach, które musiał wtedy oglądać. Przypominała o strachu i niepewności, ale też tym wobec kogo była skierowana różdżka Voldemorta. Nie ważne czy było się brudnej czy czystej krwi, jeśli popierało się mugolaków i chciało dla nich godnego życia, to czekała człowieka kara.

Gabriel więc spadł mu jak z nieba. Co prawda wyszli od czegoś zupełnie innego, bo słodyczy, ale okazało się że nawet te nie były bezpieczne od gniewu Czarnego Pana. Ważne jednak, że bombonierka miała być, hehe, bombowa, bo Bertie dla rozluźnienia już opracowywał plan odnośnie tego, jak umilić tylko realizowane dla Montbela zamówienie. Oczywiście we wdzięczności za jego medyczną pomoc.

Ta okazała się niezbędna nawet podczas ich aktualnego spotkania, bo zanim znaleźli się w Trzech Miotłach, Bott zdążył wydusić z siebie pełne rozpaczy: Wasz ból jest bramą do prawdy. Uczyńcie z mojego imienia kompas i podążajcie za słowem, które niesie się ustami Londynu. Ta klątwa miała go chyba doprowadzić do całkowitej rozpaczy jeśli nic z nią nie zrobi.

Skupił się na ruchu wahadełka, dokładnie tak jak zostało mu przykazane. Oddychał spokojnie, miarowo, starając się odsunąć od siebie wszystko to, co ciągnęło go w tył i nie pozwalało się zrelaksować. Co prawda wspomnienie o jaju trochę go zaskoczyło, ale to też szybko zignorował, wziął parę głębszych oddechów by odsunąć od siebie zmartwienia i troski, nie tylko dzisiejszego dnia, ale tak ogólnie. Odliczanie wystartowało, a wraz z nim ciało powoli oddawało się kolejnym sugestiom Gabriela. Robił się senny, a może bardziej skupiony na swoim świecie wewnętrznym? Sam w sumie nie był pewien, jak to technicznie działało. Wiedział tylko, że wspinał się po schodach. Krok za krokiem znajdował się coraz wyżej i wyżej, aż wreszcie położył dłoń na drzwiach do archiwum i pchnął je. Jasno, ciepło. Tak. Jasno i ciepło. Wdech i wydech.


//rzucam dla zasady i na to co bertie powiedział w cukierni
!Strach przed imieniem
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#3
17.05.2026, 08:36  ✶  
Chociaż nie doznajesz żadnych omamów słuchowych, nie jesteś w stanie wydusić z siebie Jego imienia. Kogo? Sam-wiesz-kogo... T-tego, którego imienia nie wolno wymawiać... Tego, który zasiał w ludziach strach. Przerażenie narasta w tobie z każdą chwilą, aż nagle wbrew swojej woli wypluwasz z siebie słowa: Wasz ból jest bramą do prawdy. Uczyńcie z mojego imienia kompas i podążajcie za słowem, które niesie się ustami Londynu..
mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#4
06.06.2026, 22:36  ✶  
Nie był pewien, czy w ogóle by się tak bardzo przejmował Bottem, gdyby nie to, że sława cukiernika wyprzedzała jego samego, a Lucienne kochała słodkości.

Zawsze dobrze było mieć z takim śmiertelnym dobre kontakty, szczególnie, że ten tu okaz zdawał się bardzo żywotny, a pieniądze i status oraz absolutny brak zaangażowania politycznego (hehe) czynił go całkiem pewnym koniem do obstawiania jeśli chodzi o długość nici, nim okrutna Atropos sięgnęłaby po swoje nożyce.

Bertie Bott jednak był opornym umysłem i Gabriel nie chciał wróżyć z fusów, czy wynikało to z siły charakteru czy z pewnej prostoty, z którą podchodził do życia, a przez to i pragmatyzmem, który chronił go przed magią zauroczeń.

Powiedzieć tyle, że efekt był zadowalający ale… nie satysfakcjonujący. Przebywający z transu artysta zdawał się mieć wspomniany trans tak lekki, że zaraz, za moment za jedną chwilę mógłby się zeń wybudzić. A to nie wróżyło… aż tak skutecznego sukcesu.

Cholera jasna

Nie przeklął jakoś za bardzo. Ostatecznie był kiedyś lekarzem i umiał zachować spokój i twarz w nawet najcięższych przypadkach.

Wahadełko z grawerowaną różą pozwalało skupić się i jemu, gdy manipulował delikatnie różdżką, chłodną mgłą dotykając wspomnień w poszukiwaniu TEGO NAJWAŻNIEJSZEGO. Mógłby zaimplementować coś więcej, ale nie było na to czasu, a trans… trans był tak obrzydliwie lekki.

Westchnął i w końcu po przyblokowaniu wspomnienia do którego doprowadził go umęczony blondyn, stopniowo wyprowadził go z transu, by opaść na krzesło stojące obok niego. To przez ten pokój. Wynajęte, ciasne pomieszczenie nie dawało poczucia bezpieczeństwa niezbędnego żeby ofiara znaczy ee pacjent odpowiednio głęboko przyjął leczenie.

Mimo wszystko uśmiechnął się do Botta i poklepał go po ramieniu.

– Ciężki przypadek, mocne są te cholerstwa strasznie, Wam się narobiło w tej Anglii nie ma co. Ale widzę, że masz mocnego ducha, którego takie chore zabawy nie złamią i chwała Ci za to Bott, bo Twoje wyroby niosą światło nadziei ze sobą.
– zwłaszcza nadzieję Gabriela na zostanie jego stałym i bezpośrednim klientem. Przez moment zastanowił się czy równie optymistycznie smakuje jego krew, ale szybko odsunął od siebie tą myśl, bo w końcu był profesjonalistą.

– Wszystko powinno być dobrze zapieczętowanie, a niechciane słowa nie powinny się więcej przydarzać, ale.. będziemy musieli niestety powtórzyć sesję, zastosować taką dawkę przypominającą. Wiele czynników ma wpływ na jakość transu i podejrzewam, że nasza prowizorka może… cóż, działać po prostu prowizorycznie. A tu potrzeba rozwiązania na lata, ba! Na całe życie
– uśmiechnął się zapewniająco i uspokajająco – To rutynowe działanie, abyś miał pewność mój drogi. Powiedz mi… jak się czujesz?

Oczywiście Gabriel mógł po prostu wyjść z wprawy, hipnotyzując w ostatnim czasie w celach rozrywkowych albo spożywczych, albo… obu. Pomaganie ludziom. Mogło mu wejść w nawyk, ale stare psy rzadko uczyły się nowych sztuczek. Chociaż patrząc na jego ostatnie tygodnie w Anglii, jemu szło wybornie.
cupcake
Let's groove tonight
Share the spice of life
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#5
17.06.2026, 08:55  ✶  

Gabriel nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, ile żywotności mógł mieć w sobie Bertie Bott. Nie chodziło o jego charakter i pogodę ducha, nawet jeśli te wydawały się go pchać do przodu raz po raz i przez całe życie. O nie, nie. Chodziło tutaj o koszmar samego Bercika, taki który czasem budził go w środku nocy, a o którym absolutnie nie mówił nigdy nikomu. Jeśli ktoś jednak kojarzył McKinnonów, mógł wiedzieć jaki żywot oni wiedli. Długi. I tej długości Bott bał się niepomiernie, bo wiązała się ona z czymś niesamowicie dla niego strasznym, czyli brakiem smaku. No bo kto widział kucharza bez smaku? No tak nie mogło być przecież. Nie mówiąc już o tym, że gdyby ktoś się o jego powiązaniach z tą rodziną dowiedział, to pewnie zaraz by była okropnie wielka afera na cały kulinarny świat, bo kiedy chodziło o rzeczy nieprzyjemne, wszyscy wszystko pamiętali. Philip McKinnon natomiast, zamiast postanowił zainwestować w biznes cielesności, był cukiernikiem. Nie wyszło mu, był dramat, wszyscy się oburzyli, a Bertie bardzo nie chciał tego losu podzielić.

Wahadełko zabrało go daleko od tych problemów. Tak samo jak i daleko od Trzech Mioteł, ich zaduchu, gwaru i samego Gabriela. Bott nie był pewien co miał w głowie, ani jak mocno klątwa Voldemorta w nim siedziała, wiedział jednak że wszystkie te słowa, cisnące mu się nieustannie na usta, było zdecydowanie za wiele. Trans w jaki zapadł nie był też głęboki, a trochę niespokojny, jakby zaraz miał się wybudzić. Montbel jednak pracował sprawnie i szybko, operując różdżką jak prawdziwy specjalista. Dobrał się więc do odpowiednich wspomnień, które płonęły w głowie Bertiego strachem. Płomienie skakały ku górze, a z nich wysnuwała się czarna, dymna masa. Gdziekolwiek się nie obrócił, gdziekolwiek nie pobiegł, kłęby chciały go dopaść. Nie, on po prostu wiedział, że te rzucą się zaraz za nim w pogoń, niezdolne zapomnieć o jego sympatiach i krwi.

Krew, jaka to byłą zabawna rzeczy i tylko dlatego, ze Bertie do Spalonej Nocy niekoniecznie o niej myślał. O dziedzictwie swojej matki chciał usilnie zapomnieć i robił to z powodzeniem, przynajmniej do czasu kiedy nie przychodził kolejny niespokojny sen. Może mógłby Montbela poprosić żeby i te wspomnienia mu wyczyścił, ale kryła się w Bertiem jakaś potrzeba, by to skąd pochodził akurat pamiętać.

Jego sympatie, okazały się jednak silniejsze niż krew. Dymny potwór śledził go i węszył przyjaźnie. Te z ludźmi dobrymi, które na jego uczucia zwyczajnie zasługiwali. Dla niego nie liczyły się czy ktoś był mugolakiem, mugolem, charłakiem, półkrwi czy czystej. Póki ktoś był dobry, to cóż, był człowiekiem.

Ale wreszcie magia Gabriela dotknęła i zablokowała to, co pozostawiła po sobie Spalona Noc. Delikatnie, ostrożnie i wreszcie przyszedł czas na przebudzenie. Bott otworzył oczy łatwo, bo sam trans był lekki, ale przez chwilę mrugał tylko, akceptując że oto wróciła rzeczywistość. Może trochę się bał że pierwsze co się stanie, to na nowo wyrzuci z siebie złe słowa. Te jednak nie nadeszły. Był tylko spokój i pewne zastanowienie, czy nie powinno się o czymś pamiętać.

— Mam nadzieje, że całość nie sprawiła panu większego problemu. Te klątwy są straszne. Żal mi wszystkich, których to musiało spotkać, ale tak… niezłe się rzeczy narobiły w naszym pięknym kraju, niestety. I dziękuję za komplementy — uśmiechnął się do doktora wesoło, niby to trochę onieśmielony. — Niesamowicie się cieszę, kiedy pan to mówi. No kamień normalnie mi spadł z serca, bo każdego dnia się budziłem z takim trochę lękiem i strachem, ze to znowu się wydarzy. Znaczy że się wydarzy to trochę wiedziałem, ale kiedy? Ta niepewność chyba najgorsza w tym wszystkim. Ale dobrze, dobrze. Będę miał w pamięci, ze czeka nas poprawka. Jak pan myśli, za ile powinna zostać zrobiona? — dopytał jeszcze, wyrzucając z siebie te wszystkie słowa niemal jednym tchem. — A czuje? Hmmm… no wydaje mi się, że całkiem dobrze — zaśmiał się. — Lżej, na pewno, jeśli można to w ten sposób określić.

mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#6
01.07.2026, 11:15  ✶  
Hrabia de la Rochefouclaud Montbel zazwyczaj nie lubił słuchać nikogo i niczego, poza własnym wewnętrznym niekończącym się monologiem. Z drugiej strony, kiedy rozpoczął swój "wieczorny kurs" magipsychiatrii, bardzo dużo wysiłku włożył w to, żeby chociaż nominalnie słuchać pacjentów, nawet jeżeli miałoby to li tylko byś podstawą do później zastosowanej na nich manipulacji. Głos Botta był przyjemny, ciepły. Słodki jak jego słodycze. Był taki troskliwy, taki trzęsący się nad tymi wszystkimi, którzy być może doświadczali tego samego.

Gabriel nigdy nie gustował w blondynach, ale przeszła mu przez głowę myśl, że chciałby sprawdzić, czy jego krew jest równie słodka, co poza niewinności i altruizmu, która wręcz krzyczała o przetestowanie.

Nawet nie wyciągnął zębów. Talent i ciężka praca tego rosłego słodziaka sprawiały, że dobre, cywilizowane stosunki z nim były na wagę złota.

– Za tydzień. Za tydzień w moim gabinecie – nie miał jeszcze gabinetu, ale w sumie właśnie postanowił, że będzie go mieć. Nie mógł przecież przyjmować tych wszystkich biedaczków w swojej komnacie w opactwie, bo po pierwsze Lucy mogłaby być niezadowolona, po drugie słodka ciemnojadaczka rozrosła się bardziej niż przypuszczał i wzbudzała nerwowe impulsy w czarodziejach nienawykłych do tej pięknej rośliny. Tymczasem pokoik gospodarczy w agencji detektywistycznej panny Rosewood mógł być pospiesznie przemeblowany, niewielki szezlong, krzesło, mała szafa na ubrania kojarzące się magom z czymś miłym i bezpiecznym.

Gabriel westchnął ciężko, nie chodziło nawet o to że tak bardzo chciał wracać do pracy. Po prostu potrzebował nie tylko makaroników spod rąk najznamienitszego cukiernika XX wieku, ale potrzebował też krwi, a zważywszy na problemy wampirzej społeczności i spontaniczne wysysanie ludzi na ulicach, miał dziwne wrażenie, że jego łowy mogłyby mieć szalenie krótkie nogi. Oczywiście mógł się żywić na mugolach, za którymi nikt by nawet palcem nie kiwnął, i po prawdzie robił to przecież aby utrzymać się przy życiu, ale krew bez tej magicznej iskry była po prostu… jałowa.

– To miejsce… jest bardzo miłe i spełniło swoją funkcję, ale zawsze jest dobrze mieć przystań, bezpieczne otoczenie w którym dusza może się rozluźnić i w zaufaniu podzielić się swoją bolączką. Czasem wystarczy tylko rozmowa. Uporządkowanie wspomnień, skonfrontowanie się z emocjami i potrzebami, które za nimi stoją. Czasem… jak w tym przypadku… magihipnoza jest niezbędna. To paskudne zaklęcie i paskudne oddziaływanie na ludzi dobrej woli. Bardzo mi przykro, że Ciebie to spotkało, pozostaje się cieszyć, że są narzędzia, aby to powtrzymać. – Uśmiechnął się kojąco, jak tylko potrafił najlepiej, choć już wiedział, że przyjdzie mu spędzić trochę czasu przed lustrem, aby wypolerować miły, kojący wyraz twarzy. – Podeślę Ci adres, bo teraz ha… wyleciał mi z głowy. – zaśmiał się lekko dotykając opuszkami palców czoła, jakby to jego własne działania autohipnotyczne były temu winne. – Mam tam teraz tylko adresy cukierni do których chciałem się udać w celu zrealizowania swojej cukierniczej fantazji. Podniebienie mojej pani wymaga mistrzowskiego potraktowania – Urwał nieco skołowany własnym wyznaniem, a wraz z tą niezręcznością podniósł się i kompulsywnie sprawdził godzinę na kopertowym zegarku, który przed chwilą pełnił funkcję wahadełka. –Pozwól, że przedstawię Ci jeszcze kilka ćwiczeń oddechowych, wspierających duchową obronę, przed ingerencją zaklęcia. Razem z adresem mogę wysłać również kilka dobrych kadzidełek na sen, wspierających rekonwalescencję. Strach to potężne narzędzie, ale my jako ludzkość szczęśliwie znaleźliśmy kilka całkiem skutecznych sposobów przeciwko niemu. – Nie wspomniał o własnych strachach, które wciąż potrafiły niszczyć go na tygodnie, sprawiać, że nie miał ochoty opuszczać pozbawionego pościeli łóżka. Nie wspomniał o własnym krzyku, o szarpaninie, gdy tylko prześcieradło krępowało mu ruchy, nie wspomniał o koszmarach w których zimne ściany krypty były coraz bliżej i bliżej, a on tracił oddech, choć nigdy przecież nie musiał oddychać będąc żywym trupem. Nie wspomniał o niczym, bo i nie było potrzeby, skoro teraz był tylko i aż akwizytorem zdrowia psychicznego. Akwizytorem o całkiem przyjemnym uśmiechu i było nie było skutecznym władaniu sztuką hipnozy. Zamiast tego ćwiczył oddech z rosłym blondynem, zdradzał mu tajniki odwracania uwagi, osadzania się i kotwiczenia w rzeczywistości, gdy nadchodził atak, jakikolwiek atak emocjonalnej nadwyżki. Za tydzień i tak się spotkają, może za dwa… Może następnym razem zajrzy głębiej w jego świadomość, żeby znaleźć traumę nad którą warto byłoby pracować długoterminowo. Altruiści, ci którzy zawsze chcieli dawać, nigdy brać… Jak tam Twoje poczucie własnej wartości panie Bott? Jak tam pańskie dzieciństwo? Jak tam kłębiący się gniew, gdy gesty dobroci pozostają bez odpowiedzi? Jak tam poczucie winy? Uśmiech Gabriela był całkiem szczery. Lubił zawiązywać nowe znajomości. Zwłaszcza takie słodkie.
cupcake
Let's groove tonight
Share the spice of life
wiek
37
sława
VII
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
celebryta, cukiernik, kucharz
Wysoki mężczyzna, mający ok 183 cm wzrostu, niebieskie oczy i blond włosy. W towarzystwie przyjaciół i zaciszu własnego domu zapuszcza brodę, którą goli na poczet zdjęć do gazet i wydarzeń towarzyskich. Jowialny człowiek, który zazwyczaj uśmiecha się do wszystkich niezależnie od sytuacji.

Bertie Bott
#7
04.07.2026, 03:05  ✶  

— Za tydzień — powtórzył Bercik, jednocześnie wbijając sobie do głowy podany termin. — Wyślę jeszcze panu sowę, dla potwierdzenia. Może tak być? — uśmiechnął się do Gabriela jowialnie, bo wolał jednak mieć pewność i przypadkiem nie wcisnąć się w jakieś zaplanowane już spotkanie, albo gorzej – co jeśli sam teraz nie pamiętał że miał coś w kalendarzu? Nie wybaczyłby sobie, gdyby popełnił taką wpadkę. Pewnie gdyby wiedział, ze szanowny pan hipnotyzer aktualnie gabinetu nie posiadał, to byłby gotowy zaprosić go do siebie. W sumie jego restauracja nie byłą jeszcze blisko wykończenia, ale wciąż było to jakieś bezpieczne miejsce do przeprowadzenia dalszej części terapii.

Bertie nie był też świadomy faktu, że jego nowy znajomy był wampirem. Gdyby był, pewnie na początku miałby pewne obawy i zapytałby na głos, jasno i wyraźnie, czy nie zamierza go ugryźć. Potem poszłoby już z górki, bo zainspirowany pewnie byłby w stanie zaproponować wąpierzowi próby podkręcenia swoich wypieków tak, żeby zaspokajały jakieś wampirze upodobania. Z jednej strony mógł się upiorów obawiać, ale z drugiej nawet dla nich miał wielkie serce jeśli te były dla niego miłe. Znaczy mógłby, gdyby o jakimś wiedział. Na ten moment najbliżej upiora była chyba Eden, bo może i była czarodziejem z krwi i kości, dziada pradziada, ale było w niej coś przerażającego.

— Tak, to niewątpliwie prawda. Fakt, że możemy cokolwiek z tym zrobić, napawa chociaż odrobiną optymizmu. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co muszą przeżywać osoby, które nie mają jak się przed tym obronić i jak sobie poradzić, bo na przykład nie mają nikogo wprawnego w hipnozie pod ręką — ileż to ludzi nie miało teraz pieniędzy czy bliskiego dostępu do hipnotyzera? A ile uważało, ze ma teraz ważniejsze sprawy na głowie, niż chodzenie do lekarza? To ostatnie było oczywiście niezbyt rozsądne, ale Bertie rozumiał, że teraz życie toczyło się na nieco innych zasadach niż wcześniej.

— Oh, pańska małżonka uwielbia słodkości? To się cudownie składa — zaśmiał się, jakby rzucił właśnie najlepszym żarcikiem. Zakładał też z łatwością, że ta cała pani, to była właśnie małżonka. Zwykle z taką tkliwością wyrażało się o takowych, a przynajmniej jemu samemu się zdarzało, kiedy jeszcze był żonaty. — Oczywiście, zamieniam się w słuch — Bertie posłał mu jeszcze jeden, szeroki uśmiech, a potem jego wyraz twarzy faktycznie nieco spoważniał. Słuchał uważnie tego, co miał mu do powiedzenia lekarz, bo nawet jeśli tyle odkładał wizytę u niego, to kiedy już okazja sama się nadarzyła, nie zamierzał tak zwyczajnie jej marnować. Powtarzał więc pokazane mu ćwiczenia oddechowe, chcąc mieć pewność, że wykonuje je poprawnie. Notował sobie w umyśle wszystkie te dobre rady, które na niego spływały; jak odwrócić uwagę, osadzić się i zakotwiczyć w rzeczywistości wystarczająco dobrze, by złe szepty do niego nie wróciły. Robił to niemalże religijnie, bo chyba nic nie przerażało go tak, jak ten obcy głos w głowie i irracjonalny lęk. Irracjonalny tylko dlatego, że wiedział jakby nie był jego własny, a okrutnie wszczepiony. W końcu jednak spotkanie dobiegło końca i oboje musieli wrócić do swoich obowiązków.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bertie Bott (1504), Gabriel Montbel (1583), Pan Losu (65)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa