• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
1 2 3 4 Dalej »
[21.09.72] Od cynamonu kicham

[21.09.72] Od cynamonu kicham
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#1
01.07.2026, 11:35  ✶  
21/09/72
Rejwach

Zenek wiedział, że coś było nie tak, gdy tylko postawił nogę na parterze. Coś rwało go w piersi. To miała być tylko popołudniowa próba… zaciągnął się powietrzem. Koncentracja korzennych drobin uderzyła w tylną ścianę jego nosa. AH-CHOO!! Prawie zszedł ponownie.

W Rejwachowym powietrzu unosiła się mieszanka cynamonu, suszonych jabłek i dyni. Gwoździe poutykane koślawo w ścianach dzielnie znosiły ciężar kokardek, na których zwisały laski cynamonu. Wraz z kichnięciem przekrzywił się Zenkowi szpiczasty kapelusz czarodzieja. Fioletowy i brokatowy, upstrzony był srebrnymi gwiazdkami. Drobinki brokatu przeleciały Zenkowi przed oczami.

Kapelusz stanowił idealny komplet z peleryną, która sięgała Zenkowi do kostek. Ostrożnie stąpał po każdej desce z płachtą narzuconą na plecy, a każda deska odpowiadała mu stęknięciem. Przechodząc obok baru, zamiast sterty nieumytych kufli dostrzegał nowe zakłócenia. Dekoracje z jarzębinowych gałązek dzieliły przestrzeń między stołeczkami. Salomea garbiła się na jednym z nich. Tasowała karty. We włosach pozaczepiała gałązki, jakby ktoś gniazdo jej zakładał na głowie. Zenek był niemal pewny, że ona je z blatu zakosiła.

Enjorlas krążył między stolikami, rzępoląc. Pogłos lutni dobiegał to tu, to tam. Raz w nie-życiu ktoś mu polecił przygrywać na rejwachowej kolacji i biedak się teraz musiał przygotować na poważnie. Pijak śpioszek chrapał wniebogłosy. Jego to nic nie potrafiło zbudzić. Zenek przesunął się ku niemu ze świszczącą płachtą. Chwycił między palce zimną rączkę kufla. Śpioszek wyżłopał całe picie. Jak to sobie Zenek przystawił do nosa, znowu go uderzyła woń cynamonu. Czyli nawet pijaków szprycowali tym… szajsem!

Zakończywszy inspekcję, wspiął się z godnością po schodku na scenę. Zostawiał za sobą strużkę brokatu. Wreszcie przysiadł do rozłożonego instrumentu. Poprawił pelerynę, na której z początku usiadł. Teraz z godnością zwisała ze stołka. Zenek przejechał palcem po klawiszu. Obejrzał opuszek. Trochę szary, jak kurz. A trochę… brązowy od cynamonu. Zrobił kwaśną minę. Na początek sięgnął po szmatkę i zaczął przecierać obudowę. No bo jak on odpali cacko w takich warunkach, to się chyba na niego klawisze obrażą. I nici z koncertu, i nici z wypłaty. Brokat sypał się z każdym ruchem czarodziejskiej czapki.

!Trauma Ognia


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
Czarodziejska legenda
Przeciwności losu powodują, że jedni się załamują, a inni łamią rekordy.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Los musi się dopełnić, nie można go zmienić ani uniknąć, choćby prowadził w przepaść. Los objawia nam swoje życzenia, ale na swój sposób. Los to spełnione urojenie. Los staje się sprawą ludzką i określaną przez ludzi.

Pan Losu
#2
01.07.2026, 11:35  ✶  
Nie dotykają się żadne omamy, ale trauma ognia pozostaje silną. Kiedy w trakcie trwania tej sesji widzisz płomienie, na moment zastygasz w bezruchu przepełniony strachem. Wydaje ci się, że nadchodzą. Kto? Oni... One? Te istoty złożone z dymu i lęków...
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#3
04.07.2026, 20:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2026, 15:14 przez Keyleth Nico Yako.)  
Keyleth a właściwie obecnie Nico, siedziała przy stoliczku wciśnięta w rogu i TWORZYŁA na bazie jej ukochanej książki leżącej przed nią niczym chrześcijańska biblia przed córką pastora.

Baza wieńca to gałązki drzew symbolizujących czas sabatu: dąb odpowiadający za siłę, jarzębina niosąca ochronę albo sosna. Dodatkowo w wieńcu powinny znaleźć się zasuszone i świeże trawy oraz zboża - pszenica, żyto, owies, najlepiej cięte samodzielnie sierpem. Do tego niezbędne są ozdoby i kolejne symbole: dary ziemi takie jak małe jabłka, kiście winogron, orzechy i żołędzie. Dobrze widziane są też jesienne akcenty: szyszki, kolorowe liście dębu lub klonu, laski cynamonu oraz kwiaty właściwe dla okresu takie jak wrzosy, słoneczniki i inne.

Mieszkanie i pracowanie na cały etat a nawet półtora etatu w ścisłym centrum wielkiej i spalonej metropolii utrudniało stworzenie tego dzieła, żeby nie wspomnieć o ograniczonych możliwościach manualnych samej zainteresowanej. Laski cynamonu gwizdnęła z rozwieszonych girland to w sumie było najprostsze. Gałęzie w sumie mogły być w przeszłości kilkoma drutami, zamiast kwiatów miała podwędzone Lewisowi ususzone zioła. Zebrała podczas spaceru porannego trochę zmoczonych i pogiętych liści, jako fretka powyciągała ze śmietników czerwone korale, które mogłyby przecież skutecznie imitować jarzębinę prawda? PRAWDA? Jutowy sznurek do obwiązania wszystkiego i…

Produkcja mabonowego wieńca lev. Keyleth czyli yako tako
Rzut O 1d100 - 22
Akcja nieudana



Wyglądało pięknie i wspaniale. Key była szczerze zachwycona, znaczy Nico była zachwycona. Podniosła głowę i jej oczy w kolorze świeżo ściętej trawy trafiły momentalnie na muzyka rozkładającego się do próby, a może już koncertu, czy na prawdę zajęło jej tak dużo czasu?! Nim jednak zaczęła szukać Aseny, aby ją przepraszać za takie obijanie się i nie mycie rejwachowego klepiska, krzyknęła ze swojego roboczego stanowiska:

– ZENEK ZENEK ZOBACZ! ZOBACZ JAKIE PIĘKNE ZROBIŁAM! – z wielką dumą chwyciła "wieniec" oburącz i podniosła ku niemu. Szkoda że 80% pracy zostało na stoliku, a pozostałe 20 kruszyło się w rękach w czasie rzeczywistym. Uśmiech zastygł na twarzy rudowłosej pomocy-do-wszystkiego - była wysoce skonsternowana zaistniałą sytuacją. – Em... no ee... no... no powiedzmy, że jeszcze nie skończyłam... eee... chyba... chyba... chyba eee na pewno. – wypuściła z siebie powietrze, pozwalając rdzawej grzywce zafalować, a potem uznała, że może lepiej to zostawić na razie. Podniosła się i podeszła do muzyka. – Co tam? Co dzisiaj będziecie grać? – zagadnęła ciekawsko, próbując nie myśleć o rozlazłej katastrofie pozostawionej w kącie sali, gdzie przed chwilą urzędowała.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#4
08.07.2026, 15:11  ✶  
Zenek wąchał cynamon i ścierał cynamon z klawiszy. Śpioszek chrapał. Gołębnik karmił wychłodzone gołębie gdzieś za oknem. Salomea wymieniała rentę na piwo, chociaż wolałaby coś elegantszego. Kylie siedziała w kącie z rudymi włosami, czego nie należało kwestionować, bo ledwo ogarniał zmiany imion. I tak pośród tej świątecznej atmosfery sobie myślał, że wszyscy ci pijacy gdzieś pójdą na Mabon. Oni mają swoje Mabon, prawda?

Podniósł głowę, żeby spojrzeć. Kylie obsypała się jakimiś drutami, liśćmi i zielskiem. Pachniało jak potpourri z maski zakaźnika. Co w sumie lepiej niż cynamon. Czerwone korale posypały się po podłodze, pam, pam, pam. I tak się turlały, aż pod kanapę ze Śpiochem. A on nic.
— No, pięknie zrobiłaś. — wciągnął nosem atmosferę świąt. Wciągnął też cząsteczki cynamonu, więc zipnął. Zamknął oczy i odchylił się do tyłu dramatycznie, ale powstrzymał kichnięcie. Wrócił duszą do Rejwachu. — To przecież sztuka nowoczesna jest. Ktoś by to w OdNowie powiesił. — podłubał sobie brokatowym palcem przy oku.

Rozpadający się wieniec był komentarzem. Co znaczyły święta dla marginesu społeczeństwa? Gdzie iść do domu, kiedy dom był daleko? O, tak by napisał na tabliczce pod mokrymi liśćmi z bruku przed Rejwachem.

Odrzucił na bok szmatkę usmarowaną cynamonem. Sprzęt był już mniej więcej czysty i ogarnięty, więc wyciągnął zza pazuchy drewniany badyl do czarowania. Peleryny czarodziejskie miały kieszeń na różdżkę, no kto by pomyślał.
— Ja? Nie wiem jeszcze. Bo Enjorlas to coś na Mabon robi. — duch krążył między stolikami z lutnią, chociaż o tej porze to miał widownię tylko innych duchów. Na sekundę Zenek wydął wargi. Poprawił chwyt na różdżce i zaczął dłubać.

Przyłożył końcówkę do dziury z boku sprzętu. Wepchnął w dziurkę. Kręcił i kręcił, aż się iskry posypały. No i tak to się robiło za każdym razem. Syntezator zwykle nie szwankował. Potem wyciągnął różdżkę i zaczął mamrotać. Wykonywał tajemnicze kręciołki końcówką. A tu chodziło tylko o to, że w lokalu nie było głośników (ani prądu). No więc Zenek zawsze musiał jakieś zaklęcie na nagłośnienie rzucić.
— Ty mi lepiej powiedz. Co zagrać. — dopowiedział po chwili. Był już w totalnym skupieniu twarzowym, z kręgosłupem nachylonym nad sprzętem i peleryną rzucającą cień na scenę. Pod okiem świecił mu brokat. Na podłodze też.

Rozgrzał kilka klawiszy palcami. Pam, pam, pam.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#5
20.07.2026, 15:21  ✶  
Keyleth znaczy Nico nie była do końca pewna czy Zenek mówi na poważnie czy śmieje się z nią czy z niej czy nawet do końca nie popatrzył, a może właśnie chciał ją dobrym słowem zmotywować, żeby się nie poddawała. Sama miała dość zbolałą minę, bo jednak wieniec nie powinien się dramatycznie rozpadać i dziewczyna też bardzo nie chciała żeby pani Księżyca, która wszystkich chroni była na nią zła a już boginiio proszę nie bądź zła na ludzi, którzy udzielili jej schronienia.

Dziewczyna nie miała zbyt głębokiej myśli teologicznej, ale jako córka szamanki, dążyła duchy głębokim szacunkiem, wiedząc, że złe duchy to bardzo nieszczęśliwi ludzi i pamiętała jak koncepty bóstw tłumaczono im na zajęciach przez pryzmat bardzo, bardzo potężnych duchów, którym inne duchy służą. To by było na prawdę bardzo niekorzystne, gdyby okazało się, że jej wszystkie starania o zaspokojenie lokalnych rejwachowych duchów poszły na marne, bo potężniejszy byt obraziłby się na rozpadający wieniec. Zakładała, że intencja zdecydowanie nie wystarczy.

Nim jednak podeszła drugi raz do aktu tworzenia, stała przecież przy magicznym narzędziu, z którego wystawały zabawne kolorowe gałązki. Podskoczyła lekko przejęta iskrami i gotowa jakkolwiek zadziałać i oblać wszystko magiczną wodą, tylko że nic nie stanęło w ogniu, więc nie musiała sobie przypominać, że czarowanie czegoś z niczego idzie jej gorzej niż robienie wieńców na dzień Matki.

– Coś wesołego? – zapytała z nadzieją w głosie, po czym od razu pożałowała, bo przecież tyle razy przecież na pewno Zenek słyszał podczas jej w rejwachu rezydencji pijackie "e grajek, weź zapodaj coś z jajem, coś wesołego" to pewnie słyszał tego o wiele wiele wiele razy częściej bo był tu też i dłużej i dłużej grał i więcej doświadczał sytuacji koncertowej w tym nokturnowym przybytku. Zamyśliła się więc i podrapała po lokowanej, znaczy całkiem rudej głowie. – Albo nie… weź zagraj to co zawsze grasz na koniec koncertów. To bardzo lubie, ale czasem zdarza mi się już spać wtedy i ostatnio przegapiłam i jakbyś to zagrał to bym się bardzo cieszyła? – intonacja w zdaniu absolutnie twierdzącym powędrowała na wyżyny dziewczęcej niepewności.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#6
27.07.2026, 02:47  ✶  
Duchowość. Aaaah… no, i w sumie to tyle. Zenek nie miał jakichś głębszych przemyśleń na ten temat. W Rejwachu mieli tylko Enjorlasa, co potrzebował własnego pięć minut, bo inaczej się rzucał. No i dostał. Ważna funkcja koncertmistrza przypadła jemu. To Zenek się chociaż naje i odpocznie jutro.

Intencje były mu równie odległe. Niby Zenek miał jakieśtam myśli i marzenia, no, ale po co. Jakoś łatwiej mu było grać o tym, co wokół. A przed nim stała Nico Yako.

Teraz już pamiętał. Nazywała się jak Japonka, chociaż skórę miała umorusaną czekoladą. Tak zapamiętać było łatwiej. Czekolada była lepsza niż cynamon. Pewnie teraz pachniała tylko gałęziami. Zamknął oczy, a palce złożył na klawiaturze w gotowości.

Coś wesołego to faktycznie było trochę za szerokie na Zenka. Przychodziły na myśl tylko klasyki. Wejście gladiatorów zawierało wszystko, czego Zenek potrzebował od muzyki klasycznej. Byli gladiatorzy w tytule. Wchodzili do utworu. I to było takie wesołe, jakby: jestem w cyrku! Jestem w cyrku!
Pijacy tego nie chcieli.

Potem Nico zmieniła zamówienie, a Zenek się skrzywił. No bo jednak zrobiło mu się przykro, że Nico musiała chodzić spać, kiedy odgrywał akurat swój koncert. I że to jeszcze było coś, czego lubiła słuchać. We śnie jej tego nie mógł odgrywać, a by chciał. Skrzywił się jeszcze bardziej. Co on takiego odgrywał, co było na tyle rozpoznawalne, że Nico pamiętała? No, może bąbelki.

Zazwyczaj wtedy odnosił się do tego, co faktycznie mogło pijakom przynosić radość. Odgrywał im wtedy muzę, w której słychać było bąbelki piwa obijające się o ściany przełyku. Bim, bam, bom. Albo: pop pop pop. Zależy, jaki miał wieczór.
Pijacy się wtedy uśmiechali i posłusznie kiwali głowami. Na lewo, na prawo. Człowiek nie mógł się nie uśmiechnąć, kiedy słyszał bąbelki.

Otworzył oczy i na nią pokazał. Wyciągnął rękę i zrobił takie "przyjdź, przyjdź" palcami. Ludzie zwykle rozumieli takie znaki.

Wtedy jej to odegrał. Koraliki brzmiały jak bąbelki, chociaż bardziej ostro i nie pękały. Bom bom bom.

Przydałoby mu się w sumie, żeby ta japońska dziewczynka Nico Yako ubrała kostium i stanęła przed Rejwachem. Tak się robiło w Tokyo albo w Vegas. Atrakcyjne dziewczyny naganiały klientów. To wplątał do utworu orientalny motyw. Bom bom bom, a pomiędzy gongi. Shibuya cię rozbuja. Może Nico nie zaśnie.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#7
04.08.2026, 18:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.08.2026, 18:37 przez Keyleth Nico Yako.)  
Nie powinna zmieniać zdania - to była pierwsza myśl, która do niej przyszła, gdy zobaczyła grymas na twarzy muzyka. Trzeba było zostać przy wesołym, to przecież taki szeroki wybór! Było tyleż samo wesołych piosenek co smutnych i w niczym nie przypominały rytualnych bębnów z jej rodzinnych stron ani deszczowych, medytacyjnych mis, które też czasami lubiła słuchać. Nie nie… muzyka Zenka miała w sobie coś hipnotyzującego, a wesoła sprawiała, że nogi podrywały się do różnych aktywności, na tupaniu palcem w bucie zaczynając, a radosnych podrygach na stole kończąc (nie żeby ona tańczyła na stole! Ale zdarzało się jej już takie wygibasy oglądać Rejwachu, więc poszerzyła o nią skalę magicznego rozmachu nokturnowego barda.

A potem skrzywił się jeszcze bardziej i pogniotło ją poczucie winy, więc wzrokiem uciekła na obraz nędzy i rozpaczy, jakim był jej niechlubny wieniec. Przygryzła wargę, rozważając, czy nie lepiej byłoby wymyślić trzecie zamówienie, ale biła się z myślami, czy wtedy pan bard by w jeszcze większą popadł niechęć melancholię i apatię. Prawie przez to przegapiła uniwersalny międzynarodowy gest, ale jak już kątem oka wyłapała ruch to szybko zadarła głowę i oczy rozbłysły jej radością i ulgą na widok muzyka, który podjął decyzję. Podeszła, oczywiście, że podeszła do niego i jeszcze nim wybrzmiały pierwsze nuty miała poczucie, że jest w tym kroku coś tanecznego. Puls, który dopiero miał nadejść. Jak uderzenie deszczu o szybę. Jak echa rytualnych bębnów, dochodzących z oddali.

W końcu zaczął grać, a Nico zaśmiała się jakby ktoś ją połaskotał. Zapewne jeszcze by się zarumieniła, gdyby znała myśli Zenka, co przy jej obecnej karnacji skończyłoby się spaleniem absolutnego buraka, ale że potrafiła wiele i wśród tego wiele nie było wcale a wcale czytania w myślach. Co natomiast było w jej asortymencie, to całkiem sprawne posługiwanie się iluzją, dlatego też z kieszeni wyciągnęła swoją różdżkę (dla niepoznaki) i spróbowała nad ich głowami powybuchać iluzoryczne bombelki i sztuczne ognie, które zdarzyło jej się kiedyś widzieć na morzu.

Zauroczenie ◉◉◉○○ na magiczne sztuczne ognie, dostępne tylko dla otwartych na nowe doznania mózgów
Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!

Może to była kwestia muzycznej inspiracji, może tego, że nikomu bez różdżki aktywnie nie chciała mieszać w głowie, a tylko umilić czas, dać wyraz szczęścia i wdzięczności za bom bom bombeleczki - pod suitem roziskrzyły się małe eksplozje próbujące wpasować się w muzykę (niezbyt udolnie, ale praktyka czyni mistrza!).
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#8
11.08.2026, 11:20  ✶  
Parę dni temu wydarzył się incydent. Pił u nich taki starszy pan, co zajmował się gołębiami. Takimi na dworzu; gdzie tam, żeby prowadził hodowlę. Z chlebem chodził. No i gołębie nieźle się wystraszyły SN. Wszystkie do niego przyleciały. Obleciały jego ramiona po obu stronach płaszcza, i tak już zostały. Chodził z nimi teraz wszędzie. Odlatywały tylko, by się odlać, ale nadal z tyłu płaszcza gdzieniegdzie pojawiały się białe plamy. Jak ktoś z obsługi je zobaczył, to rzucał chłoszczyścią. Dobry chłop, dorzucał się do lokalu (piwo), to mu pomagali, gdy się u nich stołował. Gdzie to zmierza? Otóż Zenek, sam nieźle wystraszony SNem, jeszcze łażąc z posiniaczonym nosem zagrał pieśń motywacyjną. Polonaise militaire, tylko w aranżu na syntezator. Czyli elektronika, jakby wojsko miało wymaszerować w stroju robota. Gołębie, jak to usłyszały, zaczęły trzepotać skrzydłami. Trzepotały tak mocno, że starszy pan rozłożył ręce i podniósł się w powietrze. Chudy był to już chłopina. Gołębie uniosły go tylko na kilka centymetrów, ale Zenek był pewny, że gdyby chciały, mogły postawić go na stole i poruszać ramionami w rytm tańca.

Nieobce były zatem Zenkowi objawy radości, które przejawiała Nico. Wręcz go nos zakłuł, jak uniósł go na chwilę znad obudowy i zerknął, czy działało na nią to, co grał. Tak zachowywał się człowiek wesoły. Uśmiechnął się więc razem z nią, a w klawisze trafiał palcami niemal na ślepo. Motyw orientalny mógł z powodzeniem włączać do innych utworów. Dodał jeszcze te oczne błyski. Błyski światła. Na klawiaturze to brzmiało jak wyładowania elektryczne, a gdy trafiał opuszkiem w odpowiedni guzik, to go jakby prądem raziło. Taka zbieżność dźwięku z efektem.

Prąd animował serca. Serce Zenka biło spokojnym rytmem. Syntezator: bzz, bzz. Rytm wybijał pałką w mosiężne tarcze. Pasowały do tego też bębny, no, ale to wszystko perkusja. Najważniejszy był efekt na ludzkim ciele. A Nico wyciągnęła różdżkę.

Nad głową Zenka zaczynały przelatywać bąbelki. Pękały: bom, bom, a ze środka wylewały się mydliny. Tak na lekarstwo, na podmuch wiatru. Splunięcia lepkiej mazi lądowały mu we włosach. Przymykał oczy, żeby go pod powiekami nie trafiło. Do inwentarza zapachów w Rejwachu dochodziła jeszcze woń czystości, najrzadziej spotykana ze wszystkich.

W srebrze obudowy odbiły się ogniste rozbłyski. Żółcie i pomarańcze tańczyły na klawiszach. Zenek przestał grać. Najpierw zamarł kompletnie. Wzrokiem zastygł w miejscu, na rozbłyskach. Broda mu drgała, jakby ją usilnie próbował utrzymać w miejscu, żeby nie poderwała głowy wyżej. Nie chciał patrzeć w górę. Nadal rozlegał się za to jakiś dźwięk. Nagrane gongi okazały się presetem. Wybijały równy rytm pomiędzy wybuchami każdego fajerwerka. Brokat na jego czapce połyskiwał, aż z podmuchem zdaje się znikąd czapka osunęła się na ziemię. To pijak gołębnik otworzył drzwi, wpuszczając do środka powiew jesiennego powietrza.


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
fretka
wiek
21
sława
I
krew
półkrwi
genetyka
metamorfomag
zawód
kieszonkowiec
uwaga - metamorfomag na gigancie! dość wysoka mulatka, 175 cm, 83 kg, kręcone czarne włosy, intensywnie zielone oczy

Keyleth Nico Yako
#9
10.09.2026, 09:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.09.2026, 09:35 przez Keyleth Nico Yako.)  
Ktoś mógłby obwiniać Keyleth za to co zrobiła i byłoby to obwinianie najprawdopodobniej słuszne. Urodzona w czepku dziewczyna nie doświadczyła podczas Spalonej Większego uszczerbku na zdrowiu, a żółte i czerwone barwy kojarzyły jej się bardziej z ciepłem ogniska, z zabawą z radością i bezpieczeństwem niż z traumą zaserwowaną nieszczęsnym mieszkańcom magicznego Londynu przez złowrogiego zwyrola.

Zainspirowana muzyką straciła koncentrację na iluzorycznym widowisku i odpuściła wszystkim widoku sztucznych ogni pod dachem rejwachu. Zamiast tego w podskokach i z szerokim uśmiechem na twarzy pobiegła do stoliczka, przy którym pracowała wcześniej. Podbiegła, do swojej zdewastowanej pracy, by po raz kolejny podjąć próbę wieńcową:

Rzemiosło ◉○○○○ próbuje ze śmieci zrobić wieniec 2.0
Rzut O 1d100 - 46
Słaby sukces...


Wieniec rzeczywiście powstał. To znaczy... technicznie rzecz biorąc, można było uznać, że powstał, ponieważ wszystkie jego elementy trzymały się siebie zaskakująco dzielnie, choć trudno było powiedzieć, czy zasługa należała do jutowego sznurka, który Keyleth oplotła wokół konstrukcji z determinacją godną średniowiecznego kata, czy do kilku pozostałych przy życiu drutów, które najwyraźniej pamiętały jeszcze czasy, kiedy były częścią czegoś znacznie bardziej skutecznego. Dąb, jarzębina i sosna, których obecności domagała się książka, zostały zastąpione przez gałązki o bliżej nieustalonej proweniencji, część z nich tak suchych, że przy próbie zgięcia przypominały bardziej chrupki niż materiał florystyczny. Nie mogło zabraknąć pozostałych znalezionych podczas spaceru liści (trochę ich jeszcze zostało po pierwszej próbie) oraz tych kilka źdźbeł trawy, które przetrwały podróż w kieszeni jej płaszcza wyłącznie dlatego, że najwyraźniej były zbyt wyczerpane, żeby się połamać.

Najbardziej dumnym elementem konstrukcji pozostawały czerwone korale otoczone sterczącymi bez ładu i składy ledwie wystającymi spod sznurka laskami cynamonu, Między nimi tkwiły ususzone zioła podwędzone Lewisowi, kilka orzechów, żołądź, którego Keyleth nie była do końca pewna, czy w ogóle jest żołędziem, oraz małe jabłko z widocznym śladem po zębach, dodane na ostatnią chwilę, bo to miejsce zdawało się młodej artystce "łysawe".

Całość wieńczyły dwa wyjątkowo smutne kwiaty, które kiedyś prawdopodobnie były wrzosem, oraz coś żółtego, co według Keyleth miało pełnić funkcję słonecznika. Nie było słonecznikiem. Prawdopodobnie nie było nawet kwiatem. Wyglądało natomiast wystarczająco kwiatowo, żeby nie wdawać się w dyskusję. W efekcie powstało dzieło ciężkie, krzywe i niepokojąco asymetryczne. Gdyby postawić je w lesie, prawdopodobnie wszystkie miejscowe stworzenia uciekłyby w popłochu. Gdyby powiesić je na drzwiach, można było mieć uzasadnione obawy, że sąsiedzi uznają to za ostrzeżenie przed klątwą.

A jednak się trzymał. To było najważniejsze. Nie piękno, nie proporcja, nie zgodność z ilustracją w książce – trzymał się. Keyleth patrzyła na niego z dumą człowieka, który właśnie odkrył nową gałąź sztuki użytkowej, kompletnie nieświadoma, że z punktu widzenia estetyki osiągnęła coś pomiędzy dekoracją grobową a pułapką na leśne gobliny. W jej oczach był to prawdziwy, pełnoprawny wieniec mabonowy. Może nieco osobliwy. Może trochę… organiczny. Ale niewątpliwie jej własny.

Z ekscytacji energetyka jej wizerunku zadrgała niebezpiecznie, a jej rude włosy stały się całkiem afroamerykańskimi sprężynkami, zaś stonowany kolor oczu lśnił jadeitem.

– Zenek! Zenek patrz! Patrz udało mi się tym razem! – krzyknęła radośnie unosząc koło i dopiero wtedy zaczęła rozglądać się po sali za muzykiem.
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#10
21.09.2026, 09:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2026, 10:01 przez Zenon Kozioł.)  
Gdy Zenek wreszcie popatrzył przed siebie, Keyleth odbiegła już do stolika i robiła wieniec. Obejrzał, co się w lokalu działo. Nic. Wszystko bez zmian. Rejwach pozostawał miejscem bezpiecznym. Nawet, gdy koleś od gołębi otworzył drzwi, nic nie wpadło do środka. Gołębie tylko zatrzepotały skrzydłami. Ewidentnie coś im nie pasowało w akustyce lokalu. No, chyba te gongi. Elementy perkusyjne co chwila robiły BOOOING w równomiernych interwałach. Pięta Zenka podskakiwała za każdym razem. Nacisnął guzik. I cisza.
Miał już wgrane inne ustawienia, które przypominały mu… tamte fajerwerki za każdym razem. Przesunął parę suwaków i powrócił do grania. Chrupanie przywodziło na myśl ogień iskrzący się w kominku, jakby go odpalił, usiadł w zasięgu płomienia i nasłuchiwał tego ognia. Albo przeprawiał się przez zaspę w szerokopodeszwowych butach śniegowych. Chrup, chrup. Mógł szukać szczęścia w zaspie, na festiwalu orientalnym albo w oku paleniska… ale żadne z tych ustawień nie przedstawiało do końca Nico. W dalszym ciągu niewiele wiedział o dziewczynie, która pojawiła się w Rejwachu wraz z nowym miesiącem. Skąd pochodziła? Jak bywalcy Rejwachu, pozostawała w jego głowie bezdomna.

Popatrzył w górę dopiero, gdy Keyleth zawołała go kolejny raz. Wstał. A potem schylił się po czapkę czarodzieja, która mu spadła z czubka głowy. Zaczął uderzać nią o kolano, otrzepywać z kurzu i cynamonu. Zaraz, cyna- AHCHOOO! kichnięcie opuściło go z godnością. Nawet tutaj, na jego scenie… Zaszedł do stolika, oparł rękę o oparcie krzesła i popatrzył się na wieniec.
Jak grabił liście w ogrodzie swojej matki, to powstawała taka kupka liści. Pod koniec jesieni, gdy wzmagały się opady, to wyglądało szczególnie żałośnie. Liście były zmoknięte i przemoczone, więc fermentowały na trawniku, a gdy Słońce suszyło kupkę, pozostawała szaro-brązowa instalacja biologiczna do utylizacji przez pracowników porządkowych. No, to wieniec Keyleth wyglądał tak, jakby osobiście udała się do ogródka jego matki, by wybrać sobie liście do wieńca z zagrabionej kupy. Keyleth poutykała w niego różne rzeczy. Czerwone korale odznaczały się niemal komicznie, dowodząc, że plastik pozostawał królem świątecznych dekoracji. Czarodziejów także uwiodły żywe czerwienie, których czas nie ruszał. Ale jedno musiał jej przyznać.
— Trzyma się! — wypowiedział z entuzjazmem, którym zaskoczył siebie samego. Wieniec, splątany drutem, naprawdę się trzymał. Sylwetka Keyleth także ulegała zmianie, przez co Zenek odskoczył od krzesła nieco. Skręt jej włosów przybierał na sile. Włosy kręciły się na jego oczach, i gdyby Zenek nie był do tego już trochę przyzwyczajony, to by to uznał za halucynacje od cynamonu.
— Gdzie go powiesisz? — bo takie było przeznaczenie wieńca. Nie wiedząc, jak lepiej jej pogratulować za dobrą robotę, położył rękę na czubku chmary włosów. Która była tak gęsta, że nawet nie był blisko dotykania czubka głowy. Po czym stwierdził, że to było dziwne, więc zabrał rękę i przestał.

Koniec sesji


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Keyleth Nico Yako (1598), Pan Losu (40), Zenon Kozioł (1956)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa