01.07.2026, 11:35 ✶
21/09/72
Rejwach
Rejwach
Zenek wiedział, że coś było nie tak, gdy tylko postawił nogę na parterze. Coś rwało go w piersi. To miała być tylko popołudniowa próba… zaciągnął się powietrzem. Koncentracja korzennych drobin uderzyła w tylną ścianę jego nosa. AH-CHOO!! Prawie zszedł ponownie.
W Rejwachowym powietrzu unosiła się mieszanka cynamonu, suszonych jabłek i dyni. Gwoździe poutykane koślawo w ścianach dzielnie znosiły ciężar kokardek, na których zwisały laski cynamonu. Wraz z kichnięciem przekrzywił się Zenkowi szpiczasty kapelusz czarodzieja. Fioletowy i brokatowy, upstrzony był srebrnymi gwiazdkami. Drobinki brokatu przeleciały Zenkowi przed oczami.
Kapelusz stanowił idealny komplet z peleryną, która sięgała Zenkowi do kostek. Ostrożnie stąpał po każdej desce z płachtą narzuconą na plecy, a każda deska odpowiadała mu stęknięciem. Przechodząc obok baru, zamiast sterty nieumytych kufli dostrzegał nowe zakłócenia. Dekoracje z jarzębinowych gałązek dzieliły przestrzeń między stołeczkami. Salomea garbiła się na jednym z nich. Tasowała karty. We włosach pozaczepiała gałązki, jakby ktoś gniazdo jej zakładał na głowie. Zenek był niemal pewny, że ona je z blatu zakosiła.
Enjorlas krążył między stolikami, rzępoląc. Pogłos lutni dobiegał to tu, to tam. Raz w nie-życiu ktoś mu polecił przygrywać na rejwachowej kolacji i biedak się teraz musiał przygotować na poważnie. Pijak śpioszek chrapał wniebogłosy. Jego to nic nie potrafiło zbudzić. Zenek przesunął się ku niemu ze świszczącą płachtą. Chwycił między palce zimną rączkę kufla. Śpioszek wyżłopał całe picie. Jak to sobie Zenek przystawił do nosa, znowu go uderzyła woń cynamonu. Czyli nawet pijaków szprycowali tym… szajsem!
Zakończywszy inspekcję, wspiął się z godnością po schodku na scenę. Zostawiał za sobą strużkę brokatu. Wreszcie przysiadł do rozłożonego instrumentu. Poprawił pelerynę, na której z początku usiadł. Teraz z godnością zwisała ze stołka. Zenek przejechał palcem po klawiszu. Obejrzał opuszek. Trochę szary, jak kurz. A trochę… brązowy od cynamonu. Zrobił kwaśną minę. Na początek sięgnął po szmatkę i zaczął przecierać obudowę. No bo jak on odpali cacko w takich warunkach, to się chyba na niego klawisze obrażą. I nici z koncertu, i nici z wypłaty. Brokat sypał się z każdym ruchem czarodziejskiej czapki.
!Trauma Ognia
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.