• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[Jesień 72, 3.10, Mugolski Hotel na Wypasie | GG] Pamiętasz była jesień...

[Jesień 72, 3.10, Mugolski Hotel na Wypasie | GG] Pamiętasz była jesień...
mały książę
Parle-moi de la mort, du songe qu'on y mène,
De l'éternel loisir,
Où l'on ne sait plus rien de l'amour, de la haine,
Ni du triste plaisir;
wiek
370
sława
II
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
prywatny detektyw
186cm | 83 kg | szczupła, atletyczna sylwetka | nienaturalnie blada skóra | lekko falujace włosy, ciemny blond | błękitne, zdystansowane oczy | w mowie zwykle silny francuski akcent, ale kiedy chce może z powodzeniem naśladować akademicki brytyjski

Gabriel Montbel
#11
06.09.2026, 18:35  ✶  
Westchnął, westchnął bardzo wokalnie, wyrażając swoją wdzięczność za masaż głowy, która od natłoku wszystkiego bolała go za bardzo. Wczorajszy wieczór ciężko było nazwać udanym. Chciał ją pocałować i uciekł. Odtwarzał ten moment setki razy w swojej głowie i nie mógł być pewien, nie mógł wiedzieć czy uczucie było wzajemne, czy tak samo jak on, tak i ona tego pragnęła.

Nie wiedział.

A potem poszedł do OSTATNIEJ osoby, do której powinien z tym pójść, mokry od ulewy, która wezbrała wtedy. Poszedł do niego pod pretekstem znalezienia pralinek, innych czekoladek, które mogłyby jej zrekompensować te rozrzucone po wieży, te którymi jeszcze przed momentem go karmiła, muskając jego wargi swoimi gładkimi jak płatki róż palcami.

Ale poszedł do Jonathana jak skończony debil, jak imbecyl, jak masochista, który być całkiem prawdopodobnie chciał nową ranę przesłonić starą, znajomą raną. Prawie go tam pogryzł, prawie zmusił do uklęknięcia, prawie zawłaszczył sobie ostatni raz jego ciepło, tylko po to by nie myśleć o rozwianych na wietrze kruczoczarnych włosach pani detektyw, ale Jonathan nie był sam.

Młodzik siedzący obok, rozwalony na swoim siedzisku właściwie, naznaczony ugryzieniem leniwie wystającym zza koszuli… Gabriel nawet nie wiedział o czym wtedy mówił, mimo że nic nie pił, dlaczego miałby pamiętać cokolwiek z tej rozmowy?

– Jeseś nienormalnnn….nieno…nie… – przyznał westchnąwszy ponownie, nadstawiając głowę do głaskania, bo mógł Gustawa nienawidzić, ale skórę miał spragnioną jakiejkolwiek pieszczoty, uczucia innego niż chłodna obojętność. A może już zwyczajnie nie kontaktował co się wokół niego działo. Tak… to też była opcja.

– Miłoś… miłoś najgorsza… – niestety dotarło do niego pytanie, które momentalnie zacisnęło mu klatkę piersiową, skargą na los, który nie dawał mu spokoju. Nie rozumiał czemu tak lgnął do tej kobiety, nie chciał do niej lgnąć, nie chciał jej ufać, ani tęsknie wypatrywać jej towarzystwa. Nienawidził siebie za to, jak żałośnie musiał wić się pod spojrzeniem jej jadowitych zielonych oczu, w jakiej pogardzie musiała mieć wszystko co sobą reprezentował teraz, gdy już nie był jej podejrzanym. Spazm wyrwał się z jego piersi, drgawki wzmocnione alkoholem wydobyły z głębi trzewi obrzydliwy skowyt osoby, która myślała, że już nie jest na skraju, a potem odwróciła się do wyrywy, do której stała plecami. Łzy polały się strugą, a dłonie zacisnęły na barkach ubrudzonej białej poduszki noszącej inicjały:
GD
.

Ktoś mógłby powiedzieć, że zdecydowanie przydałaby mu się konsultacja magipsychiatryczna. Ktoś mógłby szydzić, że sam był magipsychiatrą. Cóż… jak mówiło stare porzekadło, szewc zwykł nie mieć czasu aby robić buty dla siebie.
white mustang
Żyję w tobie, a ty umrzesz we mnie
wiek
256
sława
IV
krew
czysta
genetyka
wampir
zawód
adwokat
180 centymetrów niezaprzeczalnego piętna dawnej arystokracji. Szlachetne rysy pokrywające nienaturalnie srebrną skórą. Jasne, popielate włosy oraz spojrzenie ciemnych oczu. Starannie przystrzyżone wąsy podkreślające linię ust stworzonych do półuśmiechów i półprawd.

Gustave Delacour
#12
Wczoraj, 18:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: Wczoraj, 19:42 przez Gustave Delacour.)  
Ciało Gabriela drżało gwałtownie pod naporem szlochu. Mokry, urywany skowyt wypełniał pokój, choć sam Gustaw pozostawał niewzruszony. Czuł rytm rozpaczy na swoim mostku, wyraźny jak bicie serca z tą różnicą, że żaden z nich nie miał już prawa do podobnego rytmu.

Znał ten dźwięk. Nie ze świata żywych, lecz z jego obrzeży. Słyszał go w głosach duchów, które pożarły własną pamięć. Widział go w demonach, które przetrwały własne przekleństwa. Rozpad miał wiele twarzy, lecz zawsze wydawał z siebie ten sam żałosny odgłos.

Dłonie Gustawa powędrowały niżej. Jedna spoczęła na karku Gabriela, ściskając go lekko, palec wskazujący i kciuk obejmując napięte ścięgna po obu stronach kręgosłupa. Druga powędrowała na jego plecy, pomiędzy łopatki i zaczęła kreślić powolne, okrężne ruchy.
— Jakaż miłość? — powtórzył bardziej do siebie niż do niego. — Przestań — powiedział cicho. — Łzy nie pomogą. Alkohol nie pomoże. A ta poduszka z pewnością nie zasłużyła sobie na taki los. Jej właścicielka może mieć zgoła odmienne zdanie, jeśli rano znajdzie ją zasmarkaną.
Gustaw przechylił głowę, opierając policzek o czubek głowy Gabriela. Pod palcami wyczuł, jak mięśnie karku napięły się i rozluźniły w nieregularnym rytmie.
— Zabieram cię stąd. Na nic mi ty w takim stanie — zadecydował za ich oboje. W końcu Gustaw westchnął ciężko i oderwał policzek od jego włosów.

Przetransportowanie jednego wampira, który ledwie utrzymywał się w pionie, stanowiło już niemałe utrapienie. Przetransportowanie dwóch osób — z czego jedna była człowiekiem, a druga w stanie przypominającym raczej żałosny strzęp arystokracji niż istotę zdolną samodzielnie przejść przez pokój, wymagało od Gustawa cierpliwości, której tego wieczoru miał zdecydowanie mniej niż zwykle.

Najpierw musiał podnieść Gabriela. Potem okazało się, że Gabriel nie zamierzał współpracować nawet z samym pojęciem pionu. Na końcu… Ostatecznie wygrała odpowiedzialność. Człowieka również zabrał ze sobą. Nie zamierzał zostawiać go samego w hotelu po tym wszystkim, zwłaszcza że jego obecność stanowiła dodatkowe, dość kłopotliwe świadectwo całego zajścia. Gustaw zajął się więc jednym ramieniem Gabrielem, drugim zaś człowiekiem, przeklinając w duchu ciężar ludzkiego ciała oraz jego bezwładność.
Koniec sesji


Wiatr kołysze w locie ćmy
Wilki śpią mocno, że aż strach
I tylko ty nie śpisz Duszko ma
Boisz się nocnic, złych wietrzyc i zjaw
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Gabriel Montbel (2387), Gustave Delacour (1696)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa