W tych czasach nie można było nikomu ufać. O zaufanie było bardzo trudno. Pracowało się na to latami. Doświadczał tego przez życie, znalazł kogoś na kim mógł polegać. Ale ta osoba odeszła z tego świata. Został sam. Samotność bywała bezpieczna. Były w życiu jednak takie sytuacje, które wymuszały na nas potrzebę obecności drugiej osoby. Praca, choroba, zlecenia, informacje. Nie zawsze sami dotrzemy do jakiegoś celu. Nie zawsze też prawdą osiągnie się zamierzony cel. Tak jak w tym przypadku, nie mówił kobiecie wszystkiego. Nawet jeśli skądś się znają. Ale na pewno nie skłamał w sprawie swojej pracy. Nie był z policji.
Gdyby miał jakiś cel wobec nie, to być może starałby się jakoś zdobyć jej zaufanie. Czas pokaże, jak potoczy się to spotkanie.
Była ostrożna. Co nie byłoby dla niego żadnym zaskoczeniem, gdyby odmówiła zaproszenia go do siebie. O ile mieszkała w tych rejonach. Uznał, że rozmowa w żywych ciałach, będzie bardziej wygodniejsza. A on miał swoje ograniczenia. Temat z widmami ją bardzo interesował. Podobnie jak i jego. Chwyciła temat i była chętna usłyszeć jego opowieść ujrzenia ich. Bo raczej twarzą w twarz z nimi nie staną. Jedynie jego rodzeństwo miało nieprzyjemne spotkania w Kniei.
Zaprosiła go. Zainteresowana tematem, jaki tutaj poruszali. Nieopodal wejścia do Kniei. W mżawce, która może zamienić się lada moment w deszcz. Traversowi nie uśmiechało się zastać swoje ciało i ubranie przemoczone, jeżeli dach miejsca, gdzie spoczął, nie był szczelny.
Dostrzegł, w którym kierunku kobieta spojrzała. Nie było to daleko. Nie powinno. A czasu trochę miał.- Zatem oczekuj mojej osoby.
Zapewnił ją o swojej gościnności. Ostatnie spojrzenie i zaczął wycofywać się w znanym sobie kierunku, aż dotarł do opuszczonego domu.
Wrócił do swojego ciała. Otworzył oczy i spojrzał na drewniany i spróchniały sufit. Podniósł się powoli do pozycji siedzącej rozmasowując sobie po chwili kark. Nie osiągnął tego co zamierzał, ale może spotkanie z kobietą coś zmieni. Tym samym zastanawiał się, skąd ją kojarzy. Nawet się sobie nie przedstawili.
Wstał powoli, łapiąc równowagę. Opuścił obcą starą chatę, zmierzając drogą do miejsca, w którym był wcześniej. Stamtąd odbił w kierunku, w którym ona patrzyła. Jeżeli tu wciąż była, on jej nie widział. A może już czekała w środku? Czy może postanowiła obserwować jak znajdzie się on przed jej chatą?
Kurczęta. Nie było trudno o ich lokalizację, jeżeli biegały wolno. Odnalazł je. Odnalazł także i chatę. Uniósł głowę okrytą kapturem, aby ocenić jej stan. Tutaj mieszkała?
Podszedł do drzwi i zapukał. Otworzy mu, czy każe czekać?
Rzut na kolejną kość jesienną, do nowej sesji:
!kolo9