– Jeśli istnieje coś, co mnie denerwuje – zaczął, dzieląc się z nią czymś niezwykle szczerym i wiedząc dobrze, że wielu złapałoby się przez tę szczerość za głowę – to myśl o tym, że moja żona miałaby przepraszać kogoś bez powodu, albo klęczeć przed własną matką jak przed wyrocznią wskazującą jej jedyną, właściwą drogę. – Wywrócił oczyma. Pozwalał sobie na dużo, wiedział o życiu dwie rzeczy: mógł to robić i mógł uśmiechać się podle, kiedy ludzie niepotrafiący wywrzeć na otoczeniu takiego samego wpływu jak on, próbowali to powtórzyć.
Czy wiedział jak oceniła go Ivanka Malfoy? Może. Pewnie tak, bo nie był durniem, ale widać po nim to było od razu – on się tym ani trochę, nawet minimalnie nie przejmował. To był człowiek znający swoją wartość i siłę, dominujący, nie wahający się w żaden sposób. Szpeciły go choroba, brak nogi i durny akcent, którego nie pozbywał się z dumy, ale z pewnością nie dało się odmówić mu pewności siebie. Wyłożony na tym krześle, nie przejmując się niczym, sprawiał wrażenie kogoś, kto był w stanie zgasić swoją przyszłą teściową jak papierosa w leżącej naprzeciw niego popielnicy.
– Snowdonia jest domem ludzi wolnych. Ta wolność kosztuje nas klejnoty zdobywane ciężarem pracy własnych rąk, ale nikt nie śmiał nigdy mówić mi jak mam żyć, co mam na siebie włożyć, że mam kogoś przeprosić, czy mogę usiąść. Mój zamek jest domem ludzi wiary. Moje córki wychowały się obserwując smoki podczas kąpieli w Llyn Llydaw, a nie zaciskając zęby podczas przyjęć tak mocno, żeby bolała je później głowa. – Głośno wypuścił powietrze nosem. – Czego chcesz od życia i związku ze mną?
Salazar #7f4242