07.01.2023, 16:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.01.2023, 02:05 przez Elliott Malfoy.)
Ogień trzaskał w kominku, a topniejący za oknami szkockiej posiadłości śnieg zwiastował przyjście zbliżającej się wielkimi krokami wiosny. Marzec był za winklem, a dni lutego były już policzone, jego wpływy kurczyły się wraz z ilością ziemi, jaką pokrywał biały puch, teraz jedynie osadzony przy skrajach dróg, pól, pastwisk i na szczytach gór.
Wyjazd z Londynu był mu potrzebny - bardzo dobrze oddziaływało to na jego aktualną sytuację. Szersza publika zapewne odbierała to jako ucieczkę od przykrych wspomnień odesłanej, zaraz po porodzie, do Lecznicy Dusz żony, a w wprawdzie Elliott chciał po prostu ukryć się też przed chaosem, jaki rozpętały słowa Voldemorta sprzed paru miesięcy. Te, natomiast, w niepokojący sposób cieszyły jego ojca. Fortinbras bardzo mocno się radykalizował od momentu przegrania wyborów z Nobbym Leachem, a nawet zemsta na czarodzieju Mugolskiego pochodzenia nie zaspokoiła pazerności starszego Malfoya. W końcu ucierpiała jego duma, ktoś zrzucił go ze stołka... od paru lat w Malfoy Manor nie mówiło się o niczym innym, Elliott nie był pewien w jaki sposób matka to wytrzymywała, ale po tylu latach przebywania z takim człowiekiem jak Fortinbras chyba po prostu uzyskiwało się automatyczna blokadę - swoisty dar ludzkiej niemocy.
Dwumiesięczne dziecko przebywało w innym pokoju, obok niego za dnia czuwała niańka, ale na noce zdarzało się Elliottowi ją odprawiać. Być może nie był nauczony jak radzić sobie z podstawowymi czynnościami, ale już od młodości, gdy ojciec i matka traktowali go z nieprzyjemnym chłodem, zarzekł się, że będzie próbował być lepszy nić oni razem wzięci. Czy na pewno mu się to udawało? Czy właśnie dlatego czekał, z przygotowanymi, odliczonymi pieniędzmi na mężczyznę, który na jego polecenie odbierał niewinne życia? Bo ojciec tak powiedział. Bo trzeba było. Bo świat należy oczyścić z brudu - z ludzi, którzy przeszkadzają nam w personalnych, wyznaczonych celach, jakie ubieramy w ładne słowa tak, aby innym wydawało się, że się z nami zgadzają.
- Spóźniłeś się. - Malfoy uniósł głowę znad dokumentów, które miał przed sobą i odłożył je na stolik przed kanapą. Poprawił szlafrok, który miał zarzucony na koszulę - Ale domyślam się, że to kwestia szkockich warunków. Góry i śnieg to nienajlepsza połączenie. - wstał i spojrzał na starszego mężczyznę.
- Napijesz się czegoś? - mimo natury ich relacji, Elliott nie zamierzał odmawiać drugiemu czarodziejowi odpoczynku, nawet jeżeli ten musiałby zostać na noc.
Wyjazd z Londynu był mu potrzebny - bardzo dobrze oddziaływało to na jego aktualną sytuację. Szersza publika zapewne odbierała to jako ucieczkę od przykrych wspomnień odesłanej, zaraz po porodzie, do Lecznicy Dusz żony, a w wprawdzie Elliott chciał po prostu ukryć się też przed chaosem, jaki rozpętały słowa Voldemorta sprzed paru miesięcy. Te, natomiast, w niepokojący sposób cieszyły jego ojca. Fortinbras bardzo mocno się radykalizował od momentu przegrania wyborów z Nobbym Leachem, a nawet zemsta na czarodzieju Mugolskiego pochodzenia nie zaspokoiła pazerności starszego Malfoya. W końcu ucierpiała jego duma, ktoś zrzucił go ze stołka... od paru lat w Malfoy Manor nie mówiło się o niczym innym, Elliott nie był pewien w jaki sposób matka to wytrzymywała, ale po tylu latach przebywania z takim człowiekiem jak Fortinbras chyba po prostu uzyskiwało się automatyczna blokadę - swoisty dar ludzkiej niemocy.
Dwumiesięczne dziecko przebywało w innym pokoju, obok niego za dnia czuwała niańka, ale na noce zdarzało się Elliottowi ją odprawiać. Być może nie był nauczony jak radzić sobie z podstawowymi czynnościami, ale już od młodości, gdy ojciec i matka traktowali go z nieprzyjemnym chłodem, zarzekł się, że będzie próbował być lepszy nić oni razem wzięci. Czy na pewno mu się to udawało? Czy właśnie dlatego czekał, z przygotowanymi, odliczonymi pieniędzmi na mężczyznę, który na jego polecenie odbierał niewinne życia? Bo ojciec tak powiedział. Bo trzeba było. Bo świat należy oczyścić z brudu - z ludzi, którzy przeszkadzają nam w personalnych, wyznaczonych celach, jakie ubieramy w ładne słowa tak, aby innym wydawało się, że się z nami zgadzają.
- Spóźniłeś się. - Malfoy uniósł głowę znad dokumentów, które miał przed sobą i odłożył je na stolik przed kanapą. Poprawił szlafrok, który miał zarzucony na koszulę - Ale domyślam się, że to kwestia szkockich warunków. Góry i śnieg to nienajlepsza połączenie. - wstał i spojrzał na starszego mężczyznę.
- Napijesz się czegoś? - mimo natury ich relacji, Elliott nie zamierzał odmawiać drugiemu czarodziejowi odpoczynku, nawet jeżeli ten musiałby zostać na noc.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦