• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka Knieja Godryka v
« Wstecz 1 2
[30.04.72] Polana Ognisk - przygotowanie do Beltaine, dziennikarze. Darcy i Daisy

[30.04.72] Polana Ognisk - przygotowanie do Beltaine, dziennikarze. Darcy i Daisy
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#1
21.01.2023, 01:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 18:52 przez Darcy Lockhart.)  
Kariera dziennikarska niekoniecznie była największym marzeniem Darcy’ego. W dodatku dużo więcej zabawy czerpał z plotkarskich artykułów, które wstydził się sygnować własnym nazwiskiem, niż z rzetelnych tekstów na temat bieżących wydarzeń albo problemów społecznych w świecie czarodziejów.
A jednak, postanowił zawalczyć o poszerzenie okazyjnej pracy dla Proroka Codziennego. Głównie dlatego, że wpadło mu do głowy: jeśli ludzie przywykną widzieć jego nazwisko w gazecie, może kiedy zobaczą je w księgarni, książka bardziej przykuje ich wzrok…
…ach i pieniądze za tę współpracę mógł wydać na reklamę książki w gazecie.
- Mam nadzieję, że… że podczas imprezy się pobiją. Koniecznie ktoś znany. Pani Minister na przykład. Najlepiej z Malfoyem. Wiesz, tym byłym Ministrem Magii. To dopiero byłby artykuł – mówił do siostry z pewnym rozmarzeniem w głosie, rozglądając się po polanie, na której trwały przygotowania do Beltaine. Niestety, nie działo się tutaj… absolutnie nic. Kapłanki kręciły się po okolicy, rozstawiano stragany, przygotowywano stoły i dekoracje.
Darcy skręcał się trochę wewnętrznie, bo miał paskudne przeczucie, że tekst z fragmentami w rodzaju „To będzie najlepsze Beltaine, spójrzcie, jakie piękne rzeźby przygotowałem – mówi Aaron, lat 35, rzeźbiarz” nie pomoże mu w zdobyciu sławy, uznania i bogactwa, których tak pragnął. A jak tutaj znaleźć coś ciekawszego?
- A gdybyśmy przyłapali w lesie jakiegoś czystokrwistego czarodzieja z mugolaczką? Wyobrażasz sobie te nagłówki? Chociaż... hm, no dobrze, takiego mniej wpływowego czarodzieja czystej krwi – ciągnął przyciszonym głosem, wędrując wzdłuż granicy drzew. Czarna szata powiewała za nim na wietrze. We własnej wyobraźni Lokhart, odziany w tę czarną szatą, ciemną koszulę i ciemne spodnie, z lekko rozwichrzonymi włosami, wyglądał niby bohater powieści. Taki czarny charakter, który wszyscy z niewiadomych powodów kochają. Bardzo się starał uzyskać odpowiedni efekt, choć w tej chwili myślał o czymś zupełnie innym niż własna prezencja.
Najbliższe dwa numery Proroka Codziennego, a także numer Czarownicy miały być niemal w całości poświęcone Beltaine i Darcyemu bardzo zależało, aby ich teksty wyróżniły się na tle innych.
Może dlatego co jakiś czas przerywał swój spacer, przystawał i z lekko przekrzywioną głową śledził kogoś spojrzeniem. Słuchał rozmów toczących się w pobliżu. Słuch Skeetera może nie był aż taką super mocą, albo panicz Darcy mógł słyszeć dźwięk spadającej monety z odległości trzech mil, ale już informacje, jakie przekazywały sobie szeptem osoby chowające się za pobliskim straganem, owszem. Myśl o tym, że nie wypada podsłuchiwać, nawet nie postała w głowie chłopaka.
- Ludzie są tacy nudni – westchnął do Daisy z rozczarowaniem, kiedy kolejna podsłuchana konwersacja okazała się absolutnie niewarta uwagi.
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#2
26.01.2023, 03:38  ✶  
Daisy nie miała w realnym życiu zbyt wielkich ambicji. Tak jak Darcy marzył o zrobieniu kariery pisarskiej, tak ona wszystkie wielkie przygody przeżywała w swojej głowie i nie czuła nawet specjalnej potrzeby by o nich opowiadać komukolwiek żywemu. Czasem, oczywiście, zdarzało jej się pofantazjować trochę na jawie, trochę poprzekręcać albo kompletnie nazmyślać, ale najczęściej wszystko to było związane raczej z jakimiś innymi osobami niż nią samą.
Bo jak nie przywiązywała specjalnej uwagi do prawdy dotyczącej innych ludzi, tak prawdy o samej sobie znać po prostu nie chciała. A jeszcze bardziej nie chciałaby usłyszeć, że jej wyimaginowane przygody i romanse były tylko fantazjami.
Ale naprawdę lubiła pracę w redakcji.
Może mniej pisanie tych wszystkich nudnych artykułów o sprawach szczególnie przyziemnych – jak otworzenie nowego sklepu z szatami na Pokątnej, ale i w ich przypadku dawała radę. Po prostu cykała mnóstwo zdjęć, przymykała oczy i smarowała o wszystkim, co zapamiętała. Przygotowania do Beltaine również należały do grona tematów średnio ciekawych, ale pogoda tego dnia była całkiem ładna a Daisy miała dobry humor.
Maszerowała obok Darcy’ego zmierzając na polanę. I jak on sądził, że prezentował się jak prawdziwy czarny charakter, tak jej wydawało się, że wyglądał raczej na jakiegoś smutnego, zamyślonego, pogrążonego w żałobie bohatera romansu, którego ukochana właśnie miała wyjść za innego. Kiedy się nad tym zastanawiała to nawet robiło jej się szkoda biednego Darcy’ego i jego nieszczęśliwej miłości. Ba, żywiła szczerą urazę do kobiety, która go tak zraniła.
Sama za to prezentowała się dość… różowo. I nie, nie dlatego, żeby specjalnie kochała akurat ten kolor. Po prostu zaliczyła poprzedniego dnia paskudną kłótnię z matką, która zakończyła się zażądaniem w sklepie pierwszej rzeczy, która wpadła jej w ręce. Wpadł jej akurat bladoróżowy płaszcz.
- Mam tylko nadzieję, że będą się bić jak jeszcze będzie na tyle dobre światło, bym dała radę zrobić im jakiekolwiek zdjęcie – rzuciła Daisy. Najlepiej całą sekwencję zdjęć. Na jej szyi dyndał aparat fotograficzny, który podskakiwał lekko ilekroć musiała zrobić większy niż zwykle krok. – Albo całować. Wyobraź sobie, że udałoby mi się zrobić zdjęcie całującej się z byłym Ministrem Magii, obecnej Minister Magii. – Uśmiechnęła się pod nosem. – Nawet nie powinni mieć do nas pretensji, gdybyśmy to opublikowali. I to od razu na czołówce. „Miłość, która przekracza wszystkie granice” – zasugerowała pierwszy tytuł, jaki przyszedł jej do głowy. – Och, i obok zdjęcie jak się całują za budą z kremowym piwem.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Taka perspektywa podobała jej się nawet bardziej niż każda inna. Oczywiście nie zastanawiała się nad tym, jakie konsekwencje pociągnąłby taki artykuł dla zainteresowanych. Kolejny pomysł brata zbyła tylko przewróceniem oczami. Jak się ktokolwiek miał zamiar całować w lesie, w otoczeniu tych wszystkich krzaków, drzew i gałęzi to ona odpadała. Musiałaby chyba zamienić się w wiewiórkę, żeby tylko udało jej się zrobić jakąkolwiek fotografię, która nadawałaby się do gazety.
- Moglibyśmy złapać kogoś z McMillanów? Oni chyba odpowiadają za Beltaine. Na pewno mogliby wygłosić jakieś oświadczenie. I do kapłanki z kowenu – wyliczała, marszcząc przy tym brwi. Zazdrościła trochę bratu tego jego genialnego słuchu. – A tamten facet? Zobacz jaki jest wściekły – podsunęła, pokazując ukradkiem Darcy’emu kolejną osobę. – Och i pamiętaj, że nie możesz pod żadnym pozorem interesować się właścicielką klubokawiarni. Nawet jakby stała na stole w samej bieliźnie i żonglowała pączkami! – zastrzegła na wszelki wypadek. 
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#3
26.01.2023, 19:03  ✶  
- Żaden problem, siostrzyczko, w razie czego przyświecę lumos, nie martw się – pocieszył ją Darcy, wiedziony dziwnym przeczuciem, że do tych bójek to jednak będzie dochodziło po zmroku, kiedy ludzie będą mieli w czubie albo jakaś dziewczyna wymknie się do lasu nie ze swoim chłopakiem.
Przy okazji Darcy skręcił się wewnętrznie, bo tknęła go upokarzająca myśl, że w tym roku nie udało mu się zaprosić żadnej dziewczyny na randkę na Beltaine. No doprawdy, taki chłopak jak on, młody, przystojny, inteligentny, u progu sławy i kariery, a panny (najlepiej blondynki, chociaż ostatecznie ciemnowłosa, o ile byłaby ładna, miła i mądra, ale nie mądrzejsza od niego też byłaby dobrym wyborem) nie ustawiały się do niego w kolejce!
- Jaka szkoda, że nie znam się na eliksirach. Gdyby tak do ich szklanek wpadła odrobina amortencji… - westchnął Lockhart, chociaż teraz tak naprawdę paplał bardziej dla samego paplania niż dlatego, że faktycznie porwałby się na coś takiego. Bo by się nie porwał. Może z powodu jakichś resztek moralności, jakie ostały się w jego duszy, a może – co bardziej prawdopodobne – ze strachu przez konsekwencjami.
- Na razie nic nie mówi – powiedział Darcy z zastanowieniem, spoglądając na wskazanego mężczyznę. – Chodź bliżej, kapłanki chyba widzę przy ogniskach, rozmawiają właśnie o… tak, rozstawieniu stoisk. I naprawdę, Daisy? Nawet gdyby była w samej bieliźnie? – dopytał, spoglądając na siostrę z miną zbitego psiaka. Było w tym trochę żartu z jego strony, bo przecież nie spodziewał się, że Nora Figg, która czymś zdenerwowała jego wspaniałą, inteligentną i dobrą siostrę, więc na pewno nie była miłą osobą, faktycznie stanęła na stole w samej bieliźnie i zaczęła żonglować pączkami.
Chociaż gdyby to zrobiła, nie zwrócenie na to uwagi byłoby trudne. To dopiero by się sprzedawało.
Idąc w stronę miejsca, gdzie zapłoną ogniska, przystanął przy jednym ze stoisk, przypatrując się rzeźbom o dziwnych kształtach. Sięgnął po jedną z nich, ot tak, by obejrzeć.
- Ma pan dobre oko! – oświadczył Aaaron (l. 30), rzeźbiarz, który właśnie rozstawiał resztę swoich wyrobów. Obdarzył przy tym Darcy’ego nieco maniakalnym uśmiechem. – Spójrzcie, przygotowałem doskonale rzeźby!
- Eee… tak, jasne – zapewnił Darcy, zerkając na siostrę. – A co to właściwie jest?
- Symbol płodności, oczywiście!
Lockhart spojrzał na Aarona, potem na trzymaną w rękę rzeźbę i odstawił ją na stoisko tak szybko, że ręka prawie się mu rozmyła. Okropnie zawstydzony obrócił się gwałtownie, ruszając dalej, w stronę kapłanek, w duchu obiecując sobie, że nie napisze nic, ani słowa, o żadnych rzeźbach wystawianych na sabacie.
No jak tak można!
- Może z okazji kolejnego balu jacyś czystokrwiści wyprawią bal i będzie go relacjonować zamiast sabatu? – wymamrotał po chwili, wciąż czerwony na uszach. Zwolnił kroku dopiero po chwili, kiedy zbliżali się już do kapłanek sabatu. – Tam przynajmniej jest dobre jedzenie za darmo, a nie takie nudy… Przepraszam! Czy panie zechcą poświęcić nam krótką chwilę? Darcy Lockhart, Daisy Lockhart, jesteśmy reporterami, dziś działamy z ramienia Proroka Codziennego. Przygotujemy materiał o przygotowaniach do Beltaine, które jest przecież tak ważnym wydarzeniem w świecie czarodziejów. Czy możemy prosić o komentarz?
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#4
29.01.2023, 13:59  ✶  
Daisy uśmiechnęła się ładnie, ale dość smutno.
- No co ty. Jak to zrobisz, to wtedy stracilibyśmy cały element zaskoczenia. – Już widziała walczących, którzy oświetleni nagłym światłem, odskakiwali od siebie by rzucić się z pięściami na nich. Albo uniesioną w miłosnym szale parkę, która nagle zamienia się w dyszący pragnieniem mordu duet.
Ostatecznie jednak w tej kwestii bliźniaki pozostawały bardzo zgodne. Jej również wydawało się, że wszystkie najciekawsze rzeczy będą się działy dopiero po zmroku. Nie była tylko pewna czy to przez ciemność, która mogła wydawać się dla niektórych pomocnicą w ukrywaniu sekretów, czy przez nadmiar wypitego alkoholu, do którego potrzeba było czasu; czy może przez coś jeszcze, co nie przyszło jej do głowy, czy przez to wszystko razem wzięte.
Daisy uniosła z zaciekawieniem głowę, słysząc słowo „amortencja” wypowiadane przez Darcy’ego. Zamrugała, zdając sobie sprawę, że chyba przegapiła jakąś istotną część wypowiedzi brata. I na dobrą sprawę doskonale wiedziała czemu dziewczyny nie ustawiały się do niego w kolejce. Był po prostu dla nich zbyt dobry. A z tego co zdążyła już zauważyć, jeśli ludziom pozwoliło się wybierać, zazwyczaj wybierali największą przeciętność, tyle że opakowaną w ładny papierek.
Westchnęła. Pomyślała mało entuzjastycznie, że rozstawianie stoisk było mniej więcej tak samo pasjonującym tematem jak magiczna taśma wokół ognisk.
- Nawet gdyby przyszła do ciebie naga, osmarowana marmoladą ze słowami, że jest pączkiem i prośbą byś opryskał ją lukrem – zaznaczyła bardzo poważnym tonem.
Bywały takie sprawy, w których Daisy pozostawała uparta jak osioł. Już sobie postanowiła, że za żadne skarby nie zrobi reklamy właścicielce Klubokawiarni. Nawet gdyby dzięki temu miał się wyprzedać cały, jednodniowy nakład „Proroka Codziennego”. Przystanęła, patrząc na Darcy’ego trzymającego jedną z rzeźb Aarona w ręku. Gdyby nie był jej bratem, zrobiłaby mu zdjęcie do gazety. Sięgnęła po aparat by zamiast niego, uchwycić kilka najbardziej przypominających jednoznaczne „symbole płodności”.
- Wspaniałe! – pochwaliła rzeźbiarza przymilnie. Uśmiechając się do niego, również go uchwyciła na szybkiej fotografii. W głowie miała nawet ułożony podpis do zdjęcia: „oto co można kupić na Beltane”. Niby proste, ale była wstanie sobie wyobrazić reakcję większości czytelników na zdjęcie faceta w otoczeniu falusopodobnych i waginopodobnych kształtów. – Mam nadzieję, że w tym roku sprzeda pan je wszystkie! – dodała, i pognała za oddalającym się szybko bratem.
Sapnęła, kiedy udało jej się do niego dobiec. Naprawdę nie znosiła aktywności fizycznej.
- I co na nim zrobią? Zamienią w wiewiórkę kolejną biedną idiotkę, która przypadkiem tam trafi? – rzuciła cierpko. Po głowie chodziły jej jeszcze o wiele gorsze rzeczy, które mogli zrobić czystokrwiści, bogaci czarodzieje. I to nie tak, że Daisy jakoś specjalnie zazdrościła im bogactwa albo czystości krwi. Raczej nie przywiązywała do tego aż takiej roli, z góry dopisując posiadaczom jednej i drugiej cechy razem, jakieś dodatkowe, chore cechy charakteru, które sprawiały, że nieszczególnie chciała mieć z nimi wiele wspólnego. Niewiele wśród nich było takich, których jej surowa ocena omijała.
Wyprostowała się, chrząknęła i popatrzyła na kapłanki z zachwytem malującym się w jej dużych, rozmarzonych oczach.
- Zdaje się, że przygotowania są już na finiszu – zaćwierkotała do słów brata. – Wszystko wygląda jak dopięte na ostatni guzik. Czy tegoroczne Beltane będzie się wyróżniało czymś szczególnym?
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#5
31.01.2023, 12:20  ✶  
- Skoro tak ci na tym zależy – westchnął Darcy z ubolewaniem. To znaczy, gdyby panna Figg faktycznie stanęła przed nim w takim stanie, prawdopodobnie byłby przerażony i zakładał, że ktoś dodał jej do jedzenia amortencji albo jakiegoś eliksiru powodującego szaleństwo.
Ale istniała duża szansa, że zanim by uciekł i zgłosił sprawę najbliższemu Brygadziście, zrobiłby jej zdjęcie.
Niemniej jeżeli Daisy tak bardzo jej nie lubiła, Darcy musiał być solidarny. Nawet jeżeli przychodziły mu do głowy różne sposoby na potencjalną współpracę między tą kawiarnią, co serwowała takie pyszności, jakie Daisy mu ostatnio przysłała, a księgarnią.
Gdyby siostra zrobiłaby mu zdjęcie z symbolem płodności w ręku, zapewne nawet tak bezkrytyczny brat jak Lockhart, trochę by się oburzył. Trochę bardzo. Na szczęście dziewczyna pozwoliła mu zachować jego godność i zadowoliła się fotografią Aarona i jego wspaniałych dzieł. Darcy, kiedy już znalazł się odpowiednio daleko od wszystkich gorszących rzeźb, zwolnił nieco kroku, by dać siostrze czas na dogonienie.
- No jak to co? Nakarmią za darmo – powiedział takim tonem, jakby to było oczywiste. – Ale przy odrobinie szczęścia wybuchnie jakiś skandal towarzyski, ktoś ogłosi zaręczyny albo zakrztusi się wykałaczką i umrze za stołem – wyliczył Darcy, odginając kolejne palce. Każda z tych ewentualności byłaby doskonałym tematem do artykułu, a gdyby on był akurat na miejscu zdarzenia, miałby forty wobec innych pismaków, tylko czekających na podkradnięcie mu tematu!
Oczywiście, młodzieniec zaraz przestał rozważać takie tematy i skupił się całkowicie na uśmiechaniu się do kapłanki i tworzeniu czarującego wrażenia.
– Myślę, że będzie to podobne Beltaine do wydarzeń z poprzednich lat – powiedziała kapłanka, na którą natknęli. Okazała się dość młoda i w dodatku jasnowłosa, co dodało Darcyemu motywacji do jeszcze szerszych i milszych uśmiechów. – Spodziewamy się znacznie większej ilości gości i czekają na nich liczne atrakcje, zarówno urządzone przez sabat, jak i wystawców. Będą oczywiście plecenie wianków, wróżby…
– A jeżeli już o wróżbach – chodzą plotki, że podobno niektórzy jasnowidze doświadczają różnych wizji… – wtrącił Darcy, bo to zdawało się tematem, który bardziej zaintryguje czytelników niż „liczne atrakcje”. – Jak sądzicie, czy to może Matka pragnie ostrzec nas przed niebezpieczeństwem?
Kapłanka spojrzała na niego, nieco zbita z tropu.
– Jestem pewna, że Matka troszczy się o wszystkie swoje dzieci – odparła, a Lockhart aż jęknął w duchu z rozczarowania na ten slogan. Zerknął na Daisy, jakby chciał powiedzieć „albo wciśnij jej jakiś kit, albo chodźmy poszukać czegoś bardziej interesującego”…
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#6
01.02.2023, 02:18  ✶  
W tej jednej kwestii Daisy zależało aż za bardzo.
Kwestia honoru, mściwej pamiętliwości i takich tam różnych. A poza tym, hej, był jej bratem! Nie wyobrażała sobie, by akurat Darcy mógł ją tak paskudnie zdradzić.
Posłała mu dziwne spojrzenie, jakby przez moment nawet rozważała na nim jakąś ogromną i straszliwą karę, gdyby postanowił złamać jej zakaz. W rzeczywistości najwyżej zmyłaby mu głowę i urządziła karczemną awanturę z płaczem, krzykiem, tupaniem, trzaskaniem drzwiami i długą litanią skarg do rodziców. Na więcej, wobec Darcy’ego – którego kochała szczerze i szczerze życzyła mu wszystkiego co najlepsze - nie było jej stać.
Roześmiała się pod nosem, gdy wspomniał o karmieniu za darmo.
- Może nawet mieliby takie malutkie krewetki w koktajlach – podchwyciła. Co prawda, kiedy ostatni raz widziała takie napoje, nie za bardzo była do nich przekonana, ale po czasie, gdy wszystko sobie przemyślała, uznała że mogłaby przynajmniej spróbować. – O połowie skandali i tak nie moglibyśmy napisać ani słowa – przypomniała, trochę mniej entuzjastycznie. – Wyobrażasz, że pozwoliliby nam puścić artykuł o tym, że Avery zdradza żonę a Mulciber sprzedaje trefne kadzidła, którymi zatruł się Black?
Choć marzycielka, Daisy wiedziała jedno: czystokrwiste snoby to czystokrwiste snoby. Pisać o takim coś niepochlebnego to jak szykować się na długą i pełną obelg tyradę połączoną z tuzinem gróźb. Co innego zaatakować czarną owcę rodu albo kogoś kto narobił aż tyle, że nie dało się tego nijak wybronić (ale wtedy musiałby broić na środku Pokątnej albo przy fontannie w Ministerstwie Magii).
Przy kapłankach, tak jak i brat – wyglądała na wcielenie zasłuchanej niewinności. Patrzyła przyjaźnie, ciepło, jakby wcale nie myślała o tym, że kapłanka wyrzuca z siebie tak nudne banały, że równie dobrze mogliby je sami sobie wymyślić bez pytania jej o zdanie.
- Och, ale przyznacie, że wizje, o których wspomniał mój brat brzmią niepokojąco, prawda? Nie wydaje wam się to odrobinę… odrobinę jakby brzmiało jak ostrzeżenie? – zapytała z zaaferowaniem, nagle wypełniającym jej głos. W tym momencie wyglądała jakby naprawdę była głęboko przejęta i zaniepokojona, a nie jakby była tylko wścibską dziennikarką, która założyła sobie, że wyciśnie z tej rozmowy cokolwiek.
- No cóż… wizje… wizje rzeczywiście są niepokojące – przyznała ostrożnie kapłanka.
- Jeśli więc Matka troszczy się o wszystkie swoje dzieci to możemy uznać, że jednocześnie próbuje nas przed czymś ostrzec? – zapytała, specjalnie nawiązując do wcześniejszych słów swojej rozmówczyni.
No dalej, pomyślała prosząco. Powiedz, że mam rację!
- Właściwie to… to można tak to ująć – zgodziła się dość nieśmiało kapłanka.
Daisy posłała jej wdzięczny, ale wciąż mocno zaaferowany uśmiech. W tej chwili, w tym różowym płaszczu, z tym zaaferowanym spojrzeniem, wyglądała na młodszą niż była w rzeczywistości.
- Jak myślicie, przed czym może próbować ostrzec nas Matka?
Na policzkach kapłanki pojawiły się rumieńce. Pewnie już wiedziała jakiej odpowiedzi oczekiwała dziennikarka i nieszczególnie chciała jej udzielić. Może dlatego, że wolała nie wzbudzać paniki?
- Myślę, że… że Matka chciałaby byśmy w tych trudniejszych dniach byli ostrożniejsi i otaczali większą opieką tych, których kochamy – wybrnęła wreszcie, ale na tyle miernie, że od biedy dało się jej słowa jakoś ciekawiej ograć w artykule.
- Słyszałam jeszcze, że podczas przygotowań zdarzył się wypadek. To nie było nic poważnego? – zaryzykowała Daisy.
Nic nie słyszała o żadnym wypadku, ale przygotowania do wielkiego święta były przygotowaniami do wielkiego święta. Z pewnością ktoś zaliczył tu jakiś wypadek. Jak będą mieli szczęście, to Kapłanka sama dopowie im resztę.
- Na szczęście nie – odpowiedziała szybko, chyba bardziej zadowolona ze zmiany tematu niż zastanawiając się nad tym, co właściwie mówiła. – Choć jeden z czarodziei pomagających przy przygotowaniach, spadł z rusztowania, to innemu udało się w porę zareagować. Tylko obydwaj połamali sobie ręce, ale, na szczęście, w Św. Mungo uporali się z tym w kilka chwil. – zapewniła.
Daisy posłała bratu całkiem zadowolone spojrzenie. No, o tym, że Beltaine prawie zaliczyło krwawą ofiarę, mogli pisać…
- Dziękujemy za rozmowę – zakończyła, zanim kapłanka zrozumiała, co właściwie powiedziała i kategorycznie zabroniłaby im o tym pisać.
Odeszła z bratem na bok.
- Udałoby ci się jeszcze je podsłuchać? – zapytała. – Może powiedzą coś ciekawego, teraz kiedy już zaszczepiłeś im w głowach myśli, że niepokojące wizje mogą być związane z jakimś niebezpieczeństwem… - sama nawet, chociaż wcale nie interesowała się polityką, potrafiłaby powiedzieć o jakie zagrożenie mogłoby chodzić. Oczywiście o tym raczej nie mogli napisać w "Proroku", ale parę zdań o tym, że kapłanki zalecają dbanie o własne bezpieczeństwo, już tak.
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#7
01.02.2023, 18:43  ✶  
Gdyby nawet sama solidarność wobec Daisy nie wystarczyła, to wizja płaczu i krzyków raczej dopełniłaby dzieła. Darcy miał słabość do siostry. Było to wywołane nie tylko więzami krwi, spędzeniem całego właściwie życia razem, ale też po części tego, że w wielu sprawach dziewczyna stanowiła jego odbicie. Jak mógłby jej nie ulegać, nie przyznawać racji, nie ignorować jej wad, skoro to byłoby jak umniejszanie samemu sobie? Darcy był na to zbyt narcystyczny.
- Avery? Tak, tylko potem mogliby nas wywalić. Mulciber - pozwoliliby i raczej z tego nie byłoby kłopotów. Większość członków tej rodziny rzuciła robotę w Ministerstwie w proteście wobec Leacha, nie mają więc jakiś szczególnie mocnych pleców - powiedział Lockhart. Orientował się w takich sprawach obecnie całkiem nieźle, zarówno przez wzgląd na pracę w prasie, jak i research do swojej książki, który wymagał dobrego rozeznania w zwyczajach rodów czystej krwi.
Oczywiście, nie wiedział, że jeden z Mulcliberów w nerwach mógłby postanowić ich potem zabić.
Darcy uważał się wprawdzie za o wiele bardziej czarującego niż był faktycznie, ale miał aparycję przyjemną dla oka i był faktycznie charyzmatycznym osobnikiem. Jeśli jednak szło o sztukę manipulacji siostra daleko go przerastała. Nie mówiąc już o tym, jak świetna była w przekonywaniu innych, by uwierzyli w jej historie. Dlatego też Lockhart zanotował wszystkie słowa kapłanki, całkiem zadowolony, bo przy odpowiednim opisaniu dało się to przedstawić we... właściwym świetle. Uśmiechał się więc coraz szerzej i szerzej, i całkiem zapomniał o Aaronie oraz jego rzeźbach.
- Hm... czekaj - powiedział, gdy odeszli parę kroków. Spróbował się skupić, wychwytując właśnie tę rozmowę, co nie było łatwe, gdy wokół kręciło się tak wielu ludzi. - W sumie to ciekawe, wychodzi na to, że wypadek z rusztowaniem to nie jedyny, bo jacyś inni wysadzili w powietrze stoły? I to ich przygniotło. A, a jedna kapłanka się wywaliła i coś spadło jej na głowę... i jeszcze Brygadziści podobno wzięli się za oświetlanie dokładniej linii lasu. To jest całkiem niezły nagłówek: Seria niefortunnych zdarzeń przed Beltaine, czy to zapowiedź problemów podczas samego święta? - stwierdził, jakby z pewnym namysłem. Chciał chyba dodać coś jeszcze, ale obrócił się gwałtownie.
Chyba usłyszał coś jeszcze, bo oczy mu zabłysły.
- Ha - stwierdził całkiem radośnie, pochylając się nieco ku siostrze. - Widzisz tę dwójkę, tam? Ta panna to całkiem znana aktorka, która ma całkiem bogatego męża. I właśnie umówiła się jutro na spotkanie ze swoim współaktorem. Może to się nie nada do Proroka, ale parę akapitów od Helgi Gossip w Czarownicy... - oświadczył, odwracając wzrok od pary, żeby przypadkiem nie zorientowali się, że się im przygląda.
Wścibska dziennikarka
Granica między fantazją, a rzeczywistością była u mnie zawsze beznadziejnie zamazana.
wiek
sława
I
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Daisy to ładna dziewczyna o rozmarzonych, zielonych oczach. Kiedy na kogoś patrzy, tej osobie może się wydawać, że nagle stała się całym światem dla młodziutkiej dziennikarki. Na tle innych czarownic wyróżnia się gęstymi, kręcącymi się rudo-brązowymi włosami. Chętnie nosi je zaplecione w kucyk. Nie jest ani przesadnie wysoka (mierzy ok. 165 cm wzrostu), ani krzepko zbudowana. Choć lubi ładnie wyglądać, ceni sobie wygodę. Zazwyczaj można ją spotkać albo z aparatem fotograficznym u szyi, albo z notatnikiem i piórem w ręku. Pojawia się na większości istotnych, publicznych uroczystości w Ministerstwie Magii.

Daisy Lockhart
#8
04.02.2023, 00:32  ✶  
Daisy powtrzymała się siłą przed zanuceniem melodii, która właśnie przyszła jej do głowy. Przystanęła obok brata, wlepiając w niego swoje duże, rozmarzone oczy. O, nawet nie wiedział jak bardzo mu w tym momencie zazdrościła tego jego niesamowitego słuchu.
A potem jej twarz rozjaśniła się z radości. To było doskonałe. Seria niefortunnych wydarzeń przed Beltaine. No i proszę, mieli właśnie swoje tematy do opisania ich w gazecie. Nikogo nie obchodziło nudne oświadczenie wydane przez kapłankę, że wszystko będzie tak samo jak co roku. Ale jak je podkręcą lekko informacją o tym, że trzeba o siebie dbać, bo nadeszły ciężkie czasy (zresztą, kapłanka sama tak powiedziała) to brzmiało już zdecydowanie lepiej.
- Gdzie? – zapytała gapowato, gdy Darcy wspomniał o jakiejś parze. Powiodła ku nim wzrokiem. Zapatrzyła się na czarownicę, zastanawiając skąd ją kojarzyła. Ale w głowie miała zadziwiającą pustkę. Gdyby nie brat, nawet by się nią nie zainteresowała. I ominęłaby ich TAKA informacja! – Zdecydowanie musisz o tym napisać. I jakby się dało, opóźnić jutrzejsze wydanie do wieczora… - zamyśliła się.
Aktorka nie zdążyłaby przeczytać o sobie w Czarownicy, schadzka doszłaby do skutku a potem, kiedy razem ze swoim partnerem, wyszliby z lasu… Daisy nawet chciałaby zobaczyć, ich miny, gdy pojmą, że sporo osób na nich patrzy i wie co zrobili. I naturalnie furię tego jej bogatego męża!
- No dobra. Mamy już Aarona rzeźbiarza fallusów. Zróbmy jeszcze krótką rundkę po straganach, popytajmy ludzi czym chcą tam handlować, zróbmy parę zdjęć a potem możemy się stąd zmywać – zarządziła, kontrolnie spoglądając na brata. Bo tak naprawdę, dość mocno trzymała się jego zdania i ufała mu. Jeśli zauważyłby coś istotniejszego, niż chmara dziwaków przy straganach, mogła z nich na chwilę zrezygnować. – Tam jest ta stara wiedźma, która handluje beozarem – wskazała palcem. – I wzięła ze sobą tego swojego starego capa. Będzie wszystkim tłumaczyła, że to z jego żołądka wyciągnęła kamienie – opisała. – Och, i jeszcze ten chłopaczek od rysunków. Ten, który jest daltonistą. Całkiem lubię jego rysunki – przyznała. – To znaczy jeden, on ciągle maluje drzewo. I to takie samo. Na dwustu obrazach. To chyba jakaś obsesja. I jeszcze tę dziwną czarownicę z eliksirami na… - uśmiechnęła się znacząco. – Zdaje się, że w zeszłym roku, jednemu z jej klientów wyrosła trzecia pierś. Trzeba się dowiedzieć, czy czegoś ją ta sprawa nauczyła... – opisywała z cichym zaaferowaniem.
A potem, o ile Darcy nie oponował, poszła razem z nim ku straganom i ich właścicielom. Każdego sfotografowała razem ze swoim kramem i produktami, którymi handlował (poza Norą, Nory i jej straganu to nie). Przy tych najbardziej znanych czarownicach i czarodziejach, albo najbardziej osobliwych, zrobiła nawet serię zdjęć.
Jeszcze nie wiedziała jak, ale czuła, że na pewno jakoś to wszystko wykorzysta.
Czarodziej
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Około 175 centymetrów wzrostu. Jasnobrązowa czupryna, latem łatwo rozjaśniająca się od słońca. Młodzieńcza twarz, sprawiająca raczej przyjazne wrażenie. Dość szczupły, choć nie wymizerowany.

Darcy Lockhart
#9
04.02.2023, 18:00  ✶  
- Może napiszę o tym dopiero po jutrzejszym wydaniu. Wiesz, miłość rośnie wokół nas po Beltaine i takie tam... - odparł Darcy. - Bo bądźmy szczerzy, potem powiedzą nam: opiszcie sabat, tylko żeby było ciekawie. A co ciekawego może się stać podczas Beltaine? Ten się spije, inny poparzy, a najlepsze, na co możemy liczyć, to że się pobiją, bo dziewczyna poszła do lasu z niewłaściwym mężczyzną...
Darcy miał zamiar produkować artykuł o złych znakach - wypadkach, wizjach i tak dalej - zwiastujących nieszczęście. Ale ani trochę nie wierzył, że coś faktycznie się stanie.
Na wyliczankę siostry, kiwał głową. Artykuł o świrach - sprzedawcach sprawdzi się znacznie lepiej niż artykuł o tych normalnych handlarzach, którzy sprzedawali ciasteczka, chusty, kwiaty czy zioła. Jego siostra była pod tym względem genialna. Sam Lockhart przyznawał jej rację, a jednocześnie wzdychał w duchu - bo jemu marzyłby się artykuł naprawdę przełomowy! O miłości, nienawiści i zemście po latach! Wielkie skandale! Intrygi polityczne!
Z drugiej strony, gdyby naprawdę natrafił na taki temat, prawdopodobnie bałby się trochę go opublikować ze względu na konsekwencje. Dwie gęsi w jego duszy toczyłyby wtedy walkę na śmierć i życie, wobec tego, co jest ważniejsze: sława czy własne bezpieczeństwo.
- Zawsze sądziłem, że ten żołądek to trzeba... wiesz, rozciąć? - stwierdził Darcy, któremu alternatywna metoda ot nie przyszła do głowy. - Poza tym skąd ona ma tyle beozaru? Myślisz, że to oszustka? - zainteresował się, bo gdyby tak troszkę zasugerować to w artykule, to tekst stałby się bardziej interesujący... Tak, Lockhart bardzo lubił ubarwiać rzeczywistość.
Razem z Daisy weszli pomiędzy stragani. Darcy odpowiednio często się uśmiechał, udawał zachwyt pięćdziesięcioma rysunkami przedstawiającymi drzewo, wypytywał o cepa i wydobyty z jego żołądka kamień z absolutnie niewinną miną, nasłuchiwał, czy za ich plecami nikt nie mówi nic ciekawego, a nawet spróbował ciasteczka z niespodzianką z jednego ze straganów - i mocno tego pożałował, bo "niespodzianką" było rechotanie jak żaba przez najbliższe pięć minut. Ten eksperyment mocno uderzył w miłość własną Lockharta i odebrał mu chęć na dalszy research dziennikarski.
Mając dość materiałów na kilka tekstów, oboje z Daisy mogli wracać na Horyzontalną...

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Daisy Lockhart (2246), Darcy Lockhart (2077)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa