05.01.2023, 20:44 ✶
Znienacka dosiadł się do stolika przy którym siedziała Sophie. Nie uprzedził o swojej obecności, nie przywitał się tylko pojawiając się znikąd usiadł naprzeciw niej, przyciskając do stolika na wpół rozwinięty pergamin. Usadowił się i popatrzył oschle na Sophie, podsuwając w jej stronę kartkę.
- Słusznie mnie unikasz jednak i tak cię w końcu znajdę kiedy nie będziesz się zasłaniać magią.- ton głosu miał oziębły, gdzieś w oczach czaiła się niezdrowa złość ukierunkowana na kuzynkę. Niemalże doskonale poszło mu zapomnienie o jej obecności (dzięki ci, Fergusie) ale list od wujka Anthony'ego przypomniał wszystko. Wrócił zatem do rzeczywistości psiocząc na Sophie i ich pierwsze po latach spotkanie i suszył głowę Cynthii na temat lokalizacji kuzynki. Jeszcze trochę a musiałby wynająć Brennę i Erika by ją znaleźli. Przez tydzień nie mógł jej dopaść, nikt nie potrafił powiedzieć gdzie ona jest. Denerwował się na nią jeszcze przed spotkaniem aż w końcu pofatygował swoje cztery litery do Ministerstwa Magii. Nie poruszał się tu zbyt sprawnie ale widział gdzie co się znajduje i tutaj już dostał informację, że jest w bufecie. W końcu się znalazła bo nie miał ochoty schodzić do czeluści piekieł z zapytaniem o ich zaginioną przyjaciółkę.
- Skoro nastawiasz Cynthię przeciw mnie i zmuszacie mnie do zatajenia twojej obecności to teraz zajmiesz się tym listem. - cedził przez zęby. Rzadko można było go zobaczyć tak podminowanego ale akurat Sophie miała talent do wzbudzania skrajnych emocji. W liście było zapytanie stroskanego wuja o jakiekolwiek wieści dotyczące jego córki. Czy może kontaktowała się, czy wspominała o swoich planach, czy mógłby poinformować go gdyby się czegoś dowiedział bo bardzo się martwi a ta wyjechała bez słowa. Innymi słowy - wuj robił podchody do stworzenia sobie szpiega w obozie wroga. Skoro nie rozmawiał z jego ojcem to celował w najstarszego z dzieci.
- Nie mam najmniejszej ochoty bawić się w twoje kłamstwa. Zakończ to w końcu. - żądał od niej dorosłości. Wierzył, że miała ciężko, że chciała rozpocząć nowe życie na własnych warunkach ale za to jak go potraktowała i jak bardzo zdeptała jego zasady postępowania postanowił nie podsuwać jej żadnej taryfy ulgowej. Żądał aby zajęła się swoją przeszłością bo zaczyna to przesiąkać na jego życie. Skoro nie mogli dojść do kompromisu to coś musiało ulec zmianie. Skrzyżował ręce na ramionach i z zaciśniętymi ustami oczekiwał należytej reakcji. W kościach czuł jednak, że zbyt dużej ilości rozsądku nie mógł się tutaj spodziewać. Oj bardzo zalazła mu za skórę, solidnie.
- Słusznie mnie unikasz jednak i tak cię w końcu znajdę kiedy nie będziesz się zasłaniać magią.- ton głosu miał oziębły, gdzieś w oczach czaiła się niezdrowa złość ukierunkowana na kuzynkę. Niemalże doskonale poszło mu zapomnienie o jej obecności (dzięki ci, Fergusie) ale list od wujka Anthony'ego przypomniał wszystko. Wrócił zatem do rzeczywistości psiocząc na Sophie i ich pierwsze po latach spotkanie i suszył głowę Cynthii na temat lokalizacji kuzynki. Jeszcze trochę a musiałby wynająć Brennę i Erika by ją znaleźli. Przez tydzień nie mógł jej dopaść, nikt nie potrafił powiedzieć gdzie ona jest. Denerwował się na nią jeszcze przed spotkaniem aż w końcu pofatygował swoje cztery litery do Ministerstwa Magii. Nie poruszał się tu zbyt sprawnie ale widział gdzie co się znajduje i tutaj już dostał informację, że jest w bufecie. W końcu się znalazła bo nie miał ochoty schodzić do czeluści piekieł z zapytaniem o ich zaginioną przyjaciółkę.
- Skoro nastawiasz Cynthię przeciw mnie i zmuszacie mnie do zatajenia twojej obecności to teraz zajmiesz się tym listem. - cedził przez zęby. Rzadko można było go zobaczyć tak podminowanego ale akurat Sophie miała talent do wzbudzania skrajnych emocji. W liście było zapytanie stroskanego wuja o jakiekolwiek wieści dotyczące jego córki. Czy może kontaktowała się, czy wspominała o swoich planach, czy mógłby poinformować go gdyby się czegoś dowiedział bo bardzo się martwi a ta wyjechała bez słowa. Innymi słowy - wuj robił podchody do stworzenia sobie szpiega w obozie wroga. Skoro nie rozmawiał z jego ojcem to celował w najstarszego z dzieci.
- Nie mam najmniejszej ochoty bawić się w twoje kłamstwa. Zakończ to w końcu. - żądał od niej dorosłości. Wierzył, że miała ciężko, że chciała rozpocząć nowe życie na własnych warunkach ale za to jak go potraktowała i jak bardzo zdeptała jego zasady postępowania postanowił nie podsuwać jej żadnej taryfy ulgowej. Żądał aby zajęła się swoją przeszłością bo zaczyna to przesiąkać na jego życie. Skoro nie mogli dojść do kompromisu to coś musiało ulec zmianie. Skrzyżował ręce na ramionach i z zaciśniętymi ustami oczekiwał należytej reakcji. W kościach czuł jednak, że zbyt dużej ilości rozsądku nie mógł się tutaj spodziewać. Oj bardzo zalazła mu za skórę, solidnie.