• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
16.04.1972, Nie zamykaj oczu - Cathal & Ulysses

16.04.1972, Nie zamykaj oczu - Cathal & Ulysses
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#1
17.02.2023, 00:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 21:34 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Ulysses stał nieruchomo przed lustrem. Był wieczór. Jeszcze moment, ostatnia chwila przed tym, jak powinien szykować się do snu. Patrzył na swoją twarz, w nieruchome, brązowe oczy, na zaciśnięte wargi, na rozszerzone pory na nosie, na lekko błyszczącą po całym dniu skórę na czole i policzkach.
Był tak bardzo spięty, że bolały go ramiona. Ale nie podziwiał swojego wyglądu tylko analizował wydarzenia z całego minionego dnia. Odtwarzał w pamięci poranną toaletę, śniadanie, drogę do pracy, pracę, spacer po parku, powrót do domu. I to okropne uczucie śledzenia, które nie opuszczało go tego dnia niemal w ogóle. Jakby ktoś go obserwował i podążał jego śladami. Krok za krokiem. Droga za drogą. Wypita kawa. Obiad w stołówce ministerialnej. Okropne dźwięki, które wydawała uderzająca o szkło łyżka, gdy Alanna intensywnie mieszała swoją przesłodzoną kawę a on odruchowo liczył uderzenia. Szuranie przewracanych kartek. Piskliwy śmiech innej pracownicy Ministerstwa Magii, gdy rozbawił ją dowcip kolegi. Dźwięki smarkania. I to przeklęte uczucie, że był obserwowany, które zmuszało Ulyssesa do odwrócenia głowy i spojrzenia za siebie.
Dobrze, że ten dzień dobiegał właśnie końca.
Odkręcił wodę i przemył twarz, trochę mając nadzieję, że razem z zimnem zniknie to osobliwe uczucie śledzenia, które go dzisiaj nawiedzało.
To chyba był stres. Jego kolejny objaw. Tym razem chyba objawiający się paranoją. Przynajmniej tak próbował to sobie wytłumaczyć Ulysses tej nocy, gdy szykował się do snu.
***
Ulysses stał przed lustrem. Siłował się z muszką, która nijak nie chciała mu się odpowiednio związać. Z dworu dolatywały do jego uszu dźwięki prowadzonych wesoło rozmów. Głupio by było spóźnić się na własny ślub. I to przez taką błahostkę! Tylko ta przeklęta muszka nijak nie chciała się odpowiednio związać.
Poirytowany ściągnął ją. To chyba nerwy, że przestał sobie radzić z tak podstawowymi rzeczami jak zawiązanie głupiej muszki. Był perfekcjonistą. Normalnie takie rzeczy potrafił zrobić z zamkniętymi oczami. Podszedł do okna. Na dworze zbierali się już pierwsi goście. Rozpoznał kilka ciotek, które rozsiadły się już na krzesłach, zajmując na tyle strategiczne miejsca, by dobrze obserwować przyszłą ceremonię. Ojciec rozmawiał z dyrygentem, który chwilę wcześniej sprawdzał czy magiczne instrumenty, które miały same zagrać były właściwie nastrojone.
Ulysses drgnął, czując narastające w nim zdenerwowanie. Chciał wypaść tego dnia najlepiej jak tylko mógł. Nie chodziło tylko o to, żeby nie przyniósł wstydu, ale również by sama ceremonia i późniejsze wesele zapadło gościom w pamięci. A ta przeklęta muszka odmawiała współpracy. Posłał jej poirytowane spojrzenie, a potem podszedł do drzwi. Uchylił je nieco i zawołał:
- Cathal? Cathal! Mogę cię prosić na chwilę? Nie obędę się bez twojej pomocy!
Ale Cathal też gdzieś przepadł. A przynajmniej Ulysses nigdzie go w tym momencie nie widział. Korytarz był pusty. Choć zaraz po tym jak zawołał, usłyszał zbliżające się kroki. Odruchowo cofnął się o krok, czując się niewłaściwie na myśl o tym, że miał problem z tak głupią sprawą jak zawiązanie durnej muszki.
- Ca… - zaczął i urwał, gdy naprzeciwko niego stanął nieznany mu mężczyzna. Wyglądał jak jeden z zaproszonych na wesele gości. Najpewniej jakiś kolega jego ojca albo mąż, którejś z ciotek. Był w średnim wieku. Zwykły mężczyzna, już łysiejący, z mocnymi, krzaczastymi brwiami. – Mam problem z zawiązaniem…
- Ależ ja pomogę – odpowiedział, biorąc muszkę. – To nie potrwa długo. Rach, ciach…
Tylko, że nie mówił o wiązaniu muszki. Być może i nawet w pierwszej sekundzie tak to wyglądało, ale zaledwie chwilę później Ulysses poczuł jak ten dziwny człowiek zaczął go dusić.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
17.02.2023, 03:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.02.2023, 16:35 przez Cathal Shafiq.)  
Cathal położył się późno. To był jeden z tych dni, gdy dręczył go trudny do wyjaśnienia niepokój – może po części powodowany przez umysł, przetwarzający zbyt wiele bodźców, może przez świadomość, że przez najbliższe tygodnie będzie zapewne tkwić w mieszkaniu w Anglii, niewiele mając do roboty. W takie dni szepty w głowie stawały się bardziej natarczywe, a on na darmo próbował je uciszyć, planując kolejne dni, szukając zajęć, które zdołają go pochłonąć. Z jednej strony czegoś nowego, co nie tkwiło jeszcze wiecznie żywe w jego pamięci, z drugiej – umożliwiającego czasem… ucieczkę. Nie odczuwał senności, a nawet gdy ta nadeszła, późną porą, gdy Londyn od dawna tonął już w mroku, wciąż przekręcał się z boku na bok. Słaby eliksir, wywołujący lekkie zaniki niedawnej pamięci – Shafiq pijał go czasem po dniach takich właśnie jak ten, upiornie nudnych, niewartych zapamiętania, w próbie opanowania Milforda – pozostawił po sobie lekki zamęt w głowie.
Wreszcie zdołał jednak zasnąć i…
*
…szedł korytarzem. Był to korytarz, który zdawał się ciągnąć w nieskończoność, ale to z jakichś powodów nie wydawało się Cathalowi ani trochę dziwne. Przeszkadzało mu jednak coś zupełnie innego.
Został zaproszony na ślub. Miał być na tymże ślubie świadkiem. Ze względu na pewną słabość, jaką miał do Ulyssesa, przełamał w sobie zarówno niechęć do garniturów, jak i do posiadłości Rookwoodów. Musiało tak być, skoro się tutaj znalazł, tak elegancko ubrany, jak ostatnio zdarzyło mu się przed trzema laty, podczas balu dla sponsorów pewnej zagranicznej wyprawy. Za żadne skarby nie mógł sobie jednak przypomnieć, kto był panną młodą. Zdawało się mu to całkiem istotne – to znaczy nie to, żeby to naprawdę miało wielkie znaczenie dla samego Cathala, ale odnosił wrażenie, że powinien wiedzieć, na czyim ślubie będzie świadkiem. Przecież nie mógł zapomnieć takiego faktu. On nie zapominał.
A może przedawkował swoje eliksiry?
Ewentualnie Ulysses nic o tym nie wspomniał. Shafiq nie zdziwiłby się, gdyby dla jego kolegi ważniejsze było to, aby na ślubie pojawił się ojciec niż narzeczona.
Głos nawołującego go Rookwooda dobiegł z daleka, przytłumiony, jakby rozdzielała ich tafla szkła. Cathal przyspieszył i korytarz, którym wcześniej szedł, szedł i szedł, nie mogąc trafić do właściwego pokoju (właściwie to nie tak, że Shafiq wiedział, co to za właściwy pokój: we śnie nie zastanawiał się, czy idzie znaleźć przyszłego pana młodego, czy też zmierza już do miejsca, gdzie miała odbyć się cała ceremonia), wreszcie się zakończył.
- Woła… - zaczął, wchodząc do pokoju: w samą porę, by zobaczyć, że jakiś obcy mężczyzna trzyma Ulyssesa za gardło.
Shafiq nawet się nie zastanawiał. Dopadł do nich, by oderwać tego człowieka od Rookwooda. A że znaleźli się akurat przy oknie (Cathalowi przez moment mignęli goście, czekający na ceremonię…), odepchnął mężczyznę i wyciągnął różdżkę.
- Depulso – mruknął, celując w napastnika.
Być może, gdyby myślał jasno, gdyby nie była to rzeczywistość snu, nie próbowałby wypchnąć kogoś z okna tylko dlatego, że ta osoba dusiła jego znajomego.
A być może, jeśli by tego nie zrobił, powstrzymałaby go wyłącznie świadomość, że na dole jest bardzo wielu ludzi, którzy mogą być później świadkami takiej zbrodni, a Cathal na pewno nie chciałby się na takiej dać przyłapać…
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#3
18.02.2023, 03:09  ✶  
Było coś abstrakcyjnego w tym, co się działo. Przynajmniej z perspektywy Ulyssesa. Właśnie miał wziąć ślub. Na dworze czekali goście. Dyrygent sprawdzał instrumenty. A on umierał w swoim pokoju i to mordowany przez gościa weselnego. Żeby jeszcze wiedział, dlaczego właściwie miał w tej chwili żegnać się ze światem…
Tylko, że nie wiedział. Nie miał pojęcia, czy sam zawinił, czy też właśnie padał ofiarą zemsty na swoim ojcu. Dusił się. Ręce nieznanego człowieka zaciskały mu się na szyi. Natarczywie uciskały jego tchawicę. Dotyk był okrutnie prawdziwy. Bolesny. Pozbawiający powietrza. Przed oczami zaczęły pojawiać mu się mroczki.
I wtedy wreszcie pojawił się Cathal i uratował go.
Ulysses zatoczył się jak pijany. Rozkaszlał się. Nabierał powietrza gwałtownie jak wyrzucona na ląd ryba. Nie był w stanie zobaczyć jak Shafiq rozprawia się z napastnikiem. Ledwo zdążył złapać oddech, pociemniało mu w oczach i upadł.
***
To chyba były wykopaliska w Egipcie. Słońce unosiło się wysoko. Paliło mocno a na niebie nie było widać nawet jednej chmurki. Byli na pustyni. Gdy patrzyło się na linię horyzontu, można było dostrzec jak przez gorące powietrze rozgrzany piasek falował. Ulysses zgarnął leżącą na drewnianym stole mapę z inskrypcją. Jak na siebie wyglądał dziwnie, wreszcie bez garnituru, bez wypastowanych butów, bez wykrochmalonej koszuli, bez krawatu, ale czuł się przy tym dziwnie lekko i szczęśliwie. Nawet nie przeszkadzało mu, że zielona koszula khaki była mocno pognieciona a buty miał przybrudzone od piasku. Posłał krzywy, ale przyjazny uśmiech jednej z pracujących tu mugolskich archeolożek. Nie miał zielonego pojęcia co do niego powiedziała – od kontaktów z tubylcami był Cathal ze swoim niezrównanym talentem do języków obcych, ale wydawało mu się, że było to coś miłego.
Ten dzień, w ogóle, miał być przełomowy. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, do wieczora odkryją sposób na dostanie się do wnętrza mastaby faraona Narmera leżącej w nekropolii Umm al-Kaab. Mugolska część ekspedycji zainteresowana była głównie odkryciem komory nagrobnej Narmera, Shafiq szukał komory bliźniaczej, w której spoczywać miała jego małżonka, czarownica. Według tego co zawierała inskrypcja – tu znowu językowy talent Cathala okazał się niezbędny – wejście do niej możliwe było jedynie w czasie, gdy gwiazdy znajdowały się we właściwym położeniu na niebie, co znowu zdarzało się raz na kilkadziesiąt lat.
Ulysses spędził sporo czasu nad wyliczeniem ich pozycji na niebie i czasu, kiedy miały znaleźć się we właściwej linii. Naciągnął na głowę mocniej kapelusz, by uchronić się przed słońcem. Jeszcze raz uśmiechnął się do archeolożki a potem skierował się prosto do namiotu, w którym przebywał Shafiq.
- Przyniosłem – powiedział do niego, podając mu inskrypcję. Przystanął niedaleko, by przypatrzeć się pracy Cathala. – Naprawdę myślisz, że w tej komnacie, poza mumią królwej małżonki będzie jeszcze jakiś magiczny artefakt? Może dawni czarodzieje byli po prostu tak samo… - zamyślił się, starając dobrać odpowiednie słowa. – Zabobonni jak mugole. Oni również wierzyli przecież, że po śmierci, dusza potrzebuje pomocy z przedostaniu się na drugą stronę. Być może jej dusza, potrzebowała specjalnego korytarza, który otwiera się raz na siedemdziesiąt dwa lata… - Ulysses urwał, gdy usłyszeli dźwięki nadciągającej przez pustynię karawany.
Odwrócił głowę w tamtą stronę, a potem skierował się do wyjścia z namiotu, ale tylko po to by wyjrzeć i przekonać się, kto właściwie przybył.
- To chyba ci mugole, profesorowie z Luwru, ci którzy mają być obecni przy otwarciu komnaty pogrzebowej Narmera.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
18.02.2023, 11:38  ✶  
Szyba pękła z głośnym trzaskiem, ale Cathal nie zdążył ani doczekać momentu upadku napastnika, ani sprawdzić, jak się miewa Rookwood. Świat przed jego oczyma rozmył się.
*
Warunki na pustyni były piekielne. W dzień z nieba lał się nieznośny żar, w nocy panował chłód. Piasek wciskał się wszędzie przez całą dobę. Magia mogła zaradzić na wiele problemów, ale podczas tej wyprawy pracowali ramię w ramię z mugolami i w efekcie musieli stosować zaklęcia bardzo ostrożnie. Nie było mowy o żadnych powiększonych namiotach, chmurkach unoszących się nad głową, by zraszać cię deszczem ani bardziej spektakularnych formach magii. Co najwyżej ukradkiem rzucone aquamenti, by napełnić bukłak chłodną, świeżą wodą albo teleportacja po zmierzchu, do lokalu wynajętego w mieście dla członków ekipy, aby wziąć szybki prysznic. Obliviate, wypowiedziane cichym głosem, gdy któryś z mugoli zrobił się nieco zbyt natrętny…
Mimo to Cathal był – jak na siebie przynajmniej – całkiem szczęśliwi.
Od dawna czekał na odpowiedni moment. Odszyfrowywał inskrypcje. Przygotowywał się do usunięcia run, które z pewnością staną im na drodze. Klątowłamaczka wyprawy zdjęła już jedno, paskudne przekleństwo, wywoływacz duchów uciął sobie pogawędkę z duchem jednego z kapłanów. Wszyscy szykowali się na kolejne przeszkody – byli tak dobrze przygotowani, że Shafiq mógł wyliczyć, co stanie im na drodze. Bariera runiczna, kilka przekleństw, dwa duchy…
Chyba nawet śnił o tym, jak tam wchodzą. W jego pamięci tkwił każdy szczegół tych snów o korytarzach.
Shafiq klęczał w namiocie, przy prowizorycznym stole, zasłanym kartkami. Mapami, obliczeniami, notatkami. Uniósł głowę i uśmiechnął się półgębkiem, gdy zasłonę namiotu uniósł Rookwood. Wciąż ciężko było mu uwierzyć, że gdy opisał Ulyssesowi ich dotychczasowe odkrycia, plany i poprosił o wsparcie przy wyliczeniach dotyczących numerologii oraz astronomii, mężczyzna nie tylko się zgodził, ale przybył do Egiptu. Kiedyś nie wyobrażał sobie tego chłopaka na wykopaliskach, pełnych brudu i niewygód. Ulysses wpasował się jednak w krajobraz tak, jakby zawsze był jego częścią.
- Jeśli dobrze interpretujemy źródła, królowa dysponowała artefaktem, prawdopodobnie ułatwiającym jej korzystanie z magicznych mocy – wyjaśnił Shafiq, podnosząc się. Rozprostowane kolana trzasnęły. Ubranie Cathala było pogniecione, ubrudzone piaskiem, i tak jasne włosy stały się jeszcze jaśniejsze od słońca, a pustynne słońce opaliło jego karnację na ciemny brąz. – Egipcjanie prawdopodobnie wyposażali ją w niego na ostatnią drogę, aby mogła korzystać z jego mocy także w zaświatach… więc tak, są na to całkiem spore szanse. Ale nawet jeżeli nie znajdziemy samego artefaktu, w środku na pewno będą skarby i przedmioty codziennego użytku, a liczę, że wiele z nich będzie magicznych.
Przyjął inskrypcję od Ulyssesa, szybko zapoznał się z zapisem i kiwnął głową z zadowoleniem. Wszystko się zgadzało.
- W takim wypadku… próbujemy za dwa dni – ocenił z zadowoleniem. – A dziś musimy pilnować naszych profesorów z Luwru i całej reszty. Nie jest wykluczone, że żona sprawiła Narmerowi jakiś magiczny prezent i pochowowano go razem z nim.
A w takim wypadku, już pomijając to, że chcieli go pozyskać – by stał się czy to częścią kolekcji w muzeum Shafiqów, czy ich prywatną zdobyczą, czy podarkiem dla magicznego rządu Egiptu, mającego udobruchać tutejszych wobec rabowania – nie mogli dopuścić, aby dostał się w ręce mugoli. Będą musieli albo ukradkiem go zabrać, albo czeka ich późniejsza kradzież… ewentualnie, przyjdzie im rzucić bardzo dużo obliviate.
- Pójdziesz do ich namiotu pierwszy? Zabiorę tylko notatki – powiedział Cathal. Otworzył swoją torbę, specjalną, z dwiema przegrodami, umieszczając w jednej z nich tę część zapisków, których nie powinien zobaczyć żaden mugol.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#5
18.02.2023, 20:44  ✶  
Ulysses kiwnął głową, w myślach zastanawiając się nad tym, jakim to artefaktem mogła dysponować starożytna czarownica. Najłatwiej i pewnie najrozsądniej byłoby założyć, że wbrew całej zbudowanej wokół historii o niej otoczki, przedmiot nie był aż tak potężny jak się wydawał. Mógł być to na przykład kielich, który został zaklęty w taki sposób by zawsze była w nim świeża woda albo wisior, skrywający w swoim wnętrzu zaklęcie ochronne, które uniemożliwiało mugolom bezpośredni atak na małżonkę władcy. Takie czary – choć mogły się wydawać widowiskowe, zwłaszcza dla nieobeznanych z magią mugoli – w rzeczywistości nie wiązały się z przerażającymi potęgą czarami.
Ale coś w umyśle Ulyssesa buntowało się przed myślą, że to rzeczywiście mogło się okazać aż tak proste. Wielkie środki ostrożności, starożytny Egipt, pierwszy władca Nilu… Nosiło to w sobie jakiś szczególny posmak nierozwiązanej jeszcze zagadki. I może rzeczywiście skrywało w sobie artefakt dużo potężniejszy niż był w sobie w stanie wyobrazić.
Posłał Shafiqowi dłuższe spojrzenie.
- To brzmi jakby pochowano ją z różdżką – zauważył. – Ciekawe czy po takim czasie w ogóle byłaby sprawna.
Ulysses pomyślał, że gdyby Cathal naprawdę odnalazł pradawną różdżkę (i to sprawną), odkrycie byłoby imponujące. Mogliby się dowiedzieć, jakich rdzeni magicznych używali dawni czarodzieje, jakich rodzajów drzew do budulca (i czy w ogóle drzew, bo może to było coś pochodzenia zwierzęcego, jakieś kości, zęby czy coś jeszcze innego).
- Tak. Oczywiście. Porobię tam za ludzką paprotkę. Jak wiadomo wszyscy uwielbiają tego jednego Anglika, który nigdy nie zna żadnego języka poza angielskim – rzucił miękko i chyba to, co właśnie powiedział miało być formą żartu.
Następnie Ulysses wyszedł na zewnątrz. Przeciął drogę przez wykopaliska, kierując się ku namiotowi, w którym mieli przebywać profesorowie z Luwru. Na krótki moment zatrzymał się przed wodopojem, gdzie niski, drobny Egipcjanin rozkulbaczał wielbłądy i popatrzył na zwierzęta. Nawykły do tych mieszkających w Anglii, żyjące tutaj, wciąż wydawały mu się niesamowicie egzotyczne.
Tak, mógł za sprawą czarów zrozumieć co do niego mówili, ale zaklęcie nie działało na stałe a i mugolom trudno by było wyjaśnić, że w ciągu kilku minut nauczył się ich języka. Nawet więc jeśli używał przy nich magii, nie odzywał się i udawał, że kompletnie nic nie rozumie z tego, co do niego mówili.
Wszedł do namiotu, w którym mieli przebywać profesorowie z Luwru. Było ich trzech. Dwóch dość starych, siwowłosych (pochylało się właśnie nad jedną z figurek znalezionych w mugolskiej części mastaby) i jeden wyglądający bardziej na dozorcę w średnim wieku niż na profesora. Zwykły mężczyzna, już łysiejący, z mocnymi, krzaczastymi brwiami.
Ulysses obrzucił ich szybkim spojrzeniem. Z jakiegoś powodu, sam nawet nie wiedział dlaczego, poczuł się mocno speszony zainteresowaniem, które wzbudził w tym ostatnim.
- Przepraszam, czy któryś z panów włada może angielskim? – zagadnął.
- Ależ oczywiście – odpowiedział akurat ten w średnim wieku. Uśmiechnął się szeroko a następnie ruszył w stronę Rookwooda. – Zachwycamy się właśnie odnalezionym posążkiem. Moi koledzy uważają, że przedstawia on Anubisa, ja jestem zdania, że to Upuaut.
- To jest to samo bóstwo. Różnica nomenklatury odnosi się do miejsca kultu... – zaczął w odpowiedzi Ulysses i urwał gwałtownie, bo w ręce profesora z Luwru pojawił się nóż.
Odruchowo zasłonił się rękami przed pierwszym ciosem. Nóż, zamiast w bok, przeciął mu rękaw koszuli. Tym razem nie zdążył krzyknąć, chciał się odwrócić i wybiec z namiotu, ku palącemu egipskiemu słońcu, z nadzieją że ktoś przybędzie mu na ratunek, ale napastnik udaremnił mu to, kopiąc w kolano.
Ulysses przewrócił się.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
18.02.2023, 21:14  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2023, 21:24 przez Cathal Shafiq.)  
- Tak, jego opisy brzmią bardzo podobnie do różdżki. I widzisz… to właśnie mnie fascynuje, bo wtedy różdżki nie istniały – zgodził się Cathal.
Gdyby odkrył coś takiego, byłby zachwycony. Coś, co nie było różdżką, ale pełniło jej wolę – u, być może, jednej z pierwszych czarownic. Niezależnie jednak od tego, co znajdą w tym grobowcu, Shafiq będzie zadowolony, jeśli tylko się do niego dostaną. Inskrypcje, kamienie runiczne, ostatecznie nawet bardzo stara biżuteria – każda rzecz w grobowcu będzie miała ponad pięć tysięcy lat, a Cathal żywił do takich przedmiotów miłość większą niż prawdopodobnie od jakiegokolwiek człowieka. Coś podpowiadało mu, że znajdą tam to, czego szukali, a może i wiele więcej… choć zwykle Shafiq polegał raczej na twardych faktach niż przeczuciach.
- Pozwól im po prostu mówić i kiwaj głową z mądrą miną. Ty niewiele stracisz, a oni będą zadowoleni, Francuzi uwielbiają dźwięk swojego głosu – parsknął Shafiq. To też była chyba forma żartu, bo Shafiq właściwie nie miał jakoś szczególnych uprzedzeń wobec Francuzów. Przynajmniej jak na (w teorii) Anglika z pochodzenia.
Zagarnął notatki. Nie zwrócił uwagi na to, że litery wydają się zamazane i z jakichś powodów, choć wie, co się na nich znajduje, nie może ich odczytać. Sięgnął po kapelusz, nasadzając go na jasne włosy – nawet w tak krótkim momencie przebywania na zewnątrz w pełni dnia nie chciał wystawiać głowy na palący wpływ słońca. Nie tak dawno temu, nadmiernie zafascynowany runicznymi napisami na pewnym filarze, nieomal nabawił się udaru. Minął wielbłądy, na moment zerkając gdzieś ku horyzontowi: zdawało się mu przez moment, że w oddali, tam, gdzie horyzont zdawał się drgać, zmieniać, dostrzega jakąś postać.
Ta minuta, spędzona na chowaniu notatek czarodzieja i zbieraniu tych mugolskich, omal nie kosztowała Ulyssesa życia.
- Bonjour messieurs... – zaczął, odgarniając płachtę, wiodącą do namiotu, akurat w momencie, w którym Rookwood opadał pod ciosem. Stos papierów wyleciał z rąk Cathala, część z nich pofrunęła na rozgrzany przez słońce, pustynny piasek. Shafiq nie miał pod ręką różdżki: nie mógł przecież i tak rzucać zaklęć na oczach mugoli, a ciężko było ją ukryć, kiedy nosiłeś ubrania kryjące wprawdzie doskonale ciało przed słońcem i piaskiem, ale nie żadne płaszcze i tym podobne.
Runął więc po prostu do przodu, zderzając się z mężczyzną. Nawiedziło go przy tym przedziwne uczucie: takie, które znał niemal każdy człowiek, ale dla Shafiqa, obdarzonego pamięcią niemal absolutną, zupełnie nowe. Tak nowe, że nie umiał go nawet nazwać, choć kto inny zrobiłby to bez problemu.
Deja vu.
Bo skądś znał człowieka, któremu wytrącił nóż z ręki, i wraz z którym wpadł pomiędzy dwóch profesorów Luwru, zrzucając na ziemię posążek. Cathal nie widział Anubisa: w jego oczach była to rzeźba ponuraka, która potoczyła się im pod nogi, na sekundę przed tym, jak odepchnął od siebie krępego mężczyznę, prosto w ścianę namiotu. Shafiq nie wdawał się może w bójki często, zdając się raczej na magię, był jednak od tego człowieka dużo wyższy i zapewne – mimo jego lekkiej otyłości – także cięższy. Zatoczył się i sam omal też nie upadł, ale udało mu się dość mocno pchnąć mężczyznę (...ku oknu? Dlaczego pomyślał o oknie? Przez setki mil w okolicy nie znalazłbyś ani jednego okna...), a siła uderzenia sprawiła, że jeden z podtrzymujących namiot filarów zachwiał się i górny materiał opadł prosto na nich wszystkich…
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#7
19.02.2023, 02:21  ✶  
Leżąc na ziemi, Ulysses czuł swoją własną, ciepłą krew spływającą mu po ręku na piach. Chyba przez adrenalinę, ale ból jeszcze nie nadchodził. Zamiast niego bał się. Okropnie się bał. I znowu nie rozumiał, co się właśnie stało. Dlaczego został zaatakowany? Czy to była jakaś zemsta na nim, za to co robił w Ministerstwie Magii? Ale kto się mścił? A może chodziło o ojca? Może to jakaś zemsta na jego ojcu?
Odruchowo zasłaniał się rękoma, zwinął w kłębek by ochronić brzuch przed nożem. Czemu profesorowie z Luwru nie reagowali? Pojawienie się Cathala przyniosło Ulyssesowi chwilową ulgę. Chwilową, bo zaledwie kilka sekund później, choć przestała już mu grozić śmierć z ręki szalonego napastnika, cały namiot zawalił się im na głowy.
***
Ulysses klęczał na rozmokłej ziemi. Palce wbijały mu się w igliwie. Był w lesie. Była noc. Była burza. Błyskawice rozjaśniały niebo. Zacinał narowisty deszcz. Bolała go krwawiąca ręka, opuchnięta szyja i niewielkie rany, które miał po niedawno stoczonej walce.
Pamięć miał mętną. Niezbyt jasną. Nie do końca wiedział czemu walczył i z kim walczył. Mętne wspomnienia poprzednich snów mieszały mu się z obecnym. Tak jakby wiedział, że był na weselu i w Egipcie, ale w chwili, w której klęczał, nie wiedział jeszcze że ciągle śnił. Wiedział, że działo się z nim coś złego. Całe jego ciało informowało go o tym bólem i zmęczeniem. I tą paranoją, która podpowiadała mu, że musi wstać, czym prędzej wstać i uciekać, uciekać jak najszybciej, bo za chwilę ktoś go dopadnie. Dopadnie i zniszczy.
Podniósł się z ziemi. Całe ubranie miał przemoknięte od wody. Kiedy zaczął iść, rozglądał się ze strachem na boki. Szukał miejsca, za którym mógłby się skryć, jakiegoś wyjścia, ujścia. Nie miał różdżki. Z jakiegoś powodu nie wziął jej ze sobą. Zawsze brał, ale ten jeden raz, ten jeden raz musiał zostawić…
- Dość tego. To już za długo trwa – usłyszał dobiegający do niego męski głos. Dziwnie znajomy męski głos. Jakby już go słyszał. I to nie raz w ciągu ostatnich dni.
Ulysses obejrzał się za siebie, by w błysku błyskawicy dostrzec podążającego jego tropem mężczyznę w średnim wieku. Znał go, wszystkie zmysły krzyczały za nim, że go znał. Ten przeklęty człowiek już próbował go zamordować.
- Nie, nie myszko. Tym razem mi nie uciekniesz! – krzyknął.
Rookwood poczuł jak został poderwany w górę i z impetem uderzył w jedno z drzew. Poczuł nowy ból, tym razem taki, który odczuwa się po ciosie pałką. Odruchowo próbował wstać, a przynajmniej ruszyć się na tyle, by dalej uciekać, ale czuł, że długo tego nie zniesie.
Jego oprawca zbliżał się nieubłaganie.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
19.02.2023, 02:38  ✶  
W jednej chwili Cathal spodziewał się walki z płachtą, która spadła im na głowy – i dalszego starcia z dziwnym mężczyzną. W kolejnej prosto z dusznego, pustynnego dnia, trafił w chłód deszczowej nocy. Gdy się przewracał, nie wylądował na materiale, rozciągniętym na ubitym piasku. Jego dłonie zanurzyły się w wilgotne igliwie, a uszu dobiegł daleki grzmot.
Pamiętał, że był na jakimś weselu i wyrzucił przez okno kogoś, kto napadł na Rookwooda, ale szczegóły tego wspomnienia były niewyraźne i zamazane. Nie umiał jeszcze dopatrzeć się w nim nieprawidłowości – jego myśli były myślami człowieka śniącego, który nie dostrzega pewnych rzeczy.
Pamiętał Egipt. Pamiętał dwa Egipty: jeden, w którym był Ulysses i drugi, w którym go nie było – obie wersje pozostawały w jego głowie, w pierwszej chwili jednak Shafiq nie myślał dość jasno, aby stwierdzić, które wspomnienia były prawdzie. Gdyby miał więcej czasu, uświadomiłby sobie, że wersja przygody z Ulyssesem urywała się zbyt nagle, aby mogła być prawdziwa. Teraz jednak nie rozmyślał na tym, bo całym sobą czuł, że jest coś nie tak.
Nie powinien tutaj być.
Nie wiedział nawet, gdzie jest to „tutaj”.
Instynkt podpowiadał jednak, że grozi mu niebezpieczeństwo. A może nie jemu? Gdzieś w umyśle przewinął się widok duszonego Ulyssesa, Ulyssesa dźganego nożem, i nagle Cathala nawiedziła myśl, że Rookwood może być w tym lesie. Że dalej grozi mu jakieś niebezpieczeństwo – choć nie potrafiłby wyjaśnić, skąd bierze się takie przekonanie.
Wstał. Ubranie miał wilgotne i ubłocone, nie zwracał jednak na to uwagi. Huk ponownie przetoczył się gdzieś w górze, głos – tym razem nie Slytherina, brzmiał jak jego ojczym – szepnął mu głowie, że przebywanie w lesie podczas burzy jest niebezpieczne. Jakaś błyskawica z dużym wyczuciem dramatyzmu walnęła w pobliskie drzewo, podpalając je. Cathal otrząsnął się, jak pies, nie z powodu wilgoci, a nadmiaru bodźców, atakujących zmysły.
Weź się w garść, Cathalu, rozbrzmiał szept i tym razem Shafiq go posłuchał. Ruszył przez las biegiem i tuż przed sobą usłyszał krzyk: tym razem mi nie uciekniesz! Chociaż Cathal zobaczył tylko plecy i tył głowy mężczyzny, rozpoznał go i jego myśl była bliźniacza wobec krzyku napastnika.
Tym razem mu nie ucieknie.
I nie chodziło nawet o to, że atakował Ulyssesa, do którego Shafiq od lat miał pewną słabość, bo prawie dwie dekady temu zobaczył w nim odbicie samego siebie. Ogarniała go wściekłość, ponieważ coś bawiło się nim, jego umysłem, i to coś było w jakiś sposób związane z tym mężczyzną, powracającym raz za razem. Cathal wydobył różdżkę, ciskając w niego zaklęcie. Jedno, drugie, potem trzecie. To pierwsze trafiło celu, sprawiło, że napastnik zachwiał się, drugie odbiło się od wyczarowanej przez niego tarczy, trzecie ją rozprysło… Shafiq nie przestawał, zasypując mężczyznę kolejnymi czarami, odbijając jego własne zaklęcia, tak że pośród drzew raz po raz lśniły barwne ślady po czarach, i niesiony gniewem nawet nie odnotował w pełni obecności Rookwooda. Liczyło się tylko jedno: tym razem ten człowiek nie mógł mu uciec. Nie mógł go przerzucić gdzieś dalej, do kolejnego…
…kolejnego czego?
Myśl przebiła się do jego umysłu właśnie, kiedy rozwścieczony do granic możliwości, ciskał kolejną drętwotę.
Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#9
20.02.2023, 01:39  ✶  
Ulysses drgnął. Chciał się gwałtownie dźwignąć, ale ból w boku sprawił, że tylko syknął z bólu. Przetoczył się w prawo. Byle dalej od drzewa przy którym leżał. Ciągle bolało. Jego przemoczony, zniszczony garnitur, oblepiał mech, krew i ziemia.
W tej chwili w niczym nie przypominał schludnego, pedantycznego, wiecznie spiętego pracownika Ministerstwa Magii. Wyglądał raczej żałośnie, jak zagnana w kąt ofiara, która już wie, że zginie, ale resztkami sił wciąż próbuje walczyć o życie.
Dźwięk ciskanego zaklęcia sprawił, że znieruchomiał, spiął się, odruchowo zasłonił głowę, czekając na kolejne poderwanie do góry (albo na coś gorszego, bardziej bolesnego). I jakby to dziwnie nie brzmiało, jakaś część Ulyssesa chciała, żeby to już się stało. Niech go zatłucze, byle szybko, byle to już się skończyło.
Ale koniec nie nadchodził, choć zaklęcia dalej świstały.
I dopiero wtedy zrozumiał, że jednak ktoś przybył mu na ratunek. Obrócił się, by w świetle błyskawic rozpoznać Cathala. Poczucie ulgi, które go zalało było czymś tak silnym, że zdołał się nawet podnieść z ziemi.
W tym czasie, pod naporem zaklęć jego napastnik rozpłynął się w powietrzu, ale to jakoś nie wydało się Ulyssesowi dziwne. Nie aż tak bardzo jak powinno.
Potykając się, podszedł do Shafiqa. Chciał coś do niego powiedzieć, podziękować mu, może wyjaśnić, ale przez deszcz (na pewno nie przez łzy, nie można płakać z ulgi), coraz mniej widział.
- Zabierz mnie stąd – poprosił. – Najlepiej do Egiptu.

***
Ulysses obudził się przez ból w boku. Otworzył oczy. Poruszył się niespokojnie a potem usiadł gwałtownie, gdy dotarło do niego, że widzi plamy krwi na pościeli. Zerwał się z łóżka i ruszył do łazienki. Miał potężne zadrapanie na ręku. Siniaka na boku. I odbite ślady rąk na szyi.
Jak to było możliwe? Czyżby ktoś naprawdę próbował go tej nocy zabić we śnie?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
20.02.2023, 01:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2023, 01:59 przez Cathal Shafiq.)  
Zniknięcie przeciwnika wcale nie usatysfakcjonowała Cathala. Omal nie wydał z siebie okrzyku frustracji. Był wściekły, tak bardzo wściekły, że chciał zobaczyć, jak mężczyzna pada na ziemię sparaliżowany. Wymierzyć mu kilka kopnięć, może potraktować go cruciatusem. Wyładować jakoś ten gniew. Nie mógł jednak.
Mocno zacisnął palce na różdżce, jakby spodziewał się, że napastnik zaraz pojawi się ponownie. Albo że świat znowu zniknie, jak zdarzyło się już raz… dwa razy… a oni znowu znajdą się w innym miejscu. Z trudem powściągnął gniew, obracając się, by sprawdzić, czy Rookwood wyszedł z tego cało. Na szczęście żył: i nawet szedł w jego stronę.
Shafiq zmusił się do uśmiechu, pozbawionego prawdziwej wesołości.
- A co myślisz o Göbekli Tepe w Turcji?
*
Cathal obudził się.
Głowa go bolała. Pamiętał wszystkie trzy sny – przedziwne sny, inne od tych, jakie zwykłe go nawiedzały. Myślał o nich, leżąc w łóżku, zapatrzony na sufit. A że jego myśli czasem rozbiegały się na różne strony, to także o Göbekli Tepe w Turcji i wynikach wstępnego rekonesansu mugolskich archeologów z Ameryki oraz tego, jakie niedawno dostarczył pewien czarodziej. Jeśli nie zainteresuje go nic innego, może faktycznie to tam powinien się wkrótce wybrać.
Usiadł w końcu i przesunął dłonią po twarzy. Był jeszcze bardziej zmęczony niż zanim się położył. W przeciwieństwie do Ulyssesa wciąż nie wiedział, że sen nie był tylko snem, ale czuł się niespokojny i choć za oknem wciąż panowały ciemności, nie miał najmniejszej ochoty znowu się położyć. Zamiast tego wstał i przeszedł się po pokoju. Niewielkie, londyńskie mieszkanie, było zagracone, i niezbyt wygodne.
Może jednak powinien zatrzymać się w domu matki.
Shafiq podszedł do stolika i sięgnął po jedną z dwóch figurek, które tam leżały. Jedna z nich przedstawiała Ponuraka.
Druga Anubisa.
Nie wiedział o tym jeszcze, ale i on, i Ulysses, zobaczyli we śnie jedną z nich.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2425), Ulysses Rookwood (2402)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa