• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[24 kwietnia 1972] Proszę dopisać do rachunku

[24 kwietnia 1972] Proszę dopisać do rachunku
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#1
20.02.2023, 23:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.02.2023, 23:11 przez Theon Travers.)  

24 kwietnia 1972 - Proszę dopisać do rachunku
Theon & Ulysses


Praca dla Biura Łączników z Centaurami, była jedną z najgorszych kar, które zdarzyło się Theonowi kiedykolwiek otrzymać. Długie godziny spędzone za drewnianym biurkiem, połączone z brakiem konkretnego zajęcia, sprawiały że miał niekiedy ochotę wycelować w siebie własną różdżką i rzucić jedno z tych zaklęć, które potrafiły dać się człowiekowi we znaki. I zarazem mogły też skrócić jego męczarnie. Kompletnie mu to nie odpowiadało. Był jedną z tych osób, które wolały znajdywać się w ruchu, działać aktywnie. Brak takiej możliwości odczuwał jako coś naprawdę bolesnego. Uczucie dodatkowo potęgowała konieczność znoszenia współpracownic, których życie zdawało się kręcić wokół dzieci, kupek, wymiocin, narzekania na kolejne nieprzespane noce.

Było to prawdziwie przerażające.

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że sam sobie na to wszystko zapracował. Zajęło mu to całkiem sporo czasu, ale koniec końców na koncie Yaxleya znalazło się całkiem sporo grzeszków, które zdołały pociągnąć go w stronę dna. Początkowa złość już dawno minęła. Przestał też o swoją sytuacje obwiniać innych. Zamiast tego starał się o powrót do pełnienia swoich właściwych obowiązków, co nie było to łatwym do zrealizowania zadaniem.

Ale czy można było się w tym przypadku spodziewać czegoś innego?

Upadek z wysokości niemalże zawsze zajmuje mniej czasu, niż dostanie się na sam szczyt wieży, wzniesienia, czegoś podobnego.

Pod koniec dnia pracy, jak to miał zwyczaju, zawędrował przed jedno z wejść do ministerstwa, gdzie podobnie do kilku innych pracowników, starał się zabić czas. Wyjął papierosa, sięgnął po zapalniczkę. Z niczym się nie śpieszył. To właśnie w tym miejscu, wpadli na siebie z Ulyssesem Rookwoodem. Porozmawiali. Umówili się na wspólne wyjście po pracy.

Za cel tego wyjścia obrali nowo otwarty przy Pokątnej lokal Chimera.

Otworzona przez rodzinę posiadającą greckie korzenie, restauracja pojawiła się przed kilkoma dniami w Proroku Codziennym. Chwalona za ciekawe menu, dobry alkohol, miłą obsługę, jawiła się jako jedno z tych miejsc, które było warto odwiedzić. A Theon lubił odwiedzać różne miejsca. Tak samo spotykać się z ludźmi. Było to znacznie lepsze niż siedzenie na własnych czterech literach, na podniszczonej kanapie, która znajdywała się na środku salonu w należącym do Yaxleya mieszkaniu. Dla niego więcej niż wystarczające było to, że żadnego konkretnego zajęcia nie miał w pracy. A i ludzie w jego tymczasowym biurze byli jacyś tacy... nie bardzo nadający się do rozmowy.

Nie to, żeby Rookwood był pod tym względem jakimś niesamowitym kompanem, ale przynajmniej nie musiał kolejny raz w ciągu tygodnia słuchać o tym, jak to mała Lizzie zrobiła kupkę. I to jeszcze opowiadane w taki sposób, jakby to była najbardziej fascynująca rzecz na świecie. Niespodzianka - nie była.

- Słyszałeś może czy są jakieś nowe informacje o Seraphine Leroux? - zadał pytanie, odstawiając jednocześnie na stół kufel piwa. Kremowego. Długo się na to zbierał. Odkąd postanowiła nawiać minęły już 3 tygodnie. Narobiła im przy tym trochę problemów. Kolejny raz trzeba było sprzątać. Stary Yaxley nie był z tego powodu zadowolony. Sam wybrał przyszłą żonę dla syna i całkiem mocno się przy tym pomylił. Okazała się głupia. Lekkomyślna. Przynajmniej w jego oczach. - Ostatnim razem mówili, że są ponoć jakieś ślady wskazujące na to, że mogła przekroczyć granicę? - skrzywił się przy tym. No cóż. Mogli się tego spodziewać, skoro blondynka miała francuskie korzenie. Tylko czy komuś w tej sytuacji chciałoby się ruszać za nią w pościg? Opuszczać Wielką Brytanię? Czy jej ucieczka, w zasadzie zdrada, była na tyle istotna?

Sam Theon najchętniej by nie reagował, tyle tylko, że nie miał tutaj zbyt wiele do powiedzenia. Podobnie jak przy wielu innych sprawach. Czasami mu ten stan rzeczy nawet odpowiadał. Ułatwiał działanie, codzienne funkcjonowanie. Podejmowanie decyzji, które w innych okolicznościach byłyby wątpliwe moralnie.

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#2
23.02.2023, 00:51  ✶  
Ulysses Rookwood był wzorowym pracownikiem Ministerstwa Magii. Tak bardzo wzorowym, że gdyby zapytać szefa Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof Maxwella Cattlemore’a o jego najbardziej uporządkowanego i działającego zgodnie z wszystkimi procedurami pracownika, niechybnie wskazałby na Ulyssesa. Pewnie też to przygotowane przez niego dokumenty pokazywałby akurat wizytującemu Ministrowi Magii. W garniturze, w wykrochmalonej koszuli, z wypastowanymi butami, prezentował się zawsze nienagannie a jego posągowa, lekko blaga twarz bardziej pasowałaby do kogoś z Departamentu Tajemnic, niż wzywanego na interwencje renowatora i amnezjatora.
Co nie zmieniało tego, że Ulysses był raczej marnym kompanem do rozmowy i doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Zwykle zajmowało mu sporo czasu ułożenie sobie w głowie tego, co chciał powiedzieć. Większość żartów wcale go nie bawiła a najchętniej spędzał wolny czas pochylając się albo nad teleskopem i obserwując gwiazdy, wczytując się w kolejną książkę o historii magii albo kreśląc wykresy numerologiczne.
Ale na spotkanie po pracy z Theonem Yaxleyem był całkiem chętny. Częściowo dlatego, że znał go jeszcze z Hogwartu. Częściowo przez to, że stykał się z nim czasem podczas wspólnego palenia papierosów i jakby to żałośnie nie zabrzmiało, Rookwood nawet takie znajomości traktował poważnie. Częściowo chodziło też o to, że wbrew całemu swojemu dziwnemu charakterowi i niezgrabności towarzyskiej, Ulysses nie był samotnikiem. Tak, większą część wolnego czasu spędzał samotnie, ale nie był to do końca jego własny wybór.
O otwartej niedawno restauracji Chimera, dowiedział się mniej więcej w tym samym czasie co Yaxley. Sam nie planował odwiedzenia tego miejsca, ale już we dwóch? Czemu nie. Byle tylko usiąść gdzieś w kącie, przy jakimś stoliku, przy którym jak najmniej uderzały w niego wszystkie bodźce z zewnątrz.
Bo nawet siedząc na krześle, Rookwood był spięty. Nie, nie przez obecność Theona. Niemal zawsze był spięty a w nowym miejscu był spięty podwójnie. Oswajał się z nim. Nie chciał, a jednak musiał je poznać. Jego umysł szalał, kategoryzując napotkane dźwięki, obrazy i zapachy.
Podniósł wzrok znad swojego talerza i skierował go na Yaxleya.
- Nie – odpowiedział dość krótko, a potem, najwyraźniej zdając sobie sprawę z tego, że taka odpowiedź była nie tylko niegrzeczna, ale też zbyt szybko ucinała temat, który wcale nie był wyczerpany, dodał – Ojciec nic o tym nie mówił. – Wypowiedzenie dalszych słów było trudne. Głównie dlatego, że Ulysses wiedział o tym, co łączyło, przynajmniej oficjalnie, Theona z Seraphine. Zakładał, że właśnie przez zerwane narzeczeństwo, siedzący naprzeciwko niego mężczyzna w ogóle poruszył akurat ten temat. – Jeśli mogę sobie pozwolić na prywatną uwagę, wątpię by trzeba było jej szukać. Ma sklep w Carkitt Market. Wcześniej czy później będzie próbowała coś z nim zrobić. – Sprzedać. Może ubezpieczyć i spalić lub spalić, jeśli wcześniej rzeczywiście był już ubezpieczony. Wyciągnąć z niego pieniądze – sklep był w końcu dochodowym interesem. Ulysses uważał, że tego wszystkiego już raczej nie musiał dodawać. Theon pewnie sam zdawał sobie z tego sprawę. – Jeśli plotki, które o niej słyszałem są prawdziwe, z czasem, coraz gwałtowniej, będzie potrzebowała pieniędzy.
Nałogowym hazardzistom ciężko było we właściwym momencie powiedzieć stop. A nawet największe fortuny można było przepuścić w kasynie. Nieważne, gdzie była Seraphine. Jeśli ciągle będzie grała ulegając impulsom, z czasem przegra tyle, by potrzebować gotówki. Nawet rodzinne bogactwo mogło to tylko opóźnić w czasie.
Ulysses zmarszczył brwi. Czuł, że powinien powiedzieć coś jeszcze. Okazać wsparcie, dodać coś w rodzaju: „z pewnością sobie poradzi” – ale nie wiedział, czy Theon naprawdę chciał, by Leroux zdołała sobie poradzić. Z tego samego powodu odpadało także: „wierzę, że w swoim czasie zostanie ukarana”.
- Jeśli chcesz, mogę zapytać ojca, czy jej winiarnia jest obserwowana – zaproponował wreszcie.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Brązowowłosy i niebieskooki mężczyzna, wyróżniający się z tłumu przede wszystkim za sprawą swojego wzrostu. Niewielka domieszka krwi olbrzymów sprawiła, że osiągnął nieco ponad 2 metry wzrostu. Łatwo z niego czytać, w przypadku Theona emocje praktycznie zawsze są wypisane na twarzy. Nie stara się z nimi kryć. Często można go spotkać z papierosem w ręku bądź wyczuć specyficzny zapach, niekiedy lekko dominujący nad pozostałymi.

Theon Travers
#3
12.03.2023, 11:51  ✶  

W przypadku Theona, na palcach jednej dłoni dałoby się policzyć te znajomości, które traktował naprawdę poważnie. Ludzi, z którymi utrzymywał jakiś kontakt było całkiem sporo. Zawsze znalazł się ktoś, z kim można było wyskoczyć na piwo, pogadać o różnych bzdurach. To nie stanowiło problemu. Sytuacja zmieniała się dopiero w chwili, kiedy przyszło się rozglądać za tymi, na których faktycznie mu zależało - za ludźmi, na których on mógł liczyć, i którzy mogli liczyć na niego. Niezależnie od sytuacji. Grono znajomych okazywało się nagle zaskakująco wąskie. Yaxley jednak nigdy na to nie narzekał. Z jego perspektywy zresztą nie było tutaj na co narzekać. Stan rzeczy mu więcej niż odpowiadał.

Ulyssesa Rookwooda znał długo. Jeszcze od czasów szkolnych. Kiedy dodać do tego przyjaźń, jaka łączyła ich rodziców, łatwo domyślić się, że nie zawsze dało się w tym przypadku trzymać na dystans. Z czasem nauczyli się ze sobą rozmawiać. Poznali się lepiej. Oczywista sprawa. W jaki jednak sposób należałoby opisać łączącą ich relacje? Dokładnie tutaj, w tym miejscu, pojawiają się schody. Nie  można porównać tego do przyjaźni, która łączy go z kuzynem. Nie byłby też pewnie skłonny wskoczyć za nim w ogień, tak jak to by zapewne zrobił w przypadku Lycoris. Mimo tego zapewne nie zostawiłby go na lodzie, gdyby nagle się okazało, że Rookwood potrzebuje pomocy.

Tylko czy to działało również w drugą stronę?

Ostatnie wydarzenia, w jakimś stopniu, mogłyby udzielić na to pytanie odpowiedzi. A dokładniej - pokazać na ile mógłby liczyć przy tym wszystkim na wsparcie. Sam co prawda niekoniecznie chciał się tą sprawą zająć, ale nie był tutaj w żadnym razie osobą decyzyjną. Miał robić to, czego wymagali inni.

Kiwnął głową, kiedy Ulysses pozwolił sobie na prywatną uwagę. Nie zapytał, ale nie było takiej potrzeby. Yaxley nie widział w tym niczego niewłaściwego. Niegrzecznego. I tak dalej. Aczkolwiek też warto tutaj pamiętać, że niekoniecznie był człowiekiem zachowujący się w odpowiedni sposób. Trzymającym się zasad. Prezentującym nienaganne maniery. Nigdy nie było to czymś, do czego w domu Yaxleyów przywiązywano nadmierną uwagę. Ten cechował się pod tym względem dość dużą swobodą. Na pewno większą niż w innych aspektach.

- Plotki? - zainteresował się, sięgając ponownie po sztućce. Całkiem spory kawałek steku nadal czekał aż Yaxley się nim zajmie. I chyba się troszkę tym czekaniem już niecierpliwił. Theon wbił widelec w stek, odkroił fragment mięsa przy pomocy noża. Uniósł go w stronę ust. Ulysses miał tym samym dość czasu, żeby cokolwiek więcej na temat tych plotek zacząć mówić. O ile tylko miałby chęć dodać coś więcej. Sam Yaxley wiedzę na temat swojej byłej partnerki miał raczej niewielką. Większość tego zdobył w dodatku już po jej zniknięciu, po tym jak zapadła się pod ziemie. Wcześniej nie było ku temu okazji. - Winnica na pewno jest pod obserwacją, sklep... - tutaj nie był pewien jak to się miało, nie do końca. - ...chyba był w wynajętym lokalu. Także niekoniecznie jest się czym interesować. Jej bliscy musieli opróżnić go jakoś tydzień temu, nie byli zainteresowani zatrzymaniem tego punktu sprzedaży. Kwestia tego, ile jest prawdy w tym co mówią.

Bo przecież mówić mogli jedno, robić drugie, wiedzieć znacznie więcej. Cholera jedna wie, czy i nimi nie należałoby się bardziej zainteresować. Skorzystać z czegoś więcej niż obserwacji, kilku wizyt i zadanych pytań. Może za jakiś czas ktoś zdecyduje się dać na to zielone światło. Zwłaszcza, jeśli dotychczasowe metody nie przyniosą oczekiwanych rezultatów.

Cień Swojego Ojca
Prawdziwa nienawiść to dar, którego człowiek uczy się latami.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrząc na niego z daleka widzisz schludnego, nienagannie ubranego mężczyznę. Mierzy około 180 cm wzrostu. Jest szczupły. Nieszczególnie umięśniony. Ma ciemne włosy i jasne, niebieskie oczy. Z bliska okazuje się, że natura obdarzyła go wydatnym nosem i często zaciska usta w cienką linię. Rzadko się uśmiecha. Nie żartuje. Jest spięty. Ma pedantyczne ruchy. Aż do bólu opanowany i kontrolujący.

Ulysses Rookwood
#4
26.03.2023, 00:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2023, 18:01 przez Ulysses Rookwood.)  
Ulysses skupił wzrok na znajdującej się na jego talerzu musace. To nie tak, że jakoś szczególnie przepadał za tym daniem. Po prostu, w naturalny sposób kojarzyło mu się z kuchnią grecką, wiedział czym było i zdążył poznać jego smak. W jego przypadku było to aż nadto powodów, by zamiast spróbować czegoś nowego, wybrać to po raz kolejny.
Podniósł widelec. Zagłębił go w miękkim nadzieniu. Tarty ser z góry nie okazał się tak chrupki jak mógłby być, ale oznaczało to, że otrzymane przez niego danie było ciepłe. Ostrożnie nabrał trochę musaki na widelec. Obserwował ściekający sos, odruchowo wyobrażając sobie jak jego krople mogłyby przypadkiem spaść mu na koszulę. Potem przez całą drogę do domu, irytowałby się na samą myśl o czerwonym, zaschniętym sosie na kołnierzyku. Trzeba było jednak zamówić suwlaki lub briam. Przynajmniej nie miałby problemu z sosem.
- Słyszałem plotki, że uprawiała hazard – powiedział wreszcie, znowu skupiając się na rozmowie. Odruchowo założył, że Theon też o nich słyszał, ale teraz nie był już tego wcale taki pewien. Z jednej strony, choć brzmiały wiarygodnie, nie musiały być naturalnie prawdziwe. Z drugiej, choć hazard był spotykanym wśród czarodziei czystej krwi uzależnieniem, był również dość wstydliwy. Yaxley nie musiał chcieć przyznawać się do tego, że jego narzeczona (była narzeczona) również miała do niego skłonność.
Ulysses by się pewnie nie przyznał. Albo przyznał sam przed sobą, a potem siedział cicho, w milczeniu trawiąc podobne informacje. A gdyby mu ktoś powiedział, po prostu marszczyłby głupio brwi, zastanawiając się jak powinien skomentować zasłyszane informacje. Ale całość zajęłaby mu zbyt wiele czasu, by ktoś czekał na jakąś ciętą puentę, która mogłaby opuścić jego usta.
Ostrożnie nabrał na widelec kolejny kawałek musaki. Była dobra. Niezła przynajmniej, choć ciągle zamiast delektować się jej smakiem, przede wszystkim, starał się nie pobrudzić. Trawił w uszach kolejne słowa Theona. Sam raczej nie wierzyłby rodzinie, choćby przez to, że była rodziną.
- Hazardziści zawsze pozostawiają za sobą ślady. Wystarczy poczekać i popatrzeć – powiedział. Oczywiście dużo zależało od tego, ile Leroux wiedziała i jak newralgiczne mogła posiadać informacje. Biorąc pod uwagę, że uciekała, zamiast kierować się do Ministerstwa Magii, albo pozostawała – przynajmniej szczątkowo lojalna – albo, co było bardziej prawdopodobne, nie miała żadnych informacji, które mogłaby przehandlować za ochronę osobistą. W oczach młodego Rookwooda żadna z tych opcji nie sprawiała, by śmierciożercy musieli się nią mocniej przejmować. Oczywiście były to tylko rozważania czysto teoretyczne. Prywatnie Ulysses w ogóle nie zastanawiał się nad losem Anne, pozostawiając go i mądrzejszym, i bardziej decyzyjnym od siebie. - Chciałbyś, żeby ją znaleźli? – zapytał cicho.
Wiedział, że znowu nie był właściwą osobą do rozmowy o takich sprawach. Tu potrzeba było prawdziwego przyjaciela. Kogoś, komu Theon mógłby zaufać naprawdę, kto doskonale orientowałby się w zawiłościach jego relacji z Leroux. Ulysses wiedział, że nie był taką osobą. Nawet nie dlatego, że nie wysłuchałby Yaxleya uważnie lub nie spróbowałby mu pomóc; nie był, bo nie byli tak blisko. Ale czasami dobrze było powiedzieć, co się myślało komuś z boku, komuś tak mało komunikatywnemu jak Rookwood, kto nawet jeśli oceniał, oceniłby najwyżej w swojej głowie.
- Jak stek? Warto było tu przyjść? - zapytał, zadając pewnie dwa najmniej interesujące pytania na świecie.

EDIT:

Rozmowa się nie kleiła i Ulysses nawet nie dziwił się Theonowi. Zdawał sobie sprawę z tego jak słabym i mało komunikatywnym był rozmówcą. Od biedy zdawał się również rozmówcą średnio zainteresowanym, chociaż tak naprawdę starał się wsłuchiwać w wypowiadane przez drugą osobę słowa, dopytywać i odpowiadać w taki sposób by rozmowa nie urywała się nagle. Po prostu brakowało mu refleksu na cięte riposty. I tak się to mniej więcej toczyło: jeden mówił, drugi odpowiadał i próbował dopytywać. Ciężko bo ciężko, ale w jakimś leniwym, całkiem znośnym tempie.
Zamówiona musaka okazała się smaczna, nawet jeśli z każdym kolejnym kęsem młody Rookwood coraz bardziej żałował, że wziął akurat ją a nie coś mniej mokrego i cieknącego. Sama zaś restauracja… tu nie mógł się specjalnie wypowiedzieć, był tu po raz pierwszy i próbował – przynajmniej w teorii – nie rozglądać się specjalnie i nie zapamiętywać wszystkiego, co tylko nawinęło mu się przed oczami. Ale ogólne wrażenia, może przez tę celową nieuważność a może wcale nie, miał całkiem dobre.
Gdy nadszedł czas płacenia i okazało się, że Yaxley zapomniał portfela, Ulysses tylko pokręcił głową, jakby nie widział w tym niczego złego i Theon zapłaci za niego następnym razem (albo odda mu za siebie w pracy, albo tym razem po prostu umówią się i Rookwood postawi mu obiad). Takie rzeczy się czasem zdarzały a chociaż Ulysses był spięty i wyglądał na służbistę, potrafił je zrozumieć. Wyciągnął tylko portfel i samemu uregulował rachunek, przy okazji zostawiając przepisowe dziesięć procent kelnerowi.
Następnie obydwaj wyszli z restauracji i rozeszli w swoje strony.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Theon Travers (1157), Ulysses Rookwood (1366)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa