Wreszcie dotarli na skąpaną w blasku księżyca polankę; świeżo wydeptany mech świadczył o tym, że nie byli oni pierwszą tego wieczora parą, jaką gościła przesieka i wiele wskazywało na to, że nie będą też ostatni. Nie znajdowali się wcale tak daleko od ognisk Beltane, docierały do nich odgłosy biesiady, lecz ściana lasu sprawiła, że stały się one przytłumione, pozwalając na prowadzenie im swobodnej rozmowy, bez wzajemnego przekrzykiwania się. A przecież miał tak wiele jej do powiedzenia! Wprawdzie większość z tych rzeczy to pijackie spostrzeżenia bez ładu i składu, ale jakże cieszył się na myśl, że może się nimi dzielić właśnie z nią.
Zdjął wierzchnią część wyjściowej szaty przypominającą nieco togę i rozłożył ją na leśnej ściółce. Z dala od żaru ogniska i gorąca bijącego od wszechobecnych ciał innych czarodziejów nie było już tak ciepło i odziany w samą czarną koszulę z jedwabiu powinien zacząć odczuwać chłód nocy, jednak pożądanie pomieszane z ilością wypitych trunków tworzyły w Perseusie złudne wrażenie ciepła.
Usiadł na swojej szacie i wskazał Vesperze miejsce obok siebie.
— Chodź do mnie, najmilsza — powiedział, wyciągając ku niej dłoń — Nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo przez ostatnie tygodnie za tobą tęskniłem.
Cały wieczór czekał na ten moment; czuł, że nie będzie w stanie opierać się długo. Rzucił kobiecie badawcze spojrzenie. Wyglądało na to, że ona też pragnęła tego samego. Ostatnie czternaście dni spędził bowiem w białej szpitalnej pościeli - nadal był słabowity po trzydniowym koszmarze z rąk nieznanych oprawców, lecz starał się zachowywać, jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)