• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4
kwiecień 1972 | Psychoterapeuta u wampira... a nie, to miało być inaczej.

kwiecień 1972 | Psychoterapeuta u wampira... a nie, to miało być inaczej.
Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#1
27.02.2023, 21:00  ✶  
To wszystko było sprawką Williama. Uparł się, że dobrze mu zrobi porozmawianie z kimś wykwalifikowanym i zaufanym. Nie pamiętał nawet czy był pytany o zgodę na umówienie go z jakimś terapeutą... czy to specem od świrów. Nie oponował bo był ciekawy pomysłu Willa. Może faktycznie jeśli pogada z jego zaufanym terapeutą to ułoży sobie wszystko w głowie? Nie ma co ukrywać, że ostatnimi dniami był bardzo nerwowy, a gdy denerwował się to pił więcej krwi... a tej nie miał zbyt wiele więc zapasy bardzo szybko się kurczyły. Nie był pewien czym Will kierował się umawiając go na terapię - troska o samopoczucie swego nietypowego podopiecznego czy jedynie motywacje ekonomiczne związane z kurczącym się zasobem krwi w szpitalu świętego Munga. Czymkolwiek dyktowana była jego troska dostawał niemą zgodę Brandona na niemalże wszystko. Stawał się wszak jego autorytetem.
Ze względów oczywistych terapeuta został zaproszony do chatki w której Cody sobie mieszkał. Nie mogło to być miejsce publiczne ani terapia oficjalna... za to na szczęście była opłacana z sakiewki rodu Lestrange. Osobiście wątpił aby w jakikolwiek sposób mieli to zauważyć albo odczuć. Kiedy zapadł zmrok i wybiła odpowiednia godzina wyłonił się przed dom aby opanować ujadającego wielkiego czarnego psa, którego to sobie nabył po to, aby informował go o nadchodzących gościach. Tych niechcianych pozwoli mu zjeść, jeśli będzie chciał. Mogą się podzielić - Cody wypije krew a resztkami zajmie się jego włochaty psi obrońca. Oparł się plecami o ścianę chatki i czekał w ciemnościach na przybycie pana Blacka. Gdy tylko zasygnalizował swoją obecność Wabik zaczął drzeć japę, ujadać jak opętany i podskakiwać przy płocie. Dopiero gdy Cody rzucił doń komendę to uspokoił się na tyle by można było usłyszeć swoje myśli. Rudowłosy blady wampir odbił się od ściany chatki, podszedł do płotu i jeszcze zwlekał z otwarciem furki. Przyjrzał się bacznie twarzy mężczyzny. Utykanie i obecność laski zgadzała się z opisem, który podesłał mu William. Nie przypominał sobie tylko czy wspominał, że jego kuzyn wygląda jak śmierć we własnej osobie?
- Hasło. - zażądał z poważną miną i czekał całą minutę aż parsknął niezbyt wesołym śmiechem. - Nie no, żartuję. Musi być pan od Williama. Myślałem, że będzie pan stary. Proszę wejść i zignorować psa. On zawsze taki narwany. - zacisnął palce na grubej obroży Wabika i otworzył furtkę, wpuszczając jegomościa na teren chatki. Za drugim razem udało mu się uspokoić psa i nim minęło kilka sekund dogonił swojego gościa pod drzwiami.
- Jestem Cody ale pewnie pan to wie. Co Will panu o mnie powiedział? - jeśli Lestrange nazwał go znów "dzieciakiem" to w odwecie znajdzie mu jakiś pseudonim, który z pewnością mu się nie spodoba. Otworzył drzwi i wpuścił mężczyznę do małego domu. Wzrok przykuwał duży płonący kominek, włochaty dywan i niskie sklepienie. Chatka urządzona w standardzie pomiędzy minimum a średniego poziomu. Na drugim krańcu salonu w klatce darła się jego ruda sowa, którą to pospiesznie wypuścił przez okno. Cody'emu hałas zwierząt nigdy nie przeszkadzał lecz wiedział, że goście mogliby nie życzyć sobie tego chaosu.
- Chce pan coś pić? Mam kawę, herbatę, wodę i alkohol. - wskazał mu ręką aby usiadł gdzie chce i ogólnie robił co chce. Wtem odniósł wrażenie, że ten dobrze wyglądający elegancki mężczyzna absolutnie nie pasuje do tego nijakiego wyposażenia chatki.
- Chyba, że jest pan wampirem to krew też da się załatwić. - zatrzymał się w połowie drogi do aneksu kuchennego i popatrzył na swojego wytwornego gościa. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że ten facet wyglądał zdecydowanie zbyt dobrze jak na standard tego domu. Ciekawe czy jego czas był tak drogi jak płaszcz, który na sobie nosił. Jak nic równowartość jego odzienia musiała wynosić podwójną pensję urzędnika niskiego szczebla. Po krótkim namyśle musiał przyznać, że dobrze mieć tak cholernie bogatego Williama w roli stwórcy. Nie musiał płacić na terapię, a mógł przeznaczyć galeony na krew i kasyno.
corbeau noir
— light is easy to love —
show me your darkness
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Gdyby Śmierć przybrała ludzką postać, wyglądałaby jak Perseus; wysoki i szczupły, o kredowym licu oraz zapadniętych policzkach. Pojedyncze hebanowe kosmyki opadają na czoło mężczyzny; oczy zaś, czarne jak węgiel z jadeitowymi przebłyskami, przyglądają się swym rozmówcom z niepokojącą natarczywością. Utyka na prawą nogę, w związku z czym jego stały atrybut stanowi mahoniowa laska z głową kruka.

Perseus Black
#2
04.04.2023, 15:56  ✶  
William posiadał wiedzę z zakresu nekromacji.
O zamiłowaniu tego rodzajem magii nie mówiło się głośno - nie bez powodu należała wszak do dziedziny magii nazywanej zazakazaną - a kuzyn nigdy wcześniej nie zwierzał mu się ze swoich średnio legalnych praktyk. Miał jednak powody, by sądzić, że mógł rozwijać się w tym kierunku, choć brakowało mu na to dowodów i nie starał się drążyć; Lestrange pracował przy zwłokach, a do tego był naukowcem - zdawało mu się, że tych czasem mało obchodzi etyczność w dążeniu do rozwoju. No, przynajmniej mało obchodziłaby Perseusa, gdyby znajdował się na jego miejscu, zatem jego przypuszczenia, będące efektem mierzenia krewniaka własną miarą były do niedawna bezpodstawne. W każdym razie na wieść o czarnomagicznych zainteresowaniach Willa zareagował tak, jak reaguje się na wieść o tym, że nocą spadł deszcz - wzruszył ramionami nieprzejęty i dostosował się do sytuacji. Właściwie, to bardziej by go zdziwiło, gdyby w swoich badaniach skłaniał się tylko ku temu, co uznawane za dobrze - a przynajmniej niezabronionego przez prawo.
William posiadał wiedzę z zakresu nekromancji i próbując wskrzesić młodego czarodzieja, przypadkiem zamienił go w wampira.
To już komplikowało sprawę. Oznaczało bowiem, że Perseus musiał zmodyfikować swój testament (napisał go pewnej zimowej nocy w Paryżu, gdy męczył go okropny kaszel i pewien był, że nie dożyje wiosny - kilka dni później okazało się, że to zwykłe przeziębienie i magipsychiatra wrócił do pracy) i uzupełnić punkt, w którym zabraniał przebywania w okolicach swoich zwłok nie tylko swej matce, lecz teraz także i kuzynowi. Tak na wszelki wypadek; podejrzewał, że to żadna przyjemność obudzić się na stole do sekcji. No, a ten dzieciak, którego wskrzesił? Z nieco skąpych miejscami wyjaśnień udało mu się stworzyć, jak mniemał, spójną historię - przedwcześnie zakończone z rąk śmierciożerców życie, które Will starał się uratować, nie potrafi teraz odnaleźć się w świecie. Jeśli miał być szczery, to średnio uśmiechało mu się spędzenie kilku godzin z żywiącą się ludzką krwią istotą, ale miał nadzieję, że William zdołał go uświadomić o trujących i halucynogennych właściwościach krwi Blacków. Zwłaszcza tych pierwszych.
Z pewną dozą sceptycyzmu udał się do Little Hangleton, gdzie musiał dopytać o dalszą drogę. Wreszcie pomógł mu pewien czarodziej o mysiej twarzy i chytrych oczkach, co kosztowało Perseusa trzy złote galeony i ciastko. Wreszcie pokuśtykał we wskazanym przez niego kierunku, przeklinając w duchu Willama za to, że nie narysował mu mapki.
Przynajmniej opis się zgadza, pomyślał przyglądając się młodzieńcowi o płomiennych rudych włosach, gdy dotarł już na miejsce.
— Masło — odpowiedział z powagą w głosie, starając sie zamaskować swoją konsternację. Nikt nie wspominał mu o żadnym haśle. A może wspominał, tylko zapomniał? Tak, ostatnimi czasy często zdarzało mu się o czymś zapominać. Czy to znaczy, że się starzał? Właściwie, to już powoli robiły mu się zakola, więc coś było na rzeczy...
— Cóż... następnym razem postaram się więc, aby siwizna przyprószyła moje włosy i zapuszczę brodę — rzucił rozbawiony, nie zdając sobie sprawy z tego, że opieka nad tym młodym wampirem miała w przyszłości rzeczywiście sprawić, że Perseus znajdzie się na granicy osiwienia. Ale nie uprzedzajmy faktów.
— Perseus Black — przedstawił się, nie omieszkując podać również nazwiska, z którego był tak niezwykle dumny, pomimo, że swojej rodziny śmieretlnie nienawidził i niekiedy wysłuchując ojcowskich tyrad przy niedzielnym obiedzie oraz wtórujących mu matki z rodzeństwem miał ochotę udusić wszystkich po kolei (poza młodszą siostrą, która zdawała się mieć jako jedyna rozum oraz godność człowieka). — Same ogólniki.
Zerknął z niepokojem na psa kręcącego się wokół nich, ale nie skomentował tego w żaden sposób. Wzdrygnął się słysząc krzyk sowy; osobiście bowiem był raczej fanem gryzoni - kapibar na przykład. Z wdzięcznością zajął miejsce w wygodnym fotelu, choć nie tak wygodnym jak ten naprzeciwko, ale uważał, że miejsce to powinno się należeć gospodarzowi-pacjentowi.
— Czy ja wyglądam na wampira? — zapytał z udawanym oburzeniem. Trupioblade lico, smukła sylwetka, zapadnięte policzki, cienie pod oczami, czarne szaty podkreślające biel jego skóry oraz charakterystyczna, robiona na zamówienie laska. Nie, dlaczego ktoś miałby pomyśleć, że Perseus ostatni raz widział słońce za panowania mugolskiej Królowej Wiktorii? Chciał zaprotestować i powiedzieć, że nie ma na nic ochoty, ale chłopak już kierował się do kuchni. — Poproszę herbatę, jeśli to nie problem — rzucił w ślad za nim.
Rozejrzał się po skromnej chacie i westchnął w duchu. No to go William załatwił.


[Obrazek: 2eLtgy5.png]
if i can't find peace, give me a bitter glory



« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cody Brandon (632), Perseus Black (710)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa