• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
03.1971 | Pierwsze ataki śmiercożerców | Heather & Peregrin

03.1971 | Pierwsze ataki śmiercożerców | Heather & Peregrin
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#11
05.04.2023, 14:41  ✶  
Być może sklep rodziców Wood zaatakowali profesjonaliści. Młody człowiek tutaj chciał chyba raczej się popisać, pokazać swoją wyższość, nasycić się strachem dziewczyny, zanim ją zabije, a może tylko dotąd nikogo nie zabił i zbierał się na odwagę? Tak czy inaczej dzięki temu oraz interwencji Heather udało się ocalić jej życie.
Mężczyzna zniknął na zapleczu. Heather usłyszała jakiś trzask – być może na coś wpadł – a potem charakterystyczne pyknięcie, świadczące o aportacji. Dziewczyna stojąca za ladą spojrzała na Heather półprzytomnym wzrokiem, a potem z jej oczu znowu poleciały łzy. W pierwszej chwili posłuchała Wood i zrobiła parę kroków w stronę wyjścia, ale zaraz przystanęła.
- N…nie… sklep! Wszystko spłonie – jęknęła, odwracając się z powrotem w stronę ognia. Dłoń się jej trzęsła, dwukrotnie więc próbowała rzucić zaklęcie, zanim udało się jej wykonać prawidłowy gest. W końcu z różdżki wytrysnął jednak strumień ognia, który skierowała na płomienie. Te z sykiem zaczęły wygasać.
Sklep i tak był zrujnowany. Jej starania w celu jego otworzenia i poprowadzenia, zmarnowane. Straciła wiele wyposażenia oraz eliksirów. Gdyby jeszcze pozwoliła, aby spłonął budynek, który w tej chwili mogła odsprzedać, musiałaby ogłosić bankructwo. Życie było najważniejsze, ale teraz, kiedy sprawca uciekł i niebezpieczeństwo minęło, Guinevere Sprout zaczęła też myśleć o przyszłości. Przyszłości, która nie rysowała się dla niej w radosnych barwach.
Cofnęła się bliżej wejścia. Pomieszczenie wypełniały w końcu dym, pył, zapach eliksirów, który mógł jej zaszkodzić. Nie zamierzała jednak pozwolić, aby wybuchł tutaj wielki pożar, mogący strawić kamienicę albo i roznieść się na Pokątną… Gasiła więc ogień, przełykając przy tym łzy. Teraz już nie strachu, a rozpaczy nad tym, że właśnie zrujnowano jej świeżo otwarty biznes i wszystkie marzenia. Ale żyła, prawda? To liczyło się najbardziej. Dopiero kiedy skończyła, skierowała spojrzenie na Heather. Była od niej chyba niewiele starsza, raczej nie Gryfonka, bo raczej się nie kojarzyły. Twarz miała krągłą, piegowatą, włosy ciemne.
- Dziękuję – powiedziała i otarła rękawem policzek. Na skórze pozostał ciemny ślad: ubrudziła sobie wcześniej ubranie, kiedy pełzała pod ladą. – Nie wiem… nie wiem, co bym zrobiła, gdybyś się nie pojawiła.
Chociaż samo nasuwało się jej: umarłabym. Wątpiła, czy ten naśladowca zechciałby pozostawić ją przy życiu.
Spróbowała zmusić się do uśmiechu, chociaż od razu było widać, że jest to uśmiech z gatunku tych wymuszonych.
– Nawet nie jestem mugolaczką – szepnęła, spuszczając wzrok. Najwyraźniej nie potrafiła zrozumieć, dlaczego padła ofiarą ataku. – Moi rodzice, a nawet dziadkowie i pradziadkowie, są czarodziejami. Nigdy się nie mieszałam. Nie wypowiadałam… na temat czystej krwi. Ja tylko robię eliksiry. Ostatnio byłam na randce z chłopcem, którego rodzice są mugole. I tylko dlatego? Tylko dlatego… to wszystko? – zapytała. Chyba nawet nie Heather. Było to pytanie kierowane raczej w przestrzeń, do nikogo konkretnego. Jednocześnie machnęła ręką, wskazując na ten obraz zniszczenia, który pozostał po ataku zaledwie jednej osoby.
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#12
07.04.2023, 09:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2023, 09:43 przez Heather Wood.)  

Wood się uspokoiła. Adrenalina powoli zaczęła z niej schodzić. Była zadowolona, że tym razem się udało, że nikt nie stracił życia. Wiele razy zastanawiała się, jakby to było, gdyby znalazła się w sklepie rodziców podczas ataku popleczników Voldemorta. Czy zdołałaby uratować panią Smith? Czy tak jak ona straciłaby życie. Przeciwnik, z którym przyszło się jej mierzyć tutaj nie był specjalnie wymagający. Z tego, co dowiedziała się od rodziców podczas ataku na ich sklep było duzo gorzej, pojawili się w kilka osób, nie wahali się ani chwili, pani Smith stała się ich ofiarą. Ten tutaj zdecydowanie nie reagował, az tak szybko. Niszczył rzeczy materialne, może nie potrafił jeszcze odebrać życia? Nie miała pojęcia, czym kierował się ten mężczyzna, na całe szczęście nie zaczął od zabijania. Udało jej się pomóc kobiecie, może sklep nie wyglądał najlepiej, bo jak pobojowisko, jednak najważniejsze było to, że ona była cała. Nic się jej nie stało, może poza tym, że dotknęło to jej psychikę.

Była pewna, że sprawca zniknął, że są bezpieczne, bo usłyszała dźwięk aportacji. Udało się im go skutecznie wypędzić. Miała nadzieję, że poniesie konsekwencje swoich czynów, będą musiały dać znać brygadzie uderzeniowej, zgłosić to odpowiednim służbom, tacy jak on nie powinni się panoszyć i czuć, że wszystko im wolno. Wood gardziła nimi za to, że noszą maski, nie mieli odwagi, aby pokazać swoje oblicza, to świadczyło jej zdaniem o tym, jakimi byli ludźmi. Tchórzami, strachliwymi, którzy nie mieli w sobie za grosz dumy.

Pomogła kobiecie rzucić zaklęcie. Na dwie różdżki zdecydowanie szybciej mogły ugasić pożar.

To miejsce wyglądało dramatycznie, wolała nie myśleć nawet, jak czuje się kobieta, gdy dobytek jej życia został zniszczony niemalże do cna na jej własnych oczach. Musiało to być okropne uczucie.

- Nie masz za co dziękować. Myślę, że każdy by tak postąpił. - Każdy wyposażony w kręgosłup moralny. Heath należała do osób, które reagowały, kiedy widziały, że komuś dzieje się krzywda. Nie przechodziła obojętnie - nigdy.

- Dla tych śmieci wystarczy najbardziej nieistotny szczegół. Tłumaczą swoje postępowanie jakimiś drunymi argumentami. - Wood też to przeżyła. W końcu jej rodzina również należała do czarodziejskiego świata od pokoleń, jednak ich krew nie była krystalicznie czysta. Rodzice nie mieli problemu z tym, aby demonstrować swoje tolerancyjne podejście do czarodziejów mugolskiej krwi. To również wystarczyło, aby stać się celem. Nie uważała jednak, że powinni zmienić postępowanie. Nie mogli bać się mówić tego, co o tym wszystkim myśleli. Nie powinni pozwolić się wystraszyć. Musieli nadal podnosić głowy wysoko, pokazać, że nie robi to na nich wrażenia. - Ten chłopiec na pewno się ucieszy, że nic ci się nie stało. - Dodała jeszcze. Nie do końca bowiem wiedziała, jak ma się zachować. Wood nie była specjalistką w relacjach między ludzkich.

Poczekała z kobietą na pojawienie się przedstawicieli Brygady Uderzeniowej. Opisała funkjonariuszom bardzo dokładnie wygląd sprawcy, miała nadzieję, że uda im się złapać osobę odpowiedzialną za to wszystko.

Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#13
07.04.2023, 10:07  ✶  
Guinevere uśmiechnęła się do Wood blado, raczej niezbyt wesołym uśmiechem, gdy ta wspomniała, że każdy by tak postąpił.
- Wcale nie – mruknęła cicho. – Niektórzy na przykład atakują. Jak ten człowiek. A ja… ja pewnie bym uciekła – przyznała ze wstydem. Po pierwsze ze strachu, po drugie, bo nie sądziła, że zdołałaby cokolwiek zrobić. Była w końcu zielarką oraz alchemiczką, nie mistrzynią pojedynków. Dała sobie wytrącić różdżkę z dłoni, ledwo ten człowiek wszedł do jej sklepu, a i sięgnęła po nią zbyt późno. Nie miała nawet szans spróbować rzucić tarczy, bo kiedy tylko ręka dotknęła różdżki, już wystrzeliła w powietrze. Czytała poza tym w gazetach o atakach, o trupach i torturach, więc na pewno nie odważyłaby się interweniować w takiej sytuacji, gdyby chodziło o kogoś innego. Ba, nigdy nie spodziewała się, że może chodzić o nią.
A jednak… chodziło o nią. Z powodu prababci mugolaczki? Ze względu na chłopca, z którym poszła na spotkanie? Czy dlatego, że po prostu… sprzedawała eliksiry, nie pytając, czy ktoś, kto po nie sięga, ma czystą krew?
Wzdrygnęła się lekko na wspomnienie grozy tych chwil. Powstrzymała jednak dalsze łzy, choć miała ochotę płakać – nad utratą sklepu oraz poczucia bezpieczeństwa.
- Guinevere Sprout. Jestem twoją dłużniczką, skontaktuj się ze mną, gdybym kiedyś mogła w jakikolwiek sposób ci pomóc – dodała jeszcze, dla porządku, bo we własnej ocenie była winna tej dziewczynie życie i była więcej niż pewna, że nie każdy postąpiłby tak jak ona. Nie była pewna, w jaki sposób mogłaby spłacić ten dług, ale gdyby Wood kiedyś zwróciła się do niej po pomoc, na pewno by ją otrzymała. – Raczej nie odważę się już z nim spotkać. Jeśli przyjdą po mnie znowu, nie obronię się. Jestem tchórzem, wiem, ale nie chcę umierać. W pewnym sensie… osiągnęli swój cel. Oto świat, jaki daje nam ten lord… a podobno robią to dla dobra czarodziejów… - Jej głos z każdym kolejnym zdaniem cichł, aż ostatnie słowa stały się ledwo słyszalne. Świat strachu i terroru.
Wyszła za Wood przed sklep. Nalegała też, żeby kawałek od niego odeszły, czekając na pojawienie się Brygady Uderzeniowej. Obawiała się chyba, że mężczyzna, który się aportował, może sprowadzić swoich kolegów. Nikt takiego jednak się nie stało. Być może nie odważył się zameldować porażki, może naprawdę nie był pełnoprawnym członkiem kręgu Voldemorta, a jedynie do niego aspirował, a może jeśli przyjmował od kogoś zalecenia – ten ktoś mógł uznać, że w tej chwili niebezpieczeństwo wpadnięcia na Brygadzistów będzie już nazbyt duże.
Potem obie zostały przesłuchane. Heather mogła odejść pierwsza, gdy panna Sprout została zabrana przez Brygadzistów do Ministerstwa Magii, gdzie zapewne próbowano dowiedzieć się nieco więcej o potencjalnych powodach ataku i być może chciano porozmawiać o tym, jak zapewnić jej bezpieczeństwo.
Sklep został zamknięty, choć panna Sprout nie zbankrutowała – na szczęście ostatecznie udało im się ocalić lokal, zniszczenia ograniczyły się do lekko uszkodzonej podłogi, pęknięcia na ścianie oraz rozwalonych półek. Dziewczyna odsprzedała go i wkrótce powstał tam sklep z zabawkami, a ona ot przeniosła działalność do Doliny Godryka, gdzie w pobliżu rodziny czuła się bezpieczniej.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1849), Heather Wood (2059), Peregrin McGonagall (734)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa