• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[Luty 1972] Egipt | Ci, których powinieneś unikać | Jamil & Cathal

[Luty 1972] Egipt | Ci, których powinieneś unikać | Jamil & Cathal
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#1
05.03.2023, 20:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 21:32 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Szaleńczy bieg przez pustynię nie był najlepszym pomysłem nawet dla osób o wysokiej aktywności fizycznej, a matka natura zdecydowanie poskąpiła Jamilowi duszy sportowca. Nic dziwnego, że niemal przewracał się na piasku, choć już dawno nie musiał się spieszyć. Kryjąc się po mugolskiej stronie bazaru, natrafił na dawnego znajomego – speca od sprzedaży świstoklików – który załatwił mu transport za możliwość zerknięcia na wykopaliska. Egipcjanin nie kwapił się go poinformować, że za wiele już nie obejrzy, biorąc pod uwagę, że większość sprzętu została już wywieziona na dniach i cała ekipa zbierała się do powrotu do domu. Zostawił twórcę świstoklików z dwójką mniej znaczących członków ekipy, którzy walczyli z jednym z namiotów, na prędko poszukując tego, w którym zazwyczaj przesiadywał Cathal i licząc na to, że wciąż go tam zastanie. Nie musiał biec, ale wolał zniknać jak najszybciej z oczu również znajomemu, na wypadek gdyby archeolodzy mieli dosyć nadmiernych pytań i zezłościli się również na Jamila.
Przykucnął na moment, by złapać oddech, kiedy znalazł się w odpowiednim miejscu. Nie mógł wpaść do środka jak gdyby groziło mu śmiertelne niebezpieczeństwo, choć tak właśnie było. Nerwów nie potrafił uspokoić, ale sztuczny uśmiech przywołany na twarz sprawiał, że czuł się nieco pewniej. Nie mógł teraz stchórzyć, nie przed Shafiqiem, który jeszcze zbagatelizowałby przez to sprawę, zostawiając Jamila na rychłą śmierć.
- Cal, wiesz, że jesteś najlepszym szefem na świecie? – zawołał, wchodząc do namiotu i zastając mężczyznę pakującego jakąś torbę. Wszedł wyprostowany, z szerokim uśmiechem i rękoma rozciągniętymi jakby był gotowy do uścisku, choć wcale nie miał zamiaru przytulać blondyna. W gardle czuł jednak ogromną gulę, a żołądek wywracał fikołki jakby znów najedli się nieświeżej jagnięciny na rynku. – Jesteś dla mnie jak bliski przyjaciel. Mógłbyś być moim bratem. Sprzedałbym wszystkich moich braci, żebyś nim był – ciągnął dalej tę bezsensowną paplaninę, która nie brzmiała ani trochę naturalnie, ani tym bardziej w jego stylu. Shafiq już teraz mógł wyczuć bez problemu idące z tym kłopoty. Jamil nie wiedział jednak, jak to ugryźć. Od czego powinien zacząć?
Udawany entuzjazm opadł z niego jak za dotknięciem różdżki. Usiadł na składanym stołku znajdującym się w namiocie i schował twarz w dłoniach. Miał ochotę w coś uderzyć, ale powstrzymywało go nie tylko zmęczenie ucieczką, ale również fakt, że zniszczyłby rzeczy należące do Cathala, a to by zniwelowało jego szanse na udany plan zniknięcia z Egiptu.
- Nie zostawiajcie mnie tu, bo bez was mnie zamordują – mruknął w swoje ręce, przez co jego głos był przytłumiony. Zaraz jednak zebrał się na odwagę, by spojrzeć na archeologa. Przełknął głośno ślinę i zaczął swój wywód. – Znowu spaprałem i przegrałem. Nie mam jak spłacić długu, bo ostatnią wypłatę oddałem siostrze, żeby kupiła dzieciakom rzeczy do szkoły. Sam wiesz, że samotnej matce jest ciężko, nawet jeśli Uagadou wiele zapewnia. Qadir stwierdził, że zamiast kasy mogę mu oddać Nell, ja oczywiście na to, że po moim trupie… I teraz dążą do tego, żebym był trupem. Już nawet nie chcą tych pieniędzy ani Nell. Cała szajka Nundu Qadira chce mnie rozczłonkować. Cal, jeśli mnie tu zostawicie, to po mnie.
Jęknął na koniec i znów schował twarz w dłoniach, bo wypowiedzenie tego wszystkiego wcale nie przyniosło mu ulgi. Wręcz uświadomiło go, że przez własną bezmyślność ściągnął na siebie gigantyczne kłopoty. A bez pomocy ekipy, z którą przez tych kilka lat współpracował, skończy zakopany w piaskowej wydmie, a jego głowa będzie wisiała nad jakąś bramą. Po takim czasie powinien się nauczyć, że wizja wzbogacenia się poprzez grę w karty to zwykła machlojka, a tym bardziej nie powinno się ufać czarnoksiężnikowi trzymającemu nundu na smyczy i nazywającego na cześć tego zwierzęcia swoich prywatnych zabójców.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
05.03.2023, 22:29  ✶  
Ponad trzy lata.
Tyle Cathal spędził w Egipcie nieprzerwanie. A wcześniej rok poświęcił na uzupełnianie wiedzy o tutejszej historii i obyczajach, i pierwszych wycieczkach, jeszcze jako turysta, by poznać kraj, w którym miał prowadzić prace. Mogłoby się wydawać, że perspektywa wyjazdu będzie napawać go albo pewną melancholią, albo wręcz przeciwnie – radością na myśl o powrocie do ojczyzny.
Shafiq nie czuł jednak obecnie niczego poza irytacją, na myśl o wszystkich rzeczach, których trzeba dopilnować przy zbieraniu obozowiska, ostatnich rozmowach odnośnie podziału kilku rzeczy – między magiczne, egipskie muzeum, muzeum Shafiqów w Anglii oraz to, co uda się zdobyć członkom wyprawy – rzucaniu obliviate na mugolskich archeologów oraz stu innych spraw. Nie myślał na razie o Anglii, którą przecież pamiętał tak dobrze, jakby był tam dziś w porze śniadania. Ani o tym, że prędzej czy później pewnie zatęskni i za Egiptem, mimo piasku, upałów oraz obyczajowości nieco deprymującej kogoś wychowywanego w konserwatywnej rodzinie czystej krwi z Wysp.
Umieszczał właśnie swoje notatki w torbie, gdy w namiocie pojawił się Jamil. Zamarł, kiedy ten zaczął mówić, obserwując go z nieruchomym wyrazem twarzy.
- Co przegrałeś tym razem? – spytał w końcu tylko. I zmarszczył wreszcie brwi, gdy Anwar podjął odpowiedź, bo wyglądało na to, że tym razem odpowiedź nie brzmiała „wszystkie moje pieniądze”, „kolejną wypłatę, tę, którą powinienem dostać za miesiąc”, „namiot, czy mogę dziś spać w namiocie Alana, dopóki czegoś nie skombinuję”, „ten kamień, który właśnie wykopaliśmy, nie zabijajcie mnie” ani nawet „sfinksa” (gdzie odpowiedź brzmiała „ależ niech go biorą, jeśli zdołają przenieść mimo tej klątwy”).
Tym razem Jamil przegrał własne życie.
Nie żeby Cathal był tym zaskoczony. Od dawna przeczuwał, że nastąpi to prędzej czy później. Właściwie, zakładał, że kiedy już wyjadą, to Jamil będzie miał maksymalnie rok życia – o porządnie opłacaną pracę w Egipcie dla wywoływacza duchów nie było aż tak łatwo, a w dodatku jednak niektórzy odpuszczali, nie chcąc mieszać się w interesy Anglików.
Okazywało się, że był w tych rachunkach nazbyt optymistyczny.
- Nell? Szkoda, że się nie zgodziłeś. Najdalej po tygodniu by ją oddali i jeszcze dopłacili za przyjęcie jej z powrotem – powiedział w końcu, wracając do pakowania rzeczy, jakby nigdy nic. (Choć, rzecz jasna, gdyby Jamil faktycznie oddał kogoś z ekipy w zastaw za długi, cała reszta ekipy prawdopodobnie szybko by go zabiła.) Zdawało się, że cała sprawa ani trochę go nie poruszyła, w istocie jednak jego umysł właśnie przetwarzał wszystkie informacje i tworzył listę „za” i „przeciw” udzielenia pomocy Jamilowi.
Dobry, miły człowiek, prawdziwy przyjaciel, natychmiast by się zgodził. Problem polegał na tym, że Cathal wcale nie był ani miłym, ani dobrym człowiekiem, a z szafowaniem słowem „przyjaciel” też zachowywał ostrożność. Lubił do pewnego stopnia Jamila, bo gdyby było inaczej, wykopałby go z ekipy dawno temu. Na pewno nie życzył mu śmierci. Cenił jego umiejętności i te mogłyby okazać się przydatne i w Anglii. Alethea i Nell też zdawały się mieć do niego pewną słabość, ponieważ w innym wypadku pewnie już dawno zażądałyby, aby Shafiq znalazł kogoś na jego miejsce. Problem polegał na tym, że Anwar miał ogromne skłonności do wpadania w kłopoty i wcale nie było powiedziane, że wysiłek sprowadzenia go do Wielkiej Brytanii nie zostanie nagrodzony kolejnymi kłopotami. Spadającymi nie tylko na głowę Anwara, ale też całej ekipy.
A o ile tu można było ukradkiem się kogoś pozbyć, o tyle w Anglii to będzie trudniejsze.
- Załóżmy, że załatwimy ci papiery i opłacimy przejazd – powiedział, kiedy skończył pakowanie. Ta część nie była znowuż aż tak trudna. List do wuja z jednej strony, wciągnięcie na listę stałej ekipy, trochę magii Crouchów nad papierami i Jamil będzie mógł jechać z nimi. – I że dostaniesz pracę, bo sporo rzeczy trzeba załatwić, a prędzej czy później dogadam kolejny wyjazd. Co dalej? Jeżeli tam coś spierdolisz, nie żyjesz. I to nie groźba, bo nie mówię o sobie. Nundu Qadir to pestka przy Voldemorcie, a jego ludzie są wszędzie i nie rozpoznasz ich na pierwszy rzut oka. Co gorsza razem z tobą możemy wpaść w kłopoty my.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#3
14.03.2023, 15:37  ✶  
O Anglii Jamil wiedział tylko tyle, ile wspominała mu w dzieciństwie matka, a potem na wykopaliskach Cathal i reszta ekipy. Dla niego nie był to dom, a miejsce owiane tajemnicą, którego postrzeganie budował na wspomnieniach innych ludzi, stereotypach i własnych spostrzeżeniach względem kręcących się niemal wszędzie turystów. Wyspy należące do Brytyjczyków nie kojarzyły mu się więc z rodzinnymi stronami, choć istniała taka możliwość ze względu na płynącą w nim krew Trelawneyów. Miały pozostać miejscem, w którym długo będzie się czuł kimś obcym nawet pomimo własnych zdolności do szybkiej aklimatyzacji. Mogły jednak stać się azylem chroniącym go przed niebezpieczeństwem, w które wpakował się wyłącznie z własnej winy. Wiedział, że pewnego dnia to nastąpi, tak sam jak wiedział o tym Shafiq. A mimo to Anwar dał się po raz kolejny ponieść, tym razem przegrywając wszystko, co mógł.
W normalnych okolicznościach nie przerywałby Cathalowi pakowania i załatwiania ostatnich spraw związanych z dokumentacją, wiedząc, że wyjątkowo go tego typu czynności irytowały. Nie miał jednak wyboru, a czas naglił na tyle, że każda minuta zwłoki coraz bardziej prowadziła go w kierunku utraty głowy. Zaczynał żałować, że nie poprosił Lety o sfałszowanie papierów świadczących o jego posiadaniu piramidy noszącej na sobie wyjątkowo obrzydliwą klątwę. Może dałby ją wtedy Qadirowi w zastaw, pozbywając się zbira na dobre.
- Obaj znamy Nell na tyle, żeby wiedzieć, że po powrocie by mnie ukatrupiła i wyszłoby na to samo – zauważył, przyglądając się Cathalowi, który – jak gdyby nigdy nic – wrócił do swoich obowiązków. Jeśli miał wybierać, śmierci z czyjej ręki obawiał się najbardziej, w tym wypadku Bagshot górowałaby nad całą bandą Nundu. W tym momencie jednak bardziej niż wizji starcia z Qadirem, lękał się odmowy Shafiqa. Pomiędzy nerwowym strzelaniem palcami i próbami uspokojenia nerwów, które ogarnęły go z podwójną siłą, układał już sobie w głowie plan awaryjny. Mógłby zmienić imię na Eduardo, nauczyć się grać na gitarze i dołączyć do mariachi gdzieś w środkowym Meksyku. Kontynenty amerykańskie zdawały się dla Egipcjan jeszcze mniej dostępne niż kraje europejskie – tam z pewnością Qadir by go nie szukał. Gorzej, że nie znał hiszpańskiego, ale ten język nie wydawał się wybitnie skomplikowany. Nawet zazdrościł Cathalowi możliwości porozumienia się z każdym, kto stanął na jego drodze.
- Nie będę się zadawał z nikim, kogo nie zaaprobujesz ty albo Leta – zaczął. Chociaż w tym momencie zdawało się to czymś prostym do zrealizowania, w rzeczywistości miało takim nie być. Jamil jednak tego nie wiedział. Dla niego sprzymierzeńcy Latającej Śmierci zdawali się ludźmi o zielonych twarzach, skoro Voldemort tak bardzo lubił ten kolor. – I będę grał w karty dla czystej przyjemności… No dobra, za głupoty typu kto komu stawia alkohol albo myje okna – ciągnął dalej, teraz jednak znając się na tyle, by wiedzieć, że Kwintoped czy Trefny Lelek bez odrobiny ryzyka nie jest tym samym. – Cal, proszę. Nie poradzę sobie sam z Nundu. Qadir ma jakiś fetysz związany z własną matką, więc nie tknie mojej, ale jeśli będzie wiedział, że wciąż jestem w Egipcie, będzie mnie szukał w rodzinnym domu. Spłacę was wszystkich, obiecuję. Możesz zabierać moją wypłatę, ale bez was zginę w przeciągu tygodnia.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
14.03.2023, 18:30  ✶  
- Tak, to faktycznie mogłoby się skończyć w ten sposób – przyznał Cathal odnośnie Nell, która powróciłaby pewnie przepełniona pragnieniem zemsty. Wprawdzie podejrzewał, że Nell dotąd nikogo nie zabiła, ale jakaś trucizna w jedzeniu, ewentualnie przypadkowy pożar namiotu, kto wie? To mogłoby się zdarzyć.
Przysiadł na prowizorycznym stole, zorganizowanym w namiocie za pomocą transmutacji. Skrzyżował ramionami na piersi i po prostu słuchał, co Jamil ma do powiedzenia. A potem też milczał, dość długo. Nie dlatego, że świadomie chciał trzymać Anwara w niepewności. Czasem Shafiq potrzebował nieco więcej czasu, by podjąć jakąś decyzję, bo zwyczajnie w głowie obracał sobie zbyt wiele myśli, ewentualności oraz wspomnień.
Słowa Jamila i obietnica, że nie będzie grał na pieniądze, świadczyły o tym, że Egipcjanin jest naprawdę zdesperowany. Oczywiście, Cathal nie do końca mu wierzył – mężczyzna był hazardzistą, i podejrzewał, że dość szybko uzna, że przecież tym razem wygra albo ulegnie czyimś gorącym namowom. Ale już to, że był gotów coś takiego zadeklarować, pokazywało, że nie wyolbrzymiał i naprawdę nad jego głową wisiała groźba rychłej śmierci.
Pracowali razem dostatecznie długo, aby nawet Cathal czuł się źle z myślą o zostawieniu Jamila na pewną śmierć.
Miękniesz, chłopcze, zasyczał głos Slytherina w jego głowie.
Spierdalaj, odpowiedział Cathal uprzejmie, po diabelski podszept pomógł mu podjąć ostateczną decyzję.
- Zrobię ci listę rodzin, na których masz uważać – powiedział w końcu, nie zmieniając pozycji. – Z twojej pensji część będzie szła bezpośrednio na opłaty za kwaterę, którą wynajmiesz, a część na spłatę długów, bo podpiszesz papiery potwierdzające ich zaciągnięcie.
Leta prawdopodobnie zgodziłaby się opłacić wszystkie koszty lekką ręką. Cathal jednak, po pierwsze, starał się gospodarować budżetem wypraw rozsądnie, po drugie w przypadku Anwara czuł, że przyda się taki dodatkowy bat, na wypadek gdyby angielska swoboda uderzyła mu do głowy. A dla nich swego rodzaju rekompensata, gdyby z tego powodu musieli wywalić Jamila z grupy lub ten zdecydowałby, że chce odejść z niej sam.
– Jeżeli narobisz kłopotów, wylatujesz i masz długi do spłacenia. A ja wyślę kartkę z pozdrowieniami do Nundu, wskazując mu, gdzie dokładnie szukać pewnego czarodzieja, który podobno bardzo go zirytował – dodał. To nie była groźba, a proste stwierdzenie faktu. Bo nie, Cathal nie chciał, by Jamil zginął, ale sprawy, które dwa lata temu zupełnie go nie interesowały, teraz gwałtownie domagały się uwagi i zajmowały jego głowę. Wojna w Anglii. Coraz bardziej ponure nagłówki gazet. Kolejne okruchy informacji o Voldemorcie, które sprawiały, że Cathal był już niemal pewien: przywódca śmierciożerców albo był w jakiś sposób powiązany ze Slytherinem, albo uważał, że tak jest. A że Gauntów naprawdę nie pozostało wielu, to kierowało uwagę ku opowieściom matki i potencjalnym kandydatom.
Shafiq nie miał ochoty mieszać się w tę wojnę. Nie planował walczyć przeciwko Voldemortowi, ale zdecydowanie ostatnią rzeczą, na jaką miał ochotę, było wpadnięcie w oko – nomen omen – wujka, bo zapewne był kuzynem jego matki. A już gdyby przez kogoś z ekipy ktoś ze śmierciożerców zaczął się mieszać w jego pracę, zainteresowany na przykład jakimś znaleziskiem albo informacjami, to Cathal chyba by taką osobę obdarł ze skóry. Nie po to pracował całe życie, aby wyniki tej pracy wykradała jakaś… szlama.
– Wszystko przejdzie wyłącznie, jeśli zgodzą się na to także Leta i Nell. Jakieś uwagi?
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#5
29.03.2023, 14:45  ✶  
- Nawet ty to widzisz – zauważył Jamil, z wyraźną ulgą, że i Cathal zgadzał się z tym, że oddanie Nell w ręce zwolenników Qadira wróżyło więcej kłopotów, niż samo ugrupowanie Nundu. – Już bym naprawdę wolał dostać Avadą w plecy, niż posmakować jakiejś trucizny, która zabijałaby mnie tygodniami.
Nie żeby sam wierzył, że Bagshot byłoby na to stać. Może nawet w pewnym momencie zrobiłoby się jej go żal. Ale gdyby rzeczywiście oddał ją jakimś zbirom, uznając za przedmiot do zapłaty (którym de facto według czarnoksiężników była) raczej stałaby się jego nowym boginem. I nawet rzucenie w nią skorpionem by go nie uchroniło przed tego rodzaju gniewem. Tak przynajmniej widział to we własnej głowie i chociaż te nie mające racji bytu wizje trzymały go w ryzach przed popełnieniem jeszcze większych gaf.
Milczenie Shafiqa ani trochę mu nie pomagało. Już układał sobie najczarniejsze scenariusze, w których szef ekipy mówi mu, że nie mają dla niego miejsca, więc musi sobie radzić sam, gdy oni będą wypoczywać po kilku latach spędzonych w palącym słońcu. Czy gdyby poszedł w pierwszej kolejności do Lety, okazałaby mu więcej łaski? Nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc stał tak, obserwując niezmieniający się wyraz twarzy mężczyzny, który najwyraźniej prowadził jakąś konwersację sam ze sobą. Omal nie zakrztusił się własną śliną, gdy Cal znów się odezwał.
- Jak wiele jest tych rodzin? – spytał z konsternacją wymalowaną na twarzy, bo tego akurat się nie spodziewał. Czasem słyszał jakieś uwagi na temat różnych rodów czarodziejskich, ale nie sądził, by było ich aż tyle, aby wymagało to utworzenia listy. Najwyraźniej się mylił. – Jasne, dawaj długopis, ołówek, czy co tam masz. Mogę to podpisać nawet krwią – powiedział ze zbyt wielkim entuzjazmem i pośpiechem, byle naprawdę mieć potwierdzenie, że zdoła się wydostać z Kairu, nim Nundu wydostanie go z własnego łóżka w środku nocy i porzuci gdzieś na pustyni pozbawionego głowy.
- Będę grzeczny, obiecuję, spłacę wszystkie pieniądze i żadnych kłopotów. Będę się zadawał tylko z osobami, z którymi mi pozwolisz. W ogóle będę rozmawiał tylko z tobą, Nell i Letą, jeśli zajdzie taka potrzeba – paplał dalej, gdy wyraźnie mu ulżyło. W chwili niebezpieczeństwa naprawdę mógł obiecać wiele, być może aż za wiele. Jak znał sam siebie, pewnie zapomni połowy tych przyrzeczeń, gdy tylko znajdzie się w Londynie. Teraz jednak liczyło się to, że miał szansę się stąd wydostać.
Niewiele wiedział o Anglii, jedynie to, co opowiedziała mu matka. O wojnie słyszał jedynie z gazet, które czytała mu na głos Nell. Nie lubił jednak angażować się w konflikty, które zupełnie go nie dotyczyły i liczył na to, że nie zaczną. Poznał tych ludzi dostatecznie dobrze przez ostatnie lata, by wiedzieć, że i oni raczej woleli trzymać się z daleka od głównych ognisk wszelkich sporów. Liczyła się tylko praca i utrzymywanie od niej z daleka typów spod ciemnej gwiazdy, których – niestety – Jamil czasami im sprowadzał. Bezpieczniej zatem było nie wdawać się z nimi w zatargi w Wielkiej Brytanii. Może po prostu zacznie grać w karty o czekoladę razem z Nell? I tak go ogra, więc raczej powinna się zgodzić.
- Ja mam z nimi porozmawiać, czy ty to zrobisz? – dopytał tylko, a napięcie znów w nim wzrosło, bo chociaż przekonanie Cathala było trudne, Nell i Leta mogły zawetować jego decyzję.
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
29.03.2023, 19:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.03.2023, 11:49 przez Cathal Shafiq.)  
- W Anglii największe wpływy posiada dwadzieścia osiem rodzin czystej krwi. Są bogaci i zdominowali określone dziedziny życia czarodziejów. Budowali majątek i pozycję przez setki lat. Poza nimi istnieje kilka rodzin półkrwi, z którymi należy się liczyć. Najczęściej to również stare rody, które wiele osiągnęły, a spadły do rangi półkrwi, bo główne gałęzie zawarły małżeństwa z kimś półkrwi – wyjaśnił Cathal, spoglądając na Jamila. Do tej pory ich opowieści o Anglii były raczej ciekawostkami, fragmentami dialogów między sobą, gdy do kogoś napisał jakiś krewny i które mógł posłyszeć Anwar, czy fragmentami wiadomości, odczytywanymi przez Nell, lubiącą „być na bieżąco” (nawet jeśli gazeta przychodziła miesiąc później). Egipcjanin nie potrzebował orientować się w sytuacji politycznej.
Teraz to miało się zmienić.
- Sam nie byłem w kraju od dawna. Nie umiem powiedzieć, jak wygląda sytuacja i kto popiera Voldemorta. Ale wiem jedno, w takich wojnach zawsze obrywają postronni, więc lepiej trzymać się od niego z daleka. A niektóre rody… z różnych względów mogą mieć powody, aby jeśli z nim nie współpracować, to go nie potępiać. Nie mam ochoty nagle zostać wmieszany w interesy śmierciożerców.
I, prawdopodobnie, kuzyna. Cathal nie mógł być pewny, ale kolejne informacje docierające z wysp coś bardziej sugerowały pewne rzeczy. Oczywiście, ten Voldemort, mógł ot wykorzystywać symbole Slytherina, ale Shafiq był podejrzliwy. I tylko jeszcze bardziej chciał trzymać się z dala.
- Porozmawiam z nimi. I nie składaj obietnic, z których nie masz zamiaru się wywiązać – rzucił, pochylając się do torby, by wyciągnąć kawałek papieru i zabrać się do listy. Nie, nie wierzył, że nie będzie absolutnie żadnych kłopotów. Z drugiej strony każdy z nich czasem generował jakieś problemy. W to, że Jamil nie będzie z nikim rozmawiał, też nie wierzył, ale i ciężko byłoby tego wymagać, bo przecież nie będzie spędzać z nimi okrągłej doby.
Miał jednak nadzieję, może naiwną, że przynajmniej w pewnych sprawach zachowa ostrożność.
  - Niektórzy z tych rodzin potraktują cię od razu jak robaka, bo jesteś półkrwi, pochodzisz z Egiptu i nie masz pieniędzy - mówił Cathal, pochylając się nad pergaminem i zapisując na nim kolejne nazwiska. - Po tych przynajmniej wiesz, czego się spodziewać. Inni będą bardzo uprzejmi. I niektórzy z nich może nawet naprawdę są... hm, nie dobrymi ludźmi, bo nie jestem pewny, czy to w ogóle możliwe w przypadku wielu z tych rodzin, ale po prostu zwyczajnym czarodziejami... Ale pośród nich będzie pewnie też ten gatunek, który w nocy morduje parę szlam, a rano całuje na pożegnanie żonę wychodząc do pracy i odprowadza dzieci do żłobka, jak gdyby nigdy nic. Oraz tacy, którzy sami niby nic nie robią, ale przekazują gdzie trzeba pieniądze, informacje i tak dalej - wyjaśnił, po czym pchnął w stronę Jamila zapiski.
Lista była fascynująca. Starczy powiedzieć, że numerem jeden okazało się nazwisko Rookwood. Nie było żadną tajemnicą, że Ulysses Rookwood dokonał dla nich w Egipcie obliczeń numerologicznych i astronomicznych, i zrobił to, ponieważ od wielu lat był znajomym Cathala. (I właściwie to z powodu znajomości z Ulyssesem Cathal usytuował Rookwoodów tak wysoko.)
Ale ach, numer drugi! Numer drugi okazał się jeszcze bardziej interesujący. Stało tam bowiem: Gaunt. Z dopiskiem, że ród w linii męskiej wymarł, ale należy uważać na córki Gauntów oraz ich wnuki. Co tu mogło zdziwić? Ano to, że choć Cathal się tym nie chwalił, to po trzech latach wspólnej pracy w gronie angielskich czarodziejów, którzy nie mogąc rozmawiać często z tubylcami chętnie dyskutowali między sobą, Jamil mógł usłyszeć jakieś plotki. Mianowicie o tym, że matka Cathala była Gauntówną.
Cóż, Shafiq właśnie dlatego umieścił te dwie rodziny na szczycie listy, bo dobrze je znał.
Nieco inaczej sprawa przedstawiała się z kolejnymi nazwiskami. Malfoy (tu zapisano też dwa imiona: Abraxas i Lucjusz), Yaxley, Black oraz Quirell. Rzecz jasna Cathal nie miał pojęcia, czy ktoś z nich jest śmierciożercami. Nie przebywał nawet w kraju w ciągu ostatnich lat dłużej niż parę tygodni, skąd mógłby to wiedzieć? Ale poglądy Abraxasa były szeroko znane - i stąd jego i jego syna Cathal wymienił imiennie, tak na wszelki wypadek. Yaxleyowie słynęli z zamiłowania na polowania, a matka wspominała, że jej pradziadek brał udział z Yaxleyami w polowaniu na mugoli. Mógł to być wytwór chorego umysłu szalonej kobiety, Cathal jednak był skłonny w to uwierzyć. Wreszcie "Zawsze czyści" Blackowie - mający skłonność do przesadnie częstego wypalania dziur w pewnym gobelinie. Także za spoufalanie się ze szlamami. Quirellowie zaś służyli niegdyś Gauntom. Pewna Quirellówna z troską pielęgnowała jego szalejącą coraz bardziej matkę i ubolewała, że ostatni przedstawiciele wielkiego rodu znikają z tego świata.
Shafiq był pewien, że przynajmniej parę osób w tych rodzinach jeśli nie jest śmierciożercami, to im sprzyja. A nawet jeżeli nie byliby nimi - to półkrwi Egipcjanin, ze skłonnościami do hazardu, może wpaść w kłopoty, jeśli na przykład narobi sobie u nich długów i nie będzie miał czym zapłacić. A takie kłopoty miały tendencję do dosięgania także ekipy.
Przedostatnia pozycja brzmiała "Prewett". Tę Cathal podkreślił i opatrzył trzema wykrzyknikami. Tak naprawdę Prewettów nie podejrzewał o sprzyjanie Voldemortowi bardziej niż kogokolwiek innego. Problem z nimi był inny. A raczej problem, jaki Jamil mógł mieć. Mianowicie Prewettowie mieli kasyna, stadniny i tak dalej... Ich domeną był hazard. Jamil był nałogowym hazardzistą. W dodatku takim, który ciągle przegrywał. Nie mógł się równać z żadnym z Prewettów, tego Shafiq był pewien. Jeśli ten pójdzie z nimi grać, przekona się, że arabski czarnoksiężnik jest nikim przy angielskich rekinach biznesu hazardowego. Puszczą go nawet nie w skarpetkach, a bez nich.
Wreszcie - ostatnie nazwisko na liście. Również Jamilowi znane. Wprawdzie z dopiskiem, że szanse na śmierciożerców niskie, ale niech lepiej nie wchodzi z nimi w zbyt zażyłe kontakty, zwłaszcza, jeżeli pracują w Ministerstwie.
Brzmiało ono: Crouch.
W pewnym sensie Anwarowi właśnie kazano uważać na swojego szefa, klątwołamaczkę ekipy oraz konsultanta.
Przynajmniej na kartce nie znalazło się ani słowo o Bagshotach.
Jamil już teraz, przebywając w Egipcie, miał więc w ekipie dwie osoby z tych nazwisk, o jednej słyszał, a jedną znał z lat młodości. Cathal pechowo nie miał pojęcia, że los już wkrótce zetknie go z całą masą innych osób, których doradzał unikać. Ale Anwar był przecież dorosły, a on ostrzegał, prawda...?
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#7
05.04.2023, 12:56  ✶  
- Aż dwadzieścia osiem? Mam rozumieć, że wpływy ma w sumie większość czarodziejów? – dopytał, bo zawsze wyobrażał sobie Wielką Brytanię jako dość niewielki kraj, który raczej nie posiadał na swoich terenach aż tak wielu czarodziejów i przez to większość z nich mogła się po prostu znać. Inaczej sprawy się miały tutaj, w Afryce, gdzie większość osób była porozsiewana po całym ogromnym kontynencie, każde państwo posiadało swoje własne magiczne ośrodki, a ludzie tracili ze sobą kontakt zaraz po tym, jak ukończyli Uagadou. Nawet na bazarach przewijało się więcej turystów, niż tubylców. A i tak o czarodziejów w pełni czystej krwi było tutaj ciężko. – Powiem ci szczerze, że to brzmi bardziej jak arystokracja. A Anglia chyba lubi swoją monarchię, prawda?
Nawiązał tym trochę do mugoli, choć wątpił, że sami czarodzieje w jakikolwiek sposób zwracali uwagę na istnienie królowej, o ile sama nie wykazywała zdolności magicznych. A sądząc po tym, co opowiadała mu matka, wiedźmą raczej nie była.
- Też nie mam ochoty mieszać się w interesy tych żywiących się śmiercią. Nell pewnie by miała sporą uciechę z nagłówka pt. „Latajek zabił Egipcjanina, by jego ludzie mogli poruszać się na wielbłądach”, czy coś w tym stylu – rzucił jeszcze żartem, nie potrafiąc inaczej, gdy sytuacja stawała się zbyt napięta. A słuchanie o polityce brytyjskiej i wszystkim tym, z czym wiązała się jego ucieczka, sprawiały, że czuł nieprzyjemną gulę w gardle, a żołądek zwijał mu się w supeł. Zbyt wiele informacji, zbyt wiele zobowiązań, ale wciąż chyba wydawało się to bezpieczniejsze od ugrupowania Nundu. Tamtym przynajmniej nie naraził się tak, by chcieli odciąć mu głowę.
Skinął tylko głową w odpowiedzi na te obietnice, nie wiedząc za bardzo, co jeszcze mógłby powiedzieć. Cathal miał rację, ale głupio było mu się teraz przyznać, że sam nie wierzył w to, że jakąkolwiek z nich dotrzyma. Zresztą, zbyt mocno mu zależało na tym, by razem z nimi wyjechać. Przez tych kilka lat właściwie stali się jego drugą rodziną, równie irytującą co ta z krwi, ale wciąż taką, na jakiej mu zależało. Przywiązał się do nich, bo najwyraźniej wspólne wpadanie do grobowców rodzi w ludziach jakieś zalążki sympatii.
- Z twoich słów wnioskuję tylko tyle, że mam nikomu nie ufać – uznał, krzywiąc się na wszystkie te informacje, które padały z ust Cathala. Ci, którzy by nim gardzili, odpadali od razu, bo sam nie dążyłby do bliższej znajomości z tego rodzaju ludźmi. Gorzej z takimi, którzy będą się uśmiechać i traktować innych z pozornym szacunkiem, byle tylko coś zyskać albo wybadać teren. Jak miał rozumieć, nie mógł się spodziewać arabskiej otwartości, do której przywykł. Jedynie nieszczerości godnej starych matron, które będą prawiły komplementy, a za rogiem skomentują wszystko, nie szczędząc sobie komentarzy.
Sięgnął po listę, przeglądając ją póki co pobieżnie i coraz bardziej marszcząc przy tym czoło, bo już zupełnie nic nie rozumiał.
- Czyli tak: mam unikać Ulyssesa, którego zresztą sam mi przedstawiłeś. Mam też nie ufać Lecie, choć nie raz ocaliła nam życie, ściągając klątwę. Zaraz, zaraz… Czy twoja matka nie nazywała się czasem Gaunt? – zdziwił się, gdy bardziej wczytał się w tę listę. – Mam zerwać kontakty z całą ekipą poza Nell? Chyba że powiesz mi zaraz, że jej matka nazywa się Quirrell.
Nie odzywał się na temat Malfoyów, ani tym bardziej tego, że jego właśni rodzice robili interesy ze starym Septimusem, a za jego sprawą Jamil w dzieciństwie zakumulował się z Elliottem, wprowadzając go w spore kłopoty podczas wycieczki po egipskich uliczkach. Tego Shafiq wiedzieć nie musiał. Blacków i Yaxleyów na ten moment niespecjalnie kojarzył, więc chociaż w tej kwestii jego szef mógł odetchnąć, choć jeszcze wszystko mogło się zmienić.
- Czy Voldemort jest Prewettem, skoro postawiłeś tu tyle wykrzykników? – dopytał jeszcze, coraz bardziej się dziwiąc, bo o ile wiedział, czarodzieje z tej rodziny raczej nie mieli pokręconych zapędów w kwestii czystości krwi. Czy Cathal już do reszty oszalał? Chociaż, mimo że wspominał o dwudziestu ośmiu rodach, które zbudowały sobie jakąś renomę, nie pojawiło się tu aż tyle nazwisk. Istnieli więc tacy, którym mógł ufać? Czy mimo to powinien i tak unikać ich wszystkich?
Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
05.04.2023, 13:16  ✶  
Cathal omal nie roześmiał się na słowa Jamila. Większość czarodziejów? Rodziny czystokrwistych?
- Nie. Te dwadzieścia osiem rodów to mniejszość. Zdecydowana większość czarodziejów to osoby półkrwi. Potomkowie rodzin półkrwi albo mugolaków – wyjaśnił. Wielka Brytania dla Jamila mogła być malutkim skrawkiem ziemi, ale wchodziły w jej skład trzy kraje, a sama Anglia w porównaniu z Egiptem była gęsto zaludniona. I jej ogromnych obszarów nie pokrywały pustynie. – To w gruncie rzeczy trafne porównanie. Chociaż w świecie czarodziejów nie ma monarchii, to współpracują z królową i brytyjskim premierem.
Nikomu nie ufać…
Cóż.
Cathal nie ufał niemal nikomu. Być może trochę im: ekipie. Ale i tu nie bez warunkowo.
- To całkiem dobre podejście – skwitował w pewnym zamyśleniu. – Ale rodziny półkrwi raczej nie są problematyczne. Może poza Fawleyami, mają nekromanckie zapędy… Trelawneyowie są zresztą dość znani i mają kontakty z wieloma rodami półkrwi.
Shafiq przypatrywał się Jamilowi uważnie, gdy ten czytał jego listę. A gdy skończył… Cóż, spodziewał się wątpliwości. Ale też miał już przygotowane na to odpowiedź.
- Tak, moja matka nazywała się Gaunt. A teraz spójrz mi prosto w oczy, Jamil i powiedz, że jestem miłym, dobrym człowiekiem, który nie wykorzysta żadnego naiwniaka do swoich celów – zażądał, pochylając się nieco nad prowizorycznym blatem, by nie patrzeć na Anwara w tej chwili z góry. Cathal nie uważał się za złego, choć niejedna osoba pewnie by się z nim nie zgodziła. Dbał o swoich, nie lubił zabijać niepotrzebnie. Ale Nil poniósł już kiedyś ciało kogoś, kto za bardzo mu bruździł, a i jeszcze wcześniej, podczas jednej ze swoich wypraw, po jego rękach spłynęła krew.
- Crouchowie są przebiegli niby żmije. Niewielu z nich raczej poprze Voldemorta, ale mają ogromne wpływy w sądownictwie i bardzo dbają o swoją opinię. Jeśli zrobisz coś, co im się nie spodoba, wrzucą cię do Azkabanu na kolejne sto lat. Ulysses jest osobą, którą wysoko cenię, ale nawet on sam sprawia takie wrażenie, jakby był gotów zagrodzić mi drogę różdżką i mieczem, gdybym chciał zbliżyć się do rezydencji Roookwoodów. – Nie, żeby Cathal to planował. Rookwoodowie mieszkali w sąsiedztwie, napatrzył się dość, aby przeczuwać, że niektórzy tam trochę za bardzo przypominają mu ojczyma. Chester pod pewnymi względami jawił się niczym jego odbicie. Między innymi dlatego dwaj chłopcy zaprzyjaźnili się, mimo różnicy wieku. Oczywiście, w nic się nie wtrącał, nie miał tak naprawdę żadnych jasnych dowodów ku niczemu, ale tkwiło w nim przekonanie, że jeśli chce trzymać się z dala od wojny, lepiej nie zbliżać się nadmiernie do krewnych przyjaciela. Ulysses sam o to w końcu dbał, raczej nie bez powodów. Cathal w efekcie ot planował postarać się nie wchodzić im w drogę. – Prewettowie… to odpowiednik tutejszego Nundu, że tak to ujmę. Tylko oni lepiej się ubierają i swoje sprawy załatwiają w białych rękawiczkach.
Królestwo hazardu. Masa bogactwa. Interesy, na które patrzyło ministerstwo. Sam Cathal nie miał żadnych oporów wobec kontaktów z Prewettami. Sprawa z Jamilem, nałogowym hazardzistą, miała się jednak inaczej.
A Voldemort i Prewettowie…
Cathal bardzo by chciał, żeby to z tej rodziny wywodził się Voldemort. Miał paskudniejsze podejrzenia, które – miał nadzieję – jednak się nie sprawdzą.
- Nie mam ochoty tłumaczyć się Prewettom, jeśli narobisz sobie u nich długów. A co do Quirellów… Jej babka. Podobno Nell całkiem się w nią wdała, ale jestem pewien, że nie ma ochoty służyć Voldemortowi. Nie zdołałaby się powstrzymać przed nazywaniem go Latajkiem i zginęła w jakieś pięć minut.
Przyjaciel duchów
You are lost in the trance
Of another Arabian night
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jamil ma metr siedemdziesiąt pięć wzrostu, krótkie ciemne włosy i równie ciemne oczy. Urodę posiada typową dla Egipcjanina, przez co wyróżnia się na tle bladych Brytyjczyków. Dosyć często się uśmiecha, ma dość bogatą mimikę twarzy. Z jednej strony trzyma się gdzieś z boku, a z drugiej masz wrażenie, ze i tak wszędzie go pełno.

Jamil Anwar
#9
05.04.2023, 15:05  ✶  
- Aż dziw bierze, że w takim zagęszczeniu tylko jeden prowadzi wojnę – skwitował to, już nawet nie przyglądając się baczniej powiązaniem z mugolskimi politykami, bo przecież w Egipcie też musieli utrzymywać jakieś kontakty z niemagicznymi, choćby po to, by przejścia do czarodziejskich rejonów miasta pozostawały tajemnicą. Tu jednak nikt nie baczył na zawodowy szacunek i kairskie ministerstwo nie czuło oporów przed konfundowaniem osób pozbawionych magicznej mocy.
- Wiem, matka wspominała mi czasem o swoich dawnych znajomych, dziadkowie zresztą też utrzymywali trochę kontaktów, kiedy jeszcze mieszkali w Egipcie – odparł, zdając sobie sprawę z tego, że nazwisko jego rodzicielki mimo wszystko pozostawało znane wśród Brytyjczyków. On sam nie miał jednak wypisane na czole, że urodził się w połowie Trelawneyem, a to stanowiło pewien problem. Obcokrajowiec wyróżniający się nie tylko obyczajami, ale również wyglądem, stanowił łatwy do zlokalizowania cel. Shafiq miał zatem rację, że nie należało się zbytnio wychylać. Nawet jeśli początkowo by go to bawiło, w końcu miałby dosyć bycia atrakcją na londyńskich uliczkach.
- Nieważne, nie było pytania – uznał, patrząc na Cathala, który oparł się o stolik, by zrównać się z nim spojrzeniem. Ufał mu, ale wiedział też, że mężczyzna nie czuł żadnych oporów przed załatwianiem swoich spraw w nie zawsze legalny sposób. Nawet jeśli Jamil sprawiał często kłopoty, to i tak konsekwencje idące ze strony Shafiqa w jakiś sposób go hamowały. Mogło być przecież o wiele gorzej.
- Czyli inaczej: trzymam się ekipy, unikam ich rodzin. Zrozumiałe – odparł i na to, po wysłuchaniu informacji o krewniakach Lety i Ulyssesa. Patrząc na ich charaktery i znaną mu przebiegłość, coś jednak po rodzinach odziedziczyli. A skoro już sama Alethea go niekiedy przerażała, wolał nie myśleć o Crouchach mających coś do powiedzenia w sądzie. Skończyłby raczej marnie, a Azkaban na sto lat był wizją o wiele gorszą, niż użeranie się z Qadirem. – Naprawdę poza Latajkiem macie jeszcze swoją własną mafię? Tylko tego nam brakowało do szczęścia – zauważył, słuchając o Prewettach, bo wyobraził ich sobie jak tych wszystkich włoskich gangsterów w fedorach, ewentualnie irlandzkich dryblasów w kaszkietach, zrzucających najbrudniejszą robotę na podwładnych im osiłków. Pewnie nie to Cathal miał na myśli, ale póki działało, lepiej dla niego, by Jamil trzymał się swojej wizji. – Jeśli ma się okazać, że jakimś sposobem znają nasze Nundu, wolałbym też nie robić sobie u nich długów, bo dla samej kasy podadzą mnie Qadirowi na tacy.
Wątpił, by Prewettowie naprawdę znaki się z tym przeklętym Nundu, bo też mało kto go kojarzył poza krajami północnej Afryki, gdzie najczęściej robił rozróbę. Jeśli jednak w jakiś sposób miało mu to pomóc w utrzymywaniu się w ryzach, tego też chciał się trzymać. Znając własne szczęście, pewnie i na Prewetta trafi w dość bliskim czasie. Czy powinien jednak kusić los?
- Ale wiesz, że ja tylko żartowałem z tymi Quirrellami? Merlinie, ja się nie dziwię, że wszyscy się tak łatwo irytujecie, mając tego rodzaju krewnych! – Wywrócił oczami, rozkładając ręce i zacisnął mocniej palce na liście Shafiqa, by przypadkiem jej nie zgubić. – Pozwolisz, że sobie ją zachowam. Może nawet opatrzę w ramkę, jak tylko znajdę mieszkanie – dodał, ostatecznie uznając, że najbezpieczniej będzie wcisnąć ją do kieszeni spodni, by nigdzie się przypadkiem nie zapodziała. Teraz mógł tylko liczyć na to, że Nell i Leta wyrażą aprobatę w kwestii zabrania Jamila do Londynu. Zwłaszcza że przez pewien czas musiałyby go niańczyć, nie do końca przywykłego do brytyjskiej kultury, pogody i sposobu załatwiania wszelkich interesów jak chociażby wynajem. Jeśli jednak się zgodzą, będzie mógł spać spokojnie… przynajmniej przez kilka pierwszych dni, nim na powrót wpakuje się w jakieś kłopoty.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (2765), Jamil Anwar (2926)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa