Ani przez moment nie założyła, że Sam mógłby być zainteresowany Skrzatami. W końcu... mało który czarodziej się nimi interesował. Przede wszystkim, rzadko która rodzina czarodziejska je szanowała, dziękowała za pomoc i pracę, uważając to za ich psi obowiązek. Naiwnym myśleniem było, że w najbliższym czasie może to ulec zmianie, zwłaszcza jeżeli nie potrafili okazać szacunku innym czarodziejom.
- Jesteś pewien, że nie chciałbyś być królem? - zmarszczyła lekko brwi. Ah, racja. Rola króla byłaby ograniczająca. Jako rycerz miałby większą swobodę i możliwość działania, a kreatywność i pomysłowość, jakimi cechował się Carrow nie pozwoliłyby mu wysiedzieć w jednym miejscu zbyt długo. - W porządku, niech będzie. Gdy tylko obejmę władzę, będziesz pierwszym, którego mianuję na rycerza. I jedynym, w końcu miecz Godryka jest tylko jeden. - zauważyła z rozbawieniem. Roześmiała się dodatkowo, gdy ten teatralnie zaprezentował, jak bardzo go zraniła. Nie potrzeba było jej zachęcać, by pociągnęła teatrzyk dalej.
- Oh nie, tylko nie to! Poczekaj Sami, zaraz coś na to zaradzę... - wraz z tymi słowami położyła dłoń na jego klatce piersiowej, dokładnie w miejscu, gdzie umiejscowione było serce. Odczekała chwilę, nim cofnęła rękę.
- Już lepiej? Wiesz, uzdrowiciele wiedzą, jak ukoić krwawiące serce. - dodała, posyłając mu wesoły uśmiech. Obecność Sama sprawiała, że wszelkie problemy czy zmartwienie jakie na co dzień jej towarzyszyły, szybko odchodziły w niepamięć i przestawały być tak ciążące. Pozwoliła sobie nawet przez moment nie myśleć o konflikcie, jaki stopniowo narastał w świecie czarodziejskim - jej uwaga w pełni skupiła się na tym śmiesznym mugolskim sprzęcie do przemieszczania się, o którym z takim zaangażowaniem i pasją opowiadał Carrow.
- Bez pośpiechu, Sami. Wiem, że masz dużo na głowie. - odpowiedziała, gdy ten obiecał, że zdobędzie jeden z tych mugolskich sprzętów do siedzenia i machania nogami. Nie chciała, by czuł się w obowiązku zapewniania jej rozrywki, podczas gdy praktycznie całe dnie spędzał w warsztacie, starając się dorzucać do rodzinnego budżetu; zdecydowanie wolała, by jeżeli już jakimś cudem będzie miał czas wolny, poświęcił go w pełni dla siebie. Zdrowy egoizm. I tak już wiele dla niej zrobił, że zgodził się przyjść na bal charytatywny jako jej osoba towarzysząca.
- Naprawdę? Dziękuję! - jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech, gdy wcześniejsza niepewność co do pojawienia się na imprezie zastąpiło potwierdzenie obecności. - To... dużo dla mnie znaczy. Cieszę się, że przyjdziesz. - dodała i pewnie, gdyby nie siedziała na ziemi, w przypływie euforii uściskałaby go.
- Każdy powinien myśleć o innych. Świat byłby wtedy znacznie lepszym miejscem. - odezwała się, podnosząc z ziemi. Choć udało jej się wstać, starała się nie poruszać; stała na sztywno wyprostowanych nogach, jakby w obawie, że każdy, nawet najmniejszy ruch może sprawić, że straci panowanie nad własnym ciałem. Bez najmniejszego zawahania złapała wyciągniętą dłoń Carrowa, pozwalając mu pociągnąć się w jego stronę. W pierwszej chwili nie wyglądała na przekonaną, czy oby na pewno założenie wrotek to był najlepszy z pomysłów na jaki kiedykolwiek wpadła, szybko jednak uświadomiła sobie, że był. Jazda, choć niesamodzielna i w pełni asekurowana przez Samuela sprawiła, że roześmiała się głośno i beztrosko.
beauty and terror
just keep going
no feeling is final