• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[21.04.72, Ministerstwo] Patrząc w twarze widm

[21.04.72, Ministerstwo] Patrząc w twarze widm
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
05.04.2023, 10:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2023, 10:39 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna naprawdę nie miała pojęcia, o co chodzi Sebastianowi. Żyli przecież w trudnych czasach. A ona zajmowała się na przykład włamaniem do Ollivanderów. Bardzo przyziemna, zwykła sprawa, w której (prawdopodobnie, do tej pory nie znalazła ku temu żadnych przesłanek) nie maczał palców żaden czarnoksiężnik. Owszem, trafiały się też mroczne czaszki, złe wampirzyce albo dobre wampiry, które zgłaszały swoją śmierć, ale była pewna, że każdy w Departamencie miewał takie przygody.
Poza tym sprawę wampirzycy znalazł Patrick. I to jego oraz Mavelle przedziwnym zrządzeniem losu wyrzuciło na Mokradłach, więc ona zasadniczo tylko dowiadując się, że było ich dwoje, zaciągnęła ich tam znowu, ale to oni potknęli się o tę sprawę!
Zastukała palcami lewej dłoni w blat i przygryzła wargę, kiedy wysłuchała wszystkiego, co powiedział Sebastian. Nietypowo dla siebie milcząca i zamyślona, bo przetwarzała uzyskane informacje i próbowała zdecydować, co dalej. Miejsce do przechowywania nie stanowiło większego problemu. W Ministerstwie były odpowiednie sale i odpowiedni specjaliści.
- Nie stworzy tego w jeden dzień. Wszystko zajęło wiele czasu – rzuciła w roztargnieniu do Patricka. Czarnoksiężnik nie napełnił jej od razu. Ściągał kolejne ofiary i duchy powoli. Lycronis i Cynthia zajmowały się zresztą ciałami i Brenna miała zamiar jeszcze dziś zejść do nich, jeśli nie dostarczą raportu, aby dowiedzieć się, jak to wszystko przebiegało.
Czekać na Samhain? Ryzykować teraz, by osłabić czarnoksiężnika? Chciała, aby dusze uzyskały wolność, owszem, chętnie osłabiłaby też tego starca… Nie mogli jednak zwlekać z poszukiwaniami aż Sebastianowi się. Każdy dzień zwłoki był ryzykiem, że czarnoksiężnik zorientuje się, że anomalia na Mokradłach została zlikwidowana i zacznie zabijać kolejne osoby. Nie wspominając o tym, że jeśli to miało być ryzykowne…
- Jeśli potrzebujesz kogoś, kto potrafi wywoływać duchy, to kogoś takiego ci załatwię – poinformowała Brenna, bo choć wiedziała, że specjaliści w tej dziedzinie nie są łatwi do znalezienia, to nawet gdyby miała taką osobę wykopać z podziemi przy użyciu rąk w dodatku, Brenna była gotowa to zrobić. Jeżeli Macmillan chciał wywoływacza duchów, to go dostanie. – Ale ty musisz ocenić ryzyko. Jeżeli próba odesłania ich teraz miałaby być niebezpieczna dla ciebie i wywoływacza albo sprawić, że dusze… nie trafią tam, gdzie powinny, myślę, że lepiej, abyśmy poczekali do Samhain. Wiem, że oni cierpią, ale nie pomożemy im, jeśli do nich dołączysz. Poza tym zakładam, że tego rytuału nie uda ci się odprawić jeszcze dzisiaj, a poszukiwania czarnoksiężnika już i tak trwają, i nie możemy ich przerwać. Nawet jeśli czaszka go wzmacnia. Z tej perspektywy więc zwłoka nie ma aż tak dużego znaczenia
Za żadne skarby nie chciała skończyć jako winna śmierci ministerialnego egzorcysty albo jakiegoś przypadkowego konsultanta. Z dwojga złego wolała już pojedynkować się z czarnoksiężnikiem wzmocnionym dodatkową mocą. Na szczęście, Little Hangleton leżało spory kawałek stąd, więc jeżeli odpowiednio zabezpieczą czaszkę, istniała wedle słów spora szansa, że ten nie zdoła skorzystać z jej zasobów.
Może czasem nie miewała instynktu samozachowawczego w swoim przypadku, ale już cudzym życiem ryzykowała niechętnie i gdy naprawdę nie było wyjścia.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#12
09.04.2023, 02:16  ✶  
Patrick zmarszczył brwi. Czuł się jak na wykładzie w szkole. Obracał w dłoniach papierowy kubek z kawą i obserwował uważnie Sebastiana i Brennę. Sam dysponował raczej bardzo podstawową wiedzą z zakresu nekromancji. Nigdy też nie przeszło mu przez myśl, by wzmacniać własną moc cudzą energią.
Ale korzystać z takiej czaszki nawet teraz? W chwili, w której stała na biurku Macmillana? To brzmiało tak, jakby czarnoksiężnik – starzec – szalony wariat, był przy okazji nie tylko zdolnym do najgorszych świństw świrem, ale był również niezwykle potężnym świrem.
Cóż przynajmniej nie mógł ot tak wykonać kolejnej kryształowej czaszki. Zawsze to jakieś pocieszenie.
- Na ile dokładna byłaby taka ekspertyza? – zaciekawił się, a potem przeniósł spojrzenie na towarzyszącą mu brygadzistkę. – Zabił kilka osób w sposób, który nie zaalarmował Ministerstwa Magii. – A przynajmniej nie sprawił, by ktoś połączył sprawę wielu zabójstw wspólną nicią powiązania. - Potem umieścił ich dusze w… naczyniu – podbródkiem wskazał na czaszkę. Na dobrą sprawę jedyną osobą, która powiązała zamordowanych był sam szalony starzec, który nie tylko umieścił wszystkie dusze w jednym miejscu, ale też okopał je ich namacalnymi częściami ich własnych, ludzkich ciał.  – On wie, jak zabijać i gdzie szukać ofiar. 
Szczęście, że przynajmniej – o ile nie miał magazynu z kryształowymi czaszkami na tyłach domu, potrzebował czasu na skonstruowanie kolejnej. No i jeśli potrzebował do tego jakichś trudno dostępnych materiałów, być może warto by było w najbliższym czasie monitorować sklepy sprzedające takie.
Resztę informacji o tym, jak należało się obchodzić z czarnomagicznym artefaktem przyjął z głębokim zainteresowaniem. Gdzieś w połowie słów Sebastiana, wyciągnął nawet swój szkicownik, by zapisać najistotniejsze informacje. A potem ten szkicownik jakoś tak został mu w dłoniach, gdy Steward odruchowo zaczął rysować sylwetkę egzorcysty.
Nie odzywał się, gdy Brenna wspominała o tym, że to Macmillan musiał samodzielnie podjąć decyzję o tym, kiedy będzie mógł bezpiecznie odesłać ukryte w kryształowej czaszce duchy. A jednak jego wzrok sam pomknął ku nim a na kartce, obok siedzącej za biurkiem sylwetki Sebastiana, zaczęła powstawać wierna kopia  kryształowych oczodołów.
- A może sam kogoś takiego znasz? – zapytał jeszcze. - Kogoś zaznajomionego z duchami na podobnym poziomie co ty – doprecyzował, spoglądając na egzorcystę. Jeśli znał i mógł go polecić, to pewnie ufałby mu a to mogło być całkiem istotne przy rytuale. No i nie musieli się oszukiwać, Brenna z pewnością będzie chciała nadzorować całe to uwalnianie i odsyłanie (on też byłby skłonny przyjrzeć się temu rytuałowi, choć pewnie z kompletnie innych pobudek niż brygadzistka).
Pan Egzorcysta
here lies the abyss,
the well of all souls

wiek
34
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
kapłan kowenu | egzorcysta ministerstwa magii
ciemnobrązowe oczy; rozszczep tęczówki prawego oka (źrenica w kształcie dziurki od klucza); czarne włosy; przeciętny wzrost 173 cm; zimne dłonie; często ubrany cieplej niż sugeruje pogoda; okulary do czytania; srebrny łańcuszek z sygnetem na szyi (w oczku znajduje się zasuszony kwiat z rodzinnego ogrodu); niespieszny chód; cichy, nieco niewyraźny głos

Sebastian Macmillan
#13
12.04.2023, 20:41  ✶  

Przeświadczenie Brenny dotyczące tego, że nie była jedyną osobą w Departamencie Przestrzegania Prawa Czarodziejów, którą spotykały niespodziewane starcia z czarnoksiężnikami i innymi dziwnymi zjawiskami byłoby zdaniem Sebastiana mocno przesadzone. W swoich wyobrażeniach zaszufladkował ją bowiem jako czarownicę od „spraw beznadziejnych” lub „przypadków, którym nikt inny nie podoła” tudzież „śledztw dosłownie wpadających jej w ręce”. Musiała być niczym magnes na najbardziej cudackie historie, o jakich plotkowano na korytarzach Ministerstwa Magii. A przynajmniej tak się wydawało Macmillanowi. Ciężko było nie kojarzyć Brenny z takimi rzeczami.

— A bo ja wiem? Zależy od rzemieślnika? — Podrapał się po policzku, zerkając na Patricka pytająco. — Jak znajdziecie eksperta wyspecjalizowanego w zaklinaniu kryształu, to pewnie powie wam więcej od takiego, co rzeźbi w drewnie i sprawia, że taborety tańczą fokstrota w każdą niedzielę. — Wyprostował się na krześle, gdy auror zaczął dokładniej opowiadać o szczegółach zajścia. Przez jego twarz przemknął kwaśny grymas. — Nie uważacie, że czarnoksiężnicy mnożą się teraz jak króliki?

Jak inaczej można było to określić? Postać Gellerta Grindelwalda i jego poczynań dalej była dość świeża, na scenę nie tak dawno żwawym krokiem wkroczył Czarny Pan ze swoimi poplecznikami, a teraz mieli kolejnego pretendenta. Chociaż ten raczej działał na skalę iście lokalną. Czy ta sprawa, o której mówił Patrick z Brenną, mogła być powiązana z poczynaniami Lorda Voldemorta? Rywal, a może bliski zwolennik? A może po prostu pijany władzą wariat, który chciał sięgnąć po potęgę, która do tej pory była poza jego zasięgiem? Sebastian się skrzywił. Nie zazdrościł aurorom i brygadzistom. Te czasy nie należały do najspokojniejszych.

— Dobrze to słyszeć — skomentował, będąc pod wrażaniem gotowości panny Longbottom do działania. — Tak, jak mówiłem, sam na pewno tego nie zrobię. Zbyt wysokie prawdopodobieństwo, że wszystko trafi szlag. Jeśli znajdziemy dobrego asystenta, to możemy zająć się tym przed Samhain. — Zamrugał, gdy zrozumiał, że Brennie przeszło przez myśl, że mógłby być gotowy do takiego przedsięwzięcia tego samego dnia. Przecież to by było zupełnie lekkomyślne. Aż się wzdrygnął na samą myśl. — Do tego czasu będziecie mieli czas na znalezienie kogoś, kto przeprowadzi ekspertyzę.

Kiedy Patrick wywołał go do tablicy w związku z tym, czy zna kogoś godnego polecenia, spiął się nieco. Uciekł wzrokiem w bok, po chwili jednak jego zielone oczęta ponownie zawędrowały ku twarzom jego gości. Wodził spojrzeniem od Brenny do Patricka, ważąc w głowie wszystkie za i przeciw. Jamil mógł mieć teraz wiele na głowie, a nie chciałby odrywać go od własnych obowiązków służbowych. Poza tym, jeśli dalej trzymał się blisko Cathala, to mógłby go oderwać od naprawdę ciekawych wypraw. Czy byłoby to sprawiedliwe? Oni zasługują na to, żeby im w miarę szybko pomóc, zreflektował się, wzdychając do kryształowej czaszki.

— Mam kuzyna, który zajmuje się takimi sprawami — przyznał po dłuższej chwili namysłu. — Jamil Anwar. Od strony mojej matki, od Trelawneyów. — Uśmiechnął się słabo, sięgając po słonecznik. — Ma spore doświadczenie w przywoływaniu, na koncie kilka współprac z ekspertami z różnych dziedzin, widział pewnie parę... niespotykanych przypadków. Powierzyłbym mu tę sprawę.

Na jego czole pojawiła się zmarszczka między brwiami. Czy to już był nepotyzm, czy jeszcze nie? Chęć dania szansy członkowi rodziny na wykazanie się i dodatkowy zarobek, czy autentyczna chęć pomocy przedstawicielom służb bezpieczeństwa? Cóż, Brenna twierdziła, że bardzo chętnie wykopałaby mu asystenta spod ziemi, więc zależało im na prędkim załatwieniu tej sprawy. A zbyt wielu innych ekspertów w tej dziedzinie nie znał. Wykluczył osoby powiązane z kowenem. Tutaj jednak jego myśli momentalnie powędrowały ku młodej Sarze. Nie odważyłby się wprowadzić jej w taką sytuację. Przywoływanie przyjaznych duchów podczas sabatów to było jedno, ale kto wie, jak zareagowałaby na dusze uwięzione w czaszce?

— Chcecie jego dane kontaktowe, żeby się z nim zapoznać, zanim nawiążemy współpracę? — rzucił dla pewności. Skoro do niego się kolokwialnie mówiąc „wepchali” i zachowywali się, jakby działali w wielkiej tajemnicy, o której nikt nie powinien wiedzieć, to zapewne woleliby się dowiedzieć o Jamilu czegoś więcej. Może i nawet od niego samego.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#14
12.04.2023, 21:42  ✶  
On wie jak zabijać i szukać ofiar…
Brenna nie była tego pewna. Po prawdzie nie rozumiała, dlaczego czarnoksiężnik wybrał taką, a nie inną metodę. Miała mnóstwo teorii, ale żadnych przesłanek, które mogłyby potwierdzić którąś z nich. Tylko wspomnienie jego śmiechu i ciał znikających w sadzawce.
- Jamil An… war? Brzmi… egzotycznie. Podaj kontakt do niego, proszę – mruknęła Brygadzistka, wyciągając z kieszeni notatnik. By bardzo nieładnie, bo lewą ręką, zapisać w nim rysikiem imię i nazwisko, a potem także jego adres. Nie miała nic przeciwko rozpoczęcia poszukiwań wywoływacza duchów od niego. Niestety, nie znała nikogo bardzo zaufanego, a skoro Sebastian ufał kuzynowi – swoją drogą, sława Trelawneyów też pomagała – Brenna była gotowa policzyć to na plus. Co, oczywiście, nie przeszkodzi jej w posłaniu wiadomości do egipskiego ministerstwa magii, sprawdzenia danych matki, ojca oraz zasięgnięcia opinii członków jego ekipy (teraz tego nie wiedziała, ale dwóch nawet znała).
Brenna zakładała właśnie, że Sebastian nie zdoła załatwić tego w jeden dzień. Miesiąc, dwa czy pół roku – nie robiło więc ogromnej różnicy, bo nie mogli przestać szukać czarnoksiężnika.
- Dziękuję za ekspertyzę, Sebastianie. Porozmawiam z Anwarem, a jeżeli on się nie zgodzi albo nie będzie odpowiedni, poszukam kogoś innego – obiecała Brenna, po czym zerknęła na Patricka, czekając, czy on ma jeszcze jakieś pytania do egzorcysty albo chce coś powiedzieć. Potem ukryła notatnik w kieszeni, wstała i pożegnała się z Macmillanem. Już za drzwiami zamierzała omówić z Patrickiem kwestię w miarę bezpiecznego „składowania” czaszki – miewał z takimi rzeczami do czynienia więcej niż ona, więc to było coś, z czym na pewno poradzi sobie lepiej…
Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2067), Eutierria (272), Patrick Steward (1734), Sebastian Macmillan (2811)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa