26.04.2023, 15:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2023, 22:16 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Cathal Shafiq - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
TU MI KAKTUS WYROŚNIE
Coś cię tknęło, gdy byłeś na zakupach w sklepie z eliksirami i naturalnymi kosmetykami. Kupiłeś nowy szampon. Inny niż zwykle, ale etykieta miała w sobie to coś, co od razu rzuciło się w twoje oczy. Nie zastanawiałeś się nawet chwili. Pożałowałeś jednak tej decyzji już po pierwszym myciu. Okazało się, że na głowie wyrósł ci kaktus.
Coś cię tknęło, gdy byłeś na zakupach w sklepie z eliksirami i naturalnymi kosmetykami. Kupiłeś nowy szampon. Inny niż zwykle, ale etykieta miała w sobie to coś, co od razu rzuciło się w twoje oczy. Nie zastanawiałeś się nawet chwili. Pożałowałeś jednak tej decyzji już po pierwszym myciu. Okazało się, że na głowie wyrósł ci kaktus.
Cathal Shafiq nie był wstydliwym człowiekiem.
Nie było mu wstyd, kiedy potknął się na schodach grobowca i rozwalił sobie głowę ani wtedy, kiedy okazało się, że kobieta, z którą flirtował przez chwilę na wykopaliskach w Egipcie, jest mężatką. Nie wstydził, gdy przypadkiem przyłapano go podczas kąpieli w Kairze ani kiedy musiał żebrać u Nell Bagshot o coś, co pomoże mu wrócić do siebie, gdy dostał udaru spalił się na czerwono, bo jak ostatnie cielę, zgubił okrycie głowy na pustyni. Nawet tamtego dnia, kiedy zawalili sobie na głowę sufit w podziemiach, nie wstydził się ani trochę (zwłaszcza, że dzięki sugestii Ulyssesa ustawienia run w trójkąt odzwierciedlający położenie trzech gwiazd, otworzyli tajne przejście!).
Ale tego popołudnia, gdy dobijał się do drzwi Nell Bagshot, która w ich ekipie robiła za uzdrowicielkę i specjalistkę od mpa… było mu trochę wstyd.
Bo z jego jasnych włosów wyrastał kaktus.
Kaktus był imponujący. Miał niemal pół metra wysokości, przez co Shafiq, i tak już wysoki, wychodząc z domu matki w Little Hangleton musiał się pochylać. Przeszkadzał w poruszaniu i sprawiał, że Cathala bolał kark. Miał też cholernie ostre kolce, Cal przekonał się o tym, gdy zdumiony spróbował dotknąć rośliny, rosnącej na jego głowie. Prezentował się przez to nader ciekawie, więc i owszem – trochę było mu wstyd. Ostatecznie po części chcąc uniknąć pokazania się na oczy zbyt wielu ludziom, a po części po prostu z przyzwyczajenia, zamiast od Munga wyprawił się do Nell. Oczywiście, najpierw starannie obejrzał głowę i swoją „piękną” ozdobę – przekonał się ku swojej uldze, że kaktus nie zapuścił korzeni w mózgu (gdyby ten miał zostać uszkodzony przy wyjmowaniu i Cathal miałby do wyboru zgłupieć albo chodzić z kaktusem do końca życia na głowie, to zdecydowałby się na honorową śmierć poprzez rzucenie się z klifu). Próbował też go transmutować w coś innego, ale albo Shafiq za słabo opanował transmutację, albo kaktus był odporny na takie zabiegu. Nie zdołał także usunąć kaktusa „mechanicznie”, osiągnął tylko tyle, że stracił kilka włosów.
To wszystko zaprowadziło go pod mały domek, w którym Nell mieszkała ze swoją matką na skraju Doliny Godryka, zaledwie rzut kamieniem od miejscowych wrzosowisk. Walił w drzwi mimo bardzo wcześniej pory – dochodziła dopiero ósma, a w dni wolne Bagshotówna rzadko wstawała wcześnie. Mimo to po chwili te rozwarły się, a na progu stanęła panna Bagshot, zaspana, ziewająca, wciąż ubrana w wielką koszulę nocną. Z racji na to, że Nell była raczej drobna, wyglądała, jakby postanowiła ubrać się w namiot.
- Kurwa, Cal! Czy ty wiesz, która jest go…
Nell urwała. Otworzyła usta. Utkwiła wzrok w kaktusie. Cathal zaś włożył całą siłę woli w utrzymanie kamienne wyrazu twarzy.
- Kaktus – oświadczyła Nell odkrywczym tonem, zapominając nawet o tym, że miała zwymyślać swojego szefa za tę jakże wczesną wizytę i obiecać mu różne straszne rzeczy.
- Tak, rzeczywiście.
- Co on robi na twojej głowie?
- Rośnie, niestety.
- Cholera, wiesz, o co mi chodzi! Jak się tam znalazł?
- Mam tłumaczyć na progu?
- Eeeem… - zastanowiła się Nell, ale w końcu machnęła ręką, dając mu znać, by wszedł do środka. Wprowadziła go do kuchni, która wyglądała, jakby wybuchła tu jakaś bomba. Albo bawiło się stado skrzatów. Kilka kociołków, kilka garczków, brudny blat, wszędzie porozrzucane składniki… Cathal na widok aż takiego bałaganu przeżywał wewnętrzne katusze, ale heroicznie ugryzł się w język, oszczędzając sobie komentarza. W końcu przyszedł tutaj po pomoc. Niebezpiecznie byłoby teraz zdenerwować Nell uwagami odnośnie jej niegospodarności.
Bagshotówna wyciągnęła z kieszeni różdżkę, oczyściła część blatu, a potem się na niego podciągnęła, dzięki czemu nie musiała już aż tak zadzierać głowy, by spojrzeć na tę jakże nietypową ozdobą.
- Jak.
- Szampon – westchnął Cathal i wydobył z kieszeni opakowanie. – Ten sklep, który, do ciężkiego licha, sama mi poleciłaś. Uzupełniałem eliksir wiggenowy i parę innych, a że właściwie wszystkie szampony i mydła, które miałem w mieszkaniu straciły datę ważności… Kupiłem go.
Wybrał ten szampon, bo ot, etykieta rzuciła się mu w oczy. Mimo tego, że zwykle kupował uparcie te same kosmetyki, choćby dlatego, że nie chciał zapamiętywać tysięcy zapachów i obrazków na opakowaniach. Rzadko przyglądał się takim rzeczom w sklepach, ale teraz po prostu ten przyciągnął jego uwagę. Reszty historii dało się domyśleć. Umył głowę wieczorem, a kiedy wstał odkrył, że coś jest absolutnie nie tak.
Nell z prawdziwą fascynacją otworzyła szampon i powąchała.
- Zapach olejku kaktusowego – skwitowała, po czym sięgnęła po kubek – jeden z kilku leżących w zlewie – i wlała do niego trochę szamponu. Za pomocą różdżki wyczarowała strumień wody i zamieszała. – Wygląda jak normalny szampon, nie żaden eliksir…
- W takim razie to moja nadinterpretacja. Czystym przypadkiem użyłem szamponu z kaktusem na etykiecie, o zapachu kaktusa, a na mojej głowie wyrósł kaktus. Nie ma związku. Kaktusy ciągle wyrastają ludziom na głowach.
- Nie bądź złośliwy, bo cię tak zostawię – zagroziła Nell, celując różdżką w Cathala. Zmierzył ją beznamiętnym spojrzeniem, które może zrobiłoby na niej wrażenie, gdyby nie znała go od czasów, gdy miała ledwo kilka lat.
Wyszeptała inkantację i wycelowała różdżką tym razem w pojemnik. Zaklęcie ujawniające mistrza Skarpina, pozwalające na zidentyfikowanie składników eliksirów, zadziałało i po chwili Nell zmarszczyła brwi.
- Nie używaj tego więcej.
- Psujesz mi plany. Zamierzałem wyhodować sobie taki kaktus przed kolejnym przyjęciem mojej ciotki – stwierdził Cathal, a kąciki ust drgnęły mu w uśmiechu, mimo tej jakże niewesołej dla niego sytuacji. Nell spojrzała na niego trochę podejrzliwie, niepewna, czy żartował, czy mówił poważnie. Ciotka Cathala mogła odciąć wykopaliskom źródła finansowania i wsparcie rodu, więc Shafiq ku własnemu niezadowoleniu, musiał czasem jej ulegać. A zwykle chciała, aby chodził na przyjęcia, proszone obiadki i otwarcia galerii.
Nell niekiedy podejrzewała, że do Egiptu pojechał nie dlatego, że tak interesowały go tamtejsze grobowce. Uciekał przed ciotką.
Kto wie, może i byłby gotów wyhodować sobie znowu kaktusa na głowie, jeżeli to miałoby go ustrzec przed następną zabawą. Ale…
- Nie znam twojej ciotki, ale z tego, co mówisz, byłaby gotowa posłać cię na to przyjęcie nawet z kaktusem na głowie.
Cathal skrzywił się lekko.
- Masz rację. To marny plan.
- Świetnie. W takim razie zostawiasz mi to cudo, i więcej nie kupuj jednak w tamtym sklepie. Zeszli na psy. Już tu tona składników, którzy zdecydowanie być w czymś takim nie powinno – oświadczyła Nell, po czym wskazała mu krzesło. – A teraz siadaj.
- Po co?
- Mam stanąć na blacie, żeby sięgnąć tego kaktusa? – zirytowała się Nell, osóbka raczej mizernego wzrostu. – Czy przyszedłeś tutaj tylko mi się nim pochwalić i wcale, ale to wcale nie chcesz, żebym go usunęła?
Shafiq już bez protestów przysunął krzesło i usiadł, a Nell pochyliła się nad nim. Mrucząc zaklęcia walczyła z korzeniami rośliny, która wcale, a wcale nie chciała dobrowolnie opuścić głowy Shafiqa. Z ust Bagshot co rusz wydobywały się przekleństwa, kilka razy pociągnęła też Cathala za włosy. A on, ponieważ naprawdę chciał pozbyć się tego kaktusa, siedział cicho, cierpliwie znosząc te wszystkie zabiegi i ani razu nie zaprotestował wobec poczynań Bagshotówny. Wreszcie kaktus spadł na ziemię.
W tym momencie Cathal wycelował w niego różdżką, szepnął zaklęcie i unicestwił niecnego pasożyta. Głowa trochę bolała i swędziała, ale poza tym odetchnął z ulgą, gdy pozbył się niechcianego ciężaru.
- Ej, to był całkiem ładny okaz! Czemu to zrobiłeś? – burknęła Nell z wyraźną irytacją i trzepnęła go w ramię.
- Kto wie, czy zaraz nie rzuciłby się na nas dusić tymi korzeniami?
- Oj, Cal, Cal… - westchnęła Nell. Zeskoczyła z blatu i podeszła do jednego z szafek. W środku nie było naczyń ani żadnych rzeczy, jakich spodziewałby się człowiek w kuchni. Na półkach stały rzędy fiolek. Nell raczej rzadko przygotowywała takie samodzielnie, ale zawsze dbała o dobre zaopatrzenie. Wyciągnęła jedną z nich i podała ją Cathalowi. – Pij. Do dna. No już, już, moje zdrowie.
- Co to? – spytał podejrzliwie, oglądając fiolkę. Czy zdenerwował ją tak, że postanowiła podać mu coś o bardzo paskudnym smaku, co na przykład zwiększa tylko odporność? Była zdolna do takich rzeczy… – Przecież się pozbyłaś tego kaktusa?
- Ty lepiej doceń, że ci to daję, a nie wypuszczam cię z domu ot tak, na pośmiewisko.
- Nie bardzo rozumiem.
- Cal. W miejscu, gdzie wyrósł ten kaktus, nie masz włosów – uświadomiła go Nell, a na jej usta wypełzł paskudny uśmieszek. – To eliksir na porost włosów. Ale skoro nie chcesz…
Spróbowała zabrać fiolkę, Cathal jednak na to nie pozwolił. Wypił specyfik pośpiesznie, i nawet się nie skrzywił, mimo zaiste paskudnego smaku. A potem utkwił spojrzenie w Nell. Na jej niewinnej zwykle twarzy (ach, te mylące pozory!) gościł wyraz złośliwej satysfakcji.
- Podaj cenę.
- Bez przesady, nie będziesz mi płacić za taką drobną konsultację.
- Nie o tym mówię – mruknął, w duchu cierpiąc katusze. Nie proponował pieniędzy, ale już szykował się na wizytę w Miodowym Królestwie, gdzie przyjdzie mu zapewne kupić bardzo, bardzo wiele czekolad, sporo rodzajów cukierków oraz całe mrowie czekoladowych żab. Za dobrze ją znał, aby tak po prostu podziękować i wyjść. Nie miał żadnych wątpliwości, jakby się to skończyło. – Nell, przecież wiem, że tylko czekasz, żeby opowiedzieć o tym całemu światu. Co mam zrobić, żebyś zamilkła, najlepiej na wieki? Ile czekoladowych żab życzysz sobie dostać?
Po domu poniósł się śmiech Nell.
Koniec sesji