• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[22 czerwca 1969, Islandia] Fiordy, harce i swawole | Hjalmar & Pandora

[22 czerwca 1969, Islandia] Fiordy, harce i swawole | Hjalmar & Pandora
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#1
01.05.2023, 18:39  ✶  
Odkryj wiadomość pozafabularną
Kontynuacja tej sesji

Miał nadzieję, że instrukcje pozostawione Pandorze były wystarczająco jasne i da radę dotrzeć na wskazane miejsce. Sam miał jednak jeszcze jedną sprawę do załatwienia zanim z czystym sumieniem wyruszy w kierunku fiordów aby dalej cieszyć się Lithą. Większość par za niedługo wyruszy na poszukiwania legendarnego kwiatu paproci. A to wszystko tylko po to aby tradycji stało się za dość. Zresztą czy można było się dziwić tym wszystkim zakochanym? W końcu odnalezienie tej rośliny to było coś prestiżowego oraz dobrze odbieranego w społeczeństwie. A dla Hjalmara kolejny zabobon w który nie do końca wierzył.

Nordgersim widział swoją ofiarę. W końcu obserwował ją już od dłuższego czasu. Nie miał prawa mu teraz zwiać - był na wyciągnięcie ręki, dlatego chłopak sprawnym krokiem udał się w jego kierunku. Po kilkunastu krokach zniknął w tłumie ludzie, a sam Islandczyk kręcił swoim karkiem aby go rozgrzać - musiał być gotowy na wszystko w tym momencie.

Cała sprawa została załatwiona bardzo szybko, tym bardziej, że druga osoba się tego po prostu spodziewała. Nie mogło być zresztą inaczej skoro tamten już na niego oczekiwał. Na całe szczęście wszystko szło załatwić w cztery oczy, korzystając przy tym ze sprawdzonych metod.

Po krótkiej rozłące odnalazł ponownie Pandorę. Hjalmara nie było może maksymalnie z 10 minut, jeżeli nie nawet krócej - Mam nadzieję, że nie nudziłaś się zbytnio - zapytał, wyłaniając się zza skały rozmasowując sobie pięść. Kiedy podszedł bliżej złapał w dłoń kamionkę, którą następnie potrząsł - Weźmiemy jeszcze jeden na zapas? W mojej nie zostało więcej niż połowa - stwierdził biorąc łyk trunku. Był spragniony po tych całych tańcach - No chyba, że masz ochotę na coś innego. Gorzałkę jakąś albo wódkę... - dodał przyglądając się oferowanym tutaj alkoholom. Może powinni ze sobą wziąć po prostu beczułkę piwa? To też nie było tak naprawdę złe rozwiązanie.

- Ostrzegam, że przeprawa na fiordy nie będzie za prosta. Trochę się trzeba będzie nagimnastykować. Może nawet wykonać jakiś skok? - przyznał. Chciał jej pokazać najlepsze miejsce jakie było w tym momencie na wyciągnięcie ręki. I tak, była możliwość aby tam dotrzeć bez zbędnego wysiłku ale Hjalmar był charakterny i chciał ją trochę ukarać za te całe tańce i podważanie jego umiejętności wspinaczki. Kiedy będą wracali z punktu widokowego, wybiorą tę cywilizowaną drogę bo Pandora pewnie będzie już tam zmęczona jak po śnieżnej wyprawie.

W tym momencie zaczął podważać słuszność ich wyprawy na te całe fiordy. Wszak ubiór Prewettówny nie wskazywał aby była w jakimkolwiek stopniu gotowa na taką podróż - tym bardziej, że Nordgersim miał zamiar wybrać tę trudniejszą drogę. Jej sukienka i sandałki nadawały się idealnie na Lithę i festyn z jej okazji. Ale tylko głupiec i prawdziwy ignorant by nie stwierdził, że na wspinaczkę to jej strój się nie nadaje w ogóle. Z drugiej strony jak tak bardzo chciała, to kim on był aby jej się przeciwstawić? Była dorosła, więc mogła decydować o samej sobie. W najgorszym przypadku połamie sobie nogę i będzie miała nauczkę na całe życie.

- Tak mnie teraz naszło... Nie boisz się iść w tym? - wskazał na obuwie Pandory. Jedna źle postawiona stopa i kostka byłaby skręcona w ułamku sekundy. W tej sytuacji Hjalmar miałby tylko dwie możliwości. Pierwsza - pozbycie się problemu czyli Prewettówny poprzez wrzucenie jej do oceanu. Druga - przyniesienie jej z powrotem do osady aby ktoś mógł się nią tam zająć. I o ile, ta z szybką nauką pływania była bardzo ekscytująca, tak Dagur by go chyba zabił jakby dowiedział się jak potraktował damę.

Zaczął się gładzić po brodzie, próbując wymyślić co mogliby zrobić w tej sytuacji. Nawet jeżeli miałby jej pożyczyć jakieś swoje buty to Pandora by w nich po prostu utonęła. To też nie było rozwiązaniach problemu, który teraz ich trapił. Chociaż czy to był prawdziwy problem? Jeszcze kilka łyków alkoholu, a odejdzie on w zapomnienie. Nordgersim nie wiedział co prawda jak będzie zachowywała się dziewczyna po większej dawce trunku, ale Hjalmarowi odpalała się wtedy nieśmiertelność podczas której był w stanie zrobić niemal wszystko.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#2
01.05.2023, 19:36  ✶  
Wyjątkowo nie dyskutowała, przytakując jedynie i udając się we wskazane przez niego miejsce. Zgodził się na taniec i jeszcze kwestia wianka, musiała być grzeczna, a alkohol jedynie jej o tym przypominał. Muzyka sprawiała, że miała jeszcze lepszy humor, o ile było to możliwe. Nawet rozejrzała się w poszukiwaniu owcy, którą widziała wcześniej, ale nie była w stanie zlokalizować tego gospodarstwa. Przedarcie przez tłumy nie było takie proste, zwłaszcza gdy było się drobniejszej postury niż mieszkańcy Islandii. W głowie wciąż jej wirowało od tańca, słyszała też w głowie słowa, które zdradził jej kamrat Hjalmara, gdy mieli okazję chwilę razem się bawić. Oparła się grzecznie o drzewo i odchyliła głowę do tyłu, przyglądając się niebu — nawet z wioski było na nim widocznych mnóstwo srebrnych punktów. Pandora usłyszała dziecięce głosy zaraz obok i jakoś tak wyszło, że kilka sekund później już z nimi rozmawiała, trochę po angielsku, trochę na migi.
Słysząc jego głos, podniosła na niego spojrzenie, bo akurat kucała przy trójce dzieciaków, a jakaś dziewczynka plotła jej warkocza. Na kolanach miała książkę o magicznych stworzeniach, która otwarta była akurat na rysunku smoka. Uśmiechnęła się, kręcąc głową. - Mam doskonałe towarzystwo. Wiedziałeś, że on lubi zwierzęta? - wskazała wzrokiem na siedzącego obok chłopaka, który chyba znał Niedźwiadka, bo spalił rumieńca na jego widok. Słysząc jego kolejne słowa i dostrzegając, że dziewczynka skończyła swoje dzieło, związując je na krańcu swoją żółtą wstążką, klasnęła w dłonie. - Zgodnie z umową i za usługę. - zaczęła, wyjmując kilka monet i wręczając każdemu z nich, dziewczynce dała spinkę, którą wcześniej miała we włosach — zwykłą, z jasnym oczkiem, a gdy chłopiec chciał oddać jej książkę, pokręciła głową. - Nie musisz, zatrzymaj sobie. To prezent. Uważajcie na siebie i bądźcie grzeczni, dobrze? - rzuciła jeszcze poważniej, wstając. Poprawiła sukienkę, machając im jeszcze na pożegnanie i zaraz znalazła się przy nim, lustrując go zaciekawionym wzrokiem. Z łatwością mógł zauważyć, że chciała zapytać, gdzie był — ale obiecała. Wysunęła dłonie, biorąc od niego kamionkę i zrobiła łyka miodu, bo jej samej zaschło w gardle. I wtedy właśnie zauważyła ślad krwi na pięści. Uniosła brew, wciskając mu naczynie w jedną dłoń, a dwiema swoimi złapała za rękę, przyglądając się jej badawczo. - Uderzyłeś się? Jak sobie uszkodzisz ręce, będzie Ci ciężko polować, powinieneś bardziej uważać, Niedźwiadku. - westchnęła z troską w głosie, jedną dłonią sięgając do bocznej kieszonki swojej torebki, z której wyjęła chusteczkę i ostrożnie spróbowała się pozbyć krwi. - Weźmiemy. Możemy wziąć miód, wódkę, gorzałkę i nawet piwo, co tylko chcesz. W końcu teraz obchodzimy Twoją wersję Lithy.
Podniosła na niego wzrok, gdy mówił, pozwalając, aby zapleciony przez jasnowłosą dziewczynkę warkocz opadł jej na lewe ramię. Było trochę wygodniej niż w rozpuszczonych włosach.
- Jestem twardsza, niż wyglądam. - stwierdziła z delikatnym wzruszeniem ramion, swoim nieustraszonym głosem, chcąc brzmieć wyjątkowo odważnie. Miód swoje zrobił, czuła się znacznie swobodniej i pewniej, nawet ocean przestawał być tak paskudnie straszny i uciekł gdzieś w odmęty jej umysłu. Nie brała pod uwagę porażki, nie myślała o negatywnych rzeczach, jak zmęczenie, czy przedzieranie się przez las. Skupiała się na tych najfajniejszych aspektach, nagrodzie za wysiłek. - Te fiordy są na wschodzie? - zapytała z ciekawością, uznając, że to pytanie nie narażało jego ciśnienia.
- Hmm? - po jego słowach spojrzała w dół, przyglądając się chwilę swojemu dekoltowi i kołyszącej się za kolanami sukience, a potem butom. Faktycznie, była trochę niezdarna. Gdyby jednak takie drobnostki miały przeszkodzić im w przygodzie, byłoby okropnie. Pijani ludzie byli też bardziej elastyczni i jak koty, spadali na cztery łapy. - Moja transmutacja nie jest najlepsza, ale na jakiś czas powinnam móc to trochę zmienić pod naszą wyprawę, jak będzie taka konieczność. Nie martw się, chyba nie sprawię Ci kłopotów. Nie więcej, niż ostatnio?
Nie mogła mu tego obiecać, ale przynajmniej będzie się starała. Sugerowała to jej mina i spojrzenie. Jej optymizm mógłby być zaraźliwy, świat byłby wtedy piękniejszym miejscem. Rozejrzała się dookoła, próbując zgadnąć, którą ścieżką będą szli — wszystkie wyglądały praktycznie tak samo i szczerze mówiąc, nie była przekonana, czy trafiłaby tak łatwo do swojego namiotu. Zanim jednak ruszą w drogę, trzeba było się zaopatrzyć. Pandora skorzystała z magicznych właściwości swojej torebki i gdy Nordgersim zapewniał trunki, ona ze straganu obok wzięła kilka przekąsek, również pod niego, pamiętając o miłości do mięsa. - I co wybrałeś?
Zapytała, gdy ruszyli — a właściwie on ruszył przodem — na swoją nocną przygodę. Miała oczywiście na myśli alkohol, mając nadzieję, że jeszcze trochę miodu się znajdzie.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#3
01.05.2023, 21:36  ✶  

Pandora była jak te dzieci, więc wcale nie było dziwnym, że tak dobrze się z nimi dogadywała. Było to na swój sposób ciekawym zjawiskiem - Nie dziwie się. Spójrz tylko na niego, chłop jak dąb będzie, od razu widać na pierwszy rzut oka. Będzie się takimi kiedyś pewnie zajmował - przyznał przyglądając się otwartej stronie. Dojrzał też tę dziewczynkę, która zaplatała warkocza. Też tak potrafię W końcu sam też nosił "kitę" - A ja? - wystawił dłoń w kierunku dzieciaków po swoją część nagrody - Proszę się tutaj z wujkiem podzielić ino roz - ruszył kilka razy palcami w swoim kierunku aby je zachęcić, jednak bezskutecznie. Widząc i słysząc, że Prewettówna pozwoliła im zatrzymać swoją książkę, zerwał się w ich kierunku jakby był jakimś zwierzęciem - Roooargh! - wydał z siebie, a następnie zatrzymał się po kilkunastu krokach, obserwując jak dzieci ze śmiechem uciekają.

Powrócił do swojej towarzyszki, szczęśliwy z tego co dokonał. W końcu to dzieci nie chciały z nim współpracować. Hjalmar chciał tylko otrzymać swoją część - swego rodzaju należyty podatek. Podał dziewczynie kamionkę, z której pociągnęła całkiem solidny łyk. No proszę. Jeszcze trochę i wyjdziesz na ludzi... Uśmiechnął się, a moment później poczuł dotyk jej dłoni - Umm.. Nic takiego. Nie pierwszy i nie ostatni raz - przyznał. Prawdę mówiąc to i tak była jedna z łagodniejszych ran jakich się kiedykolwiek dorobił w swoim całym życiu.

- Dobra. To coś wybiorę - odparł. Miodu mu już wystarczyło wszak na dłuższą metę był jednak za słodki. Piwo też odpadało bo miało mniejszy woltaż niż ten dobry trójniaczek, a jak wiadomo nie należało schodzić z procentami w dół. Wybór więc pozostawał jeden - gorzałka. I na to też postawi jako trunek na zwieńczenie wieczoru - po nim i tak już raczej nie będą w stanie żyć.

- Ah tak? - zapytał z uniesionym uśmieszkiem na twarzy wpatrując się w jej oczy z góry. Ten jego wyraz twarzy świadczył o jego niedowierzaniu w jej słowa. Mogła być twarda, jak najbardziej, nie zaprzeczał tego ale do tej pory to raczej pozwala Hjalmarowi przejmować prowadzenie w kwestiach "twardości". Inną kwestią był fakt czy kobieta musiała udowadniać wszystkim wokół, że jest twarda? To raczej było zadanie dla tych wszystkich 'samców alfa', którzy poczuwali się do prężenia swoich mięśni i dominowaniu nad resztą męskich osobników.

- Są wszędzie. Na wschodzie, zachodzie, północy i południu - przyznał - Zawsze się jakieś znajdą. Pytanie tylko ile ktoś ma czasu aby do nich dotrzeć. Ale masz rację. Punkt dla Ciebie. Będziemy szli do tych na wschodzie jako, że są najbliżej - dodał. Specjalnie wybrał właśnie ten kierunek, ponieważ wiedział, że droga tam jest nieco trudniejsza niż na inne fiordy. Chociaż skoro Pandora zgadła lub wiedziała o tym w którym kierunku będą się udawać, nie znaczyło, że miała też pojęcie o trudności tej trasy? To sprawiło, że przyjrzał się jej badawczo, mrużąc lekko oczu aby spróbować wyczytać z twarzy ile informacji o tej kwestii wie.

- Poradzisz sobie przecież bez transmutacji twardzielu - dosypał jej trochę do pieca. Nie mógł się powstrzymać przed skomentowaniem tego przy użyciu małej zaczepki. W końcu teraz była jego część Lithy i on mógł sobie pozwolić na takie zagrywki.

Zgarnął za pazuchę butelkę gorzałki oraz małą kamionkę trójniaczka, co by Pandora też miała coś do picia. Wszak wątpił, że będzie zainteresowana wysokoprocentowym alkoholem, który mógłby ją sprzątnąć z planszy na resztę wieczoru. Jego towarzyszka zaś też nie zamierzała stać i się przyglądać jego dywagacjom na temat trunków, ponieważ ruszyła do stanowiska obok aby zgarnąć jakieś przekąski, co nie umknęło Hjalmarowi. Wygląda na to, że będziemy robić piknik...

- Gorzołę i trochę miodu dla... - zaczął ale nie skończył. Chociaż domyślenie się tego co chciał dopowiedzieć, nie stanowiło za dużego problemu - Um... Ruszajmy no bo nas noc zastanie zanim dojdziemy tam - dodał szybko i wyrwał się przodem, kierując się we wschodnim kierunku tak jak zostało wcześniej ustalone.

Z każdym kolejnym krokiem, osada i główny festyn zostawał za nimi. Szli w miarę utwardzoną ścieżką, która prowadziła w stronę oceanu. Minęli po drodze też kilka par czy grupek czarodziejów, którzy również mieli taki sam lub podobny pomysł co oni sami - Tu musimy zboczyć z drogi - powiedział wskazując na wąską udeptaną ścieżkę, która odchodziła w bok, a lata świetności miała dawno za sobą i wyglądała jakby była znana tylko najstarszym mieszkańcom okolicy lub osobom, które zostały wtajemniczone w tę sztukę. Jak powiedział tak też zrobił i zszedł pierwszy na tą gorszą drogę. Tutaj w porównaniu z tym co było jeszcze kilkaset metrów temu, można było zauważyć pierwsze wrzosy, które rosły sobie swoim życiem. To pewnie stąd ta staruszka miała te wrzosy...

Przeszli kilka kolejnych kilometrów między wrzosami jako, że ścieżka (chociaż ciężko było ją tak nazwać) już dawno temu się skończyła. W tym czasie, Hjalmar postanowił urozmaicić ich podróż kilkoma historiami z Durmstrangu opowiadając o tym jak to nagabywał Dagurowi pełno problemów swoim zachowaniem w szkole.

- Uwaga - powiedział wystawiając rękę przed Pandorę aby ta przypadkiem nie wpadła do rzeki, która przecinała im drogę w kierunku oceanu - Proponuję, że przeskoczę pierwszy, a w razie czego będę starał się Ciebie łapać - zaproponował, a po chwili wskazał na kilka kamyków pomiędzy wartkim strumieniem - Przeskoczenie po nich może być dużo prostsze, niż na jednego susa - zauważył i cofnął się kilka kroków aby wziąć rozpęd - No to lecę. Trzymaj kciuki - poprosił, rozpędzając się i próbując swojego szczęścia w skoku w dal.


Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana

Rzut na aktywność fizyczną aby spróbować jednym skokiem przeskoczyć całą rzęke
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#4
01.05.2023, 22:29  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2023, 22:32 przez Pandora Prewett.)  
Na wzmiankę o byciu, jak dziecko — mogłaby na niego tupnąć nogą z oburzeniem. Powtarzała sobie zawsze, że to kwestia bycia miłym i bycia optymistą, nie dziecinności, chociaż w myślach mężczyzny kryło się ziarno prawdy. Na jego słowa o chłopcu uśmiechnęła się w stronę dzieciaka pogodnie, lustrując go wzrokiem. - Hjalmar wie, co mówi, będziesz świetny w pracy z nimi. - przytaknęła z delikatnym wzruszeniem ramion, jakby rzucała najbardziej oczywiste słowa na świecie, a jej ulubiony Islandczyk faktycznie miał zawsze rację. Rozważała zapytanie go o tego warkoczyka, zważywszy na jego fryzurę, ale uznała, że mogłaby przekroczyć linię, a tak? Dziewczynka będzie mogła sobie coś kupić na festynie. Pandora oczywiście dała im więcej pieniędzy, niż powinna, bo zupełnie nie przykładała do nich wagi, zwłaszcza jeśli mogła uszczęśliwić innych, Przyglądała się jego interakcjom z młodzieżą z rozbawieniem, zwłaszcza gdy takiego smoka zaczął udawać i doszła do wniosku, że miał jakąś słabość do ryczenia. Pokręciła głową ze śmiechem. - Będziesz naprawdę dobrym ojcem i musisz być dobrym bratem.
Zauważyła wciąż rozbawionym głosem, przenosząc na niego wzrok, gdy dzieciaki zniknęły już jej z oczu. Zastanawiała się, czy tutaj wszyscy byli tak zżyci, że było mnóstwo wujów i ciotek w całej osadzie i okolicach, ale obiecała nie pytać o tysiące rzeczy, więc pytanie musiało przejść na listę do "kiedyś". Miód jej lekko wchodził, zostawiał słodycz na ustach, ale nawet to nie sprawiło, że jej twarz wyrażała mniejsze zmartwienie, gdy dostrzegła jego dłoń, działając jak zwykle bez cienia pomyślunku czy wstydu, przyglądając się śladowi krwi bliżej.
- Nie było Cię chwilkę, a już się zraniłeś. Zacznę myśleć, że naprawdę przynoszę Ci pecha, a nawet nie mam puszki. - westchnęła z nutą niezadowolenia, bo nie dość, że spadł wtedy z drzewa, to potem był wściekły, a teraz jeszcze zranił sobie rękę i zmusiła go do tańca. Pokręciła głową, związując mu chustkę na dłoni, wiążąc supełek w jej wewnętrznej części. Cofnęła dłonie, podnosząc na niego wzrok. - Coś dobrego. I dużo! Długa noc przed nami, nie? - kontynuowała, widocznie nie mając obaw i zdrowego rozsądku przed tym, co tutejszy alkohol mógłby z nią zrobić. Postanowiła pić wolniej, niż miód i uznała, że trzeba pomyśleć o czymś do przekąszenia.
Wyraz jego twarzy i spojrzenie, jakim ją obdarował, sprawiło, że cofnęła się pół kroku, chociaż wciąż trzymała wysoko głowę i zadzierała pewnie podbródek.- No.. Tak.. - odparła już nie tak pewnie, jakby zaskoczona, że ktokolwiek ją podważał i to w taki sposób. Było w jego oczach coś tak silnego i dominującego, taki brak wiary, że sama zwątpiła. Odwróciła spojrzenie chyba pierwszy raz, gdy mieli ze sobą do czynienia. Czy kobieta musiała to udowadniać? Musiała, jeśli nie chciała być traktowana, jak jajko — chociaż większa część tego oczekiwała. Oczywiście był od niej twardszy, silniejszy i lepiej doświadczony, miał tysiące umiejętności, o których Pandora nie miała pojęcia i wcale nie musiał udowadniać, że jest samcem alfa, jak to chłopcy lubili. Jego koledzy jakiś czas temu wystarczająco mocno zaakcentowali, kto jest liderem w ich bandzie.
- Muszę mieć już sporo punktów. - zauważyła zadowolona z siebie, przesuwając pasek od torebki na ramieniu, nie zdając sobie sprawy, że wyspa faktycznie z każdej strony miała mniejsze lub większe fiordy. - Pomyślałam, że może uda nam się zobaczyć wschód słońca z nich. - wyznała jeszcze, nawiązując do swojego wcześniejszego pytania. Była przekonana, że to spektakularne, jak wilki w zimowym lesie, na które sypały płatki śniegu. O ile oczywiście nic ich nie zje po drodze i nie padną. - Masz rację, poradzę. A przynajmniej mogę próbować, dopóki się nie uda.
Skrzyżowała ręce pod biustem, układając palce na swoich ramionach. Lubiła wyzwania, lubiła adrenalinę i lubiła niespodzianki, zupełnie nie myśląc o konsekwencjach. To była jego część wieczoru, ona się dostosuje i będzie robiła tak, jak chciał, bez marudzenia. I w sukience. Zostawiła więc mu alkohol, a sama kupiła trochę jedzenia, żeby ich tak szybko nie zmogło, oczami wyobraźni widząc już te widoki, niebo i wszystko to, co mogło ich czekać po drodze. I chociaż festyn był kolorowy i piękny, ta wizja podobała się jej bardziej. Czekając, aż młoda kobieta o ślicznych, zielonych jak trawa oczach i brązowych warkoczach spakuje jej jedzenie, przesunęła palcami po jednym z wrzosów na swoim wianku, uśmiechając się pod nosem. Nie słyszała tego, co mówił.
- Noc już się zaczyna. Dla Ciebie to nie przeszkoda nie? - zauważyła, zerkając na niego z dołu, gdy zamykała torebkę. Nie rozumiała tego, jak mogła ufać komuś, kogo praktycznie nie znała na tyle, aby włóczyć się nocą po lasach, obserwować wilki i robić inne, głupie rzeczy. Ojciec by ją pewnie zabił, matka złapałaby się na głowę, że nie zachowywała się bardziej, jak na damę przystało. Może lepiej, że tak wiele o Pandorze nie wiedzieli.
Obejrzała się raz jeszcze na ogniska, gdy ruszyli przed siebie, uśmiechając się na widok tańczących ludzi, a potem już skupiła się na drodze i na swoim towarzystwie. - Myślisz, że oni też idą na Fiordy? - zapytała z zaciekawieniem, odwzajemniając uśmiech jakiegoś młodego mężczyzny, który przechodził obok z kolegami i uniósł w ich stronę kufel, mówiąc coś po islandzku, zupełnie pijany i nie mogła zrozumieć. - Mieszkasz chyba w najlepszym miejscu na świecie. - skwitowała pogodnie, gdy skręcili na wąską ścieżkę. Idąc za nim, wpatrywała się chwilę w jego plecy. Były naprawdę szerokie, a on z tej perspektywy wydawał się naprawdę wysoki, chyba wyższy niż normalnie. Słodki zapach kwiatów dotarł do jej nosa, przesunęła po dzikich wrzosach palcami, nie mogąc się powstrzymać przed kucnięciem na chwilę i powąchaniem z westchnięciem zachwytu. Pachniały zupełnie inaczej niż te, które widziała w kwiaciarni. Bez słowa jednak zgarnęła kosmyk włosów za ucho, prostując się i podbiegając trochę, aby go dogonić, na jego ewentualne spojrzenie wzruszyła niewinnie ramionami.
Słuchała go z zainteresowaniem, dopytując o szczegóły opowiadanych historii lub wybuchając śmiechem, nie mając zupełnie problemu z wyobrażeniem sobie młodszej wersji blondyna w szkolnych szatach, który sprawiał nauczycielom problemy, testując ich cierpliwość przy okazji łamania kilku punktów regulaminu. Czasem, gdy droga robiła się zbyt ciemna i zakrytą roślinnością, łapała za kraniec jego koszuli palcami, żeby się nie wywalić.
A potem usłyszała szum i nieco zbladła, przełykając głośniej powietrze. Oczywiście wpadła na jego rękę, a nie do rzeki, dzięki temu, że pomyślał o jej niezdarności. Naprawdę? Woda?
- Przeskoczysz...? Bardzo tu głęboko? - zapytała pozornie zwyczajnie, chociaż wolna dłoń schowała się gdzieś z tyłu, zaciskając na sukience. Czuła, jak serce uderza jej mocniej w piersi. To było niedorzeczne, bo była to tylko zwykła, mała rzeka. Nie można było się w niej utopić. - Przecież to nie taki wąski strumyczek.. - zauważyła tylko, przesuwając wzrokiem po wskazanych przez niego kamykach, a potem na sam strumyk. On jednak wcale jej nie słuchał, lecąc niczym piorun przed siebie i skacząc. I efekt jego skoku wcale nie poprawił jej humoru i nie dodał odwagi, jednak nie zareagowała praktycznie, podchodząc do brzegu, skąd można było przejść na kamienie. Powtarzała sobie te swoje mantry o odwadze i o tym, że strach nie może definiować życia. No i nie chciała, żeby wiedział. Żeby zauważył. Zacisnęła usta, nabierając mimowolnie powietrza w płuca, jakby miało go braknąć i weszła ostrożnie na pierwszy kamień, chcąc przejść na drugi brzeg.

Rzut O 1d100 - 3
Akcja nieudana

Aczkolwiek tu było 3, zanim zepsułam, tego się trzymajmy.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#5
02.05.2023, 00:02  ✶  

Czy lubił ryczeć? Trochę tak. A zasada była bardzo prosta - zwierzęta wykorzystywały swój instynkt i jeżeli ich niedoszła ofiara była od nich większa oraz głośniejsza, nie atakowały ich w obawie przed utratą własnego zdrowia. To nie raz pozwoliło mu przestraszyć dziką zwierzynę, zwłaszcza wtedy kiedy mogło mu się stać coś złego.

Oczywiście dzieci nie stanowiło dla niego żadnego zagrożenia ale lubiło być gonione przez innych, a tym bardziej starszych od siebie - widziały w tym zabawę. A Hjalmar wykorzystał do tego sprawdzoną metodę, tą samą jaką bawił się z nim Dagur, kiedy to Nordgersim był jeszcze młody. Miał wtedy z tego powodu szczęścia co nie miara i nic go nie kosztowało, aby i te pociechy miały trochę odskoczni od wszystkiego.

Będziesz naprawdę dobrym ojcem? Spojrzał na nią, unosząc jedną brew w zdziwieniu. Czy to oznaczało, że Hjalmar zaczął przemieniać się już w swojego ojca? Wiedział, że to prędzej czy później będzie nieuniknione ale nie spodziewał się, że nastąpi to tak szybko. Podejrzewał, że stanie się to dopiero po jego ślubie przy narodzinach dziecka, a nie w momencie w którym on nawet nie planował żadnych zaręczyn.

- No to chyba jednak szczęście skoro nie kaleczę się przy Tobie, tylko wtedy jak się oddalam. Chyba, że się mścisz w ten sposób to wtedy rzeczywiście tak może być - stwierdził z lekkim parsknięciem, kiedy przyglądał się jak przewiązuje mu chustkę na dłoni - Trochę tak. Ale to chyba nic nowego - dodał. Ostatnim razem spotkał ją właśnie w nocy, więc nie była to raczej jakaś 'nowa' pora dla Pandory.

Uśmiechnął się tylko mocniej kiedy dziewczyna cofnęła się o pół kroku. Nie miał zamiaru jej oczywiście przestraszyć ale jeżeli to zrobił no to trudno - musiał zaakceptować taki przebieg rzeczy. Prawdę mówiąc nie zrobił tego specjalnie, a to po prostu tak wyszło. W ten sposób by się zapewne tłumaczył gdyby ktoś go spytał dlaczego postąpił w ten, a nie inny sposób. Jako, że się jej przyglądał zauważył, że zrobiła coś czego się po niej nie spodziewał - uciekła wzrokiem. Do tej pory to on ratował się w ten sposób w trudnych sytuacjach. Może ją to lekko przerosło? Albo to przez ten cały spożyty alkohol?

- Ja nie wiem. To Twoje punkty i Ty powinnaś je liczyć - zauważył przybierając postawę lekko obronną. Sam nie miał zielonego pojęcia ile tych punktów jej już rozdał. Nie rzucał ich może na lewo czy prawo ale był przekonany, że obdarzył Pandorę już co najmniej kilkoma - Jeżeli po drodze nie zginiesz ani ja Cię nie utopię na miejscu to pewnie się uda - dodał z przekąsem przypominając jej, że jeden zły ruch, a już nie powróci z tej ekspedycji.

- Dla mnie? - zapytał aby się upewnić, że na pewno dobrze usłyszał. Co prawda nie było raczej nikogo innego do kogo mogłaby skierować to pytanie ale Hjalmar lubił się zgrywać - Żadna przeszkoda o ile nie będziemy musieli ratować jakiejś kolejnej zagubionej turystki - zaśmiał się. Nigdy nie zapomni sposobu w jaki się poznali. I tym samym miał zamiar jej o tym przypominać tak często jak to tylko możliwe.

Nie zwracał zbytnio uwagi na innych ludzi - jedynie tyle co by ich przypadkiem nie potrącić po drodze dlatego był lekko zdziwiony kiedy usłyszał pytanie. Przez moment chciał nawet zapytać "jacy oni?" - Huh... - wydał oglądając się za siebie - Nie. Oni raczej nie. Prędzej pójdą znaleźć sobie jakąś kobietę z którą zakończą Lithę płodząc swoje pierwsze dziecko, dokładnie tak jak Dagur 27 lat temu - zaśmiał się w głos wspominając o miłosnych podbojach swojego ojca - Wiem. Nic też nie trzyma Cię przed tym abyś się tu przeprowadziła i została częścią tej społeczności - dodał zgodnie z prawdą. Czasy się zmieniły, a w raz z nimi ludzie. Wystarczyło aby Pandora nauczyła się mówić płynnie po islandzku, ponieważ nie wszyscy rozumieli angielski i to mogła stanowić pewnego rodzaju przeszkodę. A po za językiem, Hjalmar nie widział żadnych innych przeciwwskazań - na pewno by się tutaj odnalazła.

Na wrzosy nawet nie zwrócił szczególnej uwagi - miał je na co dzień. W tym momencie ważniejsze dla niego było to aby nie zgubić gorzałki, ani kamionki bo to by była prawdziwa strata. Nie zorientował się nawet kiedy Pandora postanowiła się nimi trochę porozkoszować. Coś mu jednak nie pasowało w ich pochodzie, a raczej w jego pochodzie, ponieważ Prewettówna właśnie wąchała kwiatki w najlepsze. Zatrzymałem się na moment i posłał jej spojrzenie po którym tylko pokręcił głową oraz ciężko westchnął. Jak z dzieckiem... Nie oceniał, znaczy trochę tak, ale nie na tyle aby wyrazić swoją dezaprobatę. Po prostu wrócił do dalszego marszu, lekko zwalniając aby miała szansę go dogonić. Byłaby wielka szkoda jakby się teraz zgubiła

Wiadomo, że Hjalmar przedstawiał narrację ze swojej perspektywy - lekko podkolorowywał niektóre rzeczy, część ukrywał. Nie chciał wyjść przed Pandorą na dręczyciela, którym trochę był w czasach szkolnych, serwując swoich kolegom "treningi". Momentami czuł lekkie ciągnięcie za swoją koszulę. Dziewczyna mogła zawsze poprosić aby zwolnił albo żeby to ona szła pierwsza. Wtedy Nordgersim miałby na nią oko, a i prędkość była by dostosowana do jej możliwości.

- Ja nie przeskoczę? - zapytał z oburzeniem. Nie wiedział wtedy jeszcze, że nie przeskoczy tego, a próba zrobienia z siebie bohatera spełźnie na niczym. Tak jak to miał w zwyczaju - podpalił się do roboty i nie obchodziło go nic innego. Rozpędził się i...

No i benc. Wylądował w wodzie po sam pas. Jego wyskok był zbyt słaby aby mógł dolecieć na drugi brzeg. Stał tak przez chwilę z grymasem na twarzy. No i wyszło kurwa standardowo, jak zawsze Pokręcił głową z dezaprobatą na wynik swojego skoku - To przez alkohol - zaczął się bronić kiedy Pandora wybrała bezpieczniejszą drogę do przeprawienia się przez rzekę.

Mimo, że dziewczyna zdecydowała się na spokojniejszą metodę przemieszczenia się, co świadczyło tylko o jej rozwadze oraz normalnym podejściu do sprawy - a nie chaotycznym tak jak to miał w zwyczaju Nordgersim - jej próba również nie zakończyła się sukcesem. Gdzieś pomiędzy drugim, a może trzecim krokiem po kamieniach, poślizgnęła się i runęła jak długa do wody - No proszę. Też alkohol? - dopytał z lekkim uśmiechem na ustach i ruszył w jej kierunku aby pomóc.

- Złap się mnie - polecił podchodząc blisko i wystawiając rękę z przemokniętą chustką na dłoni - Woda jest dosyć wartka i jeszcze mi tu zaraz odpłyniesz - dodał, forsując wodę i tym samym drogę na drugi brzeg. Na szczęście jego postura pozwalała przeciwstawić się temu zabójczemu żywiołowi i bezpiecznie przedostać się na przeciwną stronę. Gdyby tylko tak od początku postawił na rozwagę, a nie popisywanie się...

- Wszystko całe? - zapytał spoglądając na swój stan. Poklepał się po kieszeni od koszuli, a następnie zerknął za pazuchę - obie rzeczy były. Chwilę zajęło mu zrozumienie, że gdzieś w momencie upadku do wody wypuścił kamionkę z miodem - Nosz na jebaną brodę Merlina! - wykrzyczał ze zdenerwowania - No i po miodzie mamy - kopnął ziemię w nerwach. Hjalmar zaczynał się powoli gotować. Czuł, że zaraz coś zniszczy.

Przymknął oczy, a następnie zaczął brać głębokie wdechy i wydechy - Nic. Będziemy musieli się rozkoszować gorzałką - przyznał lekko się uspokajając. Nie mieli innej możliwości. Nordgersimowi to co prawda nie przeszkadzało, bo i tak miał zamiar to wypić. Gorzej mogło być z Pandorą, która mogła mieć ochotę na inny trunek - Spójrz - powiedział wskazując jej palcem na stado ptaków, które siedziało na jednej ze skarp - To maskonur zwyczajny - wyjaśnił jej. Nie wspomniał jeszcze, że jednego takiego udało mu się nawet oswoić.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#6
02.05.2023, 16:31  ✶  
Dostrzegając jego spojrzenie i uniesioną brew na rzucony przez nią komentarz zaraz po tym, jak znów przeistoczył się na chwilę w Niedźwiedzia, przez chwilę zastanawiała się, czy nie powiedziała czegoś złego. - No tak, nie każdy ma podejście do dzieci i lubi dzieci. Nie wspomnę o wywoływaniu ich śmiechu. - odpowiedziała jedynie ze wzruszeniem ramion, cały czas z uśmiechem i błyskiem w oczach, zaraz jednak powędrowała wzrokiem na znikające w tłumie dzieciaki. Roześmiane i zadowolone, tak, jak powinno być. Nie sugerowała mu od razu, że powinien już, natychmiast zakładać rodzinę, ale w przyszłości, gdy przyjdzie odpowiedni moment, chęci i okoliczności, to Nordgersim się naprawdę w roli odnajdzie. Kolejne urocze oblicze, ale nie dodała już tego głośno.
- No patrz, przejrzałeś mnie. Nie lubię być na Islandii bez Ciebie, to zaraz robisz sobie krzywdę, gdy tracę Cię z oczu. Ups. - wywróciła oczami, powstrzymując roześmianie się i czekoladowe tęczówki wróciły z jego twarzy na dłoń, gdzie kończyła przewiązywać materiał. - To chyba tradycja się zrobi z tą nocą. - dodała jeszcze, przyglądając się chwilę swojemu dziełu, obracając jego dłoń w swoich palcach, zanim z zadowoleniem dała mu spokój i odsunęła się pół kroku. Wciąż nie była w stanie zrozumieć, jak mógł sobie zrobić krzywdę przez te kilka minut, ale tak to już z nim chyba było.
Była niestety głupio odważna, nie myślała w ogóle o zagrożeniu i często wplątywała się w kłopoty — gubiła, wywracała. Lęk czasem przychodził z opóźnieniem, ale starała się go nie pokazywać i zwalczać, bo wpływał na osąd i na postrzeganie świata, a nie chciała go widzieć w złych barwach. Nie miała pojęcia, co musiałoby się stać, żeby przestraszyła się stojącego naprzeciw blondyna, ale posłane przez niego spojrzenie w jakiś sposób ucinało jej argumenty i chęć dyskusji. Nie umiała znaleźć w sobie wytłumaczenia, które usprawiedliwiłoby jej ucieczkę wzrokiem, bo przecież to Pandora zwykle dominowała w relacjach, miała bardzo trudny do okiełznania temperament.
- Nie boisz się, że sobie dodam i będę chciała lepszą nagrodę? - zapytała figlarnie, zanim uniosła dłonie i pokiwała nimi w powietrzu w sposób, który miał sugerować mu, żeby się nie martwił. - Żartuje, nie zrobiłabym tak. Nieuczciwie zdobyta, nie jest wcale satysfakcjonującą. No przecież obiecałam, że będę grzeczna i obędzie się bez topienia, tuszowania morderstwa i innych scenariuszy, które sobie wymyśliłeś w międzyczasie.
Zapewniła go jeszcze, starając się wszelkie obrazy związane z wodą usunąć sprzed swoich oczu. Skoro powiedziała mu tak pewnie, że jest twarda i wytrzymała, nie mogła się bać zbiorników wodnych, a jak już na jakieś trafią, wtedy będzie się martwiła. Nie ma co gdybać, jeśli nie stoi się twarzą w twarz z zagrożeniem.
- Myślę, że wykorzystałeś swój limit na najbliższy rok przynajmniej. Musiałbyś mieć naprawdę pecha, żeby trafić na więcej, a jeszcze, gdyby były takie, jak ja, to obawiam się, mój Drogi Niedźwiadku, mogłoby się to źle skończyć. - przesunęła palcami po swojej szyi w zamyśleniu, widocznie mając przed oczami wizję mężczyzny, który spotkał w lesie dwie następne owce, jeszcze bardziej gadatliwe, niż ona. Nie miałyby jednak abraksana, tego była pewna.
- Jesteś więc dzieckiem Lithy, czy mówisz o swoim rodzeństwie? - zapytała jedynie, przez chwilę tkwiąc z głową odwróconą przez ramię i lustrując plecy ludzi, którzy chwilę wcześniej ich mijali. Nie było nic złego w scenariuszu, który dla nich przewidział. Na jego słowa, odchyliła głowę nieco do tyłu, wpatrując się w niebo i wydając z siebie ciche mruknięcie zamyślenia, które połączyła z westchnięciem. - To nie takie proste, jak myślisz. Poza tym nie zwariowałbyś, widując mnie kilka razy w tygodniu?
Nie miała swojego miejsca, a zawsze potrzebowała powodu, aby zostać. Być może Islandia faktycznie byłaby dobrym miejscem na jakiś dom, bardziej stabilny niż namiot i mogłaby zauroczyć ją w swojej codzienności na tyle, żeby nie chciała z niej wyjeżdżać, ale nie miała odwagi podjąć tej decyzji. Tkwiła w ruchu, odkąd opuściła Hogwart, nawet w rodzinnej posiadłości nie czuła się, jak u siebie. Nie umiała wyobrazić sobie siebie, jako części społeczności, zwłaszcza tak poukładanej i pełnej tradycji, jak ta, ale na dobrą sprawę, nie powinna tego próbować robić, dopóki nie spróbuje. Wyprostowała głowę, wbijając spojrzenie w jego plecy. - Musiałabym mieć powód.
Wiedziała, że spojrzy na nią w ten sposób, gdy tylko zauważy ten krótki przystanek, przed którym nie mogła się powstrzymać. Marze, też spodobałoby się na tych wrzosowiskach. Nie chciała przerywać jego opowieści, nie chciała też zwalniać, nawet jeśli czasem odrobinę musiała nadgonić, jeśli akurat się na coś zagapiła.
Nie odpowiedziała na jego oburzenie, przyglądając się uważnie tej nieszczęsnej wodzie, która znalazła się tu zupełnie niespodziewanie. Nie pomyślała przecież o tym, ile tu było strumyków i rzeczek, które wypływały z górzystych terenów lub podziemnych źródeł, odnajdując ujście w oceanie. Naprawdę, załamywała ją czasem własna głupota, która objawiała się w najgorszy sposób — na rzeczach prostych i oczywistych, bo gdy było coś skomplikowanego, jak na przykład otworzenie skrzyneczki sprzed czterystu lat, radziła sobie doskonale. Odgłos rozchlapującej się wody sprawił, że po ciele przebiegł jej dreszcz i nawet nie podniosła wzroku z tych głupich kamieni, żeby sprawdzić, czy nic mu się nie stało. Wzięła głębszy oddech, zaciskając palcami materiał sukienki, chociaż ten uciekał spomiędzy nich i wbijała paznokcie w skórę. Da radę, to tylko mały strumyk i kamyczki.
- Nie ma dobrej wyprawy bez przygód. - zauważyła jedynie bez charakterystycznego dla siebie, pełnego entuzjazmu brzmienia, wchodząc na pierwszy z kamyczków powolnie. Nie mogło przecież pójść źle. I nawet poczuła ten entuzjazm, gdy udało się jej przejść na drugi, chociaż były cholernie śliskie i płaskie, wygładzone przez lata, gdy przemykała po nich woda. A potem już po prostu zacisnęła oczy, zacisnęła usta i wstrzymała oddech, nie wydając z siebie żadnego krzyku, dźwięku. Nie umiała zupełnie ze strachu wrzeszczeć i wydawać tych niedorzecznie wysokich decybeli. Woda była zimna, głębsza, niż sądziła, co wywołało kolejną falę paniki i sparaliżowania, była pewna, że stanęło jej na kilka chwil serce, gdy poczuła pod stopami nierówne dno. Była niższa od niego prawie dwadzieścia centymetrów, wiec jej woda sięgała do piersi, porywając nawet trochę tkwiącego na ramieniu warkocza. Dobrze, że brunetka umiała długo wstrzymywać oddech, bo całkiem zapomniała, jak się oddycha, tkwiąc jak słup soli. Coś do niej mówił, ale nie mogła skupić się na słowach, wsłuchując się w szum wody.
Prawdę mówiąc, to nie miała pojęcia, jak znalazła się na drugim brzegu, jednak dopiero czując grunt pod stopami i chłodny, cieknący wodą materiał sukienki przyklejony do skóry, mogła wypuścić powietrze z płuc. Zamrugała kilkakrotnie, unosząc wolną dłoń do twarzy i przecierając oczy, później klepnęła się w policzek. Musiała wziąć się w garść. Cofnęła dłoń gwałtownie, gdy zauważyła, jak mocno go ściskała palcami, prawdopodobnie wbijając też paznokcie w skórę, podobnie jak w swoje dłonie wcześniej- Ojej, przepraszam. Nic Ci nie zrobiłam? - zapytała, jak gdyby nigdy nic, siląc się na naturalny dla siebie ton głos. Złapała za materiał, podwijając go do połowy ud i wyciskając z niego wodę, roześmiała się pogodnie. - To nic takiego, nie denerwuj się tak, bo mi na serce zejdziesz. Nie zostaliśmy z niczym, prawda? A miód mieliśmy już okazję pić.
Podążyła za jego palcem, unosząc głową i odnajdując siedzące na skarpie ptaki, uśmiechnęła się z zachwytem, a blade policzki nabrały nawet więcej koloru. Miała z tyłu głowy pewne obawy związane z jedną ze swoich przypadłości — o dziwo nie z brakiem umiejętności pływania, ale taką, która rzekomo potrafiła pojawić się przy silnym stresie i naprawdę modliła się do Merlina, wszystkich Bogów i przede wszystkim matki natury, aby teraz przypadkiem się nie ujawniła, bo była przekonana, że wtedy to dopiero ją zabije. Ciężko było oderwać wzrok od zajętych sobą stworzeń, ale odwróciła głowę w jego stronę, przyglądając mu się uważnie, nawet wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, jednak ostatecznie zamknęła usta, pokręciła głową i zostawiła w spokoju trzymany w rękach materiał, wychodząc z kałuży, którą zrobiła. - Nie wyglądają, na przejęte naszą obecnością. - zauważyła nieco ciszej, przerywając w końcu milczenie i podchodząc do niego, wyciągnęła dłonie. - Daj tej gorzałki, Tobie też dobrze zrobi kilka łyków.
Nie chciała dostarczać mu już więcej zmartwień, nerwów, złości i przede wszystkim problemu, więc uznała, że doskonałym pomysłem będzie kilka łyków wysokoprocentowego trunku. Wtedy zapomni o tym głupim strumyczku, za którym nawet raz nie obejrzała się za siebie.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#7
02.05.2023, 21:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.05.2023, 21:31 przez Hjalmar Nordgersim.)  

Wywołanie uśmiechu na twarzy dzieci było prostym zadaniem, zwłaszcza kiedy się było jednym z nich z tą różnicą, że Hjalmar był po prostu od nich większy. Mentalnie był na tym samym poziomie co one jeżeli nawet nie na niższym. W końcu mężczyźni podobno zostają dziećmi na całe życie...

Zmrużył oczy przyglądając się Pandorze. Wiedźma... W średniowieczu za pewne wylądowałaby na stosie, a przynajmniej o tym był przekonany Nordgersim - Mhm... Przeklęłaś mnie i tyle. Brakuje tylko abyś mnie nawiedzała w moich snach - stwierdził sprawdzając opatrunek na swojej dłoni. Kiwnął tylko głową z uznaniem, za równo na jej słowa o nocy, jak na fachową pomoc.

Nawet jeżeli Prewettówna dodałaby sobie punkty to co z tego? Na tym rynku i tak już panowała inflacja. W końcu Hjalmar rozdawał je na lewo i prawo. A dodatkowe 10, 15 czy nawet 100, nie zrobiłoby zbyt dużej różnicy w ogólnym rozrachunku - Wiem - puścił jej oczko. Jeżeli tylko by spróbowała to zrobić to musiałby przejść do konkretnych działań, mających na celu dokonanie domniemanego morderstwa tudzież 'przypadkowego popchnięcia'. Na całe szczęście Pandora sama się poprawiła. Islandczyka interesowała tylko jedna rzecz - skąd tak dobrze wiedziała o tych scenariuszach nad którymi pracował w swojej głowie? Czy potrafiła czytać w myślach?

Oby tylko dziewczyna miała rację. Jeżeli spotkałby jeszcze jedną kobietę, która chociaż w 1/4 byłaby tak samo uciążliwa w obyciu jak ona to chyba by oszalał. Wyrwał by sobie pewnie wszystkie włosy, a następnie wyprowadził do lasu aby zostać pustelnikiem albo jeszcze lepiej - skoczyły z fiordów do oceanu by dokonać swojego żywotu i skonać.

- To ja. Jestem najstarszym z rodzeństwa - przyznał odpowiadając na pytanie. Bycie pierwszym dzieckiem miało swoje plusy ale także minusy. Hjalmar nie marudził jednak nigdy na to jak został wychowany ani na sposób w jakim rodzice się nim zajmowali za młodu. Na początku może i wydawało mu się to dziwne ale z czasem przyzwyczaił się do przebywania w kuźni, machania toporem i przebywaniem całymi dniami w lesie. Po czasie zrozumiał, że nie widzi dla siebie innego życia, tym bardziej po tym kiedy został ugryziony przez wilkołaka.

- Oszalałbym. Ale potrafię siedzieć cały dzień w kuźni albo w lesie, więc znalazłbym sobie odskocznię - ostrzegł ją. Nordgersim potrafił zaszyć się w warsztacie na długie godziny, jak nawet nie dni. I wcale nie było go tak prosto z niej wykurzyć. Pomijając już nawet fakt możliwości wybycia do lasu - tam nie pozostawało jej nic innego jak życzyć powodzenia, ponieważ najprawdopodobniej nie odnalazłaby go wcale - To znajdź sobie powód - dał jej mistrzowską poradę. Chociaż po chwilowym zastanowieniu, lekko się zmieszał. W zasadzie mógł nie mówić nic, ponieważ jego 'porada' też pewnie nic nie rozjaśniała ani specjalnie nawet nie pomagała.

Pandora była po prostu unikatowa w tym swoim całym chaosie. Nie powinna więc się dziwić na reakcję Hjalmara dla którego to było czymś nowym. Każda sekunda pobytu z nią była jedną, wielką niewiadomą jako, że nie dało się przewidzieć jej żadnego kroku. W momencie w którym Nordgersim był pewien, że już ją rozgryzł, musiał liczyć się ze srogą porażką - zawsze okazywało się, że jednak był trzy kroki za nią.

Miała rację w swoich słowach. Pewnie nawet dla tego odważył się spróbować przeskoczyć tę wartką rzekę na jeden skok. A może tak naprawdę chciał jej zaimponować? Może spożyta dawka alkoholu pozwoliła mu przezwyciężyć swoje wewnętrzne opory i lekko się otworzyć?

Trwał z wyciągniętą ręką przez dłuższą chwilę, jednak nie otrzymał żadnej reakcji ani odpowiedzi. Hjalmar miał pojęcie, że jak dalej będą tak trwać w niepewności to prędzej czy później, prąd wody po prostu porwie Pandorę. Po chwili zauważył, że Prewettówna nie kwapiła się do złapania jego ręki, więc on zrobił to pierwszy i czym prędzej pociągnął ją w kierunku brzegu. Nie zwrócił nawet uwagi, że mogła mu wbić swoje paznokcie w skórę. Był to jakiś ból ale adrenalina wzięła też po prostu górę, chociaż należałoby by przyznać, że za siłę z jaką tego dokonała zasłużyła sobie na pseudonim - borsuk - Nic się nie stało - powiedział przejeżdżając po dłoni. Za pewne gdyby nie spytała go, to nawet nie zwróciłby na to szczególnej uwagi i po prostu o tym zapomniał.

- To będziesz musiała się wtedy pozbyć mojego trupa. Możesz mnie wtedy wrzucić od oceanu. Masz moją zgodę - zaśmiał się, ponieważ słowa dziewczyny poprawiły mu humor. Ten miód wziął przecież specjalnie dla niej i tylko przypadkiem go zgubił. Może nie do końca takim przypadkiem, a swoją próbą popisania. Ale to nie było teraz ważne.

- Dziwisz im się? To one tutaj rządzą. Rozejrzyj się tylko wokół, jest ich po prostu pełno - zauważył. Maskonury siadały dosłownie każdy pagórek czy lekkie wzgórze. Hjalmar z Pandorą byli tutaj na ich łasce - To jeden z symboli Islandii. Nie chcąc się chwalić udało mi się nawet jedno oswoić - dodał z dumą w głosie. Nordgersim był bardzo dumny ze swojego zwierzęcia, które nie było aż tak 'normalne' jak większość dostarczycieli listów - Inni mają sowy do przynoszenia poczty, a ja mam swojego Brynjólfura - poinformował dziewczynę mimo tego, że nie miał okazji aby teraz go jej pokazać. Kiedyś za pewne znajdzie okazje do tego.

- Proszę - wyjął butelkę zza pazuchy, a następnie podał ją Prewettównie. Przyglądał się jej reakcji na islandzką gorzałką, która w jego opinii uchodziła za jedną z mocniejszych. Zaryzykowałby stwierdzenie, że spoglądał nie tylko na to jak pije ale ogólnie na nią. Ocknął się w miarę szybko, zdając sobie sprawę, że jest noc, a oni przed chwilą mieli spotkanie pierwszego stopnia z chłodnym potokiem. Sprawnym ruchem rozpiął, a następnie zdjął swoją koszulę, pozostając w samej koszulce z krótkim rękawem aby zarzucić ją Pandorze na plecy - Masz bo się jeszcze przeziębisz... - dodał, wyciągając rękę po trunek. Sam również go potrzebował aby lekko oczyścić swoje myśli, a przy okazji rozgrzać się od wewnątrz po niespodziewanej kąpieli.

Pociągnął solidny łyk z małym grymasem. Po chwili przetarł brodę, a alkohol schował za pasek, tak aby nieść to w ten sam sposób co wcześniej - Ruszajmy dalej bo już nie daleko - stwierdził. Zaczął trochę żałować, że wybrali tę trudniejszą trasę ale nie mogli się teraz z niej wycofać. A Hjalmar tym bardziej nie mógł się przyznać do takiego wyboru.

- A ta cała Twoja Mara nie będzie się bała, że Ciebie tyle nie ma? - zapytał kiedy wróci ponownie na szlak, który prowadził w kierunku fiordów - Wiesz, nie znam się za bardzo na tych latających koniach to pytam - sprostował od razu. Znał się trochę na zwierzętach ale nigdy wcześniej nie było mu dane dowiedzieć się za dużo szczegółów odnośnie tego typu czterokopotnych.

Podróżowali tak w miarę żwawym tempem, chociaż tym razem dostosowanym do prędkości Pandory jako, że Nordgersim wypchnął ją lekko na przód po swoim pytaniu. Wolał mieć pewność, że ta mu się nie zgubi, zwłaszcza, że robiło się ciemniej z każdym pokonanym krokiem. Nie byli sami w tej podróży - cały czas towarzyszyły im maskonury, który w pewien sposób im się przyglądały.

Po kolejnym kilometrze, może nie całych dwóch mogli dostrzec ocean na horyzoncie. Udało się Uśmiechnął się, widząc dosyć optymistyczny widok. Trochę nie docenił 'Chaośniczki'. Był święcie przekonany, że dawno zrezygnuje albo się podda i będzie chciała wracać, a tu takie coś - pozytywne zaskoczenie - A więc jesteśmy... - oznajmił podchodząc do krawędzi aby przyjrzeć się okolicy. Dokładnie tak samo jak to zapamiętałem... Ciężko westchnął, a następnie przykucnął widząc zapierający dech w piersiach widok.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#8
02.05.2023, 23:03  ✶  
Nie było zdecydowanie prosto, jeśli nie miało się odpowiedniego podejścia, a czy Hjalmar miał w sobie trochę z małego chłopca? Zdecydowanie, zwłaszcza gdy się obrażał, a jego oczy zdradzały tysiące emocji. Było to interesujące doświadczenie — zgadywanie, o co mu chodzi. Miał z nią dużo łatwiej, niż ona z nim, bo w przeciwieństwie do Niedźwiadka, Pandora zwykle po prostu robiła to, co chciała i jak chciała. Bo tak.
Była po miodzie, dobrze się bawiła i lubiła jego towarzystwo, a on ją jawnie prowokował. Gdy tylko wspomniał o tym, że go przeklęła i o nawiedzaniu w snach, brunetka wydała z siebie ciche mruknięcie zastanowienia, przesuwając powolnie spojrzeniem po jego twarzy. - Może powinnam? Wtedy byś tak nie tęsknił, gdy nie będziemy się widzieć.
Stuknęła palcami w jego dłoń zadziornie, ale gdy dostrzegła jego imię, zaraz dodała — No przecież nie umiem tak, nie martw się. - dodała szybko, zanim znów się na nią zdenerwuje i jeszcze zmieni zdanie z tymi fiordami i całą resztą, którą sobie zaplanował, a której ona nie mogła się doczekać. Nie było warto ryzykować.
Nieco zaskoczył ją tym, że ot tak jej przytaknął, nie wspominając już o tym, że puścił jej oczko, bo to przecież ona zwykle wobec niego była dość figlarna i pewnie nieznośnie nachalna, ale nawet jeśli się starała powstrzymywać, zwyczajnie nie umiała. Przytaknęła więc raz jeszcze głową, wprawiając brązowy warkocz w ruch i swój wianek przy okazji, aby posłać mu zaraz jeden ze swoich łagodniejszych i subtelniejszych uśmiechów, tak dla odmiany. Czasem umiała być dziewczęca, a nie była tylko twardą i nieustraszoną zwiastunką chaosu. Aczkolwiek nie zabronił jej wybrać czegokolwiek, więc miała kolejną sprawę do przemyślenia podczas ich spaceru, którego miejscem docelowym były piękne widoki. Skąd wiedziała? Bo podziwiała jego cierpliwość, a do tego ojciec groził jej tym, że ją zabije średnio pięć razy na tydzień, ale rodzina Pandory była całkiem inną historią, niezbyt wartą poruszania na Islandii. Nie teraz. Niestety miał pecha, Nordgersim trafił na tę najgorszą, najbardziej uciążliwą, gadającą, niezdarną i pozbawioną orientacji w terenie turystykę. Los go pokarał chaosem z górnej półki, musiał zdenerwować swoich Bogów lub przywołać złą karmę.
- Nic dziwnego, że masz takie łagodne serce i jesteś takim przyzwoitym i dobrym facetem. - stwierdziła po chwili z tajemniczym uśmiechem, znacznie ciszej i chyba bardziej do siebie, niż do niego. Żadne jej słowo oczywiście nie było ujmą dla jego męskości lub siły, o której istnieniu doskonale wiedziała. Nie bez powodu nazywała go Niedźwiadkiem. Żaden rodzin nie był idealny, bo nie było trudniejszego zajęcia, niż wychowanie dziecka, ale jego rodzice zrobili naprawdę dobrą robotę i mogli być dumni z tego, co mu przekazali. I była pewna, że jeśli kiedyś wpadnie na sławnego ojca, to o tym wspomni.
Ile jeszcze miał tajemnic?!
- Oszalałbyś. - przyznała najpierw ze śmiechem, kręcąc głową i odwracając zaraz twarz w jego stronę i unosząc nieco brwi, odrobinę spoważniała. - W kuźni? Umiesz tworzyć rzeczy? Pokażesz mi coś, co sam zrobiłeś? - powaga była tylko złudzeniem, była szczerze zafascynowana. Sama była rzemieślnikiem, ale w zupełnie innej dziedziny i jak pewnie zauważył przy figurkach na straganie, uwielbiała to, co ktoś stworzył samemu. Zaszycie się w lesie, jak i w warsztacie do niego pasowało. Im dłużej mogła spędzać z nim czas, tym dokładniej widziała, że był człowiekiem, którego nie dałoby się zmienić. Mógłby udać się do miasta, osiedlić w Londynie lub Paryżu, ale Pandora miała nieodparte wrażenie, że zawsze by tęsknił za Islandią i wolnością, którą tu miał. Zupełnie, jak wilk za swoim terytorium.- Może znajdę. Wiesz, że brzmisz, jakby wcale Ci to nie przeszkadzało, pomimo szaleństwa?
Nim zdążył odpowiedzieć, znaleźli się nad wodą.
Zimno jej zupełnie nie przeszkadzało, przylegająca do ciała sukienka czy mokre buty też nie. Największym problemem Pandory, kiedy już odzyskała jakąkolwiek część rozumu i uwagi było to, że przesadziła z silą, którą włożyła w trzymanie jego ręki — zupełnie nieświadomie. Była jawnie niezadowolona z tego, że znów przegrała ze strachem, z którym tak usilnie próbowała walczyć, a i tak ciągle efekt był tak samo mizerny. I jakim cudem on ją zawsze ratował? Który to już raz? Wbiła spojrzenie w jego rękę, a zaraz później na jego twarz, posyłając mu przepraszający uśmiech. Na pewno zauważył, że Pani nieustraszona nie umiała pływać. I nie miałaby mu za złe, gdyby jej dokuczał z tego powodu, miała dystans do swoich ułomności, a jednocześnie z jakiegoś powodu trochę jej wadziło, że akurat on miał się o nich dowiedzieć tak szybko. Przecież nadal chciał ją momentami zamordować! Pandorę trzeba było po prostu akceptować. Lubiło się lub nie lubiło, nie było niczego pomiędzy.
Jego słowa sprawiły, że ściągnęła brwi i prychnęła, niczym niezadowolone zwierze, krzyżując ręce pod biustem, zapominając całkiem o wyciskaniu wody z ubrania. Musiał kochać ten nieszczęsny ocean, naprawdę. - Masz absolutny zakaz umierania. Nie dałabym rady zaciągnąć Cię nad wodę i pewnie bym tam nie trafiła.
Jego śmiech sprawił, że chociaż chciała brzmieć poważnie, zupełnie jej nie wyszło i wywróciła oczyma, czując ulgę, że nie zapytał o to, dlaczego ją tak odcięło kilka minut wcześniej. Powinien już wiedzieć, że takimi drobiazgami jak miód, nie powinien się przejmować. Wystarczyło jej pokazać widok, zwierzę, opowiedzieć coś i już była cała szczęśliwa. Nie potrzebowała wiele.
Miał rację. Gdy okręciła się woku własnej osi, zauważyła, jak wiele ich było. Jak dużo małych oczek wpatrywało się w nich z zaciekawieniem i znudzeniem, co wywołało u niej zafascynowany uśmiech. Chyba nigdy nie widziała takiego stada, nie licząc gołębi lub mew, których wszędzie było pełno i robiły więcej bałaganu, niż pożytku. - Naprawdę? Jak to zrobiłeś? - jego słowa zrobiły na niej duże wrażenie i nim się spostrzegła, stała naprzeciw niego, wbijając w niego wzrok. Najpierw wilki, potem wrzosy, a teraz maskonury. Islandia miała same piękne symbole. Nie miała pojęcia, co znaczyło imię stworzenia, które sobie oswoił, ani tym bardziej, jak je poprawnie wypowiedzieć. I trochę próbowała pod nosem niby to powtórzyć, ale ostatecznie pokręciła głową, wybierając skrót. - Bryn musi wyglądać majestatycznie z listem. Dziękuje.
Złapała butelkę w dłonie, zaciskając na niej palce i gdy uniosła ją wyżej, sam zapach sprawił, że nieco wytrzeszczyła oczy od mocy, która znajdowała się w samym aromacie. To było bardziej niebezpieczne, niż słodki i niewinny miód, ale jednocześnie miało się tego świadomość, gdy przysuwało się gorzałkę do ust. To, że była paląca, było niedopowiedzeniem. Owszem, zrobiła kilka małych łyków bez zająknięcia, zaciskając jedynie oczy, czując, jak robią się odrobinę przeszklone od łez. - Nie dawaj mi tego często i dużo, bo będziesz musiał mnie nosić. - stwierdziła całkiem poważnie, czując gorąco na ciele, które objawiło się dreszczem i gęsią skórką, gdy trunek trafił jej do żołądka. Momentalnie rozgrzały się jej policzki, nawet usta subtelnie się zaczerwieniły. - Hmm? - wbiła w niego zaskoczone spojrzenie, gdy pozbawił się koszuli, a ta później znalazła się na jej plecach, przypominając krótką sukienkę o przydługich rękawach. Może nie była aż tak niska, jak na kobietę (oczywiście na standardy bardziej Londyńskie), ale Pandora miała smukłą i raczej drobną sylwetkę, na tyle, że pod skórą rysowały się jej obojczyki. - Jesteś gentlemanem i znów mnie ratujesz. - zauważyła z westchnięciem, odrobinę zawstydzona, jednak gdy podniosła na niego wzrok po tym, jak przyjrzała się swoim dłonią, które schowały się w rękawach ubrania, pokiwała mu głową z uśmiechem w ramach podziękowania. Wsunęła mu butelkę w dłonie.
- Masz ciepłe dłonie. Ty się nie przeziębisz? - zapytała jeszcze, obserwując go chwilę, zanim na chwilę jeszcze uciekła spojrzeniem do ptaków. Jeden z nich ściągnął jej uwagę nagłym trzepotem skrzydeł, który przypominał jej Marę.
Szła za nim grzecznie, nucąc coś pod nosem, czasem przyglądając się jemu, a czasem dostrzegając coś w zaroślach. Przygryzała jednak usta, żeby tyle nie mówić i nie wzdychać, bo przecież obiecała. Cholerne obietnice. Jej usta ułożyły się w podkówkę, a ona poprawiła z westchnięciem swój wianek.
- Moja rodzina się nimi zajmuje, to taka specjalna odmiana. Pewnie mi nie uwierzysz, dopóki się nie przekonasz na własne oczy i nie usłyszysz, ale ona mówi. Możesz z nią porozmawiać. Nie pozwalam jej tego robić z obcymi, bo ludzie potem myślą o złych rzeczach.- zaczęła z delikatnym wzruszeniem ramion, podbiegając do niego i wsuwając mu dłoń pod ramię, bo szlak był szerszy. Dodatkowo było jej tak trochę łatwiej za nim nadążyć. - Naprawdę, nie okłamuje Cię, ale to musi być nasz sekret Niedźwiadku. - kontynuowała poważnie, zaraz zmieniając pozycję. Przyśpieszyła i wyprzedziła go, odwracając się do niego przodem i schowała za siebie dłonie, idąc tyłem. Małymi kroczkami. - Mam ją od małego, karmiłam ją butelką, bo jej matka padła. Jest strasznie nadopiekuńcza i ciągle mi mówi, że moje imię przynosi pecha głównie mnie. I zwykle ma rację, ale nie tym razem. - przekręciła głowę na bok, zerkając nieco za siebie, żeby się nie wywalić. Gorzałka uderzyła ją mocniej niż miód. - Gdybym wtedy się nie zgubiła, to nie spadłbyś z tego drzewa. To byłaby olbrzymia strata.
Dodała z nutą nieśmiałości, przesuwając dłonie na swoje policzki i pokręciła głową na swoje gadulstwo. - Jestem niereformowalna, obiecałam, że Cię nie zamęczę. - mruknęła pod nosem, odchylając głowę do tyłu i układając usta w podkówkę, przymknęła na chwilę oczy. Mogła mu oczywiście opowiedzieć o koniach wszystko, co chciał, ale pewnie się tego domyślał. Zamiast tego uśmiechnęła się znów figlarnie i z błyskiem w oczach, przykładając sobie palec do ust i skupiając się już na drodze. Może jej nie utopi?
Szybko chodził, ale nie narzekała. Nie powiedziała niczego, co mogłoby być marudzeniem na przyśpieszony oddech, wolno schnące ubrania, czy okazjonalne kamyki na drodze, o które zdarzało się jej potknąć. Obserwowała też maskonury, zupełnie, jak one ich.
- Nie wyglądasz nawet na zmęczonego, jak to możliwe? - mruknęła z niedowierzaniem, kucając na chwilę i pozwalając sobie na chwilę odpoczynku, wbiła wzrok gdzieś w ziemie. Nie miała pojęcia, czego się spodziewać i jak bardzo zakocha się w tym, co zobaczy? Zapach w powietrzu, dźwięki, rześkość wiatru, blade i srebrne światło z nieba sugerowało jej, że tak będzie.
Jednak była, jak małe dziecko i to takie, które zaniemówiło, jak tylko wstało. Jak ludzie mogli woleć, być na festynie niż tutaj? Nie miała lęku wysokości, nogi więc poniosły ją na samą krawędź, aż musiała zmrużyć oczy pod naciskiem wiatru i jedną ręką przytrzymać swój wianek, aby nie uciekł, jak żółta wstążka z warkoczyka, która zatańczyła gdzieś na wietrze. To wyglądało, jakby byli na końcu świata, gdzie horyzont spotyka się z wodą i nie ma absolutnie niczego więcej. Wtedy też popełniła błąd, spoglądając w dół — na wystające z wody skały, o które rozbijały się uwieńczone białą pianą fale. Mimowolnie wycofała się, dość gwałtownie i bez pomyślunku, na tyle, że zdążyła się przy okazji wywrócić z cichym hukiem, który poderwał do lotu tkwiącą nieopodal mewę — chyba mewę, bo nie zwróciła uwagi. Pandora wywróciła też jego, bo oczywiście musiała wpaść na biednego Islandczyka i sprawić, że z kucnięcia, zwyczajnie usiadł na trawie. Powstrzymując śmiech, starając się zachować powagę, odwróciła głowę do tyłu i spojrzała na niego z dołu, opierając się łokciem o jego nogę. - Przepraszam? - rzuciła jedynie, naprawdę starając się wyglądać, jakby było jej przykro. Przypomniało się jej też wtedy, co powiedział w trakcie tańca jego kolega, co sprawiło, że Pandora ściągnęła brwi, wciąż tkwiąc w bezruchu, lustrując ciemnymi oczyma jego twarz. -Chciałeś szukać tego kwiatu paproci?
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#9
03.05.2023, 00:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.05.2023, 00:38 przez Hjalmar Nordgersim.)  

To było bardzo zuchwałe stwierdzenie z jej strony, że w ogóle by tęsknił. Czemu w ogóle mogła tak o tym pomyśleć? Hjalmar był w końcu jak ten wilk - nieprzewidywalny, dziki, terytorialny... ale przede wszystkim do udomowienia.

Na całe szczęście tego nie potrafiła. To byłby dopiero koszmar jakby zaczęła go nawiedzać we snach i to codziennie. Wtedy miałby prawdziwą podstawę aby dokonać na niej morderstwa. Chociaż czy duchy też nie były w stanie nawiedzać swojej ofiary po śmierci? Tę kwestię potrzebował skonsultować z jakimś specjalistom zanim przeszedłby do działania w tej kwestii.

Łagodny serce? Przyzwoity i dobry facet? Posłał jej tylko pytające spojrzenie. Nie miał zamiaru na to odpowiadać ani się nad tym rozwodzić. Według samego siebie był twardym, zimnym i nieczułym Islandczykiem, którego nic nie obchodziło. I taką narrację o sobie starał się budować za wszelką cenę. Prawda jednak okazywała się diametrialnie inna - a przynajmniej na to wskazywały słowa Pandory. No bo skoro ona go widziała w ten sposób, czy inni nie widzieli tego tak samo

Miała rację, oszalałby. Ba! Nordgersim mógłby powiedzieć nawet więcej w tej kwestii - dostałby przysłowiowego pierdolca gdyby został skazany na jej codzienną obecność. Zapewne wyprowadziłby się na drugi koniec Islandii albo do tej przeklętej Szwecji. I to wszystko tylko po to aby móc od niej odpocząć - Oczywiście, że potrafię. Jak będziesz grzeczna i nie będziesz a dużo biadolić to może Ci pokażę to i owo - zapewnił ale zarazem ostrzegł, przypominając po raz kolejny o ich nieformalnej umowie, która była bardzo prosta w realizacji. A przynajmniej w oczach Hjalmara taka się wydawała.

- Przecież i tak Cię nie powstrzymam jak będziesz chciała. Nic Cię nie powstrzyma... - stwierdził unosząc ramiona do góry. Ona była po prostu uparta jak ten osioł o którym już wspominał. Jak trzeba było pójść pod górkę aby coś komuś udowodnić, no to co? Pandora była pierwszą aby tego dokonać. Jeżeli trzeba było wkurzyć Nordgersima? Bam! Prewettówna również była pierwsza na tej liście, a co gorsza, zapisała się od razu na 100 kolejnych miejsc w tej kolejce. Jak on miał w jej towarzystwie dożyć do 30?

Czas leciał bardzo szybko, aż do momentu kiedy musiał zwolnić - w sytuacji zagrożenia życia, czyli tej przeklętej wody. O ile dla Hjalmara nie stanowiła większego zagrożenia ani przeszkody, tak dla jego towarzyszki wyglądało to jak orzech nie do zgryzienia. Potok mógł wydawać się straszny ale na pewno taki nie był, wszak woda sięgała zaledwie do pasa tudzież po prawie szyję - wszystko zależne od osoby. Jednak czy osoba, która potrafiła pływać albo miała jakąkolwiek styczność ze zbiornikami wodnymi miała z tym jakiś problem? A no tak... Wszystko wskazywało na to, że Pandora mimo swoich opowieści o Morzu Śródziemnym nie miała za wiele wspólnego z tym tematem. Czy ona naprawdę nie potrafi pływać? Czy po raz kolejny się zgrywa przede mną? Zastanawiał się przez dosłowny ułamek sekundy, jeżeli nawet nie krócej. Nie miał na to teraz po prostu czasu skoro musiał ją ratować przed najgorszym możliwie scenariuszem - jej śmiercią.

- Dobra, dobra. Siłowo może nie ale leviosa pewnie znasz i to mogłoby Ci pomóc - zauważył. W końcu we dwójkę byli czarodziejami i to pewnie nie byle jakiej klasy. Nordgersim nie znał planu nauczania w Hogwarcie ale miał pewność, że tego czaru to akurat ją nauczyli - A jak nie czary to Mara by mnie złapała w pysk i wyrzuciła na środku oceanu - dodał z całkowitą obojętnością w głosie. Przez moment chciał dopowiedzieć, że zawsze mogłaby go wskrzesić przy pomocy nekromancji i rozkazać mu aby sam wskoczył do tego oceanu. Nie powiedział tego jednak na głos, ponieważ się po prostu nie odważył - nie znał podejścia Pandory do tej sztuki, którą on sam się brzydził i nie uczył w Durmstrangu mimo ogólnej zgody.

- No, a jak się oswaja zwierzynę? - zapytał z lekko uniesioną brwią - Śmiało - odparł szybko aby Pandora przypadkiem nie zaczęła się zbytnio rozwodzić nad tematem - Po prostu jakoś tak wyszło. Trochę go dokarmiałem, trochę nie dawałem mu żyć i jakoś się tak polubiliśmy czy nawet zżyliśmy... - stwierdził wzruszając ramionami jako, że dla niego nie było to nic nadzwyczajnego. Zwykła sprawa. Jakby potrzebował to za pewne zrobiły to ponownie. I to nie jeden raz, a dwa czy nawet trzy.

- Nie bój żaby. Poradzę sobie także pij do woli - uspokoił ją. Jej ciężar ciała nie stanowił dla niego żadnego problemu. Mogła być dla niego jak rozgrzewka przed solidnym treningiem, a nie jako jakieś wyzwanie. Dużo większym sprawdzianem za to było jej wszechobecne gadulstwo - To raczej ja nie powinienem pić za dużo z naszej dwójki bo to Ty możesz mieć problemy - zauważył zgodnie z prawdą mimo tego, że podpowiedział jej wcześniej możliwe rozwiązanie tej sytuacji. Gdyby Pandora pojawiła się z jego 'trupem' w osadzie to najpewniej nie wyglądałoby to za dobrze - za równo dla niego jak i dla niej.

- Nie pierwszy i nie ostatni raz - stwierdził z obojętnością w głosie. Nie mógł postąpić inaczej, niż tak jak w tej chwili. Tego nauczył go Dagur i to nie tylko w kwestii płci przeciwnej, a własnego rodzeństwa. Skoro był skłonny poświęcić siebie dla swoich sióstr, to mógł również zrobić to dla Pandory. A jemu prawdę mówiąc nie było, aż tak zimno. Z czystym sumieniem mógłby stwierdzić, że ta nie zapowiedziana kąpiel była mu nawet na rękę - mógł trochę ochłonąć z dzisiejszych wydarzeń, który było po prostu za dużo jak na jeden raz - Dam sobie radę. Mną się nie przejmuj. W najgorszym wypadku będę miał wolne od kuźni, chociaż Dagur i tak mi powie abym wziął się w garść i zaczął kuć żelazo póki gorące - zaśmiał się przywołując starą taktykę swojego ojca. Nie miał z nim lekko ale też nie marudził na to. Przyzwyczaił się już do takiego obrotu spraw.

- Tsaa... Gadający koń, jeszcze czego? - spojrzał na nią jakby rzeczywiście spadła z tej całej Mary - Brynjólfur też potrafi przecież mówić... - zarzekał się. Skoro ona mogła mu wmawiać, że jej koń potrafi mówić, on mógł jej wmawiać, że jego maskonur też to potrafi - Tylko wtedy jak mu podłożę głos - zaśmiał się, nie traktując jej słów ewidentnie na poważnie - Chyba za dużo popiłaś Pandoro dzisiaj - pokręcił głową. Ta to jednak miała bujną wyobraźnię do wszystkiego. Może powinna zacząć pisać książki? - Zobaczę na własne oczy to może uwierzę, a tak to pozostaje to gdzieś tam w kwestii nierealności - przyznał na jej słowa, że go nie okłamywała. Opiekowała się nią od małego? Prewettówna coś chyba mocnego brała przed ich spotkaniem. Ciągle tylko o tym gadaniu i rozmawianiu z koniem. Brakowało jej prawdziwych znajomych? Może miała jakieś zaburzenia? Hjalmarowi wydawało się, że już to jej kiedyś sugerował...

Taaa... Wielka strata Przekręcił oczami - Uważaj bo się zaraz przewrócisz i sama dokonasz żywotu. I nawet nie dasz mi satysfakcji z tego abym to ja to zrobił - stwierdził z lekkim uśmieszkiem. Przedrzeźnianie jej albo denerwowanie (o ile mu się w ogóle udawało to robić) sprawiało mu niemałą satysfakcję. Na całe szczęście po chwili zreflektowała się i zastosowała do ich umowy, tym samym zwiększając swoje szanse na przeżycie do poranka.

- Dlaczego miałbym być w ogóle zmęczony? Ja w porównaniu do niektórych wszędzie muszę chodzić o własnych nogach i harować w kuźni, a nie latać sobie koniem - stwierdził podnosząc lekko ręce. Hjalmarowi wydawało się to za oczywistą oczywistość - Zresztą to nawet nie był zbyt długi dystans - zauważył. Czy Pandora naprawdę nie była w stanie przejść tych 10 kilometrów? Chociaż dystans jaki pokonali był jedną, wielką niewiadomą - wszak sam Nordgersim nie miał pojęcia ile tak naprawdę przeszli, zwłaszcza, że zdecydowali, a raczej zdecydował się na tę trudniejszą trasę.

Tkwił tak przez krótki moment, rozkoszując się pięknym widokiem i świeżym powietrzem. To było naprawdę piękne miejsce, tym bardziej o tej porze dnia. Było cicho, ponieważ Pandora akurat nie rozmawiała, więc dało się usłyszeć odgłosy natury - zarówno maskonurów jak i fal odbijających się od brzegu. Na jego nieszczęście, nie mógł się oddawać tej pasji za długo, ponieważ ktoś postanowił się przewrócić i tym samym wpaść na niego. Oczywiście mowa o nikim innym jak jego dosyć niezdarnej towarzyszce Prewettównie - No jak z małym dzieckiem... - wycedził przez zęby, a na jego twarzy zagościło lekko zdenerwowanie. Czy ona była poważna? Ewidentnie mu się to nie spodobało. I o ile nie rozchodziło się o to, że na niego wpadła, tak kwestia takich 'zabaw' kiedy tuż obok było urwisko, nie uchodziło za najbezpieczniejsze ani tym bardziej rozważne - Żeby to mi był ostatni raz - wystawił ostrzegawczo palec jakby dawał lekcję życia własnej siostrze. Minę miał całkowicie poważną, nie było tutaj miejsca na ani moment uśmiechu - nie było mu do żartów w ogóle.

- Nie. Nie obchodzą mnie żadne kwiaty paproci - wypowiedział nadal będąc w gniewie. Przymknął oczy aby spróbować się uspokoić. Wziął kilka głębszych wdechów i wydechów - Raz... Dwa... Raz... Dwa... Nie denerwuj się Hjalmar... - dodawał sobie sam otuchy pod nosem, aby jej przypadkiem nie wrzucić do tego oceanu. W tej całej Lithie interesowało go tylko picie gorzałki i spędzanie czasu z przyjaciółmi w akompaniamencie biesiady, a nie jakieś bieganie po lesie w poszukiwaniu jakiegoś badyla, która najpewniej nawet nie istnieje.

- Pójdziemy tam - powiedział wskazując na kilka drzew, które znajdowały się na wyciągnięcie ręki w promieniu kilkuset metrów - Tam nie będzie ryzyka, że wpadniesz na coś głupiego... - przyznał lekko spokojniejszym tonem. Jego mina nadal wyglądała na zdenerwowaną. Może gdyby nie był taki nadopiekuńczy to zareagowałby inaczej ale, że był to nie miał innej możliwości.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#10
03.05.2023, 11:13  ✶  
Nie pierwszy raz używała mocnych, zuchwałych słów i naprawdę powinien się przyzwyczaić, że się ich nie bała, nie wpędzały jej w onieśmielone milczenie — co było właściwie nie lada wyzwaniem. Niezależnie, jak dzikie było zwierze, zawsze istniała szansa, że się do człowieka przyzwyczai, więc czemu miała nie próbować, aby i z młodym wilkiem tak było? Z natury ciekawska, chciała nauczyć się wszystkiego i wszystko wiedzieć, ale nie w tak paskudny sposób, jak wchodzenie do cudzej głowy. Były trzy rzeczy, których używania nie rozumiała zupełnie i nie popierała: nekromancja, czytanie w myślach i używanie na kimś zaklęcia imperiusa. Włażenie ludziom do snów było podobne do tego drugiego, więc też się łapało. To było naruszenie intymności i prywatności, które uznawała za niewybaczalne. Każdy miał prawo do swoich sekretów, swoich własnych przemyśleń i opinii, które niekoniecznie musiały ujrzeć światło dzienne.
Na jego wzrok wzruszyła ramionami. - To nie znaczy, że nie jesteś silny, niezależny i odważny, nie? - brzmiała na tyle pewnie, że trudno byłoby jej nie uwierzyć. Nazwanie go jednak nieczułym i zimnym było czymś niedorzecznym.
Zabawne było, że jedna, drobna czarownica byłaby w stanie wygonić go do Szwecji, której językiem gardził. Musiała być dla niego naprawdę uciążliwa, chociaż wykluczało się to z tym, jak czasem się względem niej zachowywał. Skomplikowany był z niego Niedźwiadek. Prychnęła cicho na jego słowa, trzymając skrzyżowane na piersiach ręce. Tak dla zasady nie odpowiedziała, sugerując mu tym samym, że było to dla niej na tyle ciekawe i interesujące, że faktycznie, była gotowa trochę pomilczeć, nawet jeśli było to małą torturą.
- Faktycznie, jestem trochę uparta i jak czegoś chcę, to biorę, ale czy nie na tym polega życie? Na wyciąganiu rąk po małe chwile, małe rzeczy, które mogą dać Ci szczęście i uśmiech? - odpowiedziała z uniesionymi brwiami, obserwując go z błyszczącymi od rozbawienia oczami. Umiał bardzo dosadnie przekazywać informacje, jeśli chciał i włączał paletkę emocji, które lubił uzewnętrzniać. - Powstrzymałbyś trochę.
Brunetka tkwiła w błogiej nieświadomości tego, jak bardzo doprowadzała Nordgersima do szału i trudno było stwierdzić, dla kogo ta sytuacja była lepsza. Bo gdyby jej powiedział, to pewnie byłoby inaczej — miała dla niego tyle szacunku i sympatii, że byłaby w stanie się dostosować lub zwyczajnie dać mu spokój, bo nie chciałaby go mieć na sumieniu.
Gdyby tak bardzo się nie starała pokazywać, jaka to nie jest odważna, to z pewnością przerażenie malowałoby się dosadniej na jej twarzy. Nie mogłaby się zgrywać w taki sposób, bo była zbyt słabym kłamcą i kłamstw też nie lubiła. Były pewne rzeczy, z których się nie żartowało.
Oburzenie nie zniknęło z jej twarzy, ba, aż rozchyliła usta z niedowierzaniem na jego słowa na temat zaklęcia, którego miałaby użyć do przenoszenia jego ciała.

- Chyba zwariowałeś Hjalmar, nie jesteś jakąś... -

przerwała, rozglądając się dookoła i wskazała na przewalony, przerośnięty mchem pień. - Kłodą, żebym Cię zaklęciem przenosiła. To nie przystoi wojownikowi z Islandii. Musiałabym wsadzić Cię na jej grzbiet lub ściągnąć tu Piołuna.
Ten ostatni był innym pegazem ze stajni Prewettów, znacznie silniejszym i większym, niż była Mara. Gdyby wspomniał o wskrzeszaniu i sztukach zakazanych, to pewnie trochę by się zdenerwowała, bo mieszanie w planach śmierci było zwyczajnie niewłaściwie i kłóciło się to z tym, w co Pandora wierzyła.
Faktycznie chciała odpowiedzieć, bo miała przecież doświadczenie w hodowli i skończyła kilka kursów o magicznych oraz zwykłych stworzeniach z czystego zainteresowania nimi, jednak jasnowłosy sprytnie kontynuował i jedynie przytaknęła, zwilżając. Na usta cisnął się jej pewien komentarz, ale jedynie roześmiała się pod nosem i pokręciła głową, nie chcąc podnosić mu ciśnienia, co pewnie nie raz się jeszcze wydarzy, bo miała do tego talent lub on był zbyt nerwowy, trudno było wybrać. - Mówisz o niesamowitych i ważnych rzeczach, jakby to było nic. Powinieneś być z tego bardziej dumny, wiesz?
Stwierdziła w końcu, bo przecież oswajanie zwierząt nie było takie łatwe, zwłaszcza że one zwyczajnie wyczuwały dobrych ludzi i takich, które nie zrobiłyby im krzywdy. Roześmiała się na jego komentarz, właściwie nie mając wątpliwości, że bez problemu by ją dźwignął, ale naprawdę nie chciała mu robić aż takiego kłopotu i przede wszystkim, chciała wszystko pamiętać. Musiała być ostrożna, bo nie znała swoich limitów, nie miała pojęcia, od którego momentu jej umysł zawiezie. Pokiwała mu tylko palcem, robiąc jednak jeszcze małego łyka, bo alkohol przyjemnie i złudnie rozgrzewał, pozwalał jej spychać ten strumień w czeluści umysłu, do pandorowej puszki, której się nie otwierało. - Poradzę sobie, pij. W najgorszym wypadku będę Cię pilnować, aż się nie obudzisz i tyle. Ognisko też rozpalę.
Nie chciała, żeby powstrzymywał się przed świętowaniem czy dobrym spędzaniem czasu. Wbrew wszystkiemu umiała biwakować i znała podstawowe sposoby na przetrwanie, nawet jeśli orientację w terenie miała taką, a nie inną i umiała potknąć się o wystającą gałąź. Powrotu do wioski z nieprzytomnym Niedźwiadkiem nie brała nawet pod uwagę.
- Pasuje Ci to. - przyznała jedynie, czując lekki materiał na ramionach i uśmiechnęła się pod nosem do własnych myśli, które znów powędrowały w kierunku dobrego wychowania oraz dobrego serca. Znała wielu ludzi, ale chyba nikt nie był taką mieszanką, jaką był błękitnooki. - Nie mogłabym się nie przejmować, więc nie przezięb się i nie umieraj, to już dwa zakazany. Twój Tato z tego, co mówisz, ma bardzo podobne podejście do mojego dziadka i to chyba najrozsądniejsze podejście.
Czy nie tak się hartowało organizm, zyskiwało na odporności? Uleganie chorobie było marnowaniem czasu, który mógłby być znacznie lepiej wykorzystany, na przykład w kuźni. Żeby tylko jej rodzice mieli takie podejście, byłoby im wszystkim w domu znacznie łatwiej.
- Znowu mi nie wierzysz! - wytknęła mu, wytrzeszczając na niego odrobinę oczy i kręcąc głową, sprawiła, że warkoczyk przesunął się jej na plecy. Zacisnęła palce na rękawach koszuli, zastanawiając się nawet przez chwilę, czy Mara nie usłyszałaby gwizdania, ale szanse, że jej skrzydlaty koń był gdzieś w okolicy, były znikome. W końcu sama powiedziała jej, żeby nie oddalała się od namiotu, gdzie była bezpieczna. - Wcale jeszcze tak dużo nie wypiłam. Zobaczysz, że masz racje. Ten namiot jest gdzieś.. - zatrzymała się, rozglądając dookoła, ale niewiele jej to dało, bo zupełnie nie umiała określić ich położenia. Wywrócila na samą siebie oczami, wracając jednak uwagą do swojego przewodnika po kilku sekundach. - Jest gdzieś tam i zanim później się mnie pozbędziesz, to ze mną tam pójdziesz.
Oznajmiła mu jedynie z charakterystyczną dla siebie upartością, odszukując jego spojrzenia swoim własnym. Przecież nie mógł myśleć, że go okłamywała, czułaby się z tym naprawdę okropnie. Pomógł jej tyle razy, że była w stanie podzielić się z nim Marowym sekretem. - Nie jestem wariatką, nie aż tak, aby kwalifikować się do leczenia zamkniętego w Mungu.
Dodała jeszcze na swoją obronę, zanim roześmiała się, mruknęła cos pod nosem i przyłożyła sobie palec do ust na znak, że będzie już cicho. Przynajmniej na razie. Nawet grzecznie się odwróciła, kłaniając odrobinę na znak, że przyjemność z pozbawienia jej życia może należeć do niego, a nie do kamyka lub gałęzi. Nie miała z tym problemu, jeśli poprawiało mu to humor.
Idąc po lesie, cały czas się za rozglądała, nie tylko na widoki, ale również za czymś konkretnym, o ile jej spojrzenia nie pochwyciły znajdujące się dookoła ptaki.
- Jesteś jak kalejdoskop. - rzuciła jedynie pogodnie i tajemniczo, zerkając na niego z dołu, gdzie pozwoliła sobie na chwilę łapania oddechu. Nie bolały jej nogi, nie czuła mięśni, ale jeden jego krok były jak dwa jej, więc musiała po prostu szybko chodzić. - Jeśli będziesz chciał, to kiedyś możemy razem polatać.
Zaproponowała jedynie ze wzruszeniem ramion, zanim wstała i poprawiła wciąż mokrą i nieco brudną sukienkę, która w ogóle Pandorze nie przeszkadzała. Właściwie zapominała o takich rzeczach, zwłaszcza mając to wszystko przed oczami.
Pewnie przez to, że tak często sugerował jej morderstwo i topienie, to pomyślała, że byłoby to doskonałe miejsce, żeby umrzeć. Nie mogła się zdecydować, na co patrzeć i co było piękniejsze. Szumiąca w dole woda, nawet jeśli przerażająca, była też pięknym elementem scenerii i nawet ona musiała to docenić.
Bardziej niż jakikolwiek siniak lub potencjalne uszkodzenie, zmartwił ją wyraz jego twarzy i ton głosu, którego używał. Nie była poważna lub raczej rzadko się to zdarzało, o czym powinien doskonale wiedzieć. Ściągnęła brwi i nos, przyglądając mu się w bezruchu z łagodnym, ale i trochę zatroskanym wyrazem oczu. Gdy wystawił w jej stronę palec, westchnęła i uniosła dłoń, zaciskając na nim jeden ze swoich. - Za bardzo się złościsz, wiesz o tym? - zapytała ostrożnie, sugerując tym samym, że to nie było zdrowe. Oczywiście wiedziała, że to jej wina, ale nie zmieniało to niczego. Dziewczyna drgnęła, podpierając się drugą dłonią o jego nogę i obróciła, siadając wygodnie na kolanach, jak to często zdarzało się w Turcji. Odchyliła głowę do tyłu, wbijając w niego spojrzenie, co wcale nie było łatwe, bo czasem wiatr irytująco muskał jej twarz i sprawiał, że musiała mrużyć oczy. - Wiesz co? Wierzę w to, że każdy ma swój określony czas, jakąś formę przeznaczenia. - zaczęła, przykładając mu palec do ust i sugerując tym samym, żeby nie przerywał.- Wiem, że Ty nie i myślisz, że to głupie, ale nawet jeśli miałabym spaść z tego urwiska lub mnie utopisz, to nie szkodzi, bo tak miało być. Zawsze staram się żyć tak, żeby nie żałować, a ostatnio widziałam tyle pięknych rzeczy, że naprawdę, nie przejmuj się tym tak. Bo naprawdę mi padniesz na serce, a ostatnie czego bym chciała, to mieć Cię na sumieniu. - przesunęła palec w dół, pstrykając palcami w kołyszącego się na jego torsie niedźwiadka. Uśmiechnęła się pod nosem, bo nawet jeśli tylko bardziej zirytowałaby go swoim gadaniem, to przynajmniej próbowała. Nie musiał brać za nią odpowiedzialności w żaden sposób, chociaż i tak to robił. - Zawsze jest takie ryzyko, ale te drzewa są doskonałe do wspinaczki. To jednak za chwilę, chodź, powinniśmy się napić za ten widok.
Stwierdziła jedynie, oczywiście idąc za wcześniejszą obietnicą i starając się być grzeczną. Jak chciał, to mogą iść i tam. Teraz jednak Pandora przytrzymała się go i przelazła tak, aby usiąść obok niego, podtrzymując sukienkę. Podciągnęła pod nieco wyżej kolana, na tyle, ile przyzwoitość pozwalała przy tym głupim stroju i wbiła spojrzenie w horyzont na kilka sekund, pozwalając sobie na głębszy wdech. To było naprawdę dobre miejsce. Trąciła go delikatnie łokciem, skoro usiadła na tyle blisko, że praktycznie stykali się ramionami.- Tak myślałam, że on kłamie z tym kwiatem paproci, ale trochę mi lepiej, bo nie mogłam go znaleźć, jak szliśmy. Uspokoiłeś się już trochę?
Zapytała jeszcze, wychylając się nieco do przodu i patrząc na niego uważnie, odnalazła jego spojrzenie, gdy wyciągnęła jedną z dłoni po butelkę. - Wiesz, zawsze możemy się później pożegnać i możesz znaleźć sobie następną turystkę, która będzie doprowadzała Cię do szału.
Nie dodała jednak, że wcale by tego nie chciała, nawet jeśli pod wpływem spożytych procentów, miała to wymalowane na twarzy. Dała mu chociaż wybór.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (15790), Pandora Prewett (20117)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa