Sytuacja nieco wymknęła się jej spod kontroli. Nie do końca wiedziała, czy dobrze zrobiła. Czuła jednak, że Florence nie powinna jej oceniać. Nie raz już jej pomagała w różnych momentach, w których było naprawdę źle. Składała ją w całość już od czasu nauki w Hogwarcie. Chyba była przyzwyczajona do tego, że Yaxley wpakowywała się w nie do końca bezpieczne sytuacje. Tym razem miało być inaczej, nie chodziło o nią. Musiała pomóc Mellvynowi. Musiała go złożyć w całość po tym, jak Geraldine go uszkodziła. Wszystko będzie dobrze, powtarzała to sobie w głowie jak mantrę.
Nie rozstawała się przy tym z butelką whisky, alkohol skutecznie ją otumaniał. Dzięki temu jakoś łatwiej przychodziło mierzenie się z konsekwencjami spowodowanymi własnymi czynami. Nie potrafiła znaleźć innego rozwiązania, chyba będzie musiała zmierzyć się z prawdą. Bo co innego mogłaby powiedzieć Florence? Nie było innej możliwości. Pozostawało jedynie wierzyć, że nie będzie oceniać, że przyjmie to bez zbędnych pytań, pomoże im, a później zapomnie, nie będzie do tego wracać. Tak byłoby najwygodniej.
- Powiemy prawdę. - Powiedziała cicho po dłuższej chwili. To była jedyna możliwość. Nie mogła też wymagać, że ustalą jakąś inną wersję, bo to zupełnie nie trzymałaby się kupy. Bulstrode musiałaby być głupia i ślepa, aby nie połączyć kropek.
Yaxley usiadła na łóżku. Pozostawało czekać na Florence z nadzieją, że pojawi się odpowiednio szybko. Krew nie przestała płynąć, rana musiała być dosyć głęboka, bardziej głęboka niż się spodziewała. - Jak się czujesz? - Chciała się upewnić, że Ollivander jeszcze daje radę, chociaż nie wyglądał najlepiej. Miała nadzieję, że wytrzyma do czasu nim pojawi się tutaj Bulstrode, bo jeśli jej odpłynie to w ogóle spanikuje. Nie miała pojęcia, jak zareagować w takiej sytuacji.