• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[22 czerwca 1969, Islandia] Fiordy, harce i swawole | Hjalmar & Pandora

[22 czerwca 1969, Islandia] Fiordy, harce i swawole | Hjalmar & Pandora
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#11
04.05.2023, 14:22  ✶  

Nie odpowiedział ani na pierwsze ani na drugie pytanie, a posłał jej jedynie lekki uśmiech. Mimo wszystko wolał przybierać tą swoją "chłodną" posturę, pozbawioną większością emocji, nastawioną na siłowe rozwiązywanie problemów niż bycie po prostu łagodnym i miłym miśkiem. Na tą drugą, bardziej ludzką postawę mógł sobie pozwolić tylko w niektórych momentach i to przy określonych warunkach nad którymi nie chciał się jednak teraz rozwodzić. W końcu musiał mieć jakąś 'kartę pułapkę' w zanadrzu. Hjalmar nie zastanawiał się nigdy nad jakąś większą głębią życia, zwłaszcza na poszukiwaniu szczegółów jego sensu. Dla niego to po prostu było robienie rzeczy zgodnie ze swoim sumieniem, bo to było po prostu najważniejsze.

Piołun? To jakiś kolejny gadający koń? Czy może jakiś kuzyn Pandory? To była niewiadoma, którą należałoby rozwiać w niedalekiej przyszłości. Prawdę mówiąc, rodzina Prewettów miała bardzo ciekawe sposoby na nazywanie czegokolwiek. Mara, Piołun, Pandora? Dosyć niespotykane imiona w większości części świata, a przynajmniej tak się wydawało Hjalmarowi - Może... - stwierdził z obojętnością w głosie. To rzeczywiście mogło nie przystawać ale czy miał na to jakikolwiek wpływ? Mógł się potknąć albo źle stanąć i jego szansę na śmierć by się właśnie zwiększyły. Prawdę mówiąc mogło się tak naprawdę stać cokolwiek, czego konsekwencją byłby brak pobudki kolejnego dnia.

- Oswajanie ptaków nie należy do najtrudniejszych rzeczy, więc nie sądzę aby był to powód do dumy po prostu z faktu oswojenia. Mógłbym się zgodzić, że jest to powód do domu dlatego, że jest to unikalny ptak - odparł przez chwilę skupiając swój wzrok na kilku maskonurach. Z jednej strony wydawały się bardzo nieporadne i... dziwne? A z drugiej były po prostu wyjątkowe w tym całym swoim majestacie i wyglądzie. W opinii Hjalmara idealnie były wpasowane w całą faunę i florę Islandii. To jednak nie zmieniało jest podejścia do całej kwestii "zaprzyjaźniania się" ze zwierzyną jako, że należało do niej podchodzić ostrożnie. Nawet jeśli miało się do czynienia z jakimś ptakiem.

- Mhm... A jak przyjdzie wataha wilków to pewnie byś mnie im oddała za moment zabawy z nimi? - zapytał pytająco. Nadal miał w głowie to jej dziecinne szczęście w oczach kiedy ujrzała całe stado w lesie. Dla Nordgersima to były zwykłe szkodniki ale nie skomentował tego w tej sposób. Powoli już się zaczynał łapać na tym, że Pandora ma całkowicie inne podejście do tych wszystkich czterokopotnych i nie tylko. W tej kwestii akurat mieli odmienne zdanie i stali po dwóch różnych stronach barykady.

Posłał jej tylko spojrzenie z ukosa  - co dokładnie mu pasowało? Prewettówna mówiła jakimś szyfrem, którego chyba nie do końca rozumiał, a z drugiej strony nie bardzo chciał się ją o to pytać. Jeszcze by wyszło, że się zainteresował tematem czy coś w tym stylu. A tego wolał uniknąć - A co, jesteś moją matką aby mi dawać zakazy? - uniósł lekko kącik ust. W tym momencie miał wrażenie jakby dosłownie rozmawiał z Sagą - ona też mu mówiła tego typu rzeczy - z tą różnicą, że swojej rodzicielki akurat się słuchał, a Pandory... nie do końca?

- Nie denerwuj się maluszku - odparł lekko dziecięcym głosem jakby odpowiadał jednej ze swoich młodszych sióstr. Można było wyczuć w tym nutkę przedrzeźniania, a może opiekuńczości? Raczej tego pierwszego, zwłaszcza, że Hjalmar nie pozostawał jej dłużny w różnych zagrywkach - też miał swój 'charakterek' - No oczywiście, że mam rację. Co Ty w ogóle myślałaś? - parsknął śmiechem, a następnie się szeroko uśmiechnął ukazując swoje zęby. Czyżby Pandora jednak wypiła za dużo skoro robiła takie słowne gafy? - Dobrze. Pójdziemy. Nie ma najmniejszego problemu - dodał, będąc pewny swoich słów. Nie było możliwości aby tamten koń zaczął od tak sobie gadać albo nawet jakieś sztuczki robić. Przecież nie był żadnym cyrkowcem...

- Musisz się zdecydować Pandora... Albo jesteś wariatką albo nie - nie przestawał łapać ją za słówka. Ilość alkoholu jaką spożył dotychczas sprawiała, że nadal myślał w miarę trzeźwo. A na pewno na tyle trzeźwo aby móc się bawić w takie małe kłótnie ze swoją towarzyszką.

Nie do końca rozumiał jej ukłon w jego stronę. Czy to była część jakiegoś większego żartu o którym nie do końca miał pojęcie? Może ona cały czas się z niego naśmiewała, a on był tylko pionkiem w jej grze? Zjeżył brwi podczas tego ciężkiego procesu myślowego, starając się za wszelką cenę nie dać po sobie poznać, że za bardzo myśli nad jej gestami kierowanymi w jego stronę. Jak się jednak można domyślić - grymas, który zagościł na jego twarzy zdradzał wszystko, więc całą taktykę diabli wzięli.

Kalejdoskop? Obrażała go w tym momencie czy jeszcze nie? Powinien ryknąć czy za moment? Pandora miała to do siebie, że potrafiła go zdenerwować ale również wprowadzić w osłupienie, zwłaszcza kiedy korzystała ze słów o których on nie do końca miał pojęcie. Czy to było związane z jakąś astronomią lub tym całym wróżbiarstwem? - Ja chyba podziękuje. Wolę chodzić stabilnie po ziemi - odparł dosyć niepewnie. Wolał nie wspominać, że nie czuje się zbyt pewnie w powietrzu. Jakby było inaczej to zapewne nauczyły się latać na miotle albo innych tego rodzaju sztuczek. A tak to zawsze wolał czuć stabilny grunt pod swoimi stopami.

Za bardzo się złoszczę? Uniósł swoje brwi w zaskoczeniu - A jak mam się nie złościć jak jesteś o krok od popełnienia samobójstwa? - odpowiedział pytaniem. W tym momencie to ona była swego rodzaju gościem a jego ojczyźnie i Hjalmar poczuwał się do tego aby jej się nic nie stało. Zresztą postąpiłby tak z każdym - ojcem, matką, siostrami czy swoją bandą koleszków. Nie mógł pozwolić aby komuś innemu stała się krzywda w sytuacji w której mógł cokolwiek zadziałać. Jeżeli chcieli się skrzywdzić to mieli pecha - musieli najpierw pozbyć się Nordgersima - Al... - spróbował coś powiedzieć ale Pandora go przejrzała i przyłożyła mu palec do ust aby był cicho na co zareagował cichym mruknięciem niezadowolenia, podobnym do tego którym próbował przestraszyć dzieciaki na festynie - Obawiam się, że na mojej warcie będziesz musiała przełożyć tą swoją formę przeznaczenia, rozumiemy się? - dodał spokojniejszym tonem, a następnie spojrzał jak bawiła się niedźwiadkiem na niedźwiedziu. Prawdę mówiąc to nie chciał na nią krzyczeć, ani ryknąć. Dla niego to był po prostu instynkt, normalność, coś nad czym by się za bardzo nie zastanawiał. Nordgersim poczuł się przez moment źle, że tak postąpił - to był już drugi raz kiedy miał wrażenie, że postąpił nie tak jak powinien. Ale czy powinien przepraszać za to, że jest po prostu trochę nadopiekuńczy?

Gdyby Pandora nie była Pandorą, a którymś z jego kolegów to złapałby ją za głowę aby sprzedać jej główkę na pobudkę. Można więc stwierdzić, że miała duże szczęście, bo nie dosyć, że nie mógł tego zrobić to teraz wzbudziła w nim wyrzuty sumienia - nie po raz pierwszy, a na pewno nie po raz ostatni - Mhmm... - odkorkował butelkę i pociągnął łyk. Wydał z siebie ciężkie westchnienie obserwując wodę - Ghhgrr... - odparł przez zęby kiedy łokieć zagościł na jego żebrach. Momentalnie zmienił swój obiekt zainteresowań z morskich fal na Prewettównę - Bo to nie tak prosto się szuka. Trzeba się naprawdę nagimnastykować aby to odnaleźć... - stwierdził - A co Ci powiedział? - dopytał. Hjalmar nie do końca dowierzał w czyste intencję swoich kolegów. Znał ich jak łyse koniec i wiedział, że ten z którym rozmawiała Pandora był psem na baby. A już mu posłał spojrzenie, które mówiło aby trzymał się od niej z daleka.

Zobaczył jej dłoń, więc automatycznie podał jej butelkę. W tym samym momencie kiedy doszło do przekazania gorzałki, spotkały się też ich spotkania, a chwilę później padło stwierdzenie z ust dziewczyny. I te słowa były lekko zgubne dla niego. Pandora rzeczywiście doprowadzała go do szału, niszczyła mu nerwy i sprawiała, że za moment oszaleje czy nawet wyprowadzi się do Szwecji aby jej unikać. Ale z drugiej strony nie zrobił też nic innego aby ją odtrącić czy powiedzieć aby trzymała się od niego z daleka. Śmiało można by stwierdzić, że Hjalmar zaczął się do niej przyzwyczajać, a może nawet lubić? - To ja chyba podziękuje i zostanę przy Tobie... - założył sobie ręce na piersi, zmrużył swoje oczy, a następnie odparł jak najszybciej potrafił, nie zważając nawet czy powiedział to na tyle wyraźnie, że ona byłaby w stanie to usłyszeć. Wolał raczej aby może tego nie usłyszała bo odparł to bez większego pomyślunku - a więc prosto ze swojej 'dobrej' strony.

Wstał szybko, podając jej tylko korek od butelki, a swój wzrok utkwił w wodzie - Tam jest Grenlandia - wskazał ręką przed siebie, jednak na horyzoncie nie dało się zauważyć nic co by wskazywało na tę wyspę - A w tą stronę Szwecja i Durmstrang - skierował dłoń w prawo i podobnie jak przed chwilą, nic nie wskazywało aby ten kraj się tam znajdował.

- No to chyba czas się powspinać? - spojrzał na nadal siedzącą Pandorę, a następnie wyciągnął dłoń w jej kierunku aby pomóc jej wstać - Ja spróbuję wejść pierwszy i będę Ci ewentualnie pomagać - stwierdził i ruszył czym prędzej w kierunku drzewa, które na całe szczęście nie było daleko. Nie przeszli nawet 300 metrów, a byli już na miejscu.

- Jak uda nam się wspiąć na prawie sam szczyt to będzie nagroda niespodzianka - uśmiechnął się pod drzewem do Prewettówny, a następnie przetarł ręce - No to co... - złapał się za drzewo i spróbował się wdrapać na górę ze wszystkich sił.



Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 17
Akcja nieudana

Dwie próby na wspinaczkę na drzewo. Jeżeli pierwsza się nie powiodła to Hjalmar od razu próbuje wykonać drugie podejście. Korzystam w tym celu z aktywności fizycznej.
Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#12
04.05.2023, 22:25  ✶  
Nie naciskała. Nie dlatego, że nie była ciekawa potencjalnej odpowiedzi, a raczej dlatego, że wszystko przyjdzie w swoim czasie. Gdyby się nad tym głębiej zastanowić, to towarzyszący jej Islandczyk faktycznie był trochę jak dzikie zwierzę, z którym trzeba było postępować ostrożnie, a przede wszystkim do niczego go nie zmuszać. Pasowała mu ta tajemnicza aura, zarówno porównując go do niedźwiedzia, jak i do wilka. Miał swoje zaskakujące momenty, a element niespodzianki w ludziach bardzo doceniała. Na swój sposób, każde z nich było przyzwoitym i dobrym człowiekiem, który źle znosił krzywdę względem drugiej osoby — nie taką prostą, jak bitka z kolegami lub krótkie wyzwiska, raczej te poważniejsze.
Uśmiechnęła się na jego minę, dostrzegając iskierki zastanowienia w błękitnych oczach. - Piołun to koń, największy w hodowli. Czytałam legendy z biblioteki, gdy się urodził i miał takie spojrzenie, że to imię pasowało. - wyjaśniła pogodnie, bo przecież była prawdziwym książkoholikiem już od czasów Hogwartu. Jeśli nie przesiadywała w opasłych tomach, to rozpracowywała działania przedmiotów, magicznych, jak i zwykłych, rozkręcając je na części pierwsze. Byle tylko nie marnować czasu. A legendy, baśnie i opowieści umiłowała sobie szczególnie, zwłaszcza wieczorami przy dobrej herbacie lub szklance czegoś mocniejszego. Najwięcej piękna kryły stare historie, gdy ludzie jeszcze doceniali małe rzeczy i naturę. Teraz była pogoń za galeonami, popularnością, a największą wartością było to, czy człowiek był ładny. Niedorzeczne.
- Nie masz racji, Niedźwiadku. Zwierzę nie da się oswoić komuś, kto na to nie zasługuje. - odpowiedziała uparcie, przenosząc wzrok z jego twarzy na lecące nieopodal ptaszysko. Miały naprawdę ładne pióra i wędrując za myślą, Pandora rozejrzała się dookoła, probując znaleźć jakieś, pomiędzy poszukiwaniami paproci. Prewettówna zgodziłaby się jednak z tym, że wpasowywały się w ten niepowtarzalny klimat Islandii, będąc kolejnym diamentem w jej koronie. Może nie mogły wygrać ze stadami wilków, miśkami, ale były wyżej od wrzosów, pitnego miodu i owiec, które przypominały bezdyskusyjnie chmury. Na jego słowa aż zatrzymała się zaskoczona, gwałtownie się do niego odwracając i pośpiesznie kręcąc głową, wprawiła w ruch swój warkocz, jak i wciąż wilgotnego, ciągnącego się za piersi warkocza. - Oczywiście, że bym Cię nie oddała! Nawet, jakby miały ze sobą młode. Podejrzewasz mnie o naprawdę okropne rzeczy.
Mruknęła, unosząc brew i opierając jedną z dłoni na swoim biodrze, gdzie zacisnęła palce. Prawie można było się przestraszyć. Oczywiście nadal uważała, że podarował jej jedno z najpiękniejszych wspomnień i pewnie mogłaby na samą myśl o tym stworzyć patronusa, ale nie przehandlowałaby go za drapanie futrzaków po uszach. Łatwo było zauważyć, że się do niego przyzwyczaiła i w pewien sposób przywiązała. Zdawała sobie sprawę z tego, co myślał na temat tych zwierzaków, jak i jego ogólnego powietrza, ale nie próbowała go przekonywać do swoich racji lub podważać tego, w co wierzył i szanował Hjalmar. Na jego spojrzenie tylko zacisnęła usta, powstrzymując chichot. Nie dostrzegał chyba wielu cech w sobie, które ona zgrabnie wyłapywała, dodając do całości. Ciekawej i kolorowej, chociaż w momencie, gdy porównał ją do własnej matki, pojawiła się na tym drobna plama szarości. Zbił ją z tropu na tyle, że nie bardzo wiedziała, co powinna odpowiedzieć — przynajmniej w pierwszej sekundzie. - A przestrzegasz tych od mamy? - zapytała w końcu z zaciekawieniem, bo jeśli miała być postrzegana jako nadopiekuńcza matka, a jemu miałoby się nic nie stać, to w porządku.
- Nie jestem przecież aż taka mała! - zauważyła, podchodząc do niego i prostując plecy, głowę, stając chyba nawet odrobinę na palcach, spojrzała mu zadziornie w oczy, jednak na próżno było szukać złości w ciemnych tęczówkach Pandory, raczej figlarność, zadziorność, którą sam obecnie sobą pokazywał. To alkohol, czy może trochę się do niej przekonywał? Gdy użył jej własnych słów przeciwko rozchyliła usta z niedowierzaniem, bo nawet nie zauważyła, że popełniła błąd w swoim słowotoku. Zamiast jednak się czepiać, skrzyżowała ręce pod biustem z rozbawionym prychnięciem. Nie umiała się wściekać, zwłaszcza gdy się tak uśmiechał i chyba pierwszy raz swobodnie śmiał. To było zaraźliwe, a ona zapewne przyglądała się mu trochę bardziej, niż powinna, niż wypadało. - A żebyś wiedział, że pójdziemy. I wtedy dopiero dostanę dodatkowe punkty za prawdomówność.
Na jego słowa przekręciła głowę, posyłając mu pytające spojrzenie, stukając palcem w swoje usta w zastanowieniu, skoro nalegał, żeby wybrała. Jak miała to obiektywnie stwierdzić?
- Wariatką, sama dla siebie jestem trochę, jak hazard. - westchnęła w końcu, bo chyba alkohol sprawił, że łatwiej było jej mówić na głos o tym, że być może brakuje jej piątej klepki. Roześmiała się zaraz, przesuwając palcami po swojej szyi. - Poradzisz sobie z tym?
Na jego i wszystkich szczęście, Pandora nie umiała grywać w taki typ gier, o jakie ją podejrzewał. Nie śmiała się z ludzi, częściej naiwnie wierzyła we wszystko, co mówili i dawała sobą manipulować. Spojrzała na niego raz jeszcze, puszczając mu oczko i uśmiechając się szeroko.
- Obiecaj, chociaż, że jeszcze to przemyślisz! To niesamowite uczucie, wiesz? Nie takie, jak głupia miotła. - poprosiła, starając się przybrać uroczą minę, chociaż zdawała sobie sprawę, że może to wcale nie zadziałać. Zupełnie nie powiązała jego słów z tym że nie lubił wysokości, raczej z brakiem sympatii do pegazów.
Potem wszystko zadziało się szybko.
- To wciąż duży krok? Nie taki mały? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, próbując chociaż trochę się obronić i złagodzić jego złość. Wiedziała też, że będzie chciał jej przerwać, więc zapobiegawczo trzymała palec przy jego ustach, mówiąc. Ciche mruknięcie niezadowolenia skwitowała niewinnym uśmiechem, który wplotła gdzieś pomiędzy słowa. - Przeznaczenie to przeznaczenie! Nie mogę go przełożyć, nawet jeśli bym chciała. Plącze ludzi, plącze wydarzenia i działa bardziej chaotycznie, niż ja... - zaczęła, przyglądając się jeszcze chwilę drewnianej ozdobie, zanim podniosła znów na niego wzrok. - Żebyś się tak nie złościł, mogę się postarać. Wolę, gdy się uśmiechasz, masz ładny uśmiech, niż gdy krzyczysz.
Zakończyła z delikatnym wzruszeniem ramion, cofając dłoń z jego torsu z cichym westchnięciem. Wiedziała, że czasem była nieznośna i nieodpowiedzialna, należało się jej dostać po głowie lub usłyszeć ochrzan, bo najpierw robiła, a później myślała. Miał rację, ale była zbyt uparta, aby mu to przyznać. Odpowiedzialność nie współgrała z wolnością i niezależnością, a tego miała za dużo — zdaniem wszystkich, którzy ją znali. Czasem nawet przerażała tym samą siebie. ?
Alkohol zawsze pomagał. Przechodząc, naprawdę starała się być ostrożna i grzecznie usiąść obok, ale nie obyło się bez obrażeń, na które przygryzła dolną wargę w zakłopotaniu, patrząc na niego kątem oka, czy aby nie zrobiła mu krzywdy. Gdy usadowiła się na ziemi, spojrzała przed siebie. - Naprawdę próbowałam. Oh? Powiedział, że powinnam to znaleźć i Ci dać, a potem Cię pocałować, żebyś miał szczęście cały rok. To taka tradycja. I o tym, że tej paproci szuka się z kimś, gdybyś Ty nie chciał. Coś takiego? Nie wiem, czy usłyszałam wszystko, a do tego ta ruda dziewczyna nie była zachwycona, że mi coś mówił do ucha. - wyjaśniła zupełnie szczerze, powstrzymując rozbawienie na wyobrażenie sobie jej dużych i zielonych oczu, które wędrowały w kierunku Pandory, gdy tylko kolega Hjalmara zaczął z nią tańczyć. Była nim chyba mocno zauroczona, chociaż nie była pewna, czy działa to w dwie strony. Przez chwilę zatonęła w błękitnych oczach Islandczyka, pozwalając sobie na powiązanie ich koloru z bezkresnym niebem, po jakim krążyło słonce. Upiła łyka gorzałki, zaciskając oczy, a przyjemne ciepło znów rozeszło się po ciele. Im więcej się jej piło, tym lepiej smakowało i było to okropną pułapką bez wyjścia. Stuknęła paznokciami w butelkę, trzymając ją wciąż przy ustach. Jakby bała się, że faktycznie będzie wolał bardziej normalną znajomą, która nie doprowadzałaby go do wrzenia w trzech lub pięciu słowach. Taką, która mniej gadała i zachwycała się wszystkim dookoła. Poczuła, jak rumienią się jej policzki i odwróciła wzrok, uśmiechając się jednak pod nosem. Bez słowa zrobiła jeszcze jeden łyk, opierając potem głowę o jego ramię i patrząc gdzieś przed siebie. - I nie będziesz chciał mnie już utopić, wiedząc, że możesz spotkać kogoś bardziej nieznośnego? - zapytała cicho, przekręcając twarz tak, że opierając się brodą o jego rękę, wbijała w niego wzrok. Umiał być uroczy, jak chciał i nie mogła mu tego odmówić.
Oparła się dłońmi o ziemie, przyglądając mu się z zaciekawieniem, a potem wędrując wzrokiem za tym, co pokazywał. - Na Grenlandii są pingwiny! Nie cudownie byłoby je zobaczyć? Właściwie, to skąd wiesz? Ocean wszędzie wygląda tak samo.
Oczywiście mu wierzyła, łatwo było to stwierdzić i była pełna podziwu, jak sobie radził ze światem i swoim położeniem. Nocą było łatwiej, gdy niebo było bezchmurne i było widać odpowiednie gwiazdy, ale teraz? Ściągnęła brwi w zastanowieniu, zakręcając ich trunek, bo całkiem o tym zapomniała. Na jego głos uśmiechnęła się, wyciągając dłoń i łapiąc go mocno palcami, wstała, wygładzając swoją niegdyś białą sukienkę, która teraz była trochę zielona od trawy, wygnieciona, mokra i mało elegancka. Nie miało to jednak znaczenia. - O nie, jak mi pomożesz, to nagroda nie będzie miała znaczenia. Muszę to zrobić sama.
Zdecydowała, patrząc z dołu na drzewo. Sam nazwał ją osłem. Uniosła brew na to, jak w ciągu kilku sekund znalazł się na jednej z najwyższych gałęzi, komentując pod nosem, że niedźwiedzie też mają do wspinaczki taki talent. Niewiele myśląc, złapała za dwa krańce materiału swojego ubrania tak, aby powstałe rozcięcie było na boku i sięgało gdzieś połowy uda. Resztę na tyle, ile mogła, podwiązała gdzieś na boku. Przyjrzała się drzewu, wybierając odpowiednie miejsce, żeby zacząć. Nawet jeśli z tego spadnie, to spróbuje kolejny raz.

Rzut O 1d100 - 84
Sukces!

Rzut O 1d100 - 51
Slaby sukces...

Rzut O 1d100 - 68
Sukces!
 
Do trzech razy sztuka, ale mogłaby za pierwszym razem zlecieć.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#13
05.05.2023, 00:37  ✶  

A więc jednak koń, nie żaden kuzyn czy ktokolwiek inny. To akurat było do przewidzenia. Jednak czy aby na pewno? Prawdę mówiąc przy większości osób mógłby przyjąć taką taktykę ale nie przy Pandorze - ona akurat potrafiła zrobić najbardziej zawiłą sprawę z pozornie prostej. Miała taki swój 'ukryty dar' do tego. Czyli jest więcej tych całych Mar? Tragedia... Pokiwał przecząco głową na jej słowa, a następnie przetarł sobie twarz ręką. O ile samo kręcenie głową nie znaczyło, że jej nie wierzy, tak bardziej oznaczało brak sił na użeranie z większą ilością Chmar.

- Dobrze - zgodził się z Pandorą. Nie chciał z nią wchodzić w dalszą dyskusję o oswajaniu zwierząt, ponieważ mogłoby to się skończyć debatą do samego ranka, a na to nie mieli aż tyle czasu. Grafik był dosyć napięty, a czasu coraz mniej. Parsknął tylko śmiechem na jej słowa odnośnie tego, że by go nie oddała - jakoś nie do końca chciało mu się w to wierzyć. Może powinien odnaleźć jakieś stado aby mógł się o tym przekonać? To nie była taka zła myśl, a tak przynajmniej mu się wydawało.

- Oczywiście, że tak - odparł jakby to była najpewniejsza rzecz w jego życiu. Każdy się słucha swojej mamy! Chciał wykrzyczeć te słowa ale na całe szczęście powstrzymał się i tylko o tym pomyślał. Jeszcze by tego brakowało, że wyszedłby na jakiegoś mami synka w jej oczach. Miała mieć o nim jasną i pewną opinię - jest twardym, chłodnym, bezuczuciowym barbarzyńcom z północy. A tak naprawdę to całkiem niegroźnym miśkiem bo w końcu by jej krzywdy nie zrobił, więc co z niego za wiking?

- No oczywiście, że nie. Dagur przy Tobie to skrzat - przyznał jej rację machając ręką w geście 'jak mogłem zapomnieć'. Pandora była prawdziwym wielkoludem! Tylko chyba zapomniała o tym wspomnieć Hjalmarowi. Wtedy mógłby jakoś na to zareagować albo chociażby udawać, że tak naprawdę było. A jako, że tak nie było to Prewettówna musiała się zadowolić jakimś swoim metrem pięćdziesiąt w kapeluszu. Zapewne miała więcej wzrostu ale w oczach Nordgersima i tak była małym skrótem, który służył za darmowy podłokietnik.

Uśmiechnął się i kiwnął głową na zgodę. Dobrze. Pójdziemy i co? Pokażesz mi znowu ten latający obiad? Hjalmar był zwolennikiem faktów - jeżeli ujrzy na własne oczy to, że Mara gada to przemyśli możliwość przeproszenia właścicielki tego konia i tym samym przyznanie jej racji. Ale dopóki się to stanie to Pandora może próbować go przekonywać nawet garnkami złota, a on i tak się nie zgodzi.

- Nie mam wyboru - odparł. Musiał się godzić na jakieś wyrzeczenia jeżeli chciał z nią spędzać czas - Najwyżej Cię przehandluje czy coś - uśmiechnął się tajemniczo jakby znał już nawet kupca na nią. Stary Rökkvi powinien być zainteresowany - Przemyślę ale nic nie obiecuję - zapewnił. Odpowiedział w ten sposób raczej tylko dlatego aby uzyskać święty spokój od Pandory. A przynajmniej na jakiś czas.

No dla Ciebie to bardzo duży ale do tego aby mnie zdenerwować Pokiwał przecząco głową. To był jeden z tych momentów w których miał jej po prostu dość. Zawsze posyłała mu ten uśmieszek aby spróbować go przekupić. Zwłaszcza kiedy zrobiła coś nie tak - jakby chciała nim odkupić wszystkie swoje winy. A najgorszy w tym wszystkim był fakt, że to po prostu... działało. Nie potrafił się na nią złościć kiedy ta śmiała mu się uśmiechem prosto w twarz - Hrrrmhm... - wydał tylko z siebie mruknięcie po raz kolejny kiedy stwierdziła, że woli gdy się uśmiecha. Był zły na siebie w tym momencie. Gdyby rozchodziło się o którąś z jego sióstr to nie odzywałby się do nich przez kilka dni, jak nie dobry tydzień aby zrozumiały, że postąpiły źle. A tutaj przychodziła Pandora cała na biało, posyłała mu jeden wyszczerz ze swojego arsenału i jego tarcza obronna się rozpadała. Hjalmar weź się w garść...

Nie musiał się nawet jakoś specjalnie rozsiadać jako, że ktoś go w tym wyręczył. Wysłuchał więc jej słów o tym co tamten błazen jej powiedział. Szuka się z kimś, gdybyś Ty nie chciał... Na jego twarzy pojawił się ten sam grymas kiedy jego kolego "podebrał" mu Pandorę na kilka chwil podczas tańca. Prawa pięść z chustką zacisnęła się mimowolnie, naprężając mięśnie przedramienia jak i również biceps - to wszystko było widoczne tylko dzięki temu, że oddał swoją koszulę sprawczyni tego ścisku - Powinien się nie wpierdalać - wydusił w nerwach z siebie. Już mu Hjalmar da popalić jak wróci z tych nocnych swawol. Jak wcześniej musiał sobie rezerwować wizytę u dentysty, tak teraz powinien sobie szykować miejsce w grobie.

Kiedy Pandora oparła się o jego rękę, rozluźnił mięśnie, a następnie uciekł wzrokiem na swoją dłoń. No i po co zadajesz mi takie pytania? Poczuł się jak owca zagoniona w róg przez wilka - tylko tym razem był tą całą 'chmurką' - Może... - odparł nie zdradzając za dużo szczegółów. Na moment uniósł mu się kącik ust ale szybko powrócił do standardowego dla niego wyrazu twarzy, który nie przedstawiał zbyt wielu emocji. Nordgersim obawiał się, że dając jej za dużo informacji, Prewettówna zacznie go po prostu rozgryzać jak jakiegoś orzecha, a tego wolał uniknąć.

Skąd wiedział? Nie miał dokładnego pojęcia. Lekko blefował, ponieważ potrzebował zmienić temat rozmowy. Dowiedział się komu musi obić mordę, a wolał unikać szczegółowych odpowiedzi akurat na to pytanie Pandory - Umm... Lata doświadczeń? - uniósł brew w zaskoczeniu. Sam chyba nie do końca dowierzał w to co mówił, a z drugiej strony nie spodziewał się takiego pytania. Potrzebował coś po prostu wymyślić w zaistniałej sytuacji.

- Proszę bardzo. Ja "siama". Rozumiem - przedrzeźniał ją lekko jak swoje siostry, zosie-samosie. Dogadałybyście się. Chociaż lepiej żebyście się nie poznawały bo nie będę miał życia To była obawa dla niego. Jakby połączyły swoje siły we czwórkę to byłby stracony - wtedy musiałby już na pewno uciekać do Szwecji albo nawet dalej na wschód. Najpewniej gdzieś wysoko, aby przypadkiem Pandora nie odnalazła go na swojej Marze.

Jak pomyślał tak też zrobił. Sprawnym susem wskoczył na przedostatnią gałąź jako, że ostatnia wydawała się być bardzo nie stabilna. Dzisiaj już raz go zawiodły jego umiejętności ale ustalili, że to wszystko było przez alkohol, a nie przez próbę popisania się. Tym razem jednak sztuczka udała się. Zarówno jego ubiór jak i buty, pozwalały na takie harce po drzewach - Jak tam na dole? - rzucił opierając się wygodnie o konar, przeciągając się momentalnie. Chwilę później skierował swój wzrok z ciekawością na dół. Był bardzo ciekaw jak Zosia-Pandora da sobie radę z takim wysiłkiem.

Początek miała całkiem udany. Może nie szło jej tak sprawnie jak jemu ale z drugiej strony ona zapewne nie latała po drzewach od urodzenia - Uwa... - chciał ją ostrzec albo przez moment nawet zeskoczyć aby jej pomóc czy nawet złapać kiedy ujrzał jak poślizgnęła jej się stopa i zjechała z pierwszej gałęzi na sam dół. Machnął ręką jako, że Prewettówna się nie poddawała. Prawdziwy osiołek... Uśmiechnął się, obserwując jak robiła kolejne podejście do wspinaczki, który ku jego zaskoczeniu zakończyło się sukcesem.

- No proszę, proszę. Udało Ci się - powiedział z uśmiechem na ustach. Może była szansa na to aby wyszła jeszcze na ludzi? - Podał mi proszę woreczek z prawej kieszeni - poprosił kierując rękę w jej kierunku - Zaraz wyjmę nagrodę - pochylił się lekko aby zawiniątko nie spadło przypadkiem na dół.

Rozwinął mały pakuneczek, a następnie wyjął coś na wzór papierosa. Przyłożył sobie do ust, a następnie odpalił. Zaciągnął się i po chwili wypuścił dym, lekko się krztusząc - Khuhh... Khhuhh... Zapalisz? - spojrzał się prosto w jej oczy wystawiając rozpalony towar w jej kierunku. To była nagroda, więc należało ją skosztować. A dodatkowo mogła to być swego rodzaju fajka pokoju.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#14
05.05.2023, 11:19  ✶  
Gdyby usłyszała jego myśli, nie byłaby w stanie stwierdzić sama, zdecydować, czy ów dar byłby czymś dobrym, czy raczej negatywnym. Niestety, ale w przyszłości z pewnością wyda z siebie westchnienie niezadowolenia lub nawet zacznie marudzić, bo Prewettowie poza mnóstwem kasyn, mieli również olbrzymią hodowlę swoich unikalnych skrzydlatych koni. Zdaniem Pandory było to znacznie ciekawsze i mniej krzywdzące, niż hazard ze swoimi konsekwencjami, ale zdaniem jej rodziny — znacznie mniej dochodowe, zwłaszcza że niechętnie swoje zwierzęta sprzedawali.
Był skromny w gestach i słowach, starał się skrupulatnie ukrywać wszytko to, co działo się w jego głowie. Ona jednak zaczęła zauważać drobne zmiany w jego spojrzeniu, zupełnie jakby czasem to bezchmurne niebo zakrywały ciemniejsze chmury. Zawsze uważnie go obserwowała, poświęcała mu praktycznie całą uwagę — ku zapewne jego niezadowoleniu, chociaż sama nie była obecnie pewna, czy bardziej chciałby ją utopić, czy może nawet trochę ją polubił? Prawdziwy kalejdoskop, nie mogła się nudzić. I znów się roześmiała, kręcąc głową, gdy tak łatwo się zgodził z tym, co mówiła! Zapewne dla świętego spokoju, ale i tak spodziewała się raczej dyskusji, bo jasnowłosy również przejawiał zachowania świadczące o tym, że był uparty. Sprytne posunięcie, skoro mieli tak dużo planów, a noc była tak krótka. Przyglądając mu się, posłała mu całusa w podziękowaniu chyba za przyznanie racji.
- Jak mogłabym Cię oddać wilkom, kiedy dajesz mi tyle powodu do uśmiechu i tyle pięknych miejsc mi pokazujesz?!- zapytała tylko, nieco bezradnie rozkładając ręce na tego brzydkie przemyślenia na jej temat. Powinna się obrazić, a może powinna zrobić smutną minę? W zamyśleniu zacisnęła usta, spoglądając w ziemię, przechodząc z nogi na nogę. Nie skomentowała jego słów o słuchaniu mamy, mimowolnie myślami wędrując w kierunku swojej — nie miała z nią tak łatwo, jak Saga miała z nim. Pewnie by ją chętnie na niego wymieniła.
- To może, chociaż rozważysz te dwa małe zakazy, jakoś Cię przekonam? Transakcja wymienna?
Posłała mu pytające spojrzenie, trochę spod wachlarza ciemnych rzęs, jakby miało to coś pomóc. A wystarczyłoby zapytać Pandorę o to, co o nim myślała i nie musiałby się domyślać! Czy uznałaby go za maminsynka? Raczej nie, podobnie zresztą, jak za człowieka bez uczuciowego i chłodnego, chociaż starał się taki być. Bycie Wikingiem wcale nie znaczyło braku dobrego serca, a wieczór się jeszcze nie skończył i wciąż mogła skończyć w oceanie, pamiętała o tym, szeptało gdzieś to z tyłu głowy. - Cieszę się, że dobrze się bawisz, olbrzymie.
Oczywiście udawała tylko oburzenie, walcząc z chęcią roześmiana się i pielęgnując w sobie nadzieję, że nie zacznie nazywać jej skrzatem. Gdyby włożyła jakieś wysokie buty, to wtedy by zobaczył, że jak na dziewczynę nie była maleńka. Miał naprawdę dużo szczęścia, że ten podłokietnik nie uciekł mu spomiędzy ust i został błogą nieświadomą dla brunetki.
Hjalmar uśmiechnął się tak, że wiedziała, że pójdą na te wrzosowiska, gdziekolwiek były i był to dla niej zadowalający wynik dyskusji. Bardzo lubiła stawiać na swoich w takich sytuacjach, gdy ktoś posądzał ją o potencjalną chorobę psychiczną. Zwykle była przesadnie uczynna i bezinteresowna w działaniach — dlatego też większość czasu spędzała sama lub z Marą.
- Zawsze masz wybór, wystarczy słowo. - odpowiedziała z delikatnym wzruszeniem ramion, chociaż udzielona przez niego odpowiedź wywołała kolejny, szczery i szeroki uśmiech. - Jakbyś wybrał odpowiednich ludzi, to mógłbyś sporo na mnie zarobić, sprytne. Mam nadzieję, że nie komuś okropnego?
Jego tajemniczy uśmiech był niepokojący, ale wierzyła, że poradzi sobie w każdej sytuacji i w jakiś sposób nie umiała go nie odwzajemnić. Przeczesała warkocz palcami, wyglądał już naprawdę biednie, zwłaszcza że włosy Pandory układały się naturalnie, pod wpływem wilgoci w fale i delikatne loki. Na jego odpowiedź przytaknęła, bo ta była satysfakcjonująca i nie musiała drążyć tematu.
Nie robiła tego zwykle celowo, uśmiechała się tak po prostu — czasem jedynie próbując grać niewiniątko i zwyczajnie wierząc, że gest ten — tak łatwy i niedoceniany przez ludzi, miał bardzo potężną moc. I był zaraźliwy. - Teraz jeszcze pomrukujesz, pięknie. Za chwilę cały przemienisz się w niedźwiedzia. - zauważyła pogodnie, zupełnie nieświadoma jego złości, uznając to zwyczajnie za urocze, pasujące do całokształtu. I przede wszystkim nie zdawała sobie sprawy, że to faktycznie działało. Westchnęła ze zrezygnowaniem, kręcąc głową.
- Cśśśś... Nie denerwuj się, nie masz powodu. - zaczęła łagodnie, przyglądając się spiętym mięśniom i zaciśniętej pięści. Niewiele myśląc, przesunęła palcami po odkrytej skórze, zaciskając obydwie dłonie na jego własnej, palcami dociskając wilgotną wciąż chustkę. - To Twój przyjaciel, nie miał na myśli nic złego. Chciał dobrze. Przecież to tradycja, nie? Trzeba je pielęgnować! Zwłaszcza że Litha to taka trochę Twoja.
Zauważyła ze wzruszeniem ramion, podnosząc wzrok na jego twarz i licząc na to, że trochę się uspokoił. Rozumiała, że mogła mu popsuć plany na obchody tego święta przez swoją obecność i że pewnie miał mnóstwo lepszych towarzyszek do szukania tego kwiatu, a kolega o tym po prostu wiedział. Zasugerował jej przecież, że gdyby chciał, to powinna pozwolić mu szukać tego z kimś innym i się nie złościć, a przynajmniej tak Pandora uważała. Zwykle widziała, a przede wszystkim doszukiwała się w ludziach tego, co było najlepsze i o nic złego nie podejrzewałaby jego kompana. Dopiero teraz zauważyła, że butelka jej wyleciała z rąk, opierając się na szczęście tak, że nic się nie rozlało. Nic sobie z tego nie zrobiła, układając wygodnie głowę i przez chwilę patrząc na ten piękny horyzont, ale nie mogła zupełnie się na tym skupić, więc wróciła do Nordgersima. - Nie będziesz miał przeze mnie pecha, prawda?
Miała oczywiście na myśli ten kwiat. Puściła jego dłoń, robiąc małego łyka gorzałki i oparła brodę tak, żeby było wygodniej lustrować jego twarz na wypadek, gdyby jej powiedział, że nie będzie miał pecha, ale jednak trochę udawał. Pokręciła głową z rozbawieniem, gdy odparł tylko "może" na całe to topienie. - Jeszcze Cię przekonam, żebyś tego nie robił.
Oznajmiła mu pewnie, nie chcąc go wcale w żaden róg zaganiać, mówiąc po prostu to, o czym aktualnie myślała i chcąc upewnić się, że toń oceanu jej nie groziła. Poza brakiem umiejętności pływania i wydawania z siebie damskiego pisku Pandora miała jeszcze jeden problem — uwielbiała spadać, lecieć beztrosko w dół, co poniekąd przypominało latanie. I gdy woda tak robiła lub gdy skądś zlatywała, nie umiała zareagować, zatrzymując się w trwającej chwili. A pod wodą odczuwało się to najlepiej, ciągnęła na dno znacznie delikatniej, łagodniej niż grawitacja.
Jego odpowiedź brzmiała sensownie, więc już nie dopytywała, pozwalając sobie jeszcze na chwilę wrócić myślami do pingwinów i Grenlandii, może trochę Drumstrangu.
Drzewo nie było chyba aż tak wysokie, tak sobie powtarzała, stojąc na dole i przyglądając mu się w poszukiwaniu odpowiedniej strategii. Na jego przedrzeźnianie uniosła brwi, pokazując mu zaraz język i tylko zapierając się wewnętrznie, że wjedzie na to drzewo, nawet jakby miała próbować do rana. Bo oczywiście Pan "chłodny" i "bezwzględny" wiking wspiął się zwinnie niczym zwierz. To było godne podziwu. Gdyby wiedziała o jego siostrach i o tym, że były aż trzy, to pewnie marudziłaby mu, że chciałaby je poznać, nieświadoma obaw i powstających planów ucieczki.
- Bajecznie mój Drogi. - odpowiedziała tylko, zabierając się za doszczętne zniszczenie swojej niegdyś ładne sukienki i wspinaczkę, bo przecież nikt za nią tego nie zrobi. Nie wyglądała jednak na przestraszoną, nie wyglądała też na niezadowoloną, raczej się dobrze bawiła. Drzewo nie było wcale pomocne, zwłaszcza gdy z jakiegoś powodu poślizgnęła się i źle złapała ręką, lecąc na ziemię z cichym hukiem, bo oczywiście jedynie co, to zamknęła oczy. Brew jej drgnęła, jednak uśmiechnęła się tylko pod nosem, wycierając dłonie niedbale o materiał ubrania — swojego, broń boże koszuli i roztarła dłonie, podchodząc z nieco innej strony. Jak się nie uda, to spadnie, wstanie, otrzepie się i spróbuje dalej. I tak do skutku. Nie przyznałaby mu się, jak męczące to było i jak piekły ją dłonie, gdy udało się jej w końcu zająć jedną z gałęzi, co uwieńczyła jedynie cichym westchnięciem i przetarciem policzka dłonią, którą znów wcześniej przetarła w kieckę. Dobrze, że nie miała delikatnych rączek, jak angielskie damy, bo prędzej by umarła niż wlazła na to drzewo.
-Nie wątpiłeś we mnie chyba, co? - zapytała, wsuwając się nieco głębiej w szeroką gałąź, aby mogła swobodnie ruszyć rękoma, a także zakołysać nogami. Odchyliła głowę do tyłu, mimowolnie spoglądając na niebo, które było teraz znacznie bliżej i uśmiechnęła się pod nosem, zaciskając obydwie dłonie na kilkanaście sekund w pięści, aby zamaskować ich drżenie. Powinna częściej chodzić po drzewach. Gdy wbiła w niego wzrok, mówił coś o prawej kieszeni, więc grzecznie kiwnęła głową i wyjęła zawiniątko, układając mu je ostrożnie na dłoni. - Przez chwilę podejrzewałam Cię o noszenie karmelków lub innych cukierków po koszuli. - przyznała szczerze, przyglądając się temu, co robił z zaciekawieniem. Jak bardzo niedorzecznie zabrzmi, jakby przyznała mu się, że papierosów też nie miała w ustach? Raz próbowała Opium, raz próbowała innej używki ku niezadowoleniu swojego dziadka, ale tak? Była naprawdę ułożona pod względem pozyskiwania uzależnień, wybierając zawsze te bardziej zdrowe. Czując na sobie jego spojrzenie, podniosła własne z jego ust i papierosa, obserwując chwilę dym, zanim pozwoliła sobie na zastanawianie się, jaki odcień błękitu teraz miały jego oczy. -A w sumie czemu nie. Tak mocne, jak gorzałka? - zapytała tylko, mając na myśli ewentualny atak kaszlu, który mógłby nastąpić, gdyby zaciągnęła się zbyt mocno. - Tak będzie łatwiej. - dodała jeszcze pod nosem, łapiąc w dłoń jego nadgarstek i przysuwając sobie do ust, poczuła cierpki i odrobinę gorzkawy smak, chociaż znacznie silniejszy był aromat dymu, który uwalniał. Znając swoje umiejętności, gdyby sama chciała złapać za tego papierosa, to wypadłby jej z rąk. - Czy wy wszystko macie tutaj tak intensywne i silne? - mruknęła jeszcze, mrużąc oczy, gdzieś pomiędzy kilkoma kaszlnięciami, które uciekły pomiędzy wypuszczaniem dymu. - Za drugim razem będę lepiej przygotowana. - dodała na swoją obronę, stukając palcami w jego skórę, żeby wiedział, co miała na myśli i że mały wypadek przy pracy wcale jej nie zniechęcił. Mieli w Turcji fajki, ale nie były takie, jak zawartość jego kieszeni.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#15
05.05.2023, 13:07  ✶  

Pokręcił głową. Jak mogła go oddać wilkom? Śmiało? Wystawić go na środku polany i powiedzieć 'proszę, oto Hjalmar, możecie go zjeść'? To było dużo prostsze niż się Pandorze mogło wydawać. Z drugiej zaś strony dobrze było wiedzieć, że tego by nie zrobiła. Jakoś lepiej się podróżowało ze świadomością, że mógł chociaż w małym stopniu na niej polegać w sytuacji kryzysowej.

Złapał się za brodę i przejechał po niej kilka razy w gęście zastanowienia. Nie dosyć, że sama zabawa zarostem była przyjemna to od razu wyglądało się jakby się miało pojęcia o tym o czym aktualnie jest mowa - Dobrze mamo - wypuścił powietrze nosem z niedowierzania. Chociaż bardziej przypominało to jakieś parsknięcie jakby zrobiła to Mara.

To akurat był fakt - Hjalmar bawił się bardzo dobrze. Gdyby zdecydował się pójść ze swoją gromadą to już najpewniej leżeliby pijani w jakimś rynsztoku albo Merlin jeden sam wie gdzie jeszcze. A tak to zażywał Islandzkiego powietrza, oddając się wysiłkowi fizycznemu przy akompaniamencie Chaosu i gorzałki.

Tak, miał wybór - mógł wybrać Pandore albo kolegów. Zdecydował się na nią, więc nie powinna dawać mu kolejnych powód do tego aby zaczął żałować swoich podjętych decyzji - Kto taki zapłaciłby dużo za Ciebie? Pytam dla kolegi na zapas - w tym momencie zaczął się zastanawiać czy to rzeczywiście nie był taki głupi pomysł. Skoro sama przyznała, że ludzie byli skłonni zapłacić za nią krocie, to może należało to skrzętnie wykorzystać?

Przez moment chciał ją poprawić, że w wilka ale ugryzł się w język. To mogłoby przynieść negatywne skutki i przy okazji zdradzić jego przypadłość, a tego bardzo by nie chciał. Nie raz ani nie dwa ludzie się od niego odwracali w trosce o własne bezpieczeństwo. W końcu, Nordgersim nie do końca miał pewnie władzy nad swoją chorobą. Nauczył się ją kontrolować tylko do tego stopnia, że był w stanie przemienić się w wilkołaka w sytuacji zagrożenia życia. A w trakcie pełni umierał ten niesforny niedźwiadek, który złościł się i śmiał na przemian - stawał się kimś dużo straszniejszym i co gorsza, pozbawionym swoich instynktów samozachowawczych.

Przyglądał się jak Pandora przejeżdżała po jego ręku. Chciał wydać z siebie kolejny pomruk ale zdecydował się przemówić - To nie powinien się wtrącać. Ja mu się nie wpieniam do relacji z Njálą - odparł zdradzając przy okazji imię rudowłosej dziewczyny. Prawdę mówiąc mógłby to zrobić i zapewne tego dokona. Powie tamtej dziewczynie, że jego kumpel to zwykły cham i prostak - to będzie dla niego dobra nauczka na swoje wtrącanie się i ciekawskie cztery litery - Święto jak święto. Nie ma co się rozwodzić szczególnie - dodał. Ten konwent to była tylko kolejna ludzka wymówka na to aby się spotkać, napić, pogadać i potańczyć. Można to było oczywiście zrobić i bez tego ale po co? Lepiej mieć jakiś powód - w ten sposób można mieć wytłumaczenie na swoje zachowanie lub czyny.

Litha nie była jego ani nikogo tak naprawdę. A ten cały kwiat był mu tyle potrzebny co stado gadających Mar - czyli w ogóle. Gdyby udało im się go odnaleźć to zapewne i tak oddałby go Pandorze bo była kobietą, a one lubiły kwiatki. Takie przekonanie snuło się w głowie Hjalmara. Prawdę mówiąc miał ku temu powody - nadal widział jak Prewettówna spoglądała na wianki oferowane przez tamtą staruszkę. Nie wspominając o tym, że jeszcze zmusiła go aby jej ten wianek zrobił bo nie chciała być gorsza od innych uczestniczek Lithy. W oczach Nordgersima nie była, więc i nie potrzebowała tej wiązanki na swojej głowie  ale skoro to miało sprawić jej radość, no to proszę bardzo - stać go było na taki gest.

- Nie. Zresztą nie wierzę w te wszystkie zabobony - stwierdził. Nigdy tego kwiatka nie odnalazł, więc nie do końca chciało mu się wierzyć w prawdziwość tej legendy. Z drugiej strony nie do końca chciało mu się go szukać - Jasne - dodał lekko kpiąco. Musiałaby chyba stanąć na głowie i zacząć żonglować stopami aby tak się stało.

Co to było takie drzewo? Mógłby zostać wybudzony w środku nocy, a wszedłby na nie jeszcze szybciej. Może powiedzieć jej, że to złe drzewo i musimy się wspiąć na inne? To była bardzo kusząca dla niego myśl ale szybko z niej zrezygnował. Nie chciał aby Pandora padła mu tu na zawał serca.

Rozsiadł się wygodnie w oczekiwaniu, aż skrócik wejdzie na górę. Przez ułamek sekundy rozważał nawet krótką drzemkę w oczekiwaniu na nią.

- Ja? - wskazał na siebie palcem - W życiuuu... - odpowiedział z szyderczym uśmieszkiem. Nawet mu trochę zaimponowała tą swoją upartością i wspinaczkowym sukcesem. Hjalmar spodziewał się, że zajmie jej to dużo dłużej, a tu taki obrót wydarzeń.

- Nie. To dużo lepsze - zapewnił. Docelowo mieli to skonsumować w gronie swojej grupy ale, że załatwiał to Nordgersim i zmienił zdanie, to wypadło na Pandore - Czy ja wiem? To Ci pozwoli się wyluzować i odpocząć - odparł przymykając oczy, a dym opanował jego płuca. Momentalnie poczuł spokój, który zaczął go osaczać. Mało brakowało aby w tej całej rozkoszy przymknął oczy ale Pandora postanowiła wykorzystać jego dłoń za podajnik. Nie miał jej tego za złe, a nawet jej lekko pomógł, rozluźniając swoją rękę.

Uśmiechnął się pod nosem na jej słowa. Koniec końców to nie był byle towar jaki udało mu się skombinować, nic więc dziwnego że Prewettówna mogła tak zareagować. Oczywiście nie był to najczystszy skręt jaki przyszło mu palić, ponieważ wymieszał go z tytoniem - Dobrze - odparł spokojnie spoglądając na okolice.

W oddali dostrzegł duże skupisko światła co oznaczało tylko jedno - osada jeszcze nie poszła spać i dalej bawi się w najlepsze - Jak myślisz. Kto się bawi lepiej? - zapytał, biorąc kolejnego bucha, a następnie wskazał jej papierosem to na czym teraz skupił swoją uwagę - My czy oni? - dodał podstawiając jej znowu rękę aby mogła się ponownie zaciągnąć.

Wokół panowała błoga cisza. Jedyne co dało się usłyszeć to pojedyńcze dźwięki muzyki, które nadciągały z osady i odgłosy maskonurów - Nie boisz się, że spadniesz na dół? - spojrzał na Pandore opierając się w całości na drzewie - Wiesz co? - zaczął ale jako, że teraz była jego kolej na przywitanie nikotyny, przerwał aby po chwili kontynuować - Zaimponowałaś mi dzisiaj. Nie wiem czy robiłaś to przeciwko sobie czy nie. Ale naprawdę szacunek - przyznał z lekko zamuloną twarzą, wszak połączenie alkoholu i tytoniu nigdy nie wychodziło na dobre - Idziesz w sandałkach na fiordy, próbujesz przeskoczyć rzekę, uwalasz sobie całą sukienkę, prawie mnie spychasz do oceanu, wspinasz się na to drzewo... - wymienił kilka jej dzisiejszych osiągnięć. Nie spodziewał się, że aż tyle wytrzyma i będą wspólnie siedzieli o tej porze na tym drzewie, rozkoszując się Islandzkim skrętem.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#16
05.05.2023, 22:30  ✶  
W tym przypadku szła skrajnie w drugą stronę — zupełnie nie myślała o sobie i robiłaby wszystko, żeby ochronić drugiego człowieka, często działając bez pomyślunku. Pandora była może i odważna, ale marna była z niej wojowniczka, jeszcze chyba gorsza czarownica bojowa. Nie lubiła konfliktów. I zostawienie kogokolwiek wilkom nie byłoby proste, a już szczególnie jego.
Ściągnęła brwi zaniepokojona, bo kolejny raz się zgodził. Zlustrowała go wzrokiem, jakby objawiała się dostrzec śladów gorączki, majaków lub upojenia alkoholowego, ale wyglądał dobrze. - Drugi raz w tak krótkim czasie? Robimy postępy. - zauważyła z pewną dozą ostrożności w głosie, chociaż nazwanie "mamą", było zaraz obok "maluszka" w kolejce do najmniej lubianego przez nią zwrotu używanego przez mężczyznę w ich konwersacjach.
Doceniała to bardziej, niż pewnie umiała mu pokazać. Dużo zabawniej było świętować, zwiedzać i rozmawiać z nim, niż tkwić przy ogniskach samemu lub z ludźmi, którzy przyszli już na miejsce w większym gronie. Trzeba jednak przyznać, że wizja leżącego w rynsztoku, pijanego i naćpanego Hjalmara zupełnie by do niej nie trafiła. Jaki zachowywałby się pijany Niedźwiadek?
- Mój ojciec lub dziadek. Jeśli będziesz potrzebował galeonów, to mnie porwij i wyślą Ci pewnie pieniądze. Nawet jeśli jestem czarną owcą, to wciąż jedynaczką. - plan był prosty, ale takie zdaniem dziewczyny były najbardziej skuteczne. Nie przeszkadzałoby jej zupełnie, gdyby mogła, chociaż tak mu się za to wszystko odwdzięczyć i pomóc odwdzięczyć sakiewkę. Zupełnie nie przykładała uwagi do pieniędzy, chociaż jej ród może nie był najpotężniejszy, ale z pewnością najbogatszy lub znajdował się w ścisłym centrum osób z pełnymi złota skrytkami w banku. Dodatkowo rodzina jej matki, która skupiała swoje działania na Turcji, również dobrze sobie radziła. Nikt jednak o zdrowych zmysłach nie posądzał kogoś, kto wybierał namiot ponad pensjonaty i hotele o jakiekolwiek bogactwo.
Wyglądał, jakby coś chciał powiedzieć, jednak ostatecznie tego nie zrobił i posłała mu jeszcze krótki uśmiech, zanim skupiła się na tysiącach rzeczy dookoła. Czy Pandora odwróciłaby się od niego przez to, że był wilkołakiem? Bardzo wątpliwe, raczej byłaby tym zafascynowana i miała mnóstwo pytań, jak miała w zwyczaju. O tej przypadłości wiedziała właściwie niewiele, nie mając okazji zainteresować się bardziej. Każdy miał jednak prawo do swoich sekretów, ona przecież też mu wszystko nie mówiła, chociaż niechętnie uznawała fakt, że o strachu przed wodą mógł wiedzieć. Był przecież spostrzegawczy.
Jej palce powolnie i delikatnie przesuwały się po chłodnej skórze, badając z zaciekawieniem rysujące się pod nią mięśnie. Przekręciła głowę na bok na jego słowa, unosząc na chwilę brew i dotarło do niej, że uspokojenie go, a przede wszystkim pozbawienie chęci zrobienia koledze krzywdy — czego zupełnie nie rozumiała — nie było takie łatwe. - Trochę wypił, chciał dla Ciebie dobrze. Na pewno troszczy się o Ciebie na swój własny sposób. Dał mi po prostu radę. - odpowiedziała po chwili milczenia, przenosząc wzrok na jego dłoń, na której ściskała swoje własne. Może powinna kiedyś zapoznać go z medytacją, żeby nie umarł na serce? Uśmiechnęła się do własnej myśli, skupiając spojrzenie na błękitnych oczach drewnianego miśka, który drgał spokojnie pod wpływem oddechu właściciela. - Nasza relacja to tylko nasza sprawa, nikt się do tego nie wtrąci. Nikt nie ma takiej mocy, żeby przekonać mnie do zmiany zdania, jak się już na coś uprę. I nawet jeśli sugerował, że powinnam pozwolić Ci iść szukać tego kwiatka z kimś innym, to nie wiem sama, czym bym tak zrobiła.
Dodała z westchnięciem w głosie, nie znając faktycznie odpowiedzi. W przypadku brunetki wiele zależało od okoliczności, wszystkich argumentów, a przede wszystkim ludzi, których miała dookoła. Nie widziała powodu, żeby się wściekał na kogoś, kto chciał zapewnić mu szczęście w jakiś sposób, skoro wierzono, że kwiat miał taką moc. A to, że nie znała całej tej legendy, to inna sprawa. - A ja je lubię, teraz będzie mi się kojarzyło z Tobą.
Puściła mu oczko, gdy cofnęła dłonie, które następnie ułożyła na swoich nogach, zanim przesiadła się po chwili namysłu obok, robiąc sobie z niego poduszkę.
To prawda, lubiły kwiatki i ona nie była żadnym wyjątkiem w tej kwestii, a rosnące tutaj były znacznie piękniejsze, niż róże i te wszystkie ogólnodostępne, odrobinę przerysowane. I chyba też trochę bardziej kolorowe przez to, ile staruszka musiała włożyć pracy w utrzymanie ogrodu na Islandii. Tak naprawdę nie chodziło o to, czy była gorsza, bo i tak się wyróżniała na tle wszystkich tych ślicznych jasnowłosych, które mijali dookoła, o znacznie bardziej kobiecych sylwetkach i głębszych oczach, ciekawszych. Sam podsunął jej pomysł na to, aby on wybrał te kwiatki sam i to specjalnie dla niej, to było w tym najważniejsze. Jakby wybrał tylko jeden do wplątania za ucho, też byłaby zachwycona. Zawsze traktowała takie rzeczy bardzo osobiście, jako małe skarby.
- Niby nie są prawdziwe, ale rzeczywistość jest ciekawsza i bardziej kolorowa, piękniejsza, gdy są dookoła. Dają uśmiech. - rzuciła na jego stwierdzenie, bo nawet jeśli sama we wszystko nie wierzyła, to przynajmniej udawała, że jest inaczej. Umieli posługiwać się magią, rzucać wymyślne zaklęcia i rozpalać ogień pstryknięciem palca, ale to nie te czary były tymi, które czyniły życie lepszym i bardziej wartościowym. - Może poszukamy go za rok, skoro dziś mamy inne plany?
Zanim ugryzła się w język, pytanie samo uciekło jej spomiędzy warg, które zaraz zacisnęła z odrobiną zakłopotania. Nie wierzył, nie chciał, ale i tak musiała, a potem się dziwiła, że tak łatwo się na nią wściekał. Może powinna zastosować strategię milczenia? Przesunęła palcami po rękawkach od swojej sukienki, które były chyba w najlepszym stanie, czując na skórze chłód materiału.
Nic by się nie stało, gdyby jej trochę ciśnienie podskoczyło za wszystkie te razy, gdy ona fundowała małe zawały jemu. Ulżyło jej, że nie spadła piętnaście razy, chociaż wejście tak wysoko było nie lada wyzwaniem. Powinna lepiej zadbać o kondycję fizyczną, ale w Turcji pod nosem miała tylko palmy, a w Londynie ludzie krzywo patrzyli.
- Nie wierzę Ci. - zakomunikowała tylko z rozbawionym parsknięciem, łapiąc oddech i ostrożnie zajmując miejsce na gałęzi obok niego, mogła chwilę odsapnąć, rozluźniając dłonie. Była pewna, że jutro będzie miała problem z uniesieniem rąk do góry. - Niech będzie, ufam Ci przecież.
Przyglądała mu się, gdy przymknął oczy, delektując się używką. Wyglądał bardzo łagodnie, co sprawiło, że przez chwilę z wilka i miśka, faktycznie został owcą, czego by mu nigdy nie powiedziała, pamiętając reakcję na wcześniejsze komentarze na ich temat.
W dymie było faktycznie coś, co dość szybko rozluźniło spięte mięśnie i pozwoliło poczuć na skórze przyjemny dreszcz, zaraz po napadzie kaszlu. Mocne i dość cierpkie, zyskiwało na walorach smakowych po kilku sekundach. Wolną dłonią przetarła zaszklone od mocy papierosa oczy, drugą wciąż trzymała jego nadgarstek, nie zamierzając rezygnować z kolejnego pociągnięcia. I faktycznie, poradziła sobie z nim troszkę płynniej, lepiej. Im dłużej trzymała w płucach szare kłęby, tym szybciej robiło się jej przyjemniej, ale w inny sposób, niż po gorzałce.
Tak naprawdę dopiero teraz wyprostowała głowę i wzrok na tyle, aby uważniej przyjrzeć się otaczającemu ich światu. Niebo było blisko, gwiazdy zdawały się dotykać koron drzew, a mrok przecinały wiązki światła z osady, miała wrażenie, że grane tam melodie roznoszą się razem z wiatrem, który co jakiś czas uderzał w ich twarze, kołysząc włosami i wywołując rumieńce. Miała świadomość tego, że była zmęczona, ale ciągle dostarczał jej nowych bodźców, nowych zastrzyków energii i nie miała czasu nad tym gdybać. Na jego słowa zakołysała nogami w powietrzu, odchyliła głowę do tyłu i uniosła dłonie, składając ze sobą palce tak, że powstał z nich kwadrat, który przypominał obiektyw aparatu. Miała wrażenie, że widzi fragment trójkąta letniego, ale bardziej błyszcząca była gwiazda północy. - Czy to nie oczywiste? - zapytała znacznie ciszej, jakby używka i alkohol sprawił, że obawiała się głosu porwanego przez echo. Odwróciła się w jego stronę, mając jego twarz w swoim małym obiektywie. - Jestem przekonana, że jestem teraz najbardziej szczęśliwą dziewczyną w okolicy, chociaż... Ruda też może być? - uniosła brew, bo nie mogła przypomnieć sobie, jak wymawia się jej imię. Zaraz jednak uśmiechnęła się i opuściła dłonie, przysuwając nieco bliżej opierającego się o pień blondyna.
Nawet się nie rozgadywała za mocno, korzystając z jego podsuniętej ręki, którą uniosła odpowiednio wysoko i przymknęła oczy, zaciągając się kolejny raz — nie tak wprawnie, jak on, ale znacznie umiejętniej i bez kaszlu. - Hmm? - odwróciła głowę w jego stronę, nie mając okazji odpowiedzieć na pytanie, czy się bała i uniosła powieki, obdarzając go pociągłym spojrzeniem ciemnych oczu.
Nie była dobra w przyjmowaniu komplementów, zwłaszcza tych, których nadejścia się zupełnie nie spodziewała. Pandora zwykle je rozdawała, uwielbiała doceniać ludzi, ale gdy ktoś postępował z nią w taki sposób i traciła kontrole lub raczej znajdowała się w centrum jakieś uwagi, nigdy nie wiedziała, co zrobić. Poczuła, jak płoną jej policzki, które na szczęście ukrywały się w mroku nocy i kołyszącymi się kosmykami włosów. Uniosła dłoń, ściągając z końca włosów frotkę i palcami przeczesała pasma, pozbywając się warkocza i pozwalając, aby ułożone w subtelne fale kaskady, rozsypały się jej po plecach i ramionach, a także częściowo na twarzy, delikatnie poprawiła też swój wianek. - Po prostu chciałam, żebyś się dobrze bawił.. I.. Nieważne.- mruknęła cicho, wzruszając ramionami, a potem uniosła obydwie dłonie, przykładając je sobie do policzków, które delikatnie klepnęła. Nie mógł tak jej robić, ale nie mogła mu o tym powiedzieć. - Oprzyj się o to drzewo wygodnie, to coś Ci pokaże.
Oznajmiła w końcu, rozglądając się dookoła. Musiała zmienić temat, więc czemu nie wykorzystać miejsca, w którym tkwili. Gdy spełnił jej prośbę, złapała za fałdę materiału i podtrzymała się trochę znajdującej się wyżej, cieńszej gałęzi, aby powolnie się przesunąć, siadając plecami do niego tak, aby mógł jej spoglądać przez ramię. - Tam. - zaczęła, łapiąc wolną dłoń Islandczyka i kierując gdzieś w stronę trzech kropek na niebie, odrysowując ich kształt. - To letni trójkąt: Altair, Deneb i Wega. Ta ostatnia, jest najjaśniejszą gwiazdą letniego nieba i chyba hmm piątą tak ogólnie najjaśniejszą. Deneb z kolei w Chinach uważany jest za most, który łączy z niebem. Twoja jednak byłaby konstelacja niedźwiedzia, północy. - przeniosła jego dłoń, na jeden z najważniejszych gwiazdozbiorów na niebie, który pomagał znaleźć drogę, gdy ktoś się zgubił. Odwróciła głowę przez ramię, lustrując wzrokiem jego twarz, aby wiedzieć, czy powinna lub też nie powinna kontynuować — pewnie nie, bo przecież zupełnie nie lubił Astronomii. - Miałam o tym nie gadać, wybacz. Widać stąd tyle gwiazd i niebo jest tak blisko, że nie mogłam się powstrzymać. - mruknęła cicho, zgodnie z prawdą i już nie paplając więcej, westchnęła, sięgając dłonią w stronę butelki, którą miał przy sobie.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#17
06.05.2023, 01:24  ✶  

Specjalnie jej tak odpowiedział drugi raz. To była taktyka stara jak świat - wystarczyło przytakiwać aby druga osobą usłyszała to co chce i tym samym zyskiwało się ciszę oraz spokój. Ten sam tekst rzuciłby do każdego aby tylko móc na chwilę odpocząć od tego wszystkiego.

To była informacja warta zapamiętania. Uśmiechnął się od ucha do ucha, a następnie przejechał sobie kilka razy po brodzie - obmyślał sprytny plan. Może powinienem zaprosić kiedyś Pandorę i zrobić idealne porwanie? Nie brzmiało to źle, a co więcej, była szansa na powodzenie. Pozostawała tylko kwestia wyceny Prewettówny. Wszak nie miał pojęcia ile mógłby za nią otrzymać. Nie znał stawek panujących na rynku uprowadzeń.

- To niech się lepiej zacznie troszczyć o siebie bo mu się zaraz krzywda stanie - przyznał kiedy Pandora bawiła się jego dłonią. Nikt się nie wtrąci? Już się zaczęli wtrącać... Hjalmar wychodził z założenia, że ludzi trzeba sobie wychować. Jak nie potrafili się zachować - tak jak na załączonym obrazku - to należałoby ich ukarać i uświadomić o błędzie, którego się dopuścili. Prawda była zresztą taka, że Nordgersim nie chciał nawet tego śmiesznego kwiatu poszukiwać. Mieli tylko przecież pójść nad fiordy. Nie rozumiał gdzie w zdaniu - "chodźmy nad ocean" ukryło się "szukajmy legendarnego kwiatu paproci". Jeżeli chciałby mu zrobić na złość to wybrałby do tego Njálę, a ta by się zapewne zgodziła. Na całe szczęście, a raczej szczęście tamtego kolegi, Hjalmar miał już na ten wieczór plany.

Nordgersim miał całkowicie inne podejście do tej kwestii. Według niego to właśnie te czary były tymi, które czyniły życie lepszym i bardziej wartościowym, a nie jakieś festyny czy inne święta. A musimy go w ogóle szukać? - Może? - posłał jej pytające spojrzenie. On nie miał pojęcia co będzie robił za tydzień czy za dwa, a co dopiero za miesiąc - nie wspominając oczywiście o roku. Na tyle w przód to się planuje jakieś śluby czy inne tego typu rzeczy, a nie wspólne wyjście po jakąś paprotkę.

Uśmiechnął się na jej słowa, a potem uniósł barki. Zapewne wyczuła lekką szyderę w jego wypowiedzi dlatego tak powiedziała, co go wcale nie dziwiło. Sam by pewnie zareagował w ten sam sposób - No, od razu lepiej - przyznał kiedy uznała, że mu ufa. Nic złego jej nie zrobił, a groźby z których tak często korzystał były tylko formami ostrzeżenia. Przecież nie zrobiłby jej krzywdy... Ale czy na pewno?

Lekko niepokoiło go kasłanie Pandory. Może to było dla niej za mocne i powinien skombinować coś łagodniejszego na prędkości? Ale czy z drugiej strona nie była małych uparciuchem, który robił wszystko aby udowodnić innym, że wcale nie jest tak jak oni sądzą? Zwrócił również uwagę na jej przeszklone oczy ale nie zareagował. Nie chciał jej denerwować jakaś swoją uwagą, zwłaszcza po tym jak odważyła się zapalić z nim fajkę pokoju.

Przyglądał się temu co ta cała Zosia-Pandosia wyrabia. Po raz kolejny udowadniała mu, że była po prostu jak dziecko. Kołysała sobie nogami w powietrzu w najlepsze w ogóle nie zważając na to, że jeden fałszywy ruch i ma skręcony kark. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że stan Hjalmara można było określić jako zjarany na czym cierpiał jego czas reakcji? - Najszczęśliwszą dziewczyną w okolicy? - powtórzył kiedy znalazł się w małym obiektywie. Momentalnie poprawił swoją kitę aby dobrze wyjść na "zdjęciu" - Njála? Raczej nie. Ponad dziesięć lat się za nią ugania i nic większego z tego nie wyszło. Zawsze popełnia jakiś błąd, a ona po naszych namowach mu przebacza. Nawet w sytuacji kiedy ma idealny moment aby przedsięwziąć odpowiednie kroki to i tak to potrafi spierdolić bo zaczyna Ci coś szeptać do ucha - wytłumaczył. To musiało być smutne dla rudowłosej dziewczyny. Tyle lat biegania, błagania, załatwiana i nawet nie byli ze sobą razem.

Już to chyba dzisiaj widział albo mu się zdawało. Pandora przestawała być Pandorą, a stawała się... No właśnie kim się stawała? Nieśmiała? To całkowicie do niej nie pasowało. Gdzie podział się ten przedrzeźniający uśmieszek, którym tak często go obdarowywała? No i miałaś tak ładnie splecione włosy i co żeś babo zrobiła... Pokręcił przecząco głową z dezaprobatą na jej czyny. Doceniał, że Prewettówna chciała aby się dobrze bawił. Ale czy nie przyszli tutaj razem i tym samym ona też nie powinna była się dobrze bawić? - I co? - wtrącił szybko aby przypadkiem nie urwała tematu. Coś tutaj było na rzeczy - Nie, nie, nie - zaprotestował kiedy powiedziała mu aby się oparł o drzewo - Zaczęłaś to skończ. Nie będę oceniać - spróbował ją zachęcić. Chociaż czy takim stwierdzeniem jej właśnie nie zdemotywował?

Jak poprosiła, tak też zrobił. A więc jakaś astronomia czy inne wróżbiarstwo Zaśmiał się kiedy wzięła jego wolną dłoń i zaczęła wskazywać jakieś konstelacje czy inne tego typu rzeczy. Wszystko to co mu w tym momencie przekazała było dla niego całkowitą abstrakcją. Mogła mówić co tak naprawdę chciała jako, że Hjalmar i tak nie miał zielonego pojęcia o tym co mu opowiada - A konstelacja osiołka gdzie jest? - zapytał z ciekawości. Skoro odnaleźli jego, to gdzie była jej konstelacja?

- Nie, nie. Mów, mów - odparł opierając swój podbródek na jej ramieniu, przyglądając się jej reakcji. Nordgersim był już mocno zrobiony zarówno alkoholem jak i towarem, więc wszystko jedne było mu obojętne. W tym momencie mógł dywagować nad czymkolwiek. Nie znosił zaproponowanego tematu ale Pandora mówiła zwięźle, na temat i całkiem ciekawie. Aż sam nie do końca wiedział co w niego wstąpiło, że na nią nie ryknął za te wszystkie gwiazdy.

Podał jej butelkę, ponieważ gest który wykonała świadczył o tym, że chyba zachciało jej się pić. On sam zaś skorzystał z okazji aby wziąć przedostatnie zaciągnięcie, ponieważ nagroda już się kończyła - A tak szczerze. To czemu wybrałaś dzisiaj akurat Islandię? - zapytał. Nie do końca chciało mu się wierzyć, że to był czysty przypadek mimo jej wcześniejszych zapewnień. Przyglądał jej się swoimi małymi, zmęczonymi oczami - Dla Ciebie ostatni buch - stwierdził, podstawiając jej papierosa aby mogła go dokończyć.

- A tak na poważnie to czym Ty się w ogóle zajmujesz? Na kowala mi nie wyglądasz tak szczerze - zaśmiał się. To było dobre pytanie jako, że jej wygląd nic specjalnego nie zdradzał. Przecież nie dostawała pieniędzy za mieszkanie pod namiotem. No chyba, że miała taką umowę ze swoją rodziną skoro była "czarną owcą" - Nie... Poczekaj... Zgadnę... - zatrzymał ją aby nie psuła mu zagadki, chociaż nie był pewien od czego powinien zacząć - Może... Aktorką? Albo... modelką? - uniósł lekko brwi próbując dalej ją rozgryźć. Swoje pierwsze próby oparł po prostu na jej wyglądzie, ponieważ według niego pasowała do tej roli. Z tyłu głowy miał jeszcze pomysł, że mogła być ewentualnie hodowcą Mar.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#18
06.05.2023, 15:56  ✶  
Czy to nie była forma ucieczki od dyskusji? Nie zamierzała jednak się z nim droczyć i go prowokować, kontynuując jakiś mało ważny i średnio ważny temat, skoro miała ich jeszcze tyle w zanadrzu. Zdawała sobie sprawę, że balansowała na cienkiej linii i wystarczył drobny podmuch wiatru, aby obudzić uśpionego miśka. Nie chciała mieć go na sumieniu, ale z drugiej strony liczyła po cichu, że po spędzeniu z nią odrobiny czasu, nie będzie się już denerwował aż tak łatwo.
Tylko ona byłaby skłonna dać się porwać, żeby ktoś wyłudził od jej rodziny galeony i nie miałaby o to żadnych pretensji. Ba, nawet pomogłaby wybrać najodpowiedniejsze do wypowiadania słowa, aby zyskał jak najwięcej. - Naprawdę to rozważasz, co? - mruknęła pod nosem, kręcąc głową z niedowierzaniem na jego nagłą otwartość i szeroki uśmiech, który sugerował niecne plany, a jednocześnie był jednym z niewielu tak beztroskich i szczerych, które u niego widziała.
- Kiedy kogoś lubisz lub na kimś Ci zależy, to się o niego troszczysz i nie masz nad tym żadnej kontroli. Tak po prostu jest. Odpuść mu tym razem, proszę? W ramach Lithy! - uniosła jego dłoń wyżej, ściskając ją mocno i nachylając się do przodu, spojrzała mu w oczy, nie mogąc powstrzymać szerokiego, uwydatniającego dołeczki uśmiechu, licząc na to, że kolega tym razem będzie bezpieczny i jego relacja z rudowłosą również. Gdyby zastanowiła się głębiej nad jego założeniem o wychowaniu innych, może i by się trochę zgodziła, bo ludzie uczyli się siebie wzajemnie i mogli na siebie wpływać, ale czy jednocześnie nie ucinało to skrzydeł? Każdy powinien sam wyciągać wnioski z popełnionych błędów. Hjalmar nie wyglądał jej na złośliwego, nie podejrzewała go zupełnie o to, że mógłby zaprosić dziewczynę, którą lubił jego kompan tylko po to, aby utrzeć mu nosa.
- Dobra, zapomnijmy o paproci. - uniosła dłonie w obronnym geście na wyraz jego oczu, posyłając mu jeszcze krótkie spojrzenie, zanim wyciągnęła ręce do góry, przeciągając się z cichym mruknięciem, zatapiając się na chwilę we własnych myślach.
Im dłużej z nim przebywała, tym było łatwiej, tworzyła sobie małą instrukcję obsługi, podpartą obserwacjami emocji i gestów, na które sobie pozwalał. Instynktownie wiedziała, że jej braku wiary w jego słowa nie odbierał wcale źle, bo przecież dotyczyły tylko jednej i konkretnej sytuacji, a nie całości ich relacji. Nie mogłaby nie ufać komuś, kto tyle razy jej pomógł i kto dobrowolnie spędzał z nią jeden z najhuczniej obchodzonych w roku. Owszem, groził jej i straszył, ale prędzej ona by nauczyła się pływać, niż cokolwiek by jej zrobił na poważnie. Nawet gdyby doprowadziła go na kraniec wściekłości, prędzej pewnie uderzyłby w drzewo lub ją zostawił na środku wrzosowiska, niż zepchnął z tego fiordu. - No chyba w to nie wątpiłeś, jak w moje zdolności wspinaczki, co? - zapytała z uniesionymi brwiami, przybierając poważny ton głosu, a przynajmniej próbując.
Zawsze warto było próbować nowych rzeczy i patrzeć z innej perspektywy, próbując zrozumieć zdanie lub położenie innych. W przypadku używek nie było inaczej, nawet jakby się rozpłakała od szczypiącego dymu, nie odpuściłaby. Poniekąd ją przejrzał, ale Pandorze chodziło bardziej o udowadnianie, że ludzie byli niesamowici i mogli osiągnąć wszystko, jeśli tylko włożyli w to trochę serca, pracy i wysiłku. Nie chciała robić innym na złość, chociaż jej upartość mogłaby tak czasem odbierana. - To działa szybciej, niż gorzałka.- zauważyła, będąc chyba trochę pod wrażeniem tego, jak łatwo reagowało na mieszankę jej ciało oraz umysł. Trochę jakby była na haju, ale wciąż jeszcze panowała nad rozbieganymi myślami. Nie wyglądała na przejętą kaszlem czy wilgotnymi oczami.
Miał rację, nie umiała brać pod uwagę złych scenariuszy, chłonąc to, co było dobre i pięknie z momentu, który trwał. Pewnie przestałaby, gdyby zwrócił jej uwagę, bo miał w sobie chyba talent do okiełznania chaosu bez specjalnego wysiłku, a gdyby dowiedziała się o tym jej własna matka, pewnie wykupiłaby od niego instrukcje. Wykręciła nieco palce, przymykając jedno oko i obserwując chwilę jeszcze migoczący punkt na niebie, który był chyba jedną z gwiazd w konstelacji lutni, aby zaraz obrócić się w jego stronę i robić zdjęcie jemu. Jego reakcja i na pozowanie sprawiły, że nie mogła powstrzymać śmiechu. Przytaknęła, jednak nie odpowiedziała od razu, słuchając tego, co mówił o parze z festynu. Opuściła dłonie, wzdychając ciężko, stukając palcami nieco powyżej kolan, które przez zniszczenie i podwiązanie sukienki były odsłonięte. - Myślisz, że bardzo się na niego wściekła? Przecież wie, że się przyjaźnicie i że byłam z Tobą. - zaczęła nieco zaniepokojona, patrząc na migoczące w oddali światła wioski. - Często tak się dzieje, że ludzie boją się powiedzieć o tym, czego chcą i nie umieją złapać tego w palce. Ze strachu lub z braku wiary w siebie. Mam nadzieję, że im się uda, bo ładnie razem wyglądali i patrzyła na niego w taki sposób, że powinien wiedzieć. Dobrze, że się za nim wstawiasz. - przerwała, podnosząc na niego wzrok i przyglądając się jego twarzy, uśmiechnęła się łagodnie. Na tym drzewie miał całkiem inne oblicze niż na trawie. - Kocham zbierać momenty i wspomnienia, ale nie takie zwykłe. Bo wiesz. - uniosła dłoń, wysuwając palec w stronę jego głowy, dotykając nim lewego krańca czoła.- Głowa łatwo zapomina, ale jeśli przeżywasz coś całym sobą, tak, że reaguje na to serce. - przesunęła dłoń niżej, dotykając teraz jego torsu, mniej więcej w miejscu, gdzie miał serce. - To ono nigdy nie zapomina. Zabije w ten sam sposób, gdy będą odpowiednie okoliczności. To są chwile, które definiują to, jaki jesteś i poniekąd Twoje życie. Brzmi trochę ckliwie, co?
Była tak rozluźniona od papierosa, bo znów się roześmiała, jakby z własnej głupoty i pokręciła na siebie głową. Problem z takimi rzeczami był taki, że wydobywał z człowieka to, co ten chciał ukryć. Pandora przypominała sobie zwykle, że jednak była dziewczyną i bywała czasem nieśmiała, czasem nawet się czegoś przestraszyła lub brakowało jej słów, czego bardzo nie lubiła i tłamsiła głęboko w sobie. Wyraz jej oczu mógł świadczyć o tym, że była jednak dumna, że tak o niej powiedział, ale nie mógł tego dostrzec. Ona też nie widziała, jak pokręcił na jej rozpuszczenie zdewastowanego warkocza. W to, że Prewettówna dobrze się bawiła, nie powinien wątpić. - I co? - powtórzyła za nim nieco zaskoczona, że chciał to kontynuować. Przygryzła dolną wargę, ciągle patrząc gdzieś przed siebie i zastanawiając się, czy mu uwierzyć. Zawsze ją przecież oceniał. - Jesteś okropny, bo wykorzystujesz to, że słabo mi idzie odmawianie Ci. - westchnęła ciężko, odwracając twarz w jego stronę. - I pomyślałam, że w ten sposób będę mogła trochę lepiej Cię poznać.
Pandora nie miała chyba wielu rzeczy czy talentów, które mogłyby kogoś interesować, ale mierzwiło ją strasznie, że nie miała, w jaki sposób mu się odwdzięczyć. Spożyte trunki tylko nakręcały w jej głowie mechanizm szukania rozwiązania na ten problem, aż w końcu uznała, że wykorzysta to, co po prostu umie. I nie wybierze przypadkowych gwiazd, tylko takie, które mogłyby mu się ewentualnie przydać. Wskazywały drogę, porę roku, półkulę i współrzędne. Tyle razy tworzyła o nich mapy lub oglądała je pod teleskopem, że nie mogła ich pomylić. Parsknęła pod nosem, kręcąc głową delikatnie. - Obawiam się, że nie ma osiołka, ale jest źrebię i pegaz. - zacisnęła na chwilę usta, spojrzeniem przeszukując niebo. - Konstelacja Źrebięcia jest mała i bez teleskopu jest za wcześnie, żebym Ci ją pokazała, ale ta jasna gwiazda-To Alfa z gwiazdozbioru Andromedy, najjaśniejsza w jej układzie i zaraz obok masz konstelację Pegaza.
Odwróciła głowę w jego stronę, zerkając przez ramię i ze wciąż zawieszoną ręką Hjalmara i swoją, które wskazywały na migoczący na niebie punkt. Trudno było stwierdzić, czy ona była bardziej zaskoczona, czy on, bo tkwiła chwilę w milczeniu, czując na ramieniu jego podbródek, jakby nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie znosił Astronomii. - Wiesz, że mogłabym odtworzyć Ci mapę nieba i tego, co się na nim działo, gdy się urodziłeś?
Zapytała w końcu, poniekąd zastanawiając się nad tym, jakie mogły wtedy górować konstelację. Polaris na pewno dominował, ale co z resztą? Gdy wręczył jej butelkę, wcale się nie odsunęła, przeciwnie — podsunęła się nieco wyżej, przywierając plecami do jego torsu i opierając głowę nieco w okolicach ramienia, odkręciła butelkę, robiąc kilka łyków. Zaschło jej w ustach, ale też nie chciała przesadzić z ilością gwiezdnych informacji. Opuściła więc jego dłoń, przyglądając się jej, podczas gdy wypita wódka rozchodziła się ciepłem po ciele.
Wzruszyła delikatnie ramionami na jego pytanie, bo przecież wcale go nie okłamała, gdy zapytał wcześniej, ale istniał też cień szansy, że nie powiedziała całej prawdy, zachowując coś dla siebie. W jednej dłoni trzymała butelkę, drugą zdecydowała się odłożyć dłoń blondyna na jego nogę. - Przez te wilki, przez atmosferę, przez ciekawość, przez niebo i może też dlatego, że nikt tu nie ocenia innych, nie patrzy przez pryzmat nazwiska i oczekiwań. - zamilkła na chwilę, odchylając głowę i przekręcając się nieco, aby na niego spojrzeć, zanim zaciągnęła się ostatnim dymem z papierosa. - No i chciałam Ci podziękować, jeszcze Cię spotkać. - dodała, potem już pozwalając, aby dym wypełnił jej płuca. Przez chwilę zakręciło się jej w głowie, ale przymknęła oczy, nie dając po sobie tego poznać.
Wypuściła dym, który trzymała trochę za długo w ustach, obserwując, jak znika w powietrzu. Nie miała pojęcia, jak zejdzie z tego drzewa, ale nie dał jej długo nad tym kontemplować, skupiając jej uwagę swoim śmiechem i pytaniem. Otwierała usta, aby coś powiedzieć, jednak chciał zgadywać i jedynie kiwnęła głową, szczerze zaintrygowana. Bo co mógł jej wybrać? Wróżbitę? Może pracę w jakieś gazecie? Astronoma? Zamrugała zaskoczona perspektywą spoglądania na nią, jak na modelkę, czy aktorkę, bo Pandora zupełnie nie skupiała się na tym, jak wyglądała i nigdy przez myśl jej nie przeszło, że ktoś mógłby stwierdzić, że nadawała się do takiej pracy. - Próbuj dalej. Jak zgadniesz, to będzie nagroda. - odpowiedziała jedynie rozbawiona, nie spuszczając z niego wzroku i bezczelnie korzystając z metod, których sam używał. Wystarczyło, że zgadnie dwa na trzy z jej głównych zajęć.
Ulfhednar
a wolf will never be a pet
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Hjalmar mierzy koło metra osiemdziesięciu ośmiu wzrostu i jest dobrze zbudowany dzięki ciężkiej harówce w kuźni. Przeważnie nosi swoje jasne włosy spięte w wikiński warkocz z wygolonymi lub krótko obciętymi bokami. Ma zadbany zarost w postaci wąsa i brody, chyba że akurat złapie go chęć na powrót do Islandzkich korzeni i pozwoli mu żyć własnym życiem. Jak na nordyckiego człowieka przystało - ma niebieskie oczy. Mówi w sposób spokojny i powolny z północnym akcentem - jego głos jest dosyć donośny. Na pierwszy rzut oka wydaje się być przyjemnym rozmówcą, który nie wykazuje agresywnych zachowań chociaż jego aparycja może niektórych pomylić.

Hjalmar Nordgersim
#19
06.05.2023, 18:49  ✶  

- W życiu! - zapewnił ją przykładając rękę do swojej piersi. Na pewno o tym pomyślał ale czy rozważał? To byłoby lekkie przekoloryzowanie faktów - przecież nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Porwana za okupem nie były jego fachem. Co najwyżej mógłby uprowadzić Pandorę czysto rekreacyjne, bez żadnych dodatkowych opłat. Ba! Sam pewnie po jakimś czasie wolałby dopłacić aby ją od niego zabrano.

Spojrzał się na nią lekko z ukosa. I Ty Brutusie przeciwko mnie? Chociaż może miała rację? Może powinien mu odpuścić? Zrobić jakiś dzień dobroci dla zwierząt i jego zębów? To kusząca propozycja ale z drugiej strony rozkwaszona morda też taką była - No dobrze. Ale odejmuje Ci dwa punkty w zamian - odparł z lekkim mruknięciem niezadowolenia. Dużo bardziej mu było na rękę, aby tamten nie miał żadnych swoich obrońców. No i po co próbujesz mnie przekupić tym uśmiechem...

Nie wyglądał na takiego co by zaprosił Njálę na poszukiwania kwiatu paproci tylko dlatego aby zrobić komuś na złość? Tak, nie zrobiłby tego w innych przypadkach. Ale w tym - kiedy tamten wtrącał swoje pięć groszy, mógłby to zrobić. I nawet poświęciłby się w celu znalezienia tej rośliny aby ktoś zrozumiał swój błąd.

Pokiwał głową na zgodę o paproci. I tak by jej pewnie nie znaleźli. Ani dzisiaj, ani za rok, ani nawet za dziesięć.

- Szczerze? - odpowiedział jej robiąc to samo - czyli unosząc brwi - Trochę tak. Zwłaszcza jak Ci się noga poślizgnęła - odparł. W końcu chciał w tamtym momencie ją łapać albo nawet zeskoczyć na dół aby jej pomóc jednak Pandora na całe szczęście o tym nie wiedziała.

Uznał to za komplement. Może i było trochę za mocne ale jednak miało w sobie to coś. Czy w takim razie mógł uznać, że Prewettównie podobała się nagroda jaką otrzymała w dniu dzisiejszym? - No... - skomentował to co zresztą słusznie zauważyła. Zanim poczuł, że alkohol uderzył trochę do głowy to musiała minąć z godzina jak nie dłużej, a tutaj bach - chwila, moment i już był zamroczony.

- A Ty byś się nie zdenerwowała jakbyś coś kręciła z kimś przez tyle lat bez żadnego sukcesu? I jak jest taki dzień jak ten i zamiast skupić 110% swojej uwagi tylko na niej to robi takie coś? - odparł również rzucając jeszcze jedno spojrzenie na wioskę - Raczej wstawiałeś. Bo jak dalej będzie taki syf robić, to ja się wypisuje z tego wszystkiego - zaznaczył przyglądając się jak w jego stronę nadciąga palec Pandory, który następnie spoczął na jego czole. Podążył wzrokiem za jej gestem. Głowa łatwo zapomina? Zdziwił się lekko ale nie miał czasu na reakcję jako, że Prewettówna zjechała teraz na jego tors aby kontynuować swój wywód - Trochę? - odpowiedział mrużąc oczy. To chyba była za duża przekmina na ten moment dla niego.

- I co... - powtórzył jeszcze raz po niej - Jestem okropny? - zapytał przykładając rękę do swojej piersi, udając przy tym oburzenie. Jak mogła mu tak powiedzieć? - Słabo idzie odmawianie mi? - to było ciekawe. Nigdy wcześniej nie zwrócił na to uwagi, a tu takie heca, proszę bardzo. Ciekawa sprawa - warta przyjrzenia się w późniejszym czasie, jeżeli tylko pamięć Hjalmara mu na to pozwoli - Trochę lepiej poznać? - uniósł jedną brew z zainteresowaniem. Czemu jej tak zależało aby go poznać? Pandora była naprawdę ciekawym obiektem do rozgryzienia.

- Szkoda, że nie ma. W takim razie, Twoje to będzie źrebię - skomentował z pewnością w głosie kiedy odwróciła głowę w jego stronie. Mówił to tak jakby to on właśnie rozdawał ludziom ich konstelację. Koniec końców pasowało do niej bardziej niż ten pegaz. Źrebie było małe i niesforne - czyli zupełnie tak jak Pandora - Tak? No to proszę bardzo. Zadanie egzaminacyjne. 13 stycznia 1943 - podał przykład testowy. Nie do końca jednak rozumiał jak chciała to zrobić. Miała zamiar wyjąć jakąś kartkę i rozrysować to dla niego? Czy wziąć jego dłoń i pokazywać coś na niebie? Albo może miała jakiś eliksir do zaginania czasoprzestrzeni?

Takiego obrotu spraw to się nie spodziewał. Można śmiało stwierdzić, że był lekko zaskoczony kiedy Prewettówna oparła się o jego tors. Mimowolnie też się cofnął do tyłu aby samemu mieć oparcie w postaci drzewa. A co z niedźwiadkiem? Przez ułamek sekundy ta myśl tkwiła w jego umyśle. Obawiał się, żeby dziewczyna nic sobie nie zrobiła, a tym bardziej aby nie uszkodziła mu miśka na piersi - wtedy musiałaby zejść z tego drzewa, wrócić na piechotę do wioski, znaleźć tamtego rzemieślnika, dostać nowego niedźwiadka i wrócić z powrotem. Dopiero po takim wysiłku byłby skłonny jej przebaczyć.

Wilki, atmosfera, ciekawość, niebo? To wszystko było przecież dostępna na każdym zakątku świata. Nie ważne gdzie by się postawiło swoje stopy, te wszystkie rzeczy były tam na wyciągnięcie ręki. Z ostatnią częścią zdania mógł się na pewno zgodzić - nikt tu nikogo nie oceniał przez pryzmat nazwiska. Byli trochę małą i zamknięta społecznością. Każdy się znał i sobie pomagał kiedy zaszła taka potrzeba. Hjalmar mógł się zgrywać, że by nie pomógł temu czy tamtemu ale jakby przyszło co do czego to zapewne byłby pierwszym chętnym do podania pomocnej dłoni czy też łapy - Za co? Nic przecież nie zrobiłem. Jedynie napędziłem Ci stracha - stwierdził, przypominając sobie jak to z niedźwiedzią gracją spadł z drzewa w śnieżną zaspę. A potem ją jeszcze wyzywał od psychopatek... Czy jeszcze kilku innych nie miłych kwestii na które tak teraz patrzył z pryzmatu czasu. Aż pokręcił przecząco głową aby pozbyć się tych myśli.

- Nagroda? A jaka? - zapytał niczym małe dziecko, które wolało wiedzieć o jaką stawkę gra. Obrócił głowę w bok aby się jej przyjrzeć skoro i tak już była oparta o jego ramię - Hmm... - przygryzł górną wargę, a palcami zaczął się stukać po ustach. Był teraz całkowicie pochłonięty procesem myślowym, który za wszelką cenę starał się coś wykombinować - Wiem! - wykrzyczał - To proste. Jesteś wywoływaczem Islandczyków z lasu - wypuścił powietrzę nosem, a następnie przymknął jedno oko - Może coś z tą całą Marą? Jakiś hodowca czy inny pasterz? - rzucił. Musiało coś być z tym na rzeczy. Bardzo się denerwowała kiedy nie wierzył jej w 'talent' tego konia.

Wziął butelkę w dłoń i pociągnął łyka. Potrzebował czegoś co wyostrzy mu zmysły aby mógł jeszcze coś wykombinować w kwestii jej zawodu. Aktorka nie, modelka nie. Ministerstwo pewnie też nie... Dwoił się i troił w tym swoim kombinowaniu. Porównywał zawody, które mu przyszły do głowy z wyglądem i zachowaniem Pandory. Nic mu jednak nie pasowało na pierwszy rzut oka - A może mała podpowiedź? - zasugerował aby go lekko nakierowała - No chyba, że to ma wpłynąć na nagrodę to wtedy nie... - zaznaczył. Nie był tak uparty jak ona ale jeżeli na szali było coś do wygrania, to wolał to dostać niż jakby miało to mu przelecieć obok nosa.

Czarodziej
“People will forget what you said and what you did, but people will never forget how you made them feel.”
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o dużych, czekoladowych oczach i dołeczkach w polikach. Ma niecały metr siedemdziesiąt wzrostu oraz szczupłą, względnie wysportowaną sylwetkę. Wyróżnia się charakterystyczną dla Turcji urodą na Londyńskich ulicach — ciemniejszą karnacją, długimi i gęstymi włosami, ciemnymi rzęsami. Zwykle odstaje ubiorem i zachowaniem od typowo angielskich dziewcząt. Mówi dużo i wyraźnie, ale gdy wpada w słowotoki, czasem przebija się odrobina akcentu. Jest bardzo bezpośrednia, uwielbia się śmiać.

Pandora Prewett
#20
06.05.2023, 23:22  ✶  
Posłała mu tylko figlarny uśmiech, po którym ciężko było stwierdzić, czy mu uwierzyła, czy nie. Nie mogła się wściekać, nawet gdyby owo porwanie planował, sama to wymyśliła, chociaż doskonale wiedziała, że ledwo wytrzymywał w jej towarzystwie kilka godzin. Wyciąganie okupu trwało chyba dłużej.
- Nie chciał źle. - powtórzyła tylko na jego spojrzenie, nie uciekając spojrzeniem i nie ruszając się nawet o centymetr, chociaż wiadomość o tym, że odjął jej dwa punkty za wstawienie się za jego kolegę, sprawiła, że przez ułamek sekundy na jej twarzy zamiast uśmiechu, widniała smutna mina. - Będę musiała to nadrobić, ale warto je poświęcić dla czyjegoś dobra.
Brzmiała na zdeterminowaną, żeby to zrobić, widocznie do tych punktów była w jakiś sposób przywiązana.
Patrząc na Hjalmara, czuło się, że jest tym człowiekiem, który nie zrobi nic przeciwko sobie, a jednocześnie był na tyle dobry, że nie umiał zostawić nawet najbardziej irytującego stworzenia na świecie samego, na pastwę Islandii. I przez te jego zachowanie, miała ciągle problem z określeniem, czy tak naprawdę się z nią męczył, czy jednak trochę ją lubił. I to kobiety podobno były skomplikowane, a tu taki Niedźwiedź się trafił.
Nie potrzebowali wcale paproci, żeby mieć szczęście, gdyby ktoś zapytał brunetkę,
- Nawet gdybym spadła jeszcze dziesięć razy, próbowałabym dalej. Nie jestem tak zwinna i wysportowana, jak Ty — o sile nie wspominając. - tu przerwała na chwilę, spoglądając na jego ramiona czy dłonie. - Bywam jednak osłem i wierzę, że mogę zrobić wszystko, co sobie wymyślę.
Przypuszczała, że miał wyrobiony odruch, gdy widział, że komuś mogła stać się krzywda i nad tym nie panował, ale tym razem faktycznie tego nie zauważyła, tłumacząc sobie, że spełniał jej prośbę. - Łatwo się od tego uzależnić, nie jestem w stanie znaleźć w sobie żadnej negatywnej emocji. - była to miła odmiana, pewnie teraz nawet woda nie byłaby taka straszna i przez chwilę pomyślała, że powinni wrócić nad tamten strumień, żeby mogła dać mu popalić. Niemniej jednak zgarnęła tylko zagubiony kosmyk włosów za ucho, przenosząc spojrzenie na swoje nogi, które przyjemnie pulsowały od wysiłku. Jutro będzie znacznie gorzej.
- Ja bym nie mogła tak tkwić dziesięć lat Niedźwiadku. Nie chciałabym takiej miłości. - ogniska wciąż zdawały się tlić pełnym ogniem, chociaż kilka domów zdawało się pogrążyć w ciemności, a muzyka nie była już tak skoczna, wciąż jednak wpadała do ucha z podmuchami wiatru. - A Ty? Mógłbyś tkwić tak dziesięć lat w impasie? Oj nie mów tak, to Twój przyjaciel. Co bez Ciebie zrobi? - uniosła brew zadając to pytanie i uśmiechnęła się, odwracając twarz w jego stronę, a potem już atakując go palcami. Wbrew zawiłości i chaosowi swojego sposobu bycia, wyznawała w życiu bardzo proste zasady i kierowała się tym, co znane było od dawna. Głowa naprawdę łatwo zapominała, wyrzucała z siebie rzeczy bledsze, aby zrobić miejsce na nowe. Serce natomiast było czymś, co nigdy nie zawodziło. Na potwierdzenie z jego strony, wzruszyła tylko niewinnie ramionami. Taki już był jej urok, miała te swoje przemyślenia.
- Tylko czasem! Zwykle jesteś u...ujmujący. - ugryzła się w język, zanim powiedziała uroczy, bo jeszcze zrzuciłby ją z tego drzewa, myśląc, że ujmuje to jego wizerunkowi. A wcale tak nie było, bo to się nie wykluczało. - Zadajesz mi bardzo dużo pytań. - przedrzeźniła go trochę z uśmieszkiem, bo sam jej tak powiedział, gdy się poznali. A teraz role się odwróciły, co Pandorze wcale nie przeszkadzało. - Oczywiście, jeśli mi pozwolisz. - dodała dla bezpieczeństwa, nie chcąc być tak nachalną. Gdyby zapytał, dlaczego sobie wybrała właśnie go jego do poznawania, byłoby bardzo ciężko znaleźć jej odpowiednie słowa, bo po prostu tak jej podpowiadał instynkt i zwyczajnie chciała. Aż dziwne, że nie zauważył wcześniej, jak umiał ją okręcić tak, że zgadzała się na to, co jej mówił i to praktycznie bez żadnej dyskusji.
- Źrebię? Naprawdę widzisz we mnie dziecko, aż tak mocno?- zapytała, próbując brzmieć na oburzoną, ale niezbyt jej to wychodziło. Czekoladowe ślepia powolnie przesuwały się po jego twarzy, bo z miała naprawdę dobry widok z pozycji, w której tkwili. Była troszkę niesforna, ale żeby od razu do źrebaka? Jego rozdawanie konstelacji było jednak urocze i chyba przede wszystkim cieszyła się z faktu, że jej słuchał i w jakiś sposób go zainteresowała, nawet jeśli tylko pod wpływem procentów i fajki. - Myślałam, że jesteś ode mnie starszy. - przyznała szczerze, wbijając sobie do głowy datę, którą jej podał. - Przygotuję Ci to i wyślę, chyba że będziesz chciał się ze mną zobaczyć, to wtedy dam Ci do rąk własnych. Zajmie mi to kilka tygodni, ale się postaram. - rzuciła z pewnym siebie uśmiechem.
Faktycznie zapomniała o wisiorku, gdy robiła sobie z niego poduszkę i szybko poczuła nacisk na plecach. Wydała z siebie ciche "oh" i odsunęła się delikatnie, wsuwając dłoń za siebie i szukając po omacku drewnianego miśka, którego potem uniosła nieco do góry i gdy znów wygodnie się oparła, pozwoliła mu opaść, częściowo na własne ramię. Teraz przynajmniej żadnemu z nich nie przeszkadzał. - Jakby Ci było niewygodnie, to mi po prostu powiedz. - zakomunikowała mu jeszcze, posyłając krótkie spojrzenie i wygodnie oparła głowę o ramię Nordgersima, spoglądając w stronę nieba. Chociaż zostawiła w spokoju jego rękę, wciąż stukała o jej górę palcami w rytm pewnie jakieś lecącej w jej głowie melodyjki, być może z Lithy.
Wcale nie było to takie proste i oczywiste, jak mu się wydawało. Pandora widziała wiele miejsc, często robiła wszystko, aby tylko nie tkwić w domu i tym bardziej, nie tkwić w Londynie, bo obydwa te miejsca były duszące. Islandia miała w sobie coś unikalnego, coś śpiewającego o wolności, gdy przechodziło się między drzewami i nie umiała o tym zapomnieć, odkąd wtedy to poczuła. Była tu nikim, nikt jej nie prosił o przysługi czy wstawiennictwo u ojca, nikt jej nie słodził i nie próbował kupić jej uwagi czymś, co jej w ogóle nie obchodziło. Miała chyba starą duszę, zupełnie odporną na te wszystkie materialistyczne wygody współczesnego świata. - Żartujesz sobie ze mnie? - ściągnęła brwi na jego słowa, nie ruszając się jednak z miejsca, nie spoglądając tym razem w jego kierunku. - Po pierwsze — zamarzłabym bez Ciebie i w życiu nie wyszła z tego lasu, a po drugie, pokazałeś mi jeden z najpiękniejszych widoków w moim życiu. Jak mogłabym Ci nie podziękować?
Nie przekonałby jej żadnymi słowami, że było inaczej, po prostu nie widział tego w ten sam sposób, który dostrzegała to ona. Nie miała mu za złe wariatki, nie miała mu za złe niczego, co jej kiedykolwiek powiedział i prawdę mówiąc, przejmowała się bardziej tym, że go denerwowała, niż tym, że mógł ją czasem obrażać.
- Będziesz mógł sobie wybrać, ale dodam coś od siebie. - odpowiedziała tajemniczo, odchylając głowę i spoglądając na niego, kiedy to na pozbawionej zwykle emocji twarzy, zatańczyła chłopięca wręcz iskra, która znalazła pewnie najwięcej ujścia w jego oczach. Gwiazdy świeciły jasno, ale nie mogła dostrzec, jaki odcień niebieskiego miały teraz tęczówki mężczyzny. Gdy odwrócił głowę, ich spojrzenia się spotkały i uśmiechnęła się mimowolnie, wciąż zastanawiając się, co takiego wymyśli, poza aktorką lub modelką. - Tak, to mój największy talent Ci Islandczycy, szczególnie tacy, których zwierzęcym totemem jest niedźwiedź lub wilk. - przyznała poważnie, nawet puszczając mu oczko, a gdy wspomniał o marze, kiwnęła głową. - Punkt dla Ciebie! To jedna z rzeczy, którą się zajmuję, ale nie tylko Abraksanami, mam też papiery na inne zwierzęta. Jeszcze dwa!
Pochwaliła go, gdy pił i wysunęła dłoń, gdy skończył, samej biorąc kolejnego łyka. W butelce niewiele już zostało, a gorzałka coraz łatwiej wchodziła, coraz silniej działała. Zwilżyła usta w zamyśleniu, pozbywając się z nich resztek alkoholu. - O jednym Ci już nawet mówiłam, dziś i jak się poznaliśmy. Trzeci może być zaskakujący, ale ma związek z hmmm narzędziami? Żaden ze mnie kowal, ale też umiem coś stworzyć. To Ci pomoże? - opuściła butelkę na dół, kładąc ją pomiędzy ich nogami, a potem uniesioną dłonią, przesunęła po drewnianym miśku, naciskając jego nos. Cały czas byłą pod wrażeniem dokładności, z jaką oddał go tamten dziadek. - Tak sobie myślę.. Wiesz, dopiero teraz będę mogła odwiedzić Islandię w okolicach Świąt zimowych, ale... - westchnęła, nie bardzo wiedząc, jak przewidzieć reakcję na jej kolejne słowa. Pociągnęła nieco wisiorek, zmuszając go nieco, aby na nią spojrzał, bo rzemyk zacisnął się delikatnie na skórze szyi. Zacisnęła drewnianą ozdobę w palcach i podniosła wzrok ku górze, powolnie przesuwając po jego twarzy. - Co byś powiedział, żeby odwiedzić Turcję we wrześniu? Dziadka dom jest odrobinę.. Duszący, jednak mogłabym Ci to i owo pokazać poza nim. I mogłabym Ci dać wtedy Twoją mapę.
Chyba nie zamierzała puszczać przedmiotu, dopóki jej nie odpowie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Hjalmar Nordgersim (15790), Pandora Prewett (20117)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa