• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [27.04.1972] patrz gdzie łazisz | Geraldine & Cathal

[27.04.1972] patrz gdzie łazisz | Geraldine & Cathal
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#1
29.05.2023, 09:42  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 19:05 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Walia, wykopaliska


Geraldine Yaxley & Cathal Shafiq

Końcówka kwietnia zaskakiwała naprawdę wyjątkową pogodą jak na ten moment roku. Gerry wybrała się na polowanie, w końcu potwory same się nie zabiją, a ona nie zamierzała gnić w domu, kiedy słońce aż prosiło o to, aby wyjść na świeże powietrze.

Wposażona w kuszę przemierzała jeden z lasów Walii. Gnała przed siebie, bo wydawało jej się, że dostrzegła pięknego hipogryfa, a to był ten czas w roku, gdy samice składały jaja. Jaja hipogryfów były naprawdę bardzo interesującym towarem dla większości czarodziejów. Yaxley wydawało się, że mogłaby na nich sporo zarobić. Także bez zastanowienia biegła przed siebie, żeby znaleźć gniazdo hipogryfów.

Jako, że tym razem miała mniej szczęścia niż rozumu wybiegła poza obszar lasu. Nie do końca wiedziała, gdzie jest. Dostrzegła jednak ruch w oddali, więc nadal - bez zastanowienia pędziła w tamtą stronę.

Pędziła to chyba jednak zbyt wielkie słowo na określenie tego, co robiła. Gdyż kiedy próbowała podnieść nogi - utknęła. Musiała wejść na teren chroniony i oberwać jakimiś zabezpieczeniami. - KURWA JEGO MAĆ. - Soczyście przeklnęła, zresztą popisała się elokwencją, jak zawsze.

Humor jej się trochę popsuł, gdyż po hipogryfie nie było już śladu, a ona sama nie mogła się ruszyć. Próbowała nawet rzucić jakieś zaklęcie, które pomogłoby jej rozproszyć pułapkę - niestety nie udało jej się to. Nie zamierzała tu kwitnąć do usranej śmierci, jednak nie miała pojęcia, jak się stąd wydostać. Teleportacja również nie działała, czuła, że znalazła się w czarnej dupie.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#2
29.05.2023, 16:02  ✶  
Oficjalne prace na wykopaliskach miały rozpocząć się w maju. Pewne rzeczy jednak należało przygotować wcześniej – jak choćby zadbać o to, aby mugole nie dostali się tutaj znowu, co w przypadku mugolskich archeologów skończyło się wyjątkowo marnie. Oraz postarać się, aby żadni domorośli poszukiwacze przygód, nie weszli na teren ruin i nie zrobili sobie krzywdy albo (co zdaniem Cathala byłoby znacznie gorsze) czegoś nie uszkodzili.
Poza tym Shafiq po prostu nie mógł się powstrzymać. Od chwili, w której zorientował się, że być może to jednak nie jest tylko „przeciętna, magiczna wioska”, i zobaczył zdjęcia okolicznych filarów, nie mógł się doczekać aż znajdzie się na miejscu.
Tego dnia urządzał właśnie ich obchód. Jednemu z nich, położonego tuż przy granicy zaklęć ochronnych, zrobił sporo zdjęć, starał się rozpoznać rodzaj kamienia, którego użyto do jego wzniesienia oraz przypatrywał się znakom, zirytowany, że nie jest w stanie pojąć ich znaczenia. Nie były to zwykłe runy ani żaden język, bo wtedy powinien go rozumieć. O co w takim razie chodziło? Jego prace zostały jednak przerwane charakterystycznym bzyczeniem, cichym, ale trudnym do pomylenia z czymkolwiek innym.
Ktoś przeszedł przez pierwszą linię zabezpieczeń antymugolskich – które miały skłaniać mugoli do szybkiego powrotu, skąd przyszli, bo przypomną sobie o czymś ważnym – i wpadł w te mocniejsze, przeznaczone dla czarodziejów. I Cathal od razu zakładał, że próbował tu wejść celowo. Wszak w okolicy stały tabliczki, informujące o zakazie wstępu, najpierw te dla mugoli, a potem specjalne, za pierwszą linią ochrony, dla czarodziejów.
Shafiq skierował się w stronę, z której docierał alarm. Był w pobliżu, dotarł tam więc dość szybko. Na szyi miał pasek od aparatu, ubrany w znoszone spodnie, ubabrane nieco ziemią, starą koszulę i kurtkę, bo szaty czarodziejów zdecydowanie nie sprawdzały się, gdy chodziłeś na kolanach wokół kamiennego filaru. Zatrzymał się kilka kroków od Geraldine, dłonie chowając w kieszeniach kurtki. Obserwował jej walkę z zaklęciem z pewnym rozbawieniem. Podwójnym, bo – rzecz jasna – rozpoznał ją. Pamiętał każdy szczegół ich ostatniego spotkania.
- Naprawdę niegrzecznie tak wyzywać cudze matki – skomentował, nie robiąc żadnego ruchu, aby pomóc pannie Yaxley. W końcu nie wiedział, kim była, co tu robiła i dlaczego próbowała dostać się na teren wykopalisk.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#3
29.05.2023, 20:35  ✶  

Jej irytacja rosła z każdą spędzoną w tym miejscu minutą. Była wkurwiona, jeszcze chwila i wybuchnie. Miała bardzi krótki lont, niewiele było trzeba, aby faktycznie mocno się zirytowało. Miało to jednak również swoje plusy. Panna Yaxley dosyć szybko się uspokajała. Jak na razie była jednak jeszcze w fazie przed kumulacją zdenerwowania, więc nie ma co myśleć o tym, kiedy jej przejdzie.

Próbowała pociągnąć nogę, jej ruchy stawały się coraz bardziej nerwowe - przez zdenerwowanie, które ogarnęło całe jej ciało. Jak mogła być tak nieuważna. Ona, potężna łowczyni potworów dała się złapać w pierwszą, lepszą pułapkę. Dobrze, że nikt z jej rodziny tego nie widział. Nie daliby jej pewnie spokoju od tego wspomnienia do do końca życia. Na szczęście była tutaj sama i nikt nie widział tej kompromitacji, chociaż może trochę też żałowała, że nikogo z nią tu nie ma. Mogłaby przynajmniej uzyskać jakoś pomoc z wydostanie się z tego zabezpieczenia.

Była tak zaaferowana próbą wydostania się z tego miejsca, że nie zauważyła kiedy się pojawił. Jako łowczyni powinna mieć wyczulone zmysły, tyle że teraz wszystkie były skupione na tym, żeby jakoś wydostać się z tej nieszczęsnej pułapki. Dopiero kiedy usłyszała głos odwróciła się gwałtownie. Poczuła zażenowanie, jeszcze tego brakowało, żeby ktoś obcy dostrzegł jaka jest nieporadna. Przeliczyła się jednak, jak zawsze mogło być gorzej - kojarzyła mężczyznę który się tutaj pojawił. Nie mogła o nim zapomnieć. Ich ostatnie spotkanie z nim i jego wielkim wężem nie dawało jej spokoju, czuła, że coś z nim jest nie tak. Tyle, że nie potrafiła stwierdzić co. Powodowało to ciekawość, bo jako Yaxley nigdy nie miewała problemów z rozpoznawaniem anomalii które występowały wśród czarodziejów.

- Skąd wiesz, że cudze? - Odkrzyknęła do niego. Cathal mógł dostrzec kuszę w ręce panny Yaxley. Nie podniosła jej jednak do góry. Nie obawiała się go. Przynajmniej jak na razie. Była w gorszej sytuacji niż ostatnio bo musiała trafić na teren należący do niego, tak przynajmniej założyła. - Będziesz się tak gapił zamiast uratować damę w potrzebie? - Powiedziała jeszcze donośnym głosem.

Geraldine poza tą kuszą w ręku wyglądała zwyczajnie - tak jak nosiła się na polowanie. Ubrana była w skórzane spodnie, do tego gruby sweter, na nogach buty, które sięgały jej za kostki. Na ramieniu miała kołczan, w którym znajdowały się bełty do kuszy, Shafiq bez problemu mógł dodać dwa do dwóch i domyślić się, co tutaj robiła jeśli był chociaż odrobinę bystry.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#4
29.05.2023, 21:24  ✶  
Cathal niezbyt przejmował się kuszą. Głównie dlatego, że trzymając dłoń w kieszeni, zaciskał palce na różdżce, a zaklęcie tarczy powinno być całkiem skuteczne wobec bełtów. Jeżeli coś go interesowało, to raczej to, dlaczego z takim sprzętem kręciła się w miejscu, gdzie zdecydowanie nie powinna się znaleźć. Polowanie nie przyszło mu przez głowę, bo w okolicy było raczej mało magicznych stworzeń – nie miał pojęcia, że w głębi lasu trafiły się akurat hipogryfy. Stał więc sobie całkiem zrelaksowany, przypatrując, jak Geraldine walczy z pułapką.
Może byłby trochę mniej beztroski, gdyby był świadom, że to całe „niepokojenie” w przypadku Yaxleyów wygląda trochę inaczej niż u innych ludzi. I że kobieta naprawdę czuje, że coś jest z nim nie tak. Choć pewnie i wtedy nie łamałby sobie nad tym zbyt mocno głowy. Gauntowie wymarli. Byli wspomnienie, a on i jemu podobni, stanowili zaledwie pojedyncze przypadki, które znikną w historii. Nie było już żadnej tajemnicy do strzeżenia, może poza jedną – Cathal niezbyt chciał, aby ktoś wiedział, że jego matka była bliską kuzynką Voldemorta.
- Wspomniałaś o „jego” matce – odparł konwersacyjnym tonem, jakby byli dwójką znajomych, którzy spotkali się gdzieś podczas spaceru. – Założyłem, być może niesłusznie, że nie jesteś „nim”, a raczej „nią” – wyjaśnił. A potem zmierzył ją spojrzeniem, uważnie, od stóp do głów, wręcz na pokaz: trudno było stwierdzić, czy apropos sprawdzania, czy Geraldine na pewno nie jest „nim”, czy chodziło o jej kolejne słowa i odpowiedź na nie…
– Żadnej w okolicy nie widzę. Wskaż mi proszę tę damę, natychmiast udzielę jej pomocy – powiedział bowiem bezczelnym tonem. Może zachowywałby się trochę uprzejmiej, gdyby spotkali się przy jakiejś oficjalnej okazji, ale Shafiq na co dzień miał raczej nieco zuchwały styl bycia. Nie miał zamiaru od tak puścić Geraldine, bo nie wiedział, kim jest i czy nie nasłała jej jakaś konkurencja… Ale też dlatego, że rzucenie się, by natychmiast udzielić pomocy, po prostu nie leżało w jego charakterze. – Co cię tu sprawdza? Nie zauważyłaś tabliczki „teren prywatny”, i potem tej z „zakaz wstępu”, i tej z informacją „niebezpieczeństwo!”? – spytał, przekrzywiając lekko głowę. Ta pierwsza (czy też raczej te pierwsze, ustawione w paru miejscach) były na użytek mugoli. Te drugie i trzecie już dla czarodziejów, gdyby jacyś zaplątali się w okolicy.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#5
30.05.2023, 09:39  ✶  

Nadal się szamotała, bo nie do końca odpowiadało jej to, że została tak wystawiona na ewentualne ataki. O Shafiqu nie wiedziała przecież zbyt wiele. Nie miała pojęcia, jakie mógł mieć intencje. Irytacja rosła. Tym bardziej, że wcale nie spieszył się, aby jej pomóc.

- Ranisz moje serce. Nie wiem, jak się po tym pozbieram. Jestem przecież najprawdziwszą damą z krwi i kości. Szkoda, że nie można już spotkać prawdziwych książąt na białych koniach. - Skrzyżowała sobie ręce na piersiach i przyglądała mu się uważnie. Przestała walczyć z zabezpieczeniem, wiedziała, że nic więcej nie wskóra własnymi siłami. Nie miała szans z tymi magicznymi pułapkami. Wkurzyło ją to, miała ochotę coś kopnąć, no ale nie mogła za bardzo korzystać z kończyn więc w głowie sobie zwizualizowała jak się zamachuje i kopie wyimaginowane drzewo, czy coś.

- Będziemy tak tu stali i gawędzili? - Zapytała jeszcze, bo była to dla niej niekomfortowa sytuacja. Zdecydowanie wolałaby mieć możliwość ruszenia się z miejsca. Nie znosiła ograniczeń, dlatego też ta sytuacja tak bardzo podniosła jej ciśnienie.

- Nie zauważyłam. - Odparła krótko, chociaż nawet jakby dostrzegła je wcześniej to pewnie by się tym nie przejęła. Gdy ruszała w pogoń za zwierzyną liczyło się dla niej tylko to, aby złapać bestię. Nie jakieś tabliczki.

- Nie zdążyłam ich przeczytać, spieszyłam się. - Dodała jeszcze, żeby wytłumaczyć swoje zachowanie tak w skórcie, chociaż nie uważała, że powinna się przed nim usprawiedliwiać. - To miejsce to jakaś twoja własność? - Ciekawa była, czy dlatego właśnie się tu pojawił, bo okolica należała do niego.- Nie chciałam tu trafić, jakby coś. - Postanowiła jeszcze się odezwać, miała wrażenie, że może sobie pomyśleć, że zjawiła się tutaj z jakiegoś konkretnego powodu. Skoro było tu tyle dziwnych tabliczek możliwe, że bardzo nie chciał, aby ktoś się tutaj znalazł. Tylko dlaczego? Co mógł tutaj ukrywać. Wiele pytań pojawiło się w głowie panny Yaxley. Nie sądziła jednak, że szybko uzyska na nie odpowiedzi.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#6
30.05.2023, 13:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.05.2023, 13:05 przez Cathal Shafiq.)  
- To dopiero nasze drugie spotkanie, a ja już zraniłem twoje serce? – zdziwił się obłudnie Cathal, unosząc jasne brwi. – Zazwyczaj to wymaga przynajmniej trzech spotkań – uzupełnił. Wciąż nie wyciągał różdżki i jeżeli miał zamiar zaatakować Geraldine, to doskonale się z tym krył, bo sprawiał wrażenie raczej spokojnego. W jego postawie czy tonie nie pojawił się ani cień agresji, chociaż beztroska mogła być oczywiście wyłącznie pozą. Sam dostrzegał jej irytację, owszem. Ale absolutnie nic sobie z niej nie robił.
- Biały koń? Cóż za nudy. Gdybym miał ratować damę w opresji, przyleciałbym na hipogryfie – skłamał, bo z racji na to, że zdecydowanie nie był najlepszym jeźdźcem i niezbyt przepadał za nauką o magicznych stworzeniach, raczej było wątpliwe, czy utrzymałby się na grzbiecie takiego zwierzaka zbyt długo. – Dlaczego nie? Pogoda jest całkiem przyjemna, widoki ładne… – dorzucił odnośnie spieszenia się, wskazując ku widocznej linii lasu.
Nie chciała tutaj trafić. Może mówiła prawdę, może nie. Cathal na razie nie mógł tego zakładać.
– W takim razie co tutaj robiłaś, skoro nie chciałaś tu trafić? – spytał, i tym razem jego ton stał się bardziej rzeczowy, a spojrzenie przestało być aż tak kpiące. – Pracuję tutaj. Teren jest ogrodzony i zabezpieczony ze względu na niebezpieczeństwo… oraz ryzyko prób kradzieży – dodał, tak że mogła dopowiedzieć sobie resztę… o ile już doskonale prawdy nie znała i nie pojawiła się tutaj celowo. Nie uwalniał jej, bo nie miał pojęcia, jak się znalazła w miejscu, do którego zdecydowanie nie powinna trafić.
I w tej chwili starał się zdecydować, czy po prostu ją puścić, bo nie warto zadawać sobie trudu kontaktów z Ministerstwem Magii, czy też jednak należało wezwać Brygadzistów, bo wysoka blondynka z kuszą może sprawić im jakieś problemy także w przyszłości. Miał dziwne wrażenie, że jeżeli po prostu zdjąłby pułapkę i dał jej sobie pójść, mogłaby spróbować zaraz podejść z drugiej strony.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#7
30.05.2023, 22:16  ✶  

- Widzisz jak szybko poszło? Może nawet tak lepiej niż później. Nie znoszę się rozczarowywać, tak to przynajmniej niemalże od razu wiem, czego się po tobie spodziewać. - Brnęła dalej w tę konwersację, chociaż nie do końca jej się podobało, że tak sobie dyskutowali, gdy ona nadal nie mogła się ruszyć z miejsca. No, ale co innego mogła zrobić? Czekała, aż pan i władca jej pomoże.

- Nie wspominaj nawet nic o hipogryfach... - Mógł dostrzec, że wyprowadziło ją to ponownie z równowagi. - Gdyby nie te kurewskie pomioty szatana, to mnie by tu nie było. - Bo przecież znalazła się tu właśnie przez te stworzenia, a może dzięki nim? No, przez to, że chciała wytropić ich gniazdo.

- Może i ładne, ale nie przyszłam tu aby podziwiać widoki. - Czuła, że robi to celowo. Specjalnie nadal nie przeszedł do rzeczy. Może nawet bawiło go to, że mógł się trochę nad nią poznęcać. Tak się jej przynajmniej wydawało. - Zresztą widziałam wiele bardziej efektownych miejsc. Tutaj nie ma nic nadzwyczajnego. - Niemalże całe dzieciństwo spędziła w miejscu, gdzie krajobraz był podobny, także nie było dla niej w tym nic wyjątkowego. Dużo większe wrażenie robiły na niej bardziej egzotyczne miejsca, jak chociażby Ameryka Południowa i lasy deszczowe, które się tam znajdowały.

- Ciekawe, co tutaj może być takiego niebezpiecznego... - Nie do końca wierzyła, że mogłoby ją tu spotkać coś groźnego. Wydawało jej się bardziej, że chodzi o tą drugą sprawę. Nie miała pojęcia nad czym właściwie tutaj pracowali. Rzuciła jeszcze okiem po okolicy, był to dosyć spory teren. Ciekawe, czym się dokładnie zajmowali...

- Złodziejką akurat też nie jestem, także myślę, że możesz mnie wypuścić. - Miała nadzieję, że uwierzy jej na słowa. Nawet nie wiedziała, co miałaby stąd wynieść, żeby na tym zarobić.

Powoli zaczynało ją to męczyć postanowiła więc powiedzieć mu, co ją tutaj sprowadza - najwyraźniej tego oczekiwał, może wtedy ją wypuści. - Polowałam. Biegłam za hipogryfem, chciałam dotrzeć do gniazda, a trafiłam tutaj. - Jeśli w to nie uwierzy, to będzie miała przesrane, miała nadzieję, że weźmie tę krótką historyjkę na poważnie.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#8
30.05.2023, 22:34  ✶  
- Jeśli dalej tak szybko pójdziemy tą drogą, nie jestem pewny, czy powinienem cię puszczać. Przy trzecim spotkaniu pewnie strzelisz do mnie z tej kuszy – zakpił Cathal.
Czy trochę go bawiło znęcanie się nad nią? Owszem. Shafiq może nie cierpiał satysfakcji z cierpienia innych, ale kobiecie nie działa się żadna krzywda i na razie ucierpiała tylko jej duma. A skoro wlazła, gdzie nie powinna, mimo wszystkich ostrzeżeń, w jego oczach zasługiwała na małą nauczkę. Nawet jeżeli faktycznie nie znalazła się tutaj celowo, chociaż Cathal naprawdę nie pojmował, jak niby miała tu trafić przez hipogryfy. Jakiś ją tutaj zrzucił, czy co?
- I wspaniałe towarzystwo nie wynagradza ci tego niedostatku widoków? – spytał, równie kpiąco co wcześniej. Pytanie o to, co tutaj może być niebezpiecznego, pominął milczeniem, może nie chcąc wdawać się w wyjaśnienia. To zaś, co Geraldine mogła stąd dostrzec, to głównie fragment bardzo starego i bardzo zniszczonego mury kawałek dalej.
Na jej deklarację, że złodziejką też nie jest, spojrzał tylko na nią wymownie. Nie, słowa nie mogły tutaj wystarczyć. Kolejne wyjaśnienie brzmiało za to dużo bardziej wiarygodnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę jej strój, kuszę oraz to, jak beztrosko wlazła w pułapkę – gdyby faktycznie planowała się włamać, prawdopodobnie byłaby jednak ostrożniejsza.
Mimo to na twarzy Cathala pojawił się niesmak.
- A więc kłusowniczka – podsumował. Biegnięcie za hipogryfem, kusza, chęć dostania się do gniazda – to w jego uszach brzmiało dość jednoznacznie, założył, że planowała zabić parę hipogryfów. A chociaż nie był największym fanem magicznych stworzeń, i nie wiedział niczego o opiece nad hipogryfami, to zdawał sobie sprawę z tego, że były inteligentnymi stworzeniami. I że raczej nie wolno było strzelać do nich ot tak, na życzenie.
Rozważał przez chwilę wszystkie za i przeciw. Kłusowanie na hipogryfy zwiększyło w nim gwałtownie chęć wezwania Brygady Uderzeniowej i oskarżenie jej o kłusownictwo oraz próbę wejścia na zabezpieczony teren. Ale… Cathal naprawdę nie lubił przedstawicieli prawa, biurokracji i poza tym miał cholernie dużo roboty. Za dużo, aby chciał tracić cały wieczór.
Wyciągnął w końcu z kieszeni różdżkę, ale nie wycelował jej w Yaxley, lecz w pułapkę, szepcąc przeciwzaklęcie. Nogi kobiety były wolne. Nie zaatakował Geraldine, acz wciąż różdżkę trzymał w pogotowiu, ot na wypadek, gdyby postanowiła coś kombinować.
- Na wypadek, gdyby coś głupiego przyszło ci do głowy, to nie jedyne zaklęcie ochronne w okolicy. Lepiej, żebym więcej nie zobaczył w okolicy ciebie i twojej kuszy.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#9
31.05.2023, 06:38  ✶  

- Nie strzelam do ludzi. - Odpowiedziała krótko. Może i był to jedynie żart, ale wolała wyjaśnić, jakie ma podejście. Miała świadomość, że ludziom często zdarzało się myśleć o niej pewne rzeczy, przez wzgląd na jej profesję. Wiele razy musiała tłumaczyć, że nie jest tak, jak myślą. Zresztą przyzwyczaiła się do tego, że wszyscy spoglądali na nią raczej niezbyt przyjacielsko. Nie miała z tym problemów, jednak istotne było, aby mu wyjaśnić, że nie poluje na ludzi. Zazwyczaj, chyba, że bardzo tego chcą. - Dodała jeszcze, bo jeśli przychodziła taka potrzeba, a osoby, które spotykała na swojej drodze się o to prosiły, to nie miała problemu aby skorzystać z rowiązania jakim była przemoc.

- Nie będę cię oszukiwać, zdecydowanie mogłoby być lepsze. - Dostrzegła ten kawałek muru, jednak nie uważała go za szczególnie atrakcyjny, nie połączyła go nawet z tym miejscem, którego pilnowały te wszystkie zabezpieczenia. Wydawało jej się, że dalej jest coś jeszcze - nie zamierzała sprawdzać co. Nie po to się tutaj pojawiła.

Miał szczęście, że Gerry miała do siebie trochę dystansu. Te wszystkie zaczepki niejedną osobę bardzo mocno by zirytowały, szczególnie o takim statusie społecznym, jak jej. - Nie kłusowniczka, a łowczyni potworów i wszelkich wynaturzeń. - Poprawiła jeszcze mężczyznę, bardzo nie lubiła tego słowa, którego użył, aby nazwać jej zawód. Nie zamierzała mu zresztą teraz opowiedać historii o tym, że wcale nie chciała zabić tych hipogryfów, tylko zawinąć jajo z gniazda i sprzedać je na czarnym rynku - jakby w ogóle w jakiś sposób mogło ją to wybielić. Większość zleceń, które wykonywała dotyczyły pomagania ludziom, walki ze stworami, które żyły zbyt blisko i uprzykrzały im życie, jednak gdy nadażała się okazja... Yaxley zawsze z niej korzystała. No chyba, że przypadkiem wpadła w magiczne sidła - wtedy trochę gorzej.

Dostrzegła ruch różdżki. Nie bała się, że zrobi jej krzywdę. Wydawało jej się, że argumenty nie były takie najgorsze i wyjaśniła mu skąd się tutaj wzięła. - Kurwa, nareszcie. - Mruknęła bardziej do siebie niż do niego. Ostrożnie wyszła z miejsca, w którym jeszcze chwilę wcześniej była uwięziona - nie chciała zaliczyć powtórki z rozrywki.

- Tego nie mogę ci obiecać. Właściwie, czy ty mi grozisz? - Mówiła spokojnym tonem, zbliżając się do mężczyzny. Myślał, że ją wystraszy, że Gerry potulnie skuli głowę i się tutaj więcej nie pojawi? - Wiem, że masz jakąś tajemnicę, już za pierwszym razem to wyczułam. - Wróciła do tematu, który tak ją dręczył, bo był to pierwszy raz, gdy nie umiała rozpoznać genetyki stojącego przed nią czarodzieja.

Syn czarnoksiężnika
wiek
35
sława
IV
krew
czysta
genetyka
dziedzic Slytherina
zawód
Archeolog
Cathal wdał się w dużej mierze w matkę z Gauntów: po niej ma dość jasne włosy i jasne oczy. Mężczyzna bardzo wysoki, około 192 cm wzrostu, któremu wyraźnie nie był w życiu obcy wysiłek fizyczny. Gdzieś pomiędzy trzydziestką a czterdziestką.

Cathal Shafiq
#10
31.05.2023, 08:08  ✶  
- Łowcy przyjmują legalne zlecenia. Polowania na hipogryfy są nielegalne. Kłusowniczka - powtórzył Cathal, ignorując całą resztę jej uwag. Kradzież jaj i małych hipogryfów i sprzedawanie na czarnym rynku zresztą także nie były legalne, więc to niewiele zmieniało.
Nie próbował się już z nią drażnić, nie prowokował, nie wydawał się w żaden sposób zainteresowany konwersacją, czy to w celu przekomarzania się, czy w jakimkolwiek innym. Rozbawienie, beztroska, zaczepny ton, to wszystko znikło bez śladu: jego twarz niczego nie wyrażała, a mówił spokojnie i niemalże uprzejmie. Jej status społeczny i to, że mógł ją zirytować... też ani trochę go nie obchodził, bo Cathal sam był dzieckiem rodu o wysokim statusie i przywykł, że naprawdę niewieloma rzeczami musi się przejmować.
Nie drgnął nawet, kiedy Yaxley podeszła bliżej. Był wyższy od niej, lepiej zbudowany, próba zastraszenia go zmniejszaniem fizycznego dystansu była więc z góry skazana na niepowodzenie. Za to różdżkę wycelował w nią bez wielkiego namysłu.
Ot w odruchu. Bo nie, Cathal nie groził jej śmiercią ani atakiem. Na coś takiego pozwoliłby sobie w Egipcie. Tutaj być może... ale na pewno nie uprzedzałby ofiary wcześniej.
Zwyczajnie, był gotów oskarżyć ją o próby wdarcia się na teren i dezorganizacji wykopalisk. Czy sama nie zapowiadała, że tu wróci? Chociaż gdyby to zrobiła, Shafiq po prostu zostawiłby ją w kolejnej pułapce...
- Świetnie, czyli jednak jesteś złodziejką? Bo innych powodów poza kradzieżą, żebyś się tu pchała, nie ma. Skoro nie możesz mi tego obiecać, Ministerstwo wzywam natychmiast, muszę tylko zdecydować, czy to bardziej ktoś z Departamentu Rowle'a, czy może zarządzanie obiektami... - stwierdził lekko. Nie miał najmniejszej ochoty kontaktować się z Ministerstwem Magii, ale skoro Geraldine planowała się tutaj kłócić? Gdy szło o przyszłe bezpieczeństwo wykopalisk, mógł się poświęcić. Wzmiankę o swojej tajemnicy zignorował: po pierwsze, nie wiedział, o co chodzi. Po drugie, chociaż sam zdecydowanie nie był uczciwym człowiekiem, to najwyraźniej niezbyt przepadał za kłusownikami. - Chętnie przedstawię im wspomnienie z myślodsiewni. Kłusowanie w Walii, przyznanie się do polowania na hipogryfy, próba dostania się na teren zarządzany przez Ministerstwo oraz Shafiqów, deklaracja, że tu wrócisz... Nawet jeżeli jesteś z cholernej nienaruszalnej dwudziestki ósemki, to wystarczy, żeby utrudnić ci kolejne zabawy z kuszą.
Yaxleyowie byli zbyt bogaci i wpływowi, aby Geraldine trafiła do Azkabanu. Wypuściliby ją. W najlepszym wypadku dostałaby pewnie karę pieniężną, dla kogoś takiego jak ona zupełnie nic nie znaczącą. Ale już patrzenie na ręce mogłoby być prawdopodobnie odrobinę irytujące, choćby dlatego, że wymagałoby starannego wyboru miejsca polowania.
Inna sprawa, że tkwienie w Ministerstwie byłoby bardzo irytujące dla samego Cathala. Który zresztą miał tam swoich wrogów.
- To jak będzie? Deportujesz się stąd na dobre, czy oboje stracimy trochę czasu w paskudnym gmachu Ministerstwa?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1877), Geraldine Greengrass-Yaxley (2074)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa