Popołudnie było przyjemniejsze, słońce chowało się za chmurami, a jej przypomniało się o tym, że chciał skorzystać z ogrodu. Nie zabrała go jednak do Altanki w oazie kwiatowej, która była ulubionym miejscem jej matki — wybrała sam kraniec, na prawo od stajni, który śmiało mogłaby nazwać swoim ulubionym. Było tu więcej drzew i krzewów, więcej cienia. Było kilka kwiatów, ale tych dziko rosnących, nie licząc jakiegoś niskiego drzewka, które intensywnie pachniało i miało na gałęziach białe, malutkie kwiatki. Między drzewami zawieszony był hamak, a poza nim był tu niewielki, biały stolik i huśtawka ogrodowa z poduszkami oraz kocem. Miejsce to nie było widoczne z głównej ścieżki ogrodowej, było też tu ciszej, bo zgiełk domu został daleko w tyle. Dookoła powbijane były pochodnie, które po zmroku oświetlały to miejsce na tyle, aby dało się tu czytać. Oczywiście Hjalmar nie mógł pozostać niezauważony i szła z nimi jego adoratorka w ładnej sukience, trzymając się jego ramienia i prowadząc z nim konwersację na temat kwiatów oraz roślin, na co Pandora reagowała drobnym rozbawieniem, nie przeszkadzając jednak zupełnie kuzynce w próbach zdobycia serca Islandczyka. Głównie dlatego, że chciał ją wczoraj utopić. Młoda kobieta zaciągnęła go na huśtawkę, a Pandora ułożyła się wygodnie w hamaku, czasem wtrącając się w rozmowę, a czasem śmiejąc pod nosem na nieporadność błękitnookiego oraz na koślawe metody rodem z książek, które wykorzystywała Deniz. Brakowało jej doświadczenia, zwłaszcza gdy chodziło o mężczyzn takich, jak on.
- Może masz wolny wieczór? Mogłabym Ci pokazać okoliczne ogrody, wzięlibyśmy pegazy. No wiesz, poszlibyśmy na randkę. - zaproponowała brunetka, przytulając się do jego ramienia biustem i wbijając w niego błyszczące oczy, zrobiła słodką minę, na co Prewettówna zacisnęła usta, powstrzymując śmiech, ale jednocześnie doszła do wniosku — nie, wcale nie pchana maleńką iskierką zazdrości — że mogła przybyć mu na ratunek. Zeszła więc boso na trawę, bo buty leżały niedbale porzucone na trawniku i poprawiła swoją sukienkę, którą miała przygotowaną na wczoraj, ale ostatecznie skorzystała z niej dzisiaj. Najzwyklejsza, pozbawiona zdobień i na cienkich ramiączkach, sięgała jej do połowy uda i miała delikatny dekolt. Była ciemnozielona.
- Obawiam się Deniz, że on nie ma wolnego wieczoru.- rzuciła w stronę młodej z rozbawieniem, lustrując ją wzrokiem. - Mówiłam Ci, że to moja randka.
- Jakoś nie widzę, żeby był Twoją randką. Istnieje też szansa, że zupełnie się na nich nie znasz, Dora.- zauważyła z odrobiną oburzenia, a policzki jej poróżowiały, bo chyba kuzynka trochę ją zawstydziła. Jeśli brunetka miała go ocalić na dobre od amorów dziewczyny, musiała być dosadna. Uśmiechnęła się więc do niej tajemniczo, pozwalając sobie stuknąć palcami w swoje usta.
- Tak myślisz? Hmmm... Nie mi oceniać, czy się znam, czy nie znam. - westchnęła, wzruszając ramionami. - Zapytajmy może Hjalmara. Dobrze się ze mną bawisz, gdy mamy randki? - jak powiedziała, tak zrobiła, przysiadając na jego kolanach i obejmując jego szyje ręką, przesunęła palcami po jego karku, wlepiając w niego spojrzenie. Drugą dłonią złapała jego rękę, kładąc na swoim udzie. Deniz wyglądała na zaskoczoną i zapowietrzoną jednocześnie, bo niczym rybka, próbowała chyba coś powiedzieć, przenosząc wzrok pomiędzy swoim Islandzkim księciem i starą kuzynką. Nadal to było za mało? Brązowooka przeniosła spojrzenie z jego twarzy kuzynki na błękitne oczy Niedźwiadka, a potem na jego usta, przytulając się do niego mocniej. - Jak nie możesz zdecydować, to mogę Cię przekonać.- szepnęła chyba najbardziej kokieteryjnie, jak umiała. Nastolatka zrobiła się purpurowa, szepcząc coś pod nosem po turecku, a potem wstała, wygładzając sukienkę i komentując coś o tym, że nie będzie przeszkadzać oraz złapie go później, ruszyła gdzieś przed siebie. Pandora odprowadziła ją wzrokiem z rozbawionym uśmiechem, wciąż miziając go po karku.
- Ja Cię ratuje, Ty chcesz mnie topić i nazywasz kleszczem. - westchnęła teatralnie, wzruszając ramionami i tkwiła tak jeszcze kilka sekund, nim poczuła, że jej trochę też policzki płoną. Skorzystała więc z wolnego miejsca obok, przesuwając się na nie i oparła się o niego, siadając po skosie, wprawiając ławkę-huśtawkę w kołysanie. - Właściwie to pamiętasz, jak wczoraj rozmawialiśmy o duchach i o umieraniu? - kontynuowała, ściągając brwi, wysuwając dłonie na swoje kolana, gdzie splotła palce i zaczęła się nimi bawić, bo widocznie miała potrzebę pozostawiania w ruchu. Odchyliła nieco głowę do tyłu, spoglądając na niego z zaciekawieniem. - Czy w Drumstrangu były jakieś Duchy? Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego one decydują się zostać. W szkole mieliśmy kilka, ale najlepiej zapamiętałam taką dziewczynę z łazienki. To dość niefortunny wybór miejsca do mieszkania po śmierci, ale naprawdę tam była. - przerwała na chwilę, unosząc brew z odrobiną zniesmaczenia, bo ona w życiu nie chciałaby przecież mieszkać w szkolnej toalecie. Jak ta dziewczyna miała na imię? Chyba też była Krukonką i na pewno lubiła przystojnych chłopców, których, jak się później okazało w trakcie rozmów, które przeprowadzała z nią Pandora, podglądała. - Gdybyś umarł, zostałbyś, czy poszedł do kręgu życia, nieba, zaświatów? Zależnie od wiary.
Nie miała problemu z zadawaniem mu wszelkiej maści pytań, o czym mógł się przekonać, a temat ten od wczorajszej nocy w jakiś sposób siedział jej w głowie. Czy w ogóle byłaby w stanie chronić kogoś przed nocnymi demonami, gdyby była duchem?