• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 10 11 12 13 14 … 16 Dalej »
[Czerwiec 1970] A może obraz? || Stanley & Stella

[Czerwiec 1970] A może obraz? || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#11
31.05.2023, 19:05  ✶  

Jej wizja też była w porządku, wręcz ciekawa czy intrygująca ale bardziej na jakiś pogrzeb, niż urodziny. W dniu swojego święta należało się cieszyć, imprezować i niczego nie żałować. Nie mógł oczekiwać, że Anne zrozumie jego przekaz ale liczył w głębi duszy, że tak się jednak stanie. Z drugiej strony czy każdy nie interpretował sztuki na swój własny sposób?

Nie musiała umieć grać w szachy. Najważniejsze, że zrozumiała o co mu chodzi i chciała to zrobić. Stanley specjalnie porównał to do tej gry aby zwiększyć trochę swój udział w całym procesie tworzenia. No bo jakby to inaczej wyglądało jakby powiedział matce, że na początku tylko wspomniał Stelli co chce i nie brał udziału w dalszych pracach? Prawdę mówiąc nie zamierzał robić nic innego po za wymyśleniem idei, bo nie potrafił i jedyne co mógł robić to wymieniać jej wodę czy podawać pędzle. Z tym również by nie miał najmniejszego problemu, jeżeli zyskałby kolejnych kilka procent udziałów w całym obrazie.

- A myślałem, że tylko na mnie - zażartował aby jeszcze rozluźnić sytuację. Może Borgin miał z malowaniem więcej wspólnego niż mu się mogło wydawać? Skoro zarówno on, jak i jej talent ją denerwowały. Pozostawała tylko jedna kwestia do wyjaśnienia - kto prowadził w tym wyścigu podnoszenia ciśnienia u Avery.

- Nie będziesz przeszkadzać. Nigdy nie przeszkadzasz - zapewnił ją. Jak mogła tak w ogóle pomyśleć? - Przyjdź. Anne się ucieszy. Ja również. Nie będzie nikogo więcej, więc nikt nie będzie bombardował pytaniami ani nic z tych rzeczy - dodał. Gdyby sam miał spędzić te urodziny ze swoją rodzicielką to zapewne przekazałby jej prezent, wypił lampkę wina w akompaniamencie stu lat, a następnie poszedł spać bo praca w ministerstwie nie wybiera. Ale z drugiej strony jeżeli miałaby się na nich pojawić Stella to zmieniłoby całkowicie bieg wydarzeń, a i zapewne on sam by się bardziej postarał.

Powtórzyłby jej to jeszcze milion razy jakby tylko chciała. Mógłby jej nawet wysyłać codziennie list z taką wiadomością gdyby miała taką zachciankę. No cóż... Lekko mu odbiło na jej punkcie ale to mogła już wcześniej zauważyć - Wierzę, że będzie perfekcyjny. Nawet jeżeli Ty w to nie wierzysz, to ja to robię. Za równo w Ciebie jak i efekt końcowy - odparł. Nie było mowy aby to zepsuła. Kto jak kto ale panna Avery miała coś źle namalować? Nie wchodziło w rachubę. Stanley w ogóle nie dopuszczał takiej możliwości do swojej głowy.

Pokiwał głową na jej słowa odnośnie pochodzenia wiadomości. Długo oczekiwał na odpowiedź z Ministerstwa. List z pewną prośbą napisał do nich dobry miesiąc temu i tak czekał na cokolwiek. Specjalnie go tu dzisiaj przyniósł aby odczytać go przy Stelli, wszak wiedział o co pytał, a nie znał jedynie werdyktu - No już otwieram. Nie gorączkuj się tak bo się jeszcze rozchorujesz - zaczął powoli wyjmować kartkę z koperty. Robił to specjalnie, trochę na przekór aby się lekko podroczyć. W końcu udało mu się wyjąć całą, odchrząknął i wziął się za czytanie - Szanowny Pan Stanley Andrew Borgin... To o mnie... - uśmiechnął się do niej, a następnie wskazał palcem na siebie aby miała pewność, że chodzi o niego, gdyby jednak nie była pewna kogo się tyczył ten list. Z drugiej strony złapał go lekki stres, ponieważ bal się tego co zaraz może przeczytać - Hmmm... Nudy... - mówił pod nosem jakieś formułki prawne, które go wcale nie interesowały i nie dużo z nich rozumiał prawdę mówiąc - O! Tu coś ciekawego... Zgodnie z pańską prośbą z dnia 28 kwietnia 1970 roku, numer sprawy 70/IV/28/14567XC88, o przyznanie terminu egzaminu Aurorskiego, pragnę poinformować, że komisja złożyła pozytywną opinię dotyczącą tej sprawy i wyznaczyła następujący termin - 23 października bieżącego roku o godzinie 8:00. Część praktyczna zostanie poprzedzona testem teoretycznym. Proszę się nie spóźnić. Z wyrazami szacunku, H.Schmidt, starszy referent do spraw wewnętrznych Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziei... - przeczytał, oddychając z ulgą, co dało się zauważyć. Przymknął oczy, a następnie wypuścił ciężko powietrze. Jest zgoda... Udało się... Jeszcze do niego nie doszła pozytywna opinia komisji bo inaczej ponownie rzuciłby się na Stellę aby ją wyściskać z tego całego szczęścia.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#12
31.05.2023, 23:45  ✶  

Przemijanie kojarzyło się Stelli w głównej mierze ze śmiercią. Stąd ta interpretacja. Może faktycznie była mniej pozytywna od tej Stanleya, ale czyż śmierć również nie była elementem życia? W końcu czekała każdego. Musiała nadejść, prędzej, czy później. Fakt, że może jako prezent urodzinowy lepiej było tę interpretację nieco doszlifować, bo obdarowywany mógł się poczuć trochę nieswojo.

Avery na pewno już się nie wycofa. Skoro powiedziała mu, że będą mogli zostać uznani wspólnie za autorów tego dzieła, tak się stanie. Była słowna, nie zmieniała zdania, ani takich deklaracji. Nie musiał się martwić o to, że będzie inaczej. Powinien zresztą już to wiedzieć. Nie potrzebowała go do niczego więcej. Raczej przeciwnie, zapewne by jej tylko utrudniał proces twórczy, gdyby zamierzał bardziej się zaangażować. Tyle jej wystarczało, resztę zrobi sama, kiedy nikt nie będzie patrzył, w spokoju - jak zawsze. Grunt, że miała jeszcze dużo czasu, będzie mieć szansę, aby zadbać o to, aby ten obraz był idealny. Zamierzała naprawdę się postarać, w końcu nie był to byle jaki, pierwszy lepszy klient. Chodziło o matkę Borgina.

Zaśmiała się w głos słysząc jego słowa. - Widzisz, nie tylko ty tak na mnie działasz. - Faktycznie zdarzało mu się doprowadzić ją do podobnego stanu kilka razy, ale teraz mógł się upewnić, że nie był jedyny. Denerwowała się również na swoją niemoc, czy niezrozumienie problemu. Ogólnie Stella była bardzo surowa dla samej siebie, jak i dla wszystkich, którzy ją otaczali. Taką już miała naturę. Miała wysokie oczekiwania, które sama starała się zawsze spełniać w stu procentach. Często się przez to irytowała, bo wcale nie było to takie proste.

- Jest to całkiem dobry argument. - Skoro nikogo więcej nie będzie, to mogłaby się pojawić, takie spotkanie nie powinno być specjalnie bolesne, szczególnie, że nie raz odbywali już podobne - podczas niedzielnych obiadów, na których jakiś czas temu zaczęła się pojawiać. - Jeśli ucieszy to waszą dwójkę, to może się pojawię, z jakimś czekoladowym tortem. - Nie ukrywała nigdy przed nim swojej miłości do czekolady, może i ten prezent byłby bardziej pod nią, chociaż jej zdaniem każdy lubił czekoladę, na pewno wszyscy, znaczy cała trójka powinna być zadowolona.

- Miło mi to słyszeć. Ta wiara we mnie naprawdę jest budująca, jak będziesz mi tak dalej powtarzał, to może faktycznie uwierzę, ale wtedy nie będziesz miał ze mną łatwo, skoro będę już miała poczucie, że jestem najlepsza, mogę zacząć zadzierać nosa. - Jakby teraz tego nie robiła... Wolała go jednak ostrzec, jak to może wpłynąć na ich dalsze losy.

- Jak się rozchrouję, to nie będzie obrazu, więc lepiej szybko pokazuj, co jest w środku. - Bo była ciekawa, a nie należała do osób szczególnie cierpliwych, szczególnie kiedy chodziło o rzeczy, które dotyczyły Stanleya. Najchętniej uzyskałaby odpowiedź od razu, chociaż, czyż właśnie tak nie było? Nie zwlekał długo, tylko po chwili otworzył kopertę. Avery wpatrywała się w niego z ogromnym zainteresowaniem. Niech już wreszcie zacznie czytać.

- No co Ty nie powiesz, że o tobie... - Móglby już przejść do sedna, a nie się z nią bawić. Uzbroiła się jednak w cierpliwość, czekała, aż przeczyta resztę. - Jak nudy, to zaraz sama wezmę ten list i go przeczytam, żeby to sprawdzić. - Bo ileż można czekać?

- Uuuuu! - Pisnęła z niekurywanym entuzjazmem. - To awans, prawda? - Nie do końca rozumiała struktury ministerstwa, jednak aurorzy zawsze wydawali się być trochę bardziej cenieni niż brygadziści, w jej mniemaniu zajmowali się też poważniejszymi sprawami. - To teraz będziesz się przygototywał do egzaminu? - Mina jej nieco zrzedła, bo skoro on będzie się uczył, to nie znajdzie dla niej tyle czasu, co dotychczas, a już miewali problemy, żeby się spotykać w miarę regularnie przez jego wymagającą pracę. Nie to, że nie cieszyła się z jego sukcesu, tyle, że trochę jej było przykro, że pójdzie w odstawkę.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#13
01.06.2023, 20:45  ✶  

Śmiech był zaraźliwy. Nic więc dziwnego, że sam się zaśmiał na jej odpowiedź. Z drugiej strony ucieszył się, że nie jest sam na tej liście i ma jakiegoś sojusznika w tej kwestii. Szkoda tylko, że w razie czego to on dostanie tak zwany opieprz, a sztaluga obejdzie się bez żadnego uszczerbku.

- O nie, nie. Żadne może, a na pewno? Tak? - przedstawił swoje żądania niczym małe dziecko. Nie było żadnego innego wyjścia z tej sytuacji, skoro już mu zaproponowała, że istniałaby taka możliwość. Gdyby tylko zmieniła zdanie to Stanley zapewne przyszedłby tego dnia do niej rano aby ją zanieść na te urodziny - Możesz nawet bez tortu. Ja jakiś ogarnę, chociaż gwarantuję Ci, że nie będzie tak dobry jak ten co Ty przynosisz - odparł, proponując, że może ją lekko odciążyć w tej kwestii. No bo nie dosyć, że miała zrobić obraz to jeszcze fatygować się po tort, kiedy to Borgin czekałby szczęśliwie na miejscu? Nie to, że to mu nie pasowało ale trzeba było zachować jakąś twarz.

- Ty już powinnaś mieć o tym przeświadczenie. No i ktoś Ci musi to zresztą powtarzać abyś przypadkiem nie zapomniała o tym - dodał. Jak to możliwe, że nikt jest do tej pory jej o tym nie uświadomił? Albo może po prostu lubiła dostawać komplementy?

Pokręcił głową z niedowierzaniem na tę pięciolatkę. Jak na tak małe dziecko było bardzo utalentowana ale strasznie niecierpliwa. Chwila w tę czy we wte nic nie zmieni w kwestii odpowiedzi zawartej w tym liście. No a przynajmniej dopóki dopóty nie skorzystaliby z magii aby zmienić zawartość tej koperty.

Uśmiechnął się na jej komentarz. Jednak dobrze wiedziała, że chodzi o niego - ucieszył się z tego faktu niezmiernie. Stella nadal się jednak gorączkowała, a przecież nie miał żadnego wpływu na to ile zbędnych formułek dorzucono w tym liście. Według Stanleya mogli po prostu napisać "tak" lub "nie" jako odpowiedź i to by było całkowicie wystarczająco. A tak to tylko denerwował pannę Avery i to nie ze swojej winy! Znaczy częściowo swojej ale to tylko w bardzo małym ułamku.

Entuzjazm jaki przejawiła po zakończeniu odczytywania werdyktu, pozwolił mu zrozumieć, że decyzja była pozytywną, więc i on powinien się ucieszyć. Nie omieszkał spróbować (nie) udusić jej kiedy po raz kolejny się na nią rzucił aby wyściskać - To awans... - odparł, przejeżdżając dłonią po jej plecach - Koniec z patrolowaniem ulic. Tylko poważne śledztwa - dodał, a następnie ją puścił, upewniając się uprzednio, że nie zrobił jej żadnej krzywdy. Mina, która zagościła na twarzy Stelli po zadanym przez nią pytaniu, nie świadczyła o niczym dobrym - Hej, przygotowuję się do niego od dobrych trzech lat... - złapał jej podbródek dłonią, unosząc go lekko do góry aby mógł spojrzeć w oczy Avery. Kciukiem przejechał też kilka razy po jej policzku - Obiecałem Ci, że nigdy więcej nie postawię pracy wyżej od Ciebie, tak? - przypomniał o swojej obietnicy. Nie mógł jej zawieść w ten sam sposób po raz drugi. Wtedy by mu już chyba nie wybaczyła - nawet jeżeli przyniósłby jej tonę dali - Zresztą tak długo się już do tego uczę, że nie ma chyba nic nowego, czego mógłbym się dowiedzieć. Chester też mi mówił, że jestem gotowy i powinienem dać sobie radę - kontynuował, wspominając o opinii swojego mistrza, który wspierał go w tym całym procesie - Nic się nie zmieni. Nie zamierzam teraz ślęczeć całymi nocami nad książkami. To przecież nie zdrowe. A nawet jak mi się nie uda to zawsze jest drugi termin - zapewnił aby ją trochę uspokoić. Nie miał żadnego zamiaru jej odstawić ani nawet ograniczyć i tak już ubogich w czas, spotkań na cześć jakiegoś śmiesznego egzaminu. Może nie tyle co śmiesznego, bo nadal po za Ministerstwem nie widział swojego życia ale nadal mniej ważnego od Stelli.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#14
03.06.2023, 23:45  ✶  

Humor jej się poprawił. Całe zdenerwowanie odeszło, jakby przy użyciu czarodziejskiej różdżki, tyle, że magia wcale nie była do tego potrzebna. Wystarczyło krótkie wyjaśnienie, miłe słowo i już. Stella stała teraz przed swoim towarzyszem uśmiechnięta od ucha do ucha. Najwyraźniej nikt nie powinien dzisiaj oberwać, ani Stanley, ani żadna sztaluga.

- Teraz, to już chyba nie mam wyboru. - Borgin brzmiał przekonywująco. Nie miałaby mu serca odmówić, chociaż właściwie to sama się wprosiła, jednak mniejsza o to. Skoro już zaoferowała, że może się tam pojawić, to niech będzie. Nie zamierzała teraz zmieniać zdania. Najwyżej posiedzi chwilę, zje torta i zwinie się do domu. To zawsze była w miarę bezpieczna opcja. Zrobi przy tym mu przyjemność - wszyscy będą zadowoleni, to było najistotniejsze.

- W takim wypadku zostaw i tort w mojej gestii, wiesz, że uwielbiam czekoladę, znam się na rzeczy, gwarantuję, że nie pożałujesz. - Miała kilka ulubionych miejsc, w których zamawiała wypieki. Były sprawdzone i za każdym razem spełniały oczekiwania, po co więc ryzykować, że Stanley mógłby kupić coś niesmacznego. Nie, żeby tak zakładała, jednak wolała być pewna, że tort będzie najlepszy, jaki tylko może być.

- Och tak, nie mogę o tym zapomnieć, musisz mi to powtarzać, żebym zawsze była taka pewna siebie. - Posłała mu promienny uśmiech. Miała nadzieję, że nie są to tylko słowa rzucone na wiatr, a Stanley faktycznie ma o niej takie zdanie. Jeśli tak, to faktycznie mocno ją podbudowywało. Rodzice raczej zawsze wymagali od niej więcej, sugerowali, żeby ciężej pracowała, pokonywała własne granice, nigdy nie mówili, że jest w czymś dobra, a co dopiero najlepsza. Dlatego też słowa mężczyzny tak wiele dla niej znaczyły.

Borgin po raz kolejny wyraził swój entuzjazm bardzo mocnym przytuleniem. Chyba niedługo przywyknie do okazywania radości w ten sposób, choć z początku uważała to za niezbyt delikatne. Widać było, że naprawdę ucieszył się z informacji, które były zawarte w liście. Nie dziwiła się wcale, w końcu jego zaangażowanie zostało docenione, mógł się rozwijać, nabywać nowe umiejętności i szlifować te, które posiadał na różnych płaszczyznach. To zawsze było budujące, kiedy widziało się, że praca ma sens i że inni zauważają zaangażowanie, naprawdę była z niego dumna.

To nie tak, że nie cieszyła się jego szczęściem, tyle że poczuła takie ukłucie gdzieś głębiej. Co jeśli teraz tak zaangażuje się w pracę, że zupełnie o niej zapomni. Stella wiedziała, że to wiele dla niego znaczyło, skąd mogła wiedzieć, że nie więcej niż ona. Mimo, że starała się nie dać po sobie poznać, to jednak widać było, że zaczęło ją ogarniać zmieszanie. Naprawdę chciałaby się tylko i wyłącznie cieszyć z tego awansu, no ale jednak, nie do końca tak było.

Uniósł jej podbródek, wpatrywała się w niego swoimi orzechowymi oczami. Chciała mu uwierzyć, naprawdę bardzo chciała być pewna, że będzie dokładnie tak jak mówi, no ale trochę wątpiła. W końcu auror to bardzo ceniony zawód, który wymagał ciągłego doszkalania. - Obiecałeś, ale... - Urwała, bo nie chciała za bardzo komplikować tego tematu. Zdawała sobie sprawę, że zdecydowanie łatwiej by było, gdyby to po prostu zaakceptowała, nie umiała jednak nie dzielić się swoimi obawami. - Myślisz, że to wystarczy? Aurorzy mierzą się z czarnoksiężnikami, ciągle muszą rozwijać swoje umiejętności. - Nie, żeby wątpiła w to, co potrafi Stanley, jednak wydawało jej się, że samo szkolenie może być dosyć mocno wymagające, w końcu tylko najlepsi mogli zostać aurorami.

- To nie może być też tak, że przeze mnie oblejesz egzamin. Nie o to w tym chodzi. Będę cię wspierać, powinnam. - Musiała jakoś odnaleźć się w tej sytuacji, tylko tak bardzo nie chciała zostać zepchnięta na drugi plan, że nie do końca wiedziała, jak to ugryźć. - Możemy ograniczyć spotkania, chociaż wolałabym tego uniknąć, bo przyzwyczaiłam się do tego, że jesteś obok. - Była z nim zupełnie szczera, na głos mówiła wszystko, co ja trapiło. - Ale też chciałabym, żebyś był szczęśliwy i rozwijał się w pracy, bo wiem, że ci na tym zależy. - Była trochę rozdarta w tym wszystkim.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#15
04.06.2023, 21:40  ✶  

To było to czego Stanley potrzebował do pełni szczęścia. Potwierdzenia, że Stella pojawi się na małej imprezce, swego rodzaju posiadówce z okazji urodzin Anne - wtedy będą mogli wspólnie przekazać ich arcydzieło, które pieczołowicie zaplanowali.

Co by nie mówić chciał aby ta sprawa właśnie tak się skończyła. Zaoferował swoją pomoc aby chociaż lekko odciążyć Avery ale wiedział, że nigdy nie będzie w stanie wybrać tak dobrego tortu jak ona. W końcu już nie raz dała popis swoim umiejętnościom doboru czekoladowego ciasta. Bez dwóch zdań był w stanie uznać ją za ekspertkę w tej dziedzinie - przecież wyznała przed Borginem swoją miłość do czekolady.

- Z przyjemnością - dodał, odpowiadając jej uśmiechem. Skoro nikt inny nie chciał jej w tym uświadamiać, kim był Stanley aby jej tego odmówić. Powinna była znać swoją wartość i zawsze iść z głową do góry, nie zważając na to co mówili wokół inni.

Nie był w stanie zareagować inaczej niż w taki sposób jaki to zrobił. Wyściskanie Stelli było zresztą po części tym, czego w tym momencie potrzebował. W końcu specjalnie tu przyszedł z tym listem aby mogli we dwójkę poznać werdykt komisji. Z drugiej strony czuł w głębi serca, że gdyby otrzymał odmowę to również wolałby być koło kogoś dla siebie bliskiego aby zapewne otrzymać jakieś słowa otuchy.

Borgin chciał aby to wszystko było takie proste. Chciał aby wszystko co powie mogło się spełnić i przede wszystkim aby się spełniło. W spojrzeniu Avery było jednak coś co mu nie pasowało. Nie musiał też dużo czekać na to aby poznać jej opinię na ten temat.

Myślisz, że to wystarczy? Powtórzył w myślach po niej. Może właśnie to nie wystarczy? Może nie jest gotowy na ten egzamin? Może jego umiejętności nie są wystarczająco duże aby był w stanie ukończyć ten kurs z pozytywnym wynikiem? Te jak i wiele innych myśli zaczęły krążyć po jego głowie. W końcu to właśnie ona sprowadzała go na ziemię najczęściej. I czy to właśnie nie był jeden z takich momentów? Chwil w których potrzebował szybkiego ściągnięcia na dół zanim będzie za późno?

Wysłuchał co ma do powiedzenia pomimo tego, że z każdym kolejnym słowem jak i zdaniem, co raz mniej mu się podobało to co mówiła. Nawet nie tyle co nie podobało, bo nie miał przecież do niej żadnych wyrzutów i to nie ona tutaj była wszystkiemu winna. Stanley zaczął rozumieć rzeczy, których po prostu wcześniej nie brał pod uwagę albo nie przykuł do nich wystarczającej uwagi.

Opuścił dłoń z jej policzka, pozwalając sobie przejechać po nim jeszcze raz, a następnie zrobił kilka kroków kierunku kanapy, na której usiadł, chociaż tak naprawdę to opadł trochę bezsilnie - Ja nie wiem... - zaczął, chowając twarz w swoich dłoniach - Ja bym chciał Ci Stella to tak cholernie obiecać, że wszystko będzie będzie dobrze i że o nic się nie musisz martwić... - kontynuował lekko podłamanym głosem - Ale nie wiem czy potrafię... A bardzo, kurwa, bardzo nie chciałbym Cię zawieść. Nie mogę na to pozwolić - czuł jak z każdą sekundą coraz bardziej zasycha mu w gardle. Że każde kolejne słowo przechodzi mu coraz ciężej przez usta. Znalazł się pod ścianą i musiał wybrać drogę z której już nie będzie odwrotu. Dlaczego ze wszystkich możliwości na świecie musiało się akurat stać to czego tak bardzo nie chciał? Dlaczego musiał wybierać między tą dwójką - Stellą i Ministerstwem? Z jednej strony czuł, że awans na Aurora był rzeczą, która mogłaby postawić go w lepszym świetle w oczach Anne, tym samym powodując, że będzie ona po prostu dumna ze swojego syna - chociaż ten jeden raz w całym jego życiu. Z drugiej zaś strony za bardzo mu zależało na Avery aby po tych wszystkich wybojach i wspólnych chwilach tak po prostu zniknąć czy ograniczyć kontakt. Zwłaszcza jak obiecał jej, że nigdy więcej nie postawi pracy ponad nią...



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#16
05.07.2023, 21:45  ✶  

Dobrze, że udało im się dogadać. Avery nie miała problemu z tym, aby pojawić się na urodzinach pani Borgin. Często bywała w ich domu. Nie sądziła, aby spotkanie urodzinowe jakoś szczególnie różniło się od tych standardowych, no może poza tym, że będzie tort i prezenty. Takie małe dodatki, które ucznią ten dzień chociaż trochę wyjątkowym.

Jeśli chodzi zaś o czekoladę, to nie było nawet szansy, aby Stanley był w stanie jej dorównać w wyborze tortu. Stella od lat zajadała się wszelkimi możliwymi słodkościami zrobionymi właśnie z czekolady. Wiedziała, gdzie będą w stanie sprzedać jej coś naprawdę wyjątkowego. Lata doświadczenia robią swoje. Była specjalistką w tej dziedzinie, nie sądziła, żeby ktokolwiek był w stanie jej dorównać jako czekoladożercy.

Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Czuła dziwny spokój. Zresztą jak zawsze w jego towarzystwie, jakby wszystko zawsze idealnie się układało, może poza tymi kilkoma sytuacjami, kiedy zdarzyło im się pokłócić. Zazwyczaj jednak jego obecność powodowała, że Avery przestawała myśleć o wszystkich problemach, które męczyły ją na co dzień. Dzisiaj było podobnie. Nie rozmyślała o zbliżającym się ślubie siostry, o tym, że później przyjdzie czas na nią. Liczyła się tylko ta krótka chwila, którą spędzała w jego obecności.

Miłe było to, że pojawił się z tym listem właśnie u niej. Poniekąd świadczyło to o jego zaufaniu. To właśnie z nią chciał się podzielić tą optymistyczną lub mniej wiadomością. Dobrze było mieć tego świadomość.

Stella po prostu podchodziła do sprawy nieco bardziej trzeźwo. Wiedziała, że taki kurs musi być bardzo czasochłonny i nie było w tym nic złego. Zdawała sobie sprawę, żeby osiągnąć jakieś większe sukcesy trzeba poświęcić sporo czasu. Nie uważała, że to coś złego. Nie świadczyło to również jej zdaniem o jakichś brakach w umiejętnościach.

Kiedy zmierzał w kierunku kanapy zrobiła to samo. Usiadła obok niego. Milczała przez chwilę. Nie chciała być powodem przez który nie zrezalizuje swoich marzeń. Nie mogła wymagać od niego, że będzie musiał wybrać. Jakoś się przemęczą, dadzą radę. Jeśli to razem pokonają, to nic już nie będzie w stanie zagrozić ich relacji. Tak się przynajmniej jej wydawało. - Nie zawiedziesz mnie. Poczekam. Spełnij swoje marzenia, tylko nie zapominaj o tym, że jestem. - Powiedziała spokojnym tonem. Zapewne będzie jej trochę smutno, ale jakoś się przemęczy, wytrzyma to - dla niego.

- Jak zaczniesz kurs, po prostu pisz do mnie, w wolnej chwili. Nie musisz tu przychodzić, pewnie nie będziesz miał na to czasu, ale napisz co u ciebie słychać od czasu do czasu. - Nie zamierzała od niego wymagać, żeby często się tutaj pojawiał. Doba miała przecież tylko 24 h, nie byłby w stanie, a listy mogły w pewien sposób zastąpić spotkania, w drobny sposób bo w drobny, ale kontakt nadal by mieli.

Spędzili razem trochę czasu już w nieco bardziej spokojnej atmosferze. Nie pozostawało im nic innego jak cieszyć się z sukcesu Borgina.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (5116), Stella Avery (4556)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa