Pomimo swojego nienajlepszego stanu jakoś nie potrafiła odmówić kuzynce spotkania. Chciała odpuścić, napisać, że nie może, że jest zajęta czymś innym - jednak nie umiała. Nie był to najlepszy czas w jej życiu, pogodzenie się ze śmiercią siostry nie przychodziło jej łatwo. Mimo, że minęło już sporo czasu, to nadal walczyła z koszmarami. Gdy zamykała oczy, chociaż na chwilę to pojawiał się przed nią obraz Kordelii w wannie. Zimnej, nie było w niej już ani kropli życia. Wyglądała dokładnie tak, jak wtedy gdy ją znalazła. Nie potrafiła sobie z tym poradzić. Ból, który ogarnął jej duszę był ogromny, rana się nie zabliźniła - nadal bardzo mocno krwawiła. Avery odsunęła się nieco na ubocze. Pojawiała się jedynie publicznie w miejscach, w których chcieli widzieć ją rodzice. W końcu teraz mieli tylko ją. Musiała spełnić ich oczekiwania, chociaż nie było to wcale proste. Szczególnie, gdy musiała się uśmiechać do wszystkich i udawać, że wszystko jest w porządku - zdecydowanie nie było.
Cały poranek spędziła w łóżku. Nie miała chęci nawet malować. Towarzyszył jej ogromny ból głowy spowodowany zbyt dużą ilością wypitego wina dzień wcześniej. Przestała mieć umiar. Alkohol choć na chwilę tłumił emocje, które nią miotały od czasu śmierci siostry. Może nie trwało to długo, ale było dobrym lekarstwem na moment. Kiedy się upijała przychodził sen, jej ciało było otumanione - koszmary znikały. Mało istotne było to, że na drugi dzień czuła się jak gówno - przynajmniej przez chwilę miała spokój od dręczących ją ciągle myśli.
Pamiętała o spotkaniu. Postanowiła się nawet do niego przygotować, nie wychodziła ostatnio zbyt często. Nie chciała niepokoić kuzynki swoim stanem. Dlatego też przed wyjściem wzięła prysznic, żeby doprowadzić się do porządku, pozornego. Upięła jasne, długie włosy wysoko, ubrała się w czarną, welurową suknię, która sięgała niemal do ziemi, miała rozkloszowane rękawy. Nie zdołała jeszcze porzucić czerni, nie była na to gotowa. Uważała, że w ten sposób oddaje szacunek swojej zmarłej siostrze. Ten kolor dosyć mocno kontrastował z jej jasną cerą, szczególnie teraz, kiedy wydawała się być jeszcze bledsza przez te nieprzespane noce. Niespecjalnie jej to przeszkadzało.
Wyszła z domu dosyć wcześnie. Nie chciała się spóźnić, nie wypadało, aby kuzynka na nią czekała. Przed opuszczeniem mieszkania wypiła jeszcze kieliszek wina, na lepszy dzień, może dzięki temu łatwiej jej będzie prowadzić konwersację. Doceniała wybór miejsca, które Megara wybrała na ich spotkanie. Miała świadomość, to pewnie przez wzgląd na nią. Naprawde miły był to gest z jej strony.
Stella pojawiła się przed kawiarenką punktualnie. Nie zwlekała, tylko od razu weszła do środka. Nie musiała szukać długo - panna Malfoy wyróżniała się na tle obecnych w tym miejscu. Wyglądała - jak zawsze idealnie, bardzo elegancko, widać było, że pochodzi z dobrego domu, w przeciwieństwie do reszty klientów, którzy znajdowali się w środku. Do tego wstała, gdy tylko ją dostrzegła. Stella ruszyła więc w jej kierunku. Przytuliła ją delikatnie na przywitanie, jakby nie było w niej życia i musnęła ustami jej policzek. - Dobrze cię widzieć Megaro, przepięknie wyglądasz. - Odparła spokojnym tonem. Starała się nawet przy tym uśmiechnąć, jednak szło jej to raczej nie do końca naturalnie.
Jedną z podstawowych cech młodej Malfoyówny był fakt, że widziała więcej niż przeciętny człowiek i dość sprawnie wyciągała wnioski ze swoich obserwacji. Rzadko się myliła albo przynajmniej twierdziła, że nie jest zaznajomiona z takim zjawiskiem. Dlatego gdy patrzyła na kuzynkę wiedziała, że jest źle i że tylko pewnego rodzaju obowiązek wobec krewnych zmusił ją do wyjścia z domu. Dostrzegała nieprzespane noce, prawdopodobne niedożywienie i związane z tym wszystkim zmęczenie organizmu. Najgorsza jednak była delikatna woń alkoholu wyczuwalna podczas przywitania. Kontem oka spojrzała w stronę zegara wiszącego na ścianie i w tym samym momencie lekki skurcz niepokoju oszpecił delikatną twarz. Jest źle.
Megara zamrugała kilkakrotnie i wszystkie oznaki świadczące o targających nią uczuciach zniknęły z jej oblicza. - Wiem, ale zawsze miło to usłyszeć. - Odpowiedziała uśmiechając się w nieco figlarny sposób. Każdy Malfoy miał w sobie dozę narcyzmu, genów przecież się nie oszuka. Dobre wychowanie i szacunek wobec obecnej sytuacji powodował, że Megara nie miała prawa komentować stroju Stelli. Nawet jeśli uważała, że czerń pasuje do kobiet po sześćdziesiątym roku życia, które pochowały przynajmniej czwartego męża. Do żałoby znacznie bardziej pasowała biel. Ta czystość wydawała się symbolizować spokój potrzebny zarówno duszy zmarłego jak i krewnym, których za sobą pozostawił. - Cieszę się, że przyszłaś. - Odwróciła się i wskazała Stelli miejsce naprzeciwko niej a sama zasiadła w wielkim fotelu. - Pozwoliłam już sobie zamówić coś do picia, mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. Podobno mają tu dobre ciasto czekoladowe. Odrobinę cukru dobrze nam zrobi. - Wciąż nie przestawała się uśmiechać, roztaczając wokół siebie aurę ogólnego szczęścia i dobroci. Nie zakładała jednak, że te drobne gesty i czekolada sprawiają, że Stella poczuje się lepiej. Chwyciła filiżankę z herbatą i upiła spory łyk. Należało rozpocząć rozmowę o drobnych sprawach, które przy odrobinie szczęścia doprowadzą do tego, że panna Avery choć trochę się otworzy. - Nigdy nie wiem, czy takie miejsca są przepełnione pasją i radością, czy są raczej świątynią smutku i niespełnionych ambicji. - Przyznała wskazując delikatnym ruchem ręki na obrazy na ścianach. - Marzysz o największych galeriach, a kończysz na ścianie w kawiarni. - Temat może nie należał do lekkich, przyjemnych czy niezobowiązujących a wydawał się bliski sercu Stelli, może tyle wystarczyło.
Stella stawała się udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. Rodzice mówili, że tak wypada, że musi być silna. W końcu została im tylko ona. Szło jej to jednak dosyć opornie, naprawdę się starała, jednak nie do końca potrafiła panować nad tym żalem, który nie chciał jej opuścić. W końcu Kordelia była jedną z najważniejszych osób w jej życiu, nie da się tak łatwo pozbierać po tak ogromnej stracie. Tak naprawdę, to Avery wydawało jej się, że jej życie już nigdy nie będzie takie samo, no bo jak? To siostra była osobą, z którą mogła podzielić się wszystkim; starsza - służyła radą w każdej sytuacji. Wiele razy łapała się na tym, że chciała do niej napisać list, taki odruch, tyle, że w porę zdawała sobie sprawę, że jej już nie ma, zabiła się - tydzień po swoim ślubie. Jak bardzo musiała być nieszczęśliwa, że postąpiła w ten sposób. Najgorsze jednak było to, że Stella tego nie zauważyła, nie dostrzegła, że ma dość, że jest tak bardzo źle, że postanowiła ze sobą skończyć. Czuła się winna, bo jako siostra powinna widzieć w jakim stanie była. Ten ciężar towarzyszył jej ciągle, nie potrafiła wyzbyć się tych myśli.
- Do tego skromna jak zawsze. - Dodała jeszcze słysząc odpowiedź kuzynki. Usta drgnęły jej w delikatnym uśmiechu, wzrok jednak wydawał się być pusty, jakby nie było w niej żadnych uczuć.
Usiadła na miejscu wskazanym przez kuzynkę. Przyglądała się jej uważnie. Wyglądała naprawdę dobrze, ale nie było to żadną nowością. Dokładnie tak jak zawsze, widać było, że dba o siebie, jak przystało na pannę z dobrego domu. Ona kiedyś też taka była - idealna. Wydawało jej się to być jednak bardzo dawno, jak za mgłą, próbowała sobie przypomnieć siebie kiedyś, nie szło jej to jednak najlepiej, może nie ma sensu rozpamiętywać i wracać do tego, bo po co. Nie była już tym człowiekiem.
- Cieszę się, że mnie zaprosiłaś. - Znowu usiłowała się uśmiechnąć, efekt był podobny do tego sprzed chwili. Naprawdę starała się, żeby wyszło naturalnie. - Oczywiście, że nie mam nic przeciwko. Ciasto czekoladowe brzmi dobrze. - Dodała jeszcze, bo Stella naprawdę uwielbiała czekoladę, od zawsze. Może uda jej się wmusić w siebie kilka kęsów.
Avery siedziała dosyć spięta. Była wyprostowana, jakby nie do końca mogła się rozluźnić. Miała ochotę napić się wina, jednak czuła, że nie wypada, nie mogła pokazać kuzynce, że radzi sobie ze stratą w ten sposób. - To zależy, dla pewnych osób sporym osiągnięciem może być to, że ich prace wiszą w takim miejscu. - Zamyśliła się na moment. - Może nie są to najlepsze galerie, jednak sporo osób się przewija przez takie miejsca, zawsze to coś. - Nie, żeby sama uważała to za wybitne osiągnięcie, ale wydawało jej się, że są osoby, którym to wystarcza. - Sama wiesz jak to działa, wszystko zależy od oczekiwań, mało kto może być wybitny. Z drugiej strony prace takich artystów jak ja zdobią ściany obrzydliwie bogatych osób, towarzyszą im przy jedzeniu, tak właściwie, co to za różnica?
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości