Rozliczono - Victoria Lestrange - osiągnięcie Życie to przygody lub pustka
Wątek IV budzi się do życia
Nim ktokolwiek z was otworzył oczy, poczuliście olbrzymi ból. W życiu ludzi rzadko zdarzają się sytuacje, w których cieszymy się z bólu, ale wasz przypadek był jednym z nich. Skoro was bolało, to znaczyło, że żyliście! Żyliście i musieliście mieć się dobrze, bo oddychaliście o własnych siłach, czuliście jak pościel polowego łóżka drapie was w plecy, do waszych nosów docierał zapach kojarzący wam się ze szpitalem, ale też... zapach lasu. Słyszeć zaczęliście dopiero po chwili. Najpierw wydawało wam się, że słyszycie szum, a później ten szum przerodził się w głosy, wiele głosów.
Otworzyliście oczy i nie widzieliście nic. Nawet po zamruganiu kilka razy, po przetarciu ich ręką, po panicznym, werbalnym upewnieniu się, że ktoś inny też tu jest (a leżeliście w czwórkę obok siebie, łóżko w łóżko, z krążącą w pobliżu pielęgniarką) i wokół was wcale nie panuje bezkresna ciemność, wy wciąż... nie widzieliście. Ale to nie był wyrok. Wasz wzrok wracał powoli, bardzo powoli i bardzo niewygodnie, bo kawałkami. Mogliście w ten sposób przekonać się, jak łatwo przeoczyć to, że macie okrojone pole widzenia. Kiedy jakaś parta wzroku wracała, przeżywaliście szok za szokiem, że obszar widzenia powiększał się i powiększał, bo wydawało wam się wcześniej, że osiągnęliście już limit. Mogliście dzielić się tymi doświadczeniami między sobą, ale nie wstając z łóżek, bo poruszanie się sprawiało wam jeszcze problemy. Cała wasza trójk-
No tak, zapomniałam o tym wspomnieć, ale chociaż łóżka były cztery, w tych perypetiach nie towarzyszył wam Atreus. Bulstrode nie obudził się od rana, chociaż wy ocknęliście się około dziesiątej, a zbliżała się już siedemnasta. Urocza kobieta, która dbała o pacjentów w tej części polowego szpitala, co jakiś czas pochylała się nad nim, sprawdzała mu tętno, reakcję gałki ocznej na światło i próbowała was uspokajać. Mówiła, że z waszym przyjacielem na pewno wszystko będzie w porządku, przecież was też spisywano tutaj na straty, odkąd doniesiono tu wasze chciała z Polany Ognisk, a wy obudziliście się jak gdyby nigdy nic. Niestety, chociaż nim znikała za kotarką oddzielającą was od innych pacjentów, bardzo starała się sprawiać pozory pewnej swoich słów, Mavelle usłyszała gdzieś z oddali, jak rozmawia o przypadku Atreusa z kimś innym niż uzdrowiciel. O ile jej słuch nie mylił (a szczerze mówiąc - nietrudno o to, na tym etapie we wszystko mogliście powątpiewać) był to chyba sam arcykapłan. Potwierdzeniem tego, że nie były to majaki, było pojawienie się kaznodziei w waszej części namiotu. Macmillan pochylił się nad Atreusem, wykonał kilka dziwnych ruchów, nie witając się z wami wcale i całkowicie skupiony zawołał na miejsce swoją córkę.
- Zorganizuj transport, Gennie.
Mąż Isobell nie był człowiekiem rozmownym i wcale nie chciał udzielić wam informacji dotyczących tego, co właściwie stało się z Atreusem... a może po prostu tego nie wiedział? Poinformowano was tylko, że nie była to wcale sprawa dla uzdrowiciela, a dla doświadczonego spirytysty, ale w jaki sposób tenże spirytysta miałby go ocucić, pozostawało wielką zagadką, niewypowiedzianą nawet wtedy, kiedy zabierano stąd wpierw Bulstrode'a, późnej jego łóżko.
Zostaliście tutaj w trójkę aż do wieczora, kiedy mogliście wreszcie stanąć na nogi o własnych siłach, ale z tego miejsca musieli odebrać was bliscy. Nie mogliście wrócić do domu teleportując się lub za pomocą sieci fiuu - jeżeli nikt was stąd nie odbierze, poczekajcie na pojawienie się Błędnego Rycerza.
Rozgrywkę możecie rozpocząć od dowolnego momentu tej historii. Mistrz Gry nie będzie jej z wami kontynuował. Zaproście do niej kogo tylko chcecie. @Victoria Lestrange @Mavelle Bones @Patrick Steward