• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek Sumienia - Pobudka, śpiochy

1972, Wiosna - 2 maja / Rachunek Sumienia - Pobudka, śpiochy
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#11
03.07.2023, 00:26  ✶  
W chwili, w której Patrick stracił równowagę, był już niemal przygotowany na spotkanie z podłogą. Własna niemoc uzmysłowiła mu jak źle z nim było i jak bardzo go ten fakt frustrował. Nie chciał tu przebywać. Nie chciał leżeć w łóżku. Nie chciał marnować czasu. Przecież już prawie (duże, bardzo duże, ogromne PRAWIE) doszedł do siebie. Zamrugał zaskoczony pojawieniem się Florence i rąk Florence na swoim ciele.
Florence. Florence. Florence. Florence. Zatańczyło mu w głowie. Jak dobrze, że nagle pojawiła się Florence. Czemu nigdy nie zdał sobie sprawy z tego, że była taka silna? Och, wiedział, że była psychicznie silna, ale fizycznie? Dźwigała teraz dużego, choć słabego jakby był bardzo chory, chłopa.
Obraz niebezpiecznie zadrgał mu przed oczami. Zatoczył się razem z nią, ale posłusznie skierował się z powrotem w stronę łóżka. Szumiało mu w głowie z wysiłku i ze zmęczenia. Drżał z zimna. Nie znosił, kiedy ktoś oglądał go takiego słabego, niemal jak dziecko. Klapnął tyłkiem z powrotem na łóżko.
- Muszę wysłać list – wyjaśnił, spoglądając na Bulstrode. – To bardzo ważne. I nie może czekać. Chodzi o to, co się tam stało – opisał bezsensu. Posłał falującej, wyostrzającej się i rozmazującej Florence błagalne spojrzenie. – Proszę, pomóż mi.
Albus Dumbledore nie powinien czekać. Był najpotężniejszym czarodziejem na świecie. Tylko on mógł coś zaradzić na to, co zrobił Lord Voldemort. Już trzeba było przygotowywać jakiś plan. Nie mogli marnować czasu. W zamroczonym umyśle Patricka działało to tak prosto.
Odwrócił głowę w stronę Mavelle, ale ta nie wyglądała na ranną. Na słabą, tak, ale nie na ranną lub duszącą się z braku powietrza. Przez chwilę poczuł wyrzuty sumienia, że chciała się za nim rzucić na ratunek. Posłał jej coś na kształt słabego, krzywego i niezbyt wesołego – ale jak miał nadzieję – szczerego uśmiechu. Doceniał to. Naprawdę to doceniał, ale miał również nadzieję, że w odróżnieniu do Victorii wiedziała czemu potrzebował sowy i zdawała sobie z tego, jak bardzo było to istotne i pilne.
Steward próbował połączyć kropki, ale chociaż nie był specjalnie głupim człowiekiem a wiele rzeczy zauważał szybciej od innych, teraz myślenie sprawiało mu niemal fizyczny ból. Był zmęczony i zmarznięty. Skupił się wysyłaniu dyrektorowi wiadomości i póki co, to była myśl przewodnia, która krążyła mu po głowie.
Ale czemu Mavelle nie mogła mówić? Chwilę temu mogła mówić. I to całkiem sporo. Podciągnął nogi na łóżko a potem z powrotem przykrył się kocem. Na łóżku było mu jednak lepiej i nie musiał obciążać swoją masą Florence (a on w odróżnieniu od uzdrowicielki nie był ani niski, ani drobny). Słowa Lestrange obijały się po jego umyśle, ale dla niego nie miały wielkiego sensu. Tam i tutaj były dla niego jednym i tym samym, nawet jeśli w swoich szczegółach dotyczyły takich różnic jak ciało i dusza. Nierozerwalna jedność i takie tam, przynajmniej w przypadku zwykłych ludzi takich jak oni.
- Voldemort coś na nią rzucił – powiedział wreszcie, jakby składając do kupy własne myśli.
Florence była uzdrowicielką i klątwołamaczką. Była też zdrowa. Z pewnością będzie wiedziała, co się dzieje. Patrick mocniej otulił się kocem.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#12
03.07.2023, 08:05  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2023, 08:06 przez Florence Bulstrode.)  
Florence zamarła przez chwilę, wodząc spojrzeniem między Patrickiem i Mavelle, jakby próbowała rozstrzygnąć, która potrzeba - pomocy czy sowy - jest pilniejsza. Jakiegokolwiek innego pacjenta, domagającego się sowy w takiej chwili, prawdopodobnie by zganiła, oczywiście w uprzejmy sposób, uświadamiając, jak absurdalna jest to prośba w obecnych okolicznościach. A jednak nawet Florence bywała trochę nepotyczna, bo w tym przypadku chodziło o Stewarda. Nie prosiłby o sowę tak, jak prosiło wielu innych rannych - by wysłać wiadomość do najbliższych, że żyje (i choć rozumiała te prośby, nie mogła im ulegać, sów było zaledwie kilka, przywiezionych tutaj przez Ministerstwo, by usprawnić komunikację, gdy nie dało się teleportować i w tej chwili latały jak szalony, ludzie musieli poczekać aż pojawi się ich więcej). Poza tym prosił ją o pomoc, i chyba poza braćmi był jedyną osobą, której prośbie w takiej sytuacji po prostu nie umiałaby odmówić. Skoro chciał tej sowy, to ona jakąś ją zdobędzie, wykorzystując po drodze wszystkie swoje znajomości, moc czystokrwistego nazwiska i spojrzenia wyćwiczonego na studentach Akademii oraz fakt, że na polanie uzdrowiciele byli naprawdę potrzebni. Choćby miała wydobyć tego cholernego ptaka spod ziemi.
- Co jest pilniejsze? Sowa czy pomoc? - spytała krótko i rzeczowo, wzrok utkwiwszy w Bones, jakby chciała ocenić jej stan samym spojrzeniem (choć w takich wypadkach, jak ten, nie było to oczywiście możliwe). Gdyby była w bardzo złym stanie, inni uzdrowiciele nie powinni stąd wyjść, ktoś powinien tutaj czuwać, ale Florence wiedziała też, że przez ten cały chaos nie wszystko działa tak, jak powinno. Drgnęła, gdy usłyszała, że Voldemort coś na nią rzucił. Nie była tchórzem, ale samo to imię wywoływało w niej niepokój, a jeszcze wiedza, że ten coś zrobił... - Momencik - mruknęła, kiedy Patrick, na całe szczęście, znalazł się na łóżku. Podeszła do Mavelle, machnęła dwa razy różdżką, a potem przyglądała się jej ze ściągniętymi brwiami, jakby bardzo nie podobało się jej to, co widzi.
Ale Mavelle przynajmniej nie umierała. Nie w tej chwili. I faktycznie, do diagnozy… w tym wypadku… to chyba ona była jedną z najlepszych osób na tej polanie.
- To wymaga dłuższych badań. Wrócę z sową i zobaczymy, co się dzieje. Pergamin i rysik mam w torbie - poinformowała w końcu. Ciekawość klątwołamaczki i natura uzdrowicielki wzywały ją, żeby zajęła się Mavelle w pierwszej kolejności, bo przecież jakiś list mógł poczekać, ale... Z jakiegoś powodu wydobyła tylko ze swojej torby (niezbyt dużej, a jej zawartość była teraz żałośnie przerzedzona: Florence zabrała kilka eliksirów i bandaży na wszelki wypadek i okazało się, że nazbyt mało) zwitek pergaminu i rysik, by Steward mógł przygotować swoją wiadomość.
A potem wyszła szybkim krokiem z namiotu. Potrzebowała niemal kwadransa, ale zważywszy na okoliczności, to i tak był przyzwoity wynik.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#13
03.07.2023, 20:00  ✶  

Voldemort musiał zrobić coś paskudnego, skoro rzucone w Limbo, miało oddźwięk tutaj. Ale być może nie dało się oddzielać świata materialnego i niematerialnego. Świata tutaj i za zasłoną… Były ze sobą splecione ciaśniej niż się to wydawało – nawet jeśli nie widziało się tutaj pewnych rzeczy. Jak na przykład… Bliskich, którzy czekali na naszą śmierć. Okropna to była wizja i nic dziwnego, że tak wielu czarodziejów chciało odroczyć ostatnią godzinę życia. Tylko ile z tego wiedzieli na pewno, a ile im się wydawało? Ilu z nich wyruszyło do Limbo i wróciło? Ilu weszło tam nieświadomych miejsca, do jakiego się udają – jak Mavelle, Patrick, Atreus i Victoria? Bo kiedy Lestrange była pewna, że rytualny ogień to portal, to nie sądziła, że są to wrota do Limbo, ani że ich ciała zostaną na polanie, niemalże śpiące wokół ogniska.

To, że Mavelle nie mogła mówić to było… cóż. Mówić MOGŁA, bo jak inaczej by się z nimi komunikowała, ale najwyraźniej chodziło o coś innego. Nie mogła mówić. Mówić. Może czegoś konkretnego? O czymś konkretnym? Wszystko na to wskazywało, bo biorąc pod uwagę jej zachowanie i to jak urywała nagle zdania – dawała im jasno znać, że coś jest mocno nie tak. Tym bardziej, że kiedy Victoria zadawała jej pytania, Mavelle w końcu potwierdziła. Więc jednak. Jednak to, co wtedy się stało. Cokolwiek Voldemort zrobił, Mavelle miała kłopot, który ją frustrował. Znaczy cokolwiek… No rozumiało się samo przez się, że rzucił na nią klątwę. Prawdę mówiąc to dobrze, że byli tam z nią, bo jeśli i o tym miała problem mówić, to przynajmniej ktoś mógł wyjaśnić innym w czym jest problem.

Ale to, że Mavelle nie mogła mówić, wcale nie sprawiło, że Victoria odetchnęła z ulgą na to, ze nic jej nie boli. Bo to był problem. Dla niej, rzecz jasna.

Nie, nie rozumiała, co takiego było tak ważne, by pisać list i kto był tak ważny, by go otrzymać. Ale nawet gdyby rozumiała – to powiedziałaby to samo: że na zewnątrz panuje chaos, a takie wieści rozchodzą się szybko, więc już pewnie wszyscy wiedzą co się stało. To znaczy… zakładała, że to co innego niż proste „żyję” do mamy, babci, kochanki czy kogo tam. To mogło poczekać. Musiało poczekać. Jeśli któreś z nich nie mogło wytrzymać, to przecież… mogli zjawić się w Dolinie by pomóc… w czymkolwiek trzeba było pomóc – bo usłyszane strzępki rozmów to jedno, a zobaczyć skalę problemu na własne oczy to drugie. Tym niemniej na pytanie Florence była gotowa odpowiedzieć, że co to w ogóle za pytanie – bo oczywistym chyba było, ze ważniejsza jest pomoc, a nie jakieś widzimisię z sową, natomiast zostawiła tę uwagę dla siebie. Po prostu nasunęła koc prawie po nos i obróciła się na łóżku, zawijając w niego jak w kokon – rzecz w tym, że to też w niczym nie pomogło, bo nadal się trzęsła z zimna. Nie wiedziała teraz, czy to zimno to ze zmęczenia, zimna wokół czy… czy chodziło o to, że ledwie wyszli z tego żywi. Natomiast już słyszała jak mówiono o nich, że są zimni – proszę, już nadano im ksywkę i od razu każdy wiedział o co chodzi.

- Powiedział, że zostawi jej pamiątkę, żeby o nim pamiętała – dodała do słów Patricka, a jej głos był nieco przyciszony przez koc, który trzymała przy ustach po tym, jak go tak na siebie naciągnęła, a ręce schowane pod, przysunęła do twarzy. Nie wiedziała ile z tego było ważne, czy cokolwiek, ale pewnie lepiej było lekarce to powiedzieć niż nie.

- Wam tez jest tak cholernie zimno? – zapytała swoich towarzyszy, kiedy Florence wyszła. A gdy wróciła – przynajmniej ze strony Victorii nie było żadnej zmiany, bo nawet nie zmieniła pozycji.

broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#14
04.07.2023, 17:00  ✶  
Własna niemoc frustrowała tak samo - jeśli nawet nie bardziej - od odkrycia, że nie mogła mówić. Co gorsza, wprawdzie nie dała temu jeszcze wyrazu, ale z brakiem możliwości nawrzucania Voldemortowi, ile się tylko da (i co z tego, że dzban jeden nie słyszy), wiązała się jeszcze jedna rzecz. Przypominało to trochę dawanie klapsa niegrzecznemu dziecku, tyle że ani on nie był jej ojcem, ani ona małolatą, którą należało przywoływać do porządku poprzez stosowanie takich metod.
  Insza inszość, że koniec końców efekt będzie zgoła odwrotny - przecież jej przez myśl nawet nie przejdzie zgięcie karku i wypowiadanie się o nim w ten sam sposób, co śmierciożercy; ba, każdą klątwę dało się prędzej czy później złamać (i cokolwiek to było - nie dopuszczała do siebie, póki co, możliwości, że być może będzie musiała się użerać z tym jakże niechcianym prezentem do końca życia), a wtedy... Tak. Wtedy pokaże. W ten czy inny sposób.
  W każdym razie, niemoc jak na razie prowadziła do podziwiania wirującego i rozmazanego sufitu, aż miała tego dość i po prostu zamknęła oczy licząc na to, że po chwili, kiedy ponownie je otworzy, wszystko się względnie unormuje. Względnie, bo do pełnej normalności to miała bardzo, bardzo daleko, czego była boleśnie świadoma.
  - Sowa - odparła za Patricka. Tak. Pytanie nie było raczej do niej skierowane, ale raz że miała świadomość, iż jeśli Patrick potrzebuje sowy tu i teraz, to w zasadzie nie powinno to czekać (no dobrze. Może jednak powinno. Chociażby do momentu, w którym przestanie być słaby jak nowonarodzony szczeniak, co nie może się na łapkach utrzymać; bo tylko tego brakuje, żeby w kwestii ważnej korespondencji zdawać się na innych), a dwa... - Żadnych badań - dodała zaraz, tonem sugerującym, że jeśli ktoś się zaraz odważy ją choćby dotknąć, to zaraz straci rękę.
  Szczegół, że była na to wciąż za słaba.
  Przynajmniej nie robiła awantury o te machnięcia różdżką - być może dlatego, że przypadły one na moment, kiedy nie oglądała świata?
  Ale tak, nie znała Bulstrode na tyle, żeby mogła jej bezwarunkowo w tej chwili zaufać. Ani innych uzdrowicieli, którzy się tu kręcili. Początkowo, oczywiście, nie szło zapobiec w żaden sposób badaniom, jakim została poddana, bo ciężko to robić, kiedy było się nieświadomym niczego bądź też poruszenie choćby małym palcem zdawało się być nadludzkim wysiłkiem.
  Ale czas mijał. Czuła się trochę lepiej.
  I mogła zacząć szczerzyć kły.
  Bo cokolwiek się z nią stało - nie chciała, aby ktoś, komu nie ufała w najmniejszy choćby sposób, miał możliwość zapoznania się z naturą tego czegoś. Zbyt niebezpieczne czasy, niepewność, dokąd trafi ta wiedza i tak dalej, i tak dalej - to nawet nie musiało być w pełni racjonalne, wystarczyło, że po prostu nie chciała i wolała lizać swoje rany w odosobnieniu. Nie tu, gdzie dosłownie wszystko było słychać; wystarczyło tylko nadstawić uszu.
  - Jakby już nigdy nie miało byc ciepło - mruknęła po chwili, odpowiadając Victorii. Tak. Zimno. Cholernie zimno. A koc nie pomagał ani trochę; równie dobrze mogłaby go nie mieć i - jak podejrzewała - nie zauważyłaby różnicy.
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#15
05.07.2023, 02:08  ✶  
Odpowiedź na pytanie Florence wcale nie była dla Stewarda taka łatwa jak powinna być. I kiedy sobie to uświadomił, poczuł irytację na samego siebie. W rzeczywistości, nie powinien się nawet zastanawiać, nawet przez chwilę wahać nad odpowiedzią, tylko od razu zgodzić się, że zdrowie Mavelle było istotniejsze. Dużo istotniejsze. Ale może przez własne osłabienie, nie myślał aż tak racjonalnie jak powinien. Albo też chodziło o to, co wydarzyło się tej nocy na Polanie Ognisk. Albo, że byli w limbo. Albo, że Voldemortowi udało się przejąć tę przeklętą moc ognisk. Albo był próżnym, zapatrzonym w sprawę egoistą, który zazwyczaj nie przyznawał się do własnego egoizmu, ale w chwilach słabości ten wychodził na jaw i puszył się, przesłaniając resztę osobowości Patricka.
Na szczęście to Mavelle podjęła za niego decyzję. Zamknął oczy, w myślach próbując ułożyć sobie jakieś spójne zdania, które powinien sklecić. Ale ułożenie ich było tak samo trudne jak zastanawianie się w tej chwili nad istotą życia i śmierci. Pokonywało go, upraszczając wszystko do kilku najbardziej banalnych słów. Trudno. Te będą musiały wystarczyć dyrektorowi.
- Dziękuję – powiedział miękko do Bones.
Po czasie, dotarło do niego, że mógł poprosić Florence o swetry albo o dodatkowe koce, albo o gorące termosy. Ale chyba nie powinien być aż takim egoistą, by w obliczu tego co się działo, żądać dla nich dodatkowych wygód. Zadrżał z zimna. Jeszcze mocniej otulił się swoim kocem.
- Może to z osłabienia? – podsunął.
Nie chciał myśleć o tym, że miałoby mu być zimno już zawsze. Najchętniej w tej chwili przytuliłby się do jakiegoś rozgrzanego głazu. I jeszcze trochę by pospał. I wypił kubek gorącej herbaty z miodem. Może nawet całe wiadro gorącej herbaty z miodem. Marzył o zaśnięciu w wannie pełnej gorącej wody. Mógł do niej trafić nawet w ubraniu.
Kiedy Steward otrzymał rysik i papier, po prostu skupił się na pisaniu. Obraz ciągle falował mu przed oczami, był przemarznięty i zmęczony, ale nie chciał by okazało się, że nie przekazał jakiejś bardzo istotnej informacji dyrektorowi. Zwłaszcza, że sam czuł iż kiedy zaśnie to może przespać dużo więcej niż tą nieszczęsną godzinę, którą sobie obiecał.
- Florence to doskonała uzdrowicielka – dodał, gdy udało mu się dopisać wiadomość do końca. – Jest też klątwołamaczką. Będzie wiedziała co się dzieje – zakończył, pokładając jakąś taką gigantyczną nadzieję w umiejętności Bulstrode.
Kiedy wróciła z sową, zajął się przyczepianiem jej wiadomości do nóżki a później szeptaniu ptakowi, gdzie miał lecieć. A gdyby jakimś cudem Florence jednak zawiodła, być może Albus Dumbledore będzie mógł im pomóc.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#16
05.07.2023, 11:12  ✶  
Zdania, w sprawie tego, co było pilne, najwyraźniej były podzielone. Po pierwszym teście Florence jednak wymaszerowała – bo miała pewność, że badania Mavelle potrwają dużo czasu, i najpierw trzeba będzie przełamać opór pacjentki. Nie to, że jej nie rozumiała. Uzdrowiciele musieli badać ich już na wszystkie strony, i wciąż nie znaleźli sposobu na pozbycie się dręczącego tę trójkę chłodu.
Ani na przebudzenie czwartego.
Ta myśl wciąż tłukła się w jej głowie, kiedy prośbą, groźbą i podstępem walczyła o sowę. Wróciła z nią do namiotu po paru minutach – ptak był po prostu jednym z ministerialnych sów pocztowych, ale chwilowo ciężko było zapewnić coś lepszego. Przeszło jej przez myśl, owszem, że pewnie aurorzy chcieliby napić się czegoś ciepłego, i chętnie spróbowałaby im to zapewnić, ale w tej chwili, skoro sowa była aż tak pilna, a Mavelle najwyraźniej pamiątkę zostawił sam „Voldemort”, uznała, że musi ustalić priorytety.
- Sowa, Patrick – powiedziała, podchodząc do łóżka Stewarda. Wyglądał, jakby spał i może powinna po prostu pozwolić mu jeszcze odpocząć, ale upierał się, że to pilne. Obserwowała go przez moment uważnie, jakby po raz kolejny upewniając się, że nic mu nie dolega. Problem polegał na tym, że zasadniczo żadnemu z nich nic nie dolegało. A jednak z ich ciałami było coś nie tak.
Później, postanowiła. To nie była pora na pytanie. Ani proszenie o próbki krwi i tym podobne.
– To wiadomość do twoich dziadków? Jeżeli nie, spróbuję posłać im wiadomość za jakąś godzinę, dwie, kiedy dowiozą więcej sów – powiedziała zamiast tego, po czym odwróciła się ku Mavelle Bones. Ją mierzyła znacznie surowszym spojrzeniem niż to, którym obdarzyła Stewarda. „Żadnych badań”, co?
- Panno Bones – oświadczyła Florence. Ton miała opanowany. Na razie nie próbowała do niej nawet podchodzić, chociaż cofnęła się o krok od łóżka Patricka. Skoro szeptał adres ptakowi, najwyraźniej nie chciał, aby ktokolwiek usłyszał, dokąd ten ma lecieć. – Czy jakiś klątwołamacz już zbadał panią pod tym kątem? Bo jeżeli nie, to rozumiem, że zamierza pani napisać list do… Voldemorta… - Zawahała się na ułamek sekundy nim użyła tego imienia, bo mimo wszystko Florence nie była wojowniczką, a Mroczny Pan wzbudzał w niej pewną grozę. Zrobiła to jednak, bo bardzo nie lubiła ulegać, a oni stawiali mu czoła tej nocy. Skoro nie bali się zaryzykować życia na tej polanie, ona nie mogła bać się przed nimi użyć jego imienia. – Z uprzejmym zapytaniem, czy klątwa nie będzie postępować i pani nie zabije, nie okaże się zaraźliwa i nie zmusi pani na przykład do uduszenia kogoś we śnie? – wyrecytowała sucho. – Bo w tej chwili mogę powiedzieć tylko dwie rzeczy. Po pierwsze, ciążące na pani przekleństwo nie jest związane ze stanem, w jakim wszyscy się znaleźliście. Po drugie, to najpotężniejsze zaklęcie, jakie widziałam. Włącznie z takim, które zesłało jednego z moich pacjentów w otchłań wieloletniego snu.
Tamtą klątwę, była pewna, zdołałaby złamać, gdyby tylko dostała przedmiot, za pomocą którego ją rzucono. Tutaj? Nie umiała powiedzieć wiele, póki nie przeprowadzi dokładnych testów, ale była więcej niż pewna, że problem był poważny. I zbadanie Mavelle, zdiagnozowanie objawów oraz ustalenie dokładnych okoliczności były kluczowe, jeżeli w ogóle chcieli myśleć o przełamaniu tej klątwy w przyszłości.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#17
05.07.2023, 21:50  ✶  

Uważała za skrajnie nierozważne wysunięcie na priorytet sowy nad zdrowie osoby, na którą największy czarnoksiężnik obecnych czasów (bo tak spokojnie można było go nazwać) rzucił klątwę (bo cóż innego mogło to być?), ale była ewidentnie w mniejszości i nie miała siły się z nimi wykłócać o to, że nie znając dokładnej natury zaklęcia ani co właściwie się wydarzyło – wybierają jakąś bzdurną wiadomość. Nie po to chyba tak walczyli, by teraz poświęcać życie ich towarzyszki. Może przesadzała, ale Victoria zawsze sporo rozmyślała i analizowała, brała pod uwagę rzeczy, które mogły się wydawać oczywiste, ale ludzie jakoś lubili pomijać. A z ta klątwą nie wiedzieli nic. I najwyraźniej badający wcześniej Mavelle medycy też gówno wiedzieli, bo nawet ją nie ostrzegli, że może być z nią coś nie tak bardziej niż z całą resztą. Medycy od siedmiu boleści… 

Wydała jednak z siebie odgłos na pograniczu parsknięcia i prychnięcia, kiedy Mavelle stwierdziła, że nie chce żadnych badań.

- Nie bądź niemądra, Mavelle. Nie wiesz co ci jest. Ktoś musi cię zbadać. A co jeśli to niebezpieczne? – mruknęła od swojej strony łóżka, kiedy Florence wyszła szukać sowy. Na Patricka zerknęła tylko na chwilę, ale widząc, że ten chyba modli się nad kartką papieru, swoje skupienie znowu przeniosła na Bones, względnie na sufit bądź ramę niewygodnego łóżka. - Co jeśli coś ci się stanie? W ten sposób na pewno mu się nie odwiniesz za ten numer, ani za wszystko inne co się stało – łatwo było jej powiedzieć, bo Victorii pozostało już tylko leżeć i udawać naleśnika. Było jej zimno, tylko tyle (wnioski i myśli póki co odsuwała na bok). Nie musiała się zmagać… z czymkolwiek dokładnie zmagała się Mavelle – choć przynajmniej udało im się dojść do źródła problemu. Nie rozumiała tylko co dokładnie się dzieje i czego niby nie może mówić.

Gdy Florence wróciła, skupiła swój wzrok na momencik na sowie, jaką ze sobą przeniosła, a po chwili gotowa była mówić „a nie mówiłam”, albo kiwać głową na wszystko co mówiła Bulstrode do brygadzistki. Miała cholerną rację. Natomiast to, co powiedziała o klątwie, co udało jej się już ustalić, sprawiło, że Lestrange na moment zmroziło. Cokolwiek Voldemort zrobił – nie było piękne. Było obrzydliwe. I tym bardziej uważała, że Mavelle powinien ktoś porządnie zbadać, bo nie wiadomo jak to się w ogóle rozwinie.

broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#18
07.07.2023, 00:17  ✶  
- Drobiazg. Naprawdę – odparła cicho Patrickowi. Zwłaszcza że nie sądziła, aby klątwa miała ją zabić; umierająca się czuła i bez niej, więc w sumie na jedno wychodziło. No dobrze, może nie aż tak umierająca – teraz było już lepiej niż wcześniej, niemniej do ideału nadal wiele brakowało.
  Przy czym miała bardzo brzydkie podejrzenie, że ideału osiągnąć się nie uda. Nadal pozostawało to cholerne zimno… cóż. To nie tak, że nie zostali ostrzeżeni, prawda? A jednak, wybrali.
  I ostatecznie zrobiłaby to znowu i znowu, za każdym razem, gdyby cofano czas. Nawet jeśli uważała, ze zawiedli, a może zwłaszcza dlatego, by podjąć kolejne próby zdążenia na czas? Bo mimo wiedzy, że przyjdzie zapłacić za to cenę – choć jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak wysoką – to po prostu istniały rzeczy, które trzeba zrobić.
  - Może? – mruknęła bez większego przekonania. Bo żyła już trochę na tym świecie i trochę swoje ciało znała. I wiedziała, jak reaguje na osłabienie – A może… przeszliśmy próby zbyt dobrze – podsunęła, przypominając ostrzeżenie, jakie im podarowano.
  Generalnie w tej chwili poczuła, jakby głaskano ją pod włos. Poczynając od Florence, idąc przez Victorię, na Patricku kończąc. Tak, każde z nich na swój sposób miało rację – to musiała przyznać sama przed sobą – ale też po prostu wszystko się sprzeciwiało poddaniu badaniom. Zwłaszcza w tym miejscu. Zwłaszcza teraz, kiedy na dobrą sprawę pragnęła jedynie świętego spokoju – i wiedzy o tym, że wszyscy najbliżsi przeżyli i mieli się dobrze.
  Niestety przepływ informacji nie był tak dobry, jakby sobie tego życzyła. Przynajmniej w tę stronę, w którą chciała, bo w drugą… o tak, niby wszędzie chaos i mało kto miał czas przystanać, żeby nasłuchiwać, co się tu dzieje, to jednak miała bardzo brzydkie podejrzenia. Raz, ich zimno wzbudzało zainteresowanie. Dwa, trudno mówić o porządnych ścianach, które zapewniałyby odpowiednią prywatność. Trzy, nie wierzyła, że ktoś nazbyt ciekawski zatrzymałby sprawę dla siebie.
  No bo hej, najprawdziwszy hit: nie dość, że wróciła z Limbo, to jeszcze wróciła z „prezentem” od Voldemorta! A mógł zabić. Czy coś.
  - Czyli mówisz, że można jej zaufać – mruknęła cicho. Victorii nie odpowiedziała, poprzestając na zgrzytnięciu zębami w duchu. Tak. Zdecydowanie brała ją pod włos, nawet jeśli, w ostatecznym rozrachunku miała rację. To mogło być niebezpieczne, z drugiej strony, „pamiątka”? Pamiątka to coś, co nieustannie przypominało i uprzykrzało życie, zatem: czy powinna być jednocześnie czymś, co zagrażało? Bo co to byłaby za kara, gdyby po prostu od niej zginęła? Równie dobrze mógł się jej, zapewne, po prostu pozbyć.
  Gdy Florence wróciła, Mavelle oglądała swoje powieki od spodu. Nie, nie spała jednak, o czym świadczyło choćby zaciśnięcie warg, gdy Bulstrode wyskoczyła z pisaniem listu. Zaraz też błysnęło ciemne spojrzenie; uważne, oceniające – przynajmniej na tyle, na ile mogła w tej chwili widzieć. Bo wzrok nadal pozostawiał wiele do życzenia, co frustrowało, tak jak i wiele innych rzeczy.
  - A czy mogłybyśmy się tym zająć… w bardziej prywatnym miejscu? – spytała w końcu, unosząc się na łokciach. I tylko tyle – nie kwapiła się raczej do wyskoczenia z łóżka...
Obserwator
Nie możesz winić lustra za to, że odbicie ci się nie podoba.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Patrick ma ciemne włosy i ciemne oczy. Najczęściej na jego twarzy gości trzydniowy zarost. Jest wysoki, ale nie przesadnie (ok. 185 cm), raczej wysportowany. To ten typ, który rzadko można zobaczyć w garniturze, bo woli ubrania wygodne, które nie krępują jego ruchów. A poza tym garnitury wyróżniają się w tłumie a on lubi się z nim stapiać. Dużo się rusza. Chociaż w towarzystwie potrafi sporo mówić i często żartować, zdaje się, że równie dobrze odnajduje się w swoim własnym towarzystwie. Często można go zobaczyć szkicującego coś namiętnie. Wieczorami można go czasem spotkać w barach. Zawsze wtedy siedzi gdzieś w rogu.

Patrick Steward
#19
08.07.2023, 13:26  ✶  
Patrick pokręcił głową. Znaczy tak, tak, oczywiście, że tak, powinien powiadomić dziadków. Ale dziadkowie, chociaż kochał ich do szaleństwa, byli tylko zwykłymi czarodziejami, którzy na pewno nie mieli tak ogromnej wiedzy jak Albus Dumbledore. No i trzymali się na dystans od konfliktu z Lordem Voldemortem. Nie miał prawa ich angażować.
- Dziękuję – odpowiedział Florence. – Nie, to nie do moich dziadków.
Nie ingerował w rozmowę między Mavelle a Victorią. Najpierw zbyt skupiony na skleceniu kilku słów, potem gdy mógłby się wreszcie odezwać, nie do końca przekonany czy powinien. O ile jeszcze gotów byłby porozmawiać z Mavelle i próbować perswadować jej by nie uciekała przed badaniami, o tyle nie chciał tego robić w obecności Lestrange. I nie, nie dlatego żeby Victoria zrobiła coś niewłaściwego. Steward wolałby, mimo wszystko, nie pokazywać jej jak blisko był z Mavelle i, że na swój sposób, mógłby na nią wpłynąć.
Po prostu przyczepił wiadomość do nóżki sowy, wyszeptał jej do kogo ma frunąć i pozwolił odlecieć. Następnie ułożył się na boku, szczelnie przykrywając kocem. Leżał, próbując się ogrzać. Słuchał tego, o czym rozmawiała reszta kobiet. Szczęście, że Florence – i znowu jej imię dziwnie zatańczyło mu w myślach – sama sobie ze wszystkim poradziła.
Florence naprawdę potrafiła być niezastąpiona.
- Mhm – przytaknął, coraz bardziej senny. Powieki coraz bardziej mu opadały. Chciał jeszcze uczestniczyć w rozmowie, ale nie bardzo miał na to siły. – O, to dobry pomysł – podsunął znowu, tym razem na słowa Mavelle o odrobinie prywatności.
Nie miał zielonego pojęcia jak wyglądały takie badania, ale nie dziwił się, że brygadzistka nie chciała się im poddać w namiocie, do którego niemal każdy mógł wejść ot tak i to na oczach dwójki świadków.
Powieki opadły mu do końca. Naprawdę nie chciał zasypiać, bo może Mavelle naprawdę groziło w tej chwili jakieś niebezpieczeństwo, po prostu… po prostu… po prostu… po prostu spełnił swój obowiązek wobec Zakonu Feniksa i był okrutnie zmęczony. I nie znał się w ogóle na klątwach a ona była w ciepłych rękach najlepszej specjalistki jaką znał. W ciągu kilku sekund usnął.
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#20
08.07.2023, 13:39  ✶  
Florence zmierzyła Mavelle kolejnym, uważnym spojrzeniem. Musiała przyznać, że – prawdopodobnie – klątwa nie powinna zabić jej w ciągu najbliższej godziny, inaczej uzdrowiciele nie pozostawili by tutaj kobiety całkiem bez opieki. A ona sama też miała jeszcze paru pacjentów, wymagających pilniejszych interwencji lekarskich. Nawet jeżeli wcale nie chciała opuszczać namiotu, i wolałaby zostać z Patrickiem i dopilnować przenosin brata.
Była jednak uzdrowicielką. Nieważne, jak mocno serce wyrywało się do nich, inni pacjenci potrzebowali jej bardziej.
- Niech się pani prześpi. Wrócę za jakiś czas, może uda się nam zapewnić więcej prywatności – powiedziała, bo akurat to, że Mavelle niekoniecznie chciała, by ktoś usłyszał zbyt wiele, było dla uzdrowicielki doskonale zrozumiałe.
Odruchowo pochyliła się i lepiej otuliła Patricka okryciem, gdy zasypiał.
– Spróbuję też podrzucić jakieś dodatkowe okrycia – mruknęła, chyba bardziej do siebie niż do nich. Słyszała różne szepty innych magomedyków i bardzo się jej one nie podobały. Podobnie jak to, że gdy łapała Patricka, miała okazję zauważyć, że jest wychłodzony – i przy braku dalszych badań, w jej oczach wyglądało to tak, jakby dostali hipotermii. Nic nadzwyczajnego, zważywszy na to, że spędzili noc w centrum nawałnicy, nieprzytomni, po tym, jak stało się…
…coś.
Coś złego.
Pytania cisnęły się na język, ale ich nie zadała. To nie był na to czas ani miejsce. Być może ten czas nie nadejdzie nigdy. Bo nawet Florence domyślała się, że to, co się tutaj stało, niekoniecznie jest czymś, o czym będą chcieli i mogli dyskutować.
– Nie będę wam na razie przeszkadzać – powiedziała, odrywając wreszcie spojrzenie od śpiącego Stewarda, po czym skierowała się do wyjścia z namiotu.
Miała przed sobą jeszcze bardzo, bardzo dużo pracy, jak każdy uzdrowiciel w tym przeklętym lesie.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Eutierria (592), Florence Bulstrode (1747), Mavelle Bones (2921), Patrick Steward (2194), Victoria Lestrange (3141)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa