05.07.2023, 00:17 ✶
Daisy stanęła jak wryta. Wyciągnęła rękę w stronę Darcy’ego, na wszelki wypadek zagradzając mu drogę. Przez kilka sekund obserwowała spłoszonego hupogryfa w milczeniu, w głowie przypominając sobie wszystko, co jeszcze pamiętała ze szkoły o tych stworzeniach. Jak na ironię, pierwsze o czym pomyślała to, że jadły fretki i bardzo je lubiły. Dobrze, że ani ona, ani brat nie byli fretkami. A druga myśl, równie nieprzydatna co pierwsza krążyła wokół zaklęcia zwodzącego i tego, że pewnie w tej chwili i tak nie działało.
- Co on tu robi – wymamrotała skonfundowana. – To hipogryf. I coś ma. No już, już spokojnie… - zaczęła, gdzieś w połowie wypowiedzi tracąc zainteresowanie Darcym i skupiając się na majestatycznym zwierzęciu, które mieli przed sobą. Chodzące skrzyżowanie orła z koniem robiło niebagatelne wrażenie. Jeszcze bardziej, gdy patrzyło się na nie w ciemnym lesie a nie na polanie lub lecące po niebie. – Jeśli się przed nim pokłonimy, to może odda nam tę… torebkę? Tak, tę torebkę – powtórzyła nieco pewniej, ciągle mocno skupiona na hipogryfie.
Wystąpiła do przodu. Może i chciała być bardzo odważna, ale tak naprawdę to wcale nie była odważna. Była zwyczajna. A chwilami nawet nieco tchórzliwa. A teraz wcale nie uśmiechało jej się by magiczne zwierzę ją zaatakowało lub by zaatakowało jej brata. Tylko znowu zwyciężyła w niej nie rozwaga, ale ciekawość.
Przełknęła ślinę. Zamarła. Zmierzyć się z takim hipogryfem to było niebyle co. O, dzielna rycerka Daisy, mogła w jej wyobraźni dosiadać takiego, ale ta z rzeczywistości, Daisy dziennikarka, właśnie próbowała się z nim mierzyć. I zdawała sobie sprawę, że nie była to łatwa przeprawa.
- Pokłoń się przed nim. Tylko patrz mu w oczy. Nie okazuj słabości – rzuciła półgębkiem do Darcy’ego. A potem dokładnie wykonała własne polecenie.
Nie mrugała. Nie okazywała lęku, choć korciło ją by się wycofać i obejść stworzenie, jeszcze bardziej chciała zaskarbić sobie jego szacunek.
Rzucam na Charyzmę.
- Co on tu robi – wymamrotała skonfundowana. – To hipogryf. I coś ma. No już, już spokojnie… - zaczęła, gdzieś w połowie wypowiedzi tracąc zainteresowanie Darcym i skupiając się na majestatycznym zwierzęciu, które mieli przed sobą. Chodzące skrzyżowanie orła z koniem robiło niebagatelne wrażenie. Jeszcze bardziej, gdy patrzyło się na nie w ciemnym lesie a nie na polanie lub lecące po niebie. – Jeśli się przed nim pokłonimy, to może odda nam tę… torebkę? Tak, tę torebkę – powtórzyła nieco pewniej, ciągle mocno skupiona na hipogryfie.
Wystąpiła do przodu. Może i chciała być bardzo odważna, ale tak naprawdę to wcale nie była odważna. Była zwyczajna. A chwilami nawet nieco tchórzliwa. A teraz wcale nie uśmiechało jej się by magiczne zwierzę ją zaatakowało lub by zaatakowało jej brata. Tylko znowu zwyciężyła w niej nie rozwaga, ale ciekawość.
Przełknęła ślinę. Zamarła. Zmierzyć się z takim hipogryfem to było niebyle co. O, dzielna rycerka Daisy, mogła w jej wyobraźni dosiadać takiego, ale ta z rzeczywistości, Daisy dziennikarka, właśnie próbowała się z nim mierzyć. I zdawała sobie sprawę, że nie była to łatwa przeprawa.
- Pokłoń się przed nim. Tylko patrz mu w oczy. Nie okazuj słabości – rzuciła półgębkiem do Darcy’ego. A potem dokładnie wykonała własne polecenie.
Nie mrugała. Nie okazywała lęku, choć korciło ją by się wycofać i obejść stworzenie, jeszcze bardziej chciała zaskarbić sobie jego szacunek.
Rzucam na Charyzmę.
Rzut Z 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!