• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[ Marzec 1972 ] – Dellian & Philip

[ Marzec 1972 ] – Dellian & Philip
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#1
27.03.2023, 18:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.09.2023, 09:33 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Philip Nott - osiągnięcie Piszę, więc jestem

18.03.1972

Sobota po południu to idealny dzień na ciastko w klubokawiarni mojej kuzynki. Tak więc ubrałem się w ciuchy, które wybrał mi kot, zapiąłem koślawo guziki, ale już się przywykłem i nawet nie próbowałem robić tego poprawnie. Zawsze ktoś się znalazł, kto mi to poprawiał, więc z lenistwa korzystałem z tego. Teraz marzyła mi się taka obfita babeczka z dużą ilością kremu i owoców, a wiem gdzie takie dobre sprzedają. Do tego kawa i będę mógł posiedzieć, posłuchać rozmów innych osób. Czekałem na ten dzień cały tydzień.

Wszedłem do środka czując przyjemne, słodkie zapachy. Bell zniknął gdzieś w czeluściach kawiarni, a ja z pamięci ruszyłem zamówić wyczekiwane ciasteczko. Starałem się uśmiechać, być pozytywny, aby nie razić ludzi swoim defektem, aby mi nie współczuli, bo tego nienawidziłem najbardziej. Zamówiłem ciacho z owocami i dużą ilością kremu i usiadłem w swoim standardowym miejscu. O tej porze było tu sporo ludzi, ale jeden stolik ostał się samotny. Po kilku minutach idealny wypiek wraz z kawą wylądowały na moim stoliku. Powąchałem ciacho i wyczułem czekoladę. Na mojej twarzy wymalowało się niezadowolenie, więc podniosłem się z miejsca. Chciałem iść zwrócić swój wypiek, osoba, która tu pracowała chyba była niekompetentna. W momencie, gdy dałem krok do przodu będąc mocno wzburzonym uderzyłem w kogoś i moje ciastko wypadło mi z dłoni lądując jak, gdzieś pod naszymi stopami, albo co gorsza na naszych stopach lub jego stopach. 

— Na Merlina. – szepnąłem pod nosem. Jeszcze kłopoty były mi teraz potrzebne. Głowę miałem odrobinę spuszczoną, a kręcone włosy opadały mi na oczy.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#2
29.03.2023, 00:09  ✶  
W sobotnie popołudnie postanowił opuścić obecnie zamieszkiwaną kamienicę przy Ulicy Pokątnej i wyjść z domu na spacer zakończony w swojej ulubionej klubokawiarni na kawie i kawałku ciasta cytrynowego. Na krótko przed wyjściem przystanął przed zawieszonym w korytarzu lustrem, wsuwając dłonie do kieszeni grafitowych garniturowych spodni przytrzymywanych skórzanym brązowym paskiem. Przed nałożeniem płaszcza w szarym kolorze poprawił grafitową marynarkę i kołnierzyk czarnej koszuli. Na końcu ubrał czarne oksfordy. Standardowo upewnił się, czy zabrał ze sobą różdżkę, wypełnioną monetami sakiewkę i wieczne pióro.
Krocząc zatłoczoną aleją znalazł się w centrum uwagi swoich fanów, którym rozdał swój autograf, wymienił z nimi kilka uścisków dłoni i zamienił kilka słów, po czym ruszył w swoją stronę. Różowe ściany lokalu, do którego zmierzał, były dla niego widoczne z daleka. W końcu stanął przed drzwiami lokalu i po chwili p porzerzekroczył jego próg. Od zapachu tych słodkości mogło zakręcić się w głowie. Jego spojrzenie od razu spoczęło na tych oszklonych ladach, w których piętrzyły się te wszystkie łakocie. Dotarł do gablot i zlokalizował kawałek ciasta cytrynowego. Zamówił do niego czarną kawę.
Niosąc talerzyk z ciastem w prawej ręce i kubek z kawą w drugiej dłoni zmierzał do jednego z nielicznych wolnych stolików, kiedy jeden z klientów klubokawiarni wpadł prosto na niego. Spowodował tym prawdziwą cukierniczą katastrofę. Ciastko ozdobiło noszonego przez niego buta, zaś to cytrynowe przesunęło się niebezpiecznie blisko krawędzi talerza i pomknęło na spotkanie z podłogą. Rozlał również trochę kawy na na swoje palce i podłogę lokalu. Syknął cicho, gdy niepokorne krople gorącego napoju zetknęły się z jego skórą.
— Ale bałaganu narobiliśmy... to był ostatni kawałek ciasta cytrynowego, który udało mi dostać o tej porze. Może Pan miał więcej szczęścia ode mnie i nie kupił ostatniego ciastka zważywszy na to, że ono spadło na mojego prawego buta — Otaksował spojrzeniem tego mężczyznę, stojącego przed nim ze spuszczoną głową. Nie uszło to jego uwadze, że ten czarodziej dość po macoszemu podchodził do kwestii swojego wyglądu, chodząc w ubraniach z koślawo zapiętymi guzikami. Nie brzmiał na złego, bardziej na kogoś, kto został nie do końca mile zaskoczony i postawiony w stosunkowo niekomfortowej sytuacji.
— Mógłby Pan potrzymać moją kawę? Wyczyściłbym tego buta i zgłosiłbym zaistniałą sytuację obsłudze — Dodał rzeczowo. Może gdy zapanuje nad tą sytuacją to uda mu się uratować to wyjście. Na pewno ten czarodziej powinien mu to wynagrodzić. Na razie musi zdecydować w jaki sposób.
Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#3
07.04.2023, 22:08  ✶  

Słysząc męski głos poczułem jak po karku przeszły mi dreszcze delikatnego strachu. Czasami obawiałem się takich sytuacji, ponieważ wielu mężczyzn reagowało agresją, gdy ktoś uprzykrzał ich dzień. Nie należałem do osób konfliktowych. Tak, wpadałem w kłopoty zbyt często, a zwłaszcza jeśli chodziło o szkołę, ale w dorosłym życiu nie chciałem zostać przez kogoś pobity, zaatakowany, poturbowany. Starałem się żyć w dobrych relacjach ze społeczeństwem, ponieważ tutaj nie dostanę szlabanu, nie uratuje mnie żaden nauczyciel przed dręczycielami. Byłem skazany na siebie i swoją samodzielność.

— Przepraszam, najmocniej Pana przepraszam, na pocałunek dementora nie chciałem na pana wpaść.  Zapłacę za szkody. Czy jest jakiś sposób w jaki mógłbym panu zadośćuczynić za te szkody? – zapytałem ignorując umiejętnie fakt, że meżcyzzna nie był szczególnie wściekły. Nie był nastawiony bojowo, a ja wpadałem niepotrzebnie w panikę. Uniosłem lekko głowę w całym tym amoku zapominając, że nie chciałem, aby ktoś mu współczuł przez mój brak wzroku.

— Chciałem je wymienić, bo ktoś zrobił błąd w moim zamówieniu. – odpowiedziałem mu delikatnie skołowany tym, że ten reagował ze spokojem.

Nie szczyciłem go spojrzeniem, ponieważ nie potrafiłem. Mój wzrok był po prostu zamglony, niewidzący, ślepy. Ktoś kto się nie przyglądał mógłby uznać, że jestem niewychowany, że nie patrzę na swojego rozmówcę, a ktoś spostrzegawczy od razu zrozumie całą tę sytuację.

— Tak. – odebrałem od niego kawę czekając, aż wszystko zostanie załatwione. Moje spanikowane serce zaczynało się uspokajać, a na twarz wyskoczyło zawstydzenie. Naprawdę nie radziłem sobie z tym, że nie mogłem funkcjonować jak normalna osoba i naprawdę przeszkadzały mi takie sytuacje jak ta, że nie mogłem normalnie nawet zjeść swojego ciastka.

— Naprawdę pana przepraszam, ale zapłacę za to ciastko i nawet kupię panu inne. Przykro mi, że był to ostatni kawałek, który pan chciał, ale może jakieś inne też będzie panu smakować. – wpadłem w słowotok. – Dobrze, że kawa się uchowała. – odpowiedziałem czując, że trzymam dosyć ciężki kubek kawy w rękach. Różdżkę schowałem do kieszeni, aby tym razem niczego nie zepsuć, ale automatycznie miałem totalnie zerowe pojęcie o przestrzeni wokół.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#4
22.04.2023, 00:29  ✶  

Tak wylewne przeprosiny nie były adekwatne do zaistniałej sytuacji. Nie spotykał się z tym zbyt często, aby przypadkowa osoba w kawiarni chciała zapłacić mu za wyrządzone szkody tak małego kalibru. To mogło mieć odzwierciedlenie w jego wcześniejszych słowach, użytych do wyrażenia ubolewania nad stratą ostatniego kawałka jednego ze swoich ulubionych ciast i spostrzeżenia dotyczącego ubrudzonego buta, który wymagał jedynie czyszczenia. A to było coś, z czym się uwinie raz dwa.

— Przeprosiny przyjęte. To było przypadkowe, zdaję sobie z tego sprawę. To nie będzie konieczne, by Pan płacił za moje ciastka. Może oferując miejsce przy stoliku? Ktoś właśnie zajął stolik, przy którym chciałem usiąść. Przejście na "ty" również byłoby mile widziane — Przyjęcie przeprosin było kolejnym najprostszym sposobem na opanowanie sytuacji. Niewidomy czarodziej dzięki temu powinien szybciej przejść nad tym do porządku dziennego, gdyż tak naprawdę nie było powodem do panikowania. Pieniędzy miał pod dostatkiem. Jego budżet nie odczuje skutków tego incydentu.

Zaproponowana przez niego rekompensata mogła wydawać się niestandardowa. Nie musiał nawet kłamać, bo faktycznie dwie czarownice zawłaszczyły sobie upatrzony przez niego stolik. Sam mógł uchodzić za zbyt bezpośredniego w tym momencie. Było to jego zamiarem. Porzucenie oficjalnej formy postrzegał jako znacznie wygodniejsze. Niepełnosprawność tego czarodzieja nie wzbudziła w nim współczucia. Potrafił rozpoznać, gdy ktoś tego poszukiwał. Jeszcze nieznany mu z imienia mężczyzna nie wyglądał na kogoś, kto potrzebował tego rodzaju wsparcia ze strony obcych sobie ludzi.

— Philip Nott — Przedstawił się pełnymi personaliami, z promiennym uśmiechem, uwydatniającym dołeczki w jego policzkach. Może i ten czarodziej nie był w stanie go zobaczyć, ale musiał cokolwiek o nim słyszeć. Jest bardzo znaną osobistością i jeśli ktokolwiek o nim nie słyszał to najpewniej będzie to osoba żyjąca w całkowitej izolacji. Quidditch był ich sportem narodowym i rzadko spotykał czarodziejów niebędących zainteresowanych tą dyscypliną.

Jednym z czynników, dla których tak chętnie poznawał nowe osoby bez względu na ich płeć, była ich atrakcyjność fizyczna. Ollivander spełniał to kryterium. Wydawał się też być całkiem uroczy. W miejscu publicznym, takim jak klubokawiarnia, nie mógł zagrać w otwarte karty w kwestii podrywu kolejnego przystojnego czarodzieja. Zarówno kariera, jak i reputacja były dla niego bardzo ważne i dlatego zachowywał stosowną dyskrecję w kwestii swoich preferencji odnośnie płci osób, z którymi się umawia. Ujawnienie tego aspektu jego życia prywatnego mogłoby zaprzepaścić wszystko to, co osiągnął do tej pory.

— A jakie chciałeś zamówić? Zamierzam złożyć kolejne zamówienie. Ta kawa nie może się zmarnować — Zdecydował się o to zapytać z tego względu, że zamierzał zamówić inne słodkości i może dołożyć wybrane ciasto dla tego czarodzieja. — Dziękuję — Dodał, gdy jego towarzysz zgodził się przejąć od niego filiżankę z kawą. W pierwszej kolejności wytarł materiałową chusteczką dłonie i jednym machnięciem różdżki oczyścił swojego buta z pozostałości ciasta czekoladowego Delliana, po czym schował różdżkę. Posprzątanie reszty bałaganu pozostawił, która stanęła na wysokości zadania.

Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#5
24.04.2023, 17:50  ✶  

Odetchnąłem, gdy mężczyzna przyjął moje przeprosiny i powiedział, że to nic takiego. Moja niezdarność kiedyś wprowadzi mnie w większe kłopoty niż zrzucone ciastko.

— Oh, tak! Jestem Dellian Ollivander. I zapraszam – odpowiedziałem szybko i wskazałem stolik, przy którym wcześniej siedziałem. Nadal był wolny, więc to mnie cieszyło. Imię mężczyzny światło mi w głowie i musiałem dłużej myśleć, aby skojarzyć to nazwisko, ale niestety nie interesowałem się meczami, gdyż nie mogłem ich oglądać. Czasem coś usłyszałem o jakichś wynikach i cieszyłem się jak nasza drużyna wygrywała, ale nie siedziałem zbyt głęboko w tym temacie.

— Grasz… w Quidditcha, czy źle kojarzę? – zapytałem dosyć niepewnie, ponieważ nie byłem do końca pewny.

Ja nie miałem kryteriów odnośnie osób do wspólnego korzystania z życia. Byłem dla każdej osoby, która tego potrzebowała. Lubiłem przede wszystkim miły tembr głosu, zapach, sposób mówienia, lubiłem dobrą wymowę słów, a na błędy językowe reagowałem skrzywieniem. Lubiłem ludzi dobrze wysławiających się, ponieważ wtedy czułem przyjemność z obcowania z drugim człowiekiem. Lubiłem intrygujące charaktery i osobowości. Wygląd był dla mnie ostatnią rzeczą na jaką zwracałem uwagę. Czasami przeszkadzał mi zarost u mężczyzn, więc wybierałem tych, którzy mieli przyjemną skórę, którą mogłem dotykać palcami.

— Chciałem ciastko z dużą ilością owoców i kremu – odpowiedziałem z uśmiechem. Poczekałem aż mężczyzna upora się z brudem pod postacią ciastka, a potem ruszyłem do stolika, gdzie odstawiłem kawę Philipa i odwróciłem się ku niemu. – To może zamów te ciasta dla nas, a ja potem po prostu zapłacę, nie chcę, aby ktoś mnie znowu oszukał. – westchnąłem ciężko i jeśli zgodził się na taką kolej rzeczy usiadłem do stolika.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#6
08.05.2023, 21:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.05.2023, 03:58 przez Philip Nott.)  

Skoro już poznał tożsamość tego czarodzieja to pozostawało mu tylko jedno. Tym bardziej, że dopiął swego. Nie było to jednak wybitne trudne, w końcu Dellian nie zapierał się rękami i nogami przed jego towarzystwem.
— Miło mi. Dziękuję — Odrzekł ze szczerym uśmiechem, kończąc na ten moment wymianę tego typu uprzejmości.

— W składzie najlepszej drużyny na świecie, Zjednoczonych z Puddlemere na pozycji szukającego. Jesteś fanem tego sportu czy może chodzi o nazwisko? Quidditch to wręcz rodzinny interes dla Nottów — W ten sposób potwierdził fakt bycia gwiazdą sportu, wybitnym szukającym legendarnych Zjednoczonych z Puddlemere. Quidditch to narodowy sport i do tej pory poznał mało osób, które nie są zainteresowane tą dyscypliną i nie uczestniczą w rozgrywkach jako widownia.

Zadane przez Delliana pytanie oraz ta niepewność w jego głosie mogły wskazywać na to, że należy do tego grona. Konotacje nazwiska z tym sportem były niepodważalne. Niemożność oglądania meczu z powodu utraty wzroku nie wykluczała uczestnictwa w nim z trybun, choć komentarze komentatora informujące przebiegu nie zastąpią wrażeń wizualnych. Lepsze to, niż nic.

— Poczekaj na mnie przy swoim stoliku. Zaopiekujesz się jeszcze przez chwilę moją kawą? — Poprosił tego czarodzieja z rozbrajającym uśmiechem. Nie miało znaczenia to, że rozmówca nie był w stanie zobaczyć jego twarzy. Należąca do niego kawa była w dobrych rękach. Co do tego się nie pomylił.

— Nie musisz się o to martwić. Zaufaj mi — Zapewnił Delliana, również prosząc go o odrobinę zaufania. Sprawa wydawała się nad wyraz trywialna, jednak potrafił dopilnować swojego zamówienia. Nie lubił też być oszukiwany. Zamierzał zapłacić za te dwa ciasta i nie zamierzał upominać się o zwrot pieniędzy za nie. Po wypowiedzeniu tych słów udał się do lady celem zamówienia tych dwóch ciast. Dla Delliana z kremem i owocami, dla siebie kawałek gorącej tarty melasowej z bitą śmietaną.

— Twoje ciasto. Owoce i krem — Powiedział w chwili stawiania przed nim talerzyka z ciastem, za które również zapłacił. Nie była to kwestia, która podlegała dyskusji w obecnej sytuacji.

— A Ty zajmujesz się...? W pierwszej kolejności przyszło mi na myśl, że pracujesz w zakładzie Ollivanderów na Ulicy Pokątnej, jednak może to być błędne założenie — Dopytał z uśmiechem po powrocie do stolika. Po zadaniu swojego pytania wreszcie napił się kawy i spróbował ciasta. Teraz mogli rozmawiać.

Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#7
11.05.2023, 20:05  ✶  

Gdy poinformował mnie o tym, że jest słynnym graczem pokiwałem z uznaniem głową.

— Słyszałem o tobie, ale nie nazwałbym siebie fanem gry. Czasem słucham o tym kto wygrywa, ale nie uczestniczę w kibicowaniu, ponieważ nie czuję przyjemności z krzyków na widowniach i radiach. Mam wrażliwszy słuch niż inni i to pewnie dlatego. – odpowiedziałem niepewnie mając nadzieję, że nie uraziłem go tym stwierdzeniem, ale nie miałem zamiaru go okłamywać. Jeśli szukał we mnie osoby, która będzie rozpływać się nad tym kogo to nie spotkała to grubo się mylił. Nigdy nie spotkałem też celebryty, ale miałem nadzieję, że nie każdy miał nadmuchane ego i oczekiwał, że każdy będzie na jego widok mdlał.

Potwierdziłem krótko, że zostanę z jego kawą i się nią zaopiekuję. Usiadłem przy stoliku i czekałem. Lekko podrygiwałem nogą czując jakiś dziwny stres związany z poznawaniem obcego mężczyzny, ale lubiłem ludzi. Lubiłem wśród nich przebywać i ciekawe było dla mnie to, że był znany. Czasami słyszałem o nim w radiu, od znajomych i w gazetach. Jako nazwisko nic mi nie mówił. Ludzi wolałem znać osobiście, a nie przez wspominanie ich imiona przez innych. Ciekawe jaki był, co lubił, czy grał w Quidditcha tylko dlatego, że był od Nottów, czy może uwielbiał ten sport? Ciekawe czy był jak Kenzie i nie widział nic poza grą? Zauważał ludzi? Mnie zauważył, więc może też lubił ludzi tak jak ja? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

W końcu usłyszałem jak się zbliża, potem dźwięk odkładanego talerzyka z ciastem na stoliku i informacja o tym, co dostałem. Przesunąłem dłoń do krawędzi naczynia, a drugą złapałem widelczyk. Uwielbiałem takie ciasta mimo, że w moim przypadku było wielkie prawdopodobieństwo, że się ubrudzę, ale często chodziłem w źle zapiętych koszulach i kamizelkach, więc kawałek kremu na ustach nie były mi straszne, ponieważ nie przywiązywałem do tego dużej wagi. Bell zawsze mnie o takich rzeczach informował.

— Dziękuję! – uśmiechnąłem się szeroko i nadziałem kawałek ciasta na widelczyk. Mężczyzna musiał się zapewne zastanawiać jak sobie z tym radziłem, ale tyle lat bez wzroku, że wprawiłem się świetnie w obsługę sztućców. Czułem krawędzie przedmiotów i ścian nie mogąc tego nikomu wyjaśnić. Po prostu tak było.

— Jestem klątwołamaczem w Brygadzie Uderzeniowej. Głównie siedzę za biurkiem i ścigam klątwy z przedmiotów, które Brygadziści znajdą na swoich patrolach lub w zgłoszeniach. Czasami idę też w teren, ale przez moją wadę rzadko się to dzieje. – odpowiedziałem i wsunąłem do buzi kawałek ciasta przymykając na chwilę usta. Wypieki Nory były wyśmienite. – A ty grasz w Quidditcha, bo to lubisz, czy raczej dlatego, że to rodzinny biznes? – zapytałem otwarcie.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#8
25.06.2023, 02:29  ✶  

Prawdę mówiąc to byłby zaskoczony, gdyby ktoś nie rozpoznawał go jako profesjonalnego zawodnika. Faktycznie większość spotkanych przez niego osób podchodziła często aż nazbyt entuzjastycznie na jego widok. Do tego przywykł. Okazało się, że jego rozmówca miał dobry powód ku temu, aby jednak nie uczestniczyć w rozgrywkach jako widz.

— Masz ku temu dobry powód. Są inne gry, chociażby gargulki czy szachy czarodziejów, które są znacznie cichsze — Odrzekł szczerze. Niejednokrotnie pokazywał, że czuł się lepszy od innych i nawet teraz mu się zdarzyło, ale nie było tak, że szczególnie przejmował się tym, że ktoś nie dostrzega tego i nie utrzymuje go w tym w tym przekonaniu. Po prostu nie musiał. Póki ktoś nie nadepnął mu na odcisk próbując dać mu do zrozumienia jakim jest bucem to nie zachowywał się jak dupek względem innych. Przynajmniej nie bardziej niż zwykle.

Przywiązywanie wagi do wyglądu wpływało na sposób, w jaki postrzegał ludzi. Już wcześniej zwrócił uwagę na nieodpowiednio zapiętą koszulę swojego rozmówcy, który zupełnym przypadkiem doprowadził do małej katastrofy. Zawsze doceni ogładę ze strony osoby, z którą zasiada przy stole. Przyjął to podziękowanie z lekkim uśmiechem.

Prawdę mówiąc to nie spodziewał się otrzymać takiej właśnie odpowiedz na zadane przez siebie pytanie. Dobrze wiedział, czym zajmują się łamacze, jednak sam proces ich zatrudniania i wymagania do pracowania w tym zawodzie stanowiły jedną wielką niewiadomą.

Nie powinno to nikogo zdziwić, że nawet nie podejrzewał tego iż Ministerstwo Magii zatrudniało na tak odpowiedzialne stanowisko niepełnosprawnych ludzi, umożliwiając im wykonywanie niebezpiecznego zawodu. Praca jak każda inna i każdy musi zarabiać, ale myślał prawdopodobnie jak większość czarodziejów. Nawet nie intencjonalnie. Żył na zupełnie innym poziomie, z często z dala od takich rzeczy.

— To bardzo odpowiedzialny i niebezpieczny zawód, nawet jak siedzisz za biurkiem. Co skłoniło Ciebie do wybrania tego zawodu? — Zdecydował się dopytać o to, co być może pozwoli zrozumieć mu motywy tego czarodzieja. Gdyby był na jego miejscu to wybrałby coś całkowicie bezpiecznego. Trudno powiedzieć, co to mogłoby być. W oczekiwaniu na odpowiedź, zjadł tkwiący na jego widelczyku kęs ciasta.

— Bo to lubię. Dla moich krewnych to rodzinny biznes. — Odrzekł. Pasję do Quidditcha zaszczepiono mu już w dzieciństwie i tego się trzymał. Nie mógł jednak zignorować wpływu rodzinnego biznesu na pewien etap w jego życiu w początkach kariery i skomplikował relacje ojcem. O tym jednak nie będzie opowiadać.

Niewidomy Kochanek
Don’t know what’s next
I want to feel the light
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Dellian ma zamglone, jasne oczy i od razu po spojrzeniu w nie, dociera do ciebie, że masz do czynienia z osobą niewidomą. Ma dłuższe, kręcone włosy, które często opadają mu na twarz. Zawsze ma w ręku różdżkę, która czasami drży, gdy chłopak zbliża się do przeszkód. Ubiera się w jasne koszule, które czasami są źle zapięte, ale można mu to wybaczyć, prawda? Na to narzuca ciemne kamizelki. Spodnie luźne, garniturowe. Ubrania wybiera mu kot, który ma naprawdę dobry gusty. Do tego wygodne buty, w których nigdy się nie przewróci, ani nie potknie, bo mógłby sobie naprawdę zrobić krzywdę. Mierzy 182 centymetry wzrostu, a waży 74 kilogramy.

Dellian Ollivander
#9
21.07.2023, 18:03  ✶  

Gdy wspomniał o szachach uśmiechnąłem się delikatnie. Szachy też nie były dla mnie ulubioną grą, bo trzeba było tam patrzeć, ale nie wypomniałem mu tego, gdyż sporo osób zapominało o tym, że nie widziałem. W sumie nie przepadałem za żadnym sportem, lubiłem słuchać jak inni czytają książki lub po prostu sam je czytać za pomocą dotyku. Sport zwykle polegał na patrzeniu i podziwianiu, a ja nie mogłem patrzeć. Podziwiałem ludzi – to fakt – lubiłem ich dotykać, sprawdzać fakturę ich skóry, poznawać przez dotyk i sportowcy pod tym względem też byli dla mnie atrakcyjni. Naprawdę dbali o swoje ciało, lubiłem zapach potu zmieszany z zapachem deszczu podczas porywistych meczów w Quidditcha, ale osobiście nie lubiłem siedzieć wśród widowni, bo za dużo było tam dźwięków.

Lubiłem nie mieć zapiętych koszul w odpowiedni sposób, bo czasami spotykałem pedantów, którzy lubili mnie poprawiać, a to zmuszało ich do bliskiego kontaktu ze mną. Lubiłem bliskość ludzi, bo wtedy czułem ich zapach, wiedziałem, czy o siebie dbają, czy jednak śmierdzą potem i niedbałością. Lubiłem peszyć ludzi i wprowadzać ich w zakłopotanie. Lubiłem to, że oceniali mnie przez pryzmat ułomności, myśleli, że jestem grzecznym, ułożonym i spokojnym chłopce, ale ja naprawdę uwielbiałem psocić, drażnić i posiadać ludzi.

– Zawsze miałem talent do wyczuwania klątw i fascynowało mnie to jak je ściągać. Motywy ludzi, którzy je nakładali też mnie interesowały, bo jaki można mieć cel w skrzywdzeniu innych? – odpowiedziałem mu dosyć krótko. – I nie chce czuć się słaby, a tu jestem przydatny i robię coś mocarnego – uśmiechnąłem się łobuzersko. – Lubię magię, lubię ją czuć, a przy klątwołamaniu to też w jakiś sposób pomaga – dokończyłem.

– To fajnie, mam... miałem przyjaciela, który grał w szkole w Quidditcha, lubiłem słuchać jak o tym opowiadał – dodałem, ale nie przestawałem się uśmiechać. Co chwilę dojadałem ciasto.

Lew Salonowy
Seeking to be whole
Driven by passion
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Philip to mierzący 173 cm wzrostu wysportowany mężczyzna. Niebieskooki blondyn, którego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach i promienny uśmiech. Jego znakiem szczególnym są dołeczki w policzkach oraz promienny uśmiech. Przywiązuje dużą uwagę do swojego wizerunku, dopasowując swój ubiór do każdej sytuacji. Roztacza wokół siebie aurę niezachwianej pewności siebie.

Philip Nott
#10
18.08.2023, 23:20  ✶  

Po trwającej kilka chwil rozmowie z Dellianem, zdołał dojść do wniosku, że rozmawia z naprawdę interesującym człowiekiem. Zwłaszcza, kiedy opowiadał mu o swoim talencie do wyczuwania klątw, swojej fascynacji ich łamaniem i motywami czarodziejów parających się nakładaniem klątw. Nie było to nic o czym miałby jakiekolwiek pojęcie. Zawarcie znajomości z wykwalifikowanym klątwołamaczem mogło okazać się przydatne. Pieniądze nie grały tutaj roli. Po prostu nie mógł przewidzieć tego, czy i kogo będzie potrzebować w danej sytuacji. Oczywiście, nie chodziło tylko o sprawy zawodowe. W końcu już wcześniej stwierdził, że Dellian jest przystojny. Mógł również okazać się dobrym przyjacielem, gdyby wyszli poza to jedno przypadkowe spotkanie, które miało miejsce w tym momencie. Trudno orzec, czy dojdzie do następnego.

— Jak wygląda wyczuwanie klątw? Lepiej się nie zastanawiać nad tym, co siedzi w głowach takich ludzi. Czy jak komuś zzielenieją uszy po dotknięciu cukiernicy to już klątwa? — Zapytał z zainteresowaniem. Nie za bardzo potrafił sobie to wyobrazić w praktyce. Czarna magia była dla niego zła i trzymał się od niej z daleka, jak powinien każdy rozsądny czarodziej. W ten sposób nie zamierzał nikogo skrzywdzić. W jakimś stopniu nie obraziłby się za taką klątwę, która sprawi, że jego brat będzie wygadywać głupoty w towarzystwie albo, że będzie mówić ludziom to, co o nich naprawdę myśli. Byłoby to zabawne tak długo, dopóki nie usłyszałby parę słów prawdy na swój temat.

— To dobre nastawienie. — Przyznał z lekkim uśmiechem.

— Od tego zwykle się zaczyna. Od pierwszej lekcji latania i grania w szkolnej drużynie. Choć ja umiałem już latać na miotle przed rozpoczęciem nauki i nie mówię tu o tych dziecięcych miotełkach. Uważam, że zakaz posiadania mioteł przez pierwszoroczniaków jest idiotyczny. Te szkolne są wysłużone, tragicznej jakości. Ciężko też jest przemycić miotłę do szkoły. Wierz mi, próbowałem. — Odparł na słowa swojego rozmówcy. Nie był na tyle wścibski, aby pytać o tego przyjaciela. Albo ze sobą nie rozmawiają od lat albo nie żyje. Jedno i drugie nie należy do miłych. Bycie Nottem zobowiązywało do tego, by umiał latać na miotle od dziecka. Odnośnie tego zakazu to jego stanowisko nie uległo zmianie. Podczas pierwszego roku nauki obowiązywały go tak jak innych uczniów lekcje latania, podczas których niemożebnie się nudził. Po drugie te miotły. Dramat. Jego zdaniem ich jedynym miejscem powinien być składzik woźnego, który będzie nimi zamiatać podłogę. Po zakończeniu swojego wywodu okazało się, że miał już pusty talerzyk. Bawił się widelczykiem, zastanawiając się czy może powinien zamówić coś jeszcze.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dellian Ollivander (1893), Philip Nott (2233)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa