• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[21 listopada 1970] Nastał czas ciemności | Laurent & Victoria

[21 listopada 1970] Nastał czas ciemności | Laurent & Victoria
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#1
17.08.2023, 20:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.04.2024, 14:43 przez Eutierria.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Laurent Prewett (Pierwsze koty za płoty, Ziewnięcie to bezgłośny krzyk), Victoria Lestrange (Pierwsze koty za płoty)

Scenariusz „Nastał czas ciemności”
21 listopada 1972
– Laurent & Victoria –



Zdawać by się mogło, że impreza z okazji bardzo okrągłych, bo sześćdziesiątych urodzin pani Atheny Slughorn, będzie wydarzeniem bardzo radosnym. Impreza… co ja piszę – nie było to żadne kameralne spotkanie, nic z tych rzeczy. Bardziej bal; kobiety w pięknych sukniach, mężczyźni w garniturach czy szatach wyjściowych, stoły zastawione przekąskami, ciastami i czymś tez bardziej wytrawnym, wina, szampany… Na miejsce zabranych kieliszków wnet pojawiały się nowe. Sala udekorowana była z przepychem, Slughornowie nie szczędzili pieniędzy, by pokazać na ile ich stać i jaka była ich pozycja, w końcu należeli do Nienaruszalnej Dwudziestki Ósemki.

I całkiem zgadzali się z poglądami Lorda Voldemorta. Tegoż samego, który kilka dni wcześniej ogłosił się Czarnym Panem. To powinien być bardzo wesoły bal, ale mimo tego, że Tom Riddle obiecywał, że utworzy nowy porządek, w którym to czystej krwi czarodzieje będą stali na samym szczycie, a szlamy i mugole – będą im usługiwać i wielu czarodziejów znajdujących się w posiadłości pani Atheny zgadzało się z obwieszczeniem Voldemorta, to w powietrzu… czuć było napięcie. Czuć było zapach przyszłej wojny, rebelii, jaką jeden z największych czarnoksiężników, a na pewno największy obecnych czasów – wypowiedział Ministerstwu.

Victoria też czuła to napięcie – czuła je w pracy przez ostatnie dwa dni i czuła je dzisiaj, w sobotni wieczór, kiedy wystrojona w dość prostą w kroju, za to jakże efektowną, czarną sukienkę z głębokim dekoltem i rozcięciem strategicznie ukazującym zgrabną nóżkę na wysokim obcasie, odłączyła się od plotkujących pań. Zatrzymała się przy długim stole i tacy, nie mogąc się zdecydować, lampkę którego wina wziąć. Miała przemożną ochotę zapalić. Nerwy i napięcie, jakie przyniosła ze sobą z pracy, były widoczne gdzieś w jej ruchach, kiedy mimowolnie bawiła się lewą dłonią zawieszką naszyjnika. Jej ciemne, prawie czarne włosy, miała gustownie upięte złotą spinką w wydawałoby się, ze niedbały, choć po bliższym spojrzeniu – całkowicie przemyślany sposób.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#2
17.08.2023, 21:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2023, 21:57 przez Laurent Prewett.)  

Świat wariował. Stawał na swoich cieniutkich nóżkach i chwiał się na nich. Bezsensownie. Tak jakby ułożenie się w jednym miejscu stanowiło kłopot. Tylko dla kogo? Dla ludzi? Dla fauny i flory? Światem rządziły siły, które rozumieli niektórzy, a nawet ci, co je pojmowali, nie byli w stanie wniknąć we wszystkie tajemnice. Zawsze było coś nowego do odkrycia, coś nowego do poznania. I coś nowego do zniszczenia. Osobą, która w tym wypadku pragnęła zniszczenia był Czarny Pan.

- Merlot*? - Victoria była niezwykle piękną kobietą. Gdyby nie to, że znali się z Hogwartu od mało korzystnej dla samego Laurenta strony to na pewno mrużyłby do niej swoje nienaturalnie niebieskie oczy, w którym zaklęto pieśń fal. Uśmiechałby się pewnie tak samo, jak teraz, ale z zupełnie inną intencją. Samo zbliżenie się do tej zjawiskowej kobiety było przywilejem, nie wspominając o tym, że przechodząc za jej plecami, czując delikatny zapach jej perfum, dotknięcie jednego z proponowanych tutaj win i możliwość nalania go, ach! - rarytas! I to, że znali się z Hogwartu, choć trafniej byłoby powiedzieć: mieli ze sobą tam do czynienia, nie wpływało na jego pogląd na tę niewiastę, dar samej Selune, zjawiskowe połączenie delikatnej skóry z puklami ciemnych włosów! Miało za to wpływ na to, że nie próbował walczyć o rzecz, która z góry wydawała się przegrana. Za dawnych lat stawał na baczność przy niej, kiedy rozstawiała wszystkich po kątach. I pewnie teraz też by na baczność stanął. Jednak tych kilka lat zrobiło wielką różnicę. On już nie był chłopczykiem, choć anielska, niewinna uroda go nie opuściła. Siłą jednak rzeczy dorósł. Tak jak ona dojrzała, jak purpurowa orchidea, taka delikatna w swoich podstawach i płatkach, jakie wyciągała ku słońcu. Egzotyczna. - Pinot Noir**? Czy może nie trafiam w gusta delikatniejszych i bardziej owocowych win? - Przesunął palce do drugiej butelki, trochę ją przechylając, żeby spojrzeć na datowany na nim rocznik. Dopiero wtedy spojrzał na samą Orchideę. Chłodną jak zazwyczaj.

Laurent ubrany był w garnitur jasno beżowy z ciemno-niebieskim krawatem i białą koszulą. Doskonale na nim leżał, nawet mimo tego, że jak na swoją wysokość był bardzo chudym mężczyznom. Szyty na miarę, przecież w tych kręgach nikt nie myślał, że mogłoby być inaczej. Uśmiechał się delikatnie, spoglądając spod kurtyny rzęs na Victorię. Zamyśloną, ale naprawdę chłodną? Wszyscy się zmieniliśmy. Każdego nas dotknęły nieszczęścia, choć te największe miały dopiero nadejść. Po opuszczeniu murów bezpiecznej szkoły - nagle uderzyła ponura rzeczywistość. Skończyły się wakacje i nie było już bezkarnych zabaw. O ile ktoś w rodzinie czystej krwi miał czas i miejsce na "bezkarność".

- Przy Pani urodzie kwiaty wpadają w zawstydzenie, Pani Lestrange. Tymczasem widzę Panią sam na sam z winem, wyraźnie zamyśloną... - Nie to, żeby humor Laurentowi dopisywał. Nie dopisywał. Sam nalał sobie jednego z tych mocniejszy, wytrawnych win o wyrazistym smaku, ale spojrzał również pytająco na Victorię. Gotów jej nalać, jeśli tylko na to pozwoli. Czy tego, co pije sam, czy jakiegokolwiek innego. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. Uznałem, że pomoc w wyborze trunku może się przydać. - Oczywiście to raczej był tylko pretekst. Bo zamyślenie to jedno. A to, że wydawała się w jakiś sposób... roztargniona? (o ile to dobre słowo) - drugie.



*Merlot - delikatny i lekko słodki
**Pinot Noir - wino musujące o owocowym posmaku lub w młodszych odmianach kwiatowym aromacie.


○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#3
17.08.2023, 23:03  ✶  

Ludzie się zmieniają oraz… zaskakują. Victoria po szkole poszła drogą, na której wielu ludzi wcale jej nie widziało. Powinna zostać sędzią – mówili. Prefektka, później Prefekt Naczelna, zawsze kulturalna, nie wahała się powiedzieć czegoś ostrzejszego i bardziej dosadnego nawet swoim kolegom ze Slytherinu, a jeśli trzeba było – im też odejmowała punkty. A potem została amnezjatorem i przez kilka lat zadawała się z mugolami by w swym powolnym i chłodnym żywocie zmienić zawód i wstąpić do BUMu. Teraz nie przywdziewała już munduru brygadzistki, ale nie była też aurorem – do tego brakowało jeszcze roku z małym hakiem. I tak… Pozory po prostu myliły, bo raczej mało kto się spodziewał, ze ktoś taki jak ona, dość statyczny, wycofany i godzinami przesiadujący nad księgami i wypracowaniami, w przyszłości zostanie aurorem, a teraz będzie w tym jedną nogą. Tak i Laurent się zmienił, wydoroślał. Z chłopaczka szukającego atencji zmienił się w mężczyznę, który sam potrafił odpyskować i sprowokować. Ale to było kiedyś. Jak było teraz? Po szkole mało mieli ze sobą do czynienia. To nie tak, że go nie lubiła. Raczej miała po prostu z tyłu głowy, że ten wąż ma łuski o różnorakim ubarwieniu. Wąż. Nie żadna owieczka, nie słodki zajączek – choć jego spojrzenie i uśmiech mogły właśnie przywodzić na myśl skojarzenia o takich niewinnych zwierzątkach. Bezbronnych niemal. Victoria wiedziała po prostu, że nie jest bezbronny. Czy zaś był kimś wartościowym czy nie – nie znali się na tyle, by mogła to ocenić. A lata minęły; zmienili się wszak oboje.

Uniosła spojrzenie znad butelek, obróciła nieznacznie głowę, bo oto obok niej, wyrósł jak spod ziemi, Laurent Prewett. To, że do niej w ogóle podszedł, mając na uwadze właśnie odległe zaszłości, było dla niej zaskoczeniem samym w sobie. Ale jak już zostało wspomniane – ludzie się zmieniają. A upłynęło… siedem lat. To nie było nic. To było tyle, ile uczyło się w Hogwarcie – drugie tyle. Światopogląd każdej jednostki potrafił drastycznie ulec zmianie, a Victoria… Miała wyjątkowo otwarty umysł. Widziała już różne dziwne rzeczy, tak w jednym zawodzie, jak i w drugim… A teraz w trzecim. Im dalej, tym było tylko gorzej. Gorzej, bo świat też się zmieniał. I zmienił ponownie – dwa dni temu.

- Zupełnie nie. Dzisiaj mam chyba… ochotę na coś mocniejszego – odpowiedziała mu z lekkim zawahaniem. Bo czy faktycznie miała ochotę? Ano… miała. I uświadomiła to sobie dopiero, gdy wymienił te dwa znacznie delikatniejsze smaki. Zwykle wolała coś słabszego, delikatniejszego. Ale dzisiaj… Dzisiaj nie. Dzisiaj zdecydowanie potrzebowała czegoś na rozluźnienie. Czegoś co podziała, a nie tylko zakręci.

- Nie śmiałabym przyćmić dzisiejszej królowej wieczoru – uśmiechnęła się nieznacznie. Nie wiedziała, czy to z grzeczności, czy faktycznie myślał tak, jak mówił, ale było to miłe. - Dziękuję, panie Prewett – leciutko skłoniła głowę w podziękowaniu, za komplement oczywiście. Nie za wino, które jej teraz nalewał. - Ach, tak… Wstyd się przyznać, ale można powiedzieć, że uciekłam. Znudziło mnie już wysłuchiwanie kolejnych plotek od pani Rowle – to akurat była prawda, ale niecała. Była zamyślona, ale nie z powodu plotek, których treść zdążyła już zapomnieć i wcale nie słuchała uważnie. Była zamyślona, bo w głowie ciągle miała pracę, a nie przyjęcie, na którym właśnie była. I gdzie powinna się trochę rozerwać. Zapomnieć. - Skąd, ani trochę. Pewnie stałabym tu jeszcze pięć minut zastanawiając się nad winem, a tak uświadomił mi pan czego pić nie chcę – więc pomógł. Wzniosła więc kieliszek z winem nieco wyżej, w niemym toaście i zmoczyła pociągnięte czerwienią usta.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
17.08.2023, 23:29  ✶  

Nie był pewien, co Lestrange robiła teraz ze swoim życiem, ale rzeczywiście jej trasa była zdumiewająca. Przede wszystkim tym, że kto by pomyślał, że tyle będzie szukała swojego ulubionego miejsca, w którym zostanie na dłużej? Nie zakończyła podróży między książkami, w zacisznym biurze, nie. Kontynuowała drogę tam, gdzie pojawiało się niebezpieczeństwo. Ale czy to jej czasem też nie pasowało? Zgadza się, nie znał jej. Tak niewiele wiedział o tej zjawiskowej piękności, która była istną ozdobą tego salonu. Czym żyła? Jaką ścieżkę wybrała? Czy podobało jej się to, co miała w drobnych dłoniach, czy może wadziło jej to? Łamało paznokcie, które piłowała starannie, żeby prezentować się jak miliony galeonów na spotkaniach takich jak to? Kiedyś była osobą, która naprawdę byłaby idealną sędziną. Albo przynajmniej kimś, kto właśnie robiłby to, co robiła w szkole - czyli rozstawiał ludzi, żeby znali swoje miejsce. Żeby wiedzieli, co robić, co można, a czego nie. Nie miał ją za nadmiernie towarzyską, ale spotkanie na przyjęciu wcale go nie dziwiło. Co za to wpasowało się w ten obraz Nocy Kairu, która zagościła nam w Londynie, to fakt, że stała przy tym stoliku, zamiast brylować w towarzystwie i czarować. Tak, dużo rzeczy się zmienia. Niektóre jednak nie. Jej stoicyzm chyba z nią pozostał. Z Laurentem pozostawało niezmiennie to, że miał tęczowe łuski skryte pod słodkim uśmiechem.

- Ach, akurat dzisiaj? Czyli mogę sobie dodać punkcik za trafienie w regułę, którą przetniemy wyjątkiem? - Lekki dowcip zabarwił jego wypowiedź, bo przecież to nie była żadna konkurencja ani żadna gra. Victoria wyglądała na taką osobę, której chyba normalnie nawet można nalać koniaku. Ale przecież przede wszystkim była też kobietą i nawet jeśli kiedyś stawał na baczność i robił wielkie oczy, kiedy pojawiała się Pani Prefekt, tak kojarzył ją też z tego: była spokojna. Stonowana. Wychodziła z tego przedziwna kreatura, która sprawiała, że alkohol dopasowywał się do charakteru. Albo raczej - osoby z konkretnym charakterem wybierały określony rodzaj trunków. Nieee do końca? Przynajmniej Laurent by tak tego nie ujął. Ludzie ze swoimi smakami potrafili zadziwiać. Zabawy w takie zgadywanki po określonych cechach to już była po prostu kwestia przeczuć i zgadywanka.

- Prosta elegancja, dobrana z takim smakiem, bardziej do mnie przemawia od barw królowej... ale też odważam się na te słowa tylko między nami. - Oczywiście - to zawsze była kwestia gustu. Nalał wino i złapał je od dołu tak, żeby Victoria bez problemu mogła oprzeć na przejrzystej, zgrabnej nóżce swoje palce, kiedy podawał je naczynie. I zanim sam złapał swoje, obracając się przodem do całego przyjęcia. Jakoś nie sądził, żeby przyszło im teraz obgadywać każdą kreację po kolei. Nie zaprzeczał, że Athena ubrała się fenomenalnie, chociaż za wielkiego znawcę mody się nie uważał. Moda miała jednak też to do siebie, że była sztuką. A sztuka... no cóż, każdy miał te ulubione obrazy i te, w których nie widział niczego poza paroma machnięciami pędzla. Pomijając rzeczozanwstwo, oczywiście, a zatrzymując rozważania na czystych upodobaniach.

- Przysiągłbym, że dzisiejsze szumy i ploteczki są wszystkim, żeby zdusić nerwy deklaracją pewnego czarnoksiężnika... - Powiedział w lekkim zamyśleniu i nawet zgubił przy tym swój zwyczajowy uśmiech. Nieczęsto z niego rezygnował. Ludzie byli "łatwiejsi" w obyciu, kiedy się do nich uśmiechało. Lata szkolne nauczyły Laurenta, że granice należy nauczyć wyznaczać. Swoje własne granice co do tego, na co sobie pozwalasz, a na co nie. Nauczyły go też tego, że jeśli słodko się uśmiechasz to możesz więcej dostać, albo inni będą cię traktowali łagodniej. Albo przynajmniej zaczną nie doceniać. - Cała przyjemność po mojej stronie. - Wzniósł lampkę w odpowiedzi i również upił łyka. - Mam nadzieję, że jest to toast, który naprawdę zaprowadzi nas do jaśniejszego czasu. Nie do czasu ciemności. - Bo nadzieję zawsze można mieć, a Laurent w swojej tęsknocie za utopiami, romantycznymi wizjami dobrego świata, miał tej nadziei całkiem sporo. Tylko z wiekiem jakoś umierała.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#5
18.08.2023, 20:17  ✶  

Nigdy nie była osobą, którą można by posądzić o wielkie brylowanie w towarzystwie. Tak, odnajdowała się w tym, nauczyła się tego przez lata, tego jak prowadzić niezobowiązujące rozmówki, jak się uśmiechać,  gdzie spoglądać… jak się ubrać. Bo wolała ubrać się sama niż pozwalać, by wtrącała się w to matka – a niestety czasami to robiła. Dzisiaj na szczęście pani Lestrange była myślami gdzieś zupełnie indziej, więc Victoria wszystko sama sobie podobierała – a i jej myśli gdzieś tam odlatywały… Niekoniecznie w miejsca, w które chciała się zapuszczać.

Przecież nie była dzisiaj w pracy, miała wolne, miała się odprężyć – na ile można się na takim przyjęciu zrelaksować. To wino miało jej w tym pomóc.

- Akurat dzisiaj – przyznała, a kąciki jej ust uniosły się nieznacznie. - Bardzo proszę, punkt dla pana, panie Prewett, za kompromitację reguły – konkurencja może to nie była żadna, ale gra – na pewno. Gra, w którą albo nauczysz się grać, albo pokonają cię i zjedzą na takich balach urodzinowych jak ten. Gra w towarzyskie interakcje, gra pozorów, gra słów, gra… Wielu rzeczy. Koniaku też by się napiła. Zwłaszcza dzisiaj. Pewnie pasowałby do czerni jej sukienki, ciemnych włosów i brązowych oczu, które teraz przypatrywały się czerwonemu jak szkarłat winu, gdy lekko zakołysała kieliszkiem, by pobudzić jego bukiet zapachowy i się nim nasycić jeszcze nim umoczyła usta.

- W takim razie lepiej mówić to bardzo cicho, bo jeszcze królowa balu gotowa usłyszeć – było to raczej wątpliwe. Pani Athena była daleko z tego miejsca i ona zdecydowanie brylowała, owijając się obrzydliwie drogim szalem z puffków, który dostała od kogoś w prezencie. Prawdą było jednak, że Victoria była daleka od obgadywania kreacji, sama nie wyznawała się wcale wielce na modzie, jeśli o nią chodziło, to lubiła podkreślać swoją talię, szersze biodra i jakże kobiecy biust, niekoniecznie patrzyła na to, by włożyć na siebie najnowszy krzyk mody. O ile ktoś nie wystroił się jak choinka na Yule, albo w jakiś inny kontrowersyjny sposób, to nie zwracała na to nadmiernej uwagi. Tak i ubrany w jasne kolory Laurent nie gryzł jej poczucia estetyki – żadnego komentarza więc nie zrobiła.

Victoria napięła się wyraźnie, gdy blondyn dość niewinnie zagaił temat deklaracji Voldemorta, ale trwało to ledwie kilka sekund. A może aż kilka sekund – w których Victoria nadal stała przodem do stołu i palety win, nim odetchnęła powoli, rozluźniła ramiona i również się odwróciła, by w milczeniu zlustrować otoczenie.

- Całkiem możliwe – odpowiedziała w końcu, ostrożnie dobierając słowa. - Wręcz powiedziałabym, że bardziej niż możliwe – przyznała mu rację, bo nerwowe uśmieszki wielu czarodziejów potwierdzały jego słowa: sytuacja była napięta i Victoria czuła to całą sobą tak w pracy jak i tutaj. Czuła to nawet w koniuszkach swoich prawie czarnych pukli. - Może to lepiej, że to przyjęcie wypadło właśnie dzisiaj. Ludzie mają okazję… dać upust emocjom – stwierdziła ostatecznie i leciutko zastukała bardzo kobieco wypiłowanymi i umalowanymi na czarno paznokciami. - Tego nam życzę – Victoria na moment przestała obserwować salę, a spojrzała w bok, na Laurenta, gdy ten toast, przed momentem jeszcze niemy, wzniosła. - Bez ciemności nie byłoby światła – stwierdziła filozoficznie i upiła dwa łyki wina. Nie było słodkie – i dobrze. Ale czuła pewien kwiatowy bukiet.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#6
18.08.2023, 23:18  ✶  

Ludzie to sztuka. Nieopisana, nienagrana, nienamalowana sztuka. Możesz ich wetknąć w papier, stworzyć ich historię piórem, nagrać o nich piosenkę i namalować ich obraz, ale nigdy nie uchwycisz ich całości. Najpiękniejsze było ponoć to, co najbardziej ulotne. Laurent miał skłonność do przechylania się ku akceptacji tego stwierdzenia. Najpiękniejsze z chwil, najpiękniejsze ze zjawisk i w końcu - najpiękniejsze z ludzkich zachowań były ledwo mignięciami. Najcenniejszymi, bo przemijającymi. Zachowanymi w kuferku pamięci, żebyś mógł je wyciągnąć na gorsze albo lepsze czasy. Można zatrzymać tę chwilę, w której wznoszone są lampki, kiedy uśmiechy jeszcze lecą, zanim temat uderza w chłodny ton, ale jej zatrzymanie nie zmieni jej przemijalności. Jeśli przetrzymasz coś za długo przestanie aż tak cieszyć, bo stanie się banalne. Najmilsza pieszczota zacznie przeszkadzać, bo zacznie cię już drażnić to "wygłaskane" miejsce. Być może inni odczuwali to inaczej, bo przecież co para oczu to inne spojrzenie - nie miał tej pewności. Mógł pytać i szukać odpowiedzi, ale nigdy nie będzie pewności, co tutaj tworzyło wyjątek, żeby reguła w ogóle mogła zaistnieć. To, co ponoć siebie kompromitowało.

- To była moja powinność. Skandal, że jeszcze żaden mężczyzna nie wypełnił tej posługi. - Nalania wina, rzecz jasna, bo tak, konkurencja żadna, niby zawody żadne, ale prawdą było, że w takich miejscach właściwym było założyć, że wszystko jest grą. Nawet to proste podejście mogło mieć jakiś... większy cel! Nie miało. Ale Victoria nie musiała o tym wiedzieć. Nie musiała też z drugiej strony być paranoiczką, żeby zakładać, że każdy ruch to część większego przedstawienia. W końcu niektórzy robili rzeczy tylko po to, żeby zabić nudę. Albo właśnie po to, żeby się rozluźnić, dopóki przyjęcie trwało i można było się zanurzyć w czymś mniej codziennym. Mniej banalnym niż światło dnia, praca i te same twarze, które z tobą współpracują. A czy naprawdę Victoria przyszła tutaj sama? Nie żeby to było szokujące, że kobieta przychodzi bez partnera - dziwiło Laurenta to, że nie było chętnych do porwania do swego towarzystwa kobiety tak pięknej, jak ona. Coś w tym musiało być. O czymś to musiało świadczyć. Szukał tej reguły. Albo wyjątku. Oba zaprowadziłyby go do tego samego. Uśmiechnął się szerzej i przykrył usta dłonią ze zgiętymi palcami, kiedy padł komentarz o tym, że takie rzeczy lepiej mówić cicho. Fakt. I też wątpliwe, żeby ktoś akurat nadstawiał wielce ucha ku ich rozmowie.

- Wydaje mi się, że znów trafiłem. - Przechylił lekko głowę, a jego usta przyozdobił na nowo uśmiech - ten był jednak nikły, trwał bardzo krótko. Innymi słowy - nie wyglądał na kogoś, kto jest z tego zadowolony czy też dumny. Raczej smutny. - Chciałbym powiedzieć, że proszę się nie przejmować, ale raczej rozmija się to z celem, prawda? - Bo jakoś nie wydawała mu się osobą, która potrzebuje pustych zapewnień, że "będzie okej". Skoro wiadomo, że nie będzie. Pytanie tylko kiedy to szambo wybuchnie. - Upust emocjom... - Powtórzył z namysłem. - Gdyby na takich przyjęciach płynęły emocje, tak na trzeźwo, byłyby one o przynajmniej jedną czwartą bardziej niepokojące. - To był lekki żarcik, bo nie ważne, czy czysta krew czy może mugol, ludzie po alkoholu potrafili zachowywać się jak zwierzęta. Kiedy przesadzili, rzecz jasna. A bo to mało skandali się potem rodziło? A bo to mało problemów, które zakopywano, żeby nie splamić honoru czy dumy rodziny... Nie zaprzeczał, że to dobrze, że było przyjęcie, bo nie było czemu. - Zatrzymanie codzienności to jak pogodzenie się z wyrokiem. - Co nam pozostało? Po prostu żyć. I tylko tyle. Albo: AŻ tyle. - Ani ciemności, ani światła nikt nie stawia pod ścianą, by ocenić ich kolor skóry, wyznania religijne czy czystość krwi. Ludzie jednak to robią. Pogodzenie się z tym, że potrzebny jest mord, żeby rodziła się radość jest... niemożliwa dla mnie do zaakceptowania. - Po prostu. Nie uważał tego nawet za wielką filozofię. Zawsze źle znosił przemoc, wręcz tragicznie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#7
20.08.2023, 00:51  ✶  

To prawda – ludzie to sztuka. Ale Victoria daleka była od stwierdzenia, że najcenniejsze jest to, co najbardziej ulotne. Nie podziwiała też innych niczym dzieła sztuki, nie wzdychała z daleka. Lubiła wiedzieć, poznawać – a ileż można wyciągnąć jedynie z obserwacji? Sporo, lecz nie wszystko. Nie bawiła się też w tęsknoty; w doznania krótkie, przelotne, bo takie mają najlepszy, najsłodszy smak. Nie miały. To nie tak, że była świętoszkiem, że robiła wszystko wedle zasad, że nigdy nie dała się ponieść chwili lub czaru nocy, że nigdy nie była z kimś bliżej. Po prostu nie uważała, że to te ulotne chwile są najpiękniejsze. Były co najwyżej miłe. Ale były też do zapomnienia. Nie lokowała swych emocji na dłużej w coś, co nie miałoby przyszłości, a chwilowa radość odczuwana lata temu – jak to miałoby pomóc w smutnej teraźniejszości? Raczej dołująco. Victoria jednak smutna nie była. Była napięta, była daleka od spokojnej i zrelaksowanej siebie – ale nie była smutna.

- Najwyraźniej są zajęci – odpowiedziała bez cienia złości. Przyszła sama, bo nie miała żadnego partnera. Żadnego oficjalnego to się znaczy – świadczyło to co najwyżej o tym, że rodzice nikogo jej nie wybrali, być może uważali, ze nie ma żadnej godnej partii, albo po prostu oferty do dobicia interesu nie były wystarczające? Jej rodzina była wszak bogata. A nieoficjalnie? Nieoficjalnie też nikogo nie było. Jeśli w przeszłości Victoria zamieszana była w jakiś romans, to bardzo krótko, bardzo przelotnie i bardzo cicho. O swoją prywatność dbała tak samo jak o dostęp do swoich myśli.

- Obawiam się, że tak. Ostatecznie atmosfera jest na tyle gęsta, że jeszcze chwila, a będzie można ją kroić nożem – również się uśmiechnęła, równie nikle i krótko. Zapatrzyła się na salę, gdzie kilkanaście par tańczyło do muzyki, jaka była wygrywana przez muzyków równie odświętnie ubranych co reszta towarzystwa. - I o dwie trzecie bardziej nieszczere – dodała do tego wyliczenia matematycznego, wyraźnie zamyślona, trzymając kieliszek w taki sposób, że szkło opierało jej się pełne usta. Dopiero po chwili zdecydowała się upić kolejny łyk. - To prawda. Chodziło mi tylko o to, że przy braku jednego, niedostrzegalne jest też drugie. Ciemność uwypukla światło i na odwrót, światło sprawia, że rzucane są cienie – westchnęła i przeniosła spojrzenie na swojego towarzysza, wyraźnie tracąc zainteresowanie resztą tego przyjęcia. Przyjęcia wystawionego w bardzo niespokojnym czasie, przyjęcia, które sprawiło, że ludzie potrzebowali się rozerwać bardziej, niż zwykle. Skandale i problemy, jakie po nim wynikną, były wręcz wyczekiwane. - Nie uważam, że dobrze się stało. Przez ten jeden manifest świat oszalał. Wszyscy są nerwowi, zastanawiają się, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem – z rzeczy, które Laurent wymienił, dla Victorii znaczenie miała jedynie czystość krwi. I to w gruncie rzeczy główny problem miała do mugolaków, a wszystko to przez pracę w Czarodziejskim Pogotowiu Ratunkowym. Za dużo napatrzyła się na krzywdy, jakie wyrządzały szlamy innym czarodziejom i mugolom, nie mogąc się zdecydować na to, w którym świecie chcą żyć. Uważała, że tego nie da się pogodzić. Nie to, ze wszyscy mugolacy tacy byli – ale znaczna ich ilość. - W pracy zawsze mieliśmy dużo do roboty, ale teraz… Nagle okazuje się, że doba jest o dwa razy za krótka, nie tylko o połowę – zdecydowała się na lekki żart, by nieco załagodzić ton całej wypowiedzi.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#8
20.08.2023, 12:23  ✶  

Pewnie właśnie to oddzielało romantyków, marzycieli, od ludzi, którzy realizmem budowali swój świat. Słodkimi marzeniami nie zbudujesz swojego życia. Wiedzieli o tym dorośli, podczas gdy dzieci się dopiero uczyły. Niektórzy zaś z tego nie wyrastali. Laurent doskonale rozumiał, na czym stoi to życie i że nie ważne, jak bardzo byśmy pragnęli, jak bardzo się starali, nigdy nie będzie tu żadnej utopii. Ponieważ to, co powiedziała Victoria Lestrange było prawdą - nie istniało światło bez ciemności. Dobro straciłoby znaczenie, gdyby nie było zła. Ktokolwiek konstruował tę rzeczywistość przewidział, że aby coś doceniać, należy wiedzieć, czym jest poczucie straty. Wiedzieć o tym, a zaakceptować to - rzeczywiście, dwie różne sprawy. Prewett nie był już na tyle młody, żeby walczyć uparcie z prawidłami świata. Zresztą nigdy nie był z niego żaden wojownik. Miotał się dopiero przyparty do ściany i zanosił walki do tych, którzy je toczyć potrafili. I którzy mieli na to więcej siły, niż on. Słowem można kąsać, niektóre bitwy nawet dzięki złotym ustom wygrać. Potem jednak znajdował się ktoś, kto magią pieczętował całą wojenkę. Wszystko, o co się starałeś, mogło zostać pogrzebane jednym zaklęciem. Takie właśnie było to życie i takie były właśnie chwile, do których się odwracano przy najczarniejszych z godzin - niestałe. Gdy jednak znajdziesz coś stałego, co pozwoli ci zachować uśmiech w najtrudniejszym czasie okazuje się, że chyba ze wszystkim można sobie poradzić. Czasem tylko trzeba dać sobie pomóc.

Zerknął na Victorię, kiedy powiedziała o byciu zajętym, dopiero teraz uświadamiając sobie, że mogło to zostać odebrane negatywnie. To, co powiedział. Łatwo było się urazić, albo łatwo mogło zaboleć coś takiego - trochę jak wypomnienie, jak wytknięcie. Nawet jeśli nie wypowiadał tego takim tonem, ciągle zachowując pochlebność. Więc zerknął - i upewnił się, że niezadowolenie, czy ból, nie pokrywają twarzy Księżycowej Pani. Nie pokryła. Luna była łaskawa i chociaż napięta, to chyba się nie dała urazić nie do końca wykalkulowanym zdaniem. Na szczęście. Lub była po prostu taka dobra w ukrywaniu tego. Rzadko trafiały się osoby, które ze swojej twarzy czyniły rzeźbię. Tak, ludzie to sztuka. Trzeba było przyznać, że brak pierścionków na kobiecych palcach bardzo zachęcał do zbliżeń. Do flirtu. Laurent nie żył filozofią, że nie ma ścian do przesunięcia, natomiast kiedy ktoś był zaręczony należało bardziej uważać. Pierścionek nie oznaczał ani miłości, ani spełnienia w niej, czasem wręcz przeciwnie - oznaczał tym bardziej głodnych ucieczki od tego, kogo nigdy nie kochali. Natomiast oznaczał przyrzeczenia, których złamanie niekoniecznie by się podobało opinii publicznej.

Uśmiechnął się na słowa, że byłoby to wtedy bardziej nieszczere. Prawda była taka, że spoglądał dziś na to przyjęcie wyjątkowo nie mając ochoty brylować w towarzystwie w poszukiwaniu uciech. Patrzył i oceniał. Szukał w twarzach, zachowaniach i słowach, kto popierał to, co się stało, a kto się tego wyrzekał. Kto pochwalał, ale z napięciem, a kto z ulgą. Szukał kogoś, z kim można było wymienić parę zdań na ten temat i wyrobić sobie opinię, co dzieje się wśród ludzi. Co tkwi w ich emocjach, w ich głowach. Na co jednak naprawdę liczył to na to, że znajdzie się ktoś taki, jak Victoria. Osoba, która wcale nie unosiła się szczęściem, dumą z czystej krwi, tylko w zamyśleniu i lekkim napięciu tworzyła pejzaż myśli w swojej głowie o... właśnie - o czym? Chciał się dowiedzieć. Wypowiadanie swojego własnego zdania bywało niezwykle niebezpieczne, ale wystarczyła krótka wymiana, żeby wyrobił wrażenie, że kobieta myślała podobnie do niego. Jej odważne, następne słowa tylko to potwierdziły. Odważne w jego mniemaniu.

- Czy czysta krew nie sprawia, że nie ma się o co martwić? - Mroziło mu to krew w żyłach. Czarny Pan mógł tępić mugolaków, mógł nienawidzić istot takich jak charłaki, ale jeśli, wielkie JEŚLI, pozbędzie się ich to co będzie dalej? Nieczystej krwi czarodzieje. Potem? Jak daleko ta nienawiść mogła zostać posunięta. Nie wiedział, czy to szaleniec czy geniusz, który próbował utorować sobie drogę do czegoś większego, zrealizować jakiś plan, ale od wizjonera do szaleńca była bardzo krótka droga. Nie potrzebował tego wiedzieć. Wystarczyło, że nie czuł się bezpiecznie. I nagle świat czystej krwi stał się jeszcze bardziej niegościnny, niż był dotychczas. - Hmm... czyżby praca w Mungu? Departament Przestrzegania Praw Czarodziejów - Było jeszcze kilka przykładów tego, gdzie Lestrange mogła się ulokować, żeby doba była dla niej teraz za krótka, ale to były dwa najbardziej ikoniczne miejsca, które przychodziły do głowy. Niekoniecznie musiała na to odpowiadać, choć nie uważał tego za pytanie z serii "personalne". - Mijają lata i świat staje się coraz bardziej humanitarny. Wyrozumiały. Akceptujący. Przyznaję, że nie przeraża mnie jeden, hm... Wizjoner. - Ubrał Czarnego Pana w delikatne słowo. Ostrożne. - Przeraża mnie to, na co spoglądam. Nie na bunt. Na dumne poparcie. - Oczywiście, że niektórzy ze strachu. Ale to nie o tych ludzi chodziło. Chodziło o tych, którzy popierali z przekonania. Odwzajemnił spojrzenie Victorii.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#9
20.08.2023, 17:16  ✶  

Miała w sobie coś z romantyczki, ale ledwie w małym stopniu, wszak na pierwszy plan przebijało się pragmatyczne podejście do życia, logika i kalkulacja. Racjonalność. Mocne stąpanie po ziemi – i to dosłownie, bo Victoria miała lęk wysokości i na żadną miotłę z własnej woli by w życiu nie wsiadła. Za to na pewno nie była marzycielką. Nie była też małostkowa i łatwo się nie obrażała, zaś tego co powiedział do niej Laurent nie odczytała negatywnie, nie doszukiwała się drugiego dna – chociaż może powinna? W jej wieku, wciąż niezamężna? Niczym robaczywe jabłko… ale i na jego palcu próżno było szukać obrączki. Brak pierścionków oznaczał nie tyle, że ktoś był bardziej otwarty na flirt i mniej lub bardziej przelotne romanse, a to, że nie przyniosą one (przynajmniej w teorii) wielkich problemów. Bo nie będzie zazdrosnego męża czy zdradzonej narzeczonej, której duma została urażona. Co najwyżej rodzina będzie krzywo patrzeć, będą niezadowoleni o ile sprawa się wyda. Gorzej jeśli się ktoś zakocha i nie będzie mógł znieść tego, że… to tylko zabawa na chwilę. Ludzie byli różni. Reputacja Laurenta wyprzedzała, ale nie sprawiało to, by Victoria patrzyła na niego z odrazą czy niezadowoleniem. Cokolwiek myślała – o ile w ogóle coś na temat tego, jak się prowadził przez życie – to zostawiała to jedynie dla siebie. Dzięki oklumencji potrafiła się wyciszyć i ukryć swoje emocje jak i myśli. Być taką niewzruszoną rzeźbą. Nie było jednak tak, że na próby flirtu nie reagowała, albo uciekała. Jeśli coś jej nie pasowało, to po prostu mówiła o tym na głos. Gdy jej zaś pasowało – to było raczej łatwe do odczytania.

Czego sama dzisiaj szukała? Rozluźnienia. Możliwości, by te napięte od kilku dni mięśnie, w końcu doznały choć odrobinę odpoczynku. Tego, by przez moment nie musieć się martwić, nie myśleć o pracy – ale nie było to możliwe, prawda? Ludzie żyli tym manifestem, przykrywał on ich życia, wszystkie plotki. Nie tylko ona była napięta – jak już zauważył Laurent, jedni się cieszyli, drudzy próbowali ukryć strach. W tym towarzystwie niełatwo było mówić wprost jak bardzo jest się przeciwko. Było to wyjątkowo nieostrożne, jeśli nie miało się odpowiednich argumentów.

- Teoretycznie – odparła Prewettowi. Teoretycznie czysta krew sprawiała, że byli bezpieczni. W praktyce jednak… kto to wie co odbije takiemu czarodziejowi? Albo nie jemu, tylko tym, którzy za nim pójdą? - Znowu punkt dla Pana, Panie Prewett – uśmiechnęła się do niego i znowu uniosła kieliszek w niemym toaście. - Możemy sobie darować już te grzecznościowe formułki? Oboje znamy przecież nasze imiona – zmęczyła się już trochę tym ciągłym mówieniem per pan i pani. I w ich pozycji chyba nie miało większego sensu. - Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów – dodała po krótkiej chwili, wyjaśniając za co ten punkt, choć nie zdziwiła się ani trochę, że obstawił Munga. Jej babka była tam dyrektorem i pracowało tam chyba z pół rodziny, z jej ojcem na czele. - Dokładniej to Biuro Autorów – już nie brygadzistka BUMu, ale też jeszcze nie aurorką, póki co stażystka aurorów. - Tak, z jednym człowiekiem można się zgadzać lub nie. Można go popierać lub nie. Można go szanować lub nie. Ale z całą armią ślepo oddanych ludzi, wierzących w sprawę być może nawet bardziej niż prowodyr… trudniej się przed tym bronić – przyznała. - Czasami… – podjęła po chwili - warto pamiętać, że jak się weszło między sowy, to należy piszczeć jak i one – oryginalnie to było o wronach, nasłuchała się od mugoli, ale sowy były dla czarodziejów znacznie powszechniejsze i Victoria nieco przerobiła to powiedzonko.

Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#10
20.08.2023, 18:19  ✶  

Teoretycznie. Najlepsza odpowiedź, jaką można było postawić. Bardzo dyplomatyczna. Bardzo realna. Nie można było mieć pewności - niektórzy jednak ją mieli. Nie dało się też zaprzeczyć całkowicie - takich słów próżno szukać wypowiadanych na forum. To wszystko było po prostu teoretyczne. Jak cały plan Czarnego Pana, by zaprowadził tutaj swój własny porządek. Jego reguły, jego zasady. Świat jakoś nie stanął w ogniu i płomieniach, a jednak został poruszony. Głęboko. Niepewność była panną prowadzoną za dłoń do każdego tańca, do każdego stołu z alkoholem. I tak czasem wychodziło, że prowadziło się je dwie. Noc stała się jeszcze bardziej nieprzyjazna, a cienie jeszcze bardziej dłużyły. To zagrożenie, takie realne, było jednak tak nierealnie odległe, że Laurent miał problem z ustawieniem stabilności swojego świata. Cieszył się teraz z jednego - że ten jego świat był daleko od Londynu. I to było naiwne, zdawał sobie z tego sprawę, bo jeśli coś miało pójść nie tak to nie będą atakowane tylko duże miasta jak Londyn. A jednak jakoś łatwiej uwierzyć, że wycelowane będą właśnie w takie miejsca, nie w dalekie Southampton, obok którego leżał jego rezerwat. A i od niego nadal były kilometry drogi. To miało plusy jak i minusy. Bo znowu jeśli wydarzy się coś naprawdę niedobrego to nie będzie jak w Londynie - że pomoc będzie praktycznie na miejscu. Nie chciał o tym myśleć. Niestety mózg nie zawsze był sługą.

- Słuchałem przez długi czas - zrobił gest dłonią trzymającą wino, jakby chciał dość dyskretnie wskazać tych gości zebranych w przybytku - i nie mogłem znaleźć głosu rozsądku, który ująłby to tak prosto i krótko, jak panienka. - I rozmawiał i szeptał, i podpytywał. Nie, Laurent nie miał w mięśniach, nie miał nawet siły przebicia w magii, tak jak niektórzy. A skoro tak, to wiedział, że musiał mieć przewagę gdzieś indziej - w głowie. Na szczęście Dobra matka Natura mu nie poskąpiła również w urodzie. Czy może raczej, w jego przypadku, Dobra Matka Woda. - Zaczynam być zauroczony nie tylko urodą panny Lestrange. - Czy ta kobieta należała do tych, które wiedziały, czego chcą? Przemyślenia, którymi się dzieliła, dość ostrożnie, równie badając teren co on sam (tak przynajmniej mu się wydawało) były bardzo dobrze wymierzonymi strzałami. Ostrożnymi, przemyślanymi, ale celnymi. Nie pływała wokół nędznych piątek, kiedy mogła zgarnąć całą pulę. Lubił takie osoby, miał do nich słabość. Podobały mu się. Ale na razie dopatrywał się tego wyraźnego nakreślenia terenu - gdzie można się przesuwać, a gdzie nie. Na szczęście nie należał do tych facetów, którym trzeba walnąć w twarz kartką z napisem "NIE", żeby zrozumiał subtelną aluzję, że osoba nie jest zainteresowana.

- Z przyjemnością. - Tak, tak było zdecydowanie bardziej sympatycznie. Najzwyczajniej w świecie sympatycznie. Rozluźniało utarte zasady i sprawiało, że wszystko stawało się bardziej personalne, niż usztywnione. Choć akurat Laurent nie miał nic przeciwko grzecznościom. Wręcz przeciwnie, dzięki bogom, że istniały! Inaczej ludzie byliby istną dziczą. Co już poniekąd zresztą nakreślili w dwóch prostych zdaniach dotyczących takich przyjęć. - Napięcie, nerwy i stres. Po takich godzinach rzeczywiście słodkie wino nie smakuje tak samo. - Spoglądał z zainteresowaniem na Victorię, ale i łagodnością. Zupełnie jakby spojrzenie mogło być wodą, chłodną wodą, która obmywa strudzone upałem ciało. Rozumiał to powiedzenie, które padło z jej ust, aż za dobrze. Sam w końcu wiecznie walczył o dopasowanie się do tego otoczenia. By jego piski brzmiały tak samo, jak innych sów. I jego zdaniem - opanował to do perfekcji. - Jakie to przykre, że tak mądre słowa muszą być wypowiadane po cichu nad lampką wina. Wypowiadasz to z takim spokojem, że mogłabyś się stać inspiracją. Światłem dla Ciemności. - Prawda była taka, że Laurent bardziej moczył usta w tym winie niż je pił. Z prostego powodu - jedna lampka wystarczyła, żeby się upił. I zawdzięczał to tylko swojej syreniej krwi. Niestety dla siebie, bo lubił ten smak. - Ale to nie twoja bajka. - Przewodzić - do tego potrzeba było czegoś więcej niż mądrości. I to był jeden z wielu problemów tego świata. Tego, kogo ludzie słuchali. To znów był strzał z jego strony, ale ten już nie taki ślepy jak poprzednie. Natomiast to nie było do końca stwierdzenie. Była w tym odrobina pytania. Nie interesował się już nikim innym - jego wzrok był utkwiony tylko w tej piękności, która skrywała się na tym mizernym przyjęciu przed zazdrością Księżyca.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (6840), Victoria Lestrange (6127)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa