Rozliczono - Philip Nott - osiągnięcie Piszę, więc jestem
Problem nie zniknął po rozmowie z Jonathanem. Dowodziło to tego, że nie odpowiadała za to wypita przez niego herbata ani jej opary. Nie był przekonany co do niewinności kapłanek. Wraz z upływem dni nie odstępujące go na krok odczucia straciły na swojej intensywności i zdawały się zmniejszać z każdym mijającym dniem, jednak nie odeszły zupełnie. Odciskały na nim swoje piętno niczym niemożliwa do złamania klątwa. Przewrotny los zdawał się śmiać mu prosto w twarz po sparzeniu się jak nigdy dotąd.
Loretta była piękną kobietą o powierzchowności jadowitej tentakuli. Podobnie jak ona posiadała kolce, najeżoną ostrymi zębami paszczę i zdolne do uduszenia drugiego człowieka pnącza. Nie można odmówić jej urody. Nie można też zaprzeczyć temu, że jest idiotą. Nie nauczył się tego, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Płacił za własną głupotę zbyt wysoką cenę. Stracił kontrolę nad swoim dotąd poukładanym życiem i teraz stąpał po niepewnym gruncie, tonąc w meandrach własnych emocji.
Nie opuszczało go to przygnębienie. Najbardziej rozdzierającym jego duszę uczuciem była ta tęsknota... względem potencjalnego partnera, za traktowanymi bez litości miłością i spełnieniem. W chwili narzuconej mu refleksji nad własnym życiem wyobrażał sobie to, jak to jest mieć kogoś szczególnego przy swoim boku, z kim mógłby dzielić swoje życie. Po raz pierwszy marzył o romantycznych chwilach, pełnych zrozumienia rozmowach, dzieleniu się radościami i smutkami.
Wszystko, czego teraz pragnął, było tym, czego nie poszukiwał w swoim życiu. Na tak idyllicznych wizjach zawsze pojawiała się wyraźna rysa, będąca świadectwem tego, że nie potrafiłby dochować wierności jednej osobie. Był przeświadczony o tym, że nie potrafiłby zmienić się dla kogoś aby stać się odpowiedzialnym partnerem, w przyszłości mężem i ojcem. W obecnej sytuacji nie potrafił zadbać o siebie, więc jak miałby zadbać o kogoś innego? Nie pierwszy raz podejmował katastrofalne w skutkach decyzje. Tak jak podczas tegorocznego Beltane. Podejmował próby zagłuszenia tego wszystkiego poprzez zawieranie jednonocnych znajomości. Nie stanowiły one cudownego remedium na tę przypadłość.
Pod wpływem nagłego impulsu podjął decyzję o opuszczeniu magicznego Londynu i przeniesienie się na południe Anglii - hrabstw Hampshire i Wiltshire. Postawienie nogi na progu domu należącego do Laurenta przez wzgląd na pojawienie się bez wysłania mu świadczącej się o dobrym wychowaniu zapowiedzi, przez wzgląd na przeżywanie emocjonalnych katuszy, z którymi nie był w stanie się uporać w typowy dla siebie sposób, stanowiło dla niego przekroczenie granicy łączącej ich przyjaźni. Z duszą na ramieniu zdecydował się zapukać do drzwi domostwa tego czarodzieja. Istniała szansa, że nie zostanie odprawiony z kwitkiem. Dopiero potem będzie się zastanawiać nad tym, czy będzie mógł liczyć na zrozumienie i dyskrecję z jego strony.