Wolał doświadczyć bólu fizycznego, który potrafił zawsze minąć po skorzystaniu z pomocy wykwalifikowanego uzdrowiciela. To on zadawał innym podobny ból, z którym się zmagał. Potrafił w ten sposób dotkliwie ranić. Teraz role się odwróciły. Czy po tym wszystkim zmieni się też to, że będzie bardziej łaskawy dla serc innych ludzi? Trudno powiedzieć. Musi sobie to wszystko poukładać w oparciu o wszystko, co otrzymał tego dnia od Laurenta. To wszystko, do czego może dojść po rozważeniu tego, mogło stanowić przełom. Mogło mu się też to przydać podczas konfrontacji z dawną kochanką, gdy będzie już do tego gotowy. Jeden memortek wiosny nie czyni... bardzo mądre powiedzenie.
— Można tak powiedzieć... następstwem tego było to, że jej brat próbował mnie uderzyć w twarz... a niedługo potem wyzwał mnie na honorowy pojedynek w ramach klubu pojedynków. — Wyznał z wyraźnym przekąsem to, jakiego piwa sobie nawarzył. Na szczęście... udało mu się uniknąć złamanego nosa podczas sabatu. Liczył na to, że okaże się zwycięzcą tego pojedynku i nie będzie musiał pisać tych żałosnych przeprosin i wysyłać ich do Proroka Codziennego. Odniesione przez niego zwycięstwo przyczyniłoby się do zasilenia skarbca Stowarzyszenia Praw Charłaków przez jego oponenta.
Przedmiotowe traktowanie kobiet nie oznaczało, że w jakikolwiek sposób przymuszał je do sypiania ze sobą. Zawsze mogły mu odmówić i wówczas ich drogi się rozchodziły. Jego relacje z Lorettą uchodziły za znacznie bardziej skomplikowane, a każde ich spotkanie wiązało się z pokazem sił. Podczas tegorocznego Beltane doszło do eskalacji konfliktu pomiędzy nim a rodzeństwem Lestrange'ów. Tym, co odróżniało ich relację od tych wszystkich, było to że zdołał polubić Laurenta i dobrze się z nim dogadywał na wielu płaszczyznach. Ich dzisiejsza rozmowa była inna od wszystkich poprzednich, jakie odbyli do tej pory. W jej świetle będzie musiał rozważyć wszystkie swoje relacje z kochankami.
— Czemu nie? — Po raz ostatni obrzucił spojrzeniem ten kawałek sernika, którego nawet nie był w stanie tknąć. Zaczął podnosił się z fotela i po chwili szedł obok blondyna, prowadzącego go do ogrodu. Z dyskretnym zainteresowaniem przyglądał temu, co robił z kwiatami, które przybrały postać wieńca. Pozwolił aby uśmiechnięty Laurent wsunął mu na głowę ten wieniec. Po upływie krótkiej chwili zaskoczenia, wywołanej tym miłym gestem i słowami Laurenta, zdołał się przełamać na tyle aby unieść kąciki ust w uśmiechu, uwydatniającym dołeczki w policzkach.
— Podoba mi się. Słup nie będzie potrzebny. To nie muszę obawiać się, że zmienisz się w pająka. Wiem, że zabrałem Ci wystarczająco dużo czasu, ale... może mógłbym zostać jeszcze przez chwilę? — Wymruczał do niego z tym samym subtelnym uśmiechem, do którego skłonił go młodszy mężczyzna. Dostrzegał ten ślad smutku i zmęczenia w ciepłym uśmiechu Laurenta, co skłoniło go do zapytania o to zamiast po prostu stwierdzenia, że zostanie przez chwilę. Można by zażartować, że skoro podarował mu ten wianek to teraz powinni dopełnić ten rytuał. Niekoniecznie był dobry moment na tego typu żarty. Nadal pozostawał w przekonaniu, że wypowiedziane przez Laurenta tak boleśnie prawdziwe słowa odnośnie zagłuszania tego wszystkiego, z czym on się zmagał, poprzez sypianie z przypadkowymi osobami, stanowiły naprędce wzniesioną granicę. Mógł zostać tutaj aby tego nie siedzieć samemu w czterech ścianach. W zależności od decyzji Laurenta, zostanie tutaj albo go pożegna i uda się na najbliższy świstoklik.
— Dziękuję Ci za wszystko, co dzisiaj zrobiłeś. — Tego typu zdania przechodziły przez gardło z wyraźnym trudem, ale jeśli to miało to miejsce to były one pełne szczerości i niewymuszonej wdzięczności. Znacznie łatwiej przychodziło mu nieokazywanie swojej wdzięczności drugiemu człowiekowi. Spotkał na swojej drodze wiele osób, dla których używał tego niczym wyświechtanego frazesu albo nadawał temu materialną formę wyrazów wdzięczności albo gromadzenia przysług.