Dellian nie był w stanie jeszcze wyciągnąć wniosków na temat Philipa. Był interesujący, ale nie na tyle, aby chłopak był w stanie o nim ciągle myśleć. Był osobą raczej przeciwną od niego, był człowiekiem latającym w przestworzach, które były dla Ollivandera od dawna niedostępne. Nie mógł nawet zobaczyć chmur, a już dawno zapomniał jak wyglądają, już dawno stały się dla niego tylko wspomnieniem, marzeniem, snem, czymś, co wręcz wydawało się mu nie istnieć. Głos Philipa natomiast był przyjemny i warty zapamiętania. Chciałby go lepiej poznać, zobaczyć, czy był narcyzem, czy jednak osobą pokorną. Sam Dellian uwielbiał narcyzów, uwielbiał słuchać ich pewności siebie i tego jak bardzo brnęli w samo zachwyt.
– Hm… tak. Jeśli jest przedmiot lub zaklęcie, które w jakiś sposób wpływa na fizykę ciała drugiej osoby bądź przedmiotu to jest to klątwa. – wyjaśnił, ale nie był pewny, czy wystarczająco odpowiednio. Nie był dobrym nauczycielem, nie potrafił tłumaczyć oczywistych dla niego rzeczy. Wolał swoją wiedzę zachować dla siebie, bo nigdy nie wiedział, czy druga osoba zrozumie jego myśli.
– Ja byłem zwolniony z lekcji latania. Nauczyciele słusznie obawiali się, że będą musieli mnie ściągać z drzewa, choć przyznam szczerze zawsze chciałem spróbować latania – odpowiedział z uśmiechem dopijając kawę.
Czas mijał szybko, a wieczności w kawiarni nie mógł spędzić. Podniósł się, gdy jego kot pojawił się tuż pod jego nogami informując go o tym, że powinni się już zbierać.
– Wybacz mi, ale muszę się już zbierać – rzucił na stolik odliczoną kwotę monet – Miło było cię poznać i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy – z uśmiechem ruszył do wyjścia kierując się zaraz potem do domu. Philip wiedział jak chłopak się nazywał i bez problemu mógł się z nim skontaktować listownie, ale czy uzna to za stosowne? Wysyłanie sowy do osoby, która nie widzi?