• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[8.06.1972 Marsylia, Francja] Oh my God, you blow my mind

[8.06.1972 Marsylia, Francja] Oh my God, you blow my mind
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
02.09.2023, 08:46  ✶  

Ach, wspaniałe! Jesteś wspaniały! Zachwyt Laurenta nie malał - tylko rósł. Jego oczy trochę szerzej się otworzyły z ekscytacji, jaka go ogarnęła, kiedy mógł słuchać słów, jakie padały z ust. To tylko słowa, ale przecież słowa potrafiły mieć wielką moc. Dla Laurenta większość słów je miała. Niosły mniejszy czy większy ładunek, ale je posiadały. Słowa Kaydena układały cały świat. Tworzyły nowe uniwersum, albo łatały to obecne - nie ważne. Laurent widział przed swoimi oczami, że Kosmos przesuwał się zgodnie z rytmem, kiedy Kayden Delacour stwierdzał, że tak właśnie jest. Prawdy świata, takie ukryte, takie słodkie tajemnice, nagle stawały przed człowiekiem wyraźne, obdarte ze swoich niepewności i oczyszczone z brzydkich maziaków, jakie nadawali im je ludzie. Co to było w ogóle za uczucie..? Nie był pewien. Zachwyt na pewno, ale to było coś głębszego, coś absolutnie wyzwalającego. Czułeś wręcz, jak świat staje się wyzwolony tylko dlatego, że miał przed sobą obietnicę, że będzie można usłyszeć kilka więcej takich słów. Jak zanika to, co zostawiłeś parę dni temu za plecami, żeby móc doświadczyć tego, co tu i teraz było obecne i na wyciągnięcie dłoni. Nawet jeśli to naprawdę było ulotne. Nawet jeśli to naprawdę było chwilowe. Laurent się jednak uśmiechnął, a była to jedyna odpowiedź, jaką Kayden od niego uzyskał na ten temat. Nawiązanie kontaktu wzrokowego, słodki uśmiech i enigmatyczne wrażenie, że ta odpowiedź mogła znaczyć "tak uważam". Mogła też znaczyć: "nie." I cóż, najwyżej wypadłby na kłamcę. Bo to, co usłyszał, było dokładnie tym - kłamstwem. Okłamywaniem samego siebie, oszukiwaniem, uciekaniem przed prawdą i przed rzeczywistością. Albo próbą wybielania się. Kiedy powtórzysz coś sto razy stanie się to twoją prawdą. Powtórzona setki razy mantra może w końcu dać fałszywe mniemanie o spełnionych modlitwach, a tak naprawdę to spełnienie będzie tylko czystym przypadkiem.

- Masz niesamowicie piękny umysł. - Powiedział zamiast tego. Próbował go trochę wyczuć, trafić do niego. Był pewien, że słyszał wiele komplementów dotyczących urody, wydawało mu się, że stoi naprzeciwko kogoś, kto nie cierpiał na brak pewności siebie w tym względzie. Ale może był próżny? Nie sprawił do tej pory takiego wrażenia. Lecz może? Może po prostu lubił słuchać, jak ludzie zachwycali się jego urodą? A może nie robiło to jego wrażenia, za to ktoś, kto doceni jego myśli i słowa będzie skarbem? Patrząc po tym, jak potrafił niepewnie ucinać własne wypowiedzi sądził, że to może być to. Musiał się jednak przekonać. Nie było to nieszczere, w żadnym wypadku wymuszone! Owszem, chciał sprawić mu przyjemność, ale ku temu po prostu mógł prawić komplementy w różnych kierunkach. Nie chciał być przy tym kiczowaty.

- Hahaha... niestety, będę musiał sprawić ci zawód. - Och, widział, że Kayden w zasadzie rzuca to żartami, bo może i nawet ma takie wyobrażenie, ale zdawał sobie sprawę, że niekoniecznie bajki pokrywały się z rzeczywistością. To znaczy... no właśnie - bajki. Bo akurat śpiew syreni - to była prawda. Niebezpieczna prawda, która potrafiła zwodzić żeglarzy i rozbijać ich statki. Niekoniecznie dlatego, że syreny tego naprawdę pragnęły. Selkie kochały śpiew - i śpiewały. Czasem śpiew ten dochodził po prostu do uszu osób, które słyszeć tego nie powinny. I potrafili widzieć te brzydkie stworzenia jako piękne i nęcące kobiety, gdy niektóre syreny były rzeczywiście potworami. - Zapewniam jednak, że będziesz zachwycony. I odważę się postawić domniemanie, że bardzo rozbawiony. - Większość ludzi mogłaby być zawiedziona tym, co pokazywały sobą selkie. Laurent jednak lubił robić pewne założenia względem osób i - strzelać. Sprawdzać, czy jego intuicja dobrze go prowadzi, konfrontować to, co myślał na temat tych osób z rzeczywistością. Badać i przekonywać się.

- Estetyczne... - Przeszedł go lekki dreszcz i uśmiech zniknął z jego ust na kilka chwil, kiedy powtórzył to słowo w zamyśleniu. Czy ja jestem brzydki? Absurdalna myśl, bo przecież powinien najlepiej o tym wiedzieć, że tak nie było. A jednak ta myśl krążyła po jego głowie nie od dziś. Bo jeśli moralność miała kryteria estetyczne to znaczy... nie dał się pochłonąć tym myślom. Albo raczej Kayden mu nie dał. Odetchnął, wracając do rzeczywistości. - Nie, to nie o to chodzi. - Że selkie cieszą albo nie cieszą się sympatią. Zupełnie nie o to. - Cóż, brudna krew to brudna krew. Nie nadaję się już do niczego w rodzinnym rodowodzie. - Uśmiechnął się ciepło, jakby w ogóle mu to nie przeszkadzało. Ale to nie była prawda. - To nie jest tajemnicą, jestem owocem krótkiego romansu mojego ojca. - Było to wiadome powszechnie każdemu zainteresowanemu. Dlatego miłe było, że Kayden tak na niego nie spoglądał. Ale miał też znajomych i przyjaciół, którzy wiedzieli, a nie patrzyli na niego przez ten pryzmat. Patrzyli i widzieli jego. I akceptowali go takim, jakim jest.

- Nie wiem. Skąd ma wiedzieć, jakby było, gdybym trafił do innego domu? Pojęcie Ślizgona jako paskudnego węża jest dość przykrym stereotypem. - Ale tak jak chyba każdy dom miał swój stereotyp, który potrafił boleć. Jak na przykład pojęcie o Krukonach, że są kujonami. - Wiesz, było mi po prostu... ciężko się tam wpasować. - Wyznał bardzo szczerze, bo była to największa bolączka jego młodości. I może brzmiało całkowicie nieważko, ale dla niego nieważkie nie było. Wręcz przeciwnie- było ciężkie. Na szczęście ten ciężar został przecięty francuskim. Czymś pięknym - chciałoby się powiedzieć. Ale Laurent już nie potrafił wstrzymywać tego śmiechu, kiedy Kayden palnął coś znowu. - Przepraszam, hahah... naprawdę nie wiem, czemu mnie to tak śmieszy. - Ojej, naprawdę było mu głupio! Nie chciał wyjść na jakiegoś niedouka czy buca, który słyszy jakieś obce słowo i już hihihaha... I chciał znowu zachować powagę, choć troszkę drżały mu usta, mądrze znowu pokiwał głową... i roześmiał się znów. Aż łzy pojawiły się w kącikach jego oczu. Kiedy ostatni raz się tak śmiał? Tak bardzo intensywnie, tak mocno szczerze, jakby świat nie miał nawet jednej chmurki a samo pogodne niebo..? Przetarł kąciki oczu wierzchem palca. - Na słodkich bogów... aaach. - Odetchnął pełną piersią, choć trochę go zabolała - nie wszystko się jeszcze na jego ciele doskonale zagoiło. Przystanął na chwilkę, żeby unormować oddech. - Czy to jakaś próba zamachu na moją osobę? Więc do tego służy twój rodzimy język? - Spojrzał na Kaydena z udawaną urazą. A udawaną, bo aż oczy mu się śmiały.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.

Kayden Delacour
#12
02.09.2023, 13:15  ✶  

Lustereczko, powiedz przecie, kto... ma piękny umysł? Nie, tego pytania zwierciadło nigdy nie słyszało. Zapewne zamilkłoby na krótką chwilę w wyrazie zaskoczenia, a twarz w odbiciu zmarszczyłaby brwi, później by je uniosła, a na koniec zamrugała, jakby zbito ją z tropu... tak jak teraz Kayden. - S-słucham? - Dobrze słyszał, ale pytanie wymsknęło mu się mimowolnie. Zatrzymały się przekładnie i koła zębate, bo ktoś wcisnął tam właśnie łodygę róży z nadzieją, że będzie ładnie wyglądało. Zegarmistrz natomiast musiał przyjść, wyciągnąć kwiat, aby praca kół mogła ruszyć ponownie, po czym przyjrzeć się znalezisku i zastanowić się, co z nim teraz zrobić. Wyrzucić? Taką ładną różyczkę? Nie, na razie ją włoży do wazonu, póki była urocza. - Uh... dziękuję? Chociaż nie do końca rozumiem skąd ta nagła uwaga... - Powiedziałby komplement, ale jakoś wolał tu włożyć neutralne słowo. Mimo tego uśmiechnął się delikatnie, lekko marszcząc przy tym brwi. Taka nieco zagubiona mina, która jeszcze nie wie jak zareagować na tą różę w wazonie.

Zachwyt i rozbawienie. Czy on mu przypadkiem tego nie obiecywał? To zapewnienie tak zabrzmiało... jakby miał zamiar albo mu pokazać, albo wyjaśnić. Może nie teraz, ale droga do ogrodu wydawała się otwarta. - Podsycasz moją ciekawość. - Powiedział tylko, choć zastanawiał się nad słowem "rozbawiony". Nie to kojarzyło mu się z syrenami, ale w końcu Selkie to nie syreny. Co właściwie było nieco pocieszające, z uwagi na to, czym naprawdę były te stworzenia. Sznureczek dyndał mu nad głową, a kocur usiadł niedaleko, wpatrując się w niego z rozszerzonymi źrenicami.

Zmieniona mimika twarzy nie uszła uwadze Kaydena, który z zamyśleniem wpatrywał się w blondyna. Trafił na jakiś czuły punkt? - To była metafora. Estetyka jest filozofią dość szeroko rozgałęzioną. - Poprawił się ze spokojem. Niekoniecznie musiało tu chodzić jedynie o wygląd, co, nie oszukujmy się, Laurenta raczej nie dotyczyło. - Chodzi mi o to, że ludzie mają tendencję do mydlenia sobie oczu. Czystość krwi jest na tyle delikatnym tematem, że większość woli po prostu udawać i pozostawać ślepym, kierując się jedynie estetyką. Coś dobrego, potrafią zgnieść jak robala, nie patrząc na to, że mógł to być motyl w poczwarce. Natomiast motyla nie tkną, bo przecież jest taki zachwycający... - Rzekł z delikatnym przekąsem. Gryzł się sam ze sobą, bo z jednej strony uwaga była dosyć gorzka, z drugiej dotyczyła też jego matki, więc te gorzkie słowa niechętnie wychodziły z jego warg. Rozchylił usta, a potem je zamknął, nie bardzo wiedząc jak odpowiedzieć na kolejną cześć jego słów. Brudna krew... Większość swojego życia spędził z wątpliwościami co do słuszności tej tezy. Nie chciał wypowiadać na głos swojego zdania, bo w obecnych czasach ciężko było ze swobodą własnego słowa na temat rodowodu. Budził się w nim jednak bunt, kiedy tylko słyszał te doktryny. Kto miał w ogóle prawo do decydowania, która krew była brudna, a która nie? Kto dał ludziom berło i patrzył, jak wymachują nim na prawo i lewo? Te pytania już dawno zgasły, bo nie widział sensu, by się nad nimi zastanawiać. To niczego nie zmieniało, a jedynie stwarzało kłopoty. Nie chciał prowokować kolejnej dyskusji, nie na ten temat. Mimo wszystko zależało mu, żeby Laurent poznał jego stosunek do tych słów. - Wolę patrzeć przez pryzmat człowieka, nie czystości jego krwi. Nadzieja na to, że pogląd ludzi się zmieni, jest raczej dość licha i pewnie podpada już pod naiwność... Mimo tego osobiście uważam go za nielogiczny. - Powiedział i zerknął na blondyna ciepło. - Przykro mi, jeśli w jakiś sposób dotknął cię ich osąd.

Stereotypy są wygodne dla tych, którym nie chciało się myśleć. Taka etykietka na słoiku, po którego sięgasz machinalnie, bo wiesz, co w nim jest. Z jednej strony Delacour nie widział w nich za wiele zła, bo po części były prawdziwe, jednak należało z nimi postępować ostrożnie. Ktoś do słoja z asfodelusem mógł nakleić nalepkę z jadowitą tentakulą... albo na odwrót. - No cóż, przynajmniej teraz masz swoje New Forest... - Uśmiechnął się.

Uśmiech się poszerzył, w oczach migotały wesołe gwiazdy, kiedy na Laurenta spoglądał, jak oczarowany jego śmiechem. Serce trzepotało lekko w piersi, dość osobliwe uczucie. - Nie mów tego przy francuzach, bo dostaną białej gorączki. - Ostrzegł z rozbawieniem. - Zadźgają cię une baguette... - Ciągnął tą lekką atmosferę, wręcz w niej dryfując. W odpowiednim towarzystwie potrafił mówić dosyć bezsensowne rzeczy, jakby nagle zapominał, że był poważnym mężczyzną, a żart i figle latały wokoło jak chochliki kornwalijskie. Tym bardziej zachwycał się roześmianymi oczami Laurenta, jakby nagle zobaczył, jak ten barwny motyl przysiada na chwilę przy jego oknie i rozkłada delikatne skrzydła. - Nie... Mój rodzimy język jest świetny w tworzeniu okazji do podziwiania reakcji tych, którzy go słyszą. - Nie znał się zbytnio na motylach, ale wydawało mu się, że błękitny modraszek byłby bardzo wdzięcznym i zjawiskowym porównaniem.



[Obrazek: qEyGuHF.gif]

✧ The bear loved the deer, it was obvious.
It ripped the deer's throat out, and then licked the dying deer
with the most passionate affection ✧
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
02.09.2023, 16:09  ✶  

Ach! Zapeszony? Zdziwiony? Na pewno nie przyzwyczajony do takich słów, więc - trafione! Kiedyś prowadził taką "grę" z jedną osobą i mieli taki mały żart z pytaniem, ile punktów zostało nazbieranych. Pięć. Albo sześć..? Numer się nie zmieniał. Zawsze była ta sama odpowiedź, choć Laurent dalej próbował strzelać w upodobania tej kobiety i sprawdzał, czy dobrze podpowiadała mu rzeczy intuicja. Brzmiało fajnie - jak strzelanie na oślep. A to było w gruncie rzeczy sprawdzanie pewnych ram. Niektóre osoby kojarzyły ci się z kotem, inne z koniem, a jeszcze inne - z orłem. Droga rozumowania nie była tutaj prosta, w dużej części jednak było to strzelanie na oślep bo nie sposób było powiedzieć, w którym miejscu dana osoba się wyłamie, ale dlatego tak lubił to robić. Nie po to, żeby sobie udowadniać, że jest w tym dobry - uważał, że był. Że naprawdę nieźle czytał z ludzi i było to jak hobby w zamian za rzucenie czytania książek. Robił to, bo ludzie zaskakiwali, fascynowali i potrafili pewne rzeczy przyjmować z twistami. Tutaj było tak samo. Nie spodziewał się w końcu takiej reakcji, strzelał natomiast w to, że był to taki komplement, którego jednak często nie słyszał. A z jego reakcji teraz zastanawiał się, czy słyszał go w ogóle?

- Nie wiesz, czy to skromność? - Zaczepił delikatnie, nie chcąc go mimo wszystko wprawiać w zakłopotanie i chcąc teraz ubrać ten komplement w odpowiednie rumieńce, żeby był słodki, przyswajalny. A nie tak egzotyczny, że nawet nie można go zrozumieć. - Jesteś przystojny, Kaydenie. Ale to nie to jest w tobie najbardziej pociągające. - Gdyby byli w Londynie Laurent by nigdy nie wypowiedział takich słów, dopóki nie wylądowaliby w jakimś bardzo ustronnym miejscu. Czyli... nie w Londynie. Nawet w zaciszu knajpki by tego nie powiedział. Ale byli otoczeni obcokrajowcami po drugiej stronie morza. Na drugim krańcu kraju. Nie miał tutaj tej ostrożności i nieśmiałości, bo nawet jak ktoś coś przypadkiem usłyszy i zrozumie, to co najwyżej złapie kawałek, może się spojrzy zdziwiony, a może nawet nie. Nikt ich tutaj nie rozpozna. - Moja uwaga nie jest nagła, jest efektem słuchania twoich wypowiedzi. Jak się cieszę, że będę miał okazję pytać o wszystko i po prostu słuchać. - Tak, zastąpić całą ciszę i wszystko inne brzmieniem jego spokojnego głosu, kiedy się tak namyślał i kiedy rozmyślał, próbując rzeczowo przedstawić swoje zdanie. Ciekawe, czy miał naturę do wykłócania się? Przy Laurencie raczej marne szanse miała na wychodzenie, jeśli tak. Blondyn był bardzo ugodowy, czasami wręcz za bardzo. "Jak skrzat domowy" jak to powie w przyszłości jedna osoba w bardzo nieprzyjemny sposób i w bardzo niesprzyjających okolicznościach.

- Wiem. Robię to z premedytacją. - Uśmiechnął się szeroko, znów spoglądając na niego spod kurtyny rzęs w ten figlarny sposób. Podsycanie ciekawości było jednym z jego standardowych manewrów utrzymania zainteresowania. Tak samo zresztą jak sam chwyt na selkie. Ludzi interesowały takie rzeczy, bo interesowała ich egzotyka. Wobec niektórych był z tym bardziej szczery i wylewny, wobec innych się wycofywał i pokazywał im wielkie nic. Zależało od osoby, co sobą prezentowała, jaki światopogląd mu zdradziła. Wiązało się to z bardzo wieloma elementami tej gry, jaką był flirt i... no cóż, znajdowanie sobie kochanków, którzy nie byli tylko pojedynczą przygodą. Laurent szukał bliskości, szukał... połączenia. Czegoś, co zyskiwało się tylko poprzez zaplecenie delikatnego sznurka porozumienia. Był jednym z tych przykładów, że da się być przyjaciółmi, kochankami, a potem nawet skończyć z byciem kochankami i nadal się przyjaźnić. Tak, przez taką znajomość też przeszedł. Lecz tak, rzeczywiście nieświadomie sam Laurent naprowadził dalszą rozmowę w miejscu, gdzie grunt podatny - i czuły - się znalazł. - Mam zgoła inne doświadczenia, ale w jedną czy drugą stronę wypada to tak samo smutnie. - Świat był miejscem okrutnym, czysta krew i pieniądz światem rządziły. A to, co miałeś w drzewie genealogicznym potrafiło być wszystkim. Zapewne gdyby jego matka wżeniła się w Prewetta też by była inna śpiewka. Może wtedy właśnie takie miałby mniemanie - że nagle nie było istotne to, że selkie czarownicą nie była - przecież jej krew była magiczna, a czarodziei to nie obchodziło, selkie również czarowały. Ważne, żee nie było tam mugolskiej krwi - to był ten brud. Niestety jego matka w ród się nie wżeniła. I pociągnęło to za sobą cały sznur przykrych konsekwencji. - Widzisz? Mówiłem, że masz piękny umysł. - Powtórzył, kiedy mężczyzna podzielił się z nim swoimi przemyśleniami dotyczącymi czystości krwi. Lecz tak. Teraz przynajmniej miał swoje New Forest. Dokładnie to, od którego uciekał z przestrachem i na wspomnienie o nim automatycznie dotknął prawego ramienia drugą ręką. To nieszczęśliwe marzenie, które tak wiele osób nazwało już rajem. Miało być też jego rajem. Teraz nie był pewien, czym się stało.

- Zadźgać... phahaha... czym? - Bagietką? To przynajmniej brzmiało znajomo! - Litości, Kaydenie! Już nie mam siły, och... nie mam siły nawet iść. - A co dopiero mówić o śmianiu się, ale ewidentnie śmiać się przestać do końca nie potrafił. Ale nie żartował z tym, że trochę sił mu zabrakło. Podszedł parę kroków do ławeczki ustawionej przy niewielkim okrągłym drzewku i przy klombie z kwiatkami. Liście dawały odrobinę cienia. Odetchnął głęboko, zamykając oczy na dłuższą chwilę z niegasnącym uśmiechem. - Aaach... jakoś nigdy dotąd francuski mnie tak nie bawił. - Mówił całkiem szczerze! No nie wiedział, nie miał pojęcia, o co chodziło i skąd jego własne reakcje na słowa Kaydena, a potem już po prostu całkowity brak kontroli nad śmiechem, ale... no tak jakoś było? Tak jakoś wyszło? Może to wina tych ziół uspakajających? Było bardzo przyjemnie w każdym razie. Miło było się śmiać... po prostu z kimś. Kiedy ktoś chce cię naprawdę rozbawić. Tak, to było bardzo miłe. Bardzo dobre uczucie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.

Kayden Delacour
#14
02.09.2023, 20:02  ✶  

Obserwator... Strzelał z łuku w cel i patrzył, która ze strzał trafi w środek tarczy. Jak łowca, lustrujący bystro otoczenie, wtapiał się w nieodkryte rejony i poznawał je, kawałek po kawałku. Dla zabawy, żeby się przekonać, czy jednak teren go nie zaskoczy. Kayden szanował takich ludzi, bo byli sprytni i błyskotliwi. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, jak niebezpieczni mogli się okazać. Ten, kto uważnie obserwuje, ma przewagę. Widzi więcej. Więcej słabości, wad, ale i zalet. Przy takich ludziach trzeba było uważać, co się mówi, jak się mówi i jak zachowuje. Oczywiście, Kayden nie czuł jak na razie żadnej potrzeby, by mieć się przy Laurentym na baczności... ale świadomość, że Laurent był naprawdę inteligentny i zauważał pewne rzeczy, które inni by pominęli, została mu w głowie. Jak notatka na marginesie. Fakt, że w ogóle obdarował go właśnie takim komplementem, a nie innym, była bardzo celnym strzałem. Bardzo precyzyjnym i przemyślanym. Nastoletni Kayden pewnie by się zarumienił z tak trafnego komplementu. Teraźniejszy Kayden jedynie się subtelnie uśmiechnął, odwracając wzrok.

Im więcej jednak Laurent mówił, tym wyżej unosiły się jego brwi. Nie nazwałby tego skromnością, ale miał wrażenie, że trochę Laurent to wszystko koloryzuje. Nie wątpił w szczerość jego intencji. Po prostu czuł, że za duże nadzieje w nim pokłada, jeśli chodziło o jego wiedzę. - O wszystko? No, nie jestem pewien, czy będę w stanie cię zadowolić... - Powiedział tonem, w którym rozbawienie mieszało się z zakłopotaniem. - Ale dziękuję za komplement. Miło wiedzieć, że cię nie zanudzam. Wydaje mi się jednak, że jeśli chodzi o niektóre tematy, masz o wiele większy zasób wiedzy. - Zmrużył lekko oczy i spojrzał na blondyna z uśmiechem. - Ja też lubię słuchać. - To była pewnego rodzaju zachęta i komplement w jednym. Był na przykład pewny, że Laurent wiedział o wiele więcej o magicznych zwierzętach, niż Kayden. Brunet był ciekawy, o czym jeszcze mógłby z Laurentym porozmawiać. Co go interesowało. Co wprawiało w zachwyt, a czego nie znosił. Delacour zaczynał być coraz bardziej zaintrygowany jego osobą, a głód wiedzy sprawiał, że jego wcześniejsze rozterki moralne wydawały się mniejsze od szpilki.

- Oh, doskonale zdaję sobie z tego sprawę. - Zachichotał, ale nie dopytywał. Postanowił na chwilę zostawić włóczkę i być może wrócić do niej potem. Takie przekomarzanki były chyba jego ulubionym rodzajem flirtu, bo rzeczywiście, utrzymywały relację w tym miłym rodzaju napięcia. Takim, które pozostawiało niedosyt i aż chciało się spotkać ponownie. Kayden był w tym wypadku niesamowicie cierpliwy. Tylko co zrobić, jak już odkryje się wszystkie tajemnice? Co trzymało na dłużej, skoro już ciekawość została zaspokojona? Czy trzeba było znaleźć jakąś nierozwiązywalną zagadkę, żeby - jak te marzenia - była zbyt wysoko, by ją dosięgnąć?

- Tak, jest to... deprymujące. - Widział tą krzywdę, jaką powodowały takie osądy i, mimo że nie dotyczyło go to bezpośrednio, to on również był z tego niezadowolony. Stoisz obok i widzisz, co się dzieje... a później zastanawiasz się, dlaczego właściwie nie jesteś traktowany tak samo, skoro twoja krew też nie jest taka czysta, jak mówią. Powstaje pęknięcie na lustrze, a z pęknięcia wyłażą wątpliwości. Zaczynasz podważać to, czego cię dotychczas uczono. Do czego byłeś przyzwyczajony. Dzięki temu pęknięciu Kayden otworzył oczy, a to, co widział, wcale mu się nie podobało. Pokręcił głową z uśmiechem. - Karmisz pychę, uważaj z tym. - Zażartował i choć słowa Laurentego brzmiały naprawdę miło i subtelnie jak melodia wody, wolał być raczej tym, który te komplementy dawał, a nie przyjmował. Wystarczająco arogancki i narcystyczny był za czasów młodości, nie chciał do tego wracać.

Usiadł obok niego na ławce, uśmiech mu nieco zelżał. - Czyli to nie z francuskiego się śmiejesz, tylko z mojego francuskiego. Rozumiem... - Odchylił się plecami na oparcie ławki i zaczął błądzić spojrzeniem po uliczkach. Później wrócił nim do blondyna, wpatrując się nieco bezwiednie w targane lekkim wiatrem, jasne włosy. W srebrnych oczach była zaduma. Podobało mu się to, z jaką łatwością przychodziła mu rozmowa z Prevettem. Zarówno ta poważna, filozoficzna, jak i lekka, zabarwiona żartami i śmiechem. Taki złoty środek. Zastanawiał się nad tym, dlaczego miał wrażenie, że mógł z nim rozmawiać dosłownie o wszystkim. Taki lukrecjowy urok? Może był po prostu osobą na tyle otwartą, że łatwo mu było dostosować się do rozmówcy? Tacy ludzie byli naprawdę rzadko spotykani, a przynajmniej on nie natknął się na wiele takich osób. Złocisty owoc jabłoni, wśród zwyczajnej czerwieni.



[Obrazek: qEyGuHF.gif]

✧ The bear loved the deer, it was obvious.
It ripped the deer's throat out, and then licked the dying deer
with the most passionate affection ✧
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
02.09.2023, 22:38  ✶  

Na szczęście łuk, który dzierżył Laurent, był tym, który nie przynosił ze sobą ran. Jak łuk tego amorka unoszonego na chmurce, tylko... ani tu chmurki, a ten aniołek... hm. Chyba słodki w stalowych oczach? Na szczęście wiele strzał miał w tym kołczanie, a jego tarcza była tak zabójczo przystojna, że prawie odchodził od zmysłów, nie mogąc na niej położyć palców. Ale to - wcześniej. Dzisiaj cieszył się tym, że ta boska istota dzieliła z nim to niebo, tę uliczkę i że poświęcała mu swój czas, swój uwagę. Że spoglądała na niego tak, że czuł się sam piękny i mógł prężyć się i przeciągać jak łania przed wilkiem, żeby na pewno pokazać swoje smukłe nogi, swoje sarnie oczy. Może te Laurenta czarne nie były, ale czasem miały naprawdę łanią naturę... Mógł nawet umknąć w pobliskie krzaki, żeby skusić i zachęcić do gonienia. Albo mógł położyć się i tylko czekać, aż wilk podejdzie w pełni blisko. Ale, kolejny strzał - Kayden należał do tych, którzy lubili gonić za łanią. Smakowała mu łatwa, tania zdobycz panienek, jakimi się otaczał, ale to nie było to, czego naprawdę pożądał. Zgadza się, granie z Laurentem było niebezpieczne, jeśli za niebezpieczeństwo uważało się sieć, jaką prządł wokół osób, które wpadły mu w oko. To nie była przecież sieć, z której nie dało się wyrwać, po prostu... pająk tak słodził swoim szeptem i kusił, że chyba nie spotkał na swojej drodze jeszcze kogoś, kto wyrywać by sie próbował. No w końcu - po co? Te usta oferowały miód, oczy uwielbienie, a palce anielskie ukojenie. Czy najlepszym więzieniem nie było to, w którym nie zdajesz sobie z więzienia sprawy..? Ale to nie było dla nikogo więzienie i Laurent nie zamierzał nikomu robić krzywdy. Wręcz przeciwnie - chciał dawać kawałeczek Nieba tym, którzy również przynosili je dla niego. Czasem była to inwestycja, która jednak potem bolała. Bo możesz być świetnym strzelcem i obserwatorem, ale nie wszystko da się zauważyć. Ludzie też potrafili się świetnie maskować. Ale to nic, to nic. Życie nie mogło się składać tylko i wyłącznie ze zwycięstw. Strzały niekiedy chybiały. I chociaż nie robił to po to, żeby udowodnić, że potrafi, to zawsze był zadowolony ze swoich małych zwycięstw. Tak jak teraz.

- Ośmielę się wysunąć teorię, że będziesz w stanie. - Kolejny strzał. Czy on był osobą, która lubiła podejmować wyzwania? Jeśli tak - jakiego? To nie miało być przede wszystkim wyzwanie, choć uważał, że mogło tak zabrzmieć w uszach jego słuchacza. - Ach, wiedza... Nie jesteś osobą, która lubi się wypowiadać na tematy, na które nie ma pojęcia, wiem o tym. A jednak dajesz się wciągać w dywagacje na temat tego, co może się wydawać, a co nie, nawet kiedy masz świadomość, że twoja wiedza jest niepoprawna. Powiedziałbym, bardzo odważnie, że udało mi się cię trochę ośmielić względem siebie. Może po prostu udowodnić, że rzeczywiście słucham uważnie i jestem gotów uzupełnić pole, gdzie ty masz brak? - A może się zupełnie mylił? Choć uważał, że to ten pocałunek bardzo ośmielił Kaydena i go rozluźnił w ich relacji. Że się ośmielił i teraz po prostu... dawał się zaplątywać tym drobnym nitkom. Nie bez wzajemności, bo Laurent widział wyraźnie, że i jego niteczki łapały. To był wspaniały czas - gdy mogłeś spędzić go na flircie, który nie był po prostu pustymi komplementami i uśmiechami. Gdzie twój umysł mógł pracować, a ty mogłeś sycić się drugim człowiekiem. Szukali obiadu? Został podany. - Bardziej niż słuchać wolisz aktywny dialog. - Pochylił się lekko w jego stronę na tej ławeczce na drobny moment. - Aktywny, intensywny dialog. - Brzmiało z podtekstem? Laurent by przecież nigdy tego nie zrobił! I nie, nie umniejszał tego, że Kayden słuchać lubił, skąd. Natomiast był niemal pewien, że Kayden to człowiek, który bardziej od słuchania i mówienia lubi, kiedy ktoś sprawiał, że... ktoś mu merdał sznurkiem przed twarzą. Że to wszystko nie było jednostronne, oczywiste i banalne. Laurent uważał, że mógł mu to dać. Ba! Że już mu to daje. Tak przynajmniej oceniał to patrząc po jego nastroju i reakcjach. Tym zresztą, jak te reakcje mocno się zmieniły od ich poprzedniego spotkania. Tego sprzed spotkania na plaży.

Laurent nie miał problemu z tym, by być w komplementach oszczędny. Ba... wobec Kaydena był. Bardzo. Niedobór był czasami lepszy niż przesyt, bo przesyt potrafił być tani, ale wszystko zależało od tego, czego oczekuje druga strona. Laurent miał tęczowe łuski. Był jak kameleon, który potrafił się zazwyczaj błyskawicznie przystosować do tego, co się dzieje, jeśli chodziło o sytuacje społeczne. Gorzej z tymi, które działy się w konfliktach fizycznych. Tak sobie nie radził zupełnie i może nie był sparaliżowany zupełnie strachem, ale bywało to naprawdę różnie. I kiepsko. Tak samo jak z jego odwagą. Ale to ostrzeżenie o karmieniu pychy, chociaż wypowiedziane żartem, zwróciło jego uwagę. Zastanawiał się, na ile na poważnie powinien to wziąć. Czy Kayden bał się zatopienia w tej pysze? Bo nie brzmiało to jak zaproszenie do dalszego cukru. Och, tego nie zamierzał go skąpić... ale mógł znajdować inne sposoby. To wcale nie musiało być słowo. Lub po prostu słowo, ale od czasu do czasu. Byle trafnie. Byle była ta mała, czerwona kropka na środku tarczy.

- Nie, Kaydenie. Nie śmieję się z twojego francuskiego. Śmieję się, ponieważ twoje towarzystwo wywołuje mój uśmiech. - Może zupełnie niepotrzebne były te słowa, może to było oczywiste. Ale niektóre oczywistości, jakie wypowiadało się na głos, nabierały zupełnie nowej mocy. Nowego znaczenia. Stawały się prawdziwe, gdy wcześniej były niepisaną oczywistością, w którą można było zwątpić. Laurent zapatrzył się na Kaydena i nie chciał przerywać jego zamyślenia. Chciał go przeprosić za to zatrzymanie się, ale naprawdę zrobiło mu się trochę słabo. Pozytywnie, bo przecież śmiech to zdrowie. Ale jednocześnie był wyczerpujący. Poczekał. Nie śpieszył się. Podziwiał piękno mu dane, powstrzymując się od niemal tęsknego westchnienia. Taki piękny... Chciał go poznać bliżej i przekonać się, jakim jest człowiekiem. Bo że nie był zły - tego był już pewien. Ale co dalej? - Przepraszam za drobny postów. Już mi lepiej. Chciałbyś kontynuować? Przyznam, że byłem tak zaabsorbowany rozmową - i twoim widokiem - że nie mam pojęcia, gdzie jesteśmy. - To tak apropo tego kreatywnego gubienia się i odnajdywania, tak?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.

Kayden Delacour
#16
03.09.2023, 18:46  ✶  
↻ ◁ ♫ ▷ ↺

Urok łani to najlepszy sposób, żeby wilk na nią spojrzał i nabrał ochoty na zabawę. Wystarczy drobnostka, odpowiedni uśmiech, wymowne spojrzenie, żeby mężczyznę usidlić w tych słodkich, lepkich od miodu niciach flirtu. Za dużo sideł, a zabawa traci sens. Za mało, a łatwo z niej wypaść. To była sztuka sama w sobie, tak kierować strzały, żeby trafiały tam, gdzie powinny. Harmonia, bez przesytu czy wygłodzenia. Nie mylił się Laurent co do niego. Kay dawał się wplątywać w sieć z przyjemnością, żeby choć na chwilę oderwać się od rzeczywistości i zająć myśli na dłużej. Zabawa w kotka i myszkę, łanię i wilka. Ciężko się oprzeć, kiedy obserwator tak sprawnie manewrował swoją bronią. Słowami. Bo to one przeplatały się przez nici i tworzyły tę delikatną klatkę westchnień i uwielbienia. Spojrzenie natomiast tylko podsycało apetyt serca.

- Wydajesz się pewny siebie. - W głosie zabrzmiała nuta rozbawienia. Kayden dostrzegł wymierzane w niego strzały, a wilk przechylał głowę z błyskiem w ślepiach. - Wydaje mi się, że to twoja błyskotliwość mnie zachęca. Rozmawianie ze ścianą to oznaka szaleństwa. - Zaśmiał się cicho. - Masz więc rację, o wiele przyjemniej się rozmawia, gdy druga strona decyduje się na odpowiedź. - Założył ręce na piersi, przyglądając się Laurentowi z błąkającym się na ustach uśmieszkiem i uniesioną sugestywnie brwią. - Spostrzegawczość to u ciebie cecha przodująca, hm? Sprawiasz wrażenie analityka. - Postanowił mu to wytknąć, ciekawy, jak na to zareaguje. Bawiły go te obserwacje, choć sam nie potrafił powiedzieć dlaczego. Prawda była taka, że mało kto rozmawiał z nim w taki sposób, jak Laurent. Używając rozumu, a nie bezpodstawnej protekcjonalności. Argumenty, a nie krzywe spojrzenia. To był jeden haczyk, który ciągnął Kaydena za język, przez co był skłonny do kontynuowania dyskusji. Przywykł do tego, że ludzie ucinali dialog. Nie podobało im się, że nie mogli się odszczeknąć, albo po prostu nie umieli. Nic więc dziwnego, że brunet po kilku spotkaniach zobaczył w Laurentym godnego rozmówcę. No a pocałunki... cóż... odblokowały w nim coś zgoła innego. To było kolejne lustro, które zaczęło pękać. Sprawiło, że zaczął się zastanawiać nad tym, co było prawdą, a co kłamstwem. I dlaczego czuł, że to, co robili, wcale nie było takie złe, jak głosili ludzie z berłem. Kolejne puste osądy? Kolejne kłamstwa, którymi się karmił? Chciał to sprawdzić na własnej skórze, bo ślepa wiara nie była w jego guście. Teoria, praktyka, a później wnioski. Własne wnioski.

Wyłapał kolejną subtelną strzałę anioła, który tak celnie wymierzał swój łuk, aż miał ochotę złapać za jego broń i pociągnąć tę niebiańską istotę ku sobie. - W takim razie cieszę się, że mogę być powodem twojego - pięknego - uśmiechu. - Odpowiedział i choć zapewne powinien odwrócić już wzrok, nie potrafił tego zrobić. Laurent działał jak magnes na srebro. Zmarszczył na chwilę brwi na jego słowa, zastanawiając się, czy to faktycznie przez śmiech był zmuszony zrobić postój, czy może nie czuł się najlepiej. Może jeszcze tak całkiem nie wyzdrowiał? Kay nie miał pojęcia, czego dotyczył ten wypadek, o którym wspomniał Laurent. Pierwszym, co przyszło mu do głowy, było jakieś magiczne stworzenie, które narobiło problemów. Może coś się stało w rezerwacie? - Możemy zostać jeszcze chwilę, jeśli źle się czujesz. - Powiedział i tu już w oczach pojawił się ten drobny pączek troski, który kiełkował w nim powoli. Rozejrzał się raz jeszcze, wciąż pamiętając drogę powrotną. - Nie wiem gdzie, ale wiem jak wrócić. Możemy iść dalej... Im bliżej centrum, tym więcej sklepów i restauracji. Wydaje mi się, że dalej jesteśmy w części mieszkalnej. - Przechylił lekko głowę, powracając spojrzeniem na blondyna. Zawachał się lekko, ale pytanie samo wypłynęło mu z ust, choć wypowiedziane dosyć niepewnie. - Mogę zapytać... co się stało, że musiałeś przełożyć wcześniejsze spotkanie? Jeśli coś się dzieje, to możemy wrócić na statek... - Zapewnił, nie chcąc, żeby mu czasami tu Laurent zemdlał na środku ulicy.



[Obrazek: qEyGuHF.gif]

✧ The bear loved the deer, it was obvious.
It ripped the deer's throat out, and then licked the dying deer
with the most passionate affection ✧
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
03.09.2023, 19:29  ✶  

Zabawa nie miała też najmniejszego sensu, kiedy byłeś tylko stroną, która daje, a która niczego nie odbiera. Laurent pragnął tego łakomego spojrzenia wilka. Chciał być tym, czym się właśnie stał - magnesem. Chciał mieć jego spojrzenie dla siebie - taki był zachłanny. Chciał jego oczu, chciał jego języka, chciał jego myśli. Takim sposobem dawał mu całego siebie. I nawet to serce, kiedy teraz biło, biło właśnie dla niego. Nie dla jakiejś dziewczynki z drogiej restauracji, która mrugała zalotnie rzęsami, nie dla innego mężczyzny, który mógłby go zauroczyć uśmiechem. Kayden mówił o karmieniu próżności - a Laurent właśnie karmił swoją. Łatał swoje własne kompleksy i czuł się piękny, bystry - jak odpowiedni puzzel wsunięty w układankę, dzięki czemu ta zachwycała swoim całym pejzażem. I to on nim był. Dla takich chwil mógł z siebie samego dawać wiele, wszystko. Mógł dać wszystko, czego tylko zażyczyłby sobie ten anioł o ciemnych, muśniętych wiatrem włosach. Oooch, chciał dotknąć tych kosmyków, chciał przesunąć po nich palcem, sprawdzić krzywiznę. Dotknąć znów miękkich poduszek ust. Zrobić to tak, jak dotyka się rzeźby. Poczułby dreszcz na własnej skórze, był tego więcej niż pewien. Modlić się i wielbić, sypiać płatki kwiatów i palić kadzidła. Ugościłby go wieczorem wśród satyny i rozpalonych świec.

- Uważasz to za zaletę? Ta pozorna pewność siebie. Albo szczera. Nie wiem. - Uśmiechnął się troszkę psotnie, ale wciąż z ciepłem, tworząc mieszankę doskonałą. Przecież wiedział. Istnieli ludzie, którzy nie mieli w ogóle pewności siebie. Laurent był świadom tego, jak reagowali na niego ludzie. Wiedział, że ich myśli skłaniają go do tego, żeby notowali obraz, jaki widzą, na słowa - że to aniołek. Niewinność, delikatność. Notowali miód. Wszystko zależało od tego, co chciało się im dać - ale w takich sytuacjach to o to chodziło. Wiedział, że jego oczy były największym atutem dla tych, których porywała jego uroda. Wiedział o tym, jak powinien ścinać włosy, by zachować niewinność, elegancję i by podkreślały jego delikatną twarz. Ubierał się też celowo w jasne rzeczy - to nie był żaden przypadek, nie była nawet kwestia gustu. Przyzwyczaił się do tego. Laurent potrafił kalkulować każdy swój krok, kiedy poruszał się wśród ludzi. Jeśli nie potrafisz dobrze analizować ludzi - nie jesteś w stanie planować. Zgubienie po drodze pewności siebie burzyło cały ten starannie przygotowany wizerunek. I jak sam uważał - tracił przy bliższym poznaniu. Było bardzo niewiele osób, które dopuścił do siebie blisko i pokazał, jakim naprawdę jest niepewnym, wrażliwym i pełnym strachu człowiekiem, który drżał w otaczającej go rzeczywistości. Ale pomimo to starał się żyć i dawać temu światu coś dobrego. - Dziękuję za komplement. - Było mu miło za tę pochwałę, owszem. - Takie sprawiam wrażenie? Że to spostrzegawczość wiedzie prym? - Zainteresował się. Tak, był też ciekaw, jak widziały go niektóre osoby. Takie jak Kayden właśnie. Co krążyło po jego głowie - chciał teraz łowić to wszystko. - Wiesz, co uważam, że wiedzie prym w tym wszystkim? Pozór, Kaydenie. - Uśmiechnął się enigmatycznie. - Pozór niewinności. Ludzie chcą być w gruncie rzeczy poznawani w tym pełnym kłamstw i aktorstwa świecie. W głębi serca każdy chce być otwierany, badany, delikatnie i z czułością. - Zdradził mu swój mały sekrecik. - Dopiero na drugim miejscu jest spostrzegawczość. Chociaż pewnie można nad tym dywagować. - Tak, to było bardzo cenne spostrzeżenie, jeśli o tym mowa, od strony Kaydena. - Zgadza się, analizuję ludzi. Bardzo dokładnie. Sprawdzam, co im się podoba. Czujnie się przyglądam, co wywołuje dreszcz. Uśmiech. Co wprawia w zamyślenie. Co powoduje zrobienie kroczku w tył. - I na wszystko były brane poprawki. Gdyby miał to rozpisać to chyba musiałby się posługiwać wzorami matematycznymi. Niektóre osoby by odstraszyło to, co powiedział i tak naprawdę wcale nie był do końca pewien, jak na to zareaguje sam Kayden. Ale gdyby nie obstawiał tego zakładu, że raczej go zaintryguje, niż odstraszy, to nie podjąłby tej partii pokera. Mówił to tym spokojnym, lekko przyciszonym tonem, nie jakby przekazywał wiedzę, a niemal jakby zdradzał sekret na ucho kochankowi. Bo to już nie było subtelne, co powiedział. Traciło na subtelności, ale zyskiwało na intymności. Niektórych podniecała możliwość dotknięcia czyjegoś umysłu, czyjejś duszy. Najwyraźniej trafił swój na swego. Bo dla Laurenta to było naprawdę bardzo przyjemne doznanie, które mu Kayden fundował.

Jakże niewinnie Laurent uniósł dłoń do policzka, lekko zarumienionego na ten delikatny komplement o pięknym uśmiechu. Prosty, niby banalny komplement. Ale przecież był tak sympatyczny... szczególnie, kiedy Kayden spoglądał na niego w ten sposób. I też jak niewinnie obrócił wzrok od jego oczu. Lecz nie, nie było w tym w gruncie rzeczy krztyny niewinności. Laurent to robił z premedytacją. Chociaż w żadnym razie jego reakcja nie była nieszczera czy udawana.

- Już mi lepiej, dziękuję. Złapałem kilka oddechów. - Zapewnił. Nie chciał spędzić teraz całego czasu na ławce, chciał zobaczyć kawałek tego miasta choooć... chyba trochę oszukiwał samego siebie. Nie był zainteresowany ani Marsylią, ani jej obiadem. Natomiast cieszył się z tego, że podczas tego obiadu będzie miał towarzystwo. Jedzenie nie wychodziło mu najlepiej od dwóch dni. - Prowadź, mój francuskojęzyczny kompanie. - Zachęcił go, podnosząc się z ławki. Pokręcił lekko głową na jego słowa, że mogą wrócić na statek. To było słodkie, ale Laurent naprawdę chciał być w ruchu. Chciał zajmować myśli, nie chciał się zatrzymywać. Myśleć. Kąciki ust delikatnie mu zadrżały i trochę bez kontroli ujął jedną dłoń w drugą przed sobą, pocierają ją kilka razy. - Cóż... najpierw przez napad trafiłem w ciężkim stanie do Świętego Munga, a dwa dni później... dwa dni później... - Dłonie mu zadrżały, ale tylko trochę. Starał się je kontrolować. - Niestety padłem ofiarą zabójcy. Seryjnego mordercy, jak się okazuje. Na całe szczęście mało skutecznego. - Starał się o tym mówić jak najbardziej swobodnie, być i czuć się z tym jak najbardziej swobodnie. Ale widać było, że nawet wspomnienie o tym sprawiało coś bardzo niedobrego w jego osobie. Przykurczył trochę ramiona, drżały mu nieszczęśliwie te dłonie, jego klatka piersiowa zaczęła mocniej pracować. - Tak więc... przepraszam, ach, cóż... - Przymknął oczy w uśmiechu, spoglądając na Kaydena. Miał naprawdę nadzieję, że nie nadwyrężył tym cierpliwości mężczyzny.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.

Kayden Delacour
#18
03.09.2023, 22:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.09.2023, 22:06 przez Kayden Delacour.)  

Oczywiście, to żadna przyjemność, kiedy jest to jednostronne. Traktuj innych tak, jak chcesz być traktowany. Odrobina uznania, szacunku, szczypta życzliwości i troski, komplementy, cudny uśmiech... i ten pociąg, to napięcie. Nektar tych, którzy pragnęli chwil błogości. Eliksir szczęścia. Wystarczała mała buteleczka, jeden łyk, by na parę tchnień zadowolił. Rozjaśnił świat jak promienie słońca, w których możemy się wygrzewać. Pokolorował go, aż się chciało powiedzieć, jesteś tym, czego potrzebuję. Chwili, kiedy złoty promień opada na twoje zmarznięte ciało. Czujesz się doceniony? Dostrzeżony? Zrozumiany? Doskonale... Wilk widział łanię, łania wilka, a las przestał na chwilę istnieć, wtapiając się we wszystko, czego widzieć się nie chciało.

Kayden westchnął głęboko, zastanawiając się nad jego pytaniem. Czy uważał pewność siebie za zaletę? Temat za bardzo złożony, by odpowiedzieć zwyczajnie "tak" lub "nie". Zresztą, on chyba nie potrafił- Nie, zaraz... To jedno szorstkie "nie" kiedyś padło i wcale nie było tym, co powiedzieć chciał. Tak prosta odpowiedź nie powinna mieć tam miejsca, ale cóż, tak właśnie się działo, kiedy nie było czasu na przemyślenia. - Pozorna pewność siebie? Uważam, że jest pożyteczna, jeśli chodzi o wizerunek, jaki chcemy stwarzać, ale niezbyt zdrowa. Chociaż może być użyta jako dobry początek do budowania własnej samooceny. - Pozorna pewność siebie była lepsza od całkowitego jej braku. Ta pierwsza przynajmniej pomagała jakoś wyjść z domu i funkcjonować w społeczeństwie. - Natomiast szczera pewność siebie powinna być w każdym, a przynajmniej jej odrobina. Bez tego bycie sobą jest niezmiernie trudne. Więc zgoła, tak, uważam to za zaletę. A według ciebie to zaleta? - Zapytał, unosząc w górę brwi. Jeśli pewność siebie Laurenta naprawdę była udawana, to nieźle sobie radził. Pomijając pocałunek, który to on zainicjował, przecież Prevett prowadził także swój interes. Czy pozorna pewność siebie byłaby w stanie tak go podbudować, by wziąć na barki coś takiego, jak własna działalność? Trudno to sobie wyobrazić. Jeśli tak właśnie było, to Kayden był pełny podziwu dla jego wytrwałości.

Słuchał w milczeniu. Ten mały sekrecik wcale nie był taki mały w oczach Kaydena. Pozór niewinności... brzmiało niewinnie, ale niewinne nie było. Tak jak przypuszczał, jego oczy widziały o wiele więcej, niż inni. Co więcej, potrafił manewrować pozyskanymi informacjami dla własnej korzyści. Mówił jak... manipulator. Im więcej go poznawał, tym bardziej widział pod aureolą różki. Powinno go to odstraszyć? Może i powinno, a jednak czuł jeszcze gorsze przyciąganie. Dlaczego? Sam nie wiedział. Przecież zabawa dalej była niewinna, sieć wcale nie była klatką, więc czego tu się bać? Widział doskonale strzelane w jego stronę strzały. Nie przeszkadzało mu to. - Ahh, rozumiem... Czyli twój pozór to przynęta, spostrzegawczość haczyk, a co jest na trzecim miejscu? - Zapytał, wciąż się uśmiechając, ale srebro zwęziło się pod jego spojrzeniem, błyskając jak stal. Jego serce zaczęło nagle szybciej pompować krew w żyłach, aż czuł to bicie samym sobą. I ta przemyślana reakcja na komplement, ten pozór niewinności, aż miał ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymał. Komplement był wciąż szczery i nie tracił na łagodności, tak samo, jak reakcja nie była udawana, choć stanowiła wyraźną wiadomość, że ów słowa mu się spodobały. Kayden jednak miał teraz w głowie pewną ostrożność co do prawionych pochlebstw. Nie chciał w końcu zanudzić łani, która tak chętnie się za nim obracała w biegu.

Wstał z ławki, kiwając głową i wznowił wędrówkę przez miasto. To, co jednak usłyszał od Laurenta, sprawiło, że przystanął na chwilę, wpatrując się w blondyna z wytrzeszczonymi oczami. Przepraszam... co?? Pobladł nieco, a usta rozchyliły się mimowolnie.

W pierwszej chwili musiał sobie to powtórzyć w myślach, bo nie uwierzył w znaczenie usłyszanych słów. Pewnie wziąłby to za żart, gdyby nie jego reakcja. Wymuszona. Może i wcześniej nie był w stanie rozróżnić jego uśmiechów, ale teraz był pewien, że nie był prawdziwy. Kaydena zatkało, nie wiedział co powiedzieć. Tego to się zupełnie nie spodziewał. Przełknął ślinę i powoli wznowił spacer brukowaną uliczką. - Mam nadzieję, że nie żartujesz, bo to byłby bardzo kiepski żart... - Powiedział cichym, poważnym głosem. - Chociaż z drugiej strony chyba wolałbym, żeby to był żart. - Spojrzał na niego ze zmarszczonymi brwiami i chciał... w zasadzie sam nie wiedział co... Pocieszyć go jakoś? Ukoić? Co za bzdurna reakcja... - Za co ty mnie przepraszasz? - Pokręcił głową. - To ja powinienem... Wybacz, że poruszyłem ten temat. Na pewno jest ci ciężko... - Zamilkł na chwilę, zastanawiając się jak zareagować na tę wieść. Zacisnął na chwilę usta, po czym spojrzał na Laurenta łagodnie. - Potrzebujesz... o tym porozmawiać? Czy wolisz zapomnieć? - Zaproponował mu spokojnym tonem. Echo jego słów dalej brzmiało mu w głowie. To była jedna z tych rzeczy, o której się słyszy, ale nigdy nie myśli jako o czymś, co może się rzeczywiście wydarzyć. I to jeszcze jedno paskudne wydarzenie po drugim w tak krótkim odstępie czasu. Wstrząs musiał być silny, skoro reagował wymuszoną swobodą i traktował jako coś lekkiego, choć sam pewnie doskonale wiedział, że lekkie nie było. Wyparcie, najłatwiejsza z ucieczek.



[Obrazek: qEyGuHF.gif]

✧ The bear loved the deer, it was obvious.
It ripped the deer's throat out, and then licked the dying deer
with the most passionate affection ✧
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
03.09.2023, 22:57  ✶  

Łatwo było omijać przeszkody, skakać przez nie, uchylać się przed nimi, nawet kiedy na nie nie spoglądałeś. Widziałeś je oczami drugiej strony. Świat wyglądał inaczej, ty wyglądałeś inaczej i wszystko układało się przed tobą dywanem z liści i mchu. Jaki był miękki i przyjemny... pachniał tak żywo, woń sosen napełniała płuca i można było poczuć, że żyjesz. Nawet gdy w końcu się zatrzymasz, gdy nogi odmówią posłuszeństwa, tak zmęczone, ułożył się w tych promykach przeciekających przez igliwia i ułożył łeb na korzeniu drzewa. Będzie przyjemnie. Swobodnie. Brzuch unoszony ciężkim oddechem w końcu się uspokoi, a ty poczujesz kojące odprężenie. Będziesz mógł spać i śnić tak słodko, spokojnie. Nie usłyszysz zgiełku miasta, nie usłyszysz zgiełku ludzi. Tylko wilcze wycie - tuż obok ucha... Do zmęczenia się była jeszcze daleka droga, bo nawet jeśli kondycja Laurentowi nie dopisywała, a jego ciało było niestety ogólnie - słabe - tak mógł się jeszcze długo, dłuuugo bawić ze swoim wilczkiem. Kotem. Szczególnie kiedy druga strona wykazywała sobą pełną gotowość do tej zabawy.

Zgadza się, na pozorach ciężko było daleko zajechać. Chyba, że posiadałeś osobę, która cię uzupełniała. Gdzie ty tworzyłeś pozory, by zachować twarz, ale ktoś zachowywał trzeźwość umysłu. Ty byłeś aparycją - druga osoba umysłem. Nie każdy był stworzony do rozmów, niektórzy mieli, jak to Laurent określił, piękny umysł. Inni mieli wszystko. Niektórzy rodzili się pięknymi dziećmi i niewiele od nich wymagano, inni musieli o siebie dbać. Laurent walczył od zawsze, żeby być... kimś. Kimkolwiek? Żeby być dostrzeganym. Uczył się całe życie. Jak wykorzystać to, co ma, żeby ludzie na niego patrzyli i żeby chcieli go zobaczyć. Próbował odkryć, co w ogóle chcieli zobaczyć. Takim sposobem dotarliśmy do uliczki w Marsylii, kiedy panowie wznowili wędrówkę. Kayden lśnił w szkole od zawsze. Laurent nie wiedział, czy miał od zawsze tę "pewność siebie", czy zdawał sobie sprawę ze swoich atutów już w szkole, ale nosił to na piersi. Nie dało się go przeoczyć. Ale nie dziwił się, ani trochę, że srebrne oczy nie zobaczyły jego pełnych podziwu w tym jednostajnym tłumie uczniów.

- Tak. - Miało nie być twardego "nie", ale było za to twarde "tak" z jego strony. Takie, heh, pewne siebie. - Bardzo cenię sobie towarzystwo ludzi pewnych siebie, ponieważ sam jestem o wiele bardziej rozchwiany, niż mogłoby się wydawać. - I to był ten pozór. Ale czy to znaczyło, że nie można mieć jednego i drugiego? - Na osobie pewnej łatwo się oprzeć, łatwo oddać jej w dłonie lejce, by prowadziła. A ja lubię te lejce oddawać. Choć czasem niektórzy potrzebują, żeby im je podać i zacisnąć na nich palce... - Uśmiechnął się uroczo, nawiązując w zasadzie dokładnie do tego, co zrobił na plaży. - Pokazałem ci zresztą parę razy, że dość łatwo jest zaburzyć stabilność mojego gruntu. Nie jest to ułudne. Natomiast jest kruche. - Ponieważ Laurenta łatwo było wystraszyć, tak po prostu. Szczególnie, kiedy podchodził do kogoś z perspektywy innej niż czysto biznesowa. Kiedy chciał czegoś innego i czegoś innego szukał. Od Kaydena dostawał tyle ostrych i sprzecznych sygnałów, że naprawdę czuł się niepewnie na jego gruncie. - Prowadzenie New Forest trzęsąc się przy każdej decyzji byłoby jednak zupełnie niemożliwe... - Zaśmiał się cicho. Laurent sam już nie wiedział, co jest prawdą a co częścią tego, w co musiał się uzbroić, żeby sobie radzić. Na pewno w pewnych aspektach mu pewności siebie nie brakowało - jak we flircie. Albo w biznesie. Z pieniędzmi prawie jak z kochankami - równie czule trzeba je traktować i poświęcać mnóstwo uwagi. - Pozory w naszym świecie są potrzebne - niestety. Ci, którzy są słabi psychicznie, są potencjalnym pożywieniem dla rekinów. Jeśli więc jesteś słaby - zostaje ci stwarzanie pozoru. - Laurent wiedział, że sił mu brakuje. Ale nie uważał się za zupełnie bezbronną rybkę w tym morzu.

Było coś zupełnie błędnego w tym, jak zalśniły oczy Kaydena. Ooch, Laurent nie spodziewał się aż takiej żywej reakcji, ale podobała mu się. Och, jak ona mu się podobała! Aż poczuł przyjemny dreszczyk ekscytacji na zbliżające się... co w zasadzie? W końcu nic się nie zbliżało. To tylko rozmowa... Tylko? Ta rozmowa była jednym z... chyba z największych ekscytacji jego życia. Haczyk został złapany. Nie, to już nawet nie było złapanie haczyka. Miał wrażenie, że Kayden zaraz podejdzie, wyjmie mu tę wędkę, albo wyrwie siłą. I o ile Laurent naprawdę nienawidził przemocy, tak przeciwko takiemu odważnemu gestowi nie miałby zupełnie nic przeciwko.

- Myślę, że już wiesz, co jest na trzecim miejscu. - Coś, co sprawiało, że ryba przylepiała się do haczyka i już nie chciała go puścić. Narkotyk. - Miód, Kaydenie i odrobina anielskiego puchu. - Słodycz i uniesienie, Niebo i Raj. To, czego ludzie pragnęli i poszukiwali. Spełnienie. Wiele osób mówiło mu, że potrafi przy nim zaznać spokój. Ukojenie. Że się rozluźniały. Tak, Laurent był świadom tego, że jest małym manipulatorem. Za dzieciaka był o wiele gorszym. Ale teraz nie musiał się już z nikim szarpać. Może poza seryjnymi mordercami, cóż...

Zatrzymał się razem z Kaydenem.

Zaniepokoiła go przez moment jego reakcja i tak spojrzał w jedną i drugą uliczkę pełną ludzi. To uczucie bycia obserwowanym zniknęło. Nie towarzyszyło mu. Gdyby ten czarownik teleportował się za nim do Francji to byłoby dopiero okropne... lecz nie. Mógł wrócić znów oczyma do Kaydena z mocniej bijącym sercem w piersi. Nie wpadł w panikę tylko i wyłącznie dzięki eliksirowi. Nawet w trakcie zeznań musieli je przerwać, bo Laurent po prostu nie był w stanie kontynuować. Wtedy nie mógł sobie pozwolić na wyparcie. Umniejszanie wszystkiemu, traktowanie jakby to było takie... nic. Ot no, mały problem, mały wypadek. Teraz już nic się nie działo, no żył, więc ach, ciapa z tego mordercy! Którego odcisk po dłoniach na szyi nosił do teraz i dziurę w plecach po jego nożu też. Nie bardzo wiedział, jak odpowiedzieć na to mówienie o żarcie, więc odwrócił wzrok, wznawiając wolną wędrówkę w głąb miasta i chwilowo skupiając na sobie samym - a konkretniej na uspokojeniu reakcji swojego ciała. Najprościej było poprzez oddychanie - mówił tak lekarz i mówiła tak jego przyjaciółka, Victoria.

- Powinienem był się skontaktować chociaż pocztą, w końcu czekałeś bez żadnej odpowiedzi. - Wytłumaczył się. Ale no... tak, nie miał do tego głowy. I chyba nic dziwnego. - Nie jestem pewien, Kaydenie. Nie chciałem cię zapraszać w podróż, żebyś słuchał mojego smęcenia i oglądał mnie w przykrym stanie wpadania w panikę. - Nawet kiedy dalej o tym mówił to w jego głosie prawie pobrzmiał śmiech. Tak, to był syndrom wyparcia. Laurent uciekał - i to panicznie. Bardzo daleko od Anglii. - Tym nie mniej to była bardzo... bardzo specyficzna sprawa. Bo widzisz, ten czarnoksiężnik atakuje we śnie. I potem się budzisz. I każda, nawet najmniejsza rana zostaje na twoim ciele. - Och, och, och, ale chyba stop, chyba już wystarczyło, bo Laurent już czuł, że jeszcze jedno słówko i znowu pęknie i straci nad sobą panowanie, a naprawdę tego nie chciał. Wstyd. Chciał być jednak wobec Kaydena szczerym. Wyjaśnić mu to, że... usprawiedliwić się? A może naprawdę potrzebował o tym mówić. Przyjąć, że to się stało. Że to była oczywistość. Blondyn sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej małe pudełeczko. A w nim - kilka czekoladek, pralinek, w kształcie muszelek. Czekolada uspakaja, przywołuje uśmiech i pomaga uzupełnić energię. To usłyszał o czekoladzie. I może to efekt placebo, może nie, ale Laurent potrzebował jakiegokolwiek rytuału, który pomoże mu się przywołać do porządku, kiedy miał wrażenie, że zaraz upadnie. Wyciągnął zachęcająco pudełeczko po chwili do Kaydena, oferując poczęstunek.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Gentleman
✦Oh, these violent delights...✦
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kayden jest wysoki i szczupły, z lekkim zarysem mięśni i wyraźną linią szczęki. Czarne jak noc włosy ma rozwichrzone przez wiatr, zadziornie opadające na czoło. Oczy barwy gwiazd, srebrne i przenikliwe. Cera blada, niesamowicie ciężko ją opalić. Ubiera się elegancko, zwykle w biel i czerń, czasem kroplę czerwieni. W chłodne dni na barki narzuca czarny płaszcz. Woń cynamonu i wiśni jest zawsze obecna, dryfując wokół niego w zmysłowym tańcu.

Kayden Delacour
#20
05.09.2023, 16:02  ✶  

Kolejny raz był zmuszony się z nim zgodzić i wcale nad tym nie ubolewał, o nie. Uśmiechnął się w odpowiedzi, bo nie miał nic do dodania. Znowu. Mógł tylko słuchać i to z przyjemnością. Laurent w jego oczach był bardzo... praktyczny. Nie rozckliwiał się nad tym, czego zmienić nie mógł i po prostu dostosowywał się do otoczenia. Żeby przetrwać w tym świecie, gdzie szarość przeplatała się czasem z tęczą, choćby na krótką chwilę. Wykorzystywał swoje atuty, bardzo umiejętnie. Manipulował, żeby trochę nagiąć tę rzeczywistość. Słuchał uważnie, patrzył i myślał, by przekonać do siebie ludzi. Jednocześnie, Kayden miał wrażenie, że jest osobą o wiele bardziej wrażliwą, niż to się może na pierwszy rzut oka wydawać. Subtelna różnica pomiędzy pozorem a fałszem — trzeba wiedzieć, kiedy kończy się jedno, a zaczyna drugie. Laurenty nie był skomplikowaną enigmą, której nie dało się rozgryźć. Nie był też osobą płytką, którą można wrzucić do podpisanego pudła z całą resztą innych ludzi. Kay przyłapał się na tym, że pragnie zagłębić się w jego postrzeganie świata, jakby był zbiorem różnych doświadczeń, posklejanych w jedno. Fascynował go. Tak można było nazwać jego zainteresowanie — fascynacja. Laurent był... szpakami karmiony. Wydźwięk miało to dosyć nieprzyjemny, ale znaczenie było jak najbardziej pozytywne. Przynajmniej w jego głowie nie było tu miejsca na obrazę, choć znalazło się na mały okruch przezorności. Dość zdrowy okruch, zważywszy na to, co mówił o sobie blondyn. - Nie jestem pewny, jak to robisz, że w większości przypadków nie jestem w stanie odmówić ci racji... - Powiedział z rozbawieniem w głosie. - Może dlatego, że zdajesz się mówić z doświadczenia. - Zmrużył oczy. - Może dlatego, że doskonale wiesz co powiedzieć, żeby taki cel osiągnąć. Zdradź mi, jak mam wiedzieć, kiedy mówisz szczerze, a kiedy stwarzasz jedynie pozory? - Zapytał, jak na razie bardziej z ciekawości, niż z podejrzliwości, wciąż z rozbawieniem w oczach. Gdzie była prawda, gdzie pozór, a gdzie fałsz? Musiał się Laurent liczyć z takim pytaniem, skoro tyle mu zdradził o swoich obserwacjach. Choć było ono wypowiedziane dosyć swobodnie, jakby odpowiedź, jakakolwiek by nie była, za wiele by nie zmieniła. Kaydena nie było ciężko zaintrygować tak jak Laurenta wystraszyć. Pokazać mu kawałek sznurka, żeby za nim ganiał i bawił się z włóczką... Również łatwo tracił zainteresowanie, kiedy miał nagle przeleźć po szkle. Puste słowa były jak szklany stolik do kawy. Mógł się na nim bawić, ale raczej nie na długo.

Parsknął cichym śmiechem na ten miód i anielski puch. Metafora cudownie poetycka, ale skojarzyła mu się bardziej z bałaganem i frustracją, niż rzeczywiście słodyczą. Puch przykleja się do miodu, robi się zamieszanie, pióra się lepią i... ah, no... No cóż, po głębszym namyśle nie miałby nic przeciwko takiej frustracji. Odchrząknął, odwracając spojrzenie. - Tak, to brzmi, jak plan doskonały. - Powiedział spokojnie, gasząc w sobie ten błysk srebra. - Mówisz jak poeta...

To prawda, że chciał zmienić temat... chociaż może niekoniecznie takiego obrotu spraw się spodziewał.

Byli kawał drogi od Angli... Czy wypłynięcie w morze to nie czasem forma ucieczki jak najdalej od tego wspomnienia? Pretekst, by się uspokoić po przykrych wydarzeniach... Może właśnie rozmowa nie była więc najlepszym wyjściem. Może powinien mu pomóc się wyciszyć. To nie był mały wypadek i z pewnością nie było to nic błahego, ale jeśli takie zachowanie mu pomagało, to Kayden nie zamierzał odbierać mu tej tarczy. Oby nie była tak krucha, za jaką ją uważał. Miał na pewno o wiele więcej osób, które by go wysłuchały i pomogły mu zapomnieć. Tylko... dlaczego nie byli teraz przy nim? Zdarzenie wciąż było świeże. - Nie... nie przejmuj się tym. To nie jest ważne. - Pokręcił głową i choć powiedział to spokojnie, miał ochotę mlasnąć językiem z niecierpliwością i słowami "pieprzyć pocztę" na ustach. To był chyba najmniejszy problem, nad którym powinien się teraz martwić. - Może teraz nie jest najlepszy moment, ale gdybyś tego potrzebował, to... No, naprawdę umiem słuchać. - Powtórzył, spoglądając na blondyna zachęcająco, choć trochę niepewnie. To nie tak, że przeszkadzałoby mu smęcenie, czy nawet płacz i panika. Jesteśmy tylko ludźmi, wzburzone emocje to rzecz naturalna. Bardziej martwił się tym, czy czasem to Laurent nie będzie się czuł niezręcznie. - Niektórym rozmowa pomaga, może niekoniecznie ze mną, ale... nie powinieneś tego tłamsić w sobie. - Bo wybuchniesz. Nie teraz, to kiedy indziej. Nie wiedział jak inaczej pokazać mu swoje wsparcie, jak mu pomóc. Z drugiej strony miał wrażenie, że to nie on powinien być tym, który go wysłucha. Tylko to też mu nie pasowało. Nie był przecież pozbawiony empatii i wyprany z chęci bycia jakimkolwiek podparciem, choćby najmniejszym. Nie lubił patrzeć na krzywdę innych, nie potrafił odwrócić wzroku, ale i stać bezczynnie też nie chciał.

Czarnoksiężnik atakujący we śnie... Słabo mu się zrobiło. Miał masę pytań. Chciał wiedzieć więcej, ale powstrzymał się całą swoją wolą. Laurent nie wyglądał, jakby chciał to roztrząsać. Nie dziwił mu się. Naprawdę. Wziął głęboki oddech i spojrzał na pudełko czekoladek, częstując się jedną. - Dziękuję... - Powiedział, po czym spojrzał na kształt i uśmiechnął się delikatnie. - Muszelki? Rybki też tam masz? - Zapytał, dając mu szansę na zmianę tematu, jeśli nie chciał rozmawiać o poprzednim.



[Obrazek: qEyGuHF.gif]

✧ The bear loved the deer, it was obvious.
It ripped the deer's throat out, and then licked the dying deer
with the most passionate affection ✧
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Kayden Delacour (12049), Laurent Prewett (14171)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa