03.09.2023, 20:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2023, 14:21 przez Brenna Longbottom.)
Brenna wprawdzie nie miała okazji obejrzeć innych Pokoi Wspólnych, ale była głęboko przekonana, że ten Gryffindoru jest najprzytulniejszy i najwspanialszy z nich wszystkich. Uwielbiała czerwone ściany, gobeliny ze złocistym lwem, miękkie, czerwone dywany i wygodne, pluszowe fotele oraz krzywe, stare stoliki. Gdyby to miejsce nie wyglądało w ten sposób, prawdopodobnie swego czasu dużo bardziej tęskniłaby za domem.
W uciszeniu tęsknoty na pewno pomagało i to, że w Hogwarcie miała mnóstwo krewnych. Był tu to niedawna Erik, była Mavelle, była Danielle. Byli przyjaciele - ci adoptowani dobrowolnie i niemalże przemocą, Theseus, Castiel, Cynthia, Victoria, Laurent...
Oraz, oczywiście, kuzynka Jane.
- Cześć, Bluszczyku! - zawołała Brenna, przeskakując przez oparcie fotela (bo przecież tak było prościej niż obejść stolik) i opadając na niego. Rozsiadła się na nim oczywiście bokiem, plecy podpierając o jeden podłokietnik, a nogi przerzucając przez drugi, w pozycji, jakiej bez wątpienia nie pochwaliłaby jej matka.
Ale Elise Potter była bardzo daleko od Szkocji i wieży Gryffindoru. Poza tym nawet ona straciła już nadzieję, że córka będzie prawdziwą damą. (I faktycznie, nigdy się nią stać nie miała, chociaż w istocie - jako dorosła dziewczyna na imprezach towarzyskich nie próbowała nikogo szokować ani strojem, ani zachowaniem, zwykle doskonale dostosowując się do okoliczności.)
– Cześć, Conan – przywitała i Wrighta, siedzącego przy stoliku, posyłając mu uśmiech. Nie było to nic nadzwyczajnego, bo Brenna była uśmiechnięta przez niemal cały czas, chyba że akurat nie mogła się uśmiechać, ponieważ gadała, gadała i gadała. – Odrabiacie transmutację? Bo ja tu przychodzę z najświeższym raportem informacyjnym. Otóż… raz. Pojutrze kolejna lekcja translokacji, więc możemy obstawiać, kto tym razem zgubi nogę. Albo rękę. Albo głowę, jak Annie, czy wyobrażaliście sobie, że ktoś może zgubić głowę i to przeżyć...? Dwa. Będzie wyjście do Hogsmeade, a że to weekend Walentynkowy, przewiduję zbiorową histerię w całym zamku, więc jak przypadkiem któreś z was od czekoladek wyczuje podejrzane zapachy, akurat takie, które kocha najbardziej… to niech ich nie je. I trzy… Conan, czy twój ojciec jest wielbicielem mugolskiej literatury? Bo nie wyobrażasz sobie nawet, co dostałam, taką książkę, która jest o królu, i o barbarzyńcy i ten król barbarzyńca ma na imię Conan.
Jak zwykle – wszystkie słowa wyrzuciła z siebie z dużą prędkością. I chyba nawet nie przyszło jej do głowy, że może im w czymś przeszkadzać. Takie rzeczy, jak ogłada towarzyska czy dobre maniery, Brenna zaczęła wbijać sobie do głowy dopiero pod koniec siódmego roku, a i wtedy niekoniecznie często zaprzątała sobie nimi myśli.
W uciszeniu tęsknoty na pewno pomagało i to, że w Hogwarcie miała mnóstwo krewnych. Był tu to niedawna Erik, była Mavelle, była Danielle. Byli przyjaciele - ci adoptowani dobrowolnie i niemalże przemocą, Theseus, Castiel, Cynthia, Victoria, Laurent...
Oraz, oczywiście, kuzynka Jane.
- Cześć, Bluszczyku! - zawołała Brenna, przeskakując przez oparcie fotela (bo przecież tak było prościej niż obejść stolik) i opadając na niego. Rozsiadła się na nim oczywiście bokiem, plecy podpierając o jeden podłokietnik, a nogi przerzucając przez drugi, w pozycji, jakiej bez wątpienia nie pochwaliłaby jej matka.
Ale Elise Potter była bardzo daleko od Szkocji i wieży Gryffindoru. Poza tym nawet ona straciła już nadzieję, że córka będzie prawdziwą damą. (I faktycznie, nigdy się nią stać nie miała, chociaż w istocie - jako dorosła dziewczyna na imprezach towarzyskich nie próbowała nikogo szokować ani strojem, ani zachowaniem, zwykle doskonale dostosowując się do okoliczności.)
– Cześć, Conan – przywitała i Wrighta, siedzącego przy stoliku, posyłając mu uśmiech. Nie było to nic nadzwyczajnego, bo Brenna była uśmiechnięta przez niemal cały czas, chyba że akurat nie mogła się uśmiechać, ponieważ gadała, gadała i gadała. – Odrabiacie transmutację? Bo ja tu przychodzę z najświeższym raportem informacyjnym. Otóż… raz. Pojutrze kolejna lekcja translokacji, więc możemy obstawiać, kto tym razem zgubi nogę. Albo rękę. Albo głowę, jak Annie, czy wyobrażaliście sobie, że ktoś może zgubić głowę i to przeżyć...? Dwa. Będzie wyjście do Hogsmeade, a że to weekend Walentynkowy, przewiduję zbiorową histerię w całym zamku, więc jak przypadkiem któreś z was od czekoladek wyczuje podejrzane zapachy, akurat takie, które kocha najbardziej… to niech ich nie je. I trzy… Conan, czy twój ojciec jest wielbicielem mugolskiej literatury? Bo nie wyobrażasz sobie nawet, co dostałam, taką książkę, która jest o królu, i o barbarzyńcy i ten król barbarzyńca ma na imię Conan.
Jak zwykle – wszystkie słowa wyrzuciła z siebie z dużą prędkością. I chyba nawet nie przyszło jej do głowy, że może im w czymś przeszkadzać. Takie rzeczy, jak ogłada towarzyska czy dobre maniery, Brenna zaczęła wbijać sobie do głowy dopiero pod koniec siódmego roku, a i wtedy niekoniecznie często zaprzątała sobie nimi myśli.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.