Wewnątrz było ciepło, przyjemnie pachniało. Matka zawsze dbała o porządek, podobnie jak babcia. Poza skrzatami, mieli również dwie gosposie, jakieś bidule, które babuleńka zatrudniała z dobrego serca, a on wykorzystywał je do swoich cichych treningów hipnozy, gdy nadawała się ku temu okazja. Zawsze były jednak dla niego dobre, przynosiły mu nawet po cichu jedzenie, gdy ojciec zabraniał, więc nie robił mu krzywdy. Były pożyteczne, bardziej niż większość mugolskiego robactwa, które mogłoby podzielić los zgaszonego przez niego wcześniej papierosa. Przywitały go z euforią, zabrały kurtkę i oznajmiły, że Stanley czeka w jednym z salonów. Dom był duży, urządzony gustownie i elegancko, ale konserwatywnie. Ciemne meble oraz podłogi, jakieś trofea i zegar z kukułką, a także wysoka klatka schodowa z zaokrąglonymi schodami, które wydawały z siebie charakterystyczne stuknięcia oraz skrzypnięcia, gdy się po nich wchodziło. Kobieta o przyprószonych siwizną, brązowych włosach nie wspomniała o ojcu, więc Tosiek od razu miał lepszy humor. Może go nie było?
Do saloniku dotarł dość szybko, pukając najpierw, a potem otwierając drzwi. Izba była niewielka, dominującym kolorem była butelkowa zieleń, która obijała miękką kanapę oraz fotele, usadowione przed kominkiem. Był tu wysoki regał z książkami, biurko oraz rośliny doniczkowe. Wszystko czyste i zadbane, chociaż drewno było stare i porysowane. Również przez niego i Stanleya, który siedział w jednym z foteli. Na jego widok, błysnęły mu oczy i ruszył w jego stronę, zamykając za sobą drzwi. Ubrany w ciemną koszulę oraz spadnie, zadbał nawet o perfumy. Od dziedzica wiele wymagano. Na przywitanie przytulił krótko brata i poklepał po plecach. - Cześć Stasiu. - zaczął z charakterystycznym dla siebie, figlarnym brzmieniem głosu, a gdy ten zajął miejsce, Anthony rozsiadł się na kanapie, zakładając nogę na nogę. Wiedział, że gosposia przyniesie im zaraz coś dobrego, zawsze tak robiła. Był trochę głodny, drinkiem też by nie wzgardził. Podniósł spojrzenie na Stanleya, powolnie lustrując go wzrokiem. - Zawsze lubiłeś ten pokój. Mają tu fajne książki, nie? Ojca nie będzie? - zapytał jak gdyby nigdy nic, przenosząc na chwilę wzrok na mebel wypełniony opasłymi tomiskami o tematyce wszelakiej, chociaż znacznie więcej dzieł było w biblioteczce. Stuknął palcami w oparcie kanapy, zegarek błysnął mu na nadgarstku. - Coś się stało? Twój list niewiele mi powiedział. Wybacz, że nie wyrwałem się wcześniej, mam kupę roboty. Początek roku to nowe sprawy o oszustwa podatkowe, wyłudzenia i inne brednie. - machnął niedbale dłonią, czując jednak potrzebę wytłumaczenia się przed swoim ulubionym członkiem rodziny. Borgin doskonale jednak wiedział, że Tosiek nigdy unikał z nim spotkań i nie wymigiwał się od rodzinnych obowiązków, niezależnie, jakie były. Przeniósł na niego zaintrygowane, pytające spojrzenie, jednak nie poganiał go specjalnie. Cierpliwości go nauczono.