• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[22.05.72, wieczór] Życie i śmierć Claudii Fray

[22.05.72, wieczór] Życie i śmierć Claudii Fray
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
06.09.2023, 07:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2023, 21:31 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

Od momentu znalezienia ciała Claudii Fray, do chwili, w której stanęły przed niewielkim, zaniedbanym domem Elijaha Fraya, minęło jakieś piętnaście godzin. Normalnie wszystko zajęło by dłużej – pewnie przynajmniej dwa albo trzy dni, nim dokonano by pełnych oględzin i dokładnie przeszukano archiwa – ale dzięki drobnej pamiątce, jaką Derwin Longbottom zostawił w głowie siostrzenicy, ta doskonale wiedziała czego i gdzie szukać.
Wedle archiwów Claudia Fray, wiedźma półkrwi, osiemnastoletnia absolwentka Hogwartu, zaginęła dwadzieścia jeden lat temu. Zgłoszenie złożyli jej ciotka oraz partner, mugolak – ten drugi zdawał się więcej niż pewien, że winnym jest ojciec Claudii, nie popierający ich związku. Brakowało jednak dowodów, wskazujących wtedy na Elijaha, niejaka Poppy Smigow, znajoma rodziny, potwierdziła, że widziała Claudię na stacji kolejowej, a chłopak Frayówny przepadł niedługo potem jak kamień w wodę. Nie znaleziono ciała, nie udało się niczego wyciągnąć z ewentualnych świadków, a jedynym, co wskazywało na Elijaha i Eugene były wiara mugolaka oraz ich niezbyt przyjemne osobowości. Nie pomagało i to, że chłopak Claudii nie cieszył się jakoś bardzo dobrą reputacją – pochodził z bardzo ubogiej, mugolskiej rodziny, a po Hogwarcie zaczął pracę w jednym ze sklepów na Nokturnie.
Derwin prawdopodobnie przeczuwał, o ile nie wiedział, że Frayowie są winni. Ale choć wyraźnie poświęcił tej sprawie wiele uwagi – więcej niż powinien jako auror – nie zdołał niczego udowodnić. Podobnie jak Brygadziści, którzy potem ją przejęli.
Tyle że teraz na strychu znaleziono ciało, już wstępna autopsja niezbicie wskazywała na morderstwo, a w mieszkaniu, do którego należał strych, mieszkał najpierw Eugene Fray, a po jego śmierci – dobra znajoma rodziny Poppy Smigow. Nie potrzeba było być nawet detektywem, aby połączyć kropki i popatrzyć na wyłaniający się z nich obrazek ojca i wuja, mordujących krewną, która ośmieliła się umawiać z mugolakiem.
To poruszało czułe nuty w duszy Brenny, przypominając inną kobietę, która umarła, bo pokochała kogoś, kto nie był „dość dobry”.
Nie miały może dość, by dostać natychmiast nakaz aresztowania, ale liczyła, że przy przesłuchaniu Elijah straci nad sobą panowanie. A że znaleziono ciało jego córki – i tak musiałyby tutaj przyjść, prawda?
– Trzy czy cztery pokolenia czarodziejów, a już patrzyli na to w ten sposób – mruknęła, opierając się o płot, by spojrzeć w okno posesji Fraya. Dom był bez wątpienia zamieszkany, a płonące w jednym z okien światło wskazywało na to, że właściciel jest w środku. Miejsce wyglądało normalnie: nic tutaj nie krzyczało „siedlisko mordercy”. Budynek był nieduży, parterowy i trochę zaniedbany – podwórko wymagało skoszenia, dach naprawy – ale nie stanowiło to niczego specjalnie nadzwyczajnego w tej okolicy. Nie był szczególnie zabezpieczony czarami i wyglądał jak jeden z wielu innych, mugolskich domów w Little Hangleton. Brenna zerknęła na dwóch innych Brygadzistów, obu w cywilu, którzy ot tak na wszelki wypadek mieli czekać z drugiej strony.
A potem pchnęła furtkę i ruszyła ku wejściu. Zapukała, raz, drugi, trzeci – dopiero za trzecim Elijah Fray łaskawie otworzył drzwi.
Nie był już młodym człowiekiem. Jak na czarodzieja nie był też jeszcze bardzo stary, ale ukończył sześćdziesiątkę i było to po nim widać. Na pierwszy rzut oka zdawał się równie normalnie, jak jego dom – pomarszczony, średniego wzrostu, niczym nie wyróżniający się z tłumu.
– Jeżeli znowu chcecie wypytywać o jakichś Hoffmanów…
– Nie, panie Fray – powiedziała Brenna uprzejmie i wyciągnęła odznakę, by zgodnie z regulaminem się wylegitymować. – Brygada Uderzeniowa. Jesteśmy tu w sprawie pańskiej córki.
Nieładny grymas przeszedł przez twarz Elijaha.
– Ona nie żyje od dwudziestu lat.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#2
09.09.2023, 01:21  ✶  
Jakoś przez cały dzień nie mogła pozbyć się wrażenia, że wujek jest gdzieś obok – zupełnie jakby sprawował pieczę nad poczynaniami potomkiń jego rodzeństwa; ale równie dobrze to mogły być jedynie jakieś pobożne życzenia, które szeptał bardzo, bardzo cichy głosik, mimo iż Mavelle była świadoma, że coś takiego nie powinno być miejsca.
  Bo przecież odszedł naprawdę, czyż nie? Widziała go w Limbo – i widziała, jak wchodzi w ogień.
  Co bynajmniej nie przeszkadzało jej do przyożenia się do sprawy i przegrzebywania, czego się tylko dało, w poszukiwaniu materiałów, które teraz mogłyby być pomocne w pchnięciu sprawy naprzód. Takim solidnym pchnięciu – zwłaszcza że jednak nie była to sprawa, na którą łatwo było przymknąć oko. Stara, owszem, ale nie dość stara, by pamięć o niej całkiem przeminęła…
  I przy okazji naszła ją myśl, że może mieli do czynienia z podwójnym morderstwem, skoro zniknął również i mugolak. Bo niby jaki mógłby istnieć racjonalny powód przepadnięcia? Narobił hałasu wokół Claudii i nagle uznał, że „a, chrzanić dziewczynę, dajcie wy mi wszyscy święty spokój, zapominam już o niej”? Z drugiej strony – pracował na Nokturnie, a Nokturn dość lubił wciągać… na zawsze.
  Co nie oznaczało, że należy skreślić pierwszą opcję.
  - Raczej „jeszcze” – wymruczała, stając obok Brenny i ponuro wpatrując się w dom przed nimi. Zmiany w mentalności czarodziejów zachodziły dość powoli, znacznie wolniej niż w przypadku mugoli. Nie, w świecie obok pod wieloma względami nie było tak różowo, ale… odwilż w obyczajowości postępowała dość szybko, zwłaszcza jeśli przyrównać do zmian w czarodziejskim świecie.
  Nie było co tkwić wieczność pod płotem, zwłaszcza że zbite deski i tak powiedziałyby jedno, wielkie, nic, a przecież pojawiły się tu po informacje. I, prawdopodobnie, po podejrzanego.
  Do trzech razy sztuka – złota zasada. Gdyby i tym razem Fray nie otworzył… z pewnością kusiłoby wywalenie drzwi z zawiasów. Ale jednak, pojawił się. Starszy niż we wspomnieniu, i…
  ­ A skąd to przekonanie, że nie żyje, panie Fray? – wtrąciła się uprzejmym, jeszcze, tonem. Przecież… - Zgodnie z aktami sprawy, to był pan przekonany, że Claudia po prostu uciekła i wpadła w mało przyjemne towarzystwo… I niekoniecznie chciała wracać do rodziny – zawiesiła głos. Celowo nie wspomniała o ciele, jeszcze nie, uważnie obserwując mężczyznę. Jego reakcje. Sam wyskoczył jej śmiercią, podając mniej więcej akurat tyle lat, od ilu naprawdę nie żyła, nie mówiąc już o tym, że jakoś średnio był łaskaw poinformować o tym Brygadę – żeby zamknąć sprawę i oznakować ją jako „rozwiązaną”...
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
09.09.2023, 09:47  ✶  
Brenna tylko westchnęła na słowa Mavelle. To „jeszcze” nawet nie wpadło jej do głowy. Może w czasach młodości miała nadzieję na to, że coś się zmienia. Nawet w rodach czystej krwi coraz częściej poślubiano osoby półkrwi, zdarzały się osoby myślące inaczej. W niektórych rodzinach odchodzono od tradycji aranżowanych małżeństw. Ale potem pojawił się Voldemort i liczba jego zwolenników jasno pokazały Longbottom, że tak naprawdę nic się nie zmieniło. Wciąż tkwili w tym samym punkcie, co w latach trzydziestych.
Zwolennikiem czystej krwi najwyraźniej był Elijah Fray, mimo tego, że jego własny pradziadek był mugolakiem. On po prostu nie chciał o tym pamiętać.
Mamy cię, pomyślała Brenna, gdy mężczyzna wspomniał o zabójstwie córki. Zdołała się nie uśmiechnąć, bo wyćwiczyła się już w odpowiednim zachowaniu w sytuacjach służbowych czy biznesowych. Elijah nie zmieszał się jednak, kiedy Mavelle podchwyciła jego słowa.
– Nie pojawiła się od dwudziestu lat. Pewnie ten jej chłopak szlama ją gdzieś utopić – oświadczył Fray. Jeżeli był zbity z tropu, doskonale to maskował. – Po co w ogóle grzebiecie w tej sprawie?
– Pojawiły się nowe dowody w sprawie, panie Fray – powiedziała Brenna łagodnym tonem. – Wygląda na to, że przed śmiercią Claudię widziano w pobliżu miejsca, gdzie mieszkał pański wuj.
– Kiedy zaginęła ja i Eugene byliśmy z wizytą u rodziny w Szkocji. Przestańcie zawracać mi głowę.
Spróbował zamknąć drzwi, ale stopa Brenny znalazła się pomiędzy nimi a framugą, palce Detektyw zacisnęły się na brzegu drzwi.
– Panie Fray – powiedziała, a jej głos zatracił ciepłe nuty. – Mamy dowody, że nie było pana wtedy w Szkocji – zablefowała, głównie po to, aby zobaczyć jego reakcję. – Znaleziono ciało pańskiej córki, w kamienicy na Nokturnie, a dzięki niemu… nowe informacje na temat jej śmierci. Chciałybyśmy z panem porozmawiać.
Elijah stał przez chwilę, po prostu się jej przyglądając.
A potem… w gruncie rzeczy wyświadczył im przysługę. Bo miały mnóstwo poszlak, ale żadnych stu procentowo pewnych dowodów. Mogły wytoczyć mu proces – byłby to jednak proces poszlakowy i wiele zależałoby od sędziów. Najwyraźniej jednak Fray albo uznał, że mają coś więcej, albo zwyczajnie spanikował.
Brenna zdążyła rzucić się na bok. Stała bliżej drzwi, więc kiedy te wysadziło zaklęcie, więc gdyby nie odskoczyła, walnęłyby prosto w nią. Brygadzistka upadła na zaniedbaną rabatę obok, natychmiast chwytając za różdżkę.
Mavelle zdążyła zobaczyć, jak mężczyzna odwraca się i wbiega w głąb domu.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#4
09.09.2023, 11:20  ✶  
Ach, tak, oczywista śpiewka – nie pojawiła się, to nie żyje i koniec. I akurat dokładnie od dwudziestu lat. A równie dobrze przejście za Zasłonę mogło nastąpić parę lat później – bo równie dobrze Frayówna mogła najzwyczajniej w świecie wyrwać się poza granice Brytanii. I tak, wtedy również by się nie pojawiła, nie na tutejszym podwórku, skoro znajdowałaby się gdzieś daleko, nie chcąc skontaktować się z rodziną… a może nawet żyłaby nadal. Dopóki nikt nie widział ciała, raczej nie należało mieć całkowitej pewności co do tego, czy ktoś nadal żyje czy nie, chyba że minęło naprawdę wiele lat. Ale dwadzieścia? Nie był to jakiś przesadnie długi okres, nie dla osiemnastolatki…
  Nie spuszczała spojrzenia z Elijaha, czekając na cokolwiek, co świadczyłoby o potknięciu się. Hm, maskował się dobrze, nie wyglądał na zbitego z tropu, gdy wytknięto mu to i owo, ale w końcu… jak to szło? Tylko winny zwiewa, gdzie pieprz rośnie? Niewinny mógłby się jakoś wytłumaczyć, ale w ten sposób… tak, zdecydowanie wyświadczył im przysługę.
  Nie musiały zadawać więcej pytań, zwłaszcza że właściwie zaatakował funkcjonariuszki na służbie, a to samo w sobie z automatu pozwalało na podjęcie takich, a nie innych działań. Nie, żeby nie czuła satysfakcji z tego powodu, bynajmniej – wpadł właśnie jak śliwka w kompot i bardzo dobrze.
  Zadziałała. Nie znajdowała się tak blisko drzwi, więc nie musiała nagle się salwować, ale za to mogła skoczyć prosto za nim, łapiąc za różdżkę. Tak, nie miała zamiaru pozwolić mu zwiać; Claudia musiała czekać wiele lat na sprawiedliwość i w zasadzie najwyższa pora, żeby ją w końcu otrzymała.
  Bo to nie powinno jednak być tak, że w imię kultu czystej krwi czarodzieje tracą życie. Czy czysta, półkrwi, mugolacka – jeśli zranić, to przecież widać jak na dłoni, że każdy ma taką samą. Lepką, czerwoną, po prostu krew, a nie coś, co odróżniałoby od innych ludzi na tyle, żeby mówić o tych „lepszych” i „gorszych”.
  Tak – rzuciła się za nim, biegnąć w głąb domu. I machnęła różdżką, próbując przywołać liny, mające opleść gagatka niczym wędzoną szynkę.

Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 27
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
09.09.2023, 11:34  ✶  
rzut na obronę

Mavelle wpadła do wnętrza domu - niezbyt czystego, nieco zagraconego, widać było od razu, że mieszka tutaj ktoś, kto nie sprząta zbyt często i od dawna nie wymieniła mebli - jako pierwsza. Brenna została w tyle, bo musiała najpierw poderwał się z ziemi, a dopiero potem wbiegła do środka. Te sześćdziesiąt sekund sprawiło, że Elijah zdążył przebiec przez przedsionek i salon, kierując się na tyły. Nie mógł wiedzieć, że za domem czeka dwóch innych Brygadzistów. W ten sposób Brenna, przeklinająca w duchu, nie widziała samego Elijaha i nie mogła zaatakować. Przed sobą miała tylko plecy kuzynki, ścigającej Fraya.

Czar Mavelle podziałał - liny zawirowały w powietrzu, frunąc prosto do Fraya. Ten zdążył wykonać częściowy unik, przez co nie został całkowicie unieruchomiony. Spowiły jednak jego nogi, a on sam zderzył się z kanapą, boleśnie się o nią obijając, ale też dzięki niej nie upadając na podłogę. Tak czy inaczej nie mógł już uciekać.
Ale mógł atakować.
Uniósł różdżkę i wyleciał z niej promień zielonego światła. Twarz mężczyzny była wykrzywiona w paskudnym grymasie wściekłości i nienawiści.
Czar nie trafił, na całe szczęście. Minął głowę Mavelle o włos, a potem rozbił się o framugę w pobliżu Brenny, z której ust mimowolnie wyrwał się cichy krzyk, bo rozpoznała to zaklęcie i zrozumiała, jak blisko było tego, aby jej siostra padła martwa na podłodze. Przyszły tu z myślą o przekazaniu informacji o znalezieniu jego córki i może wstępnym przesłuchaniu, a tymczasem... Elijah Fray nie bez powodu od razu wydał się im nieco odrażający. Zabójstwo córki było zapewne tylko jedną z wielu jego zbrodni, on sam zszedł zaś na poziomie spaczenia tak daleko, że opanował czarnomagiczne zaklęcie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#6
09.09.2023, 15:05  ✶  
Nikt nigdy nie twierdził, ze praca w Brygadzie była bezpieczna; zresztą, jeśli ktoś miałby zdawać sobie sprawę z ogromu niebezpieczeństwa, z jakim można się było na co dzień spotkać, to na pewno byli to członkowie rodziny Bones i Longbottom. Mavelle przecież dorastała wśród aurorów i brygadzistów; nie bez powodu przecież w jej głowie zalęgła się myśl, że chce iść dokładnie w tym kierunku zawodowym, a nie innym (na upartego przecież mogłaby spróbować zostać artystką lub jeszcze kimś innym), o wiele bezpieczniejszym dla jej skóry.
  Co i tak nie zmieniało faktu, ze poczuła charakterystyczny chłód, gdy mordercze zaklęcie ją minęło. Niewiele brakowało – ale i też nie powinna się dziwić, że Elijah był do tego zdolny. Tak, podejrzewała o zamordowanie swojej córki, tak niekoniecznie musiało się to związać z przemianą w kogoś o bardzo zniszczonej duszy, bo zabić przecież można na wiele sposobów… i jedna śmierć też nie powoduje, że nagle osiąga się ten stopień zepsucia.
  Znaczy: musiał mieć o wiele więcej na sumieniu niż tylko Claudię. Bo myśli i emocje to nie wszystko, za nimi szły także czyny i to one przede wszystkim rozdzierały duszę na strzępy…
  Chłód i złość. Bo to nie musiała być ona. To mogła być Brenna – gdyby zaatakował od razu w ten sposób, zamiast wysadzać drzwi. A strata siostry… nie, nie mogła o tym myśleć, nie było co teraz gdybać – jedyne, co pozostawało to działanie.
  - Sukinsyn – warknęła, machając różdżką, chcąc wytworzyć w dłoni tego gnoja – bo naprawdę okazywał się skończonym gnojem, i to delikatnie mówiąc – ciśnienie na tyle wielkie, żeby wyrwało mu różdżkę z dłoni. A jeśli by czar nie wyszedł, to po prostu by się na niego rzuciła, żeby pozbawić go tego cholernego patyka.
  Nie pozwoli przecież, żeby skrzywdził Brennę, którą miała za swoimi plecami.

Rzut Z 1d100 - 41
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 59
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
09.09.2023, 16:43  ✶  
Zaklęcie Mavelle wyszło, ale Fray zdołał utrzymać różdżkę w dłoni, mocno zaciskając palce. Uniemożliwiło mu to jednak rzucenie kolejnego czaru: musiał skupić się na chwytaniu różdżki, nie wykonywaniu gestów. Dzięki temu Bones, sprawna przecież fizycznie, zdołała bez większego trudu przebiec przez salon i rzucić się na mężczyznę. Jego nogi wciąż były skrępowane, runął więc jak długi i z ust wydobył się mu bolesny krzyk.
Wciąż trzymał różdżkę, uniósł ją nawet... ale Brenna też przebiegła już przez pokój i z całej siły nadepnęła mu nogą na rękę. Nie myślała teraz o tym, że go krzywdzi, że może uszkodziła palce, jedyne, co ją interesowało, nie pozwolenie, aby rzucił kolejne, mordercze zaklęcie, albo choćby by zdołał uderzyć Mavelle. Krzyknął znowu, a Longbottom pochyliła się, wyciągając mu różdżkę z ręki.
Gdzieś z tyłu rozległ się trzask i tylnym wejściem wpadli Sardwick i Apollo, zwabieni zamieszaniem.
Elijah, który w pierwszej chwili próbował się jeszcze wyrywać - niezbyt umiejętnie jednak, nie był ani młody, ani wyćwiczony fizycznie, a Bones uczono obezwładniania ludzi - teraz znieruchomiał.
Był bez wątpienia czarnoksiężnikiem, ale niekoniecznie mistrzem pojedynków i już na pewno nie asem, jeżeli szło o bicie się na pięści. Nie trafiły na aż tak groźnego przeciwnika.
- Niech was skurwysyny!!! - wrzasnął zamiast tego.
- Panie Fray, jest pan aresztowany za napaść na Brygadzistki na służbie i używanie czarnej magii - powiedziała Brenna, wyciągając kajdanki. Oddech miała przyspieszony, i z najwyższym trudem powstrzymała chęć kopnięcia go prosto w żebra. Nie z powodu wyzwiska, a dlatego, że rzucił avadę w Mavelle.
Mogła zginąć.
Mogła zginąć.
Ta myśl odbijała się w jej głowie. Było tak blisko kolejnego pogrzebu. I to nawet nie w sytuacji, która początkowo naprawdę wydawała się niebezpieczna. Tak głupio. Tak niepotrzebnie. Tak nagle. Coś w jej wnętrzu skręcało się ze strachu. Na Nokturnie nie tak dawno sytuacja, mimo wszystko... wyglądała inaczej. To, co stało się tutaj, wstrząsnęło Brenną dużo mocniej niż tamten przypadek.
– A także pod zarzutem zamordowania Claudii Fray.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#8
10.09.2023, 01:59  ✶  
Adrenalina buzowała wciąż w żyłach i zapewne dzięki temu nie uświadomiła sobie od razu w pełni, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znalazła. Poczuła pewien chłód, owszem, złość, bo jej myśli skierowały się ku Brennie – o sobie myślała w tej chwili w ostatniej kolejności. Kuzynka, nie, siostra i jej bezpieczeństwo były o wiele ważniejsze niż jej własne. O siebie aż tak nie dbała, niewykluczone że ku rozpaczy bliskich, ale z drugiej strony…
  … przecież też wiedzieli i zdawali sobie sprawę z tego, że w tym fachu emerytura to rzadkość. Przykra prawda, ale jednak prawda, której nie dało się najzwyczajniej w świecie uniknąć. I nie, nakłonienie Mavelle do przekwalifikowania się zakrawało na jakąś niemożliwość. Gdyby założyła rodzinę i dorobiła się potomstwa – to może? Bo wtedy bałaby się – jak Derwin zresztą, a przed nim jego matka, a jej babcia – że sobie bez niej nie poradzą. Choć w teorii powinna zdawać sobie sprawę z tego, że jednak owszem, dzieci są twardsze niż się może wydawać – w końcu sama dorastała bez matki. I mimo wszystko nie skończyła jako bezradna dziewczynka błądząca we mgle – chociaż, ostatnimi czasy czasem odnosiła wrażenie, ze faktycznie porusza się po terenach, na których widziała jedno, wielkie nic.
  Beltane zmieniło sporo.
  Nie zmieniło jednak jednego: najwyraźniej jednak nie potrafiła się w żaden sposób, na dłuższą metę, oderwać od pracy (a może to był sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim – zatopienie się w papierach, wątkach, zbieraniu dowodów i przeczesywaniu terenu) mimo iż po ostatnim cyrku w biurze naprawdę chciała pójść na cholerny urlop.
  Najlepiej taki miesięczny, albo i dłuższy. Zniknąć gdzieś, poczekać, aż plotki o niej przycichną, upewnić się, że wspomnienia już nie rzucą jej na kolana i nikogo przez nie nie narazi. Tyle że urlopu jednak nie było, za to była bardzo wkurzona Bones, nie bawiąca się w ceregiele i pacyfikująca bez żadnego pardonu cholernego Fraya.
  Miał jeszcze czelność podskakiwać – mimo że dosłownie sam wyprosił takie, a nie inne potraktowanie go.
  - Proszę, spróbuj wywinąć jeszcze jakiś numer – syknęła dość cicho, wyciągając po prostu do Brenny dłoń po kajdanki, skoro ta już zdążyła je wyciągnąć. Była to swego rodzaju forma ostrzeżenia – bo gdyby nadal się stawiał… och, nadepnięte palce to byłby zapewne najmniejszy problem Fraya. Kopnięcie w żebra również. I do tego miałaby całkiem ładną wymówkę, że hej, właśnie go skuwała (a tak, faktycznie go skuwała, nie brała tych kajdanek dla ozdoby), więc nie bardzo miała jak posłużyć się magią (w zębach miała różdżkę trzymać? Niewygodnie wtedy wykonywać nią odpowiednie gesty…), a jednocześnie przecież musiała dopilnować, żeby nikogo więcej nie skrzywdził.
  A ofiar z pewnością było już o wiele za dużo – kwestia czasu, kiedy uda się odkryć jego zbrodnie.
  - Zabierajmy się z nim – stwierdziła tonem wypranym z emocji, gdy delikwent został w końcu zaobrączkowany (i podźwignięty na nogi, solidnym, niedelikatnym szarpnięciem – czar, jakim go spętała, już się rozwiewał); w zasadzie na chwilę obecną to nie było co tu sterczeć, chyba że któryś z chłopców – aby dopilnować terenu, aż pojawi się ekipa od szukania dowodów?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
10.09.2023, 10:28  ✶  
Och tak.
Brenna bardzo by chciała, aby Fray jeszcze spróbował się szarpać. Wtedy mogłaby walnąć nogą w tę dłoń jeszcze raz, tym razem z zamiarem nie upewnienia się, że nie użyje różdżki ani pięści, ale by połamać mu palce. Gdyby dalej stawiał opór, mogłaby wyładować tkwiącą w niej wściekłość. Ale nie ruszał się już, przeklinał je tylko, a były drogi, na które Brenna nie chciała zawędrować zbyt szybko - chociaż jakaś jej część przeczuwała, że prędzej czy później zaprowadzi ją na nie los. Każde morderstwo dokonane przez śmierciożerców, każda wizja, w jaką się osuwała, przybliżały ją do tego powoli, ale nieubłagalnie, a od czasu Beltane miała wrażenie, że spaceruje po samej krawędzi przepaści.
Dlatego jedynie podała Mavelle kajdanki, a potem pochyliła się, by pomóc jej postawić go na nogi. Czar krępujący już znikł, zdołały więc zrobić to bez większego problemu.
Jeszcze nie mogła spać.
- Apollo, zgarniesz go? Ja teleportuję się przed tobą i będę czekać, Mav za nami. A potem cała procedura...
Wiedziała, że dziś nie wrócą szybko do domu. Na pewno nie w godzinach, w jakich powinni. Ktoś musiał przesłuchać Fraya, ktoś uzupełnić papierki i puścić wnioski, ktoś wrócić tutaj z ekipą, a przecież były jeszcze sprawy związane z Knieją, czekające na uwagę. Brenna miała ten problem, że najchętniej zrobiłaby wszystko: w takich momentach naprawdę rozpaczliwie pragnęła być posiadaczką zmieniacza czasu.
Pomyślała, że pewnie przesłuchaniem powinna zająć się Mavelle. Lepiej radziła sobie ze straszeniem. Brenna była tą, która wkraczała, kiedy potrzeba było łagodniejszego podejścia, a nie miała nastroju na bycie łagodną wobec Elijaha Fraya. Jej zapewne więc przypadną przeszukanie domu albo papierki.
Claudia Fray doczeka się przynajmniej swojej sprawiedliwości. Może tam, po drugiej stronie, nie miało to już znaczenia... ale miało je tutaj.
- Gotowi? - spytała jeszcze, kiedy Fray został przekazany w czułe ręce Brygadzistki, który znał zasady teleportacji łącznej.
A potem aportowała się z trzaskiem.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1870), Mavelle Bones (1546)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa