• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Szkocja Hogsmeade i Hogwart [12.06.72] Mgły Zakazanego Lasu

[12.06.72] Mgły Zakazanego Lasu
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
05.09.2023, 21:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2023, 19:30 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna bardzo chciała wierzyć, że każdego, kto tego pragnie, można uratować. Może byłaby w stanie uwierzyć nawet, że jest szansa dla Sauriela… ale tylko dlatego, że nie znała go dość dobrze. Że nie wiedziała, jak radośnie wpadł na Beltane, gotów rzucać mordercze zaklęcia na niewinnych, uciekających ludzi.
Że nie wiedziała, że kiedy w kręgu dymu patrzyła na chwiejącego się, upadającego Derwina, na istoty czające się w płonącym lesie, ledwo widoczna sylwetka w masce była właśnie Rookwoodem.
W tej chwili jednak nie myślała już o Saurielu – a o osobach, które z całą pewnością chciała nie ratować, a aresztować. Choć wciąż spowijał ją kamelon, był jednak nie idealny, więc Victoria bez większego kłopotu mogła dostrzec, że Brenna wzięła sobie jej słowa do serca i faktycznie poleciała – przeskoczyła nad mężczyzną, walczącym z więzami i pobiegła dalej, znikając jej z oczu pomiędzy krzewami. Przeciwnik chwilowo próbował się uwolnić, nie atakował Lestrange. Źrebak wydał z siebie kolejne rżenie, już nieco cichsze. Z pewnością chciał uciekać, ale kto wie – może zrozumiał, że Victoria chciała go bronić, nie skrzywdzić?
Brenna tymczasem wpadła w mgłę, kłębiącą się tam, gdzie niegdyś znajdowało się siedlisko jednorożców. W samą porę, aby dostrzec dwóch kolejnych kłusowników, którzy właśnie mocowali się z linami, którymi opletli jednorożca. Ten był bez wątpienia starszy, biały jak śnieg, duży, prawdopodobnie płci męskiej. Usiłował się im wyrwać, aż jeden z mężczyzn wylądował na ziemi i pewnie stąd jego przekleństwa.
Jego problem, zysk Brenny.
Brygadzistka uniosła różdżkę i wycelowała w tego człowieka, który wciąż stał na nogach, ogarnięta wściekłością, jaką odczuwała naprawdę rzadko. Tak, wiedziała, że czasem trzeba polować na magiczne stworzenia. Nie była nawet wegetarianką. Ale na litość bogini księżyca – to były jednorożce! Istoty inteligentne, uosobienie dobra, wypełnione tak wielką magią, że ich rogi dawały rdzenie różdżkom, a krew – dar życia, ale i straszliwe przekleństwo, spadające na tego, kto ją wypił.
Próba ich pochwycenia i zaciągnięcia w niewolę zdawała się jej jeszcze gorsza niż napaść na człowieka.
Szept zaklęcia – podobnie tego samego, którego używała najczęściej. Chciała spowić go więzami.
Rzut PO 1d100 - 34
Slaby sukces...

Rzut PO 1d100 - 12
Akcja nieudana


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#12
09.09.2023, 13:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2023, 13:25 przez Victoria Lestrange.)  

Wyrażenie-klucz: kto tego pragnie. Trzeba było najpierw pragnąć. Dostrzec wswoje błędy, zmienić się. A nie każdy tego chciał. Ludzie robili okropne rzeczy i na koniec dnia dochodzili do wniosku, że to nic złego – takich nie dało się uratować. Oni ratunku wcale nie chcieli.

Ze związanym mężczyzną sobie poradzi – z niezwiązanym też, ale skoro było ich więcej… Nie zamierzała małego jednorożca zostawiać samego sobie. Więc dobrze, ze Brenna skoczyła dalej w krzaki, w tym swoim nieidealnym kameleonie – gdyby nie powaga sytuacji, to by się pewnie roześmiała widząc to, ale w tym momencie nie było jej do śmiechu. Tym bardziej, że magia ją zawiodła. Ale nie zamierzała pozwolić by przez to mężczyzna miał jakąś dziwną przewagę.

– Poczekaj tu, zaraz do ciebie wrócę, maleńki. Nic ci nie będzie. Nie uciekaj, bo oni ciągle tam są – oględziny malca wyszły dobrze; nic mu nie było, nie był ranny. I całe szczęście. Zaklęcie tamtego mężczyzny jedynie go rzuciło na ziemię, to wszystko. Bo całe szczęście one były obok. Opatrzność jednak czuwała.

Podniosła się spokojnie, powoli, nie chcąc przestraszyć źrebaka, aby zbliżyć się do leżącego w krzakach mężczyzny. Skoro magią sobie nie poradziła, to nie zamierzała znowu marnować na to czasu – i po prostu wycelowawszy w mężczyznę – poprawiła więzy, by były ciaśniejsze i by zaraz czar Brenny nie przestał działać. A potem po prostu zabrała mu jego różdżkę, skoro i tak trudno mu było ją utrzymać przy tych więzach…

Zamierzała od razu wrócić do jednorożca… O ile do tego czasu nie pozbierał się i nie zaczął uciekać w las. Wtedy… Być może trzeba było ruszyć za nim i dopilnować, by nie natknął się na kolejnych kłusowników.


Zaklęcie Brenny, choć słabe – mimo wszystko się udało. Więzy oplotły mężczyznę, który siłował się z jednorożcem i na moment go zatrzymały. To wystarczyło – jeden kłusownik na ziemi, drugi obwiązany, i choć liny były słabe i zaraz miały puścić, to wystarczyły, by jednorożec wierzgnął, chcąc zrzucić z siebie liny i popchnął drugiego mężczyznę. Ten pierwszy, który już chwilę był na ziemi, szybciej połapał się co jest grane i wycelował w Brennę różdżką, chociaż musiał się przeturlać po ziemi, by uniknąć kopyt jednorożca. Zaklęcie jednak mu wyszło, i Longbottom mogła poczuć jak jakaś siła cisnęła ją na najbliższe drzewo, wyduszając powietrze z płuc.


Kształtowanie:
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!


Rzut na npc: http://secretsoflondon.pl/showthread.php...5#pid18735
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
09.09.2023, 17:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2023, 17:05 przez Brenna Longbottom.)  
- Suka! Głupia suka!!! - wydarł się kłusownik, walcząc z więzami, skutecznie wzmocnionymi przez Victorię. Lestrange bez większych problemów zdołała wyrwać mu różdżkę, miała też już pewność, że ten nie uwolni się szybko. Za to młody jednorożec dźwignął się na nogi. Potrząsnął łbem. Wyglądało na to, że zaklęcie oszałamiające, jakim wcześniej go potraktowano, przestało działać - i rzucił się teraz do biegu, by stąd umknąć.
Nim Victoria jednak pomyślała o pobiegnięciu za nim, musiała wykonać unik. Ze strony, w którą odbiegła Brenna, z mgły, wyłonił się bowiem drugi jednorożec, tym razem starszy. Na jego szyi był sznur, który za sobą ciągnął. Uciekał - w ślad za młodszym zwierzakiem.

Był to jednorożec, którego próbowali schwytać kłusownicy. Teraz, gdy jeden z nich został na chwilę związany, a drugi rzucił czar w Brennę, umknął. Sama Brenna zaś walnęła o najbliższe drzewo, i na moment ból zaparł jej dech. Zaklęcie kameleona przestało działać - może było za słabe, a może chodziło o siłę uderzenia? Opadła na wilgotną trawę, prosto w mgłę, snującą się tuż przy ziemi. Palce wciąż mocno zaciskała na różdżce - zgubić teraz różdżkę, mogło równać się śmierci. Uniosła ją i wycelowała w kłusownika, który był na ziemi i cisnęła kolejne zaklęcie: strumień powietrza, który miał wyrwać mu różdżkę z dłoni. Zadziałało na tyle dobrze, że ta wyrwała się z ręki kłusownika i pofrunęła gdzieś pomiędzy drzewa... tyle że drugi dał radę w tym czasie uwolnić się z więzów i znów wycelował w Brennę.
Przetoczyła się po trawie. Czar uderzył tam, gdzie chwilę wcześniej była jej głowa.
Po czym Brenna poczuła, że zsuwa się... w dół, po niewidocznej przez roślinność i mgłę skarpie. Odruchowo przycisnęła do siebie rękę z różdżką, nie chcąc pozwolić, by ta się złamała, a lewym przedramieniem otoczyła głowę, by ochronić ją przed uderzeniem o jakiś kamień.
Przynajmniej dziura nie była głęboka i nie mogli Brenny od razu trafić kolejnym zaklęciem...

[rzuty na kształtowanie, edit będzie pod wynik]
Rzut PO 1d100 - 55
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#14
12.09.2023, 20:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2023, 21:06 przez Victoria Lestrange.)  

Większość czarodziejów bez różdżki była całkowicie bezbronna, dlatego wytrącenie magicznego patyka z rąk kłusownika było tak naprawdę priorytetem, żeby już nikogo nie skrzywdził, a co najważniejsze – żeby się tak prędko nie uwolnił i nie robił dodatkowego i całkowicie niepotrzebnego zamieszania. Wrzask, jaki uskutecznił pod jej adresem, zupełnie jej nie przejął, ba, nawet nie zdążyła nic zrobić, ani mu odpyskować (a miała przemożną ochotę rzucić na niego zaklęcie, by skleić mu usta), kiedy zza krzaków wypadł… drugi jednorożec. Dorosły. Piękny. Wielki. Śnieżnobiały – z rogiem. Victoria byłaby westchnęła, ale musiała się ratować ucieczką – odskoczyła wiec w krzaki, jednak nie na tyle ostrożnie; stanęła wyjątkowo pechowo, poczuła ból w lewej stopie, aż krzyknęła. Najwyraźniej nie tylko Brenna miała dzisiaj pecha wpadając do dziury, bo przez myśli Victorii przeszło (całkiem zresztą trafnie), że chyba właśnie skręciła kostkę.

A jednorożec przebiegł obok, ciągle ze sznurem. Malca już nawet nie widziała. Z tą kostką… gonić jednorożce po lesie, to prawdziwa głupota. Miała różdżkę tego leżącego, spętanego mężczyzny, ale Brenny nigdzie nie widziała. Może więc to było głupie, ale adrenalina uderzyła do głowy, i Victoria, nieco ociężale, pobiegła w stronę, z której uciekał jednorożec, chociaż „biegła” to było bardzo dużo powiedziane. Biegło-kuśtykała – to chyba lepiej opisywało całość.

– Bren? – krzyknęła, próbując zlokalizować przyjaciółkę w tym cholernym lesie. Miała przy tym nadzieję, że więzy, jakimi obleczony mył tamten facet zatrzymają go na dłużej – a nawet jeśli nie, to bez różdżki wała zrobi. – Bren!

Zobaczyła ich pomiędzy krzakami. Jeden leżał na ziemi i chyba się czołgał, drugi stał i gdzieś celował. Błysnęło. Victoria przyspieszyło. Teraz to i ona wycelowała w tamtą stronę, chcąc ciśnieniem powietrza i odrzucić jednego z nich – tego, w którego łatwiej było trafić, czyli stojącego. Victoria nawet nie próbowała być cicho z tą nogą, nawet do tego nie aspirowała. Chciała znaleźć Brennę, bo nigdzie jej nie widziała…


Aktywność fizyczna:
Rzut O 1d100 - 31
Akcja nieudana


Kształtowanie:
Rzut Z 1d100 - 22
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
12.09.2023, 22:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2023, 22:47 przez Brenna Longbottom.)  
Bolało. Bolał ją łokieć, boleśnie obite biodro oraz głowa. Jakiś kamyk rozciął Brennie policzek. Ale była cała, nic nie połamała, różdżkę wciąż trzymała w ręku, i nie miała wcale specjalnie wysoko, żeby wrócić na górę. Niemal natychmiast zerwała się na nogi i w trzech ruchach znalazła z powrotem dość wysoko, aby wyjrzeć nad krawędź dziury. Do szybkości motywowały ją nawoływania Victorii, bo nie miała przecież pojęcia - czy Lestrange wołała ją, bo nie mogła jej znaleźć i się martwiła, czy też ktoś właśnie ją krzywdził?
I Brenna dotarła na górę i spojrzała na całą scenę w samą porę, by zobaczyć, jak ten kłusownik pozbawiony różdżki biegnie w krzaki - może w jej poszukiwaniu, może chcąc po prostu umknąć z pola bitwy, skoro go rozbrojono – a Victoria rzuca swój czar w drugiego przeciwnika. Mężczyzna zdołał jednak go sparować za pomocą protego i wycelował z powrotem w Victorię...
...tyle że to właśnie dało czas Brennie na machnięcie różdżką i utkanie własnego zaklęcia. No nie, cholera, nikt nie będzie atakował Tori na jej oczach! Nie po tym, jak sama ją tutaj przyprowadziła!
Wyczarowana przez Brennę sieć pomknęła w powietrzu i oplotła mężczyznę, powalając go na ziemię. Wypuścił z ręki różdżkę, chociaż zaczął się szarpać w więzach. Tyle że aby rzucić ten czar musiała nieco mocniej się wychylić, a trzymała się krawędzi tylko lewą ręką.
I tak, chociaż zaklęcie się udało… ona znowu poleciała w dół, ze zdławionym okrzykiem. Na całe szczęście dół nie był głęboki, bo tym razem upadła jeszcze bardziej niezgrabnie niż wcześniej, po prostu spadając w tył, a nie staczając się po zboczu.
Gdzieś przez głowę przeszła jej jeszcze myśl, że może to przeżyła, ale Bulstrode pewnie w Ministerstwie ją zabije. A jeżeli nie zrobi tego on, to na pewno Sauriel Rookwood.



Rzut PO 1d100 - 8
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 89
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#16
13.09.2023, 08:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2023, 08:37 przez Victoria Lestrange.)  

Była dorosłą osobą, która sama mogła podejmować za siebie decyzje (a przynajmniej ich część… tak długo jak jej rodzina nie wymyśliła sobie czegoś konkretnego i nie trzasnęła ręką), wiedziała, że Zakazany Las jest zakazany z nazwy nie po to, by kusić uczniów, żeby się tam wymykali, a po prostu żyły tutaj różne stworzenia, a część z nich była niebezpieczna; na domiar wszystkiego czasami faktycznie kręcili się tutaj kłusownicy. Dlatego na tę umawianą randkę z Brenną była całkowicie gotowa, że zupełnym przypadkiem mogą się na coś albo na kogoś natknąć. Brenna nie musiała zupełnie się czuć odpowiedzialna za Victorię, skoro przyszła tutaj z własnej i nieprzymuszonej woli, i była to całkowicie (wbrew temu, co gadała na początku) trzeźwa decyzja. Ba! Nawet nie musiała mieć tego odczucia, jak czasami ludzie mają względem swoich młodszych znajomych, że trzeba się nimi zaopiekować – bo to Victoria była ta starsza. O kilka miesięcy, ale jednak.

Mężczyzna musiał się zorientować, że jest na celowniku, zresztą nic dziwnego, bo Victoria z tą kostką nie była zgrabną baletnicą, a słoniem w składzie porcelany. Odwrócił się, kiedy wypaliła swoje zaklęcie, które zrobiło dokładnie tyle: nic, a w odpowiedzi i on chciał ją czymś potraktować. Tyle, że tym razem to on nie zdążył nic zrobić, bo oplotła go sieć… i wylądował na ziemi. Victoria za to zrozumiała, że to musiała być Brenna. Nie widziała jej, za to usłyszała jakiś okrzyk, nieco przytłumiony i kątem oka dostrzegła, że w tamtym kierunku… chyba jest jakaś dziura. Później będzie czas na jakieś dziwnie się.

I tak – to była kolejna związana osoba, którą należało pozbawić różdżki, a był jeszcze ten trzeci…

Byle nie zwiał. Więc w trzeciego, czołgającego się wycelowała tym razem Victoria by i jego oplatać więzami i unieruchomić. Ewidentnie nie miał różdżki, bo już by się teleportował, albo kontratakował. Tym razem zaklęcie podziałało jak należy i mężczyzna został ciasno opleciony linami, niczym dorodny baleron, tak, że wlasciwie nawet zbytnio nie mógł się czołgać. I wtedy wycelowała w tego, który został opleciony przez zaklęcie Brenny. Ciśnieniem powietrza chciała wytrącić mu z ręki różdżkę, żeby mieć pewność, że nie zrobi niczego śmiesznego.

I różdżka, ku jego rozpaczy, wypadła mu z dłoni, pięknym łukiem lecąc… gdzieś w krzaki.

- To chyba nie jest wasz szczęśliwy dzień, panowie – Victoria brzmiała na poirytowaną, bo była zirytowana. Trójka facetów psuła jej dzień i możliwość powzdychania do jednorożców. - Brenn, żyjesz?! – rzuciła jeszcze, skoro wszystko wyglądało na to, że sytuacja jest zupełnie pod kontrolą.



Kształtowanie:
Rzut Z 1d100 - 83
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 62
Sukces!
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
13.09.2023, 14:04  ✶  
Uderzenie zabolało i na moment znów wycisnęło dech z płuc Brenny. Ale kiedy Victoria do niej zawołała - co znaczyło, że jest cała i zdrowa - Brenna odetchnęła z ulgą. Bo tak, na logikę doskonale wiedziała, że nie musi się martwić o Victorię. Ta była dorosła, naprawdę dobra w rozpraszaniu, i jako aurorka przeszła przeszkolenie bojowe... nawet ktoś po twardej szkole Longbottomów, w której zajęcia zaczynałeś jeszcze jako gówniarz, musiał przyznać, że jednak aurorów zwykle szkolono całkiem przyzwoicie.
A jednak w samym rdzeniu natury Brenny tkwiła troska o innych i po prostu nie umiała inaczej. Wokół tego oplatała się cała jej osobowość.
- Żyję! - zawołała, pozwalając sobie na całe dziesięć sekund leżenia, zanim wstała i po raz drugi już wygrzebała się z dziury. Mgła powoli opadała, przez gałęzie drzew prześwitywało już jaśniejsze, nie różane światło. Wstał nowy dzień, który zaczęły nie od zachwycania się jednorożcami, ale od przypadkowego ujęcia bandy kłusowników. Brenna wyglądała... no cóż, nie najlepiej: krew spływała jej po twarzy, we włosach miała liście, ubranie brudne, i bardzo bolało ją biodro, ale nie było to nic, czego magia nie wyleczy do jutra. - Nic ci nie jest, Tori? Masz kajdanki? Ja mam, ale cholera, tylko jedne - powiedziała, bo jeden komplet nosiła z sobą zawsze, nauczona tym, że nie zna dnia ani godziny, kiedy przyjdzie jej kogoś aresztować, a magiczne więzy były nietrwałe.
- Dwie suki! Zobaczycie, zniszczymy was! - warknął jeden z mężczyzn, walcząc z więzami. Próbował się odczołgać, ale Brenna przewróciła go na plecy i wyciągnęła kajdanki.
- Brygada Uderzeniowa, jesteś aresztowany pod zarzutem kłusownictwa oraz napaści na Brygadzistką i aurorkę - oświadczyła z niesamowitą satysfakcją w głosie. Dwa jednorożce! Mogły sobie na nie z daleka popatrzeć! Może znalazłyby więcej włosów! A ci dranie nie tylko zepsuli im poranek, ale jeszcze chcieli skrzywdzić te piękne, niewinne zwierzęta.
- Skąd wy...
- Silenco - mruknęła, bo chwilowo absolutnie nie miała cierpliwości do wysłuchiwania obelg i tym podobnych. - Jedna z nas musi się teleportować i ściągnąć wsparcie... tylko szybko. Chyba lepiej ty - powiedziała, spoglądając na to, w jaki sposób Lestrange się poruszała. Nie były pewne, czy byli tutaj tylko ci trzej, mogli pojawić się następni. Nie dadzą rady ich przetransportować, wsparcia więc bardzo potrzebowały, ale Victoria z tą kostką, czy skręconą, czy tylko naciągniętą, nie mogła zostać tutaj sama. Gdyby pojawili się kolejni, miałaby większy problem, żeby uciec.
Wyglądało na to, że to był kolejny dzień, gdy Brenna wpadnie do Ministerstwa z absolutnie niespodziewaną sprawą i aresztowanymi, którzy wpadli w ręce jej i Victorii absolutnie przypadkiem...


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
królowa nocy
some women are lost in the fire
some women are built from it
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
auror, twórca eliksirów
Ma długie do pasa, bardzo ciemnobrązowe, wpadające w czerń włosy. Te, zwykle rozpuszczone lub spięte jakąś spinką, okalają owalną twarz o oliwkowej karnacji, skąd spoglądają spokojne, brązowe oczy. Nie jest przesadnie wysoka, mierzy 167 cm wzrostu i jest stosunkowo szczupła. Swoje bardzo kobiece kształty lubi podkreślać ubiorem. Nosi się najczęściej w czerni. Ciągnie się za nią mgiełka delikatnych perfum – o ciepłej nucie drzewa sandałowego, wanilii, jaśminu, konwalii i pomarańczy.

Victoria Lestrange
#18
13.09.2023, 19:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2023, 19:22 przez Victoria Lestrange.)  

Brenna ją usłyszała, ba, nawet odkrzyknęła – to dobrze. Pozwoliło to Victorii na odetchnięcie z ulgą, bo to znaczyło, ze gdziekolwiek Brenna ze swoim szczęściem wpadła – to nie było tak tragicznie i żyła, a nawet mogła jej odpowiedzieć. To ściągało trochę niepotrzebnego napięcia z barków i pozwalało na zogniskowanie się na dwójce leżących tutaj, spętanych mężczyzn.

– Accio różdżka! – Victoria nie zamierzała się bawić w kuszenie losu i przypadków. Wiadomo, więzy w końcu puszczą, ale przynajmniej będą bez różdżek – wiec się nigdzie nie teleportują, będą mogli co najwyżej biegać po lesie. Chyba, że potrafili rzucać zaklęcia bez niej, ale jakoś wątpiła. Dwie różdżki podleciały do niej, a Victoria złapała je zręcznie, mając teraz swoją i trzy zapasowe. Jak łamać różdżkę to teraz, tyle miała dodatkowych… Dopiero teraz Victoria odwróciła się w stronę szurającej po leśnej ściółce Brennie i zobaczyła w jakim jest stanie… Czyli złym. Liście i brud to był najmniejszy problem, najbardziej zmartwiła ją krew, która spływają jej po twarzy – i nawet nie ukryła tego przestrachu o Longbottomównę w pierwszym odruchu. W drugim – odetchnęła. – Chyba skręciłam kostkę – odpowiedziała jej. – Czekaj – nie była pewna, czy ma kajdanki… Ale miała torebkę. Otworzyła ją więc, trzy nadmiarowe różdżki wcisnęła niezgrabnie do środka i zaczęła przeglądać… Miała swoją odznakę aurora i były też kajdanki. Jedna para – bo też więcej raczej ze sobą nie nosiła, chyba, że spodziewano się aresztowania. – Też tylko jedne – bo te puchowe, które wyciągnęła z loterii goblina-oszusta, to już wcisnęła w najgłębszy kąt szafy. A jakby je teraz wyciągnęła, to koledzy z Biura by mieli używanie.

– Radzę wam zamilknąć, bo teraz to już wszystko może zostać wykorzystane przeciwko wam, panowie. A przyłapałyśmy was na gorącym uczynku – Victoria mówiła to bez satysfakcji, ale też bez innych uczuć, neutralnie.

– Ja ją chyba kojarzę… Te czarną – rzucił drugi, któremu Brenna jeszcze nie odjęła mowy.

– Wasz kolega też został obezwładniony, nie liczcie na jego pomoc – dodała jeszcze, zupełnie ignorując słowa spętanego na ziemi typa, po czym wcisnęła Brennie do rąk swoje kajdanki. – Zaraz będę – i teleportowała się, żeby sprowadzić wsparcie.

A to miał być taki przyjemny dzień…

I w gruncie rzeczy to był. W torebce miała przecież schowany włos młodego jednorożca.


Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (3759), Victoria Lestrange (3891)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa