06.09.2023, 07:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2023, 21:31 przez Morgana le Fay.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Od momentu znalezienia ciała Claudii Fray, do chwili, w której stanęły przed niewielkim, zaniedbanym domem Elijaha Fraya, minęło jakieś piętnaście godzin. Normalnie wszystko zajęło by dłużej – pewnie przynajmniej dwa albo trzy dni, nim dokonano by pełnych oględzin i dokładnie przeszukano archiwa – ale dzięki drobnej pamiątce, jaką Derwin Longbottom zostawił w głowie siostrzenicy, ta doskonale wiedziała czego i gdzie szukać.
Wedle archiwów Claudia Fray, wiedźma półkrwi, osiemnastoletnia absolwentka Hogwartu, zaginęła dwadzieścia jeden lat temu. Zgłoszenie złożyli jej ciotka oraz partner, mugolak – ten drugi zdawał się więcej niż pewien, że winnym jest ojciec Claudii, nie popierający ich związku. Brakowało jednak dowodów, wskazujących wtedy na Elijaha, niejaka Poppy Smigow, znajoma rodziny, potwierdziła, że widziała Claudię na stacji kolejowej, a chłopak Frayówny przepadł niedługo potem jak kamień w wodę. Nie znaleziono ciała, nie udało się niczego wyciągnąć z ewentualnych świadków, a jedynym, co wskazywało na Elijaha i Eugene były wiara mugolaka oraz ich niezbyt przyjemne osobowości. Nie pomagało i to, że chłopak Claudii nie cieszył się jakoś bardzo dobrą reputacją – pochodził z bardzo ubogiej, mugolskiej rodziny, a po Hogwarcie zaczął pracę w jednym ze sklepów na Nokturnie.
Derwin prawdopodobnie przeczuwał, o ile nie wiedział, że Frayowie są winni. Ale choć wyraźnie poświęcił tej sprawie wiele uwagi – więcej niż powinien jako auror – nie zdołał niczego udowodnić. Podobnie jak Brygadziści, którzy potem ją przejęli.
Tyle że teraz na strychu znaleziono ciało, już wstępna autopsja niezbicie wskazywała na morderstwo, a w mieszkaniu, do którego należał strych, mieszkał najpierw Eugene Fray, a po jego śmierci – dobra znajoma rodziny Poppy Smigow. Nie potrzeba było być nawet detektywem, aby połączyć kropki i popatrzyć na wyłaniający się z nich obrazek ojca i wuja, mordujących krewną, która ośmieliła się umawiać z mugolakiem.
To poruszało czułe nuty w duszy Brenny, przypominając inną kobietę, która umarła, bo pokochała kogoś, kto nie był „dość dobry”.
Nie miały może dość, by dostać natychmiast nakaz aresztowania, ale liczyła, że przy przesłuchaniu Elijah straci nad sobą panowanie. A że znaleziono ciało jego córki – i tak musiałyby tutaj przyjść, prawda?
– Trzy czy cztery pokolenia czarodziejów, a już patrzyli na to w ten sposób – mruknęła, opierając się o płot, by spojrzeć w okno posesji Fraya. Dom był bez wątpienia zamieszkany, a płonące w jednym z okien światło wskazywało na to, że właściciel jest w środku. Miejsce wyglądało normalnie: nic tutaj nie krzyczało „siedlisko mordercy”. Budynek był nieduży, parterowy i trochę zaniedbany – podwórko wymagało skoszenia, dach naprawy – ale nie stanowiło to niczego specjalnie nadzwyczajnego w tej okolicy. Nie był szczególnie zabezpieczony czarami i wyglądał jak jeden z wielu innych, mugolskich domów w Little Hangleton. Brenna zerknęła na dwóch innych Brygadzistów, obu w cywilu, którzy ot tak na wszelki wypadek mieli czekać z drugiej strony.
A potem pchnęła furtkę i ruszyła ku wejściu. Zapukała, raz, drugi, trzeci – dopiero za trzecim Elijah Fray łaskawie otworzył drzwi.
Nie był już młodym człowiekiem. Jak na czarodzieja nie był też jeszcze bardzo stary, ale ukończył sześćdziesiątkę i było to po nim widać. Na pierwszy rzut oka zdawał się równie normalnie, jak jego dom – pomarszczony, średniego wzrostu, niczym nie wyróżniający się z tłumu.
– Jeżeli znowu chcecie wypytywać o jakichś Hoffmanów…
– Nie, panie Fray – powiedziała Brenna uprzejmie i wyciągnęła odznakę, by zgodnie z regulaminem się wylegitymować. – Brygada Uderzeniowa. Jesteśmy tu w sprawie pańskiej córki.
Nieładny grymas przeszedł przez twarz Elijaha.
– Ona nie żyje od dwudziestu lat.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.