- Jestem hodowcą, a pragnienie zrobienia czegoś lepszego dla tego świata powiodła mnie w kierunku założenia rezerwatu, o którym ci wspominałem. - Tak, to nie było pytanie, nie było to z jej strony w ogóle zobowiązujące w zasadzie. Spostrzeżenie - idealne słowo na wypowiedziane przez nią zdanie. - Kusiło mnie nauczenia się tej sztuki transmutacji, niestety doba jest nieco za krótka i jak na złość jeszcze nie wynaleziono sposobu na jej wydłużenie. - Koniec końców mógł zmieniać formę, tylko nie było to związane per se z magią, jaką opanowała Guinevere. Właściwie działało to trochę na odwrót - selkie opanowały zdolność przemiany w człowieka z foki. A że on był jedną nogą tu, drugą tam to tak się... miotał między światami, zdolny do przybrania innej formy tylko wtedy, gdy miał przy sobie futro matki. Było to na pewien sposób chore, kiedy się o tym myślało, ale nie dla niego. Dla niego to była najcenniejsza pamiątka, jaka mu została po matce. Jedyna rzecz, jaką mu po sobie zostawiła. To, co łączyło go z nią i z morzem. - To bardzo ciekawe, że zmysły dostosowują się do formy animaga. - Bardzo niezwykłe nawet. Dostosowanie się do nowej ilości bodźców musiało być czymś, z czym należało się oswoić, a tym bardziej kiedy, tak jak mówiła, tych bodźców pojawiał się natłok. - Pięknego kota wybrałaś na swoją przemianę. Nie przypominam sobie, żebym widział takiego na oczy. - Nie to, żeby akurat koty były centrum jego zainteresowań, nie, nie. Znał zwierzęta, ale nie potrafiłby wymieniać ras psów czy kotów. Bardziej w zasadzie mógłby wymieniać rasy psie, z uwagi na to, że czasami tworzył jarczuka dla kogoś to miał krąg ras, którymi był zainteresowanych, spośród których wybierał miot do całego rytuału.
Och, oczywiście, że liczył na historie! To w końcu one świadczyły o cenności tych kamieni i innych pamiątek, jakie miała! Szczególnie właśnie dla osoby, która po prostu się na takich rzeczach nie znała. On się nie znał. Nie był takim ignorantom, by nie wiedzieć, że kamień kamieniu nierówny, potrafiłby niektóre od siebie odróżnić, bo po prostu liznął tę wiedzę gdzieś po drodze w nauce o przyrodzie, ale nie było tutaj mowy o żadnym błyskaniu wiedzą. Już nią dzisiaj zabłysnął, wystarczy! Zresztą i nie na dzisiaj planował tę wycieczkę do jej skarbca, nie planował tutaj zabawiać niewiadomą ilość czasu.
- Zboczenie zawodowe? - Słychać było jego zdziwienie w głosie, tak i widoczne one było w jego spojrzeniu, gdy skierował je na nią. Wiedział, że kobieta jest archeoloszką, ale co jej słowa miały z tym wspólnego? - Zgadzam się z tym, co powiedziałaś, jestem tego świadom i sam próbuję przekazywać to ludziom, tylko o wiele łatwiej jest wiedzieć i mówić niż rzeczywiście coś zrobić w tym kierunku. - W swoim własnym wydaniu przede wszystkim. Chociaż się starał. Starał się wszystko dawkować i dawać sobie odpowiednią przestrzeń, brać oddechy, kiedy była taka potrzeba. Bo to było potrzebne. I nawet nie chodziło o samo ciało, bo to jakoś dawało sobie radę. W większości. Bardziej właśnie o to, żeby mentalnie i duchowo dźwigać wszystko, co miało się na swoich barkach. Żeby te barki się nie załamały pod tymi ciężarami.
Skinął głową ze zrozumieniem na tę opowieść. Tak, zapewniła, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu, a teraz właściwie dokładała tylko kolejne klocuszki do tego zapewnienia. No i praca pracą, ale rodzina, osoby, które cię otaczają, które tworzą z tobą miejsce i przestrzeń, w jakiej przebywasz. Praca, nawet ta, za którą nie przepadasz, potrafiła być fantastyczna, jeśli tylko miałeś do niej odpowiednie osoby. Więc w pełni rozumiał, że ta decyzja wcale nie była tak trudna, na jaką wyglądała. Zastanawiał się, czy dla niego trudną by była. Wyprowadzić się gdzieś... ale tka, jak ona - gdzieś, gdzie miałby znajomych. Nie, nie miałby problemu. W końcu uciekł od swojego domu prawie na drugi koniec kraju (dalej się nie dało), by założyć tam nowy. Tam, gdzie jak sądził, będzie miał spokój. A jednak popadł nad tym w lekkie zamyślenie. Nawet do samego klimatu trzeba było się przyzwyczaić, chociaż jego namiastkę już miała, skoro tutaj przyjeżdżała.
- Przypuszczam, że jesień może być dla ciebie ciężka. - Chmury, deszcz, deszcz, chmury - zupełnie inaczej niż na rodzimych ziemiach. Ludzie wtedy potrafili wpadać w melancholię - albo i gorzej. Ale zaraz się uśmiechnął ciepło i szeroko, ponieważ kobieta gładko podchwyciła kolejny żarcik. Miała naprawdę piękny śmiech. Jak dzwoneczki na wietrze, których słodkie brzmienie rozlewało się po uszach. - Kto by się chciał od ciebie odczepić, Guinevero? Twoja uroda ustępuje tylko miejscu twojemu ciepłu.