• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii Lake District [12.06.1972] Just like You

[12.06.1972] Just like You
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
17.09.2023, 18:03  ✶  

Napiął się bardziej, kiedy ojciec wstał i mocniej zacisnął palce na filiżance, jakby mogła być ona ostateczną tarczą przeciwko temu mężczyźnie. Czy naprawdę postradał zmysły? Czemu? Może trochę. Chyba nie? Sam nie wiedział. Wszystko wydawało się przecież odpowiednio uporządkowane, przecież... nie mógł przewrócić swojego życia do góry nogami, bo... bo ktoś próbował go zabić. Świat nie stanie dla niego w miejscu, wszystko, co zostało wprawione w ruch nagle nie ulegnie zatrzymaniu. Nie był pieprzonym pępkiem tego świata! Jak bardzo rodzic zdolny był do chronienia swojego dziecka? I gdzie leżała granica między tym, co robisz dla niego, a co dla siebie? Łatwo usprawiedliwiać własne czyny w swoich oczach, przymykając je na to, ile szkody przynosiły skutki uboczne. Było mu blisko do wiary, że Edward naprawdę był w stanie go zamknąć w wieży tego zamku, żeby tylko go chronić, bo przecież - to dla jego własnego dobra! I był też pewien, że niekoniecznie będzie pochwalał to, co robił w ostatnim czasie. Że nie miał problemu wejść w łapy zmor wysysających życie z wszystkiego, co się do nich zbliży, że co chwila natykał się na jakieś dziwne, niekoniecznie jasne sprawy, ba... że obserwował go naprawdę groźny człowiek, któremu kiedyś bardzo nabrudził na dywaniku. Wtedy naprawdę by go tutaj zamknął i nie wypuścił. Czuł podskórnie, że gotów był się nawet posunąć do nieprzyjemnych rozwiązań, żeby tylko... żeby co? Ochronić jego życie? Tylko co to by było za życie?

Spodziewał się jednak ostrego ataku, a nie jakiegoś... przejścia do bardziej łagodnej wersji. To go troszkę rozstroiło. Trochę rozbroiło. Śledził uważnie i czujnie zmęczonym wzrokiem każdy krok Edwarda i każdy jego gest. Jak się zbliżał i podchodził, a Laurent na nowo się napiął. Prawie jak spłoszone zwierzę, które miałoby uciekać przy byle bardziej gwałtownym geście. Lecz nie, nie uciekałby. W końcu gotów był na walkę, a... a okazywało się, że nie było nawet o co walczyć?

Odstawił filiżankę z nietkniętą zawartością na stół, łapiąc zaraz swoją dłoń, która teraz już trzęsła się bardzo mocno. Przez chwilę rzeczywiście nie odpowiadał.

- To... groźba? Jakbym powiedział, że nie chcę o tym mówić? - Pytał, a miał wrażenie, że wie. Czuł to, że odpowiedź była oczywista. Nie, to ze strony ojca nie była groźba, oczywiście, że nie. Według niego to było całkowicie logiczne, normalne. Obrócił głowę w jego stronę, żeby spojrzeć mu w oczy. Może dla kogoś innego to wszystko nie byłoby eleganckie, ale dla Laurenta chyba wszystko, co robił jego ojciec, związane było niezaprzeczalnie z szykiem i... cóż... - Nie jestem pierwszą ofiarą, były dwie poprzednie. Za każdym razem wyglądało to tak samo - wkradał się do snu, tam ktoś ratował jego ofiarę i w końcu ofiara się budziła. - Już na niego nie patrzył. Spoglądał na swoje własne uda, obejmując się ramionami, ściągając ramiona do przodu, czując jak wali mu serce i jak ciężko się znowu oddycha. - Nikt nie umarł. Nie ma śladów włamania. Przez cały dzień ofiara czuje się obserwowana, zanim przyjdzie, ale go nie widać. N-narysowali jego portret pamięciowy, jest w biurze aurorów. - Zaciskał z całej siły palce na materiale ubrań, aż bielały mu knykcie. - Byłem... byłem... - Skup się. - Cały dzień w Londynie... - Nie chcę. - Wróciłem do domu. Położyłem się spać. Najpierw... próbował mnie dusić. Potem... wbił nóż w plecy... a na końcu... próbował mnie zrzucić w fale sztormu. - Selkie radziły sobie znakomicie z morzem, Laurent odziedziczył to przecież po matce. Mógł się przemieniać. Ale nawet selkie trzymały się z dala, gdy Matka Woda wpadała w furię i sztorm swoimi falami rozbijał się o skały. - Obudziłem się... w-we krwi... Alexander... sprowadził pomoc... - Mówił przez coraz głębsze oddechy, bo sobie nie radził z tym oddychaniem. Jego policzki były już mokre od łez. Te obrazy były straszne. Naprawdę sądził, że umierał. Patrzył na Brennę i myślał o tym, że dostanie więcej kwiatów na pogrzebie niż dostał za życia. - Już. Z-zadowolony? - Miał mu to za złe. Naprawdę miał mu to za złe, że naciskał. - Czemu z-zawsze musisz... to... to robić? Czemu zawsze m-musi być... po... twojemu?! - No czemu... Ale zamilkł, bo brak oddechu w tym ataku paniki i emocji wymusił na nim chwilowe skupienie się na tym, żeby w ogóle złapać tlen.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#12
18.09.2023, 12:38  ✶  
Po prostu osiągałem to, czego potrzebowałem. Taki już był mój urok, tak dorastałem, tak mnie wychowywano. Wyrzeźbiony na mężczyznę sukcesu, który nie zawróci z raz obranej ścieżki, bo zawsze wybierał właściwie. Szedłem po trupach, choć teraz, cóż, żadnych na razie nie było, tylko roztrzęsiony dzieciak kulący się w wielkim, pozłacanym fotelu, pewnie o aksamitnym obiciu w kwiatowe wzory.
Chłonąłem to, co mówił. Obserwowałem go uważnie, jak gdybym był widzem, a nie ojcem siedzącym tuż obok. Cóż, moja mimika jednakże oddawała to, co czułem wraz z Lorkiem. Łączyłem się z nim w bólu, strachu i niepewności. Tym bardziej nienawidziłem tego typa za to, że sprawiał takie problemy mojemu synowi, który powinien aktualnie żyć w słodkiej beztrosce.
Położyłem mu rękę na ramionach i pochyliłem się nad nim, przyciągnąłem do siebie. Przytuliłem. Pogłaskałem po ramieniu. Dalej tuliłem. Chłopak był załamany. Serio tracił zmysły.
- Loruś, słońce ty moje... Oddychaj spokojnie. Głęboki wdech, głęboki wydech. Na zmianę - poradziłem na otuchę, przesuwając dłonią po jego ramieniu. To ponoć działało. Nie byłem pewien, ale tak robiłą niegdyś moja matka ze mną. Tak mi się coś zdawało, aczkolwiek pamięć bywała taka zawodna po tylu latach życia.
- Boisz się i to nic złego. To, co cię spotkało, nie jest czymś normalnym i przewidywalnym. To chory pojeb, który zaburzył twój spokój. Mój również. Boję się o ciebie jak diabli - zauważyłem, przyznałem się i pokiwałem głową. Taka była prawda, a ja właśnie otwierałem się przed swoim synem. Chciałem by ujrzał we mnie wsparcie, a nie wroga. - Poradzimy z tym sobie razem!
Mam nadzieję, że trochę go pocieszyłem. Na moment niestety musiałem od niego odstąpić, bo nie chciałem mu się wydzierać nad uchem, a czas naglił.
- Zgrzebek, listy i chusteczki! Migiem! - uniosłem głos, bo za długo się guzdrał, a lista robiła się coraz dłuższa. - Laurencie, pij herbatkę. Naprawdę ci pomoże - odparłem niższym tonem, wciąż siedząc obok niego, więc prośbo-rozkaz czekał na zrealizowanie. Spojrzałem na niego z góry ze współczuciem, ale też z ponagleniem. Spieszyło mi się do rozwiązania sprawy, a im szybciej będziemy gotowi, tym lepiej.
- Pocieszeniem jest to, że pozostałe osoby żyją. Nie zaszkodzi jednak znaleźć odpowiednią osobę do roli bodyguarda we śnie. Uruchomię kontakty - przyznałem nad wyraz spokojnie.
- Ale wpierw się uspokoimy. Zapanujemy nad paniką... Lepiej ci? - zapytałem syna, głaszcząc go mimowolnie po plecach. - Poza tym widzisz, jaka ze mnie kanalia. Ojciec nie pozwoli ci utonąć w żadnym koszmarowym sztormie - zaśmiałem się dla rozluźnienia nieco atmosfery, choć mogło powiać grozą. Jeśli zajdzie potrzeba, sam wejdę do snów, odnajdę tego człowieka i pokażę mu, co to znaczy zadzierać z Prewettami.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
18.09.2023, 13:35  ✶  

Miał ochotę wstać i uciec stąd, żeby się nie kompromitować przed ojcem i samym sobą. Bo to było żałosne i niegodne, nie powinien w ogóle pokazywać takiej słabości. Samemu sobie udowadniał, że ciągle był niewystarczająco dobry, a mijały lata, człowiek nie młodniał, nie był już dzieckiem. Powinien być gotowy na wszystko, żeby reprezentować rodzinę na poziomie i nie sprawić Edwardowi zawodu. Tak, powinien. Na coś takiego jednak trudno być gotowym. Chyba taka była prawda - że naprawdę tracił zmysły.

Nie oponował przed dotykiem ani przed tym, by Edward go do siebie przyciągnął. W tym całkowicie rozproszonym od zdrowego myślenia stanie wręcz przylgnął do niego, przestał zaciskać palce na swojej koszuli - złapał się marynarki ojca. Oddychaj. Tak mu mówiła Victoria na przesłuchaniu i tak samo starał się złapać ten rytm oddechu teraz, kiedy nadawał temu odpowiednie tempo. Powoli. Jakoś z kimś się o wiele łatwiej to robiło niż samemu. Trząsł się jak galaretka (o niewiadomym smaku), ale wszystko powoli, kroczek po kroczku, się uspakajało. Oddech za oddechem. W końcu gdzie mogło być lepiej i bezpieczniej niż w tych silnych ramionach? Ramionach człowieka, który byłby w stanie podpalić świat, gdyby jego dzieciom się coś stało? Laurent o tym wiedział doskonale - on nie chciał źle. I znów - gdzie leżało to pojęcie "źle", kiedy mówimy o różnych drogach prowadzących do "dobra"? W świecie, w którym nic nie było czarno-białe?

Pokiwał lekko głową, kiedy mężczyzna zapewnił go, że strach to nic złego, że to normalne, że ten stan spowodowany jest utratą poczucia bezpieczeństwa. Wrócił do swojej poprzedniej pozycji i wyciągnął chustkę, żeby doprowadzić swoją twarz do bezpieczeństwa na zjadliwym chociaż poziomie. Problem zaczerwienionych oczu i napuchniętych policzków rozwiąże się zaś niedługo sam. Aktualnie nigdzie nie planował wychodzić, więc... chyba kilka skrzatów czy służba była w stanie znieść jego widok w mniej dostojnym stanie? Korzystając też z przyniesionych chusteczek powycierał oczy, zlepione łzami rzęsy, nochal, żeby przestać nim pociągać i przez moment pochylił się do przodu, opierając palce na nasadzie nosa. Czuł się absolutnie wykończony. Tą sytuacją, swoim aktualnym wybuchem, napięciem. Wraz z tymi łzami uszły z niego kilogramy negatywnych emocji. Wypieranie się tego wydarzenia wcale nie było zdrowe. I w zasadzie to może nawet lepiej, że kto inny jak nie Edward wymusił na nim stanięcie naprzeciwko tego problemu, a nie uciekanie przed nim? Znowu pokiwał głową, słysząc polecenie ojca i w końcu zabrał się za herbatę, którą praktycznie wypił duszkiem. Teraz już była letnia i idealnie się do tego nadawała.

- Lepiej. - Odezwał się w końcu zmęczonym głosem i nawet uśmiechnął lekko na ostatnie słowa mężczyzny, doceniając ten żart. - Z naszej dwójki to raczej ja musiałbym cię wyciągać z wody... - Wiedział, że to chodziło o metaforę, ale pociągnął żarcik. Odetchnął głęboko. - Przepraszam, że cię tym martwię. - Tak, żałował, że o tym wspomniał, ale wspomniałby chyba i tak. Natomiast rzeczywiście było mu przykro, że swoją osobą sprawiał ojcu zmartwienie i problem. Już nie ważne, niech się dzieje wola Edwarda. Z nią i tak nie miał siły wygrywać. Niech zrobi, co chce, a skoro był skory do pójścia na tę umowę to proszę bardzo. Laurent też chciał coś dostać. Może to i nawet lepiej, że Prewett chciał się zaangażować, może to naprawdę pomoże? Może wtedy złapią tego mordercę szybciej? Naprawdę poczuł się lepiej. Czuł się dobrze z ręką ojca na plecach, tak jakby mógł się na nim całym oprzeć. Oddać mu to wszystko. Zaufać. Choć dobrze wiedział, że Edward daleki był od czystych zagrań.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#14
24.09.2023, 16:44  ✶  
Wytrąceniom równowagi nie było końca, gdyż gest Laurenta sprawił, że przypomniałem sobie ze zgrozą dzień, kiedy odnalazłem go małego smarka przy martwej matce. Wtedy też ścisnął biedny moją marynarkę małymi piąstkami, jak gdyby odnajdywał we mnie kotwicę na cały ból tego świata, może myślał, że jestem w stanie wszystko cofnąć, uratować nieuratowalne, a ja mogłem tylko stać i patrzeć, patrzeć, a Zofia leżała tam blada, martwa, bez życia. Kochałem ją. Lorka również. Był owocem naszej miłości, pasji, pięknego zapomnienia. Nie mogłem pozwolić na to by stracić go podobnie jak Zofię. To było druzgocące, katastrofalne.
- Wiele przeszedłeś, jesteś bardzo emocjonalnym chłopakiem, ale to taka natura... Nie jesteś tylko silnym czarodziejem, ale wrażliwym selkie również, ale nie traktuj tego jako słabości. Odpowiednio wykorzystane będzie twoją potęgą - zauważyłem z pociechą. Dla niego, dla siebie. - I faktycznie, z tego też względu pływasz lepiej niż ktokolwiek. Nie zapominaj o tym - odparłem, stukając go w ramię na zaczepkę. Cieszyłem się, że wypił cały napar. Odpowiednie zioła naprawdę były w stanie zdziałać cuda.
- Możesz też to wykorzystać w razie kolejnego ataku. To co, że sztorm, że koszmar, że jakiś morderca... Jeśli będziesz świadomy, możesz przejąć kontrolę nas swoim snem, umysłem, umiejętnościami. Wtedy nie będziesz musiał się obawiać sztormu, bo będzie dla ciebie spokojną sadzawką. Ba!, będziesz mógł wciągnąć typa w bezdenny mrok. Nie jesteś bezradną selkie. Jesteś panem morza - kontynuowałem, chcąc pokazac mu, że na tę samą sytuację może spojrzeć z dwóch różnych perspektyw i w jednej z nich faktycznie mógł być ofiarą, ale w drugiej mógł być panem i władcą. Był Prewettem, więc miał to we krwi.
Przytuliłem raz jeszcze Lorka, po czym wstałem, zabierając od skrzata przenośny zestaw do pisania listów. Przysiadłem ponownie na przeciw Lorka i zacząłem pisać listy. Wpierw do Pana Dolohova, bo może nie opierałem całego swojego jestestwa na wróżbach, to jednak dobrze było co nieco wiedzieć, co tam w kartach było pisane. Drugi list skierowałem do Florence, bo też miała pewne umiejętności. Natychmiast dałem listy do ręki dla skrzata by nie zwlekał, tylko wysyłał.
- Zastanawiam się, czy pisać do Ministry Magii... Swoją drogą, przez najbliższe dni nocuj w domu. Tu nikt cię nie będzie podchodził, obserwował. Kevin o to zadba - zaproponowałem Lorkowi. Posiadłość była tak ogromna, że ktoś musiałby kluczyć i kluczyć by się odnaleźć w jej złożoności. Byłem pewien, że będzie tu najbezpieczniejszy, poza tym tym poszukamy też ochroniarza do ochrony we śnie i wtedy serio już nic nie będzie mu zagrażać.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
24.09.2023, 17:13  ✶  

Zdawał sobie sprawę z tego, że wrażliwość na świat potrafiła być siłą. Zamieniał ją w broń, kiedy mógł. Dopasowywał się do ludzi, starał się ich wycenić i wejść pod ich skórę, zanim sobie uświadomili, co robi. I tak jakimś cudem... było mało osób, które potrafiły odmówić Laurentowi Prewettowi. Okazywało się, że niestety było też całkiem sporo tych, którzy życzyli mu źle i chcieli jego krzywdy. Świat nie trwał w balansie, nigdy nie miał trwać. Czy to nieprzychylne mrugnięcie gwiazd, niedobry układ Venus względem Jowisza, czy może nagły atak Śmierciożerców mogły sprawić, że twoje pozornie spokojne życie spadało w całkowitą ruinę. On zaś przede wszystkim chciał żyć. Nie tak "byle jak". Chciał żyć na poziomie, chciał być doceniany, chciał miłości! Wiele miłości, wielu rozkochanych spojrzeń, westchnień i wyczekiwania - właśnie na niego. Żeby czuł się potrzebny. Chciany. Potrzebował tak wielu elementów łagodności i złożoności pozytywnych doświadczeń, że chyba trafnym byłoby przyrównanie go do kanarka odchowanego w złotej klatce. Owszem, mógł latać. Ale jego drobne skrzydła zbyt łatwo było złamać. Pojawiał się byle nacisk i wszystko spadało na niego przygniatając do dna. Miał szczęście, że były osoby, które mogły o niego zadbać. A czy miał szczęście, że jego ojcem był akurat Edward Prewett..? Bez niego by nie istniał, więc pewnie tak. Tylko czemu to musiało w sobie zawierać taką ponurą i przykrą historię?

- Jesteś całkowicie niemożliwy... - Słychać było zmęczenie w jego głosie, ale powiedział to z rozczuleniem i delikatnym żartem na jego wygłupy. Słowne wygłupy. Edward był niemożliwy - dla niego nie było słowa "niemożliwe". Potrafił dostrzegać okazje wszędzie i wykorzystywać słabość, by przekuć je w swoją tarczę. Podobało mu się to, co mówił. Brzmiało tak walecznie, tak odważnie, tak... dokładnie tak, jak zrobiłby Edward Prewett. Walczył. Stanął naprzeciwko wyzwaniu. A nie to... to, co on. Nie chciał zostawać w tyle i pozwalać, żeby tragedia kontrolowała jego życie. - Dziekuję. - Pociągnął nosem i zamrugał jeszcze kilka razy, przecierając ponownie już suche oczy. Ale znacie ten moment? Kiedy po zbyt długim płakaniu wasze rzęsy są sklejone, a oczy tak wymęczone, że nadal wydaje wam się, jakby było co wycierać? To był ten moment. Zastanawiał się nad słowami ojca, krążyły one po jego głowie. Wyobrażał sobie, widział oczyma wyobraźni, że coś takiego robi... i nie potrafił tej wizji nawet doprowadzić do końca. Zrobić krzywdę innemu człowiekowi, utopić go. Z tym panem morza to chyba naprawdę przesadzał... były potężniejsze istoty żyjące w wodach niż selkie. Nawet jeśli, wbrew słodkiemu wyglądowi i całkowitej bezbronności na lądzie, były bardzo predatorami oceanów i mórz.

- Dlatego przyjechałem. - Przyznał, jednocześnie zapewniając ojca, że donikąd się nie wybiera. To znaczy - wybierał, ale zamierzał tutaj nocować. Bo tak jak mówił - nie zamierzał wywrócić swojego życia do góry nogami. Było zbyt wiele rzeczy do zrobienia. - Pamiętaj, co mi obiecałeś. - Przypomniał się, jeśli chodzi o Minister Magii. - Potrzebne będzie odpowiednie poparcie, żeby przekonać Minister Magii do zezwolenia używania białej magii przez aurorów i brygadzistów. Znasz odpowiednie osoby, więc... pomóż mi. - Odetchnął, wykładając się na tym fotelu. Albo wręcz zapadając w niego. Taki zmęczony, pobladły, wykończony ostatnimi wydarzeniami wyglądał teraz naprawdę mizernie. - Chciałbym, żeby Śmierciożercy zniknęli z tego świata... - Wyszeptał swoją myśl prawie machinalnie, spoglądając na listy, które teraz przechodziły przez ojcowskie dłonie i pióro, które tańczyło między jego palcami. Biedna Pandora pewnie dostanie zawału...



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Pan i Władca Prewettolandu
los chce ze mną grać w pokera
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Elegancki, dumny, nienaganny. Wysoki (ok. 184 cm wzrostu), warzący ok. 85 kg. Dobrze zbudowany, co z reguły ukrywa pod markowymi ubraniami. Nie nosi niczego, co nie pochodziłoby od projektanta. Twarz ma zwykle bez wyrazu, chyba że w jego otoczeniu jest bliska rodzina - wtedy pogodny, dowcipny. Z resztą wedle uznania. Ocieka charyzmą na poziomie półboga. Pies na baby. I nie tylko. Włosy siwe, długie, w artystycznym nieładzie. Broda pedantycznie przycięta.

Edward Prewett
#16
24.09.2023, 18:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.10.2023, 21:11 przez Edward Prewett.)  
Cieszyłem się, że Lorek odżył. Widać było, że jest zmęczony zaistniałą sytuacją, ale gdzieś pomiędzy moimi słowami i gestami odnalazł otuchę. O to chodziło, bo ja tu byłem i nie zamierzałem się nigdzie wybierać, a ten dom był jego domem, niezależnie od tego, czy moja małżonka była w nim czy też nie, czy nie przepadała za jego osobą, czy nie życzyła jej sobie na stanie. To był dom Lorka i nic nie miało tego zmienić, szczególnie Aydaya. Zresztą, byłem pewien, że kiedy jej opowiem, co spotkało mojego syna, spuści nieco z tonu.
- Ależ oczywiście masz moje wsparcie, synu - odparłem w odpowiedzi na przypomnienie o jego planach. - Rób co musisz, aby pamiętaj o sprawach ważniejszych by zachować swoje bezpieczeństwo w ryzach. Kiedy tylko zauważysz, że ktoś cię obserwuje, od razu kieruj się do Keswick... - zawyrokowałem, składając kolejne listy. Faktycznie powinienem napisać do Minister Magii. Nie tylko po to by miała swoją uwagę skierowaną na Biuro Aurorów, ale też żeby liczyła się ze słowem mojego syna. To nie była byle błahostka.
- Pamiętaj, synu, że tu jestem i w każdej chwili mogę cię wysłuchać, pomóc ci albo po prostu potowarzyszyć przy popołudniowej herbatce... Może mam dużo obowiązków, ale to nie znaczy, że ty i że Pandora również możecie mnie omijać szerokim łukiem - pragnąłem zauważyć, gdyż cierpiałem na brak towarzystwa moich pociech. Zachowywały się, jakby miały już własne rodziny, dzieci, a te ich dzieci własne kredki. Niestety, to nie taka historia, gdzie miałem już wnuki. Po prostu dwójkę pociech z głowami wśród chmur. - Poza tym to nudne, kiedy ma się najlepszą stadninę w kraju i nawija się o niej tylko jakimś obcym ludziom - stwierdziłem, żałując, że nie miałem okazji oprowadzić Lorka po stadninie, ale mieliśmy sporo czasu by to zrobić. Trzymałem go za słowo z tym nocowaniem.
- Może teraz odpocznij, połóż się, a ja dokończę pisanie... Potem pospacerujemy - zaproponowałem z lekkim uśmiechem. Sam wróciłem do pisania listów. Zamierzałem też porozmawiać z Kevinem by miał oko na Lorka. Przynajmniej na jawie.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Edward Prewett (3378), Laurent Prewett (5148)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa