• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[27.05.1972, mieszkanie Stelli] Czy wszystko w porządku? || Stanley & Stella

[27.05.1972, mieszkanie Stelli] Czy wszystko w porządku? || Stanley & Stella
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#1
26.09.2023, 20:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2024, 10:38 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Stanley Borgin - osiągnięcie Badacz tajemnic I

27 maja 1972, południe
mieszkanie Stelli
Stanley Andrew Borgin & Stella Avery

Poranna wizyta Brenny przy biurku Stanleya nie była zbyt miła. Po pierwsze liczył się fakt, że to akurat Longbottom była jedną z pierwszych osób z którymi musiał mieć styczność tego dnia w ministerstwie. Po drugie, ich krótka lecz całkiem treściwa rozmowa sprawiła, że wszystkie myśli powróciły niczym ten przysłowiowy bumerang. O ile te 3 lata temu, Borgin, myślał, że to jest tylko trochę dziwny, może głupi sen, tak teraz zaczął się obawiać. Zdawał sobie sprawę, że bardzo bliska, jeżeli nie najbliższa osoba jego sercu, jest zagrożona. On, powrócił...

Stanley niby miał tego dnia służbę od samego rana ale ta nie była teraz najważniejsza. Kiedy tylko zakończył rozmowę ze swoją "koleżanką" po fachu, narzucił płaszcz na mundur brygadzisty i czym prędzej aportował się na ulicę Pokątną. Każda sekunda była na wagę złota w tym przypadku - zwłaszcza jeżeli ten psychol miał wybrać za swój cel Avery. Biegł ulicą na zawał serca, na tyle na ile miał sił w nogach, zupełnie jakby gonił jakiegoś seryjnego mordercę. Zdawał sobie sprawę, że już raz w tym miesiącu dostał siarczysty opieprz za to, że się martwił, co skończyło się na solidną kłótnią. Oczywiście nie tylko to było powodem do tych chwil pełnych gniewu... ale tym razem cel uświęcał środki - wolał ponownie przeżyć kłótnię o to, że się martwił, niż żyć ze świadomością, że nic nie zrobił. Jednak tym razem miał zamiar wziąć to w pełni na swoją klatę - nie chciał znowu wiedzieć Stelli całej we łzach z powodu swojego zachowania.

Wpadł do bardzo dobrze znanej sobie klatki, przepraszając na wejściu sąsiadkę na którą wpadł. Tą samą zresztą z którą wdał się w dyskusję dobrych kilka lat temu. Jako, że nie miał czasu na żadne dodatkowe gesty grzecznościowe, rzucił się na schody jakby gonił go co najmniej jakiś cerber, aby dotrzeć na samą górę. Będąc przy samym szczycie, zwolnił, a następnie dobył swojej różdżki. Powolnym krokiem zbliżył się do drzwi i zapukał do nich kilkukrotnie. Nie było to na pewno spokojne pukanie, a pełne nerwów, przypominające swego rodzaju błagalne uderzenia pięścią o drewno, niż kulturalną próbę wejścia.

Stanley miał wrażenie, że to wszystko trwało całą wieczność. Sekundy zamieniały się w godziny, a on zaczynał panikować. Przez krótką chwilę przez głowę przeszła mu myśl siłowego wejścia do środka - tej się jednak pozbawił tak szybko jak tylko usłyszał jakieś dźwięki krzątania się po pomieszczeniu. Może go to nie uspokoiło, wszak te odgłosy mogły świadczyć o walce, która odbyła się wewnątrz mieszkania Avery... Czy Borgin był przewrażliwiony? Oczywiście, że tak. Jego myśli już dawno zaczęły chodzić po najgorszych torach, co sprawiało, że zawsze zakładał najgorsze możliwości.

Po raz kolejny chciał się tylko upewnić, że Stelli nic nie jest i że nie czuje się źle. Że nikt jej nie groził, ani tym bardziej nie stał nad nią z jakąś strzelbą... No i przede wszystkim, że ten "psychol" nie postanowił powrócić po latach, aby dokończyć tego czego nie udało mu się zrobić w 1969 roku. Stał tak przed drzwiami z wyciągniętą różdżką, oczekując na otwarcie i kiedy to się stało, a w drzwiach ujrzał swoją najdroższą, uniósł palec do ust - Ciii... - powiedział po cichu, mijając ją w drzwiach, aby rozpocząć inspekcję mieszkania. Bezpieczeństwo w priorytecie - później miał jej zamiar wszystko wyjaśnić.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#2
26.09.2023, 22:44  ✶  

Stella póki co żyła w błogiej nieświadomości. Siedziała w swoim salonie na dębowym krześle, które służyło jej do grania na wiolonczeli. Niedaleko stołu, na którym stała butelka białego wina w połowie pełna, albo pusta. Zależy kto na nią patrzył. Avery oddawała się jednej z nielicznych czynności, która sprawiała jej przyjemność. Smyczek śmigał w powietrzu, tak szybko, że mógłby kogoś zamordować, gdyby stanął mu na drodze. Grała, a sprawiało jej to ogromną przyjemność. Szczególnie, że pozwalała sobie w między czasie na popijanie z tego kieliszka, który stał na stole. Melodie, które wybrzmiewały z instrumentu nie należały do tych szczególnie wesołych. Nie był to najlepszy dzień w jej życiu, humor też miała raczej średni. Postanowiła się trochę wyżyć na instrumencie i skorzystać z weny, która ją natchnęła.

Nie wychodziła dzisiaj z domu. Nie skłoniły jej nawet do tego promienie słońca, które wpadały przez okno do jej mieszkania. Nie miała weny na to, aby opuszczać swoją jaskinię. Udało jej się wykąpać, co uznawała za spory sukces zważając na to, że nadal nie do końca wszystko było, jak powinno. Avery czasem miewała dni jak ten, że ciężko jej było podnieść się z łóżka, zdarzało się to od śmierci siostry. Różnie bywało, trwało też różnie, czasem dzień, czasem tydzień, a czasami miesiąc. Próbowała z tym walczyć, znaleźć sobie jakieś zajęcie, szło jej jednak to wszystko raczej z niewielkimi sukcesami. Starała się wziąć w garść, żeby uszczęśliwić najbliższych, nie chciała sprawiać im problemu, dlatego też raczej po prostu udawała przed nimi, że jest z nią dobrze.

Znad wiolonczeli oderwało ją pukanie do drzwi. Było dosyć nerwowe. Nikogo się nie spodziewała, także nieco ją to zdziwiło. Odłożyła instrument, oparła go o ścianę, tak, aby się nie zsunął. Smyczek położyła na stole, tuż obok tej butelki z winem. Po czym ruszyła w stronę drzwi, całkiem żwawym tempem spowodowanym tym, w jaki sposób ktoś w nie pukał. Stella wyglądała całkiem zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic. Nic w jej wyglądzie nie świadczyło o tym, że coś z nią jest nie tak, że ma gorszy dzień, czy podobne. Ubrana była w dosyć krótką, granatową sukienkę. Włosy miała spięte nad karkiem, żeby nie przeszkadzały jej podczas grania, policzki zrobiły się rumiane od tych kilku kieliszków wina, które wypiła. Nie było jednak z nią źle, znaczy nie wyglądała tak, jak się czuła. Jednak ten prysznic rano zdziałał cuda.

Otworzyła drzwi, nie sprawdzając, kto za nimi stoi. - Stanley? - Powiedziała nieco zdziwiona. To nie tak, że mogła się spodziewać kogoś innego. Jej głównym gościem był właśnie Borgin. Tyle, że dzisiaj nie spodziewała się wizytacji, o ile dobrze pamiętała miał pracować. Po co więc się tutaj zjawił i co właściwie miało oznaczać to niepokojące pukanie do drzwi? Nie poznała odpowiedzi na żadne z nurtujących ją pytań, przynajmniej jak na razie. Może później jej wszystko wyjaśni? Dawno nie zachowywał się tak dziwnie.

Nie dał jej nawet dojść do słowa, tylko od razu wszedł do mieszkania. Zamknęła za nim drzwi, złapała go jeszcze za rękę, jakby chciała spróbować go zatrzymać, bo naprawdę nie miała pojęcia, o co mu chodzi. - Co się dzieje? Wyglądasz dziwnie. - Szepnęła, nie wiedzieć czemu, była przecież u siebie, ale atmosfera, która pojawiła się tutaj z jego przybyciem była jakaś taka dziwna i zachęcająca do konspiracji.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#3
28.09.2023, 21:12  ✶  

Borgin już startował do sprawdzenia całego mieszkania niczym koń na starcie wyścigu ale został powstrzymany. Avery złapała go za rękę i tym samym spowodowała, że z samej czołówki Wielkiej Pardubickiej, został na jej szarym końcu. Brawo ona - marzenia o złotym medalu, którego i tak by nie dostał, spełzły na niczym. Co by nie mówić już nic o tym wyścigu, którego jedynym uczestnikiem był Stanley, Stelli udało się go zatrzymać. Zamarł w bezruchu, na moment spoglądając w jej kierunku, by po chwili powrócić wzrokiem do wnętrza mieszkania, zupełnie jakby się spodziewał jakiegoś ataku ze strony... bliżej nieokreślonej osoby.

Stella wyglądała jakby... nic się nie stało. Wyglądała wręcz jakby była zaskoczona tą całą wizytą Stanleya. Czy rzeczywiście nic się nie stało? Może ten typ kazał jej się tak zachowywać pod groźbą zrobienia krzywdy? A może po prostu Stanleyowi zaczęło trochę odbijać i powinien przystopować ze swoimi domysłami, które go najwidoczniej przerastały. Dziwnie? Zapytał sam siebie w myślach, unosząc zdziwioną brew. Nie przypominał sobie, aby wyglądał jakoś inaczej, niż zwykle? Fakt. Tym razem miał mundur i chyba nigdy mu się nie zdarzyło odwiedzić Pokątnej w tymże stroje... No ale to nie było przecież nic dziwnego. Ubiór jak ubiór. To tak jakby miał zwrócić uwagę pannie Avery, że ta wygląda dziwnie bo założyła granatową sukienkę... Znaczy nie wyglądała dziwnie, bo wyglądała zjawisko jak zawsze... Ale wiadomo o co chodzi.

Borgin przyłożył wolną dłoń do jej polika i powoli, bardzo spokojnie przesunął jej twarz raz w jedną, a później w drugą stronę, aby przyjrzeć się jej szyi. Chwilę później podniósł jeden nadgarstek, a potem ponownie jak przed chwilą, drugi. Nic? Wszystko w porządku... Opuścił różdżkę, przenosząc swój wzrok na jej twarz, puszczając jej nadgarstek. Nic się nie stało... Odetchnął z ulgą, łapiąc oddech w płucach. Cieszył się niezmiernie, że ten psychol nie powrócił. Teraz miał chociaż pewność, że jeden z nich na pewno nie nawiedzał Stelli ale pozostała kwestia drugiego o którego miał zamiar ją zaraz wypytać.

- Nikt Cię nie nawiedzał ostatnio? Nie czułaś się obserwowana? Nie śnił Ci się jakoś dziwny mężczyzna ze strzelbą w ręku, który mówił, że "go" przegonił i nic Ci nie grozi? - zapytał trochę zdenerwowanym głosem, zdając sobie sprawę, że po raz kolejny zaczyna to brzmieć jak przesłuchanie - Usiądźmy... Wyjaśnię to po kolei... - przyznał, ciężko wzdychając by po chwili wskazać otwartą dłonią legendarną już chyba kanapę. Sam ruszył niemal od razu, chowając uprzednio różdżkę do wewnętrznej kieszeni płaszcza.

Dotarł powolnym krokiem na miejsce spoczynku gdzie zasiadł i załamał twarz w dłoniach. Nie trwało to zbyt długo. Zaraz podniósł się z powrotem i skupił swoją uwagę na Avery - Stella... - zawahał się na moment, zastanawiając się jak powinien ubrać to w słowa aby jej zbytnio nie przestraszyć - Pamiętasz jak kilka lat temu miałaś bardzo dziwny sen... Gdzie byłem też ja i de facto uratowałem Cię z nim kilka razy? - zapytał, przygryzając wargę - Jakby Ci to wytłumaczyć... Weź sobie może lepiej coś do picia - zaproponował jeszcze zanim przeszedł do sedna sprawy.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#4
02.10.2023, 11:06  ✶  

Stella całkiem zgrabnie powstrzymała Stanleya przed bardzo szybkim wjazdem do jej mieszkania. Nie wiedziała, co zamierzał tam zastać, bo wyglądał, jakby miał jakieś oczekiwania. Tyle, że tutaj nic się nie działo, a on się z nią nawet nie przywitał, tylko wlazł do środka w poszukiwaniu nie wiadomo czego. Dlatego też postanowiła go zatrzymać. Udało jej się to bez mniejszego problemu. Stała więc w tym przedpokoju, trzymając go za rękę z zastanowieniem namalowanym na twarzy. Nie miała pojęcia, co się dzieje, chciała usłyszeć jakieś odpowiedzi, cokolwiek.

Stanley jednak się nie odzywał. Zachowywał się coraz dziwniej. Przysunął rękę do jej policzka, a później zaczął oglądać jej szyję. Zamurowało ją. Nie odzywała się również, chociaż wiele myśli siedziało jej w głowie. Później przeszedł do oględzin nadgarstków, czego tam właściwie szukał? Był też dziwnie spięty. Nie miała pojęcia, o co mu właściwie chodzi. Avery wpatrywała się w niego nadal, czekała, co wymyśli tym razem, z której strony będzie chciał ją jeszcze obejrzeć?

Nie połączyła oczywiście faktów z wydarzeniami, które miały miejsce kilka lat temu. Już dawno wyparła tamtą sytuację ze swoich myśli. Dlatego też zupełnie nie miała pojęcia, co się tutaj właściwie działo.

Nie odrywała od niego swojego wzroku. Zadał tyle pytań, że nie miała pojęcia od czego zacząć. Jaką znowu strzelbą? Dlaczego nadal stali w przedpokoju i nie weszli do środka. Niepewnie się czuła gdy była tak przesłuchiwana. Na całe szczęście, sam Stanley wpadł na to, żeby usiąść. Ulżyło jej trochę. - Jasne, chodźmy na kanapę. - Ruszyła powoli do salonu za Borginem.

Widziała, że coś nie gra. Był jakiś taki roztrzęsiony. Usiadła tuż obok niego na tej kanapie, nie do końca wiedziała, czy i jak może mu pomóc. Miała nadzieję, że zaraz jej wyjaśni, co właściwie się dzieje. Wtedy Stanley uniósł głowę i spojrzał na nią. No wyduś to z siebie.

Dlaczego wracał teraz do tych snów? To było przecież kilka lat temu. Faktycznie nie udało im się wyjaśnić, jak właściwie doszło do tego, że na jej ciele pojawiły się ślady spowodowane próbą zabójstwa we śnie, ale na tym się skończyło. Nic się nie wydarzyło od tego czasu, a Avery wyparła z pamięci tamte wydarzenia, może nie powinna?

Nie musiał namawiać jej dwa razy, nalała sobie wina do kieliszka - Też chcesz? - Głupio tak było pić w samotności, kiedy siedział tuż obok. Upiła trochę alkoholu, po czym się odezwała. - Pamiętam, tylko dlaczego teraz do tego wracasz? - Dla niej temat był zamknięty i zdecydowanie wolałaby, żeby tak zostało. Nie chciała wracać do tych traumatycznych przeżyć. Sama świadomość, że nie umieli wyjaśnić tego zjawiska ją niepokoiła. Jak właściwie było to możliwe, że ktoś poprzez atakowanie jej we śnie pozostawiał ślady na jej ciele. Dlaczego chciał ją zabić, skoro nigdy, nikomu nie zrobiła krzywdy i najgorsze, po co po tylu latach wracali do tego tematu. - Stanley, co się właściwie dzieje? - Nie opuszczała swoich orzechowych oczu od jego twarzy, czekała, aż wreszcie jej wszystko wyjaśni.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#5
02.10.2023, 21:31  ✶  

Zacząłeś temat to teraz wyjdź z tego z twarzą Najgorsze, że nie bardzo wiedział jak to powinien jej wytłumaczyć. Bardzo chciał to zrobić jakoś z wyczuciem ale obawiał się, że powiedzenie wszystkiego prosto z mostu będzie najprostsze. Bez owijania w żadną bawełnę - w końcu chodziło tutaj o jej bezpieczeństwo.

- Nie, nie. Dziękuje - odmówił, wszak miał zamiar jeszcze dzisiaj raczej wrócić na służbę, a średnio by to wyglądało jakby przyszedł po lampce czy dwóch wina. Wierzył jednak, że odrobina alkoholu pomoże Stelli to jakoś przetrawić bez zbędnego przerażenia. Stanley czekał, aż Avery usiądzie i zajmie miejsce. Nie trwało to jednak zbyt długo, ponieważ kobieta bardzo sprawnie sobie poradziła z nalewaniem trunku, zupełnie jakby miała kilkuletnie doświadczenie. No i dlaczego musisz się we mnie wpatrywać tymi oczami? Czy ona zdawała sobie sprawę, że to działa na niego rozbrajająco? Że nie potrafił się przed tym obronić?

- Stella... - zaczał powoli, a powieka mu nerwowo drgała niczym jakiś tik - Wracam do tego tematu, ponieważ on powrócił... Do ministerstwa spłynęły nowe przypadki tych ataków... - przełknął ciężej ślinę - A to nie wszystko. Okazuje się, że on nie jest sam, a jest ich dwóch... Ale też nie tak do końca, to dużo bardziej złożone - przyznał, podsuwając się bliżej aby położyć swoją dłoń na jej dłoni - Jeden jak już wiemy próbuje dokonać zabójstwa, morderstwa. Próbuje kogoś zranić i ktoś Cię ratuje w tym śnie... - ...w optymistycznym założeniu dopowiedział w myślach - A drugi jakby stara się go powstrzymać, stąd ma tą broń i mówi coś o przegonieniu tego pierwszego - wyjaśnił, przechodząc w milczenie na krótki czas, dając czas Avery na przyswojenie tych informacji.

- Ale co gorsza, nie wiemy czy ataki nie mogą się powtórzyć... Dlatego przybiegłem tutaj od razu z ministerstwa z różdżką w ręku kiedy tylko dowiedziałem się o zgłoszeniu domniemanej próby ataku - tłumaczył dalej - I dlatego też sprawdziłem od razu Twoje nadgarstki czy szyję kiedy zobaczyłem, że wszystko z Tobą w porządku... A na pewno wydawało mi się tak na pierwszy rzut oka - wyjaśnił swoje wcześniejsze zachowanie - Pierwsze co chciałem zrobić to sprawdzić wszystkie okna i drzwi u Ciebie, ponieważ to właśnie były znaki rozpoznawcze tego drugiego... Zupełnie jakby on tu miał gdzieś być... - złapał się za głowę, kręcąc nią przecząco - Przepraszam... Znowu to robię... - dodał. Oczywiście chodziło mu o całe przejmowanie się, którego miał według Stelli nie robić. Z jednej strony stwierdziła, że nie chciała tego powiedzieć na początku maja ale z drugiej to gdzieś tam z tyłu utkwiło, ponieważ nikt mu nie kazał, a on nie potrafił - Chciałem się tylko upewnić, że ani jeden ani drugi Cię nie dręczył. Nie chciałem Cię też martwić ale no... Nie potrafiłem tego tak zostawić i nic z tym nie zrobić. To było silniejsze ode mnie - ciężko westchnął, czekając na kolejne słowa goryczy, że robi to całkowicie niepotrzebnie. Że nikt mu się nie kazał martwić, czyż nie?



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#6
04.10.2023, 21:54  ✶  

Nie wszystko dało się przekazać z wyczuciem. Niektóre tematy powinny być poruszane w prosty sposób, konkretnie. Ten chyba był jednym z nich. Avery czekała, aż wreszcie wykrztusi z siebie powód wizyty. Szczególnie, że nie pasował jej ten mundur. Musiał wyjść z ministerstwa w trakcie pracy, co mogło być takie pilne, żeby zjawił się tutaj właśnie teraz? Wolała nie dopisywać sobie żadnych historii, gdyż wiedziała, że ma tendencje do niepotrzebnego panikowania. Z trudem jej przychodziło nie snucie domysłów, na szczęście za chwilę miała uzyskać odpowiedź.

Cóż, w takim wypadku nadal musiała pić sama. Ciężki to był obowiązek, jednak nie zamierzała z tego rezygnować. Po raz kolejny zanurzyła usta w kieliszku i upiła niewielki łyk. Nie miała innego wyjścia, zresztą lubiła patrzeć na Stanleya nie od dzisiaj, także nie miał wyjścia, tylko musiał do tego przywyknąć.

Nie trwało do długo, kiedy mężczyzna zaczął mówić. Słuchała tego, co miał do powiedzenia bardzo uważnie. Nie miała zbyt wesołej miny, można wręcz uznać, że bardzo spoważniała. Widać było, że przejęła się tym, co mówił. Wrócił strach, w końcu skąd mogła wiedzieć, że znowu nie nawiedzi jej we śnie. Zauważyła dłoń Stanleya i dotknęła go swoją ręką. Z każdym zdaniem, które wypowiadał ściskała ją mocniej. Można było zauważyć, że zaczyna panikować. Jednak było ich dwóch? Czy to oznaczało, że faktycznie będzie musiał ją nawiedzić we śnie i ten drugi, czy to nie działało do końca tak? Czy mogła spać bezpiecznie, powinna się bać, że znowu ktoś ją zaatakuje? Miała chęć zadać bardzo wiele pytań, czuła jednak, że nie uzyska na nie odpowiedzi. Robiła się coraz bledsza, bo trochę przytłoczyła ją ta informacja.

- Co jeśli on wróci? - Od tego chciała zacząć. Faktycznie wystraszyła się mocno. - Co jeśli tym razem mnie zabije? - Wolałaby nie umrzeć w ten sposób, może jej życie nie należało ostatnio do szczególnie fascynujących, jednak nie chciała zostać zabita.

- Nie wiecie, czy mogą się powtórzyć... - Powtórzyła słowa Stanleya. Czyli właściwie nic nie było jasne. - i co teraz? - Bo ona nie miała pomysłu, nie wiedziała, co powinna robić. - Nie powinnam spać? - Zdawała wiele pytań, wiedziała, że Borgin może mieć problem z daniem jej na nie odpowiedzi, ale nie potrafiła w tym momencie zareagować inaczej.

- Ja tu jestem zazwyczaj sama. Co jeśli ktoś tu wejdzie. - Jeszcze mocniej uścisnęła jego dłoń, nie panowała nad tym zupełnie. Najprawdopodobniej dosyć boleśnie odczuł jej paznokcie na spodzie dłoni, oczywiście nie zrobiła tego celowo. - Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś. - Tylko, czy faktycznie tak było? Może lepiej było żyć w błogiej nieświadomości, przynajmniej mogłaby spać spokojnie, chociaż z drugiej strony na samą myśl, że ktoś mógłby ją obserwować kiedy spała robiło jej się niedobrze. - Czy jest jakiś schemat ich działań, cokolwiek? - Próbowała ewentualnie się zabezpieczyć na przyszłość, chociaż nie sądziła, że będzie w stanie poradzić sobie z tym sama. W tym przypadku nie miała do Stanleya żadnych pretensji, że zainteresował się sprawą i się o nią martwił. Trochę nawet jej to było na rękę.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#7
05.10.2023, 23:37  ✶  

Czy Stanley założył sobie jakiś przebieg tej rozmowy? Nie, nie zakładał niczego, ponieważ nie dało się założyć żadnej reakcji. Prawdę mówiąc nie spodziewał się, aby Stella była w jakimkolwiek stopniu zadowolona z tego co usłyszy, wszak nie były to za dobre wieści ale wierzył, że powinna o tym wiedzieć. Zwłaszcza kiedy była jednym z pierwszych przypadków tego ataku o którym była mowa. On sam nie słyszał aby ktokolwiek wcześniej został zaatakowany we śnie, co po części czyniło z Avery "pacjenta zero" w tym momencie.

Borgin musiałby być ślepym aby nie zauważyć, że przekazane przez niego informacje dosyć mocno wstrząsnęły tą urokliwą wiolonczelistką, chociaż teraz ze zdania na zdanie wyglądała jakby chciała się zapaść albo za czymś schować. A tak to przynajmniej odbierał Stanley - Spokojnie, dobrze? Przecież wiesz, że nie pozwolę mu Ciebie skrzywdzić - zapewnił ją bez żadnego zawahania w głosie. Chciał mieć pewność, że będzie o tym wiedziała ale też powinna to już dawno wiedzieć - Ani jemu, ani temu drugiemu. Żadnemu z nich. Nikomu, tak? Nic Ci się nie stanie i nie zginiesz - przekręcił lekko głowę wpatrując się w Stellę, chcąc usłyszeć od niej jakieś potwierdzenie na swoje słowa.

- To co teraz powiem może zabrzmieć trochę surrealistycznie albo jakbym upadł na głowę ale... śpij i się nie bój. Z tego co na razie wiemy, nikt nie został zaatakowany drugi raz, a czasem nawet ten drugi odwiedza kogoś we śnie nawet jeżeli pierwszy nie próbował danej osoby zamordować... - tak jak Ciebie... tłumaczył na tyle spokojnym głosem na ile potrafił, chociaż przychodziło mu to z lekkim trudem. To że Avery się bała oddziaływało również na Borgina - Jeżeli dobrze rozumiemy to jak oni działają to ten drugi stara się czy nawet odstrasza drugiego... Co by świadczyło, że teraz tylko ten drugi może Cię odwiedzić... - dodał, mając nadzieję, że to co teraz powiedział rzeczywiście było prawdą. Stanley chciał bardzo wierzyć, że tak właśnie było.

Poczuł paznokcie, a może nawet szpony, Stelli na własnej skórze. Na otrzymany ból zmrużył lekko oczy ale obserwująca go osoba mogła bez trudu zauważyć pewien grymas na twarzy - Hhkkkk - wydał stłumiony dźwięk bólu - Jeżeli chcesz... - zaczął ale momentalnie przeniósł swój wzrok na zaatakowaną dłoń - Mogę spędzić tu kilka nocy - wskazał ruchem głowy na kanapę gdzie właśnie siedzieli - I tak mam doświadczenie w spaniu na niej - przyznał z lekkim uśmiechem, który miał zamaskować ból dłoni oraz może lekko rozchmurzyć Avery - Nie dziękuj. Teraz mam trochę wyrzuty, że Ci o tym powiedziałem. Jak tak teraz myślę mogłem udawać, że nic się nie dzieje... Przynajmniej byś się nie musiała bać na zapas ani tym bardziej stresować... - jakbyś już miała za mało problemów tak jak ja... odparł z pewnym wyrzutem w głosie do samego siebie.

- Jak już wiesz, pierwszy próbuje dokonać trzech prób morderstwa i ktoś Cię ratuje ze snu. W przypadku drugiego to objawia się we śnie i oznajmia, że przegonił tamtego... W sensie, że mordercę, a potem się po prostu rozpływa... Znika i zostawia otwarte okno za sobą. Trochę jakby polował na tego mordercę - wyjaśnił - Jest to trochę mniej przerażające i może lekko łagodniejsze czy nawet przyjemniejsze ale nadal niepokojące - przedstawił po krótce schemat działania na podstawie tego co udało mu się dowiedzieć do tej pory - Jeżeli kiedykolwiek, cokolwiek wzbudzi Twoje najmniejsze obawy, pamiętaj, że możesz mi powiedzieć, jasne? - dodał aby miała pewność, że zawsze może na niego liczyć tak jak miało to miejsce do tej pory.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#8
06.10.2023, 22:30  ✶  

Ten okropny koszmar, który jej się przyśnił miał miejsce kilka lat temu. Nie sądziła, że to do niej wróci. Na pewno nie w tym momencie, w którym wszystko wydawało się jej sypać na głowę. Zawsze jednak tak było, jak coś szło nie po jej myśli to wszystko. Nie do końca wiedziała jak zareagować. Na pewno się bała, bała ogromnie, że ten mężczyzna wróci we śnie. Nie było nic przyjemnego w tym, że próbował ją zabić. Miała szczęście, że Stanley również pojawił się w tych snach, bo uratował ją przed nim. Była mu ogromnie wdzięczna, tylko, co mogło to zmienić, jeśli miał się zjawić w nich znowu, co jeśli Borgina tym razem przy niej nie będzie? Wolała nawet specjalnie nie rozmyślać nad tym, co mogło by się wydarzyć. To było zbyt wiele, jak na ten moment.

Głos Stanleya był spokojny. Zapewniał ją w tym, że nie da jej zrobić krzywdy - jak zawsze zresztą. Czasem może bywało to problematyczne, jednak teraz naprawdę potrzebowała zapewnienia, że nie pozwoli na to, aby cokolwiek jej się stało. Sama czuła się okropnie bezbronna, nie umiała reagować w takich sytuacjach, nie była wojownikiem. Nie posiadała żadnych umiejętności, które mogłyby jej pomóc się bronić. Naprawdę wsparcie było potrzebne. - Próbuję być spokojna. - Powiedziała drżącym głosem. Zupełnie jej to nie wychodziło, bo naprawdę ją to wszystko zmartwiło i nie umiała nad tym zapanować.

Nie odezwała się, kiedy wspomniał o tym, że może sobie spać i niczym się nie przejmować. Jeśli tak, to po co mówił jej o tym wszystkim? Czuła, że coś się tutaj nie zgadza, to było dla niej zdecydowanie zbyt wiele informacji. Jak działał ten drugi? Wpatrywałby się w nią jak śpi, zabijał tego, który próbował zabić ją? Skoro mieli jakąś wojnę między sobą, to nie mogli tego załatwić z dala od gapiów. Do czego były im potrzebne te osoby, w których snach gościli? Miała wiele pytań, coraz więcej, ale nie chciała specjalnie rozdrapywać tego tematu, może po prostu trochę się bała. Nie chciała, żeby to powróciło.

Nie dostrzegła, że zrobiła mu krzywdę. Avery nie należała do szczególnie uważnych obserwatorów, a szkoda. - Nie będzie to dla Ciebie problemem? - Zapytała z wahaniem, nie chciała mu komplikować życia (jakby już tego nie robiła). - Jesteś pewien, że chcesz spać na kanapie? Wolałabym, żebyś był bliżej. - Jeśli ktoś nawiedzi ją we śnie, to pewnie by tego nie zauważył śpiąc w pokoju obok. Dla niej nie robiło to różnicy, a może wręcz przeciwnie, wolałaby, żeby był tuż obok, wtedy mogłaby poczuć się bezpiecznie.

- Byłeś szczery, to lepsze niż kłamstwa, doceniam to. - Mógł udawać, że nic się nie dzieje, jednak wybrał szczerość. Bardzo słusznie zważając na ich doświadczenia z przeszłości. Kłamstwa im nie służyły.

- Jak to się ma do tego, że w moim śnie ty przegoniłeś tego pierwszego? Może wcale nie przyjdzie. - Wolałaby, żeby ta teza się sprawdziła. Nie chciała podczas swoich snów poznawać kolejnych dziwnych osób, nie była na to przygotowana. Zdecydowanie nie było to jej na rękę. Bała się, że może z tego wyniknąć coś niedobrego.

- Wiem o tym Stanley. Wiem, że zawsze mogę na ciebie liczyć. - Powiedziała zdecydowanie spokojniejszym tonem. W końcu zawsze był przy niej, kiedy tego najbardziej potrzebowała i nie miała ku temu najmniejszych wątpliwości. Na pewno jej pomoże wyjść z tego cało.

Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#9
08.10.2023, 23:46  ✶  

O ile była świetną aktorką, co Stanley docenił już przed laty, tak kłamanie na zawołanie przychodziło jej z pewną dozą nieporadności. Stella nie brzmiała jakby w ogóle próbowała być spokojna, a to wszystko po prostu ją przerastało. Borgin nie chcąc roztrząsać tego tematu dalej po prostu pokiwał głową na zgodę ale i w jego reakcji było widać zawahanie, zupełnie jakby niedowierzał w to co mówiła mu Avery - a tak też przecież było.

Subtelna próba zwrócenia uwagi zakończyła się niestety porażka. Należało więc przejść do bardziej radykalnych metod - Mogłabyś lekko puścić? Nie chcę być niemiły ani szczególnie marudzić ale posiadanie sprawnej dłoni jest całkiem przydatne w życiu - zauważył, spoglądając wprost na jej dłoń albo i nawet ostrze w tym momencie - Wracając jednak do Twojego pytania to nie. Nie będzie to dla mnie żaden problem tak długo jak pozwoli Ci się czuć bezpiecznej czy lepiej - odpowiedział. Stanley zdawał sobie sprawę, że w tym jego marnym życiu zostało mu już tylko tyle - zapewnienie aby Stelli nic się nie stało dopóki będzie w stanie zrobić cokolwiek. Już nic więcej się chyba dla niego nie liczyło, wszak każdy dzień mógłbyć dla niego ostatnim - Tam gdzie Ci będzie wygodnej tam będę spać - dodał, nie mając z tym żadnego problemu. Jeżeli to miało pozwolić Avery spędzić noc beż żadnych problemów, nie był to dla niego żaden problem. W końcu jej problemy były jego problemami, a on był aby pomóc je rozwiązać.

No właśnie... kłamstwo. Tutaj był ten przysłowiowy pies pogrzebany. Kłamstwo, trzymanie prawdy w zamkniętym gronie własnej osoby albo unikanie odpowiedzialności jak to niektórzy trafnie, lecz całkiem przypadkiem określili, było obecne w tej relacji od niemal dwóch lat. Śmierć Anne była tylko początkiem tej wielkiej śnieżnej kuli, która z dnia na dzień, tygodnia na tydzień i miesiąca na miesiąc, stawała się coraz większą, a co gorsza coraz trudniejsza do operowania i unikania zderzenia z rzeczywistością. I to chyba było w tym wszystkim najgorsze - chęć bycia szczerym ale niemoc aby to urzeczywistnić, a szansa, że prawda ujrzy światło dzienne malała z każdą chwilą - Tak - zgodził się po raz kolejny z premedytacją sięgając po kłamstwo. Stanley nie mógł jej tego wszystkiego wyznać, a na pewno tak to sobie tłumaczył. Dużo prościej było coś założyć i się tego trzymać, niż zderzyć się z rzeczywistością - bardzo dobrze o tym wiedział. Można by stwierdzić, że już się w tym zatracił, a kolejne nieszczerości przychodziły mu coraz prościej, co go przerażało na swój sposób. Zdał też właśnie sobie sprawę, że to on sam sprowadzał na siebie największe ryzyko spełnienia się tego, czego bał się najbardziej na świecie - samotności.

- Nie wiem tego jeszcze Stella. Nie mam, a nawet nie mamy jeszcze pojęcia. Chciałbym aby tak właśnie było. Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo - przejechał dłonią po twarzy - Pociesza mnie tylko to, że ten drugi nie ma złych zamiarów - a tak przynajmniej się wydawało Stanleyowi. Prawda była też taka, że gdyby wybór zależał tylko od niego to wolałby aby ten drugi miał przyjść skoro już musiał. Ten chociaż nie zostawiał ran i śladów na psychice, a już na pewno nie w takim stopniu jak ten pierwszy.

- Trochę lepiej? Mam Ci jakichś ziółek przygotować albo dolać trochę wina zanim wrócę do Ministerstwa? - zapytał z troski, wstając i mimo wszystko podchodząc do okna. Niby wszystko było w porządku ale wołał się przyjrzeć im na wszelki wypadek, w imię zasady - przezorny zawsze ubezpieczony - A I jeszcze jedno bo mi się przypomniało. Na początku czerwca muszę pojechać do Szkocji, aby pomóc w rodzinnych sprawach, także może mnie nie być kilka dni. Mówię Ci abyś się nie przejmowała, że coś mi się mogło stać... - dodał, wracając z inspekcji do kanapy przy której się zatrzymał. Stanley liczył, że tak właśnie będzie z tą "wyprawą" do północnej części Wielkej Brytanii. Wyprawy, która po raz kolejny pchnęła tą wielką kulę kłamstwa do przodu.



"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#10
09.10.2023, 18:11  ✶  

Avery zareagowała dosyć mocno emocjonalnie. Stanley przypomniał jej o tym wszystkim, co zdołała już zapomnieć. Wyparła z pamięci w ogóle fakt o tym, co przydarzyło jej się we śnie kilka lat temu. Teraz to wróciło, a ona znowu zaczęła się bać. Zapewnienia, że drugi mężczyzna z kolejnych snów może wcale nie być niebezpieczny też były raczej średnim pocieszeniem. Będzie musiała jakoś pogodzić się z myślą, że znowu jej się to może przydarzyć. Wiedziała, że to nie będzie nic przyjemnego, musiała się po prostu pogodzić z tym, że może do tego dojść.

Nie była najlepsza w odczytywaniu subtelnych znaków. Zresztą tak bardzo się przejęła, że zdecydowanie nie był to odpowiedni moment. Puściła dłoń Borgina od razu, kiedy zwrócił jej na to uwagę. Przeniosła wzrok, żeby zobaczyć, czy faktycznie zrobiła mu, aż taką krzywdę i dostrzegła ślady paznokci na jego ręce. Trochę ją poniosło. - Przepraszam. - Rzekła zupełnie szczerze, bo nie było to zamierzone. Naprawdę nie chciała mu zrobić krzywdy i był to zupełny przypadek. Miała nadzieję, że on zdaje sobie z tego sprawę.

- Dziękuję, jesteś moim największym wsparciem. - Posłała mu uśmiech, jeden z tych, który był w stanie topić lód. Była mu ogromnie wdzięczna za to, że zawsze znajdował się obok. Pomagał jej z każdym problemem, który pojawiał się na jej drodze. Sama zapewne z większością niedogodności by sobie nie poradziła. Stella bardzo szybko panikowała i zaczynała się bać, że już nic nie będzie się działo po jej myśli. Tym razem było podobnie, układała w głowie najczarniejszy scenariusz, skłonna stwierdzić, że pewnie w przeciągu kilku dni umrze we śnie, chociaż wcale nie było jeszcze takich przypadków. Zupełnie niepotrzebnie panikowała.

- Wspaniale, przy Tobie zawsze się czuję bezpiecznie. - Odetchnęła z ulgą, bo dzięki temu, że będzie spędzał tu noce nie będzie się bała zasnąć, a już tak miała wystarczające problemy ze snem. Często budziła się w nocy i siedziała do rana wpatrując się w sufit. Myślała o siostrze, widok jej ciała w wannie ciągle do niej wracał, niemalże każdego wieczora. Będzie musiała kryć się nieco ze swoją relacją z różowym winem, nie sądziła bowiem, żeby Stanley był zachwycony tym, że co wieczór wypija niemal całą butelkę, ale tym się będzie martwiła później. Póki co, naprawdę cieszyło ją to, że nie będzie musiała być sama. To by ją przytłoczyło.

Miała ogromne szczęście, że wpadła wtedy na Borgina. Los jednak i jej czasami sprzyjał. Może po drodze pojawiło się trochę komplikacji, wierzyła jednak, że pojawiły się one z jakiegoś powodu. Dzięki temu wiedziała, że coby się nie działo, to Stanley zawsze będzie obok, gotowy jej pomóc. Zresztą ona sama nie wyobrażała sobie życia bez niego.

Na całe szczęście Avery nie miała pojęcia o tych wszystkich kłamstwach Borgina, bardzo dobrze szło mu oszukiwanie jej. Ona dzięki temu była spokojna, kto ją tam wie, jakby zareagowała, gdyby poznała prawdę. Pewnie by się jeszcze bardziej załamała, ale to nie moment na rozważanie takich spraw, bo przecież dla niej Stanley był wymarzonym partnerem, grzeczny, ułożony, zawsze ulegał jej prośbom. Niczego więcej w swoim życiu nie potrzebowała.

- Ufam Ci, mam nadzieję, że masz rację. - Zdecydowanie wolałaby, żeby właśnie tak było, żeby ten facet miał dobre zamiary i chciał jedynie przegonić tego pierwszego, chociaż tak naprawdę najlepiej by było, żeby w ogóle się nie pojawiał, a ona nadal miała święty spokój.

- Lepiej, lepiej. Żadnych ziółek, zdecydowanie wolę wino. - Przesunęła swój kieliszek w stronę butelki, która znajdowała się na stole. Zawsze to lepiej wyglądało, jeśli on jej tym razem dolał alkoholu. Czuła się wtedy w pewien sposób wybielona, przecież nie lała sobie sama, nie piła do lustra, wcale nie miała problemu.

- Nie potrzebujesz wsparcia, sam sobie poradzisz? - Skoro jechał w rodzinnych sprawach może potrzebował jakiegoś towarzysza, wolała się upewnić, że tak nie jest, żeby nie było. Skoro on zawsze wyciągał do niej pomocną dłoń nie mogła ignorować jego potrzeb. Nie miała pojęcia, że jedzie tam realizować specjalne zadanie dla Voldemorta.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (3300), Stella Avery (3179)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa