07.10.2023, 23:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:42 przez Mirabella Plunkett.)
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
Chciał z nim porozmawiać od dłuższego czasu, ale jak miał zacząć? Był tak bardzo nikim, jak tylko się dało, a jednocześnie wciąż sprowadzał na nich kłopoty, więc powinien przynajmniej o tych kłopotach opowiedzieć - o niebezpieczeństwie i ciemności, jaka się za nim ciągnęła, o obłąkanej Fontaine, która zamierzała zrobić wszystko, żeby tylko do niej wrócił lub pożałował ucieczki. Tak, powinien to zrobić, powinien go ostrzec, póki było tutaj spokojnie, a on zmącił ten spokój jedynie swoim denerwującym usposobieniem, ale jak...
Jak się zaczynało rozmowy? Jak się rozmawiało?
Pierwszy tydzień z Bellami spędził na doprowadzaniu ich do szału idiotycznym zachowaniem. W drugim tygodniu przypomniał sobie, że wcale nie musi tutaj przyjmować permanentnej pozycji obronnej - to zaś zaprowadziło go do tego, że przestał odzywać się wcale. Aktualnie był to jego ósmy dzień kompletnego milczenia. Na pytania odpowiadał co najwyżej skinieniem głowy. Miał wrażenie, że kiedy przestał kłapać dziobem, starsi Bellowie wreszcie przypomnieli sobie o tym, kim ten cały Flynn w ogóle był - opryszek w skórzanej kurtce to była jakaś nowość, cichy chłopak niemówiący nic, komunikujący się ze wszystkimi przez brata, któremu szeptał na ucho - to już było coś, jakieś wspomnienie. Ktoś go nawet skojarzył ze słodyczami, więc pewnego dnia obudził się z czekoladką na poduszce, co było miłym gestem, ale pierwszą myślą, jaka nawiedziła jego głowę, było potencjalne skażenie jej trutką na szczury, bo tak się kiedyś Fontaine rozprawiła z naukowcem niechcącym wydać jej pozwolenia na podrobienie dokumentów.
Nie miał swojego wozu. Miał takowy otrzymać w przyszłym tygodniu. Spał na podłodze wozu Alexandra, któremu próbował za wszelką cenę nie przeszkadzać w pracy. Wychodził wcześnie rano, wracał wieczorem. Nie wytrzymywał siedzenia z innymi Bellami, bo bardzo źle czuł się w grupach, odchodził więc zwykle gdzieś daleko, gdzie mógł siedzieć sam i palić. Wiedział, że brat go obserwuje, śledzi spojrzeniem kierunki jego wędrówek. Nie wiedział za to tego, o czym myślał. Nie potrafił odczytać nic z jego spokojnej twarzy, a może po prostu bał się tego. Odpowiedź na pytanie co myśleli o nim inni, spływała po nim jak woda po kaczce. Ale kiedy chodziło o opinię Alexandra, sprawa zmieniała się diametralnie - on miał znaczenie, na nim mu zależało. Dlatego nie pytał.
Ale kiedyś musiał to milczenie przerwać.
Jak się rozmawiało?
Nie wiedział. Był przerażony, zaciskał palce na kocu, którym był przykryty i próbował ułożyć w głowie cokolwiek, cokolwiek czym mógłby zacząć. Może słowa wyleją się z niego same, może dalej jakoś pójdzie... Było cholernie ciemno, ale światło księżyca wpadające przez okno oblewało zarys leżącego na łóżku mężczyzny na tyle wyraźnie, żeby można było wyobrazić sobie pozycję, w której leży. Z ręką pod głową, z podkulonymi nogami. Nie spał. Myślał o czymś. Ewentualnie nie mógł zasnąć, bo Flynn wiercił się niemożebnie.
- Al - wydusił z siebie wreszcie, a potem głos ugrzązł mu w gardle. Głośno przełknął ślinę. - Śpisz? - Zapytał, bo nawet jeżeli nie spał, to mógł chcieć udawać, że śpi. - J-jest c-coś ważnego i j-ja ci tego n-nie pow-wiedziałem.
Pracowałem dla złych ludzi. Oni mnie szukają. Zabiłem jakieś dziesięć osób. Chyba nie powinienem tego mówić Layli. Strasznie tego żałuję. Widziałem, co dzieje się z ludźmi, którzy mordują za pomocą magii. To nie jest dobry widok.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.