• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[ 18.06.1972 ] – Dom Paxtonów na wsi

[ 18.06.1972 ] – Dom Paxtonów na wsi
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#1
01.10.2023, 15:30  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 21:17 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic

Próba wykończenia Longbottomów za pomocą traktora

Podróż minęła spokojnie. Avelina jak zwykle niewiele mówiła, ale zdołała z siebie wyrzucić co nieco o swoich dziadkach. Henry Paxton był stolarzem, gdy jeszcze miał siłę i sprawność wykonywał najlepsze meble z drewna w okolicy, w której mieszkał. Często sprzedawał je również do jednego ze sklepów w Londynie. Avelina ma od niego w domu fotel bujany, na który jej babcia zrobiła miękką poduszkę z kocykiem. Marcella Paxton była krawcową, ale szyła jedynie ubrania dla sąsiadów. Głównie zajmowała się gospodarstwem, gdzie mieli własne kury, kaczki, gęsi, indyki, a także krowy i świnie. Do tego jedno duże pole ze zbożem i drugie z ziemniakami.

Gdy wysiedli na peronie odebrał ich mężczyzna, który miał siedemdziesiąt lat, ale nie wyglądał na swój wiek. Miał siwe włosy, był zdecydowanie bardziej umięśniony niż można było się spodziewać po dziadku. Był wysoki na prawie dwa metry. Stary Paxton trzymał się naprawdę dobrze i nie zamierzał odchodzić na drugą stronę w najbliższym czasie. Był żwawy, wesoły, a jego poczucie humoru łapało się pod kategorie tego czarnego. Czasami walił sucharami, które powodowały, że ludziom zasychało w gardle i nie za bardzo wiedzieli jak zareagować. Był zdecydowanie przeciwieństwem Aveliny, ale jej rodzice również nie byli do niej podobni. Avelina już wspomniała o tym, że Henry ignorował fakt, że jego syn i wnuczka byli czarodziejami. Miał też żal do swojego syna, że nie zamierzał zająć się ich gospodarstwem, bo nie za bardzo chciał oddawać te tereny w ręce dzieci swojego brata. Był jednak szczęśliwy, że mógł gościć tutaj swoją wnuczkę – liczył, że może ona będzie chciała tu kiedyś zamieszkać. Avelina czasami się nad tym zastanawiała, ale nikomu o tym nie mówiła. Odwiedzała to miejsce raz w roku na wakacje. Czasami zostawała na dwa dni, a czasami nawet na miesiąc jeśli mogła.

Marcella była za to niską, drobną, starszą kobietą, która patrzyła na każdego z ciepłem i po prostu miłością. Mimo złamanej nogi przygotowała dla każdego obfity posiłek, chodziła po domu i wycierała kurze wspierając się na kulach. Nie chciała siedzieć na miejscu i Avelina również to po niej odziedziczyła, bo sama również nie mogłaby leżeć i się nad sobą użalać. Zapewne jakby była po jakimś wypadku nadal siedziała by w aptece i sprzedawała eliksiry.

Następnego dnia Henry nie dał im odpocząć. Oczywiście Brennie kazał odpoczywać, bo Ave wspomniała mu o tym, że dziewczyna niedawno spadła ze schodów i powinna trochę odpocząć, więc jej dawał lżejsze zadania, ale według Paxtonów na choroby zawsze dobra jest praca. Avelina i Erik musieli zająć się stodołą, gdzie trzeba było zrobić miejsce na nowe plony, które pojawią się niebawem, a potem przetransportować traktor na jedno z pól, gdzie coś miało zostać posiane, ale nie Paxton mówił tak szybko, że połowy nie można było zrozumieć. Avelina wiedziała, gdzie ma stać traktor, ale totalnie nie pamiętała jak się go prowadziło. Siedziała w nim tylko kilka razy jak miała szesnaście lat i niby dziadek ją uczył, ale nigdy nie przywiązała do tego wagi.

– Dobra, możemy przejechać się traktorem. Powinien stać koło sadu – powiedziała, gdy w stodole było wystarczająco miejsca. Zaprowadziła ich na miejsce, a przy traktorze kręcił się już kuzyn Aveliny.

– Mogę jechać z wami! – zawołał, gdy Ave wyciągnęła kluczyk ze swoich ogrodniczek.

– Nie możesz Dan, jesteś za mały – odpowiedziała to samo, co jej dziadek, gdy sama była w jego wieku i chciała jechać z nim na pole. Wsiadła na miejsce kierowcy, kazała jeszcze Danowi iść sprawdzić, czy babcia czegoś nie potrzebuje i wsadziła kluczyk w odpowiednie miejsce. – Ostrzegam was, że jechałam nim tylko parę razy jak miałam 16 lat, ale nie wydawało się być to nic trudnego. – Niestety Henry nie chciał dopuścić Aveliny do głosu i nie wytłumaczył co ma zrobić, aby nim pojechać. Zaczęła szperać w jednym miejscu obok drzwi i wciągnęła z niego starą, pożółkłą książeczkę, która była instrukcją do traktora. Jej dziadek nigdy takich rzeczy nie wyrzucał, a trzymał to tam dla jej ojca, gdyż opowiadał nie raz jak jej tata zniszczył mu jeden ciągnik, bo nie było do niego instrukcji. – Hah… dziadek serio nie żartował, że ma tu instrukcję – zaśmiała się, bo była podpisana dla mojego kochanego syna, bo nie stać mnie na drugi traktor. Podała książeczkę Erikowi. – Czytaj.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
01.10.2023, 15:50  ✶  
Brenna nie byłaby Brenną, gdyby podczas podróży pociągiem nie trajkotała jak najęta, nie dopytywała o dziadków Aveliny i ich gospodarstwo i nie rozpłaszczała nosa o szybę na podobieństwo nastolatki, ilekroć zobaczyła za nią coś intrygującego. Zapytana o „drobny wypadek”, odpowiedziała dość beztrosko, że spadła ze schodów – i co zabawne, nie było to kłamstwo. To była tylko jedna dziesiąta prawdy, bo we śnie ze schodów faktycznie ją zrzucono, ale poza tym też dźgnięto nożem, duszono, rzucano w nią zaklęciami i czarną magią poszatkowano bok.
Eliksiry, czary i maści zrobiły jednak swoje. Długie rękawy i chustka na szyi skrywały już blednące siniaki, a z pozostałych ran tylko ta na boku jeszcze dawała się we znaki, ale mikstura przeciwbólowa była nad wyraz skuteczna. Brenna nie chciała spędzać kolejnego dnia w łóżku. Poza tym… Chyba chciała chociaż na chwilę się wyrwać – z dala od Londynu, z dala od Doliny, a skoro i tak nie mogła pracować ani iść na żadne misje, to był doskonały powód. Uciec przed wszystkim, co martwiło i mieszało w głowie, od domu, w którym wciąż królowała żałoba, od widm, od myśli o więzi i chaosu w umyśle, od tysiąca drobnych spraw. Poza tym była to okazja, by poświęcić parę chwil Avelinie. A Brennę tak od kwietnia prześladowały wyrzuty sumienia, że za mało uwagi i czasu przeznacza dla swoich bliskich, bo po prostu rzadko mogła sobie pozwolić na całkiem luźny weekend. Od początku maja już nawet wolny wieczór był luksusem…
Tak, to była okazja. W końcu co mogło stać się na wsi?
Państwa Paxtonów przywitała, jak to ona, wieloma pytaniami. Ich gospodarstwo też obejrzała bardzo chętnie, z dzikim wręcz entuzjazmem, chociaż gdy zbliżył się wieczór, jej poziom energii nieco opadł, siedziała już bardzo grzecznie i do łóżka poszła jak na siebie bardzo wcześnie, po zażyciu eliksirów i zmianie opatrunku. Kolejny ranek jednak przywitała już ze świtem, znowu na podobieństwo kuli pełnej energii. Nie protestowała, kiedy zagoniono ją do roboty, chociaż może raz czy dwa ukradkiem pomogła sobie różdżką, gdy akurat nikt nie patrzył. Tu naprawdę przez chwilę… mogła po prostu o pewnych rzeczach nie myśleć. Z dala od znanych zakątków było to jakoś łatwiejsze. Nawet jeśli mogła spędzić tutaj tylko dobę, to zawsze było coś, prawda?
– Tym się jeździ? N a p r a w d ę? – spytała Brenna z pewną fascynacją, kiedy zbliżyli się do traktora. Niby widziała dwa czy trzy razy coś podobnego w Dolinie Godryka, ale jakoś nigdy nie było okazji podejść bliżej. – Rany, czego to mugole nie wymyślą, nie? Bo nam przecież wystarczy odrobina magii i szast, prast, wszystko pada… znaczy się zboże pada, wiesz – rzuciła, a Danowi, któremu odmówiono wycieczki, wcisnęła w rękę ukradkiem cukierka. Brenna prawie zawsze miała w kieszeni jakieś słodkości, zarówno dla starszych, jak i dla młodszych, tak mniej więcej odkąd skończyła jedenaście lat. Niech chłopak ma na pocieszenie.
– Nic trudnego, mówisz – stwierdziła i wdrapała się do środka.
Erik mówił, że jest czarnowidzeniem, ale nawet Brennie nie przyszło do głowy, że cokolwiek może pójść nie tak.
– I jak to właściwie działa? Jedzie i eee… co robi? – spytała, usadawiając się od okna, a Erika puszczając na środek, obok Aveliny, skoro to on miał czytać tę tajemniczo brzmiącą instrukcję obsługi.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
01.10.2023, 22:27  ✶  

Wypad na wieś oryginalnie nie był w planach Erika na ten dzień. Kiedy jednak dostał dosyć niespodziewany list od siostry, w którym wręcz błagała go o pozwolenie na wyjazd, coś go tknęła. Wprawdzie zarzekała się, że u Paxtonów nie grasował żaden potwór, a w sąsiedztwie nie pojawił się czarnoksiężnik, ale jak mógł być pewny na sto procent? Lepiej było zapakować się z siostrą do pociągu i upewnić się, że ta faktycznie wykorzysta wolne na odpoczynek na łonie natury. Lepsze to niż gdyby miała się wyprawić do Kniei.

Podróż przeminęła mu we względnym spokoju. O ile miał taką szansę, starał się zagajać Aveline, jednak to zdecydowanie Brenna grała pierwsza skrzypce w tej rozmowie. A Erik nie miał nic przeciwko temu, aby nawijała mu nad uchem jak szalona. Po tyle latach już na tyle przyzwyczaił się do jej głosu, że mógłby nawet zasnąć w takich warunkach. A to już było wyzwanie dla wielu. Erik rozgadał się trochę, dopiero gdy wysiedli z pociągu i spotkali Henry'ego. Starszy facet momentalnie przypadł Longbottomowi do gustu, toteż nawet się ze sobą dogadali.

Teraz Erik nie miałby nic przeciwko, żeby wysłuchać jeszcze kilku jego opowieści, bo przyszło im przejść pierwszą próbę... Spotkanie z traktorem. Młody detektyw trzymał się na końcu pochodu, towarzysząc małego Danowi. Nie rozumiał fascynacji chłopca podróżą tą przedziwną maszyną, ale nie zamierzał tego też kwestionować. Może to przypominało zainteresowanie dzieci czarodziejów magiczną miotłą albo lotem na hipogryfie?

— Nagle miotła wydaje się dwa razy bardziej bezpieczna — skomentował pod nosem, gdy zbliżyli się do tego potwora. Dłoń Longbottoma odruchowo powędrowała ku kieszeni, gdy ukrył swoją różdżkę. Przekrzywił głowę w bok, przyglądając się maszynie. — To śpi, prawda? Nie rozjedzie nas czy... coś w tym rodzaju?

Zerknął na Paxton. W końcu to ona powinna mieć najwięcej informacji na temat tego... cudu mugolskiej techniki. Przez te światła wygląda, jakby się uśmiechał, pomyślał, przyglądając się frontowi traktora. Osłona chłodnicy i obciążniki przednie, jak określiłby te konkretne elementy pojazdu technik z czasów współczesnych, miała taki kształt, że faktycznie można było odnieść takie wrażenie. Może to był jakiś element psychologiczny mający na celu zachęcić kierowców do tego, że zaufali twórcom pojazdu? No na Erika to niestety nie zadziałało.

Wybałuszył oczy, gdy usłyszał, że ich przyjaciółka kiedyś ujeżdżała to monstrum. Longbottom dobijał trzydziestki, a miał opory przed tym, aby w ogóle podejść bliżej, a Ave jeszcze siedziała za kierownicą tego czegoś? Chyba była jednak nieco bardziej odważna, niż zakładał.

— Ekhm, no dobrze — przyjął książeczkę od Aveline i najpierw przewertował ją kilka razy.

W końcu nie wszystko musiało być w tej instrukcji istotne, prawda? Mieli go tylko przetransportować z punktu A do punktu B. To nie mogło być trudne. Mimo to, ilość podrozdziałów w spisie treści zaskoczyła Longbottoma. Na szczęście już na początku znalazł rozdział dotyczący ogólnych zasad bezpieczeństwa.

— Okej, to czytam: Gratulujemy zakupu i witamy w świecie właścicieli ciągników YZ35©/YZ40/YZ45/YZ50, w którym poważna praca znowu staje się zabawą. Ten uniwersalny ciągnik to szczytowe osiągnięcie firmy Smith&Jones Industrial Co. LTD gromadzącej wiedzę i doświadczenie z zakresu produkcji ciągników i silników wysoko-sprężynowych. — Przeniósł skonfundowany wzrok na Brennę i Ave. Nie miał bladego pojęcia, czym dokładnie jest silnik wysoko-sprężynowy. Przeniósł się więc parę stron do przodu. — Najlepszy operator ciągnika to ostrożny operator. Większości wypadków można uniknąć, przestrzegając określonych zasad bezpieczeństwa. Aby zapobiec wypadkom, należy stosować te zasady bezpieczeństwa i koncentrować się na wykonywanej pracy. Jeżeli uda się zapobiec wypadkowi, to znaczy, że czas przeznaczony na zapoznanie się z tymi instrukcjami nie został zmarnowany. — Uśmiechnął się pod nosem. — Przemyślni ci mugole! O, tutaj mają rozdział o uruchomieniu ,kierowaniu i parkowaniu ciągnika. To chyba te istotna część, prawda?

Odsunął od siebie książeczkę, co by pokazać Brennie i Ave serię obrazków z kolejnymi krokami, które musieliby spełnić, aby poprawnie odpalić traktor. Strony instrukcji były już pożółkłe, a druk był miejscowo pozacierany, ale większość tekstu dalej była całkiem nieźle widoczna. Oby nie zabrakło tam, tylko jakiejś kluczowej części pokroju „jak się zatrzymać i przy okazji nie zabić”.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#4
02.10.2023, 00:00  ✶  

Avelina czuła nie małą radość widząc, że oboje Longbottomów cieszy się z przebywania w tym miejscu. Zawsze tu chętnie zabierała swoich przyjaciół, więc cieszyła się, że i im się tu spodobało. Paxtonówna zdecydowanie różniła się od swoich dziadków. Byli oni bardzo energiczni nawet jak na swój wiek, a Avelina zwykle była cicha, spokojna i wycofana. Tutaj zdecydowanie nabrała jednak pewności, chętnie wykonywała zadania przydzielone przez babcię i dziadka. Znała tu wszystkie zakamarki i miała zamiar jeszcze pokazać wiele innych miejsc, które odwiedzała w każde wakacje między szkołą. Miała kiedyś nawet zbudowany domek na drzewie wraz z dzieciakami z okolicy. Była ciekawa, czy nadal tu jeszcze był. Teraz jednak musieli zająć się traktorem, która mogła wydawać się być dla nich jakaś potworną maszyną. Avelina była przyzwyczajona do tego rodzaju pojazdów, a to że wyglądało tajemniczo to był pikuś. Jak go uruchomi to się dopiero zdziwią.

– To nie śpi, to jest wyłączone – odpowiedziała Erikowi i skinęła głową na słowa Brenny. – Ogólnie dziadek podpina pod to przyczepę i przewozi na nim ziemniaki i słomę do stodoły, a czasami podpina takie dziwne urządzenie, którym jeździ po polu, aby użyźnić glebę? – ostatnie zdanie wypowiedziała dosyć niepewnie bo nadal nie do końca ogarniała, co się robiło na gospodarstwie. Jako dziecko spędzając tu dwa miesiące w roku nie przykładała zbyt wiele wagi do tych mugolskich rzeczy, którymi zajmowali się jej dziadkowie. Teraz mocno żałowała i chciała tę wiedzę nadrobić. Wydawało się to naprawdę ciekawe. Czekała aż Erik znajdzie odpowiedni punkt, ale wsłuchała się również w to co czytał. Miał naprawdę przyjemny głos, a Ave lubiła słuchać; nawet jeśli była to instrukcja do traktora wydawało się być to ciekawe.

– O, to to! – spojrzała na rysunek. – Okej – popatrzyła na obrazki, a potem na stacyjkę. Nim zdążyła jednak cokolwiek zrobić traktor sam się uruchomił. Wybałuszyła oczy szeroko. – Ej, to nie ja! – krzyknęła patrząc na Erika jakby pytała, czy coś dotykał. Wzruszyła ramieniem, może właśnie tak to działało. Wrzuciła bieg pierwszy, aby móc ruszyć i chciała nacisnąć pedał gazu, ale wtedy traktor sam ruszył, więc złapała za kierownicę czując jak zbiera się jej na lekką panikę. – Czemu on jedzie sam?! – zerknęła w bok i zobaczyła swojego kuzyna, który patrzył bezpośrednio na traktor. Skupiła się jednak na drodze, po której jechała i zaczęła kierować traktorem, aby nie wjechać w żadne z drzew w sadzie, ale zaczynało to być coraz trudniejsze, gdy pojazd zaczął przyśpieszać.  Wydała z siebie zduszony okrzyk, gdy o włos minęła drzewo jabłoni. – Niech ktoś coś zrobi! – próbowała skręcić kierownicę, bo znowu pędzili wprost na drzewo, ale kierownica była zblokowana, mimo że wcześniej normalnie mogła nią kierować. – Pomóż! Jest zablokowana, nie mogę skręcić – miała nadzieję, że Erik miał dużo siły i pomoże jej ją ruszyć. – Zaraz się rozbijemy! – krzyknęła.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
03.10.2023, 07:10  ✶  
Rysunki pokazywane przez Erika były dla Brenny równie tajemnicze, jak starożytne runy i numerologia... a może nawet bardziej tajemnicze. Dlatego nie zdziwiła się ani trochę, kiedy traktor odpalił sam, bo... no dlaczego to nie miałoby działać w ten sposób? Wiedziała niby, że większość mugolskich samochodów pracowała na nieco innych zasadach, nie była taką absolutną ignorantką, skoro tyle czasu spędzała włócząc się po mugolskim Londynie albo czytając mugolskie książki. Ale traktor był dziwną bestią, która mogła mieć jakiś... mugolski włącznik. Nie, nie wywołało w niej więc ani trochę zaniepokojenia to, że silnik odpalił bez udziału Aveliny, ani nawet to, że pojazd po prostu zaczął jechać sam z siebie.
Dopiero kiedy Paxton zaczęła krzyczeć, że zaraz się rozbiją i żeby ktoś coś zrobił, do Brenny dotarło, że to drzewo nie uskoczy przed pojazdem tak, jak uskoczyłoby przed błędnym rycerzem.
- Teleportacja krótkodystansowa! Już! - zarządziła, bo taka ucieczka z morderczej machiny, jaką okazał się ten cały traktor, wydała się jej najrozsądniejszą opcją. Na pewno rozsądniejszą niż siedzenie w środku i zastanawianie się, co się do licha dzieje.
I tak, sama też zamierzała z niej skorzystać, wbrew temu, co sądził jej brat, wcale nie chciała popełnić w najbliższym czasie samobójstwa, tyle że na pewno nie mogła zniknąć stąd pierwsza. Wiedziała, że Erik zdąży, ale nie znała możliwości Aveliny w tym zakresie - w końcu dziewczyna z jakichś powodów jeździła do rodziny pociągiem, może korzystała z teleportacji na tyle rzadko, że istniała szansa, że coś jej nie pójdzie? Albo potrzebowała chwili, by się skupić? I czy w ogóle Avelina miała ze sobą różdżkę i mogła się teleportować? Erik i Brenna by się bez takiej nigdzie nie ruszyli, ale Paxton nie pracowała w Brygadzie...
Brenna wydobyła więc różdżkę i wycelowała w niebezpiecznie zbliżające się drzewo. Próbując transmutować je... w coś miękkiego. Nie, to nie rozwiązywało problemu szalejącego traktora, ale przynajmniej w takim wypadku po prostu zetną pień i pojadą dalej, a nie walną w drzewo z dużą siłą. A że Brenna ledwo kilka dni temu zderzyła się z podobnym pniem w Zakazanym Lesie, doskonale wiedziała, że takie uderzenie jest bardzo bolesne. Ot... próbowała kupić im dość czasu, żeby zdążyli wszyscy stąd zwiać.

Transmutacja na drzewo, coby było mniej mordercze
Rzut Z 1d100 - 79
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 51
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#6
08.10.2023, 21:46  ✶  

Strasznie to nieekonomiczne, pomyślał Erik, gdy przysłuchiwał się wyjaśnieniom Aveline. Tak latać z jakimiś przyczepkami z jednego końca pola na drugi i jeszcze może zaczepić o pobliskie gospodarstwo, tylko po to, żeby użyźnić ziemię? Wydawało mu się to strasznie czasochłonne. Nie wychował się w wielkiej metropolii, więc chcąc nie chcąc wiedział co nieco o tym, jak wyglądało życie na wsi. Przynajmniej tak mu się wydawało. Aż do teraz. Bo porównanie mugolskiej wsi, a takiej, w której mieszkali czarodzieje, było najwyraźniej zupełnie nieadekwatne. Różnice były zbyt duże, aby wskazać tutaj punkty wspólne. Najwyraźniej mieszkańcy robili to co uznawali za stosowne, aby ogarnąć swoją robotę.

— Jesteś pewna? — Obrócił instrukcję obsługi do góry nogami, porównując rysunek poglądowy z prawdziwą stacyjką. — No może faktycznie, tylko...

Zamilkł, gdy traktor zaczął rzęzić i wydawać dosyć niepokojące odgłosy. Serce Erika momentalnie zaczęło szybciej bić. Bądź co bądź, miotły były stosunkowo ciche. Nawet Błędny Rycerz nie był tak głośny! Już miał skomentować, że mugole chyba jednak przejęli coś od czarodziejów skoro utworzyli jakiś system „sterowania na życzenie”, jednak wtedy odezwała się Avelina. Wystarczyła jedna wymiana spojrzeń między nimi, aby Longbottom zrozumiał, że i ona nie panowała nad sytuacją.

— ZAHAMUJ CZY COŚ W TYM STYLU! — Zaczął nerwowo przerzucać kolejne strony instrukcji, próbując znaleźć rozwiązanie. Mimowolnie pochylił głowę, gdy minęli jedno z drzew na działce Paxtonów.

Zanim zdołali podjąć jakieś działanie, Brennie udało się jednak rzucić zaklęcie transmutujące na kolejną przeszkodę, która stała na ich drodze. Erik zamknął oczy, jednak starcie z drzewem... przeżyli. Zamrugał zdziwiony, oglądając się przez ramię.

— Dobry Merlinie — wyszeptał, jednak wtedy traktor zaczął ponownie wydawać głośne dźwięki.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#7
09.10.2023, 17:59  ✶  

Do dziadków zawsze podróżowała pociągiem, bo nie potrafiła kłamać, więc po prostu wolała wysiąść na stacji, opowiedzieć mu, że podróż minęła jej długo i męcząco, że się gdzieś musieli zatrzymać na dłużej, bo coś się zepsuło. Lubiła też podróżowanie pociągami nawet jeśli mogła ten etap pominąć i przenieść się tu za pomocą teleportacji. W momencie, gdy zjawiała się u dziadków nie korzystała z magii, nie miała nawet przy sobie różdżki. Mogło to się wydawać głupie, ale dla swoich dziadków chciała być tylko mugolską, aby nie czuli się dziwnie w jej obecności. Dodatkowo bała się, że będą mieli na starość demencję i ich pamięć będzie płatać im figle.

– Wciskam hamulec! – krzyknęła, a jej noga wręcz dusiła pedał hamulca. Nawet próbowała robić to obiema stopami. – Co się na majtki Merlina dzieje!? To tak nie powinno robić, cholera! – była przerażona, gdy przejechali drzewo, które Brenna zaczarowała odetchnęła z ulgą. Traktor zaczął zwalniać, a Avelina odzyskała władzę nad kierownicą. – Wyskakujcie, przenieście się, zróbcie cokolwiek. Spróbuję zatrzymać ten piekielny pojazd! – krzyknęła do nich, próbując manewrować tak, aby ominąć drzewa, ale zaczęło być ich coraz więcej i w końcu uderzyła w jedno z nich zatrzymując się na nim gwałtownie. Szarpnęło ją mocno, ale zaparła się na kierownicy tak, aby nie uderzyć w nic głową. Trochę zabolał ją kark. Traktor zaryczał głośno, zabulgotał i ostatecznie zgasł, a Avelina oparła się o siedzenie z ciężkim westchnięciem. – Jesteście cali? – zapytała z zamkniętymi oczami.

Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
09.10.2023, 18:54  ✶  
Nie zdążyła się ucieszyć, że jej zaklęcie podziałało. Bo ani Erik, ani Avelina jej nie posłuchali i się nie teleportowali, a w takim wypadku, oczywiście, Brenna też tego nie zrobiła – może w myśl zasady, że raźniej będzie razem umierać.
Traktorem wstrząsnęło, ale siła uderzenia nie była na tyle duża, aby ich zabić, a traktor pojechał dalej, już nieco wolniej…
– Sama wyskakuj! A ty się teleportuj! – zażądała Brenna, bo pewnie, że by się teleportowała, ale przecież nie zostawiłaby tutaj Aveliny, prawda? Zamiast tego, kiedy Paxton rozpaczliwie próbowała manewrować między drzewami, Brenna próbowała rzucić kolejne czary – tym razem starając się spowolnić ten cholerny pojazd, bo zwyczajnie wciąż nie wpadła na to, że dzieciak czaruje.
Tyle dobrego, że do takich zaklęć musiał utrzymać kontakt wzrokowy i chyba zaczął go tracić, bo traktor nie poruszał się już z tak morderczą prędkością…
Gdy uderzyli o drzewo, tym razem już z mniejszą prędkością, Brenna rąbnęła ramieniem o drzwi i syknęła z bólu, ale zdołała utrzymać różdżkę. Miała nadzieję, że rana przypadkiem nie otworzy się znowu, bo matka wtedy nie wypuściłaby jej szybko z domu.
– Jasny szlag – powiedziała, trochę tym wszystkim wstrząśnięta. Chyba bardziej niż wampirzycami w grobowcach, nieumarłymi w mauzoleach czy trollami w górach. Bo zwyczajnie nie spodziewała się, że niebezpieczeństwo może czyhać w takim miejscu, jak to. Rzuciła szybkie spojrzenie na Erika i Paxton, ale wyglądało na to, że oboje są cali i zdrowi. – Nic mi nie jest. To by dopiero było, przeżyć Beltane, żeby umrzeć tutaj… Wychodźcie, błagam. Teraz – stwierdziła, popychając drzwi od swojej strony. Nie chciała ryzykować, że ta diabelska maszyna zaraz znowu ruszy albo stanie w ogniu. Złapała za rękę brata, gotowa wyciągać go na zewnątrz choćby przemocą, na wypadek, gdyby uznał, że jednak siedzenie w środku to jego nowe, życiowe powołanie. – Ave, wychodź, proszę – rzuciła jeszcze, gramoląc się na trawę. Co tu się stało? To zamierzała spróbować ustalić, kiedy będzie już pewna, że traktor nigdzie ich nie porwie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
10.10.2023, 16:34  ✶  

— Przestań, na pewno nam się uda to zatrzy...

Nie zdołał nawet dokończyć, bo wtedy zatrzymali się na drzewie. Przed tym zderzeniem nie zdołało ich ochronić żadne zaklęcie. Erik przechylił się do przodu, uderzając głową o deskę rozdzielczą traktora. Wydał z siebie zbolały jęk, a na środku czoła pojawiło się zaczerwienie. Ale będzie z tego guz...

Jasny szlag? Jeszcze jak, pomyślał Erik. Podobnie jak siostra nie spodziewał się, że na mugolskiej wsi może im grozić jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Owszem, brał pod uwagę to, że mogą natknąć się na coś z czymś nie byli zaznajomieni, ale w najśmielszych snach nie podejrzewałby, że porwie ich traktor.

Eh, najwyraźniej oprócz Brenny także i Erik słabo uważał podczas spotkań służbowych na których obecny był Alastor. W końcu jego firmowe hasło brzmiało „Stała czujność”. Bez względu na to, czy człowiek był we własnym domu, w urzędzie, sklepie czy w parku, zawsze powinien być podejrzliwi. Tutaj ich ciekawość zwyciężyła i zapłacili za to.

— Idę, idę!

Pozwolił Brennie wyprowadzić się na zewnątrz, jednak co rusz oglądał się w stronę traktora, co by upewnić się, że Avelina również zdołała opuścić pojazd. Odsunął się na kilka metrów od maszyny.

— To chyba nie powinno tak działać, prawda? — Rozmasował sobie czoło. — To już tak było, czy my coś zepsuliśmy?

Czy ich pochodzenie mogło mieć z tym coś wspólnego? Wprawdzie po niemagicznym Londynie pośród tych wszystkich mugolskich sprzętów potrafili normalnie funkcjonować, jednak... Kto wie? Beltane przyniosło ze sobą tyle zmian, że może wpłynęło też na to, jak czarodzieje reagowali na takie „cuda”? Spojrzał nieufnie na traktor, spodziewając się, że ten zaraz się wycofa i spróbuje ich rozjechać.



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Alchemiczny Kot
I cannot reach you
I'm on the other side
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Avelina mierzy 157 centymetrów wzrostu i waży około 43 kilogramów. Nie jest blada, wręcz zawsze opala się na brązowo. Ma ciepłe brązowe oczy, które podejrzliwie patrzą na obcych i radośnie na przyjaciół. Usta ma pełne i czasami pomalowane czerwoną szminką, gdy się uśmiecha pokazuje przy tym zęby nie mając nad tym kontroli. Włosy ma brązowe i zwykle proste. Czasami jak nie zadba o nie to puszą się jej od wilgoci. Ubiera się w szerokie, kolorowe spodnie i luźne bluzy. Czasami narzuci na siebie szatę. Na pierwszy rzut oka Avelina sprawia wrażenie osoby spokojnej i cichej. Wokół niej zawsze unosi się zapach palonego drewna, pod którymi tworzy swoje mikstury oraz suszonej nad kominkiem lawendy. Nie jest to zapach szczególnie mocny, ale wyczuwalny. Dopiero przy bliższym poznaniu można stwierdzić, że jest też wesoła i czasami zabawna. Jest osobą dosyć sprzeczną, ponieważ walczą w niej dwie osoby październikowy Skorpion i numerologiczny Filozof.

Avelina Paxton
#10
11.10.2023, 12:33  ✶  

Działania Brenny były skuteczne, bo maszyna coraz bardziej słuchała właśnie jej i to dzięki temu bezpiecznie wylądowali na drzewie, a nie w jakimś jeziorze. Może powinna wyskoczyć, ale bała się, że traktor wjedzie w jakiegoś dzieciaka, który by zabłądził w sadzie lub jakieś zwierzęta dziadków.

Avelinę ogarniało poczucie winy, że naraziła na szwank zdrowie swoich przyjaciół. Mieli się tu zrelaksować, odpocząć od tych wszystkich akcji z Londynu. Mieli po prostu zaczerpnąć świeżego powietrza i zwolnić bez strachu, stresu o życie. Brenna miała nabrać sił i wyzdrowieć, a zamiast tego została bardziej poturbowana. Zżerało ją to od środka i ledwo powstrzymała się od płaczu, aby jeszcze bardziej nikogo nie martwić. Co ona sobie myślała? Lepiej było, gdy nie wychodziła z apteki, gdy siedziała tam i robiła swoją monotonną, nudną pracę z dala od przyjaciół i rodziny. Wszystko psuła. 

Wysiadła z maszyny, czuła lekkie zawroty głowy, ale ogólnie była stabilna. Podeszła do Brenny i Erika, aby obejrzeć ich stan zdrowia.

– Mam ze sobą eliksir wiggenowy, nie macie żadnych ran, jesteście na pewno cali? Ja przepraszam, nie spodziewałam się… – popatrzyła na traktor w zastanowieniu. – Nie, nie powinno. Ktoś w tym maczał palce. Hamulec powinien zadziałać, a druga sprawa urządzenia mugoli nie działają same, potrzebują kogoś, kto będzie tym manewrować – wyjaśniła.

Rozejrzała się dookoła jakby szukając jakiegoś intruza, który mógłby grzebać przy maszynie i dostrzegła tylko swojego kuzyna. Zmarszczyła brwi, ale nie była pewna.

– Młody! – krzyknęła za nim, a chłopiec przybiegł natychmiast.

– Mogę jechać teraz z wami? – zapytał patrząc na nich wyczekująco.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Avelina Paxton (2259), Brenna Longbottom (2240), Erik Longbottom (1546)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa