Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic
Podróż minęła spokojnie. Avelina jak zwykle niewiele mówiła, ale zdołała z siebie wyrzucić co nieco o swoich dziadkach. Henry Paxton był stolarzem, gdy jeszcze miał siłę i sprawność wykonywał najlepsze meble z drewna w okolicy, w której mieszkał. Często sprzedawał je również do jednego ze sklepów w Londynie. Avelina ma od niego w domu fotel bujany, na który jej babcia zrobiła miękką poduszkę z kocykiem. Marcella Paxton była krawcową, ale szyła jedynie ubrania dla sąsiadów. Głównie zajmowała się gospodarstwem, gdzie mieli własne kury, kaczki, gęsi, indyki, a także krowy i świnie. Do tego jedno duże pole ze zbożem i drugie z ziemniakami.
Gdy wysiedli na peronie odebrał ich mężczyzna, który miał siedemdziesiąt lat, ale nie wyglądał na swój wiek. Miał siwe włosy, był zdecydowanie bardziej umięśniony niż można było się spodziewać po dziadku. Był wysoki na prawie dwa metry. Stary Paxton trzymał się naprawdę dobrze i nie zamierzał odchodzić na drugą stronę w najbliższym czasie. Był żwawy, wesoły, a jego poczucie humoru łapało się pod kategorie tego czarnego. Czasami walił sucharami, które powodowały, że ludziom zasychało w gardle i nie za bardzo wiedzieli jak zareagować. Był zdecydowanie przeciwieństwem Aveliny, ale jej rodzice również nie byli do niej podobni. Avelina już wspomniała o tym, że Henry ignorował fakt, że jego syn i wnuczka byli czarodziejami. Miał też żal do swojego syna, że nie zamierzał zająć się ich gospodarstwem, bo nie za bardzo chciał oddawać te tereny w ręce dzieci swojego brata. Był jednak szczęśliwy, że mógł gościć tutaj swoją wnuczkę – liczył, że może ona będzie chciała tu kiedyś zamieszkać. Avelina czasami się nad tym zastanawiała, ale nikomu o tym nie mówiła. Odwiedzała to miejsce raz w roku na wakacje. Czasami zostawała na dwa dni, a czasami nawet na miesiąc jeśli mogła.
Marcella była za to niską, drobną, starszą kobietą, która patrzyła na każdego z ciepłem i po prostu miłością. Mimo złamanej nogi przygotowała dla każdego obfity posiłek, chodziła po domu i wycierała kurze wspierając się na kulach. Nie chciała siedzieć na miejscu i Avelina również to po niej odziedziczyła, bo sama również nie mogłaby leżeć i się nad sobą użalać. Zapewne jakby była po jakimś wypadku nadal siedziała by w aptece i sprzedawała eliksiry.
Następnego dnia Henry nie dał im odpocząć. Oczywiście Brennie kazał odpoczywać, bo Ave wspomniała mu o tym, że dziewczyna niedawno spadła ze schodów i powinna trochę odpocząć, więc jej dawał lżejsze zadania, ale według Paxtonów na choroby zawsze dobra jest praca. Avelina i Erik musieli zająć się stodołą, gdzie trzeba było zrobić miejsce na nowe plony, które pojawią się niebawem, a potem przetransportować traktor na jedno z pól, gdzie coś miało zostać posiane, ale nie Paxton mówił tak szybko, że połowy nie można było zrozumieć. Avelina wiedziała, gdzie ma stać traktor, ale totalnie nie pamiętała jak się go prowadziło. Siedziała w nim tylko kilka razy jak miała szesnaście lat i niby dziadek ją uczył, ale nigdy nie przywiązała do tego wagi.
– Dobra, możemy przejechać się traktorem. Powinien stać koło sadu – powiedziała, gdy w stodole było wystarczająco miejsca. Zaprowadziła ich na miejsce, a przy traktorze kręcił się już kuzyn Aveliny.
– Mogę jechać z wami! – zawołał, gdy Ave wyciągnęła kluczyk ze swoich ogrodniczek.
– Nie możesz Dan, jesteś za mały – odpowiedziała to samo, co jej dziadek, gdy sama była w jego wieku i chciała jechać z nim na pole. Wsiadła na miejsce kierowcy, kazała jeszcze Danowi iść sprawdzić, czy babcia czegoś nie potrzebuje i wsadziła kluczyk w odpowiednie miejsce. – Ostrzegam was, że jechałam nim tylko parę razy jak miałam 16 lat, ale nie wydawało się być to nic trudnego. – Niestety Henry nie chciał dopuścić Aveliny do głosu i nie wytłumaczył co ma zrobić, aby nim pojechać. Zaczęła szperać w jednym miejscu obok drzwi i wciągnęła z niego starą, pożółkłą książeczkę, która była instrukcją do traktora. Jej dziadek nigdy takich rzeczy nie wyrzucał, a trzymał to tam dla jej ojca, gdyż opowiadał nie raz jak jej tata zniszczył mu jeden ciągnik, bo nie było do niego instrukcji. – Hah… dziadek serio nie żartował, że ma tu instrukcję – zaśmiała się, bo była podpisana dla mojego kochanego syna, bo nie stać mnie na drugi traktor. Podała książeczkę Erikowi. – Czytaj.