• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 8 9 10 11 12 … 16 Dalej »
1969 / Make peace with your broken pieces

1969 / Make peace with your broken pieces
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#1
07.10.2023, 23:12  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.07.2024, 18:42 przez Mirabella Plunkett.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono osiągnięcie - The Edge - Piszę więc jestem
Make peace with your broken pieces
Wrzesień 1969 roku
Flynn Bell & @Alexander Bell

Chciał z nim porozmawiać od dłuższego czasu, ale jak miał zacząć? Był tak bardzo nikim, jak tylko się dało, a jednocześnie wciąż sprowadzał na nich kłopoty, więc powinien przynajmniej o tych kłopotach opowiedzieć - o niebezpieczeństwie i ciemności, jaka się za nim ciągnęła, o obłąkanej Fontaine, która zamierzała zrobić wszystko, żeby tylko do niej wrócił lub pożałował ucieczki. Tak, powinien to zrobić, powinien go ostrzec, póki było tutaj spokojnie, a on zmącił ten spokój jedynie swoim denerwującym usposobieniem, ale jak...

Jak się zaczynało rozmowy? Jak się rozmawiało?

Pierwszy tydzień z Bellami spędził na doprowadzaniu ich do szału idiotycznym zachowaniem. W drugim tygodniu przypomniał sobie, że wcale nie musi tutaj przyjmować permanentnej pozycji obronnej - to zaś zaprowadziło go do tego, że przestał odzywać się wcale. Aktualnie był to jego ósmy dzień kompletnego milczenia. Na pytania odpowiadał co najwyżej skinieniem głowy. Miał wrażenie, że kiedy przestał kłapać dziobem, starsi Bellowie wreszcie przypomnieli sobie o tym, kim ten cały Flynn w ogóle był - opryszek w skórzanej kurtce to była jakaś nowość, cichy chłopak niemówiący nic, komunikujący się ze wszystkimi przez brata, któremu szeptał na ucho - to już było coś, jakieś wspomnienie. Ktoś go nawet skojarzył ze słodyczami, więc pewnego dnia obudził się z czekoladką na poduszce, co było miłym gestem, ale pierwszą myślą, jaka nawiedziła jego głowę, było potencjalne skażenie jej trutką na szczury, bo tak się kiedyś Fontaine rozprawiła z naukowcem niechcącym wydać jej pozwolenia na podrobienie dokumentów.

Nie miał swojego wozu. Miał takowy otrzymać w przyszłym tygodniu. Spał na podłodze wozu Alexandra, któremu próbował za wszelką cenę nie przeszkadzać w pracy. Wychodził wcześnie rano, wracał wieczorem. Nie wytrzymywał siedzenia z innymi Bellami, bo bardzo źle czuł się w grupach, odchodził więc zwykle gdzieś daleko, gdzie mógł siedzieć sam i palić. Wiedział, że brat go obserwuje, śledzi spojrzeniem kierunki jego wędrówek. Nie wiedział za to tego, o czym myślał. Nie potrafił odczytać nic z jego spokojnej twarzy, a może po prostu bał się tego. Odpowiedź na pytanie co myśleli o nim inni, spływała po nim jak woda po kaczce. Ale kiedy chodziło o opinię Alexandra, sprawa zmieniała się diametralnie - on miał znaczenie, na nim mu zależało. Dlatego nie pytał.

Ale kiedyś musiał to milczenie przerwać.

Jak się rozmawiało?

Nie wiedział. Był przerażony, zaciskał palce na kocu, którym był przykryty i próbował ułożyć w głowie cokolwiek, cokolwiek czym mógłby zacząć. Może słowa wyleją się z niego same, może dalej jakoś pójdzie... Było cholernie ciemno, ale światło księżyca wpadające przez okno oblewało zarys leżącego na łóżku mężczyzny na tyle wyraźnie, żeby można było wyobrazić sobie pozycję, w której leży. Z ręką pod głową, z podkulonymi nogami. Nie spał. Myślał o czymś. Ewentualnie nie mógł zasnąć, bo Flynn wiercił się niemożebnie.

- Al - wydusił z siebie wreszcie, a potem głos ugrzązł mu w gardle. Głośno przełknął ślinę. - Śpisz? - Zapytał, bo nawet jeżeli nie spał, to mógł chcieć udawać, że śpi. - J-jest c-coś ważnego i j-ja ci tego n-nie pow-wiedziałem.

Pracowałem dla złych ludzi. Oni mnie szukają. Zabiłem jakieś dziesięć osób. Chyba nie powinienem tego mówić Layli. Strasznie tego żałuję. Widziałem, co dzieje się z ludźmi, którzy mordują za pomocą magii. To nie jest dobry widok.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#2
08.10.2023, 12:05  ✶  
Los bywał przewrotny, a każdy kolejny rok spędzony w cyrku tylko potwierdzał tę regułę. Czasami pławiliśmy się w bogactwie, czasami marnieliśmy z głodu, czasami przyjmowaliśmy pod dach dawnego brata jak gdyby nigdy nic. Braliśmy na klatę to, co dawał nam świat, ale w imię czego? Jaką cenę za to płaciliśmy? Albo mieliśmy zapłacić?
Starałem się o nim nie myśleć, o tym Flynnie przebrzydłym, ale nie byłem w stanie, szczególnie że spał zaledwie kilka metrów ode mnie. Nie miałem ostatnimi czasy zbyt wielu okazji do snu, a te ostatnie skrawki skradał mi umiejętnie, kiedy zastanawiałem się, czy dobrze robiliśmy, że go tu przyjęliśmy. Powodów ku utrapieniom miałem wiele. A to własną dumę i ból, dawną stratę, zdradę i porzucenie. A to niewiadomą, bo tylko sam diabeł musiał wiedzieć, co też Flynn miał w głowie. Miałem cyrk na głowie i nie mogłem pozwolić by coś nam się stało przez jakieś jego fanaberie. Obserwowałem jego krzykliwą naturę, stwierdzając, że się zmienił, bardzo zmienił... Ale potem zaczął milczeć, zamknął się w sobie jak dawniej, ale obawiałem się z kolei, że to nie było to te same zamknięcie co niegdyś. Może to gra? Cyrkowa sztuczka? Milczał jak świat tuż przed burzą, a kiedy ta w końcu jebnie to nie pozbieram się, na bogów tu przysięgałem pradawnych, że się nie pozbieram.
Więc na co mi tu był ten Flynn? Tylko powodował we mnie zawały serca, kiedy oddalał się poniekąd niepostrzeżenie. Śledziłem go kątem oka. Serce waliło mi jak opętane, wstrzymany oddech zatykał gardło. Bałem się, że znowu odchodzi. Że znowu mnie porzuca, zostawia. Dla sieroty to podwójny cios poniżej pasa, kiedy opuszczał cię również brat, kompan, przyjaciel, który miał być przy tobie po kres świata. Gdzie się podziały te wszystkie obietnice?
Nie miałem na to wszystko głowy ani siły. Księżyc świecił, wpadał do środka przez okna. Nawet nań nie patrzyłem, odwrócony w drugą stronę. W pełnie księżyca czułem się dobijany dwuktornie, trzykrotnie, dziesięciokrotnie. Chciałem już zasnąć, zamknąć oczy i odpłynąć do krainy snów, ale zamiast tego w głowie miałem Flyna i cały cyrk, wszystkie jego nierozwiązane problemy i księgę rachunkową.
A jeszcze usłyszałem w głowie Al i już myślałem, że wyobraźnia znowu płata mi figle, wyobrażając sobie naszą rozmowę po raz setny... Ale nie, to nie było tak. To był cichy szept Flynna. Tak na serio.
- Nie śpię. Księżyc znowu mnie dobija - odszepnąłem, żeby zataić całą naszą rozmowę przed światem, przed losem, który już wyciągał swoje macki po nasze serca. Czułem to. Wydarzy się katastrofa, prędzej czy później. - To powiedz. Co jest takiego ważnego? - zapytałem, nawet się nie ruszając na swoim miejscu, wciąż skryty za swoimi plecami, w ciemnym kącie wozu. Kiedyś, w takich momentach zbieraliśmy się oboje pod kocem i wyznawaliśmy zmory naszych dni, ale teraz? Nie wiedziałem, czy Flynn jest tym samym człowiekiem co niegdyś? Czy może już kimś innym? Przez pierwsze dni po jego powrocie zastanawiałem się, czy byłby w stanie wbić mi nóż w plecy. Miał ku temu sposobności, ale nie zrobił tego, więc obstawiałem, że jednak nie byłby do tego zdolny.

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#3
09.10.2023, 10:08  ✶  
- Znowu? - Jego głos zabrzmiał tak cicho, że nawet w tej ciszy był ledwo słyszalny. Bo się trochę załamał tym, jak te słowa zostały ujęte - jak oczywistość - ale Flynn nie pamiętał, albo nie wiedział, czy powinien znać tutaj jakiś dodatkowy kontekst. Czy naprawdę oddalili się od siebie tak bardzo?

Tak, idioto, z twojego powodu. To była tylko i wyłącznie twoja decyzja.

- Al - przerwał ciszę, jaka znowu pomiędzy nimi zapadła - b-bo ja ci nie powiedziałem, dlaczego stamtąd u-uciekłem. Moja... Ta, z którą tam żyłem, zmieniła się nie do poznania. Zawsze robiłem dla niej złe rzeczy, robiłem straszne rzeczy w jej imieniu, ale wtedy stawała naprzeciw równych sobie. - A przynajmniej równych w zepsuciu. - ⁣ Tylko, że ona z czasem upadła tak nisko, zrobiła się na tyle zepsuta, żeby zabijać ludzi z czystej zazdrości. Nawet takich niewinn- - nnych, chciał dokończyć, ale już nie potrafił. Wydusił to z siebie wszystko na jednym tchu, wyjątkowo niezrozumiale, a na końcu głos całkowicie utkwił mu w gardle. I łatwo było wyczuć, że nie działo się to przez strach, Flynn się tego co mówił... po prostu wstydził. To był ton człowieka muszącego przyznać się do błędu, chcącego się wyspowiadać, chociaż wiedział dobrze, że nawet jeżeli przeprosi, to nic nie zmieni w tym co zdążył po drodze zniszczyć. Mosty, które spalił, miały pozostać spalone. Budynki, które wysadził, miały pozostać ruinami pokrytymi prochem. Mógł się nad nimi już tylko pochylić i przyznać przed samym sobą, jak bardzo tego wszystkiego żałował.

- N-nie mogłem tak żyć, więc uciekłem, ale ona mnie teraz szuka i...

Słychać było, jak się na tej podłodze wierci. Musiał leżeć w ubraniach, bo łańcuch przy jego spodniach obił się o ziemię i zabrzęczał dźwięcznie.

- Al, ja nie jestem pewny, czy powinienem tu być.

Może powinienem się po prostu przyznać i iść za to wszystko do więzienia. I ile by dostał? Pewnie dożywocie, albo go po prostu skażą na pocałunek Dementora, przecież kogoś takiego jak on nie opłacało się utrzymywać w jakiejś zamkniętej placówce. A jakby wyszedł, to co? Al czekał na niego z dziesięć długich lat, czy przegryzłby kolejnych trzydzieści, czterdzieści? Czekałby tutaj, w tym łóżku, tak po prostu?

Nie, nie miałby już do czego wracać.

@Alexander Bell


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#4
09.10.2023, 20:04  ✶  
Obawiałem się, że jednak Flynn przez te lata o mnie zapomniał, wykreślił ze swojego życia całkowicie, a jego powrót kompletnie nie był uwarunkowany naszą relację. Zapewne lata temu mamiłem się pięknymi wizjami naszego braterstwa, naszej wspólnej przyszłości w cyrku. To wszystko, cały ten czas był tylko ułudą, którą karmiłem dziecięcy umysł, a wszystko potwierdzało mi jedno pytanie - Znowu? Gdyby Flynn był mi bratem, tym bratem-bratem z dawnych lat, to pamiętałby. Na bogów by pamiętał. Pamiętałby wszystko, bo ja pamiętałem o nim.
Ale on nie pamiętał.
Pewnie staczałbym się właśnie w odmętach swojego umysłu, ale Flynn tu był na podłodze i zamierzał się rozwinąć ze swoją niezbyt przyjemną historią. Nie wiem, czy chciałem tego słuchać, szczególnie że opowiadał o swoich... kochankach? Przełknąłem ślinę, bo miałem wrażenie, że się uduszę. Już nawet nie chodziło o to, że robił złe rzeczy, bo od zawsze był narwany, niespokojny, nienasycony. Rozchodziło się o to, że zostawił mnie tu, nas tu zostawił samych sobie i układał sobie życie na nowo, a jak przestało się układać, to wrócił. Uciekł tym razem od niej. I to z całym swoim kolorowym bagażem!
I żałował. Nie mogłem nie usłyszeć, że żałował... Przynajmniej tych niewinnych dusz.
Ech, miałem niezły mętlik w głowie. The Edge przyniósł nam do domu dodatkowe zmartwienia, mi przyniósł. I tak nie było za ciekawie, właściwie próbowałem odnaleźć jakiś ład, stabilizację, ale za każdym razem coś mi umykało, coś się nie stykało, nie domykało. Tully zostawił mnie z tym wszystkim samego, jeszcze nie tak dawno... Jakby wczoraj, a teraz, kiedy jeszcze nie zdążyłem znaleźć złotego punktu, już dochodziły kolejne sprawy. Zadawałem sobie pytania, wcześniej i teraz też. Jak żyć? Jak to ogarniać? Jak nie zginąć?
Czasami miałem wrażenie, że to jakiś żart, zły sen, że to wszystko, cały ten cyrk spoczął na moich barkach. Czemu ja? Dlaczego ja? Nigdy nie byłem ani najbardziej waleczny, ani najsilniejszy, ba!, z lękiem wysokości, wrażliwym żołądkiem i słabością do takich szemranych typów jak Flynn.
Miałem ochotę skulić się jeszcze bardziej, tak bardzo aż w końcu pęknie mi kręgosłup. Nie wiem, czy to było fizycznie możliwe. Elaine nie pękał, a robiła z ciałem już naprawdę skrajne pozycje. Chyba byłem więc zgubiony?
Poruszyłem się niespokojnie na swoim miejscu, po czym po prostu usiadłem. Choć próbowałem to w sobie tłumić, to denerwowało mnie to niemożebnie. Flynn mnie denerwował, dlatego go uderzyłem tego pierwszego dnia. Bez słowa, a mogłem mu powiedzieć wiele. Wpierw zniknął, zostawił mnie samego, później tu wracał, jak się okazuje z paskudnym ogonem gdzieś tam za sobą, a na dodatek mówi mi, szepcze przejęty, że ON NIE JEST PEWNY, CZY POWINIEN TU BYĆ.
Tak, choć bardzo nie chciałem tego robić, to nie patrzyłem już na ścianę. Obróciłem głowę w prawo by wpatrywać się we Flynna. Niezależnie od tego, czy leżał, czy siedział, czy dalej bawił się w muchę obijającą się uciążliwie o deski, zamierzałem, chciałem, myślałem, że będę się w niego wpatrywał ze wściekłością. Ale KURWA nie mogłem, bo był moim robakiem. Był jak taka pluskwa, co chce czmychnąć w najczarniejszy kąt, kiedy tylko wyczuje czyjąś obecność. Z drugiej strony brzęczał nad uchem uciążliwie i był kąśliwy momentami... Jak komar. Teraz z kolei jak mucha, a może bardziej jak mocarny karaluch. Kto normalny spał z łańcuchami u pasa? Ale to był Flynn. Momentami bywał nieprzejednany jak osa, kiedy stawał w mojej obronie. Ja to pamiętałem.
Byłem cholernie zmęczony. I z tych wszystkich emocji aż zachrypłem, musiałem odchrząknąć.
- Flynn, odpowiedz nam lepiej, czy chcesz tu być? - zapytałem przyciszonym głosem. Nie byłem pewny, czy chciałem znać odpowiedź na to pytanie, ale patrzyłem na niego bezradnie, rozebrany z wszelkich sił, a jeszcze ten księżyc... Bezczelnie świecił mi po twarzy.

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#5
11.10.2023, 02:26  ✶  
Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie całkowicie szczerze. Nie dlatego, że nie cenił sobie cyrku, że Bellowie nie mieli dla niego żadnego znaczenia. Mieli dla niego znaczenie ogromne, wspominał ich często, nigdy się tak naprawdę od nich nie odciął, nawet mimo wielu lat spędzonych na życiu w stolicy i byciu niezwykle przejętym jej sprawami.

Ale czy chciał tu wrócić? Czy chciał tu być? Nie wiedział, bo on generalnie nie wiedział, czego chciał od życia. Mógłby go teraz zalać całkiem żałosną historią w tym temacie, bo o tym jak mało oczekiwał od życia, dowiedział się z rok lub dwa temu, kiedy jeden z jego minionych kochanków zafundował ich dwójce bilety do słynnego, londyńskiego Gabinetu Luster. Pośród wielu dziwacznych zwierciadeł ukazujących zakrzywiony obraz rzeczywistości, znalazło się wiele takich całkowicie magicznych, zaglądających w ludzką duszę i wydzierających z niej najbardziej skrywaną prawdę. Flynn szybko zorientował się, po co właściwie został tutaj przyprowadzony, kiedy owy chłopak, trzymając go za rękę, wskazał palcem na jedną z tafli i powiedział, że widzi tam ich, razem, starych i szczęśliwych. I oczekiwał pewnie, że Flynn również zobaczy coś równie romantycznego, bo napis na ramie był dość oczywisty - „zwierciadło pragnień”. Według ulotki miało pokazywać najsilniejsze, najbardziej skrywane potrzeby duszy. Jemu natomiast pokazało rozmyte, czarno-białe plamy, w których rozpoznał kilka znajomych kształtów, żadnych konkretów.

Istnieli ludzie, którzy widzieli tam, jak udało im się zwojować cały świat. Istnieli tacy, którzy widzieli się tam po prostu szczęśliwych. A on... on nie zobaczył nawet tego. On był tak bardzo nikim, że nie zobaczył tam nic.

Nie potrafił skłamać. Nie chciał odpowiedzieć na to pytanie prawdziwie. Obszedł je więc bokiem.

- Tęskniłem za tobą.

To było krótkie, precyzyjne, nadawało jego powrotowi jakiś głębszy sens i było pozbawione fałszu, ale nie poruszało tematyki jego nieistniejących pragnień. Al nigdy nie był głupi, więc wątpliwe było, żeby tej manipulacji nie wyłapał - zwłaszcza że kiedy się podniósł do pozycji siedzącej, to mógł dostrzec, że Flynn nie tylko sypiał z łańcuchem przyczepionym do spodni - on spał z całym swoim rynsztunkiem. Ubrany, obładowany w przedmioty, które mógł szybko chwycić, z butami zaraz obok niewygodnego posłania. Wyglądał tak, jakby kładł się z myślą, że zaraz będzie musiał się stąd zerwać, jakby nie mógł nie być gotowy do natychmiastowej ucieczki.

- Nikt nie mówił do mnie po imieniu od kilkunastu lat...

Bo tam był przecież kimś innym.

- Błagam, każ mi stąd iść i nie wracać, albo powiedz, że wszystko będzie dobrze, nawet jeżeli to paskudne kłamstwo - mówił przez zaciśnięte zęby, ale nie ze złości, a z narastającej wewnątrz paniki. Wraz z kolejnym brzdęknięciem łańcucha, skulił się bezradnie, wciąż leżąc na podłodze. Miał zamknięte oczy.

@Alexander Bell


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#6
11.10.2023, 21:07  ✶  
Nie oczekiwałem TAKIEJ odpowiedzi na to pytanie. On mi tego nie ułatwiał, niczego nie ułatwiał. Czułem tylko coraz większe, cięższe kajdany na sobie. Otaczało mnie więcej i więcej łańcuchów. Zaraz wrzucą mnie do przeźroczystej skrzyni, ciasnego akwarium na ludzi wypełnionego po brzegi wodą i będzie tylko chlup. The end. Koniec. Może i Flynn by się w tym odnalazł, bo ewidentnie nie przepadał za ścieżkami wytartymi, tylko tymi dojebującymi. Prowadził mnie nimi za rękę, udając, że wszystko gra, że jest świetnie i bawić się będziemy tak, że hej! Tylko czemu tonąłem?
Przetarłem twarz dłonią i pozwoliłem sobie na to, wiedząc, że Flynn nie patrzy. Nie chciałem by to widział, tę słabość we mnie, słyszał szybsze uderzenia serca. Byłem zmęczony, pragnąłem zasnąć i spać tydzień, a zamiast tego miałem milion rozterek do rozwiązania, które będą mnie męczyły coraz bardziej i bardziej, póki nie stanę im naprzeciw. Wiedziałem to, więc byłem tym bardziej zmęczony.
Tęsknił za mną, a ja za nim również tęskniłem. Ale niestety stałem się kimś innym, a przynajmniej starałem się zostać kimś innym, lepszym, bardziej rozsądnym i odpowiedzialnym. Z głową na karku zamiast pod pachą. Co się z tym wiązało? Wyrzucenie stąd Flynna? Ale on może wcale nie chciał tu być? A może nie wiedział, czy chce tu być? Może nie był pewny, czy w ogóle powinien być gdziekolwiek? To byłoby bardziej do niego podobne, bo był z niego taki kurwikleszcz, co wie, że będzie musiał ugryźć, ale się zastanawia, bo nie wie, czy chce to zrobić. Flynn, człowieku... Czemu nie dorosłeś?
Chętnie by się wstało, podniosło go, potrząsnęło albo wgrało nowe myśli, jakąś iskrę życia w tego chłopaka, ale niestety to tak nie działało, a przynajmniej nie miałem takiej mocy, a też myślę, że to nie byłoby w porządku. Flynn cierpiał. Ja go znałem. Ja pamiętałem.
- Flynn... Hej no! Pewnie, że będzie dobrze! I nie kłamię, chodź tu do mnie... - odezwałem się delikatnie, by go nie spłoszyć. Dla niego wykrzesałem w sobie optymizmu, życia. Flynn bywał ostry jak brzytwa, ale nikt nie brał pod uwagę tego jak to ostrze brzytwy się gięło, jakie było delikatne pod siłą. Flynn się giął. Potrzebował czyjejś wiary w lepsze jutro, bo sam jej nie miał. To co, że kłamałem? To co, że barwiłem mu oczu jak też prosił? Ważne, że to mówiłem, powtarzałem, szeptałem. Nic nie będzie w porządku, ale co mogłem poradzić? Po prostu próbować ocalić kolejną zagubioną duszę. Szczególnie, że tą duszą był mój dawny brat.
- Tylko zdejmij te żelastwo, spodnie. Czy ty śpisz z nożami w kieszeni? - zapytałem przyciszonym, cierpliwym głosem, patrząc tak na niego i unosząc z zaproszeniem kołdrę. Może bardziej niż ja jego, on bardziej obawiał się nas? A może tego kogoś, kto ostrzył sobie pazury na niego? Na nas? Na cyrk?

@The Edge
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#7
14.10.2023, 13:59  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2023, 13:59 przez The Edge.)  
Ale on był głupi. Ale to wszystko było głupie. Mógł nie zaczynać tej rozmowy, mógł ugryźć się w język, to by teraz nie musiał udawać, że jest w stanie wydusić z siebie cokolwiek, że wcale nie zaciska rąk na tym kocu, bo inaczej trzęsą mu się, jakby był na głodzie. Takie zwierzenia były absolutnie wszystkim, czego unikał. Nienawidził być tak obnażony ze swoich słabości, po to zresztą kiedyś uciekł, żeby zacząć wszystko od nowa - jako człowiek bez żadnego bagażu. Ale tego bagażu się chyba nie dało tak po prostu pozbyć, albo on się do tego zupełnie nie nadawał, bo go serce aż piekło kiedy słyszał głos Alexandra. Kilkanaście lat życia jako ktoś zupełnie inny, żeby teraz leżeć na podłodze i płakać za swoim smutnym, marnym dzieciństwem.

Ale myślenie o nim ciepło nie było do końca fair. Sam sobie na to wszystko zapracował, działając w pełni świadomie i ta świadomość złych czynów, jakich się dopuścił w ostatnich latach, dyszała mu teraz nad głową bardzo głośno. Ujął to wszystko w tak delikatne słowa, jakby był tu ofiarą. Mydlił Alexowi uszy jakimiś tekstami o tym, że nie chciał zabijać dobrych ludzi, ale co z tymi złymi, co z tymi, którym zniszczył życia. Alexandra musiało posrać już zupełnie, jeżeli go zapraszał do siebie do łóżka, chyba że robił to po to, żeby skrócić jego męki i przydusić go do materaca poduszką. No bo przecież on na to wszystko nie zasługiwał.

- Ze wszystkim - odpowiedział krótko. Jakby się przyjrzeć, to faktycznie nie ściągnął do spania nawet butów, bo poza butami Alexandra, żadne inne nie stały przy wejściu do wozu. Flynn położył się tak, jakby w każdej chwili miał być gotowy do wstania i wyjścia chuj wie gdzie i na ile.

Poruszył się raz jeszcze. Otworzył oczy, zeszklone od zbierających się w nich łez i zaczął wpatrywać się w to zaproszenie do bliskości, na którą nawet w minimalnym stopniu nie zasługiwał. Gdyby był normalny, to pewnie od razu by odmówił, bo potrafił wyczuć niezręczność sytuacji, nie należał do ludzi ślepych, ale od dawna pierwszy był do składania ludziom niemoralnych propozycji. Chociaż nie dostrzegał już w czymś takim scen z dzieciństwa, kiedy leżeli razem pod kocami i opowiadali sobie głupie historie, a drugi Bell najpewniej traktował to wyłącznie jako opiekuńczy gest, Flynn zwyczajnie nie byłby sobą, gdyby nie chciał z tego skorzystać. Podniósł się do siadu, może nawet by wstał, gdyby go nagle nie zastopowały obawy wybijające się na pierwszy rząd jego rozmyślań.

- Dlaczego ty mi dalej ufasz, Al?

Dość miał już nazywania samego siebie gnidą, więc darował sobie wymienianie wszystkich swoich grzechów od początku, ale...

- Przyszedłem tutaj bez niczego oprócz kłopotów, a ty mnie tak po prostu przyjmujesz z powrotem, wpuszczasz do swojego łóżka. Czemu?

@Alexander Bell


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#8
15.10.2023, 15:13  ✶  
Wielokrotnie wyobrażałem sobie naszą pierwszą rozmowę po jego powrocie, ale ilekroć prób by nie podjął, nie mogłem sobie wymyślić takiego obrotu spraw. Chciałem go przeklinać, wyzywać, wypędzać, może bić ponownie po twarzy, zamiast tego czułem się totalnie rozbrojony, kiedy leżał tam taki przerażony. To błąd, to mój jebany błąd, że miałem słabość do takich robaków jak on, ale niezależnie od tego, ile razy sobie to powtórzę we własnej głowie, to nic nie zmieni. Wiedziałem, że te wyzwiska nic nie zmienią, mimo to cisnęły mi się na język, a ta opcja z poduszką i przyduszaniem była całkiem kusząca.
Ale nie zrobiłbym mu tego, bo go kochałem. I jakaś nadzieja na faktycznie lepsze jutro obudziła się we mnie, kiedy Flynn drgnął i usiadł, i myślałem sobie, że to super sprawa, że teraz znowu będziemy teamem doskonałym, ale... się zawahał. Bał się? Może serio się bał? Był jak taka styrana przez życie, wymemłana wiewiórka z ogonem oblepionym gównem i pokaleczonymi pazurami. Widziałem kiedyś taką. Śmierdziała gównem słonia, bo właśnie do jego klatki wpadła.
- Bo jesteś moim bratem - odparłem na jego pytania, bo co mogłem rzec? Wydać gadkę motywacyjną, na którą nie miałem teraz siły? Powiedzieć, że w sumie przez te kilka dni zastanawiałem się, czy mnie nie zabije, ale ok, nie zrobił tego, więc jesteśmy po tych przeżyciach niczym stare małżeństwo? Albo przyznać się, że po prostu jestem kretynem, który przygarnie nawet takiego robaka jak on?
Przygarnąłem wtedy tamtą wiewiórkę, próbowałem się nią zająć, ale ona uciekła i potem zobaczyłem jej truchło w rynsztoku. Nie chciałem tam zobaczyć ciała Flynna. Za każdym razem, kiedy przemykałem szemranymi uliczkami, kiedy bywałem w spelunach i takich tam... Miałem ten obraz wiewiórki przed oczami i szukałem spojrzeniem, czy on tam gdzieś nie leży, ale nie leżał. Może właśnie dlatego otwierałem w jego kierunku ramiona, on je jakby przyjął zapewne też dlatego, ale oczywiście dalej się zastanawiał, czy je przyjąć. I tak dalej, i tak dalej, to samo koło niczym koło fortuny. Byłem pewien, że jak Flynn by nim zakręcił, to wypadłaby mu najgorsza opcja z najgorszych możliwych.
- Flynn... Przyjmujesz zaproszenie albo nie. Drugi raz nie zapytam - odparłem mu już tym razem niecierpliwie, bo świecił ten paskudny księżyc, bo był środek nocy, bo nie chciałem go pytać o to, czemu się wahał z moimi zaproszeniami, a od jakieś szmaty przyjął bez zawahania, zostawiając za plecami całą swoją rodzinę. Kochałem ludzi, kochałem przebywać wśród nich, ale tej kobiety, tej baby, co mi zabrała brata, nigdy nie pokocham. Nawet nie polubię. Nie będę tolerował. Zarzekałem się z tym na bogów.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#9
16.10.2023, 03:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.10.2023, 03:41 przez The Edge.)  
Na pewno nim był? Na pewno można było nazwać swoim bratem kogoś, kto potrafił tak po prostu wyjść stąd i nie wracać nie przez godziny, nie przez dni, tylko przez lata? Nigdy się z nimi nie kontaktował, nigdy ich nie odwiedził. Czasami nawiedzali jego myśli, ale i tak jego kroki nie skierowały się tam, gdzie akurat rezydowali Bellowie. Jaki był z niego brat - stał się bardziej duchem, jakimś wspomnieniem, które Alexander musiał pielęgnować w sobie na tyle silnie i długo, żeby nawet teraz ulegać jego wpływom.

- Tak - powiedział szybko, wcale nie chciał, żeby ta okazja rozpłynęła się w powietrzu tylko dlatego, że zadał pytanie, a ruina jego moralności krzyczała, że nie wolno mu tego robić. - To znaczy przyjmuję. - Nad konsekwencjami dla swojej psychiki mógł się przecież pozastanawiać jutro.

Flynn otarł twarz rękawem, ale chwilę później po policzku potoczyła się kolejna ze słonych łez. Zanim wstał, dał sobie równo trzy długie sekundy na to, żeby się uspokoić. Ani mu to nie wyszło, ani nie było trafne, kiedy drugi Bell narzekał mu na to, że się niecierpliwi, ale było mu to potrzebne - ten jeden, głęboki wdech, zanim podniósł się z miejsca i spojrzał na Alexandra z góry. Zwykle, kiedy się tak nad człowiekiem stało, to pewnie oczekiwało się utworzenia pomiędzy wami oczywistej dynamiki, ale Flynn czuł się kompletnie inaczej, niż podpowiadała tutaj wyobraźnia - wcale nie wydawał się być większy, wcale nie wyczuwał ze swojej strony dominacji - jakoś tak się nawet zgarbił, stojąc niezgrabnie na swoich nieco chuderlawych nogach. Pochylił się na moment, ściągając buty, z których na podłogę wypadł scyzoryk. Miał coś chyba w skarpetkach, ale je też ściągnął. A później, kiedy się znowu wyprostował, wlepił swoje puste spojrzenie w Alexandra i rozpiął rozporek skórzanych spodni. Po wyrazie jego twarzy łatwo było zorientować się, że dostrzegał w tym zarówno tani erotyzm, jak i ogromny absurd sytuacji, ale brnął w to i tak - po chwili zarówno te spodnie, jak i pasek do którego przypinał swoje noże, zsunęły się z niego z głośnym brzdęknięciem. Sekundę później dołączyła do nich bluza. Stał teraz obok bałaganu. Pozostawił wszystko porozrzucane. Koc, którym był przykryty, wymięty, odepchnięty w bok, leżał w tej scenie gdzieś pomiędzy wszystkim.

Chciał go jakoś zaczepić. Na usta cisnęło się wiele słów, którymi w takich sytuacjach częstował innych, ale ostatecznie wydał z siebie tylko jakiś karykaturalny dźwięk, brzmiący trochę jak „ngk”, kiedy położył się wreszcie obok i szybkim ruchem zakleszczył palce swoich dłoni na jego przedramionach, jakby chciał zatrzymać go w miejscu, na wypadek gdyby to wszystko okazało się być głupim żartem.

@Alexander Bell


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Alexander Bell
And I can't let go when you still need saving.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Spokojny, uprzejmy, pomocny. Wysoki mężczyzna o atletycznej sylwetce, zazwyczaj ubrany w luźne, wielobarwne, bawełniane koszule. Miewa zarost na twarzy, zależny od stopnia zapracowania. Kiedy trzeba, potrafi zniewolić uśmiechem. Oczy i włosy brązowe.

The Overseer
#10
18.10.2023, 21:27  ✶  
Oglądałem tę zbieraninę, a właściwie rozbieraninę, Flynna niczym przedstawienie cyrkowe, bo inaczej nie mogłem tego określić. Nawet nie byłem w stanie, jakiś speszony czy cokolwiek, odwrócić wzroku, bo każde kolejne żelastwo, które wypadało z jego kieszeni czy nawet skarpetek wprawiało moją w twarz, jak i zresztą całego mojego ducha, w coraz większe zaskoczenie, osłupienie, zapytanie, czy aby wszystko kurwa gra, bo to nie było normalne. To nie było nawet odrobinę zdrowe. Ok, zawsze miało się jakąś broń pod orędziem, żeby w razie czego przepędzić jakiegoś złodzieja, jeśli ktoś wniósł alarm, ale cały swój dobytek w kilku łachmanach?
Pamiętałem swoje załamanie, kiedy Flynn mnie opuścił, zostawił samego, prawdopodobnie bez pożegnania. Szukałem jakichś oznak jego istnienia, ale wszystko było puste, jak gdyby nigdy go tu nie było, jakby nie istniał i był tylko moim wymyślonym przyjacielem, którego miałem nieprzyjemność posiadać. Wszyscy go znali, wszyscy się wokół śmiali, że spierdolił i zginie marnie ten cichy chłopaczyna, bo jak on sobie w tym wielkim świecie poradzi, a mi do śmiechu nie było, bo byłem jego wsparciem, jego druhem, jego kontaktem ze światem.
Zacisnąłem w niezadowoleniu zęby, ale cierpliwie czekałem aż to przedstawienie się skończy i będę mógł iść spać. Przez myśl mi nawet przeszło, że niepotrzebnie go tu zapraszałem, że to był błąd, pomyłka i tak dalej, tak dalej, ale... Kiedy tak spojrzałem na porzucony przez niego koc, to na powrót wróciło do mnie, ta litość i miłość, bo ja byłem pewien, że on wcale nie chciał źle. Albo się okłamywałem, że wcale nie chciał źle.
A może chciał? A może obawiał się, że ja chcę źle? Bo inaczej czemu chwyciłby moje przedramiona w silny uścisk?
Tak spojrzałem na to bezradnie, na te nasze ręce. Nie miałem pojęcia, w jaki sposób to określić, do jakiej kategorii zachowania przykleić. Flynn może był jak taki zdziczały kociak? Może lata temu go nieco oswoiłem, ale kiedy na te lata stracił kontakt ze mną, być może z całym światem, to na powrót zdziczał? Albo go niepotrzebnie usprawiedliwiałem? Może był wariatem...? Ale wtedy to mógł być moim wariatem, prawda?
Cóż, przemknąłem tak spojrzeniem, a to na nasze splecione? ręce, a to na jego twarz. I tak kilka razy, ale niezależnie od tego, jak bardzo intensywnie bym nie myślał, to nic nie miało dać.
- Co znaczy ngk? - zapytałem, bo nie miałem pojęcia, co w takiej sytuacji zrobić, o co zapytać. Wariat jak nic. Może zaraz rzuci się na mnie z nożem? Albo zacznie okładać pięściami? Być może po prostu bał się mojego dotyku i dlatego blokował moje ręce by nie wyciągały swoich macek w jego kierunku? Czy wystarczyło więc powiedzieć, że nic mu nie zrobię? Zapewnić, że wszystko będzie okej?
Cóż, może po prostu być szczerym? I zjebać go przy okazji, że mnie zostawił...?
Pokręciłem tylko głową i spojrzałem ostatecznie w jego oczy. Tak hipnotycznie trochę może, bo niektórzy mi mówili, że wysysałem im dusze. Osobiście uważałem, że to raczej były oczy, te moje oczy, przyjaznego pieska, takiego kundelka z ulicy, co nikomu krzywdy nie zrobi.
- Czy ty się mnie boisz? - zapytałem, próbując cokolwiek wyczytać z jego oczu, ale nie byłem w tym za dobry, więc potem kończyłem jak kończyłem. - Nic ci nie zrobię... Już nic ci nie zrobię - odparłem i zaraz poprawiłem się, bo przypomniało mi się o tym jak go uderzyłem pierwszego dnia. Uważałem, że mu się należało, ale jednocześnie miałem z tego powodu wyrzuty sumienia. Hm. Może chodziło właśnie o to, o tę paskudną scenę? Ale wiedział, musiał chociaż pamiętać to, że nie byłem jakiś typ agresywny.
Leżał, więc pochyliłem się jeszcze bardziej nad nim. Chciałem zmniejszyć dzielący nas odstęp, ale może to nie było dobrym pomysłem. Pewnie pomyśli, że chcę go udusić albo co...?
- Puść moje ręce, Flynn. Nic ci nie zrobię. Serio. Dotknij mnie, gdzie tylko chcesz. Ja ci ufam i nawet nie drgnę - odparłem do niego spokojnie, zmieniając tym samym strategię. Może niech się oswoi? Niech pozna? Trochę jak te dzikie zwierzęta, taki tygrys choćby. Miły kotek, ale mógł dziabnąć, czując się zagrożonym. Mimo wszystko jednak moje ręce nie drgnęły nawet o milimetr, jeśli mnie puścił.

@The Edge
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Edge (5365), The Overseer (6255)


Strony (3): 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa