• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia [09.06.1972] Walia | Tylko nie z moją kuzynką!

[09.06.1972] Walia | Tylko nie z moją kuzynką!
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#1
12.10.2023, 15:09  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.06.2025, 23:47 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Leviathan Rowle - osiągnięcie Piszę, więc jestem

Timmy długo wpatrywała się w otrzymany od przyjaciela list. Trochę dopatrywała się w nim ukrytego w głoskach żartu. Trochę doszukiwała się wskazówek krzyczących na nią zrozpaczone „przyjaciółko w niedoli, mrugam dwa razy! Porwano mnie i wpędzono do niewoli, ratuj!”
Właściwie, wszystkie te elementy w liście znalazła. Ale żaden nie odkręcał postawionego przed nią faktu – Leviemu przypisano narzeczoną. Levi miał się żenić i to nie był (najprawdopodobniej) żart. Nie odkryła jeszcze przed samą sobą rodzaju ani kalibru emocji, które zaczęły w niej kiełkować. Powoli i niespiesznie, bo z trawieniem uczuć od zawsze radziła sobie nadzwyczaj opornie.
Pocieszała się, iż to jak najbardziej normalne być bardziej zgaszonym niż radosnym, przecież sam mężczyzna musiał być w podobnym nastroju, a kto jak nie najlepsza przyjaciółka zrezonuje to co w tobie najgłębiej siedzi. Ale z każdym krokiem stawianym w kierunku kominka, przestawała tracić pewność siebie. Pewność, że go starannie pocieszy i wypłucze z rodzących się obaw. Bo na pewno je posiadał, prawda?
Ze wszystkich sił chciała żyć teraźniejszością. Może i jej ulotnością, może kruchością, ale i namacalnością. To co działo się teraz było stałe, konkretne i realne. Przyszłość zaś miała nieść wszystko co dobre i elektryzujące. Haczyk tkwił w tym, że we wszystkich tych planach, nawet ich najmniejszych zakamarkach, zawsze był Levi. Ten sam, niezmieniony, nawet dwadzieścia lat do przodu o tym samym szerokim uśmiechu i migoczącym spojrzeniu. Był jej rodziną, a rodzina, tak jak na portrecie, powinna zostawać taka sama. 
Ale teraz miał zakładać swoją własną, a ona miała go przekonać, że to dobry pomysł. Tak przynajmniej planowała, bo o ile wyjątkowo lubowała się w planowaniu przyszłości, to nie potrafiła w niej czytać.
Może to i dobrze.
Ku jej uciesze, po drugiej stronie kominka powitał ją skrzat Leviego. Uciesze, jako że dało jej to czas na przepracowanie i skrojenie gratulacji na takie, które brzmią prawdziwie oraz przekonująco.
Ze zdenerwowania i kluski zasiadającej na dnie żołądka, zaczęła obgryzać paznokcie.
Poprowadził ją na zewnątrz, po czym zniknął prędko jak zjawa, którą w gruncie rzeczy mógł być. Nie przeszkadzało jej czekanie - na pewno nie w asyście tak pięknego widoku, jaki się właśnie przed nią rozpościerał. W Snowdonii góry wznosiły się jak tytani, ich szczyty całowały bajkowe chmury, a krystaliczne jeziora odbijały ich bezmiar. Słońce, już czerwcowe i natarczywe, delikatnie muskało jej odkryte ramiona; wiatr, dużo chłodniejszy niż ten przemykający po rozgrzanych ulicach Londynu, ostudzał je przy bardziej gwałtownym porywie. Na pewno nie ostudzał jej myśli, ale na to nie było niestety żadnego znanego lekarstwa.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#2
14.10.2023, 02:01  ✶  
Absolutnie nie miał zamiaru zakładać nowej, swojej własnej rodziny, bo tak którą już posiadał, wystarczała mu w pełni. Podobało mu się jego miejsce w świecie, tak samo jak i podobali mu się ludzie, którymi się otaczał, a w których gronie znajdowała się Septima. Podobnie jak ona widziała w swojej przyszłości jego, tak i on za każdym razem gdy myślał o swojej, dopatrywał się tam jej sylwetki. Jej rola nigdy nie była do końca sprecyzowana, zmieniając się czasem, ale zawsze była obecna gdzieś obok niego.
Wizja zawarcia małżeństwa, całe te jego domysły i plany nieco psuła. Czuł, że stanięcie na ślubnym kobiercu z jakąś kobietą zwyczajnie ograniczałoby obecność Ollivander w jego życiu w sposób, który absolutnie mu się nie podobał, bo nie był jego wyborem. To tak, jakby ktoś nagle wyrwał mu z rąk trzonek od miotły, na której właśnie leciał i musiał zdać się całkowicie na te dziwne obce decyzje.
Timmy powitał skrzat, zaraz jednak teleportując się sprzed jej nosa i pojawiając obok Leviathana, informując go o przybyciu gościa. Zaraz więc kobieta usłyszała kroki, kiedy przeszedł obok domu z tyłów, uśmiechając się do niej lekko. Porwał ją w objęcia, zamykając w mocnym, przyjacielskim uścisku i na moment podrywając z ziemi.
Jej widok sprawił, że zrobiło mu się nieco lepiej na sercu, chociaż na twarzy wciąż znajdował się pewien posępny cień, czający się w kącikach oczu czy ust.
- Dziękuję, że pojawiłaś się tak szybko - jego ton był miękki, a jego spojrzenie uciekło tylko na chwilę, kiedy skinął głową na skrzata, dając mu znać, że może sobie już iść. - Tak sobie pomyślałem, może pójdziemy nad wodę? To krótki spacer, a nie wydaje się, żeby pogoda miała wywinąć jakiś nieprzyjemny żart, co ty na to? - i było w jego słowach chyba trochę nadziei, bo mimo że teoretycznie nie powinien się nudzić, przez ostatnie dni, to miał wrażenie że od wczorajszego dnia tak dobrze znane cztery ściany jego domu zdążyły mu tylko zbrzydnąć.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#3
16.10.2023, 01:07  ✶  
Septima przytuliła przyjaciela i poklepała go krzepiąco po plecach. Z jej ust uciekać już miały słowa otuchy, ale to jego wypowiedź wybrzmiała pierwsza w powietrzu.
— Jasne! Chodźmy nad wodę — "i utopmy się w niej razem" chciała głupio zażartować, ale nie tyle ugryzła się w język, co nie chciała atmosfery niepotrzebnie obciążyć. Nawigacja emocjami nie przychodziła jej lekko. Może dlatego dobrze się dogadywali — nie przytłaczała go nadmierną rzewliwością i melancholią. Nie ocierała przy nim łez, chociaż czasem, nie przyznając się przed nikim, tego potrzebowała. Lubiła, nie, PRAGNĘŁA, tak o sobie myśleć - jako najbardziej wyjątkowej, wybitnej, inna niż wszystkie baby świata, z którymi mężczyźni musieli mieć tą nieprzyjemną styczność. Prawda była najpewniej rozczarowująca.
— Dziękuję za łuski! — Wyraziła wdzięczność gdy tylko niespiesznie ruszyli w stronę akwenu — wiem, że już ci o tym ględziłam, ale naprawdę sądzę, że kiedyś będę w stanie wyciągnąć z nich ich prawdziwy potencjał. Wciąż szukam drewna, który nie przygasi ich predyspozycji i...myślałam, że po kilku nienajgorszych próbach mam to z sosną, ale nie mogę poradzić sobie ze smołą, która kumuluje się przy pierwszych zaklęciach testowych. Po krótkim, acz intensywnym śledztwie i listach wymienionych z magizielarzem z Jugosławii, podobno jodła koreańska mogłaby być idealnym kandydatem pod to... ale to tak długa wyprawa jak na tak niepewny trop. Wolałabym teraz nie zostawiać ojca samego. Na moich kuzynach nie mogę polegać.
Szybka, cięta refleksja nasunęła, że ostatecznie nie spodobał jej się ton ostatniej wypowiedzi. Zmarszczyła nos, przetorowywując rozmowę w inne rejony.
— Wybacz, nie pomyślałam. Chyba powinnam poświęcić ten czas na zaplanowanie ci wieczoru kawalerskiego – zażartowała, całkiem lekko i zwinnie rozpoczynając Groźny Acz Konieczny Temat. Splotła filuternie dłonie i uśmiechnęła się szelmowsko. –  To co? Najpierw herbata z pączusiami z różą w Annabelle? Później może teatr kukiełkowy i kolacja... oby tylko skończyć przed dziesiątą. A może by tak zorganizować mistrzostwa układania puzzli na czas... tyle opcji, a wieczór tak krótki...
Septima była całkiem świadoma, że w porównaniu do innych (zwłaszcza tych nowych) znajomych Leviathana musiała być uznawana za skończoną nudziarę. Nie topiła smutków w alkoholu ani innych tego typu używkach, nie grywała w pokera, z facetami trzymała się (czasem) za ręce, a z Macmillanowych orgii jeśli już siłą zaciągnięta to uciekała, tak jakby chorobą weneryczną miała zarazić się drogą kropelkową.
Nie ganiała też za szlamami i nie rzucała w nich kamieniami.
Albo czymś dużo gorszym.
Prowadziła się dobrze, może za dobrze, ale gdyby coś miała w swoim życiu zmienić, nie uczyniłaby tego. Przynajmniej aż do dziś tak by było.
Uśmiech trochę zbladł na jej kredowej twarzy; wzrok opuściła przed siebie. Musiała zapytać.
— Levi, jak się czujesz?
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#4
21.10.2023, 22:22  ✶  
Może to nie było tak, że Leviathan bardzo chciał ocierać jej łzy, kiedy tylko zaszłaby ku temu potrzeba, ale też nie miał nic przeciwko. Zaakceptował w którymś momencie fakt, że oboje byli nieco toporni, jeśli chodziło o emocje i sposoby ich okazywania. Czasem gubili się w nich lub chowali w sobie, żeby tylko nie zmusić tego drugiego do znalezienia się w trudnej, niewygodnej sytuacji.
- Nie ma za co - uśmiechnął się do niej lekko, kiedy ruszył w stronę jeziora, prowadząc ją wąską, ledwo widoczną ścieżką. Chodzili nią nie raz, nie dwa i Rowle miał wrażenie, że była uczęszczana tylko przez nich. Że była świadectwem tylko ich obecności i tych sporadycznych wypadów. - A nie mogłabyś kogoś poprosić, żeby zdobył dla ciebie i przesłał próbki? - zapytał, spoglądając na nią na moment, bo większość uwagi mimo wszystko zabierała mu droga, nieco kręta i miejscami odrobinę podstępna. Przedstawione przez niego rozwiązanie wydawało mu się całkiem sensowne, jak na fakt że nie mogła, albo nie chciała aktualnie opuszczać Wielkiej Brytanii. Po prawdzie jednak, chętnie zobaczyłby ją wybierającą się w tego typu podróż, tak samo jak i siebie na tej wycieczce. Bo nawet jeśli był odpowiedzialny za rezerwat, to wcale nie było to tak, że pod jego obecność wszystko zawali się niczym domek z kart - o to dbały zastępy pracowników, którzy albo mieszkali na jego terenie, albo pojawiali się tu okazjonalnie.
Zesztywniał na moment, kiedy poruszyła temat wieczoru kawalerskiego. Był to niewątpliwie żart, a mimo to uderzył w jakąś dziwnie brzmiącą strunę, która tylko pogłębiła dysonans, który próbowała zamaskować. Zatrzymał się, oglądając się na nią. Na to jak uśmiecha się do niego i splata dłonie, jak gdyby nigdy nic. Nie chodziło o to, jak dziwacznie brzmiały jej propozycje, bo w gruncie rzeczy bawiły go. Tak samo pączki nadziewane różą, jak i teatr kukiełkowy, który zaproponowała. Tak, to samo przytoczenie tego tematu nieco go wybiło z rytmu, bo chyba spodziewał się, że mimo zaproszenia jej tutaj w wiadomym celu, mógł tak samo łatwo opóźniać poruszenie tego tematu, jak i może nawet całkowicie go uniknąć.
Nie skomentował tego co powiedziała, zaciskając minimalnie usta, obracając to wszystko w głowie bardzo, ale to bardzo powoli. W końcu jednak padło pytanie, na które musiał odpowiedzieć. Jakoś. Zawahał się wyraźnie, ale ostatecznie postanowił nie kłamać.
- Bywało lepiej - wyciągnął do niej rękę, żeby pomóc jej zejść z jakiegoś większego ustępu. - Zwyczajnie się tego nie spodziewałem. Myślałem, że mam więcej czasu, albo nawet że mam go tyle ile mi się zapragnie.
Że mamy go więcej. Pomyślał gorzko, kiedy tak na nią spoglądał. Nie chodziło o żadne romantyczne uczucie, które mogło lub nie znajdować się między nimi, a o które ktoś postronny chętnie by ich oskarżył. Problemem dla niego było to, że czuł powoli zaciskającą się na gardle pętlę, która w końcu pociągnie go w tył, dalej od niej i beztroski, której mogli się oddawać w swoim towarzystwie.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#5
23.10.2023, 23:35  ✶  
— Straciłam każdy zaufany kontakt — odparła, przypominając sobie, że właściwie to mu o tym jeszcze nie wspominała — jestem pewna, że znalazłby się ktoś kto nie przepadnie jak kamień w wodę po odebraniu zaliczki. Albo ktoś kto nie zacznie nagle wyzywać mnie od, pozwól że zacytuję i użyję tego słowa, "szmaty" i to po kilku dobrych latach współpracy. Ale może to cię nie dziwi, ja naprawdę nie znam się na zbirach.
Licząc na to, że go tym ostatnim zdaniem troszkę rozbawi, dosypała mu do tego słodko-gorzkiego wywaru kilku ziaren prawdy. Szukając znajomości i kontaktów na Nokturnie, powinna była wiedzieć, że koneksje przychodziły i odchodziły, ale do tej pory nie posiadała większych problemów w tym zakresie. Za dużo igrała z losem jak na pannę z rzekomo dobrego domu, ale bystre nurty wody nie zbaczały ze znanych sobie solidnych wyżłobień.
— Poleć mi kogoś. Albo... wybierz się ze mną.
Szczęka jej trochę zadrgała gdy wypowiedziała te słowa; z jednej strony nie chciała by wziął ją na poważnie. Z drugiej - zrobiłoby jej się najzwyczajniej w świecie przykro, gdyby złapał się za boki i ją siarczyście wyśmiał. W całym tym swoim zaabsorbowaniu nadchodzącą reakcją, nie zdawała sobie sprawy z nieświadomego okrucieństwa, jakie mogła mu zadawać. Gdyby tylko usłyszała od niego podobne słowa, serce pogalopowałoby po szynach całego ciała, zrobiłoby kilka salt, a koniec końców rozum powiedziałby, że nie, to nie jest dobry pomysł. W swojej ciasno przyszytej, septimowej rozwadze, zawsze znajdowało się drobniutkie ujście, uchybienie, które nie wiedzieć czemu, formowało się właśnie przy postaci Leviathana.
Złapała go przelotnie za dłoń, zbliżywszy się do ustępu. Droga, którą niekiedy podążali, ani nie zapraszała, ani nie odpędzała złowrogo nadchodzących wędrowników.
Trochę uprzykrzała, niczym nadąsane dziecko.
— Czy ojciec wcześniej nie wspominał niczego na ten temat? — zapytała, chociaż sama nie była przekonana czy drążenie wątku było świetnym pomysłem. Nie, najpewniej nie było, ciekawość wygrała tę walkę.
— Wiesz już właściwie kt-to — najpierw się zacięła jak stary gramofon, a potem urwała nagle oraz ostatecznie, zaczepiając pantofel o wystającą gałąź i tym samym, pofrunęła do przodu. Przed siebie. Na glebę, albo Rowle'a, trudno stwierdzić, bo zamknęła oczy, tak jakby na ślepego nic nie bolało.
Być może smocze dusze rezerwatu posiadały Leviego w swojej opiece.
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#6
09.11.2023, 03:25  ✶  
Prychnął nieco rozbawiony pod nosem, na wzmiankę o zbirach. Faktycznie, ostatnie czego się po niej spodziewał, to była znajomość półświatka czy umiejętność trafnego oceniania, który człowiek mógł do niego należeć. Prawdę powiedziawszy, to pewnie nawet gdyby jej tak dobrze nie znał, to dość szybko zaszufladkowałby ją w tej kwestii, bo Septima zwyczajnie... nie wyglądała. I to pod całym wachlarzem względów, począwszy od urody jaką dysponowała i kończąc na tym, jak właściwie się zachowywała.
Zawahał się na moment, wyraźnie kalkulując w tym momencie, czy faktycznie jest absolutnie poważna w tym co właśnie mówi. Może zwyczajnie mógł jej pomóc; pociągnąć za parę sznurków, rozeznać się w sprawie na własną rękę i poszukać kogoś, kto za jego wstawiennictwem nie wystawi jej do wiatru. Nawet kiwną głową do własnych myśli, uznając w duchu, że było to wykonalne.
- W sumie czemu nie, wspólna wycieczka nikomu raczej nie zaszkodzi - odpowiedział mimo wszystko, uśmiechając się do niej lekko i w żadnym wypadku nie mając zamiaru jej właśnie wyśmiewać. Świat się przecież nie skończy, jeśli zniknie z rezerwatu na jakiś czas - ten mógł bez niego funkcjonować bardzo dobrze. Czy był to natomiast dobry pomysł? Oczywiście, że nie. Coś gdzieś w środku krzyczało jeszcze żartobliwie, że ten moment aż prosi się o to, żeby dodać z pełnym przekonaniem ucieknijmy razem. Ale niestety, Leviathan był doskonale świadomy tego, że ucieczka nie leżała w jego interesie. W charakterze z resztą też nie.
- Mój ojciec - Rowle skrzywił się lekko, z pewną dozą zrezygnowania - Nie zwykł rozmawiać ze mną o wielu sprawach. Raczej realizuje własne plany, z rozpędu wpisując mnie w nie bez pytania. Ale może to moja wina - żachnął się nieco. Był przyzwyczajony do tego, że o ile Lazarus już coś dla niego planował, to były to raczej sukcesy na ścieżce kariery, a nie bawienie się w swatkę i szukanie żony. Gdzieś w całej radości swojego życia zwyczajnie zapomniał, że w pewnym sensie była to jego powinność. To, by zapewnić rodzinie przedłużenie nazwiska i to u boku odpowiedniej kandydatki. Niekoniecznie tej, którą właśnie trzymał za rękę, a przynajmniej nie spodziewał się, że Ollivander przypadła staremu Rowle do gustu. Nie wątpił w to, że ojciec mógł mieć świadomość tego, że Timmy była dla niego bardzo ważną osobą, ale zapewne nigdy nie brał jej za coś, czym musiałby się martwić kiedy zajdzie taka potrzeba.
Trzymająca ją dłoń pociągnęła ją do siebie lekko, kiedy straciła równowagę, bardziej nadając jej nieco inna trajektorię, niż brutalnie zmieniając cały kierunek jej lotu. Levi zrobił błyskawicznie krok, wyciągając w jej stronę drugą rękę i łapiąc ją w swoje objęcia, by przycisnąć do piersi mocno. Wcześniej podał jej tę dłoń przezornie, znajdując aktualny fragment ścieżki nieco zdradliwym, więc teraz, kiedy Septima zwyczajnie na niego poleciała, zachwiał się. Chciał cofnąć nieco, by utrzymać równowagę, ale zamiast tego jego własna stopa osunęła się i już nie było dla nich jakiegokolwiek ratunku. Rowle zaklął jeszcze, a potem już całkiem przewrócili się, on na ziemię, a ona w jego objęciach - na niego.
- Cholera - stęknął, czując jak jakiś korzeń nieprzyjemnie wżyna mu się w plecy. Przez moment patrzył na korony drzew, wznoszące się ponad nimi, w końcu jednak przenosząc na nią zatroskane spojrzenie. - Nic ci nie jest?
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#7
14.11.2023, 02:31  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2023, 02:37 przez Septima Ollivander.)  
W sumie czemu nie, wspólna wycieczka nikomu raczej nie zaszkodzi.
Uśmiech uplótł jej usta i przez chwilę nawet zdołała zapomnieć, że świat poza tą eskapistyczną baśnią istnieje. Zastanawiała się co czyhało w jego głowie, co dokładnie wplątywało się w myśli, które w powietrzu nigdy nie wybrzmiewały. Bo wiele rzeczy w życiu Leviego osunięte było płaszczem enigmy, a może po prostu nie do końca rozumiała mechanizmów bogatych, czystokrwistych rodzin ze skorowidza.
— To nie twoja wina — westchnęła, choć nie do końca wiedziała co miał na myśli — wiem, że Garrick niczego nie zaaranżowałby za moimi plecami, ale z drugiej strony zastanawiam się czasem, czy tak nie byłoby... prościej.
Bo wybrałby dobrze, chciała dodać, ale tak nie uczyniła. Wstydziła się tego wyznania i nawet z nie do końca dobrze wykalibrowanym systemem pojmowania zachowań i sytuacji społecznych, wiedziała że z desperacją nikomu nie było do twarzy. Ale Timmy nie do końca się tak czuła; pragnęła przede wszystkim wolności i trwania w swojej codziennej zwyczajności. Tworzenia w warsztacie, pisania, głupich podróży i jeszcze głupszych wypadów na Nokturn. A Garrick z pewnością zadbałby o to by żadna z tych rzeczy nie zniknęła z jej życia - no może poza Nokturnem.
Sekund poprzedzających upadek nie do końca zarejestrowała; najpierw leciała ku niemu, ale ciało nie zatrzymało się na dobre w objęciach Leviego, tylko zmiotło mężczyznę do tyłu niczym kula uderzająca w samotny kręgiel.
Było coś przyjemnego w lądowaniu na ciepłej, męskiej i wyrzeźbionej klacie, nawet jeśli ta klata należała do Leviego i cała ta fala przyspieszonego pulsu wymieszanego z dziwnym zamroczeniem tylko sprawiała, że czuła się niesamowicie speszona. Utknęła w tej pozycji na więcej sekund niż powinna, po czym odlepiła głowę od biedaka, acz niezbyt sprawnie (coś niepokojąco chrupnęło). Kiwnęła głową na zadane pytanie, bo więcej nie była w stanie z siebie wskrzesić pod odstrzałem jego smoczych źrenic. Fascynowały i otępiały, ale przyłapując się na bezczelnym gapieniu się w ich gęstwinę, zalewało ją strapienie oraz troska, na które nie mogła sobie teraz pozwolić.
Trochę nieudolnie, acz z werwą upartości udało jej się wyguzdrać i stabilnie stanąć na nogach. 
— Przepraszam, to nie mój dzień, jestem jakaś rozkojarzona — przemamrotała, próbując wyjść z tej sytuacji nie jak skończony przegryw. Wyciągnęła ku niemu dłoń, a raczej obie, by uniknąć kolejnego upadku.
— A tobie nic nie jest?
Otrzepała najpierw jego, potem siebie, wyciągnęła również różdżkę do naprawy lekko podartej sukienki, która najpewniej zahaczyła o cięższą gałąź. Przebadała go w poszukiwaniu zadrapań, ale na pierwszy rzut oka nic nie zobaczyła.
A może wolała mu nie patrzeć pod koszulkę.
Dotarli do jeziora niedaleko potem, buźka Timmy zdążyła już nabrać normalnych barw, wyzbywając się buraczano-malinowego odcienia. Zbliżając się ku tafli akwenu, stwierdziła iż wyczerpała limit podstawowych temat i mogła uderzyć w meritum.
— Wiesz już kto to? Poznałeś ją wcześniej?
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#8
02.12.2023, 05:11  ✶  
Tak, to nie była jego wina. I Levi był tego bardzo dobrze świadomy, ale gdzieś w pewnym momencie pojawił się ten zdradliwy, cichy podszept, który podawał w wątpliwość to, czego do tej pory był absolutnie pewien.
- Mama wrażenie, że może gdzieś po drodze poczułem się zbyt swobodnie. Że powinienem sam o tym pomyśleć wcześniej - bo przecież mógł się spodziewać, że należąc do czystokrwistej rodziny, ktoś oczekiwał od niego wywiązania się z obowiązku i przedłużenia nazwiska. W którymś jednak momencie życia chyba poczuł się zbyt komfortowo w swoim kawalerskim stanie, dodatkowo czerpiąc z niego pełnymi garściami i zwyczajnie nie przejmując się niczym.
- A co? - uśmiechnął się do niej zaczepnie. - Aż tak śpieszna ci do małżeństwa? - uśmiech tylko pogłębił się, kiedy wybrzmiało ostatnie słowo, a jego spojrzenie na moment utkwiło się w jej oczach z wyraźnym zainteresowaniem. Żartował, oczywiście, bo Septimy w roli rozochoconej małżonki nigdy sobie nie wyobrażał, ale gdzieś pod tym całym rozbawieniem przez jego głowę prześlizgnęła się myśl, czy jej słowa nie znaczyły że czuła się samotna. W ten konkretny, swoisty sposób, który zapełniała fizyczna, intymna bliskość drugiego człowieka.
Tak samo jak zdecydowanie przyjemne mogło być lądowanie na męskiej klacie (nie tylko ona w sumie miała takie zdanie), tak różnie urokliwe było uczucie złapania w ramiona tego kobiecego, nawet jeśli wywalało się właśnie na plecy. Na całe jednak nieszczęście, w tym konkretnym przypadku było nieco inaczej, bo Rowle był święcie przekonany, że oprócz korzenia, wbijał się jeszcze jej łokieć i kolano ułożyło się zdecydowanie w zbyt niebezpiecznych rejonach, które w każdej innej sytuacji można by było traktować jako zaproszenie do wygłupów zupełnie innej kategorii. Bardzo się teraz modlił, że w całym tym swoim podnoszeniu się z niego, Septima przypadkiem nie wykonała ruchu, którego przyjdzie mu bardzo żałować.
Jego ręce przez dłuższą chwilę nie poluźniły obronnego uścisku, w jakim ją zamknął, po części i bojąc się, że wykaże się kolejnym pokazem braku koordynacji ruchowej, a po części chłonąc ciepło i miękkość jej ciała. Wyczuł ten charakterystyczny, intensywny zapach wiśni, jaki zawsze ją otaczał i po głębszym oddechu wzdrygnął się, odchylając głowę ku tyłowi, byle dalej, mocniej wciskając potylicę w ziemię i wreszcie też rozluźniając ramiona i puszczając ją wolno.
Pozbierał się zaraz za nią. Pośpiesznie, może nawet odrobinę nerwowo, kryjąc to jednak za chęcią otrzepania się z piachu, igliwia czy innej leśnej ściółki.
- Nie, raczej jestem cały - odpowiedział, uśmiechając się przy tym zapewniająco, jakby chcąc w ten sposób wzmocnić swoje słowa. Ale chyba faktycznie, pomijając nieco obolały bok czy plecy, nie stało mu się nic, co można by określić jako warte zawracania sobie głowy.
Dalszy ich spacer, na całe szczęście, przebiegł im spokojnie. Po prawdzie też nie zostało im wiele i połyskująca w słońcu tafla jeziora szybko wyjrzała zza konarów drzew, które je otaczały.
- Ja nie. Ale może ty ją znasz? Nazywa się Sarah Macmillan. Parę lat od nas młodsza, z tego co się orientuję, ale oprócz tego to nie wiem o niej za wiele. Nie zagłębiałem się w to jeszcze.
Ćma
So here we are reinventing the wheel
Ambition tearing out the heart of you,
Carving lines into you
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Smukła, dość wysoka jak na kobietę (172cm), niewyróżniająca się z tłumu. To co zapamiętasz po kilkusekundowej migawce, to jej ciemne włosy i jasne oczy. Jakiego koloru? Tutaj już poeci i ewentualni adoratorzy mogą się popisać, my sobie nie będziemy tym głowy zawracać. Włosy, naturalnie przypominające puchową szopę, ujarzmia zaklęciami wygładzającymi. Niewielu wie, że jest pół-człowiekiem pół-pudlem, bo ten rytuał pielęgnacyjny odprawia już od 10 roku życia (dziękuję ci, świętej pamięci mamo!!) W półmroku całkiem ładna, ale dużo traci w starciu z bezlitosnym słońcem. Ujawni sińce pod oczyma i bladą, nawet trochę szarą cerę. Czasami nakreślą się na licu jakieś inne kolory, ale musiałbyś kazać jej się przebiegnąć, albo porobić kilka pajacyków (może też wtedy zemdleć, więc to ryzykowna gra). Nie potrafi ubrać się stosownie do okazji. Jeżeli widzisz ją paradującą w drogiej, czarodziejskiej szacie i długich kolczykach, to całkiem prawdopodobne, że nie idzie na randkę, ale po ziemniaki na ryneczku. Głos ma raczej niższy, niż wysoki, ale wyjątkowo młody, trochę nawet dziecinny. Uśmiecha się często, ale raczej nie do ludzi. Trochę ekscentryczna, może nawet dziwna, ale JESZCZE nie świr, którego omija się okrągłym łukiem. Zawsze pachnie wiśnią. Prawdziwą czy jakimś syntetykiem magicznym, nikt nie jest w stanie stwierdzić.

Septima Ollivander
#9
18.12.2023, 17:07  ✶  
Aż tak śpieszno jej do małżeństwa?
Absolutnie nie było i choć rozumiała, że próbował jedynie żartobliwie zagrać jej na nerwach, to pierwotną reakcją na te słowa było wywrócenie oczyma.
— Kobietom pewnych rzeczy nie wypada bez pierścionka, wiesz?  — nie uściśliła jakich, bo na zabawę w aktywistkę nie miała ochoty, a zwierzać się z lubieżnych pragnień nie miała zamiaru (bo kto normalny by się do tego przyznawał na trzeźwo). Nie postrzegała się również za feministkę, uważając świat za niejednolity oraz niesprawiedliwy pod każdym kątem; każdy nosił swój krzyż, niektórych był co prawda cięższy niż innych, ale była to rozprawka na inną porę.
I tak dalej człapali w kierunku jeziora. Oboje obolali, ale chyba nie wystarczająco ojojani, bo przyłapała go na próbie rozmasowania prawej łopatki. I barku. I chyba również szyi, która również Septimie dawała się we znaki. Kontynuowałaby tak dalej wyboistą drogę opatulona wyrzutami sumienia, ale Levi wypuścił na reszcie tajemnicę, której była od początku ciekawa, ale nagle zaczęła żałować próby jej odkrycia.
Sarah Macmillan.
Milczała długo, próbując pozbierać poszatkowany umysł z tacy.
— No właśnie widzę, że się jeszcze nie zagłębiłeś — odpowiedziała w końcu, surowo, szarpiąc przy tym za głoski — moja matka była Macmillan. Sarah jest moją kuzynką.
Sama nie wiedziała z której strony nadchodziło to ukłucie rozżalenia — z faktu, że nie pamiętał podstawowych detali z jej życia, czy z faktu, że jego przyszłą żoną miała być mała kuzynka Sarah. Ale przecież nie mogła być już małą dziewczynką i choć Timmy nie zdołała obliczyć jej prawdziwego wieku, przekonana była, że ledwie skończyła dwadzieścia lat.
Dlaczego akurat ona? Nie potrafiła wyłowić rdzenia sensu odpowiedzi od razu, ale jej myśli nie goniły już za logicznymi faktami. Myślała tylko o tym jak bardzo do siebie nie pasują i jak wielką krzywdę wyrządzały im ich rodziny. Nie znała ojca Leviego na tyle dobrze, by oskarżać go o szaleństwo, ale czym kierowało się wujostwo? Czy Sara nie posiadała własnego wybranka? Urocza i towarzyska, nie powinna była mieć problemu...tak jakby to wszystko od niej zależało, ale Ollivanderówna nie orientowała się w politycznych mariażach.
Kolejne kroki jej ciążyły, słowa wiązały w gardle, powstrzymując się od niemiłych określeń. Bo nic, co jej na język przychodziło, było ładne, miłe i wspierające.
— To dobra dziewczyna, wiesz? — powiedziała w końcu z pretensją w głosie. Dobra, a może za dobra?
dragonborn
Ruthlessness
is mercy upon ourselves.
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
właściciel rezerwatu, smokolog, magizoolog
Mający 187cm, o atletycznej budowie ciała i ciemnych włosach. Porusza się ze specyficzną dla niego manierą, która zdaje się przypominać gady; zastygnięty w bezruchu, jakby wyczekiwał potknięcia, obserwując z uwagą otoczenie, tylko po to by nagle zareagować i wprawić ciało w ruch. Posiada parę blizn na ciele, pozostawionych przez spotkania ze zwierzętami. Plecy, lewą stronę obojczyka i ramię pokrywa drobna, szarawa łuska, a jego oczy posiadają pionowe źrenice i trzecią powiekę. Zawsze towarzyszy mu któryś z jego smoczogników.

Leviathan Rowle
#10
06.01.2024, 09:48  ✶  
Spojrzał na nią z ukosa, a potem wywrócił na nią oczami, zwyczajnie nie rozumiejąc o co jej się właśnie rozchodziło. Że niby co, nie mogła mu odpowiedzieć na to głupie pytanie bez pierścionka, czy co znowu, że musiała nagle nabrać wody w usta i uciąć temat, jakby to ona była tutaj ofiarą? Nie zamierzał jej jednak przypominać, że to o niego powinni się aktualnie martwić i wszelkie sprawy związane z pierścionkami to był aktualnie jego własny krzyż do niesienia.

Trochę mu było nawet głupio, kiedy ręce same poruszały się, żeby rozmasować bolące miejsca, wciąż dające o sobie znać po upadku. Pocieszające jednak wydawało się, że i ona rozpracowywała bolące mięśnie i kości, więc w tym całym bólu znajdowali się aktualnie razem, podążając dalej ścieżynką i wreszcie docierając do rozpościerającym się przed nimi, błękitnym okiem jeziora.

Levi odetchnął, w pierwszym momencie chyba nawet nie orientując się, że Ollivander milczy, jakby widok wodnego prześwitu nadał trochę straconych sił i beztroski. Kiedy jednak się odezwała, jej słowa przywitał ze zwykłym zniecierpliwieniem.
- Wiem, że twoja matka byłą Macmillan, nie o to mi chodziło przecież - odpowiedział, krzywiąc się przy tym i w podobny sposób do niej wypowiadając słowa. Zachowywała się, jakby właśnie ją dogłębnie uraził, a przecież ani tego nie zrobił, ani nawet nie próbował. - Co miałem na myśli to fakt, że oprócz tego że jest twoją kuzynką, to że nie mam o niej bladego pojęcia. Sam mam z piątkę kuzynów po matce i to nie znaczy, że z nimi rozmawiam czy się interesuję - rzucił kwaśno, odwracając od niej spojrzenie i przemykając nim po tafli jeziora, jakby szukał tam właśnie wybawienia.

Dałby wiele, żeby odpowiedzieć na te same pytania, które teraz i Septimie plątały się po głowie, ale niestety, żadne słowa czy myśli nie było w stanie wytłumaczyć tego, co się działo. Nie znał Sary, ale był przekonany całym sobą, że to wszystko było złym pomysłem. Że jeśli nie zniszczą sobie życia nawzajem, to przynajmniej on zniszczy to, które posiadała do tej pory. Nie specjalnie, a może raczej nie perfidnie, ale w ten niedbały sposób, gdzie zwyczajnie komuś nie zależało.
- Nie wiem, właśnie w tym cały problem. I co mam z tą informacją zrobić konkretnie? - odwrócił się w jej stronę całym ciałem. Mimowolnie naśladował jej ton głosu, uderzając w pretensję, nie rozumiejąc co właściwie od niego chce. - Pochwalić ją za to przy najbliższej okazji, a może zastanowić się nad całym swoim życiem i dojść do wniosku, że nie jestem jej wart. To chcesz powiedzieć?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leviathan Rowle (3302), Septima Ollivander (3120)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa