• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Poza Wyspami v
« Wstecz 1 2
[lato 1972] Perła Morza. To, co skryte na dnie

[lato 1972] Perła Morza. To, co skryte na dnie
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#21
17.10.2023, 13:36  ✶  

Czas wydawał się lecieć wspak.

Upadł do wody i dotknął plecami dna statku. Obrzydliwa woda, brudna, śmierdząca. Cały świat rozmył się w tym syfie, który przeniknął go na wskroś dreszczem. Było coś wyzwalającego w ciszy, jaka nastała w jego uszach. W jego głowie. Przepraszam... Sól musiała być magicznym tworem - zawierała się w wodach, które pochłaniały ten świat i zawierała się w ludzkich łzach, które oczyszczały duszę i oddawały się smutkom duszy. Laurent nie był pewien, czy łzy płynęły po jego policzkach, gdy w końcu upadł. Z tego bólu, metalicznego wrzasku i żalu, który kolebał jego sercem pragnieniem, żeby połączyć się z morzem, żeby do niego wrócić, skoro tak długo był w niewoli... one były w niewoli. Koniec końców nie miało znaczenia to, czego pragniesz albo czego chcesz. Lądujesz zamknięty w ciele, które chcieli podziwiać i pragnęli trzymać na własność niezwykłą moc. Czym perły zawiniły? Czym były, albo kim były? Nie zasłużyły przecież na taki los, nie zasłużyły również na to, żeby skończyć tak marnie, roztrzaskane w drobny pył, ginąc na tym obskurnym statku. Opadanie w wodę selkie było zadziwiająco powolne, może jednak czas dla niego zwolnił? Wieczność rozciągnęła się nad nim półmrokiem, albo to ta woda przytłumiła wszystkie blaski. Była w końcu taka brudna... Mógłby mimo to tutaj leżeć. W końcu, mimo ściśniętego z żalu i tęsknoty serca, na poziomie którego zaciskał pięść bojąc się, że ten żal całkowicie to serce zadusi i przestanie bić, coś się chyba jednak udało. Kogoś ochronić.

Jeszcze przed chwilą stał na nogach. Tarcza, którą stworzył Stanley, była niewystarczająca - uderzenie magii rozbiło ją, albo po prostu nie miała szansy uchronić przed mizernie trzymającymi już Laurenta nogami. Nawet gdyby to uderzenie się nie pojawiło, chyba to wrażenie, które nim wstrząsnęło i tak ugięłoby pod nim kolana. A może by się złapał? A może Stanley by go złapał?

I dlaczego to wszystko? Przez jedne perły. Nie, przez cały naszyjnik z pereł.

Mój Królu. Jak bardzo chytrzy i jak bardzo chciwi potrafili być ludzie? Jak wiele potrafili zaprzepaścić tylko po to, żeby zyskać władzę, wpływy? Moc? Wizje pokazane przez perły przesuwały się przed nim jak klisze, jakby brał w tym wszystkim udział. Odłączył się i wyłączył od realnego świata, przeżywając tragedię ludzkiego upadku, fałszywych emocji, które pchały do pożądania przelewającego krew. Jasne oczy zaszły mgłą. Chwila, w której perły się rozsypały, była chwilą upadku Laurenta, całkowicie bezwładnego, prosto w te morskie tonie, które tak bardzo kochał.

W końcu jednak każdy czas wracał na swoje miejsce.

Jesteście wolne..? Myśli prześlizgiwały się jak ołów przelewany ze szklanki do szklanki. Gęste, pozbawione spójności, okolone tym bezwładem emocjonalnym, cielesnym i mentalnym. W jednej dłoni nadal zaciskał palce na różdżce tak mocno, że sam już nawet nie czuł tej dłoni. Ale on już niewiele czuł ze swojego ciała. Zupełnie jakby to on rozpadł się na te dziesiątki kawałków i odbił z brzdękiem od ścian. Dopiero dotyk na nodze przywołał go do tu i teraz.

Spojrzał w dół, na swoją nogę. W tym paskudztwie pływającym w wodzie, w ciemnej zieleni i brązie wody, która dawno zapomniała, czym jest prawdziwy lazur oceanów, sylwetka była niewyraźna, ale mocny uścisk nieprzyjemny i wrogi. Ciągnący go - dokąd? Otworzył szerzej oczy i spróbował się szarpnąć, kopnąć nogą dłoń paskudztwa, w pół ruchu zdając już sobie sprawę z tego, jakie to było nic nie znaczące - szarpanina ze zmarłym. Żołądek wywrócił mu się do góry nogami, zrobił prawdziwego fikołka w bebechach. Oderwał dłoń od poziomu serca i sięgnął po skórę, którą każdy selkie zrzucał przyjmując ludzką postać, by się nią okryć. I zmienić w śnieżnobiałą fokę, by wymknąć się z uścisku paskudztwa i od niego odpłynąć. Najlepiej wynurzając się przy nogach Stanleya. Jeśli po drodze zobaczy jakąś perłę do złapie ją w białe zęby.


Nie rzucam na aktywność fizyczną, żeby wygrać z paskudnikiem, ponieważ mam zawadę Słabo zbudowany - automatycznie przegrywasz porównania aktywności fizycznej.

Rozglądam się za perłami
Rzut O 1d100 - 85
Sukces!

Rzut O 1d100 - 8
Akcja nieudana


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#22
18.10.2023, 21:21  ✶  
Nie było lepiej i nie było gorzej po jego uzewnętrznieniu się, chłopiec tkwił w czarnym dymie, skupiając na sobie zaniepokojone spojrzenie Anthonyego. Nie mógł dopuścić, żeby eksplodował czy coś, a dodatkowo musiał przecież Staśkowi i Laurentowi kupić trochę czasu, aby uporali się z krzyczącymi do Prewetta perłami. Dotarło do niego, że miał bardzo nawiedzone towarzystwo. Myślał, że taka niewinna wycieczka na nawiedzony statek będzie dobrą zabawą, odskocznią od biura, galeonów i papierów, to nie, musiała przekształcić się w żywy statek grozy z obskurusem, trupami i flądrą. Zwilżył wargi w zamyśleniu, sól sprawiała, że były suche i nieprzyjemnie szorstkie, a do tego chciało mu się pić.
- Możesz wyjść stąd z nami, nie musisz tu zostać sam. Poznasz świat, w którym żyje wielu czarodziejów. Wiesz, ilu ich jest na innych pokładach, próbując pomóc? - uśmiechnął się do niego, przystając w wodzie. Spodnie nieprzyjemnie kleiły mu się do ud, zimne i ciężkie. Nagle wydarzyło się coś dziwnego, coś, co rozlało się po jego ciele gęsią skórką, zacisnął powieki, bo nieprzyjemna, wroga i niepokojąca cisza wdarła się do jego uszu, jakby odcinając go od otaczającej rzeczywistości? To ten chłopiec? Chyba nie. Wszystko wydawało się intensywne, brutalnie prawdziwe — sól, smród, przesiąknięte i skrzypiące pod stopami drewno pokładu. Wzbudzało to niepokój, sprawiło, że zacisnął mocno palce w pięść, starając się nie dać pochłonąć czarnym myślom. Ściskał też różdżkę, mocno i pewnie, chociaż przez tę chwilę, nie mógł drgnąć. Złapał głębszy oddech, zrobiło mu się duszno.
Gdy otworzył oczy, czarne perły rozbłysły dziko, a potem coś rozerwało je w powietrzu. Uderzenie w rękę było nieprzyjemne, ale próbował złapać perłę na tyle, ile mógł, aby nie stracić równowagi. Gdyby to mu groziło, natychmiast by zaprzestał, zginając nieco kolana, aby pewniej się utrzymać, gdy fala w niego uderzyła.
- Kurwa. Nic wam nie jest? - zapytał, odwracając się w stronę Staszka i... Gdzie był kurwa Prewett? Rozejrzał się nieco spanikowany. - O Merlinie, a jak się utopi albo go coś zje? Czujesz go gdzieś, nie wiem, nogami? - zapytał cicho, zaniepokojony losem członka bandy Staśka, którego woda po prostu pochłonęła. Pokręcił głową, musiał wrócić uwagą do obskurusa. - Wszystko w porządku młody? Nic Ci się nie stało?
Zapytał go łagodnie, starając się znów skupić jego uwagę, zrobić wszystko, aby powstrzymać transmutacje w dym.. A potem dostrzegł, że coś się zmieniło w dziurze, którą wcześniej blokowała magia. - Ja pierdole. - mruknął z niedowierzaniem na całą serię niefortunnych zdarzeń, która na nich spadła. Najpierw żywe trupy, potem obskurus, eksplodujące i atakujące perły, możliwy kraken w otchłani, a teraz jeszcze statek im przeciekał, a wszyscy byli u góry, - Musimy to naprawić. Myślisz, że zaklęcie pomoże, czy powinienem szukać młotka i desek? - zapytał, starając się zachować trzeźwy umysł, zarówno Staszka, jak i dzieciaka. - Znajdź Laurenta, zanim go coś zje. - poprosił typowo już kuzyna, a różdżkę nakierował na dziurę, starając się naprawić dziurę lub przynajmniej zrobić coś, co spowolni proces wlewania się do statku wody. Oby życie za życie nie dotyczyło samego statku i tego, że to właśnie ilość życiowej oraz witalnej energii osób znajdujących się na pokładzie sprawiała, że nie tonął.

Rzucam na próbę naprawy statku/zatamowania przecieku/pozbycia się wody - kształtowanie (wybrane skreślić).
Rzut Z 1d100 - 39
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 14
Akcja nieudana
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#23
21.10.2023, 18:21  ✶  

Nadal byli w tej ładowni, a Stanley stał i przyglądał się całej sytuacji. Wszystko wydawało się być na dobrej drodze, aż nagle... huk. Świat zamarł. A już na pewno ten ich, ograniczający się do tego pokładu. Oni sami, zamknięci w czterech ścianach, pogrążeni w walce z żywiołem i samymi sobą. Czy to był już koniec? Gdzie dźwięk wody, gdzie jakiekolwiek słowa jego kompanów? Nie było nic. Głucha cisza - jakby umarli. Tak to wyglądało?

Borgin wiedział, że daleko mu do ideału czy dobrego człowieka, wszak już dawno jego zmysły zaczęły stąpać po najciemniejszych ścieżkach. Ale dlaczego musiał sobie przypominać teraz o tym? Jakby zupełnie nie miał teraz ważniejszych problemów. Co teraz? Każdy oddech był jak najcenniejszy prezent, a mimo wszystko tak ciężko było go zebrać. Ta cała morska woda - to wszystko jej wina. Już nawet nie był pewien czy to co ma na skroni to ona czy pot... ze strachu, wysiłku, ze wszystkiego. Jedyne na co było go teraz stać to zaciśnięcie mocniej dłoni na swojej różdżce.

Booong Dźwięk rozłamu, coś pękło. Sztuczka zadziałała? Na pewno ale nie można było mieć nic za darmo. Energia, która została wytworzona przez rozerwanie pereł musiała znaleźć gdzieś ujście... I tylko chyba chwała Merlinowi, że nie zostali rozerwani na strzępki w tym pomieszczeniu, a jedynie zostali trochę przepchani czy dostali morską falą. Żyjemy... Stanley spiął się mimowolnie jakby to miało coś pomóc. Na całe szczęście udało mu się ustać - Chyba nie - odparł Tośkowi, wycierając twarz w rękaw, chociaż ciężko to było nazwać wytarciem, a raczej przetarciem. Koszula była już dawno cała mokra - Prewett? - zapytał nerwowo, słysząc słowa kuzyna - Laurent?! Laurent! - krzyczał, rozglądając się za nim. Nie było go... i to nie było najgorsze, ponieważ nie było też jednego z topielców - Kurwa... Rób cokolwiek! - rzucił od niechcenia w kierunku młodszego Borgina, a następnie sam się rzucił do pokonywania kolejnych metrów w wodzie. Anthony musiał sobie radzić na razie sam, ponieważ ich foczka gdzieś zaginęła w akcji.

Gdzie jesteś?! Daj znak! Nie widząc innej możliwości, skierował swoją różdżkę przed siebie i postarał się ukształtować podmuch, który rozstąpi wodę na boki aby zobaczyć co się dzieje pod taflą. Stanley liczył, że może uda się pomóc Prewettowi, wszak tamten truposz nie mógł zniknąć sobie ot tak. Wierzył, a raczej bardzo chciał to robić i liczyć, że Laurent nie spanikuje albo że nie sparaliżuje go strach - musiał walczyć jeżeli chciał wyjść stąd żywo. Nie było innej opcji jak zrobić wszystko aby uratować. W najgorszym przypadku, jeżeli zawiedzie magia, będą zmuszeni do zanurkowania, chociaż to mogło być brzemienne w skutkach.


Dwa rzuty na próbe odepchnięcia wody na boki. Korzystam z kształtowania.
Rzut N 1d100 - 80
Sukces!

Rzut N 1d100 - 63
Sukces!


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#24
24.10.2023, 23:10  ✶  
Ciało Laurenta przybrało postać białej foki, ale nim udało mu się w tej formie oddalić od żywego trupa, ten zdołał pozostawił na ogonie bolesne zadrapanie. Rozglądając się po dnie ładowni, Prewett i owszem, dostrzegł perły. Nie leżały w jednym miejscu, ale były rozrzucone w różnych częściach pomieszczenia. Pobłyskiwały w ciemnej, brudnej wodzie, ciągle rezonowały – choć teraz dużo słabiej niż wcześniej. Już nie szeptały, ale pozwalały się nieść wodzie.
Wyczarowane przez Stanleya zaklęcie podziałało. Żywy trup, który próbował pożreć Laurenta został odepchnięty. Borgin też dostrzegł u swoich stóp białą fokę.
Pomnik człowieka i obscurusa milczał, kiedy Anthony do niego mówił, ale próba tamowania statku przyniosła skutek. Magiczne łaty zasklepiły dziury. Na chwilę woda przestała się wlewać do środka.
I kiedy wydawało się, że przynajmniej na ten moment pokonali zagrożenie, stało się coś nieoczekiwanego. W ciało Laurenta uderzył ból, dużo potężniejszy niż ten od zadrapania, które zadał mu nieumarły. Poczuł się tak, jakby wokół jego serca zacisnęły się palce cudzej dłoni i zaczęły je ściskać. Brakowało mu tchu w płucach a w oczach pociemniało. Perła, którą uchwycił w zęby, wymknęła mu się z powrotem do wody albo ją przypadkiem połknął.
Stanley i Anthony również poczuli pieczenie w klatkach piersiowych. I ich serca ściskała tajemnicza ręka. I im brakowało tchu, i im ciemniało przed oczami. I oni, wreszcie upadli do wody, osłabieni walką, które toczyły ich serca z niewidzialnym przeciwnikiem. Słona woda zalała im twarze i nosy.
I kiedy już myśleli, że umrą, uścisk – tak niespodziewanie jak się pojawił, ustąpił. Serca całej trójki znowu mogły bić a im wracała energia (to znaczy wracała głównie Laurentowi, Anthony i Stanley łykali właśnie słoną, morską wodę).
Znowu coś się zmieniło na statku. Przeszła przez niego jakaś kolejna fala energii. Łaty wykształtowane przez Anthony’ego wciąż tkwiły na swoich miejscach, ale w dziurze pojawiło się wiele nowych, przez które do ładowni wlewało się teraz całe mnóstwo wody. Statek zaczynał tonąć.
Tura trwa do 27.10.2023 roku do godziny 21.00
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#25
25.10.2023, 11:18  ✶  

Wydał z siebie pisk bólu, który utonął w tej brudnej wodzie, od którego smrodu i zapachu pewnie skręciłoby mu żołądek do stopnia porzygu, gdyby tylko miał czas się nad tym zastanowić, co czuje i jakim powietrzem oddycha. Obejrzał się za siebie na trupa, wpadając jak pocisk pod nogi Stanleya. Biały - ano tak, nawet śnieżnobiała foka. Albo byłaby śnieżnobiała gdyby nie ta brudna woda, która pozostawiała swój ślad na smukłym ciele stworzenia. Prawdopodobnie najchudsza foka, jaką w życiu widział Stanley. Prawdopodobnie jedyna taka foczka na tym świecie. A może w ogóle pierwsza i jedyna, jaką mężczyzna widział na oczy. Stworzenie, które już po chwili było po prostu Laurentem, odmienionym, pod nogami Stanleya. Spojrzał na swoją nogę, po której płynęła krew, ale w dawce adrenaliny i uderzeniach bólu... w tej dawce, kiedy miał coś robić, mówić, uderzenie w serce zgięło go w pół i sprawiło, że perła wypadła na deski, teraz już nie pochłonięte przez wodę. A może ją faktycznie połknął? Grawitacja przyciągnęła go mocniej do ziemi, woda znów opadła, zalała go, przysłaniając widok na wszystko wokół. Albo to bardziej ta ciemność była kurtyną, która wszystko zasłaniała? Jak przejście na drugą stronę. Śmierć, która chciała ich zatrzymać. Z tym, że będąc w ramionach Matki Wody wszystko było lepsze i spokojniejsze. Nawet Śmierć nie wydawała się tak groźną panną, za jaką ją mieli i jaką ją przedstawiali. Oparł się przedramionami na deskach, siły odpływały, choć i tak było ich przecież tak niewiele w jego mizernym ciele. Panicznie tłuczące się serduszko w imadle tak rozpaczliwie chciało bić i nadążać za dostarczaniem tlenu, podtrzymać kruche życie. Myśli rozpraszały się i rozpierzchały. Bo nie ważne, jak bardzo to serce się starało nie było w stanie wygrać z mroczną siłą, które je zatrzymywało. Uderzało coraz wolniej. Włosy unosiły się na falach, wody przybywało, krew upływała, sól drażniła rozciętą skórę, a ciało zaczynało dryfować niemal bezwiednie w rytm tonącego statku. To już... koniec? Perły lśniły i pulsowały delikatnie w jego oczach, jakby mrugały na pożegnanie. Jakże mizerne było to zakończenie opowieści, w której mieli być bohaterami. Ale kiedy już jego powieki miały się zamknąć nastąpiła zmiana. Serce zostało uwolnione, jak perły ze swoich okowów.

Złapał Stanleya i oparł się o deski zdrową nogą, żeby unieść go na powierzchnię. Żeby mógł oddychać.

Laurent sam nabrał gwałtownie tchu w płuca i potrzepał głową, mierząc różdżką w perły - transmutacją chciał nadać jednej z nich przyciągających właściwości, aby przyciągnęła do siebie pozostałe z pereł i ułożyły się wokół niej w kulkę, aby mógł po nią sięgnąć i zabrać stąd, schować do kieszeni. Nadal nie uważał, żeby jego misja wobec nich została zakończona. Szczególnie nie uważał, żeby zostawianie ich na tym statku było bezpieczne. Pulsowanie sugerowało, że nadal była w nich moc. Jeśli nawet statek został uwolniony od klątwy, szedł na dno, to nie zamierzał pozwolić, żeby perły tu zostały i czarna magia użyła ich do... czegokolwiek. Ożycia, powstania, utrzymania się przy żywocie, przemieszczenia. Nie.

- Anthony? - Rozejrzał się za drugim druhem, gotów go również łapać pod ramię i podciągnąć w górę, albo chociaż pomóc mu się utrzymać. Przy takiej ilości wody było to jeszcze dla niego możliwe - bo to woda zabierała ciężar ich ciał. - Na górę. Lećcie... lećcie na górę. Trzeba wszystkich stąd zabrać. - Ledwo mówił, tak miał ściśnięte gardło. Cokolwiek by się nie stało on sobie poradzi. Dla Anthonyego mogło być oczywiste, że jako selkie świetnie sobie radzi w wodzie (cholera, lepiej sobie radził w wodzie niż na lądzie...), albo mogli to uznać za animagię. Tak czy siak - woda dla niego problemem nie była. Choć to też nie tak, że zamierzał tu zostawać. Sól wyjątkowo paliła go w nogę i najchętniej znalazłby się teraz daleko stąd.



Rzut Z 1d100 - 72
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 27
Akcja nieudana


○ • ○
his voice could calm the oceans.
Ogórkowy Baron
Świat nie ma sensu. Trzeba mu go nadać samemu
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stanley mierzy około metra dziewięćdziesięciu wzrostu i jest atletycznej budowy ciała. Jego krótko ścięte, zaczesane na bok ciemnobrązowe włosy okalają owalną twarz, która zrobią piwne oczy. Zawsze ma lekki, kilkudniowy zarost w postaci wąsa i brody. Na co dzień można go spotkać noszącego mundur brygadzisty. Jeżeli jednak uda się komuś go wyciągnąć na jakąś aktywność niedotyczącą pracy to przybędzie w długim, ciemnym płaszczu, a pod spodem będzie miał koszulę i najprawdopodobniej krawat. Wypowiada się w sposób spokojny dopóki nie zostanie wyprowadzony z równowagi.

Stanley Andrew Borgin
#26
27.10.2023, 21:14  ✶  

Powiedzieć, że z Laurenta była niezła foczka to jak nie powiedzieć nic. Prawdę mówiąc to był pierwszy raz kiedy był tak blisko jakiejkolwiek foki... ale nie miał teraz zbyt dużo czasu na zastanawianie się nad tą kwestią. Kiedy Laurent przemienił się z powrotem w siebie dojrzał ranę na jego kodze. Kurwa mać Tylko tego im brakowało do szczęścia w tym momencie.

Truposz jednak odpuścił dalsze starania, które miały na celu zranienie młodego Prewetta. Pytanie na jak długo taki stan rzeczy miał pozostać, ponieważ była jeszcze 3 jego kolegów i nikt nie wiedział czy i oni nie zechcą się przyłączyć do tej zabawy. Ale i Anthony spisał się na medal - załatał dziury w statku, a wszystko zaczęło się normować - stabilizować. Nadzieje rosły z sekundy na sekundę i Stanley był już krok od tego aby obwieścić ich zwycięstwo...

... i wtedy poczuł ból w klatce piersiowej. Coś, a może nawet ktoś zaczął ściskać jego serce. Nienaturalna siła, której prawie nie dało się wytrzymać. Khhrr krrhhkk... próbował wydać z siebie jakiś dźwięk ale nie było w stanie. Borgin miał wrażenie, że ten ostatni dech, który zdążył wziąć zanim zaczął umierać był jak najcenniejsza rzecz na świecie. Ze wszystkich sił starał się walczyć z tą siłą. Walczyć o każdy oddech. O każdy ruch serca. Ale to było na nic. Na każdego przychodzi w końcu jednak czas, więc i on się musiał poddać. Dalsza walka nie miała sensu - nie przynosiła sukcesów, a tylko osłabiała go. Nie było nadziei. Plusk Upadł. Zamknął oczy. Poddał się. Skoro taki los był mu pisany, należało się z nim zgodzić i pogodzić. Poczuł wodę na swojej twarzy, w ustach, w zasadzie to wszędzie. Koniec.

Los jednak grał z nimi dzisiaj w pokera. Raz im dawał, raz odbierał. Chciał im coś ewidentnie udowodnić - może przemyśleć swoje życia? Postępowania? Być może. Stanley momentalnie poczuł wolność na sercu i nie czekając na specjalne zaproszenie nabrał tyle powietrza ile był w stanie. Serce biło mu jak przy jakimś zawale, a woda starała się go wykończyć. Borgin ze wszystkich sił próbował walczyć z żywiołem i czym prędzej udać się na górny pokład zgodnie z poleceniem Laurenta - Anthk... Anthony! - krzyczał w kierunku kuzyna, walcząc z wodą, która wlewała mu się do ust - Wypier...Wypierdalamy! Szybko! - dodał, a po chwili ponownie zniknął pod falą wody jednak nie miał zamiaru się poddać. Za dużo razy miał już dzisiaj umrzeć i nie chciał ani raza więcej.

Kiedy walczył z żywiołem w najlepsze, na statku znowu coś się wydarzyło. Jakiś wybuch, eksplozja? A w raz nią kolejne tony litrów wody... Nie było na to miejsca. Trzeba było się ratować.



Próba pokonania wody i przedarcia się do schodów na górny pokład. Korzystam z aktywności fizycznej.
Rzut O 1d100 - 76
Sukces!

Rzut O 1d100 - 68
Sukces!


"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina

"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972
Kapryśny Dziedzic
"Have some fire. Be unstoppable. Be a force of nature. Be better than anyone here and don't give a damn about what anyone thinks."
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Anthony jest wysokim i dobrze zbudowanym facetem, schludnym i przeważnie elegancko ubranym, zważywszy na swoją pozycję.. Ma burzę brązowych, niesfornych włosów - delikatnie kręconych i duże oczy. Gdy się uśmiecha, czasem pojawiają mu się dołeczki w polikach i ma ten charakterystyczny, zadziorny wyraz twarzy. Lubi nosić zegarki, na palcu ma sygnet rodowy. Jeśli nie korzysta z teleportacji, spotkać go można na motorze.

Anthony Ian Borgin
#27
28.10.2023, 02:30  ✶  
Wszystko działo się szybko i chaotycznie, Tony nie był pewien, czy pilnować Laurenta, Stanleya, czy może przeklętego chłopca. Jego oczy były rozbiegane, ubranie mu coraz bardziej ciążyło i chociaż zatamowanie wody poprawiło trochę morale, potrzebował większego cudu. Nie miał pomysłu, co zrobić z perłami, skoro fakt, że były w wodzie nie ratował sytuacji i wiedział też, że zatamowanie dziury nie będzie skuteczne długo. Morze było bezwzględne, woda zimna i paskudnie słona. I nadal nie był pewien tego Krakena.
Wydawało mu się przez ułamek sekundy, że może pozwolić sobie na głębszy oddech lub przetarcie oczu, ale fala bólu, która go zaatakowała, skutecznie zgasiła jego entuzjazm. Zacisnął powieki, przeklinając pod nosem bardzo brzydko i zacisnął palce w pięści, licząc, że wbicie sobie paznokci w skórę mu cokolwiek da. Miał wysoki próg bólu, był przyzwyczajony do różnych stopni jego zasilenia, zarówno dzięki ojcowskim batom, jak i wyładowywaniu się uderzeniami. Poczucie zimna, uścisk na sercu, który zdawał się jednocześnie palić, jak i przeraźliwie chłodzić.. Umierał? Kurwa, może umrzeć, nie ma problemu, ale wolałby ze świadomością, że z jego bratem jest dobrze. I z Brenną i Atreusem. Nawet foka przyprawiała go o zawroty głowy, bo była z całej tej ekipy najbardziej nieporadna. Przygryzł wargę, walcząc z tym, co próbowało go pokonać i z paskudną wodą, która usiłowała wlewać mu się do ust. To było nierówne starcie, żywioł atakował z taką samą zaciekłością i intensywnością, jak wyobrażone sobie przez niego kościste palce, które próbowały chyba zmiażdżyć mu serce. I to gorzej niż Longbottom.
I nagle mrugnął, krztusząc się falą, gdy wszystko ustało, tak nagle, jak się pojawiło. Łapał oddech chciwie, przesuwając palcami po mokrej od potu i morskiej wody twarzy, z błyszczącymi od wkurwienia, zmęczenia i głodu nikotynowego oczami. Wody było więcej i więcej..
- Co? - odparł elokwentnie, zawieszając spojrzenie na chłopcu. Miał go tak zostawić? I znów miał umrzeć? Przesunął wzrokiem po dziurach w drewnie i kolejnych strumykach wody, która wlewała się do środka. Byli w chujowej, naprawdę chujowej sytuacji. - Poradzisz sobie?
Zapytał go, chcąc się zwyczajnie upewnić. - Nie daj się Prewett. A Ty? Idziesz?
Spojrzał na chłopaka, kiwając jeszcze bratu w odpowiedzi. Przyglądał się mu chwilę, jakby wahał się, co powinien zrobić. Fale były wyższe, twarz mu czasem znikała pod wodą, ale odnalezienie poręczy od schodów na wyższy pokład było pomocne, podobnie jak oparcie butów o stopnie, nawet skryte w morskiej wodzie. - To tonie zbyt szybko Stanley, nie zdążymy. .
Znajdując się za bratem, zerknął kolejny raz, zaciskając pokrwawione nieco palce na różdżkę. Obskurusa też było głupio mu zostawić, po całej tej wylewności, jego oczy natrętnie wracały w kierunku chłopca. - Musimy wziąć Atreusa, Brenne i znaleźć Geraldine. - zakomunikował, po kolejnym wynurzeniu się z wody Stanleyowi, ślizgając się nieco na schodach. Ciuchy ich spowalniały, utrudniały poruszanie się i wychładzały, a to też nie było dobre. Powinni też ograniczyć dostęp wody, odparować ją i spróbować zasklepić dziury, ale jak najmniej dostało się jej na wyższy pokład. Żywioł był szybszy od nich. On był jednak gotów dalej walczyć, bo miał o co i o kogo, stary go nie skatował, widmo statek flądry też tego nie zrobi. A znał jedno, przydatne zaklęcie.

rzucam na aktywność fizyczną
Rzut N 1d100 - 98
Sukces!

rzucam na kształtowanie "bąblogłowy", gdyby była taka konieczność przez pierwszy rzut
Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#28
30.10.2023, 02:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2023, 02:28 przez Norvel Twonk.)  

Laurent, Stanley, Anthony


Zaklęcie splecione przez Laurenta zadziałało i nie zadziałało jednocześnie. Tak. Udało mu się zamienić jedną z pereł w magnes i rzeczywiście zaczęła ona nieśmiało przyciągać kilkanaście najbliżej niej znajdujących się, ale działo się to powoli, niemożliwie powoli. W dodatku w uszach Prewetta pojawił się nieprzyjemny, metaliczny pisk. Perły nie chciały znowu być naszyjnikiem. Nie chciały zostać spętane. Nie chciały znowu być całością, choć nadal i bez bycia całością – każda z nich pozostawała magiczna i każda z nich nosiła w sobie znamię czegoś potężnego.
Nieruchomy, na wpół przemieniony w obscurusa podrostek pozostał tak samo nieporuszony na zalewającą go wodę jak był wcześniej, gdy Anthony próbował do niego przemawiać. Może, po prostu, pewnej magii nie dało się złamać?
Jak się miało okazać, to nie woda była najżmudniejszym z przeciwników, z którymi przyszło im się teraz mierzyć. Nie był nim nawet żywy trup – wabiony krwią Laurenta (został z tyłu i chociaż głodny i pragnący ich pożreć, odepchnięty przez zaklęcie Stanleya, zmuszony był ich raczej gonić i samodzielnie także walczyć z napływającą wodą niż atakować). Początkowo, gdy ewakuowali się z ładowni, po prostu brodzili, kierując się korytarzem w stronę schodów prowadzących na piętro. Tak, było im trudno, bo wody było coraz więcej i stawiała opór, ale nie sięgała jeszcze ich pasów, ramion, szyj i głów. Gdy udało im się dostać na schody, usłyszeli trzask dochodzący z ładowni, jakby coś złamało się wpół.
Ale, mniej więcej w tym samym momencie poczuli słabą woń dymu. Jeszcze nie zatykał im płuc. Nie widzieli też nigdzie płomieni, ale gdzieś wyżej z pewnością coś płonęło. W ładowni była woda. Na górze coś płonęło. A oni tkwili w środku, między tymi dwoma żywiołami.
Kiedy wreszcie dostali się na piętro, na które dostali się po schodach z atrium, dym był już dobrze wyczuwalny. Stanley usłyszał charakterystyczny odgłos szurania po podłodze. Przed nimi korytarzem, zwabiony dźwiękami, które wydawali szedł kolejny żywy trup. Już go wcześniej poznali, gdy schodzili niżej, najwidoczniej tamta magia już nie działała a on znowu pozostawał wolny. Wolny i żarłoczny.
Całą trójką słyszeli dźwięki toczącej się wyżej walki. Słyszeli również, że w jednej z kajut – z której docierało do nich najwięcej dymu, ktoś (albo coś?) również zachowywało się dość głośno.

Erik


Wspinanie nie było aż tak proste, jak byłoby w innej sytuacji. Zazwyczaj Erik był młodym i wysportowanym mężczyzną, dla którego wspięcie po starych pryczach a potem wyjście przez dziurę, nie powinno stanowić wielkiego problemu. Ale teraz był młodym, poobijanym mężczyzną, który – najprawdopodobniej – miał złamaną rękę. Ta rwała boleśnie, gdy tylko próbował nią złapać za metalową poręcz, a gdy próbował zacisnąć nią palce ból tylko ulegał zwiększeniu.
Tak. Udało mu się wspiąć na pryczę, tylko dzięki swojej sprawności fizycznej udało mu się aż tyle, ale zajęło to więcej czasu niż mógłby przypuszczać. W dodatku z góry dolatywał go coraz mocniejszy swąd dymu (aż chciało mu się kaszleć), słyszał odgłosy toczącej się walki a gdy podnosił głowę, widział jak w górnej części atrium płomienie ognia lizały sufit. Mógł dalej próbować przedostać się przez dziurę, ale gdy zaczął się podnosić, poczuł... poczuł krople czegoś śliskiego na swojej szyi i ramionach. Nie było tego dużo, może dlatego że spływało powoli, ale wystarczyło by Erik dotknął tej substancji a bez wątpienia mógł rozpoznać, że to była… oliwa.

Tura trwa do 1.11.2023 roku do godziny 21.00

Stanleyu, Anthony, Laurencie - jeśli zajrzycie do kajuty, zobaczycie tam znajdującego się na pryczy Erika. Zobaczycie też dziurę w suficie, dym, usłyszycie jeszcze wyraźniej dźwięki walki i nawet - jakbyście podeszli do niego - ogień.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#29
30.10.2023, 12:54  ✶  

Nie było czasu na to, żeby perły pozbierały się w całość, a metaliczny pisk był ostrzeżeniem. Nadal? Tak samo nie miał czasu się nad tym zastanowić. Były dwa ostrzeżenia - pierwsze od samych pereł i drugie od jego własnej głowy. Że jeśli zostaną tutaj to naprawdę coś niedobrego może się stać. Dominowało jednak jedno, konkretne - pomóc przyjaciołom i tym, których imienia Laurent nawet nie znał. Nie było więc czasu na to, by te perły zbierać, by je wyławiać. Można było liczyć tylko na to, że ich niepełny komplet uniemożliwi... temu czemuś, co tutaj żyło, zebranie ich z powrotem w naszyjnik, którym być nie chciały. Głupiutkie perełki... żadnego naszyjnika już z was nie będzie.

Mogli próbować wydostać się przez dziurę, ale chociaż nie wątpił, że on by sobie poradził z ciśnieniem wody, tak nie wiedział, na ile poradziłby sobie Stanley i Anthony. Potrzebowaliby zaklęć, żeby oddychać pod wodą, żeby łatwiej płynąć, te dwa elementy już składały się na całkowitą wątpliwość prawidłowości tego planu i jego słuszności. Magia tutaj nadal dziwnie działała. Obejrzał się na tego chłopca, którego zostawienie tutaj rozwlekało się po piersi bólem serca. Z tym, że on dawno był już martwy. Jak wszystko tutaj.
Blondyn ściągnął skórę ze swoich ramion, żeby ją schować, żeby mu nie umknęła w tym chaosie. Pozostawał jeszcze wątek Marianny. Co się z nią działo? Czy ten fizyczny ból, który odczuli, był z nią jakoś powiązany? Skoro to ona im tu wszystkim pomagała, z tego co zrozumiał? Może dotarli do niej inni? I co się z nimi działo, czy powinni teraz ich szukać, dopóki byli niżej..?

Trzask. Laurent aż się skulił i przystanął na moment, rozglądając się z niepokojem. Ludzki odruch sugerował, że ten sufit miał mu zaraz spaść na głowę - ale tak się nie stało. Przesunął wzrokiem po górze, w poszukiwaniu źródła tego trzasku i po kolumnach - to było bardzo szybkie rzuceniem okiem na teren wokół. Ten hałas dobiegający z jednego z pokoi... i jeszcze trup przed nimi. Zaklęcie mające go zatrzymać przestało działać, rozpadło się, albo po prostu nieumarły się wydostał. Laurent nie usłyszał nawet tego trupa, kiedy się rozglądał, skupiony na źródle hałasu i na dźwiękach walki. Ładnie to brzmiało, bo w istocie był rozkojarzony, a jego skupienie opierało się na pragnieniu przetrwania i uratowania tylu osób, ile zdoła. Ruszył w kierunku źródła dźwięku parę kroków i czy tam ktoś... kaszlał? Na pewno się tarabanił.

- Jest tam ktoś? - Głupie pytanie? Może, ale jak dotąd trupy nie były zbyt rozmowne. Jeśli drzwi nie były otworzone i nie było widać, co tam się dzieje, a żadna odpowiedź również się nie pojawiła to Laurent za bardzo się bał, żeby je otworzyć. Szczególnie, że nie mieli czasu na cackanie się. Z drugiej strony... ktoś mógł spaść i stracić przytomność. Tak czy siak - blondyn postanowił obejrzeć się przez ramię na towarzyszy i rozgorączkowany pchnął drzwi. Spodziewając się chyba bardziej trupa, dlatego zaraz uniósł różdżkę niż zmarnowanego Erika walczącego o przedostanie się w górę, w którym nawet w tych warunkach i dymie Erika z gazet nie rozpoznał w pierwszej chwili. - Ostrożnie! Chodź tutaj, wiemy, gdzie jest wyjście! - Zawołał do niego zanosząc się kaszlem, ale gotów był tam wejść, żeby podeprzeć go na swoim ramieniu i pomóc wydostać się z tego gruzowiska. Widok na górze nie przedstawiał się wcale dobrze. - Tam zaczyna wszystko płonąć! - Chciał powiedzieć towarzyszom, żeby mu pomogli, nie bardzo mając pojęcie, w jakim stanie jest mężczyzna, który chyba ledwo na nogach stał. Ale nie powiedział. Byli zajęci trupem i torowaniem drogi na górę... Jeśli Eryk dał sobie pomóc Laurentowi, to ten go wyprowadzi do Stanleya i Anthonyego, gotów go ciągnąć w górę statku i poruszył różdżką. Nie był medykiem i nie znał się na medycynie, ale mógł mu chociaż trochę pomóc.


Rzut na Enerwate, o ile Eryk sobie da pomóc ofc
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!


○ • ○
his voice could calm the oceans.
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#30
31.10.2023, 22:51  ✶  

Adrenalina? Stres? Odwaga? Co dokładnie sprawiło, że Erik w momencie wspinaczki na pryczę tak późno zorientował się, że ręka boli go trochę mocniej niż powinna? Sam zapewne chciałby poznać odpowiedź na to pytanie, jednak gdyby już miał zgadywać, to zrzuciłby winę na karb całego doświadczenia, jakim była wizyta na tym statku. Nawet dla tak doświadczonego brygadzisty, który przez lata wyrobił sobie nie ladę renomę w biurze, statek widmo okazał się czymś, co po prostu nadszarpało jego nerwy. I to do tego stopnia, że obecnie liczyło się dla niego tylko i wyłącznie to, aby opuścić pokład: bez względu na trudności i bez względu na ból, jakiego doświadczy po drodze.

Zapewne dalej próbowałby się dostać na górny pokład, gdyby nie to, że zaczęły na niego opadać krople jakiejś substancji. W pierwszej chwili wydawało mu się, że to deszcz. Może na górze trwała tak intensywna walka z żywiołem i żywymi trupami, że teraz wydrążono już dziurę, przez którą widać było nocne niebo? Niestety, prawda okazała się nieco gorsza, gdy okazało się, że konsystencja cieczy wcale nie przypomina wody, a... oliwę. O nie, nie, nie, nie..., pomyślał Erik, rozglądając się gorączkowo na prawo i lewo. I wtedy zdarzył się cud.

— Dzięki Merlinowi! — wysapał, gdy zobaczył w drzwiach kajuty Laurenta i Stanleya i Anthony'ego. — Walczyliśmy z jakąś wiedźmą, podpaliliśmy ją, a potem... Chyba ona podpaliła nas?

Erik przyjął pomoc Prewetta, pozwalając się poprowadzić ku wyjściu. Jaki inny wybór miał? Gdyby próbował dalej walczyć na własną rękę, prawdopodobnie i tak przegrałby tę potyczkę w trakcie wspinaczki. A tak po prostu starał się skupić na tym, aby dotrzymać kroku reszcie czarodziejów. Może jednak uda im się uciec stąd w jednym kawałku?



the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Anthony Ian Borgin (4650), Erik Longbottom (277), Laurent Prewett (4781), Norvel Twonk (2736), Stanley Andrew Borgin (3914)


Strony (4): « Wstecz 1 2 3 4 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa